Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medjugorje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medjugorje. Pokaż wszystkie posty

W sprawie Medjugorje: kto może badać i orzekać?


Powyższa wypowiedź odnosi się do dzisiejszego wpisu w sprawie x. Dominika Chmielewskiego, wchodzi jednak w temat o wiele szerszy, dotyczący nie tylko sprawy rzekomych - a właściwie fałszywych - objawień w Medjugorje. 

Otóż x. Mateusz Kopa po pierwsze reprezentuje tutaj postawę typową dla sekty medjugorjańskiej i właściwie dla wszystkich sekt, sprowadzając kwestię do osobistego przeżycia swojego pobytu w Medjugorje, do swoich wrażeń całkowicie oderwanych od teologicznych kryteriów stosowanych od wieków przez Kościół w tego typu sprawach. 

Po drugie, x. Kopa zachowuje się tak jakby uzurpował sobie kompetencje orzekania w sprawie (mimo deklaracji, że nie chce tego czynić), co jest oczywiście absurdalne. Oczywiście każdemu wolno wyrażać swoje wrażenia czy przeżycia z podróży i pobytu. Jednak nikomu, także a nawet zwłaszcza kapłanowi nie wolno ich stawiać ponad czy choćby nawet poza kryteriami teologicznymi. Zaś przede wszystkim należy mieć na uwadze, że czyjeś osobiste wrażenia czy opinie nie mają zupełnie żadnego znaczenia w kwestii autentyczności objawień prywatnych. W tej kwestii kompetencję ma wyłącznie biskup miejsca, chyba że Stolica Apostolska włączy się w badanie sprawy. W sprawie Gospy z Medju stanowisko biskupa miejsca jest jednoznacznie negatywne i niezmienne. Tego stanowiska Stolica Apostolska także nie zmieniła. Dopuszczono jedynie opiekę duszpasterską nad pielgrzymami. 

Po trzecie, x. Kopa popełnia tutaj szereg poszczególnych błędów merytorycznych. Po kolei:

1. Nie wiem, czy x. Kopa na poważnie twierdzi, że babciowy sposób sprawdzania autentyczności zjawy przez kropienie wodą święconą jest niezawodny. Wygląda na to, że na poważnie. No cóż. Niech każdy sam pomyśli o poziomie intelektualnym tegoż testu. Owszem, taka czynność były zwykle doradzana przez duszpasterzy na wypadek wszelkich zjaw. Nie w tym jest problem. Problem w tym, że jedynym świadkiem reakcji zjawy na wodę święconą jest sama wizjonerka. Nie trudno się domyśleć, wizjonerka, która od początku zmyśla i oszukuje, dość łatwo i sprawnie jest w stanie kłamać także w tej kwestii.

2. Nie wiem, skąd x. Kopa czerpie wiedzę o rzekomym posłuszeństwie "wizjonerów" z Medju. Czyżby nie wiedział, że franciszkanie, którzy rozkręcili rzekome objawienia, są czy przynajmniej na początku i przez dziesięciolecia byli w jaskrawym nieposłuszeństwie wobec biskupa miejsca, a "wizjonerzy" jako ich podopieczni mają w tym swój istotny udział? Że całe rozbębnienie sprawy, także przez liczne wojaże "widzących" po całym świecie jest jaskrawym i ewidentnym przejawem nieposłuszeństwa, i to ciągle od ponad 40 lat, skoro rzekome objawienia nie są - i za pewne nigdy nie będą - zatwierdzone przez Kościół? X. Kopa jest naiwny, jest ignorantem, czy z rozmysłem kłamie?

3. Ciekawe, co x. Kopa rozumie przez "zdrowy kult Maryjny". Wygląda na to, że jedynym kryterium jest dla nie - zgodnie z modernistyczną mantrą - niepomijanie Chrystusa. Na czym to niepomijanie polega, nie wyjaśnia. Sugeruje, że chodzi o adorację eucharystyczną. A czy wziął pod uwagę, jak ta "adoracja" tam wygląda? Że to jest typowe pseudocharyzmatycznie wywoływanie nastroju? Że podstawą adoracji jest celebracja eucharystyczna? Że adoracji i w ogóle czci należnej Najświętszemu Sakramentowi nie można pogodzić z masowymi koncelebrami w tym miejscu, gdzie praktycznie nie da się uniknąć bezczeszczenie a nawet profanacji, choćby nawet nie było to zamierzone? Gdzie tu jest zdrowa, katolicka pobożność eucharystyczna i tym samym zdrowa pobożność Marijna? Czyż Matka Boża godzi się na nagminne i masowe profanacje Ciała Jej Syna? 

4. Dość groteskowy jest argument z celebretem. Niechże x. Kopa spróbuje czy to w Polsce czy gdziekolwiek na świecie wejść do zakrystii i powiedzie, że chce celebrować według mszału z 1962. Gwarantuję, że nie tylko od razu będzie pytany o celebret, o ile nie zostanie natychmiast pogoniony. I tak by się zapewne też stało w Medjugorje. 

