Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Czy modlitwa wielkopiątkowa jest obraźliwa?



Z pewnym osłabieniem, ale nadal trwa debata w sprawie haniebnego listu Rysiowo-KEP-owego (więcej tutaj). Pośród niewielu prominentnych głosów jak x. prof. Waldemara Chrostowskiego pojawiły się także wypowiedzi innego profesora biblisty, mianowicie x. Waldemara Rakocego CM z Krakowa. Zasadniczo słuszna jest jego krytyka owego listu, jednak swoim poziomem fachowości nie sięga niestety jakości wypowiedzi x. Chrostowskiego, a nawet popełnia dość poważne błędy merytoryczne. 

Zacznę od tego, w czym się z nim zgadzam. Otóż zgadzam się z nim co do tego, że deklaracja "Nostra Aetate" w części odnoszącej się do religii żydowskiej zasadniczo nie odchodzi od tradycyjnego nauczania Kościoła. Dodać jednak należy, że zawarte w niej niejasne, nieprecyzyjne i wieloznaczne sformułowania niejako umożliwiły głoszenie fałszywych nauk, których jesteśmy świadkami obecnie. 

Gorzej jest z tezą x. Rakocego, jakoby Stare Przymierze straciło swoją ważność, gdyż przeczy jej wiele słów Nowego Testamentu, począwszy od tzw. kazania na górze w Ewangelii św. Mateuszowej ("nie przyszedłem unieważnić Prawa i proroków, lecz wypełnić"), aż do Listu do Rzymian, rozdział 11, który jest notabene fałszywie przedstawiany w wypowiedziach Rysiowych, mianowicie w fałszywym tłumaczeniu (więcej tutaj). W skrócie: według teologii katolickiej - począwszy od pism nowotestamentalych, poprzez Ojców Kościoła, Doktorów Kościoła i dokumentów Magisterium Kościoła aż do encykliki Piusa XII "Mystici Corporis" - Stare Przymierze trwa w swoim właściwym i doskonałym znaczeniu w Nowym Przymierzu, które je wypełnia, a nie unieważnia. Na tym właśnie polega tragizm judaizmu, który odrzuca Jezusa Chrystusa, gdyż tym samym odrzuca on także Stare Przymierze, mimo pozorów trwania przy nim. Tego x. Rakocy widocznie nie ogarnia, nie wiem, z jakiego powodu, gdyż jest to elementarz nauczania pism Nowego Testamentu. 

Stąd się bierze widocznie następująca bzdura wypowiedziana przez niego:


Oto ta modlitwa w wersji sprawowanej od niepamiętnych czasów aż do Piusa XII: 


W tłumaczeniu własnym:

"Módlmy się za wiarołomnych żydów, aby Bóg i Pan nasz usunął zasłonę z ich serc, aby także oni uznali Jezusa Chrystusa Pana naszego.

Wszechmogący wieczysty Boże, który także wiarołomności żydowskiej nie odrzucasz od Twego miłosierdzia, wysłuchaj nasze modlitwy, które zanosimy za zaślepienie owego ludu, aby poznawszy światło Twojej prawdy, którą jest Chrystus, zostali wyrwani ze swoich ciemności. Przez tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje. Amen."

Pius XII zmienił przez dodanie przyklęknięcia (którego przy tej modlitwie nie było na pamiątkę tego, że żołnierze szydzili z Pana Jezusa podczas biczowania, przyklękając przed Nim): 


Jan XXIII w 1960 r. zmienił modlitwę przez usunięcie "perfidis" oraz "perfidia": 


Dlaczego w tej modlitwie ani nie ma błędu teologicznego, ani tym samym nie jest obraźliwa?

Po pierwsze, prawda nie może być obraźliwa. X. Rakocy widocznie wyznaje modernistyczny świecki zabobon, który temu przeczy, przynajmniej praktycznie. Dla katolika wzorem nie powinne być fałszywe zasady pseudouprzejmości, która ma wiele wspólnego z obłudą i dwulicowością (czy nawet wielolicowością), lecz wzorem jest Jezus Chrystus i kształtowany według tegoż przykład Apostołów i świętych. Jak każdy łatwo można stwierdzić, w Ewangeliach ani w pismach apostolskich nie ma słodkości, nie ma fałszywej kurtuazji, choćby nawet cienia obawy, by kogoś nie urazić gorzką, twardą, nawet bolesną prawdą. Tak samo jest u Ojców Kościoła. Fałszywa uprzejmość jest natomiast typowa i charakterystyczna zwłaszcza dla talmudyzmu i jego pochodnych, zwykle zresztą w połączeniu z krętactwem i podstępem. 

Po drugie, należy zwrócić na właściwe znaczenie słów łacińskich "perfidus" i "perfidia". Jeśli ktoś utożsamia je z polskim potocznym słowem perfidia, to wykazuje ignorancję języka łacińskiego, co jest haniebne zwłaszcza dla duchownego, a już wybitnie dla profesora teologii. Otóż znaczenie łacińskie odnosi w dość jasny sposób do nauczania Nowego Testamentu, według którego odrzucenie Jezusa Chrystusa jest niewiernością względem Starego Przymierza i tym samym wiarołomnością. Innymi słowy: w tej modlitwie nie chodzi o Żydów jako narodowość - jak to jest zwykle fałszywie interpretatowane - lecz o żydów, którzy nie przyjęli Jezusa Chrystusa. Nie ma to więc nic wspólnego ani z antysemityzmem, ani nawet z judaizmem, jeśli uznaje się, że prawdziwą religią żydowską jest religia starotestamentalna, a nie faryzejsko-rabiniczna, czyli odrzucająca Jezusa Chrystusa. 

Tak więc należałoby dopytać x. Rakocego, z jakiego powodu on uważa rdzennie katolicką modlitwę za obraźliwą i dla kogo. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz