Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykoncepcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykoncepcja. Pokaż wszystkie posty

Czy antykoncepcja może być dozwolona?


Najpierw bym radził nie polegać na opinii jednego lekarza. Znam takie przypadki, że ginekolog nie tylko się mylił w swojej diagnozie i zaleceniach, lecz wręcz okazywał wrogość wobec chęci potomstwa u pacjentów. Nie brakuje też takich, którzy bez wystarczających powodów medycznych wręcz narzucają stosowanie antykoncepcji czy nawet zabicie dziecka w łonie matki. 

Po drugie, nie jest prawdą, jakoby akt małżeński był elementem niezbędnym w małżeństwie. Owszem, małżeństwo - i tylko małżeństwo - jest jego właściwym miejscem. Gotowość i zdolność do aktu małżeńskiego jest istotna i konstytutywna także dla małżeństwa sakramentalnego, oczywiście o ile to zależy od woli małżonków czyli o ile nie zachodzą przeszkody obiektywne czy to tymczasowe czy trwałe (jak niezdolność do aktu wskutek choroby czy urazu cielesnego). 

Rzeczywiście trudną jest sytuacja, gdyż małżonkę spotkało gruntownie medycznie uzasadnione zalecenie unikania poczęcia dziecka. Tutaj istotne jest rozróżnienie: czym innym jest spojrzenie na taki fakt w perspektywie zaspokojenia pożądliwości, a czym innym w perspektywie pragnienia potomstwa. To drugie jest istotne i nadrzędne, nie to pierwsze. Jeśli ktoś ten porządek odwraca czy ujmuje odwrotnie, to świadczy to fatalnie o relacji małżeńskiej i rodzicielskiej. Taka relacja zmierza nieuchronnie do rozpadu i obumarcia najpóźniej w momencie niezdolności do aktu małżeńskiego w starszym wieku. Natomiast odpowiednie potraktowanie sytuacji wymagającej zaprzestania aktu małżeńskiego jest nie tylko najlepszym przygotowaniem na małżeństwo w starości, lecz także uczeniem się małżeństwa - być może na nowo - w jego wymiarze bardziej osobowym i duchowym niż cielesnym. 

Katolicka teologia moralna - a była o tym mowa tutaj już wielokrotnie - wyklucza stosowanie antykoncepcji czyli ubezpłodnienie aktu małżeńskiego, gdyż uderza to w jego naturę i tym samym godność. Uderza też w małżonków w ich godności jako osoby ludzkie, także w ich relację małżeńską, czego skutki są nieuchronne przynamniej po czasie. 

Moralnie dozwolone jest jedynie uleganie antykoncepcji stosowanej przez współmałżonka, jeśli sprzeciw narażałby jedność i trwałość małżeństwa. Warunkiem jest oczywiście brak zgody wewnętrznej oraz odpowiednie upomnienie współmałżonka narzucającego stosowanie antykoncepcji. 

Jak należy moralnie ocenić tzw. naturalne planowanie rodziny?



Jeśli NPR stosuje się w celu zaspokojenia popędu z wykluczeniem czy unikaniem potomstwa, to jest to grzeszne tzn. niezgodne z prawem Bożym i nauczaniem Kościoła. Jednak moralnie dopuszczalne jest stosowanie NPR w celu świadomego współżycia zasadniczo otwartego na potomstwo. Tak więc istota problemu tkwi w zasadniczym nastawieniu oraz ludzkim panowaniu nad popędem. Tym samym chodzi o pielęgnowanie personalnego i duchowego wymiaru małżeństwa, bez wykluczania aspektu cielesnego i biologicznego. Moralność także w tej dziedzinie oznacza harmonię, czyli uporządkowaną jedność zgodnie z hierarchią dóbr, gdzie dziedzina duchowa zachowuje swoją nadrzędność i pierwszeństwo. W tym znaczeniu znajomość mechanizmów (procesów) fizjologicznych nie powinna służyć prymatowi czy dyktatowi zmysłowości, lecz panowaniu sfery duchowej nad zmysłowością.

Tak więc NPR jest moralnie godziwe nie jako sposób unikania potomstwa, lecz jako odpowiedzialne rozumne zachowanie w pożyciu małżeńskim. Właściwym, głównym celem pożycia intymnego jest potomstwo i powinno się ono odbywać przynamniej z otwartością na potomstwo. Oczywiście moralnie odbywa się to tylko w atmosferze autentycznej miłości, która jest ze swej natury płodna. Branie pod uwagę rytmu biologicznego ma służyć wydaniu potomstwa, nie jego unikaniu. Jeśli stosowanie tzw. kalendarzyka ma na celu wyżycie pożądania z wykluczeniem potomstwa, to nie różni się co do istoty od antykoncepcji.

Są jednak istotne różnice między stosowaniem NPR a antykoncepcją. Po pierwsze, tzw. kalendarzyk nie zawsze daje stuprocentową pewność co do niepłodności dni. Po drugie, zakłada szacunek dla rytmu biologicznego kobiety i tym samym wymaga pewnego opanowania pożądliwości. Po trzecie, nie ma szkodliwych skutków ubocznych dla zdrowia jak w przypadku antykoncepcji hormonalnej czy mechanicznej.

Kwalifikacja moralna antykoncepcji, także w postaci NPR, nie zależy od okoliczności czyli sytuacji rodziny. Istotny jest wewnętrzny charakter zachowania czy środków, ich natura. Konkretnie chodzi o zaspokojenie popędu (nawet jeśli jest to eufemistycznie nazywane miłością) jak celu w sobie, czyli bez motywacji autentycznej, bezinteresownej miłości, oraz możliwości czy prawdopodobieństwa poczęcia następnego dziecka. Nie trzeba chyba wykładać, że problem tkwi w nastawieniu do siebie nawzajem i do małżeństwa.

De facto wynika z biologii, że niewiasta jest płodna tylko w niewiele dni. Współżycie małżonków w dni niepłodne jest wg nauczania Kościoła dozwolone. Chodzi więc ostatecznie o kwestię, czy małżonkowie mają prawo do współżycia bez respektowania rytmu biologicznego, pod wpływem jedynie zachcianki czy popędu, z reguły głównie mężczyzny. Problem tkwi więc w gotowości i umiejętności zarówno opanowania żądzy, głównie przez mężczyznę, oraz w randze współżycia cielesnego czyli z wyżyciem popędu.

Kościół, wierny nauczaniu Jezusa Chrystusa, zawsze stał na straży zarówno godności poszczególnego człowieka jak też Boskiej instytucji małżeństwa, wyniesionego zresztą do rangi Sakramentu. Nie chodzi więc o zakazywanie pożycia cielesnego w małżeństwie, lecz o rozumne, połączone ze wzajemnym szacunkiem zachowanie i kierowanie swoim zachowaniem, co ma służyć ostatecznie duchowemu i wiecznemu celowi małżeństwa. 

Opanowanie pożądliwości służy zarówno dojrzewaniu duchowemu małżonków jak też charakterowi i duchowi ich związku i tym samym atmosferze czystej, bezinteresownej miłości, która jest konieczna dla prawidłowego i duchowo zdrowego rozwoju ich dzieci.
Kościół nie pozostawia małżonków samymi z ich problemami. Zawsze mogą szukać i znaleźć pomoc w modlitwie i Sakramentach świętych, zwłaszcza w Spowiedzi i Komunii św. Kto korzysta z tych środków nadprzyrodzonych, ten jest wyposażony we wszystko, co pomaga w realizacji celów doczesnych małżeństwa, a zwłaszcza celu wiecznego.

Czy stosowanie tzw. kalendarzyka w małżeństwie jest zgodne z nauczaniem Kościoła?



Chodzi o tzw. naturalną metodę planowania rodziny (NPR, por. historię w skrócie). 


Papież Pius XI w encyklice Casti connubii z 1930 r. podkreślił, że istotą małżeństwa jest zjednoczenie dusz, a nie zaspokojenie popędu, a pierwszym jego dobrem jest potomstwo. Tym samym uwypuklił osobowy wymiar małżeństwa, który jest istotny i nadrzędny. 

To są oczywiście sprawy bardzo delikatne i indywidualne. Problem ma dość wyraźny korzeń: mentalność, że celem małżeństwa jest zaspokojenie popędu. A jest dokładnie odwrotnie: małżonkowie powinni pomagać sobie nawzajem w rozwoju człowieczeństwa, które oznacza także opanowanie zmysłowości, a to przez wstrzemięźliwość okresową. Ona służy wzajemnemu szacunkowi i tym samym więzi osobowej. Jeszcze raz: branie pod uwagę naturalnego rytmu ciała kobiety nie jest grzechem, lecz grzechem jest takie "planowanie rodziny", które koncentruje się na zaspokojeniu popędu. Innymi słowy: bliskość osobową i miłość bardziej wyraża i kształtuje wstrzemięźliwość okresowa niż używanie okresowe. Sprawa wymaga oczywiście więcej dyscypliny u męża i to jest właśnie cnota męska. Im bardziej mąż ją posiądzie z szacunku dla małżonki i jej ciała, tym bardziej zasługuje na jej szacunek i miłość. Równocześnie niezbędne jest także panowanie małżonki nad swoim stanem emocjonalno-fizycznym. Postawa męża powinna być pomocą, podobnie jak rytm biologiczny ciała żony powinien być pomocą dla niego w opanowaniu pożądliwości. 


Nie są to sprawy łatwe z prostą receptą ogólną, gdyż dotyczą dwojga niepowtarzalnych osób. Ale są możliwe do uporządkowania. A porządkowanie należy zacząć w głowie. Natomiast propagowanie NPR jako rzekomo "katolickiej" antykoncepcji de facto z reguły nie służy temu porządkowaniu, a wręcz przeciwnie.