Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sobór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sobór. Pokaż wszystkie posty

Jaka jest ranga dokumentów Vaticanum II?


Nie znam wszystkich wypowiedzi x. Hesse odnoszących się do Vaticanum II. Na ile je znam (a poznałem go nawet niegdyś osobiście na urodzinach u wspólnego znajomego), uważam, że sprowadzają się one do kwestii charakteru oraz rangi dokumentów. Wiąże się to z zamiarem, który przyświecał jego zwołaniu, oraz z celem. Nie bez znaczenia jest także zarówno forma wypowiedzi jak też treść. Po krótce chodzi o następującą charakterystykę:

1. Zamiarem była - według oficjalnych deklaracyj Jana XXIII - nie dbałość o czystość nauczania wiary i obyczajów, czyli obrona przed herezjami, lecz głoszenie dopasowane do współczesności. W tym znaczeniu był to sobór nie dogmatyczny, lecz - jak to się zaczęło mówić - "pastoralny". Tak więc, biorąc dokładnie i poważnie tę zadeklarowaną intencję, z góry wykluczone zostało głoszenie nowego nauczania co do treści. Nowa miała być jedynie forma, czyli sposób przekazania treści nauczania.Takie określenie celu soboru miało miejsce po raz pierwszy w historii Kościoła. Celem wszystkich poprzednich soborów była troska o czystość wiary i dyscypliny, tym samym odparcie błędów i nadużyć. W tym znaczeniu wszystkie poprzednie sobory były dogmatyczne, co oczywiście nie zaprzecza ich charakterowi pastoralnemu, gdyż wszystko w Kościele powinno opierać się na prawdzie i na tym polega pastoralność. Innymi słowy: wszystkie inne sobory były dlatego pastoralne, ponieważ były dogmatyczne. Przeciwstawienie, czy już nawet odróżnienie jednego od drugiego jest nie tylko nowością, lecz ma znamiona oszustwa. 

2. Faktycznie forma zastosowana w dokumentach Vaticanum II wyraźnie i ewidentnie odbiega od formy wypowiedzi wszystkich poprzednich soborów: nie tylko nie ma kanonów potępiających błędy, lecz styl jest często jedynie opisowy oraz wieloznaczny. Brak precyzji teologicznej spowodował nie tylko zamieszanie, lecz poważne napięcia i konflikty zarówno w teologii jak też w zastosowaniu praktycznym.

3. Faktycznie dokumenty Vaticanum II - wbrew oficjalnej deklaracji - zawierają nie mało nowości, które mają charakter nie tylko praktyczno-dyscyplinarny, lecz w swej istocie doktrynalny, dotyczący nauczania prawd wiary i moralności. Tutaj tkwi najpoważniejszy problem, na który wskazuje także x. Hesse. Osobiście uważam, że te nowości nie dotyczą samych prawd wiary czy moralności, lecz konsekwencji tych prawd w tym znaczeniu, że otwarto możliwość wniosków teologicznych i dyscyplinarnych, które mniej czy bardziej wprost uderzają w prawdy wiary. 

Jest jednak prosta zasada, która daje rozwiązanie tych trudności. To właśnie ona jest podstawą słynnego hasła Benedykta XVI odnośnie do Vaticanum II, mianowicie tzw. hermeneutyki ciągłości jako przeciwieństwa fałszywej interpretacji na zasadzie "hermeneutyki zerwania". Zasadą dogmatyczną jest tutaj niezmienność Kościoła w wyznawaniu i nauczaniu prawdy objawionej. Zasadą historyczną jest wola i zamysł Ojców Soborowych, których - przynajmniej w zdecydowanej większości - celem nie było ani zaprzeczenie dotychczasowemu Magisterium ani wprowadzanie nowości sprzecznych z prawdami wiary i moralności. Mówiąc najkrócej: o ile w dokumentach Vaticanum II znajdują się nowości sprzeczne czy trudne do pogodzenia z nieomylnym nauczaniem Kościoła, nie mają one i nie mogą mieć mocy wiążącej. Nie są wiążące także wypowiedzi nie dotyczące wprost prawdy wiary, jak np. odnośnie do islamu czy innych kultów, gdyż należą one do dziedziny religioznawstwa, nie nauczania wiary objawionej. Stąd właściwa recepcja Vaticanum II musi przede wszystkim respektować charakter poszczególnych zdań. Z tego charakteru wynika możliwość, a nawet obowiązek krytyki, czy wręcz odrzucenia pewnych zdań, o ile są one sprzeczne czy to z oficjalnie zadeklarowanym celem soboru czy ze wcześniejszym stałym czyli niezmiennym nauczaniem Kościoła. 

