Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przykazanie siódme. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przykazanie siódme. Pokaż wszystkie posty

Katolik a kłusownictwo

 


Przez kłusownictwo rozumie się zwykle łowienie dzikiej zwierzyny na cudzym terenie. 

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że na terenach nieogrodzonych - a na takich zwykle żyją dzikie zwierzęta - zwierzęta przemieszczają się swobodnie i nie sposób określić, czyją własnością jest dane zwierzę. Dlatego stosuje się zasadę terytorialną: zwierzyna przebywająca na danym terytorium jest własnością posiadacza tegoż. Jest to oczywiście tylko umowna zasada, którą można łatwo podważyć. Bardziej spójna jest zasada ograniczenia wstępu na dane terytorium. Ponieważ granice można dość dokładnie wyznaczyć, właściciel może kontrolować dostęp do swojego terenu. Jeśli teren zamknięty nie jest odpowiednio obszerny - rzędu przynajmniej dziesiątków tysięcy hektarów - to zwierzyna dzika nie ma dobrych warunków exystencji i tym samym występuje słabo bądź wcale. Wyjątkiem są chyba tylko ryby, aczkolwiek także ich ekosystem nie może być całkowicie zamknięty. 

Z punktu widzenia teologii moralnej istotne jest,

- że dana zwierzyna jest cudzą własnością (choć trudno określić jej właściciela), oraz

- czy istnieje konieczność jej zdobycia dla swojego życia i zdrowia.

Oczywiście także tutaj obowiązuje zasada, że prawo własności prywatnej nie ma rangi absolutnej, choć oczywiście ma wiążącą rangę i dlatego jest zawarte w Dekalogu. Innymi słowy: moralnie dopuszczalne jest sięgnięcie po cudzą własność prywatną wtedy i tylko i o ile to jest niezbędne dla własnego życia i zdrowia, czyli z konieczności ratowania wartości wyższej, jaką jest życie ludzkie. Te warunki są istotne, choć w praktyce są często pomijane, co wynika głównie z mentalności odziedziczonej po komuniźmie. 

W przypadku własności państwowej sprawa jest bardziej złożona, gdyż własność skarbu państwa nie jest to własnością prywatną lecz wspólna, a zarządzaną przez władze państwowe, których obowiązkiem jest dbałość o dobro wspólne. Tutaj granicą moralnej dopuszczalności jest określenie dobra wspólnego. Otóż dobro wspólne składa się z dobra jednostek, czyli wszystkich obywateli. Dlatego z mienia skarbu państwa wolno korzystać każdemu obywatelowi, o ile nie wyrządza przez to szkody ani nie umniejsza korzystania przez innych obywateli. Tak jest z perspektywy teologii moralnej. 

Osobną kwestią są przepisy regulujące pożytkowanie mienia państwowego. Oczywiście powinne być one podporządkowane zasadzie dobra wspólnego wszystkich obywateli. Zachodzi tutaj kwestia ocena zgodności przepisów z tą zasadą. Wiadomo, że każdy zainteresowany jest skłonny do interpretowania i działania raczej na swoją korzyść prywatną niż na rzecz dobra wspólnego. Istnieje nawet w prawie pojęcie niewielkiej szkodliwości społecznej. Tym samym możliwa jest sytuacja, że dany czyn może zostać tak właśnie prawnie zakwalifikowany, a mieć moralne uzasadnienie w rozsądnym i zasadnym przekonaniu, że nie wyrządza się szkody współobywatelom. Władze państwowe, regulując zasady korzystania z mienia skarbu państwa, powinne mieć na uwadze moralny wymiar oraz pedagogiczną rolę przepisów. Tylko wówczas ich exekwowanie może być realistyczne, gdyż będą miały powszechne uznanie i poparcie. 

Czy kłamstwo zawsze jest grzechem?




Podobna kwestia była już poruszana:
https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/do-czego-odnosi-sie-viii-przykazanie.html

Przytoczę ponownie słowa Patrona teologów moralnych św. Alfonsa de Liguori:

z: Theologia moralis

Streszczając: św. Alfons rozróżnia między symulacją formalną i materialną. Pierwsza polega na takiej różnicy między słowami (czy zachowaniem zewnętrznym) a wewnętrzną wiedzą (czy postawą), że okłamuje się co do faktów, tym samym jest grzeszna i niedozwolona. Symulacja materialna natomiast nie ma na celu oszukania czyli wyrażenia czegoś sprzecznego z wiedzą wewnętrzna, lecz ma inny cel i jest dozwolona dla słusznego powodu. Jako przykłady święty Doktor podaje zachowanie Jozuego w sytuacji wojny (Joz 8) oraz Pana Jezusa, który wobec uczniów w drodze do Emaus zachował się tak, jakby chciał iść dalej, gdyż chciał pokazać, że zostanie z nimi na ich prośbę (Łk 24).

Tak więc kłamstwo we właściwym sensie, czyli mówienie nieprawdy z zamiarem przedstawienia sprzecznego ze stanem rzeczy (faktem) jest zawsze grzeszne i tym samym niedozwolone moralnie, niezależnie od sytuacji i powodu. Takie było zawsze nauczanie Kościoła i jest ono niezmienne.

Różne były opinie teologów jedynie odnośnie tzw. restrictio mentalis, czyli zachowania prawdy w umyśle bez jej uzewnętrzniania, czyli dopuszczając różnicę między prawdą w umyśle a tym, co jest komunikowane zewnętrznie, bez zamiaru przedstawienia czegoś sprzecznego z prawdą wewnętrzną (czyli w umyśle), a jedynie w zamiarze ukrycia prawdy obecnej w umyśle.