5. Argument ze spowiedzi wydaje się najpoważniejszy. Kapłana słusznie wzruszają rzetelne spowiedzi. Rozsądny kapłan powinien jest wziąć pod uwagę zwykłe, naturalne przyczyny, a nie popadać natychmiast w euforię z rzekomego dowodu na boskie pochodzenie tego, co się dzieje w Medju. Gdyby wiedział, na tzw. Zachodzie na zwykłych parafiach praktycznie nie ma spowiedzi, oraz miał na uwadze, że do Medju przybywają głównie ci, którzy się tam czegoś wyjątkowego spodziewają, to zapewne trzeźwiej ocenił swój spowiedziami tam. Ponadto nie wiem, co x. Kopa rozumie przez spowiedzi "głębokie i poruszające". Moje doświadczenie jest takie - i to zarówno w Polsce jak i za granicą - że dość łatwo jest rozpoznać w spowiedzi styl medjugorjański: ckliwe opowiadanie o przeżyciach i o sobie, a to zwykle w czasie teraźniejszym, tak jakby nie było to wcale wyznanie grzechów, z którymi chce się skończyć, oraz skupianie się na błahostkach, a pomijanie np. obowiązków rodzinnych, rodzicielskich, zawodowych itp. X. Kopa jest młodym kapłanem, ale już powinien wiedzieć, że także w konfesjonale mamy nierzadko do czynienia z udawaną pobożnością. A ta jest szczególnie częsta u osób polegających w swoim życiu religijnym głównie czy wyłącznie na objawieniach prywatnych czy t o autentycznych czy nieautentycznych. 

Na koniec jeden przykład dość dokładnie pasujący: Kilka lat temu poznałem osoby, które prosiły mnie regularnie o sprawowanie Mszy św. oraz spowiadanie ich. Chodzi oczywiście o Mszę św. tradycyjną. Zachowywały się bardzo pobożnie: Komunia św. tylko to ust i na klęcząco. Spowiedzi także były niebanalne, aczkolwiek nie wszyscy się u mnie spowiadali. Czar prysł nagle w momencie, gdy te osoby zapoznały się z moim wpisami na niniejszym blogu w kwestii koronki s. Faustyny, Medjugorje oraz pokrewnych tematów, także odnośnie do biznesu z objawieniami prywatnymi. Gdy kolejny raz byłem u nich ze Mszą św., po odejściu od ołtarza chórem zaczęli na mnie wrzeszczeć i niemal mnie chcieli pobić. To było zachowanie jakby diabeł w nich wstąpił. Dotychczas byli bardzo mili, usłużni, wręcz czołobitni, nawet całując zawsze w rękę, choć tego nigdy nie wymagam. Aż wyszło szydło z worka i to w sposób podstępny, gdyż mogli mi napisać czy zatelefonić, że już nie chcą korzystać z mojej posługi, a jednak chcieli mi zrobić awanturę na żywo, oczywiście bez choćby próby dyskusji. Widocznie zależało im na zaplanowanym wybuchu agresji i nienawiści, który ukazał ich prawdziwe twarze i wnętrze. To właśnie byli gorliwi wyznawcy Gospy i faustyno-sopoćkizmu. Takie to jest "głębokie i poruszające"...

Jest dość widoczne, że x. Kopa sam jest w jakiś sposób związany z pseudocharyzmatyzmem, przynajmniej w wersji blachnicystycznej. To by poniekąd wyjaśniało brak dostrzeżenia tych znamion w Medjugorje. 

W sumie x. Kopa się niestety dość skompromitował, gdyż te jego słowa są przejawem nie tylko ignorancji teologicznej lecz także braku zdrowego rozsądku. Jest jeszcze młody. Niech się douczy. Ma szansę. 

Sprawa x. Dominika Chmielewskiego SDB


Wybuchła właśnie afera x. Dominika Chmielewskiego, salezjanina znanego, nawet wręcz sławnego jak założyciel i przywódca tzw. wojowników Mariji. Oto oficjalne oświadczenie jego przełożonego (źródło tutaj):



Przyznam szczerze, że wcale nie jestem zaskoczony tą sytuacją. 

Po pierwsze, on otwarcie zawsze przyznawał się i to z dumą do zauroczenia sektą medjugorjańską. A, jak wiadomo, jest to sekta o jedynie pozornej pobożności marijnej, a bardziej pseudocharyzmatycznej. 

Po drugie: Stworzony przez niego quasi rytuał związany z tzw. wojownikami Mariji ma dość widocznie cechy infantylne w postaci jakby pasowania na rycerza. To jest pomieszanie religijności nie tylko ze świeckim pseudorytuałem, lecz dość sprytne wykorzystanie niedojrzałych potrzeb dorosłych mężczyzn, czego groteskowość niewielu zauważyło. Owszem, jest w tym pewien przejaw świadomości z jednej strony deficytu męskości i waleczności w przestrzeni publicznej i też niestety w Kościele, a z drugiej zapewne próba zaradzenia temu deficytowi, co jest oczywiście słuszną intencją. Szkoda jednak, że zajął się tym ktoś, kto się skompromitował pod względem moralnym, wykazując swoją niedojrzałość emocjonalną i ogólniej osobową. 

Po trzecie: Wprawdzie należy docenić dokonaną przez niego mobilizację mężczyzn do tzw. męskiego różańca, który stał się pokaźnym ruchem. Nie wykluczam, że miał w tym szczere intencje, a nie zamierzał jedynie zdobycia sobie sławy. Problem jednak w tym, że on sam okazał się jako osobowość o skrzywionej religijności i moralności. A ma to związek z całą pewnością z zauroczeniem sektą medjugorjańską. 

Osobiście miałem z nim styczność dwukrotnie. Pierwszym razem było to niecałe 5 lat temu, gdy zdobywszy mój adres mejlowy poprzez wspólnych znajomych napisał do mnie z prośbą, bym mu zwracał uwagę w razie gdybym miał zastrzeżenia do nauk jakie głosi. To był czas, gdy w przestrzeni publicznej pojawiły się głosy krytyczne co do jego działalności, a to ze strony modernistyczno-lewackiej. Oczywiście byłem chętny mu pomóc i tak mu odpisałem. Dziwne było jednak to, że prosił mnie o mój numer telefonu, nie podając swojego. Odpisałem mu, żeby podał najpierw swój, żebym mógł do niego zatelefonić. Na to nie odpowiedział i w ogóle zamilkł. 

Druga sposobność była zupełnie przypadkowa i miała miejsce w jesieni ubiegłego roku. Byłem akurat przejazdem w Rumii w centrum handlowym i zaszedłem, żeby coś zjeść w barze. Nagle pojawił się w tym barze także x. Dominik Chmielewski, zamawiając sobie jedzenie. Pomijam fakt, że był zupełnie na cywila, bez jakichkolwiek oznak stanu duchownego, co jest obecnie dość powszechne. Bardziej istotne jest to, że on mieszkał w Rumii w domu swojego zgromadzenia zakonnego i tam miał oczywiście zapewniony wikt. Jeśli zakonnik woli zjeść posiłek na mieście zamiast w swoim domu zakonnym, to świadczy to nie tylko o braku ducha ubóstwa, które ślubował, lecz także o zaburzonym stosunku do swojej wspólnoty. Innymi słowy: on zatracił swoją tożsamość zakonną i duchowną, co jest wprost sprzeczne ze szczerą, autentyczną pobożnością marijną. Tym samym głosił innym to, czym sam nie żył. Dobrze, że przynajmniej głosił. Źle, że widocznie czynił to bardziej dla siebie niż dla chwały Bożej i zbawienia dusz. 

Oczywiście należy mu życzyć szczerego nawrócenia. 

Sprawa x. Piotra Glas'a


Okazyjnie jakiś czas temu już wypowiadałem się odnośnie do działalności x. Piotra Glasa (więcej tutaj), nie przypuszczając wtedy, że stanie się "sławny" też w innym sensie tego słowa. Jednak afera obecna, trwająca od około roku, nie jest dla mnie zaskoczeniem wobec faktów, które były wiadome wcześniej, tzn. w czasie gdy ów kapłan był celebrytą, nawet wręcz gwiazdorem katolików konserwatywnych w Polsce. 

Obecnej afery - jeszcze nie zakończonej, ponieważ ma się dopiero odbyć apelacja od wyroku skazującego wydanego przez sąd na brytyjskiej wyspie Jersey - nie będę przedstawiał, gdyż można się zapoznać z obszernymi materiałami znajdującymi się w internetach, pochodzącymi także od przyjaciół, zwolenników i apologetów x. Glasa, do których należy zwłaszcza x. Sławomir Kostrzewa, również wyznawca sekty medjugorjańskiej. 

Do wiarygodności oskarżyciela, który zresztą także jest wyznawcą sekty medjugorjańskiej, podchodzę oczywiście ostrożnie, nawet sceptycznie. Jednak wystarczy zwrócić uwagę na dwa niezaprzeczalne i przez nikogo nie podważane fakty:
- praktykowane przez x. Glasa "exorcyzmowanie" ducha nieczystości przez dotykanie genitaliów męskich, o czym mówił publicznie sam x. Glas
- znalezienie przez policję w jego domu większej ilości skarpetach dziecięcych, prawdopodobnie używanych, co posłużyło jako jeden z dowodów przed sądem. 

Te dwa fakty świadczą dość wyraźnie, że x. Piotr Glas ma problemy ze sobą i do tego ma dość wyraźnie pomieszane w umyśle, skoro takie rzeczy zrobił i to nawet się ich nie wstydząc. 

Oczywiście dochodzi pomieszanie a właściwie zboczenie polegające na wyznawaniu wiary w zjawę medjugorjańską. Tylko ktoś zupełnie pozbawiony wiedzy teologicznej, zdrowego rozsądku i elementarnego wyczucia duchowego może ulec propagandzie tej sekty. Zwykle wiąże się to z duchowym zaślepienie i zakłamaniem charakterystycznym dla osób uformowanych w tzw. charyzmatyźmie czyli w demonicznym zwiedzeniu pseudopentekostalnym, gdzie zwodnicze uczucia dominują, zakłamują i tłumią zdrowe, trzeźwe myślenie, które jest fundamentem wiary katolickiej. 

Podsumowując: 

Wygląda na to, że x. Piotr Glas przez swoją widowiskową "walkę z szatanem", którą się przez długie lata namiętnie chwalił we wszelaki sposób, usiłował przykryć swoje problemy, dokładniej zboczenie sexualne, żeby na wypadek wybuchu afery tłumaczyć się niby zemstą demonów. To dość dokładnie pasuje do zakłamania typowego dla sekty pseudocharyzmatyzmu, w tym też dla sekty medjugorjańskiej. 

Co należy sądzić o działalności Przemysława Janiszewskiego ("Moc w słabości")?

 




Rzeczywiście, również zauważyłem jego wystąpienie (w międzyczasie chyba usunięte), w którym na poważnie twierdził, jakoby Kościół nie wypowiedział się w sprawie rzekomych objawień w Medjugorje i jakoby nie mógł się wypowiedzieć dopóki rzekome objawienia trwają. Jest to oczywiście bezczelne kłamstwo, gdyż jest szereg wypowiedzi biskupa miejsca, które jednoznacznie odrzucają autentyczność owych rzekomych objawień (por. tutaj). Także badanie sprawy przez komisję Konferencji Biskupów Jugosławii z roku 1991 - potwierdzone przez Kongregację Nauki Wiary - doprowadziło do negatywnej oceny (por. tutaj). Badanie przez komisję pod przewodnictwem kard. Ruini'ego podjęte za pontyfikatu Benedykta XVI (od 2010 r.) widocznie także miało wynik negatywny, skoro nie ma werdyktu odwołującego poprzednie orzeczenia biskupa miejsca i Kongregacji Nauki Wiary (por. tutaj). Misja abpa Hoser'a oddelegowanego przez Franciszka ma za przedmiot wyłącznie kwestie duszpasterskie opieki nad pielgrzymami, a nie autentyczność samych rzekomych - a ewidentnie fałszywych - objawień.

Zwróciłem Janiszewskiemu na to uwagę w komentarzu, który został przez niego niezwłocznie wyrzucony. Świadczy to o tym, że ten człowiek z rozmysłem oszukuje swoich odbiorców, co jest typowe dla sekty medjugorjańskiej (por. tutaj).

Czy rzekome objawienia w Trevignano są autentyczne?

 


Nie ma oficjalnego orzeczenia władzy kościelnej - czyli biskupa miejsca - w tej sprawie (por. tutaj i tutaj). Sprawa jest jednak dość jasna, według kryteriów zarówno zdroworozsądkowych jak też teologicznych. Ocenę opieram na wystąpieniach rzekomej "widzącej" dostępnych w internecie.

1. Kontext rzekomych objawień: 

- Gisella opowiada, że pierwsze przeżycia "mistyczne" miała rzekomo, gdy wieczorem wraz z mężem leżała w łóżku przed telewizorem. W takiej sytuacji typowe jest działanie szatana, nie działanie szczególnej łaski Bożej. Z prostego powodu: typowe dla pedagogii Bożej jest zachęcanie do życia duchowego i modlitwy, nie do zwykłych zajęć codziennych i to dość mało wzniosłych, jak kładzenie się do łóżka i oglądanie TV. 

- Jeszcze bardziej znamiennym kontextem jest ścisły związek z fałszywymi objawieniami w Medjugorje. Małżeństwo Cardia jest widocznie blisko związane zarówno z tym miejscem jak też z rzekomymi objawieniami, w które nie tylko ewidentnie wierzy, lecz także rozpowszechnia. Rzekomo płacząca figura przedstawia właśnie zjawę z Medjugorje. Nie trzeba być szczególnie domyślnym, by wnioskować, iż chodzi o uwiarygodnienie tamtejszych rzekomych objawień, w opozycji do orzeczenia Kościoła - zarówno biskupa miejsca jak też komisji watykańskiej (już z 1990 r.). Chodzi więc o uwiarygodnianie i propagowanie oszustwa. 

- Nie bez znaczenia jest także związek z obrazem znanym z kultu "Bożego Miłosierdzia" pochodzącego od s. Faustyny i x. Sopoćki (por. tutaj i tutaj). Otóż w Trevignano rzekomo "płacze" także ten obraz, który oczywiście nie jest tym właściwym - namalowanym według wskazań s. Faustyny przez żydomasona samobójcę Kazimirowskiego. Zresztą nie był on jedynym żydem zaangażowanym w kult "Jezusa Miłosiernego" (więcej tutaj).  Propagowany obecnie obraz autorstwa Adolfa Hyły w istotnych elementach odbiega od obrazu namalowanego przez Kazimirowskiego. Tak więc także pod tym względem chodzi o uwiarygodnianie oszustwa. 

2. Treść: 

- Oczywiście dobre jest wzywanie do odmawiania różańca. Nie jest to nic nowego. Kościół zawsze to czynił. Tak więc właściwie zbędna jest nadzwyczajna interwencja Boża w tym celu. Opieranie oceny jedynie na tym wezwaniu jest nielogiczne i naiwne. 

- Charakterystycznym elementem jest rzekoma przepowiednia obecnej tzw. pandemii, mająca miejsce w 2019 r. Także pod tym względem nie ma znamion nadprzyrodzoności, gdyż po pierwsze tzw. pandemia była przygotowywana znacznie wcześniej (co łatwo mogło być znane mocodawcom "widzącej", która jest widocznie sprytnie sterowana, podobnie jak "wizjonerzy" z Medjugorje), a po drugie Gisella mówiła o "nieznanej bakterii", nie o wirusie (który zresztą nie jest nowy co do typu, lecz najwyżej co do mutacji), co oczywiście wyklucza nadprzyrodzone pochodzenie owej przepowiedni, gdyż Pan Bóg na pewno odróżnia między bakterią a wirusem (źródło tutaj):


- Wezwanie do nawrócenia także nie jest ani nowe ani konkretne. Mglistość i wieloznaczność jest typowa dla oszustów, nie dla działania Bożego. 

- Gisella twierdzi, iż wyznaczony przez biskupa miejsca "expert od mistyki" zapowiedział jej otrzymanie stygmatów. Ciekawe na jakiej podstawie. To jest groteska. Ponadto widocznie są to "stygmaty" wewnętrzne, czyli niewidoczne, czyli widocznie albo urojenia albo zwykłe kłamstwo, wręcz bezczelnie obliczone na naiwność publiczności. 

- Mówienie o nadchodzącej nowej epoce także nie jest niczym nowym i bynajmniej nie musi mieć charakteru nadprzyrodzonego. Ktokolwiek obserwuje wydarzenia społeczno-polityczne, ten wie, że przemiany - zwłaszcza te narzucone odgórnie - zmierzają do "nowego porządku" światowego. Tym samym objawienie Boże w tej kwestii jest zbędne. Wystarczy trzeźwo myśleć. 

- Właściwą, a przekazywaną podstępnie treścią owych rzekomych objawień w Trevignano Romano jest dość ewidentnie uwiarygodnianie fałszywych objawień zarówno w Medjugorje jak też s. Faustyny, co wpisuje się w obecny trend forsowany odgórnie wespół przez możnych tego świata oraz modernistyczne elity religijne. Otóż zarówno zjawa w Medjugorje jak też rzekome objawienia s. Faustyny podważają podstępnie istotne fundamenty Objawienia Bożego nauczane zawsze przez Kościół: począwszy od pojęcia Boga (miłosierdzie jako przeciwieństwo sprawiedliwości, pośrednia negacja Bóstwa Jezusa Chrystusa jak u s. Faustyny), aż do rozumienia religij niechrześcijańskich (równość religij, jak w "orędziach" zjawy w Medjugorje). Nie jest przypadkiem, że akurat biograf i czciciel x. Sopoćki jest zaangażowany w tzw. dzień islamu (źródło tutaj)...

3. Owoce: 

- Atrakcyjność u naiwnych wiernych, zaniedbanych zarówno co do wiedzy religijnej jak też solidnej opieki duszpasterskiej, nie stanowi dobrego owocu w znaczeniu znamion działania Ducha Świętego. Do tych znamion należy przede wszystkim wzrost i utwierdzenie we wierze, nadziei i miłości, przy czym chodzi oczywiście o wiarę katolicką, wyrastającą z Pisma św. i Tradycje Kościoła, nie o wierzenie w orędzia Giselli, zjawy w Medjugorje czy "Dzienniczek" s. Faustyny. 

- Już teraz wyraźne są interesy biznesowe: Gisella przestała pracować i zajmuje się obecnie "doradztwem duchowym". Także jej mąż widocznie sprytnie potrafi korzystać z sytuacji (źródło tutaj):


To dość wyraźnie śmierdzi mamoną. Zresztą bardzo prawdopodobne jest finansowanie głównie przez czynniki antykościelne, tak samo ja w przypadku Medjugorje (por. tutajtutaj) oraz s. Faustyny (propagowanie było finansowane głównie dzięki x. Michalenko z USA, ukraińskiemu żydowi z pochodzenia, por. tutaj). 

Podsumowując:

Jest dość jasne, że mamy do czynienia z kolejnym oszustwem, które jest forsowane wobec gaśnięcia atrakcyjności zarówno zjawy z Medjugorje jak też objawień s. Faustyny. Dla młodego pokolenia są to przeżycia ich dziadków i rodziców. Dlatego kręgom antykatolickim potrzebne wydaje się podtrzymywanie i odświeżanie oszustwa, któremu poddawani są katolicy w ostatnich dziesięcioleciach. 

Czy rzekome objawienia Alicji Lenczewskiej są wiarygodne?



Co jakiś czas zadawane mi było pytanie odnośnie Alicji Lenczewskiej i jej rzekomych objawień. Zacząłem od szukania źródeł dostępnych w internecie i natrafiłem na filmik dokumentujący fakt, że organizowała tzw. pielgrzymki do Medjugorje i mocno angażowała się w propagowanie rzekomych - a właściwie fałszywych - tamtejszych objawień. 

Tym samym sprawa jest oczywista i prosta: skoro Lenczewska nagminnie popełniała grzech przeciw wierze katolickiej i Kościołowi przez zaangażowanie w promowanie fałszywych objawień, to z całą pewnością także objawienia rzekomo przez nią otrzymywane mogą być jedynie fałszywe, czyli pochodzą albo z mamienia szatańskiego, albo są po prostu ludzkim wymysłem. 

Niestety jej pisma otrzymały "nihil obstat" kurii archidiecezjalnej w Szczecinie, co ułatwia zwodzenie wiernych tymi fałszywymi treściami. Należy jednak pamiętać, że "nihil obstat" oznacza jedynie, iż w danej publikacji przedłożonej w kurii nie stwierdzono błędów przeciw wierze katolickiej i moralności, i samo w sobie nie oznacza uznania rzekomych objawień za nadprzyrodzone. Właściwie już sam fakt promowania fałszywych rzekomych objawień w Medjugorje jest poważnym błędem przeciw wierze katolickiej i dyscyplinie, tym samym powinien być wystarczającym powodem wykluczającym udzielenie imprimatur. Widocznie cenzor pracujący dla kurii szczecińskiej nie rozumie związku tych spraw. 

Wygląda na to, że kuria nie wzięła pod uwagę całości działalności Lenczewskiej. Właściwsze byłoby zbadanie wpierw charakteru jej rzekomych objawień i dopiero w razie pozytywnego wyniku - co jest właściwie niemożliwe w uczciwym i solidnym zbadaniu - udzielenie "nihil obstat" dla jej pism. Jest bowiem dość oczywiste, że Lenczewska albo ulegała złudzeniu, albo sama wymyśliła rzekome objawienia oraz je - zapewne przy pomocy swego opiekuna duchowego, który czuwał nad poprawnością teologiczną - spisała. Błędów doktrynalnych można dość łatwo uniknąć, zwłaszcza przy udziale jako tako wykształconego teologa. Dlatego ich brak w żaden sposób nie dowodzi charakteru nadprzyrodzonego rzekomych objawień. Tym niemniej udzielenie "nihil obstat" dla sprytnie pod względem doktrynalnym przygotowanego oszustwa jest conajmniej nieroztropne. 

Fałszywe "oświecenie"

 


Jednym z charakterystycznych znamion obecnego czasu jest mnogość i natarczywość fałszywych "orędzi", "proroctw", "objawień" itp. Jak zwykle w tego typu fenomenach, które nie pochodzą od Boga, są to mieszaniny prawdy i fałszu, dobra i zła, pobożności i dość sprytnie ukrywanego bezbożnictwa. Należy pamiętać, że przeciwnie to, co pochodzi od Boga, jest czyste, bez skazy, bez cienia fałszu, obłudy i przewrotności. 

W ostatnich latach furorę robią samozwańczy "wizjonerzy", "prorocy", "mistycy", wykorzystujący zarówno zapotrzebowanie pospólstwa na sensację, jak też dobre i słuszne, pobożne pragnienia. Właściwie nie jest dziwne, że wobec tak potężnych ataków możnych tego świata na Boga i prawdziwą religię zwłaszcza wśród gorliwych religijnie dusz wzmagają się nastroje quasi apokaliptyczne. Wynika to zarówno z niecierpliwości w ucisku, jak też ze zwykłej ludzkiej ciekawości odnośnie przyszłości. Stanowi to podatny grunt dla działalności zwykłych, choć perfidnych oszustów. 

Z powodu pytania jednej z czytelniczek bloga, rozeznałem się w internecie odnośnie kobiety o nazwisku Christine Watkins, autorki książek o tematyce religijnej, a ostatnio bardzo chodliwej książki pt. "Ostrzeżenie. Świadectwa i proroctwa o oświeceniu sumienia". 


Książki nie mam i nie mogłem jej nawet przejrzeć. Dość szybko znalazłem jednak w internecie jej prezentację przez samą autorkę. Zapoznanie się z jej wystąpieniami (tutaj, a obszerniej tutaj) wystarczy, by jednoznacznie ocenić, że jest to oszustwo. Z prostych powodów: 

1. O takowym "powszechnym oświeceniu sumień" nie mówi nic ani Boże Objawienie poświadczone w Piśmie św. i Tradycji Kościoła, ani nauczanie Kościoła, ani pisma doktorów i świętych Kościoła. To nie jest nawet całkiem oryginalny wymysł tej pani, lecz jakby nowa wersja fałszywych poglądów teologicznych, odwracających uwagę od autentycznej prawdy objawionej przez Boga raz na zawsze. 

2. Powodowanie oczekiwania rzekomo zapowiedzianego "oświecenia sumień" wszystkich ludzi zawiera poważne i brzemienne w skutkach fałsze:

- jakoby Bóg dotychczas nie oświecał sumień ludzi, którzy w związku z tym nie ponoszą odpowiedzialności za swoje grzechy,

- jakoby konieczna była spektakularna interwencja Boża, by ratować ludzi, czyli tym samym jakoby Objawienie Boże dane przez Jezusa Chrystusa i podawane przez Kościół nie było wystarczające dla zbawienia. 

No cóż, trzeba być zupełnym ignorantem już nawet w prostej wiedzy katechizmowej, by nie dostrzec fałszu myślenia i słów tej kobiety. 

Spojrzenie na jej obecność internetową wiele wyjaśnia: z jednej strony propaguje ona - oczywiście słusznie - poświęcenie się Matce Bożej, z drugiej strony jednak także fałsz. Już nazwa strony internetowej wskazuje na powiązania z ruchem fałszywych objawień w Medjugorje:


Rzeczywiście ona mocno angażuje się w propagowanie oszustwa z Medjugorje, wykorzystując do tego słowa modernistycznego szwajcarskiego teologa-heglisty i masona Hans'a Urs'a von Balthasar'a (źródło tutaj):


Tym samym sprawa jest jasna: pani Watkins to jest kolejne oszustwo i perfidny atak kręgów antykatolickich na wiarę i pobożność prostodusznych katolików. 

Jakie są kryteria Kościoła w rozeznawaniu tzw. objawień prywatnych?

 


Fenomen tzw. objawień prywatnych wprawdzie istnieje od początków historii Kościoła, a nawet od zarania ludzkości jako zjawisko obecne chyba w każdej religii. Jednak w ostatnich dziesięcioleciach obserwujemy boom pod tym względem. Z jednej strony ma to związek z łatwością rozpowszechniania rzekomych "orędzi", czemu sprzyja zwłaszcza internet. Z drugiej wiąże się z poluzowaniem dyscypliny Kościoła odnośnie publikacyj religijnych. Wprawdzie istnieje nadal obowiązek tzw. imprimatur czyli kościelnego zezwolenia na drukowanie pism o tematyce wiary i obyczajów (Codex Iuris Canonici can. 823 - 832). Jednak faktycznie większość książek autorstwa nawet duchownych jest publikowana bez imprimatur. Równocześnie wiele publikacyj wręcz ewidentnie sprzecznych z wiarą katolicką jest wyposażonych w zezwolenie władz kościelnych, co oczywiście powoduje zamieszanie i wyrządza szkodę Kościołowi. 

Obecnie szczególnie gorliwsze religijnie dusze masowo lgną do objawień prywatnych, i to coraz mniej do tych uznanych przez Kościół (nadal względnie popularne są jedynie objawienia z Fatimy, choć ta popularność maleje), a przeważnie niestety do nowych - rzekomych, czyli nieuznanych, czy wręcz do ewidentnie fałszywych. Ma to związek zarówno ze spłyceniem czy wręcz zatraceniem autentycznego życia religijnego w strukturach parafialnych, z banalizacją czy wręcz zafałszowaniem liturgii, z brakiem szczerej troski i opieki ze strony duszpasterzy, w końcu z utratą zaufania do Kościoła jako instytucji hierarchicznej czyli z upadkiem autorytetu władz kościelnych. Innymi słowy: liturgia Novus Ordo skoncentrowana na pouczeniach, wybrakowana pod względem wyrazistości doktrynalnej oraz ducha szacunku dla świętych tajemnic, nie wystarcza wiernym, którzy - z różnych powodów, nierzadko po osobistym nawróceniu - szukają głębszych przeżyć oraz powiązania wiary ze swoim życiem. Nie znając głębii, bogactwa i żywotności tradycyjnej duchowości i pobożności katolickiej zawartej w tradycyjnej liturgii i pismach świętych Kościoła na przestrzeni wieków, a nie mając często nawet podstaw wiedzy katechizmowej, szukają po omacku i bardzo często w dobrodusznej naiwności stają się ofiarą oszustów i duchowych hochsztaplerów, pozujących na "mistyków" i "wizjonerów". Dotyczy to nie tylko osób świeckich, lecz niestety nie brakuje nawet duchownych, którzy uformowani na kiepskiej czy wręcz heretyckiej pseudoteologii modernistycznej nie dysponują wiedzą i dojrzałością duchową, konieczną do trzeźwej, katolickiej postawy wobec rzekomych objawień. 

Dlatego należy zwrócić uwagę na tradycyjne kryteria Kościoła stosowane od wieków wobec tego typu fenomenów. Normy te są podane w skrócie w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary z 1978 r. W sposób dość precyzyjny dokument podaje kryteria do "osądzenia przynajmniej z pewnym prawdopodobieństwem o charakterze rzekomych zjawień czy objawień". 

Kryteriami pozytywnymi, czyli przemawiającymi za nadprzyrodzonym pochodzeniem danego zjawiska, są:

1. Moralna pewność lub przynajmniej wysokie prawdopodobieństwo co do faktyczności zdarzenia, co musi być wynikiem dokładnego zbadania. 

2. Okoliczności co do faktyczności oraz charakteru zdarzenia, zwłaszcza

a) osobistych cech danej osoby czy osób, które są odbiorcami zdarzenia, a konkretnie

zrównoważenie psychiczne 

godziwość i prawość moralna

szczerość i  posłuszeństwo wobec władz kościelnych

zdolność powrotu do normalnych form życia wiary

itp.

b) przekazywanej treści, czyli prawdziwość oraz wolność od błędu pod względem teologicznym i duchowym,

c) zdrowa pobożność oraz obfite i trwałe owoce duchowe, jak duch modlitwy, nawrócenia, dzieła miłości bliźniego.

Niemniej ważne i konieczne do zastosowania są kryteria negatywne, czyli wykluczające nadprzyrodzone pochodzenie danego zjawiska. Są to:

1.  Oczywisty błąd co do faktów, czyli oszukiwanie i kłamanie. 

2. Błędy pod względem prawd wiary czy to odnośnie samego Boga, czy Matki Najświętszej czy osoby świętej rzekomo się ukazującej.

3. Oczywiste dążenie do korzyści materialnych bezpośrednio w związku z fenomenem.

4. Akty poważnie niemoralne popełnione czy to w czasie fenomenu czy przy jego okazji, czy to przez sam podmiot, czy przez jego zwolenników. 

5. Schorzenia psychiczne bądź tendencje psychopatyczne podmiotu, które z pewnością miały wpływ na zdarzenie, jak też psychozy, histerie masowe i tym podobne okoliczności.

Istotna jest uwaga, że te kryteria muszą stosowane indykatywnie, a nie taxatywnie, to znaczy wystarczy jeden element przemawiający przeciw nadprzyrodzonemu pochodzeniu, by uznać całe zjawisko za nienadprzyrodzone. Innymi słowy: nie jest decydująca przewaga elementów przemawiających za nadprzyrodzonością, lecz muszą być spełnione wszystkie kryteria, by można było uznać dane zjawisko za nadprzyrodzone. 

Dokument określa także kompetencje w badaniu i orzekaniu odnośnie do danego zjawiska: właściwą instancją jest ordynariusz miejsca. Konferencja biskupów danego regionu czy kraju może się zająć badaniem sprawy tylko wtedy, gdy biskup miejsca ją o to poprosi. Stolica Apostolska oczywiście zawsze może badać sprawę czy to z własnej inicjatywy, czy na prośbę wiernych bądź zainteresowanych.

Podane kryteria osądu są w Kościele stosowane w ten sposób, że ordynariusz miejsca ustanawia dwie osobne komisje, mianowicie

- lekarską do zbadania stanu zdrowia oraz zachowania podmiotu względnie podmiotów z punktu widzenia nauk świeckich, oraz

- teologiczną do zbadania zjawiska pod względem charakteru oraz treści teologicznej i duchowej. 

Do komisji lekarskiej powołuje się zasadniczo taki skład, że jego większość nie należy do Kościoła katolickiego, po to, by zapewnić rygorystyczny obiektywizm naukowy. 

Na podstawie wyników badań tych komisyj ordynariusz miejsca wydaje osąd w sprawie. Zasadniczo stosowane są trzy oceny:

- constat de supernaturalitate

- non constat de supernaturalitate,

- constat de non supernaturalitate.

Pierwsza ocena oznacza, że stwierdzono nadprzyrodzone pochodzenie danego zjawiska. Ma to miejsce wtedy, gdy po wnikliwym i rzetelnym zbadaniu stwierdzono spełnienie wszystkich podanych kryteriów. 

Druga ocena jest wstrzymująca się i ma miejsce wtedy, gdy brakuje danych lub jasności w ich ocenie. 

Trzecia ocena jest negatywna i oznacza, iż dane zjawisko z pewnością nie ma pochodzenia nadprzyrodzonego, a to z powodu stwierdzenia choćby jednego elementu przemawiającego przeciw nadprzyrodzonemu pochodzeniu. 

Wobec tak złożonej i wymagającej wszechstronnej wiedzy i kompetencji procedury oczywiste jest, iż nikt inny - żadna poszczególna osoba czy to duchowna czy świecka - nie ma możliwości odpowiedniego zbadania tego typu fenomenów. Nawet biskup miejsca i także Stolica Apostolska posługuje się w takich sprawach badaniem i oceną komisyj specjalistów. Tym samym nie tylko absurdalne, lecz wręcz groteskowe i świadczące już nawet o braku zdrowego rozsądku są zachowania duchownych i świeckich, którzy na własną rękę, bez odpowiedniej wiedzy i bez możliwości zbadania uzurpują sobie kompetencję i prawo do orzekania, że dane zjawisko ma pochodzenie nadprzyrodzone. 

Nagminnie się to odbywa obecnie w odniesieniu do rzekomych - a przez władze kościelne ocenionych jednoznacznie jako fałszywych - objawień w Medjugorje. Duchowni i świeccy, którzy nie tylko uzurpują sobie kompetencję w orzekaniu lecz głoszą publicznie pogląd w tej sprawie sprzeczny z negatywnym osądem władz kościelnych, grzeszą ciężko przeciw wierze i tym samym sprawują sakramenty względnie je przyjmują świętokradzko. Brak głębszej wiedzy teologicznej nie jest tutaj usprawiedliwieniem, gdyż sprawa jest ewidentna i prosta. Mówienie, jakoby Matka Boża objawiała się w Medjugorje, oznacza nie tylko bunt wobec prawowitego orzeczenia władzy kościelnej, a w wypadku tego miejsca obowiązuje negatywne orzeczenie zarówno biskupa miejsca, czyli biskupa Mostaru, i komisji watykańskiej z początku lat 1990-ych. Jest to jeszcze bardziej i przede wszystkim bunt przeciw odwiecznym zasadom Kościoła stosowanym w tego typu sprawach. 

Innymi słowy: gdy duchowny czy osoba świecka zachowuje się i postępuje tak, jakby miała kompetencję czy choćby możliwość zbadania i wydania kompetentnego orzeczenia w tej sprawie, to jest to nic innego jak przejaw postawy i mentalności w gruncie rzeczy protestanckiej i tym samym heretyckiej. Nie jest przypadkiem, że zachodzi to u osób związanych przy przynajmniej będących pod wpływem tzw. charyzmatyzmu, który jest właściwie przeszczepem protestanckich praktyk, poglądów i mentalności na grunt katolicki.