Czy katolicy czczą Ałłaha?


Temat pojawia się regularnie na portalu deon.pl, zaś ostatnio został gorliwie podjęty przez o. A. Posackiego, znanego dotychczas w tematyce ezoteryki i okultyzmu. Ten ostatni nawiązuje do swoich doświadczeń w islamskim Kazachstanie, ale powołuje się na treści rzeczonego portalu.




Powierzchownie problem sprowadza się do nauczania odnośnie islamu w dokumentach Vaticanum II, zarówno w deklaracji "Nostra aetate" (3) o stosunku do religij niechrześcijańskich jak też w konstytucji dogmatycznej "Lumen gentium"(16):







Taki jest główny, niby nokautujący argument deonistów itp.: sobór orzekł, więc to jest nauczanie Kościoła i katolik ma się trzymać tego, że wyznaje i czci tego samego Boga co islam. O ile wymaganie tego od katolików w Europie przed 40-50 laty było dość łatwe, gdyż wiedza o islamie ograniczała się do conajwyżej doświadczeń z urlopu w Turcji czy w Egipcie, o tyle obecnie w dobie internetu, gdy także przeciętny człowiek nie jest zdany na to, co mu podadzą gazety, radio i telewizja, nie jest łatwo zamknąć ludziom mózgi na kłódkę powoływaniem się na dokumenty soborowe. Każdy, kto chce, może dowiedzieć się nie tylko o tym, jakim problemem są imigranci muślimscy, lecz także o przyczynach i podłożu problemów. Mimo nachalnej kłamliwej propagandy, jakoby nie miało to nic wspólnego z islamem, coraz więcej ludzi potrafi kojarzyć, szuka powiązań i też musi się zmierzyć z tym, co głoszą źródła typu deon.pl i powielacze, żerujący na niewiedzy teologicznej pospólstwa.


Po pierwsze

Zdania odnośnie islamu w dokumentach Vaticanum II dotyczą dziedziny religioznawczej, nie teologicznej we właściwym sensie, czyli nie dotyczą prawd wiary. Innymi słowy: gdy chodzi o to, czego naucza islam, mamy do czynienia z wiedzą oczywiście na temat islamu, nie w temacie Bożego Objawienia przekazanego w Tradycji Kościoła i Piśmie św. Tym samym jest to wiedza zarówno omylna jak też zupełnie niewiążąca. Wynika to po prostu z przedmiotu: kwestia, czego naucza islam i jaki jest tego stosunek do nauczania Kościoła, nie należy do depozytu wiary i tym samym nie jest przedmiotem nauczania Magisterium Kościoła. Tym samym wypowiedzi w tej sprawie nie mają żadnej rangi magisterialnej, nawet jeśli są zawarte w dokumentach soborowych. Sprawa jest dość dokładnie tego typu jak gdyby sobór nauczał, że ziemia jest płaska, powołując się na miły list jest jednego z papieży do któregoś z uczonych tysiąc lat temu. Otoż biskupi zebrani na soborze nie mają obowiązku znać się na geografii, a jeśli wypowiadają się w temacie kształtu ziemi czy tego, w co wierzą muślimi, to nie tylko przekraczają swoje kompetencje lecz także cel, dla którego zwoływane są sobory. 


Po drugie

Jedynym źródłem, na które powołują się w tej sprawie dokumenty Vaticanum II, jest list papieża św. Grzegorza VII skierowany do króla Maurytanii. Także deoniści powołują się na ten list, niestety w kłamliwy, fałszujący sposób. Dlatego warto się temu listowi bliżej przyjrzeć, aczkolwiek należy pamiętać, że także on nie ma żadnej rangi magisterialnej, gdyż jest skierowany do pojedynczej osoby i ma charakter prywatny, mimo że pochodzi od papieża.



