Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Co to jest ubóstwo kościelne?

Rozumiem, że chodzi o skromny styl życia, czyli ewangeliczne ubóstwo, które oczekiwane jest u wierzących w Jezusa Chrystusa, zwłaszcza u duchownych. 

Przede wszystkim należy odróżnić ubóstwo osobiste (indywidualne) od ubóstwa wspólnotowego, zwłaszcza w ogólności duchowieństwa czy to diecezjalnego, czy zakonnego. Ludziom, którzy nie mają właściwie pojęcia ani o strukturze, ani o życiu Kościoła, może się wydawać, że zamieszkiwanie w zabytkowych i okazałych budynkach kościelnych, zwłaszcza o bogatym wystroju, świadczy o braku ubóstwa osobistego duchownych. Wystarczy jednak minimum wiedzy i zdrowego rozsądku, by wiedzieć, że są to dwie różne sprawy. Podobnie jak zamieszkiwanie przez prezydenta państwa w pałacu zamieszkiwanym przez każdego kolejnego prezydenta nie ma nic wspólnego z brakiem czy nadmiarem jego osobistego ubóstwa. 

Należy więc najpierw rozważyć kwestię, czy budynki kościelne, czyli te, które nie są prywatną własnością poszczególnych osób, mogą i powinny być kosztowne, ozdobne, czy w jakimś sensie luxusuwe. Należy wziąć pod uwagę, że wartość i też wygląd danego budynku zależy nie tylko od jego przeznaczenia, lecz jest także znakiem, symbolem i wyrazem znaczenia, statusu i rangi danej instytucji. Budynki kościelne powstawały zasadniczo z dwóch źródeł: ze środków fundatorów i z ofiar wiernych. Obydwa źródła nie mają nic wspólnego z przymusem czy obowiązkową pod względem prawnym daniną. Można mówić tylko o obowiązku moralnym: kto chce, by on sam mógł i też by jego potomkowie mogli uczestniczyć w sprawowaniu kultu Bożego i nauczaniu prawdziwej religii, ten powinien czuć się moralnie odpowiedzialny za wzniesienie i utrzymanie takiego miejsca, a także miejsca zamieszkania przez duchownych, którzy się oddają takiej posłudze. Z jednej strony jest zrozumiałe, że fundatorom i darczyńcom powinno zależeć na odpowiednim wyposażeniu i wystroju takich budowli, gdyż to świadczy o dowartościowaniu ich celu. Z drugiej strony oczywiste jest, że obowiązkiem duchownych jest takie dysponowanie i pożytkowanie otrzymanych środków, które odpowiada ich celowi i woli ofiarodawców. Celem nie jest jedynie prosta funkcjonalność, lecz także wskazywanie na cel nadprzyrodzony czyli ponaddoczesny, a to wymaga nie tylko staranności, lecz także artystycznego uwydatnienia, które komuś myślącemu wyłącznie materialistycznie i utylitarnie może wydawać się zbytecznym luxusem. 

Inaczej ma się sprawa z ubóstwem osobistym, czyli skromnym stylem życia, który - nota bene - obowiązuje nie tylko duchownych, lecz każdego chrześcijanina, także świeckiego. Tutaj należy mieć na uwadze, że ubóstwo nie oznacza nędzarstwa czy niechlujstwa, lecz rozumne i odpowiedzialne dysponowanie tym, co się posiada, także dobrami materialnymi. Można do określić jako ekonomię chrześcijańską, gdzie dobro osobiste (indywidualne) nigdy nie jest w sprzeczności z dobrem wspólnym. To są dwa wymiary tej samej postawy duchowej. Polega ona na tym, że człowiek nie szuka szczęścia czy poczucia swojej wartości w posiadaniu i używaniu dóbr jak najbardziej kosztownych, okazałych, czy w zaspokajaniu pożądań i przyjemnościach zmysłowych, lecz posługuje się dobrami doczesnymi w podporządkowaniu ich wartościom duchowym zarówno indywidualnie jak też społecznie. Rozsądne gospodarowanie nie musi być równoznaczne - i z reguły nie jest - z ograniczeniem do tego, co najtańsze i najmniej okazałe. Wiadomo przecież z doświadczenia życiowego, że ten, kto chce najtaniej, płaci podwójnie. 

W zadanym pytaniu przebija jednak problem głębszy i szerszy. Są to jakby cytaty wzięte wprost zarówno z propagandy PRL-u jak też z mentalności komunistycznej. W jej ramach niewyobrażalne było, by można było się czegoś dorobić i zrobić coś cennego, trwałego, nawet okazałego w sposób uczciwy, czyli bez okradania innych. Miało to oczywiście realne podstawy, gdyż komunizm w swojej istocie i naturze jest złodziejski i oszukańczy. Niestety ta mentalność nadal w znacznym stopniu określa mentalność wielu ludzi w Polsce, zwłaszcza tych, których charaktery i myślenie zostały ukształtowane w systemie słusznie minionym. Wiąże się to albo z nieudacznictwem, brakiem umiejętności, pracowitości i też chęci do własnego wysiłku, albo z "filozofią" życiową ukształtowaną w komuniźmie, a stosowaną zwłaszcza przez tych, którzy przepoczwarzyli się z komunistów w kapitalistów. W ich głowach tylko kradzież i oszukiwanie prowadzi do sukcesu i posiadania czegoś okazałego. 

Szczególną uwagę poświęca się stylowi życia duchownych. Tutaj szczególnie groźna jest pokusa obłudy, czyli ubóstwa na pokaz, dla uznania i ludzkiej opinii. Nie chodzi o to, by nie brać pod uwagę słusznej krytyki. Wyjaśniam na przykładzie: gdy duchowny wygląda na bardzo skromnego, gdyż nie ma drogiego samochodu i ubiera się skromnie, a nie szczędzi pieniędzy na wyszukane hobby i drogie podróże, to z pewnością nie jest to skromny styl życia. Istotne jest także dysponowanie dobrem, jakim jest czas, także czas wolny, którego celem jest wypoczynek. Nie żyje skromnie ten, kto spędza czas przed telewizorem czy na grach komputerowych zamiast dobrej lektury czy pożytecznego dla zdrowia sportu. 

Oczywiście szczególnie wrażliwym tematem jest samochód księdza, gdyż jest najbardziej widoczną posiadaną rzeczą. Są tacy, którzy lubią zmieniać samochody, dla samej przyjemności nowych wrażeń. Inni natomiast starannie przemyślują i kupują według potrzeb dla danego przeznaczenia. Jeśli kapłan jeździ w dłuższą trasę najwyżej raz czy dwa razy w roku (na urlop), to jego rozsądna potrzeba jest inna niż u kapłana, który z powodu charakteru posługi i działalności regularnie musi pokonywać długie trasy, także zagraniczne. 

Regularnie pomija się, że ubóstwo - oczywiście właściwie rozumiane - obowiązuje każdego chrześcijanina, także świeckiego. Wynika to dość jasno z Ewangelii, zwłaszcza z Kazania na Górze. To właśnie skromny styl życia ojców i matek rodzin jest najlepszą i konieczną szkołą powołań kapłańskich i zakonnych. Jego brak jest jedną z głównych przyczyn braku nie tylko powołań duchownych, lecz także zapaści dzietności, czyli obecnej katastrofy demograficznej. Jeśli ojciec czy matka, czy też oboje, stawiają na pierwszym miejscu dorabianie się, podróże, wczasy, wydatki na stroje, samochody, hobby itp., to właśnie w takim nastawieniu życiowym kształtują swoje dzieci, oczywiście ograniczając ich liczbę dla własnej wygody. Zwykle wiąże się to z zazdrością względem innych, którym jeszcze "lepiej" się powodzi. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz