Wypowiedź Leona XIV z 16 VI 2016 uczyniona w ramach cowtorkowego nauczania przechodnio-ulicznego w Castel Gandolfo słusznie wywołała małą sensację, gdyż to są jego pierwsze osobiste słowa w kwestii zaplanowanej na 1 VII lipca 2026 sakry biskupiej w FSSPX. Rzeczywiście wymagają one komentarza, ponieważ są zdumiewające z kilku powodów. Oto one:
"Wystosowaliśmy zaproszenie. Akurat zastanawiam się, czy wystosować następny apel i powiedzieć: nie róbcie tego! Szukajmy życia we wspólnocie Kościoła. Ale to jest ich wybór. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, co to oznacza, dla nich i dla Kościoła. Oczywiście podziały pośród chrześcijan są czymś bolesnym. Ale oni odrzucają przyjęcie pewnych fundamentalnych elementów Kościoła, począwszy od różnych punktów Soboru Watykańskiego II. Jeśli dokonują tego wyboru, to mi przykro. My musimy iść naprzód."
Oczywiście nie zamierzam bronić tego przedsięwzięcia ze strony FSSPX, jak już się kilkakrotnie wypowiedziałem. Odniosę się to tej spontanicznej wypowiedzi, która ma charakter jedynie prywatny i podlega krytyce jak każda inna wypowiedź każdej innej osoby.
Najpierw zaproszenie. Do czego? Kiedy? Żeby dyskutować o kwestiach teologicznych, które były już dyskutowane w latach 1987-1988, a następnie praktycznie przez cały pontyfikat Benedykta XVI i kilka lat rządów Franciszka, aż do usunięcia kard. Müller‘a z Kongregacji Nauki Wiary? Przełożony generalny FSSPX, x. D. Pagliarani, miesiącami starał o audiencję, bez odpowiedzi. Abp Carlo M. Viganó również się starał, w końcu bezskutecznie. Dla pseudobiskupki, dla apostaty pseudojezuity J. Martin'a, dla sportowców, na odbiór konia z Polski jest czas, a gdy chodzi o dusze nie tylko niesprawiedliwie potraktowanych duchownych i wiernych świeckich, to drzwi są zamknięte i jest milczenie.
Teraz trzeba było konkretnej zapowiedzi podjęcia sakry, by Leon XIV znalazł czas na to, by kilkanaście dni przed wydarzeniem, gdy wszystko już jest gotowe, wystosować osobisty apel. Przecież to jest kpina. Z ludzi i ze siebie.
Życie we wspólnocie Kościoła: jakie życie w tej wspólnocie jest do zaoferowania? Takie jak zaoferowano Franciszkanom Niepokalanej, kwitnącemu w powołania, młodemu zakonowi, gdzie założyciela i większość członków wyrzucono, a z potulnej reszty zrobiono przybudówkę ekumaniacko-ekologiczną do "synodalności"?
Podziały wśród chrześcijan: do FSSPX jest już tylko chrześcijańskie, a nie katolickie? To kiedy biskupi FSSPX zostaną przyjęci w Watykanie z takimi honorami jak pseudoarcybiskupka anglikańska?
O jakie "fundamentalne elementy" chodzi? Od kiedy Vaticanum II jest pierwszym fundamentalnym elementem Kościoła? To Kościół zaczął się od Vaticanum II? To jednak nie był jedynie "sobór duszpasterski", który nie chciał niczego z Tradycji odrzucać, a jedynie nauczać tego, czego Kościół nauczał, choć w "udzisiejszony" (aggiornamento) sposób?
Iść naprzód? Dokąd? W przepaść niebytu przez zlanie się z agendą ONZ, WHO, łUnii JEWroPEJSKiej itp. itd.?
No cóż. Wniosek jest najpierw prosty: "magisterium" przechodnio-uliczne na pewno nie służy ani powadze osobistej Leona XIV, ani powadze urzędu, który sprawuje. Podobnie zresztą jak bergogliańskie "magisterium" samolotowe (od królików począwszy, poprzez "kimże ja jestem, żeby osądzać", aż do bełkotów, których treści obecnie chyba już nikt nie pamięta, bez jakiejkolwiek szkody, a raczej z korzyścią dla kondycji intelektualnej i emocjonalnej).
Daleki jest od uprawiania apologetyki na rzecz FSSPX. Jednak zawsze staram się bronić każdego, komu dzieje się krzywda. Bardziej oczywistego i jaskrawego odrzucenia fundamentalnych elementów Kościoła, jakie ma miejsce od ponad 60 lat i to w wykonaniu tych, którzy są u najwyższych sterów władzy, nie było w historii wszechświata. I z całą pewnością nie w wykonaniu abpa M. Lefebvre'a, mimo niespójności i ułomności niektórych jego wypowiedzi i działań. On przynajmniej starał się być wierny temu, czego Kościół zawsze nauczał i czynił. W przeciwieństwie do wielu purpuratów i wyżej.
W tym momencie wygląda na to, że Leon XIV nie tylko usiłuje łączyć bergoglianizm z wojtylianizmem, lecz także z montinizmem, aczkolwiek nawet Montini (Paweł VI) miał na tyle odwagi, by spotkać się z abpem M. Lefebvre'm. Pozostaje mieć nadzieję, że czyny będą rozsądniejsze i sprawiedliwsze niż słowa. Zobaczymy.
Zgadzam się z Jego Świątobliwością. My musimy iść naprzód. Dlatego trzeba wrócić do tego, co było tym postępem, a nie nagłą zapaścią w doktrynie i liturgii.
OdpowiedzUsuń