Oto oryginalny text list, opublikowany w standartowym dziele Patrologia Latina tom 148, kolumny 450-452:



Dla ułatwienia Szanownym Czytelnikom podaję sporządzone na szybko własne robocze tłumaczenie:


Grzegorz biskup, sługa sług Bożych, do Anzira, króla Mauretanii w prowincji Sitiph w Afryce, pozdrowienie i Apostolskie błogosławieństwo.
Twoja szlachetność w tym roku przesłała nam list, żebyśmy wyświęcili kapłana Servanda na biskupa według ustroju chrześcijańskiego, co postaraliśmy się uczyć, ponieważ Twoja prośba wydawał się sprawiedliwa i bardzo dobra. Wysyłając zaś nam podarunki, wysłałeś chrześcijan, którzy byli u Was więzieni, z powodu szacunku dla świętego Piotra Księcia Apostołów i z miłości zu nam, i obiecałeś, że także innych uwięzionych odeślesz. Tę dobroć tchnął w Twoje serce Bóg, Stwórca wszystkich, bez którego nie możemy uczynić nic dobrego ani pomyśleć. To On, który oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego (J 1), oświecił Twój umysł w tym zamyśle. Albowiem Bóg wszechmogący, który chce aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i aby nikt nie zginął (1Tm 2), nic innego nie uznaje bardziej w nas, by człowiek - po miłowaniu Jego - miłował człowieka i drugiemu to czynił, co by chciał, żeby jemu czyniono (Mt 7). Tak więc tą miłość my i Wy jesteśmy winni sobie i też innym ludom, którzy wierzymy i wyznajemy jednego Boga, choć w różny sposób, którzy Go, Stwórcę wieków i Rządcę tego świata chwalimy i czcimy. Tak bowiem mówi Apostoł: „On jest naszym pokojem, Ten, który jedno i drugie uczynił jednym“ (Ef 2). Znając przez nas tę łaskę daną Ci od Boga, wielu szlachetnych Rzymian bardzo podziwia i rozgłasza Twoją dobroć i cnoty. Spośród nich oto nasi krewni Alberyk i Cyncjusz, którzy prawie od młodości byli żywieni z nami w pałacu rzymskim, bardzo pragnąc wejść w przyjaźń i miłość Twoją i chętnie Ci służyć tym, w czym się podobało naszym ojcom, ślą do Ciebie swoich ludzi, abyś przez nich zrozumiał, jak uważają Ciebie za roztropnego i szlachetnego i jak chętnie Tobie chcą i potrafią służyć. Polecając ich Twojej wielkoduszności, prosimy, abyś starał się okazać im tę miłość, jaką pragniemy Tobie i wszystkim Twoim okazać, z powodu naszej miłości i z powodu odpłaty za wierność rzeczonych mężów. Zaś Bóg wie, że miłujemy Ciebie jedynie dla czci Boga i że życzymy zdrowia i czci Twojej w życiu doczesnym i przyszłym. A także prosimy sercem ustami o to, by tenże Bóg doprowadził Cię po długim okresie tego życia na łono szczęśliwości świętego Patriarchy Abrahama. 

Istotne punkty są następujące w skrócie:

- Papież wspomina życzliwy stosunek króla, który prosił o ustanowienie katolickiego biskupa na swoim terenie, wysłał papieżowi podarunki oraz uwolnionych chrześcijan, wraz z obietnicą uwolnienia następnych niewolników chrześcijańskich. 

- Papież mówi, że ta życzliwość króla pochodzi od Boga, dokładniej z naturalnego światła, które ma każdy człowiek, a więc nie z islamu.

- To naturalne oświecenie jest podstawą wierzenia i wyznawania "jednego Boga". 

- Papież wyraźnie wskazuje na Objawienie w Jezusie Chrystusie, który daje pokój. 

- Papież zapewnia o swojej modlitwie za króla, by Bóg go doprowadził do wiecznej szczęśliwości, co wcale nie oznacza, jakoby tą drogą był islam. Papież nie mówi ani słowa o islamie. 

Innymi słowy: ten list mógłby być skierowany do każdego innego władcy, który okazał tego typu życzliwość Kościołowi i tym samym wykazał naturalne, rozumowe poznanie istnienia jednego Boga wraz z naturalnym prawem moralnym. W postawie tego króla nie ma nic islamskiego, a wręcz przeciwnie, jego postawa jest wprost sprzeczna z zasadami islamu zawartymi w Kuranie i też w przykładzie życia Mahometa. Nic też nie wskazuje na to, by papież wiedział coś bliższego o islamie i treści Kuranu. Z punktu widzenia historycznego nie jest nawet pewne, czy Kuran w obecnej postaci w ogóle istniał. A jeśli istniał, to tylko po arabsku i nie wolno było go tłumaczyć. Dlatego wczesne źródła chrześcijańskie, jak chociażby św. Jana Damasceński, nie znają nawet pojęcia "islam", lecz mówią o "religii Izmaelitów", Saracenach itd., uważając ich za jedną z herezyj bliskowschodnich. 

Tym samym powoływanie się na ten list w kwestii stosunku między Kościołem i islamem jest poważnym, wręcz skandalicznym, kłamliwym nadużyciem. 

Po trzecie

Twierdzenie, jakobyśmy jako katolicy czcili tego samego Boga co islam, jest sprzeczne z całym dotychczasowym nauczaniem Kościoła. I jest sprzeczne także ze zdrowym rozsądkiem oświeconym prawdami wiary katolickiej. Przykładów w dokumentach papieży i nauczaniu teologów jest mnóstwo. Temat ten wymaga osobnego opracowania. Jako przykład podam modlitwę odmawianą na zlecenie papieży począwszy od Leona XIII (encyklika "Annum sacrum"), a odzwierciedlającą prawdziwe, stałe i niezmienne nauczanie Kościoła w tej kwestii. Chodzi o Akt Poświęcenia Rodzaju Ludzkiego przepisany do obowiązkowego odmawiania w każde święto Chrystusa Króla, a odnawiany w pierwsze piątki miesiąca. Zawarta jest w nim m. in. prośba: 

"Rex esto eorum omnium, qui in tenebris idololatriae aut Islamismi adhunc versantur, eosque in lumen regnumque tuum vindicare ne renuas."

Tak samo mówi Katechizm Nauki Chrześcijańskiej św. Piusa X:



( http://www.corsiadeiservi.it/public/content/testi%20e%20documenti/Catechismo_PioX.pdf?fbclid=IwAR2a545kHiiL61TxBhRjswWPBtk4VLK8INMQPNMazWoa8cOdG0ZC5PBoKNs )


Słusznie islam jest tutaj zrównany z pogaństwem. Odpowiada to faktom historycznym i religioznawczym. 


Liczne są też inne świadectwa chrześcijan odnośnie islamu, przy czym różny jest zakres wiedzy odnośnie Kuranu i Mahometa. Gdzie jest ta wiedza, zgadza się ona zupełnie ze stanem, który mamy współcześnie:


- Biskup Jan z Nikiu w Egipcie, piszący swoją "Kronikę" pod koniec życia Mahometa, nazywa islam "religią wrogów Boga", "nikczemną doktryną bestii to jest Mahometa", a muślimów nazywa "bałwochwalcami":



http://www.tertullian.org/fathers/nikiu1_intro.htm

- Św. Jan z Damaszku, piszący kilkadziesiąt lat po śmierci Mahometa, nazywa islam "poprzednikiem antychrysta" a Kuran uważa za zbiór "absurdalnych bajek": 

https://www.answering-islam.org/Books/MW/john_d.htm

- Biskup Teodor Abu Qurra, uczeń św. Jana Damasceńskiego, biskup Harran w Mezopotamii, demaskuje Mahometa jako kłamcę a jego naukę jako bezbożną:

http://seminare.pl/pdf/tom33-20-karczewski.pdf

- Apologia Al Kindi (IX - X w.) mówi m. in. wprost, że islam nie jest religią pochodzącą od Abrahama a Mahomet jest zbrodniczym mordercą: 

 https://www.answering-islam.org/Books/Al-Kindi/index.htm

- Św. Piotr Czcigodny, opat słynnego opactwa w Cluny, w swoich dziełach "Przeciw haniebnej sekcie Saracenów" i "Suma całej herezji Saracenów" oraz w liście do św. Bernarda od tłumaczeniu Kuranu, nazywa Mahometa bandytą a islam "ściekiem wszelkich herezyj", "bezbożnym i potępienia godnym nonsensem", "diabelską nauką":

https://en.wikipedia.org/wiki/Peter_the_Venerable

- Także wielu papieży po Grzegorzu VII prowadziło korespondencję z władcami muślimskimi, gdzie nie ma śladu ani uznania prawdziwości islamu, ani nawet równoprawności:

(z: https://books.google.de/books?id=AbWYCgAAQBAJ&hl=de&source=gbs_navlinks_s)

Por. także tego samego autora tutaj i tutaj.

