Odpowiedź jest wieloraka.
Po pierwsze, naturalną przyczyną jest degradacja czy zniszczenie umocowania krzyża, co z kolei mogło wynikać czy to z wadliwego montażu, czy z braku dbałości i konserwacji. Nie można też wykluczać zamierzonego działania, aczkolwiek póki co nie mamy wiedzy co do takiej okoliczności.
Po drugie, przyczyną jest okoliczność ustawienia celebransa względem krzyża. Ten krzyż zapewne pierwotnie umieszczony był - czy powinien być - w ścianie ołtarzowej czyli w nadbudowie płyty ołtarzowej. Gdyby celebrans stał przed tabernakulum zwrócony do niego, to po pierwsze zauważyłby krzyż spadający na niego i mógłby zrobić unik, by nie zostać trafiony, a po drugie krzyż nie uderzyłby w niego swoją cięższą stroną (czyli górą z Krucyfiksem), lecz dolną która jest o wiele lżejsza i też wolniej spadała. Problem jest więc w kierunku celebracji w powiązaniu z ustawieniem względem krzyża.
Po trzecie, można się dopatrywać sensu głębszego, czyli tragicznego zdarzenia jako znaku. O zabitym kapłanie wiadomo niewiele. Z jednej strony wyposażenie ołtarza, mimo fałszywego kierunku celebracji, świadczy na jego korzyść, gdyż znajdował się na nim także mały krzyż ołtarzowy zwrócony ku celebransowi, czyli w stylu ratzingeriańskim, co już jest dużo w obecnych uwarunkowaniach kościelno-politycznych. Z drugiej jednak strony wygląd tego zakonnika redemptorysty z narcystyczną bródką nie świadczy bynajmniej o zdrowej duchowości. Celebrowanie w samej stule również nie świadczy o dbałości o liturgię. Jak wynika z nagrania, zdarzenie nastąpiło podczas czytania tzw. modlitwy wiernych przez kobietę, co jest niestety obecnie powszechne w novusiźmie, co oczywiście nie jest usprawiedliwieniem:
Wydarzenie jest oczywiście tragiczne. Nie tylko dla tego zakonnika, jego współbraci, rodziny i parafii. Należy modlić się za jego duszę, w nadziei, że sprawował w stanie łaski uświęcającej i dostąpi zbawienia wiecznego. Tym niemniej nasuwają się refleksje różnego rodzaju, także teologiczne. Pewne jest, że także to zdarzenie ma mieć znaczenie dla zbawienia dusz, skoro Pan Bóg je dopuścił.
Po pierwsze, powinno stanowić napomnienie dla kapłanów co do sprawowania Mszy św. Mój kierownik duchowy z czasu seminarium w zakrystii kaplicy, gdzie zwykle celebrował umieścił napis: "sicut prima, sicut ultima, sicut unica", czyli "tak jak pierwsza, tak jak ostatnia, tak jak jedyna". Gdybyśmy jako kapłani tak właśnie podchodzili do każdej Mszy św., to by inaczej wyglądały nie tylko nasze celebracje, lecz także ogólny stan Kościoła. Analogicznie odnosi się to także do wszystkich wiernych. Kto traktuje Mszę św. tak jakby to była ostatnia w jego życiu? Moja śp. Mama, w ostatnich miesiącach żywota doczesnego skarżyła się tylko na to, że już nie może chodzić do kościoła na Mszę św. Gdyby takich matek i też ojców było więcej, to by też inaczej wyglądało życie rodzinne i społeczne.
Po drugie, jest kwestia dbałości o wyposażenie świątyni, zwłaszcza przestrzeni w bliskości ołtarza. Jak widać na tym przykładzie, nowości nie służą, a mogą prowadzić także do tragedii. W tradycyjnym układzie ołtarza oraz kierunku celebracji coś takiego albo nie miałoby wcale miejsca, albo odbyłoby się znacznie mniej groźnie.
Po trzecie, nagła śmierć, zwłaszcza duchownego i to na oczach wielu osób za pośrednictwem internetu, powinna napomnieć do gotowości. Odejście z tego świata podczas modlitwy jest właściwie łaską. O wiele częstsza jest nagła śmierć w zupełnie innych okolicznościach, nierzadko wręcz grzesznych.
Po czwarte, nasuwa się reflexja, że sensem krzyża nie jest bezpieczeństwo doczesne, lecz że jest znakiem wzywającym do pokory przed Bogiem. To wezwanie bywa bolesne, ale zawsze ma sens dla zbawienia dusz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz