Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
"Teraz, dzięki Bogu, nie zostanę biskupem"
W roku 2023 ówczesny nowo mianowany arcybiskup i prefekt dykasterii ds. biskupów Robert Prevost opowiedział po krótce historię swojej znajomości z Jorge Bergoglio:Po krótce:
Poznali się w okresie, gdy Bergoglio był arcybiskupem Buenos Aires, a Prevost jako przełożony generalny odwiedzał swoich współbraci na całym świecie i także w Argentynie. Spotkali się kilka razy. Gdy Bergoglio został wybrany na papieża, Prevost powiedział do swoich współbraci zakonnych: "Dzięki Bogu, teraz nie zostanę biskupem". Miał na myśli to, że często nie zgadzał się z Bergoglio i znali swoje poglądy. Widocznie już wtedy, czyli za pontyfikatu Benedykta XVI, był kandydatem na biskupa, ciesząc się uznaniem w Watykanie.
Początki Leona XIV
Mija właśnie tydzień od wyboru Leona XIV na Stolicę Piotrową. Już w tym krótkim czasie, od swoich pierwszych wystąpień zdobył sobie sympatię wielu, zarówno katolików jak też niekatolików. Wzbudził i potwierdził nadzieje nie tylko na nowy rozdział w historii Kościoła lecz także na powrót do normalności poważnie zaburzonej i zapewne z rozmysłem burzonej przez ubiegłe 12 lat.
O stanie Kościoła A. D. 2025
Problem w tym, że przygotowanie takiego grobu kosztowało według doniesień około miliona euro, czyli kilka- do kilkanaście razy więcej niż pochówek w grotach watykańskich, tym bardziej, że tam znajduje się nowy sarkofag, który na polecenie Franciszka został przygotowany dla Benedykta XVI. Ponadto celem wykonania miejsca pochówku dokonano zniszczenia zabytkowej ściany wraz z zabytkowym portalem (źródło tutaj), co także pasuje do "skromności" bergogliańskiej:
Czy śmierć jest powrotem do "domu Ojca"?
Ten frazes ma dość dokładnie 20 lat, gdyż zyskał popularność dzięki ogłoszeniu śmierci Jana Pawła II przez ówczesnego argentyńskiego arcybiskupa Leonardo Sandri, wówczas substytuta w Sekretariacie Stanu:
Teraz go użył kardynał Kevin Farrell, pochodzący z Irlandii, obecnie w funkcji kamerlinga Świętego Kościoła Rzymskiego, czyli sprawującego rządy w państwie watykańskim w okresie vacatio sedis:
Wygląda na to, że ten frazes jest rdzennie wojtyliański. Na pewno pasuje do "poetyckiego" stylu papieża Polaka, który dość często jest nie tylko wieloznaczny, lecz nawet absurdalny (jak np. "oczyszczenie pamięci" w związku z rokiem jubileuszowym 2000), a w tym wypadku nawet wręcz heretycki. Wszak w każdym katechiźmie katolickim można przeczytać, że jest pięć rzeczy ostatecznych: śmierć, sąd, niebo, piekło, czyściec. Frazes jest heretycki także wtedy, gdy przez "dom Ojca" rozumie się niebo, bowiem nigdy nie ma pewności, że dana osoba trafiła do nieba, chyba że zostanie ogłoszona jako święta czyli kanonizowana. Zaś kanonizację musi poprzedzić proces kanoniczny, który nawet w bardzo opiłowanej wersji z całą pewnością nie może zostać przeprowadzony już w dniu śmierci danej osoby.
Macanie słonia czyli oSzustakowych oszustw ciąg dalszy
Skrajnie modernistyczny dominikanin Adam Szustak, o którym była tutaj mowa już wiele razy, zaskoczyć mógłby jedynie wtedy, gdyby się nawrócił na wiarę katolicką, na co jednak póki co niestety nie wygląda. Tymczasem więc pozostaje demaskowanie i prostowanie bzdetów, które on sprzedaje, a dziwić by się należało, że są jeszcze ludzie, którzy nie dostrzegli, co on sobą prezentuje.
Otóż ostatnio, w typowej dla siebie mieszance ignorancji, fałszu i buty, próbował po raz kolejny przekonać ludzi do swojego uwielbienia dla Franciszka, zwłaszcza do obłudnego dokumentu "Amoris laetitia" w temacie dopuszczenia rozwodników żyjących w nowych związkach do sakramentów.
Zacznę od spraw szczegółowych, ale symptomatycznych.
Na wstępie oSzustak popisuje się rzekomą bystrością w czytaniu Pisma św., twierdząc:
Nie wiem, czy on zdaje sobie sprawę z tego, że właściwie każdy jest w stanie sprawdzić te słowa chociażby nawet w tłumaczeniu polskim, są one następujące w wydaniu tzw. Biblii Tysiąclecia (Wj 20,1-17):
Inaczej i akurat językowo i teologicznie prawidłowo tłumaczy nowsza tzw. Biblia Warszawska biskupa Romaniuka:
Należy mieć na uwadze, że według teologii katolickiej natchniony jest jedynie text oryginalny (stąd konieczność opanowania języków biblijnych, a przynajmniej łaciny, w ramach studiów teologii, co jest obecnie haniebnie zaniedbywane i tak produkuje się tabuny "teologów" pokroju oSzustaka, Mikołaja Kapusty itp.), a nie tłumaczenia, choćby były najwierniejsze.
Otóż problem polega na tym, że język oryginalny czyli hebrajski nie ma czasu przyszłego, lecz jedynie czas dokonany i niedokonany. Na tyle pojęcia o tym języku biblijnym powinien mieć każdy absolwent teologii, także oSzustak. Hebrajski czas niedokonany może być - w zależności od kontextu - tłumaczony jako czas przyszły, jednak kontext Dekalogu bynajmniej tego nie wymaga i tak właśnie oddaje treść to drugie tłumaczenie. Tym samym upada wstępna teza oSzustaka, na której opiera on swoją teoryjkę co do słuszności "Amoris laetitia", jakoby Dekalog niczego nie nakazywał ani nie zakazywał.
W tych pokrętnych wywodach centralny jest moment następujący, ukazujący rdzeń myślenia oSzustaka:
Chodzi tutaj o słynną "przypowieść" indyjską, używaną zwykle dla zilustrowania relatywizmu religijnego. Według jej oryginalnej wersji hinduskiej (więcej tutaj) chodzi o ślepców, którzy dotykają różnych części słonia:
Ślepcy badający słonia oznaczają ludzi, którzy spierają się o prawdziwego Boga czy prawdziwą religię. Dopiero mędrzec musi ich pouczyć, że każdy z nich ma rację, choć właściwe żaden nie ma racji. Tak więc według oSzustaka Kościół jest ślepy i poznaje jedynie fragmenty prawdy. Do tej swojej teoryjki używa słów Pana Jezusa z Ewangelii św. Jana 16,13, oczywiście opacznie, gdyż te słowa odnoszą się w sposób oczywisty do zesłania Ducha Świętego na Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy. Według nauczania Kościoła prawda objawiona Apostołom jest trwale aktualna i niezmienna, zarazem pełna. Innymi słowy: według wiary katolickiej Boże Objawienie zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego z Apostołów czyli św. Jana. Skoro więc oSzustak twierdzi, że po tym Objawieniu następuje jeszcze inne "macanie słonia", to jest heretykiem, a nawet apostatą, gdyż odrzuca prawdę o zupełności biblijnego Objawienia wspólną wszystkim chrześcijanom. Otóż istotna i zasadnicza różnica między chrześcijaństwem a innymi religiami polega na tym, że chrześcijaństwo nie jest ślepym szukaniem prawdy i dotykaniem jakiegoś jej fragmentu, lecz sam Bóg objawił samego Siebie w Swoim Synu, który jest "drogą, prawdą i życiem" (J 14,6). Kto twierdzi inaczej, ten neguje, że w Jezusie Chrystusie jest nam dane ostateczne Boże Objawienie, i tym samym nie jest chrześcijaninem.
Na koniec warto zwrócić uwagę, że oSzustak nie ma nawet szacunku dla miejsca świętego, bo nie waha się użyć słowa uważanego powszechnie za wulgarne:
No cóż, taki to jest poziom moralny, kulturalny i religijny tego człowieka.
Na koniec jeszcze uwagi ogólniejsze. Co jest kluczowym problemem z "Amoris laetitia" i też w myśleniu oSzustaka? Otóż pod pozorem pasterskiej troski o katolików, którzy nieszczęśliwie popadli w rozpad sakramentalnego małżeństwa i nowe związki, kryją się następujące perfidne zamiary:
- demontaż katolickiej dyscypliny sakramentalnej, skoro praktycznie każdy duszpasterz - jak to przedstawia oSzustak - ma prawo decydować o dopuszczeniu osób żyjących w związkach ponownych niesakramentalnych
- upodobnienie Kościoła pod względem etyki małżeńskiej do schizmatyków wschodnich i heretyków protestanckich, a to przez faktyczne uznanie świeckiej instytucji rozwodu.
OSzustak, zresztą jak wszyscy wyznawcy "Amoris laetitia", nie odróżnia między porządkiem prawnym, który musi się odnosić do wszystkich i do każdego, a opieką duszpasterską, której przynajmniej część ma charakter osobisty i w pewnym sensie indywidualny. Oczywiście rozwiązaniem nie może być porzucenie porządku prawnego czyli dyscypliny sakramentów. Tak samo grzechem przeciw miłości bliźniego jest porzucenie osobistej i indywidualnej troski duszpasterskiej.
OSzustak wydaje się też zapominać o pedagogicznej funkcji prawa. Jeśli by Kościół, ostatni bastion oporu przeciw niszczeniu instytucji małżeństwa i rodziny, zaprzestał wyrazistego stania na straży jedności i trwałości małżeństwa, i to swoim ustroju dyscyplinarno-sakramentalnego, to by się sprzeniewierzył Ewangelii i samemu Jezusowi Chrystusowi.
Tego nie są w stanie przykryć czy zakłamać obłudne bełkoty o "towarzyszeniu". Kościół nie został założony do towarzyszenia (od tego są towarzysze, zresztą obłudni). Misją Kościoła jest prowadzenie dusz do zbawienia, a drogą jest Ewangelia Chrystusowa, nie trendy współczesne i mody.
Kościół nie jest ślepy i nie może być ślepy, ponieważ otrzymał prawdę i to - wbrew temu, co bredzi oSzustak - całą prawdę także w kwestii nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa. Przy całym współczuciu dla losu tych, którzy zostali niewinnie opuszczeni i zdradzeni przez współmałżonka (aczkolwiek jakaś część winy jest zwykle po obydwu stronach), Kościół nie może zdradzić tej prawdy. Nie tylko dlatego, że pochodzi ona od samego Boga, lecz także dlatego, że dotyczy dobra społeczeństw, narodów i całej ludzkości. Nawet jeśli dana osoba byłaby całkowicie niewinnie opuszczona i zdradzona, to jednak zerwanie małżeńskiego ma tak poważne konsekwencje społeczne i też indywidualne, że nie może być uznane przez Kościół, jak tego chcą wyznawcy "Amoris laetitia". Wiadomo, że ograniczenia sakramentalno-dyscyplinarne są bolesne szczególnie dla osób skądinąd religijnych i szczerze wierzących. Duszpasterze i też świeccy powinni oczywiście okazywać zdrowe zrozumienie i współczucie. Jednak rozwiązaniem z całą pewnością nie jest lekceważenie czy omijanie odwiecznej dyscypliny Kościoła.
Czy abp Carlo Maria Viganó jest exkomunikowany? (z post scriptum)
Głośnymi echami odbiła się w ostatnich tygodniach wieść zarówno o groźbie i stwierdzeniu kary exkomuniki dla słynnego w ostatnich latach hierarchy arcybiskupa Carlo Maria Viganó, jak też o jego obronie, a właściwie uzasadnieniu swego zachowania w obliczu groźby. W reakcjach niestety regularnie przewija się ignorancja zarówno kanoniczna jak i teologiczna, którą należy skorygować.
Historię wypowiedzi i działań abpa Viganó z ostatnich lat pominę w tym miejscu. Zainteresowani mogą się z tym zapoznać w internecie, aczkolwiek nie znam dotychczas całościowego przedstawienia sprawy. Zaznaczę jedynie, że nie zgadzam się ze wszystkimi jego działaniami, zwłaszcza z dość naiwnymi wypowiedziami odnoszącymi się do obecnego włodarza Kremla i Rosji. Zresztą ta sprawa nie jest istotna. Istotne są wypowiedzi Arcybiskupa w kwestiach stricte teologicznych i kościelnych. W tej dziedzinie nie sposób zaprzeczyć jego kompetencji i wysokiemu poziomowi, choć również nie zgadzam się w niektórych szczegółach. Na szybko wystarczy skupić się na kwestii exkomuniki, wiązanej od kilku tygodni z jego nazwiskiem.
Oto komunikat prasowy w tej sprawie:
Dekret watykański orzekający karę exkomuniki powołuje się na następujące kanony:
Dekret więc nie wymierza kary, lecz jedynie ogłasza zajście kary za popadnięcie w schizmę, która to kara zachodzi mocą samego prawa (latae sententiae).
Problem polega na tym, że abp Viganó dość wyraźnie nie odmawia uznania zwierzchności Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, lecz że nie uznaje Franciszka za papieża, co też dość obszernie uzasadnił (por. tutaj). Tak więc jest to kwestia natury historycznej, nie ściśle teologicznej, dogmatycznej, czy choćby dyscyplinarnej. Jeśli abp Viganó popełnia błąd tego rodzaju, to jest to błąd historyczny i sprawa podlega dyskusji i wyjaśnieniu, a nie karze kościelnej za popadnięcie w schizmę. Tym bardziej nie podlega karze latae sententiae czyli na mocy samego prawa, jak wyznaczają podane wyżej kanony 1323 i 1324.
Mówiąc najkrócej: w świetle obowiązującego Kodexu Prawa Kanonicznego kara exkomuniki moim zdaniem nie zaszła. Twierdzę tak na podstawie następujących kanonów:
O co tu chodzi? Otóż kanony te stanowią dość wyraźnie, iż nie zachodzi kara z mocy samego prawa (latae sententiae), jeśli osoba działała pod wpływem bojaźni, konieczności lun ciężkiej niedogodności. Te okoliczności w sposób dość wyraźny mają miejsce w przypadku abpa Viganó, o czym świadczy jego działanie od wielu lat. W skrócie można powiedzieć, że jego działanie - wypowiedzi odnoszące się do obecnej sytuacji w Kościele - jest w sposób dość wyraźny powodowane troską o Kościół, wiarę katolicką, zbawienie dusz oraz godność władzy kościelnej. Jest to okoliczność istotna dla kwestii kary, nawet jeśli byłaby to okoliczność jedynie subiektywna, czyli czysto subiektywne przekonanie abpa Viganó bez obiektywnie wystarczających powodów.
Wygląda więc na to, że działania dykasterii, która orzekła karę exkomuniki dla abpa Viganó, są niezgodne z obowiązującym Kodexem Prawa Kanonicznego.
Post scriptum
Warto zwrócić uwagę na okoliczności wskazane przez amerykańskiego kapłana x. Gene Gomulka (źródło tutaj):
Czy lefebvrianie mają pełną jurysdykcję?
Niestety mamy do czynienia z następnym odlotem członka FSSPX, tym razem byłego kapłana diecezji tarnowskiej, oczywiście wyświęconego w Novus Ordo, x. Piotra Świerczka. Zakładając, że nie kłamie umyślnie na doraźny użytek, należy powiedzieć, że myli się bardzo poważnie i to w sposób świadczący o wręcz karygodnej ignorancji co do prawa i co do faktów:
Sprawa ma się następująco. We wrześniu 2015 r. Franciszek swoim listem ustanawiającym odpusty z okazji "roku miłosierdzia" (źródło AAS 107: 2015/9 str. 974-976 tutaj) zawarł także postanowienie, że ci, którzy korzystają ze spowiedzi u kapłanów Bractwa Św. Piusa X, mogą podczas tego roku ważnie i legalnie otrzymać rozgrzeszenie z grzechów:
W bulli "Misericordia et misera" z 20 listopada 2016 r. (źródło tutaj) przedłużył to postanowienie na okres nieograniczony:
Jak widać, jest mowa wyłącznie o ważnym i dozwolonym udzielaniu przez kapłanów FSSPX sakramentalnego rozgrzeszenia. NIC więcej.
Oczywiście to sformułowanie nie precyzuje zakresu tego udzielania, jednak nie ma tutaj ani słowa czy to o osobistej jurysdykcji papieskiej, czy to o udzieleniu co do jurysdykcji uprawnień większych niż w przypadku innych kapłanów. Z kontextu wynika, że to postanowienie w żaden sposób nie zmienia ogólnych postanowień prawa kanonicznego co do jurysdykcji spowiedzi w odniesieniu do kapłanów FSSPX, czyli ani nie pomniejsza ani nie powiększa zakresu władzy udzielania przez nich rozgrzeszenia. Tym samym kapłani lefebvrianie NIE mają prawa rozgrzeszać z grzechów zarezerwowanych przez prawo kanoniczne kapłanom ze specjalnymi uprawnieniami penitencjarza czy to biskupiego czy papieskiego.
Wyjaśniam: pełną jurysdykcję ma jedynie papież na całym świecie, oraz biskupi diecezjalni na terenie swojej diecezji. NIKT więcej. To jest elementarz katolickiej eklezjologii i prawa kanonicznego. Nie ma choćby cienia powodu dla tezy, jakoby Franciszek udzielił pełną jurysdykcję kapłanom lefebvrianom, gdyż to by oznaczało, jakoby ich uczynił papieżem i to kolektywnym, co by było oczywiście wybitnie absurdalne.
Czy katolik powinien białe uznawać za czarne? (z post scriptum)
Nieznany dotychczas szerzej xiądz z diecezji bielsko-żywieckiej Przemysław Sawa zasłynął ostatnio dzięki swojemu wpisowi na facebook, opublikowanemu także przez niektóre modernistyczne media:
Opublikował także wersję po angielsku, widocznie celując w sławę poza Polską, która ma dotrzeć także do Watykanu:
Kim jest x. Sawa? Najwięcej można się o nim dowiedzieć na stronie Uniwersytetu Śląskiego:
Warto zwrócić uwagę, że rubryki "badania naukowe" oraz "bibliografia" są puste, co jest bardzo dziwne w przypadku pracownika naukowego. Nigdzie nie jest też podane, u kogo i na jaki temat pisał pracę doktorską. Tym samym nie ma możliwości zapoznania się z jego dorobkiem naukowym. Tak więc wygląda na to, że posadę uniwersytecką dostał nie za osiągnięcia naukowe.
Więcej o dokonaniach można się dowiedzieć na stronie wspólnoty, której przewodzi:
Ta wspólnota powołuje się na związek ze świeckim teologiem "charyzmatycznym" z Mexyku:
Warto zwrócić na jego związek z "charyzmatycznym" xiędzem Ricardo, który następnie założył strukturę o znamionach sekty z przekrętami finansowymi:
(link)
X. Ricardo działał także w Polsce, o czym szerzej można poczytać tutaj.
Świecki mistrz x. Sawy opublikował sporo książek, także tłumaczonych na polski. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na jedną z nich, gdyż ukazuje ona więcej niż pseudopobożne, inspirowane protestantyzmem frazesy typowe dla tych kręgów. Chodzi w niej o "formację liderów", przez co autor rozumie "mężczyzn i kobiety", którzy "są pasterzami ludu":
Tak więc już na wstępie widać, że założenia autora są z gruntu niekatolickie i antykatolickie, gdyż są sprzeczne z hierarchiczno-sakramentalnym ustrojem Kościoła, gdzie przewodzenie jest związane z sakramentem święceń i przynależnością do stanu duchownego. Na takim myśleniu opiera się widocznie działalność x. Sawy. Zresztą nie kryje się on wcale ze swoją praktyką nawiązującą do zwyczajów pentekostalno-protestanckich, gardzącą przepisami Kościoła odnośnie sprawowania liturgii nawet według norm Novus Ordo:
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne kom...
-
Z powinności blogerskiej muszę znów zająć się ponowną przykrą sprawą następnego popisu, tym razem duetowego, gdyż poszerzonego o przedstawic...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Określenie oraz pojęcie "duchowość", dość popularne w przestrzeni kościelnej w okresie mojej młodości, w ostatnich latach - akurat...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Pytanie dotyczy dwóch zasadniczych kwestij teologicznych: 1. pojęcia ofiarowania, czyli ofiary kultowej, w świetle zwłaszcza Bożego Obj...































