Te przykłady świadczą dobitnie, że po pierwsze historia stosunku papieży i teologów katolickich do islamu jest o wiele bogatsza niż jedno zdanie Grzegorza VII (i to wyjęte z kontextu i wykorzystywane przeciw niemu) i po drugie ten stosunek jest bardzo daleki od twierdzenia, jakoby Kościół wierzył i czcił tego samego Boga co islam.


Po czwarte

W kwestii wzajemnego stosunku dwóch stron zarówno zdrowy rozsądek jak też zwykła przyzwoitość wymaga, by uwzględnić stanowisko drugiej strony. Akurat wyznawcy dialogizmu międzyreligijnego (a właściwie relatywizmu i apostazji) działają wprost przeciw tej zasadzie. Wmawiają oni bowiem katolikom, jakobyśmy wyznawali tego samego Boga co muślimi, ale przemilczają fakt, że żaden z przedstawicieli islamu, ani w historii ani obecnie czegoś takiego nie mówi i nie jest w stanie powiedzieć. Dla nich chrześcijanie są politeistami i zrównanie ich Ałłaha z Bogiem wyznawanym przez nas jest bluźnierstwem i tym samym najcięższym grzechem. Dlaczego deoniści itp. to przemilczają? Gdzie tu się podziewa ich dialogowość? A może ten cały dialog to zwykła ściema obliczona na odmóżdżenie katolików i zduszenia w zarodku ich oporu wobec islamizacji? 

Na koniec wypada postawić pytanie, jakie były powody takich a nie innych zdań w dokumentach soborowych, skoro nie mają one żadnych podstaw w dotychczasowym nauczaniu Kościoła. Tutaj należy sięgnąć do genezy i zamysłu zarówno Vaticanum II jako całości, jak też poszczególnych dokumentów. Mówiąc w skrócie: jest zupełnie oczywiste, że zamiarem w tym temacie nie było nauczanie prawd wiary. Tym samym można i należy tę sprawę dyskutować otwarcie i bez żadnych ograniczeń. Jedyną granicą jest różnica między prawdą i fałszem. 



Post scriptum I

Podobne uwagi wyraził filozof francuski Alain Besançon:



Post scriptum II

Jeden z dwóch bohaterów tego wpisu staje się coraz wyraźniej apologetą islamu i antykatolikiem:



Czy uznawanie Vaticanum II jest konieczne do bycia w Kościele?

 


Niedawno przez media przeszła burza w związku z wypowiedzią Franciszka podczas audiencji dla "biura katechetycznego" Włoskiej Konferencji Biskupów z okazji 60-lecia jego powstania. Odnośny fragment wypowiedzi jest raczej dodatkiem na żywo do oficjalnego przemówienia, o czym można wnioskować ze stylu (źródło tutaj, min 4:12 do 5:53). Oto tłumaczenie (własne):

"Sobór jest Magisterium Kościoła. Albo jesteś z Kościołem i tym samym idziesz za soborem, a jeśli nie idziesz za soborem albo go interpretujesz na swój sposób, jak ty chcesz, to nie jesteś z Kościołem. Powinniśmy być w tym punkcie wymagający, surowi. Soboru nie można negocjować, żeby mieć więcej tego... Sobór i tyle. To jest ten problem, że żyjemy w wybiórczości soborów i to się powtarzało w ciągu historii z innymi soborami. Co do mnie, to często myślę o grupie biskupów, którzy po Vaticanum I odeszli, i grupie świeckich, żeby kontynuować 'prawdziwą doktrynę', która nie jest tą, co doktryna Vaticanum I: 'my jesteśmy prawdziwymi katolikami'. Dzisiaj święcą kobiety. Takie to przylgnięcie surowe, żeby strzec wiary, bez Magisterium Kościoła zaprowadzi cię do ruiny. Proszę, żadnego ustępstwa dla tych, którzy dążą do prezentowania katechezy, która nie byłaby zgodna z Magisterium Kościoła." 

Jak widać, wypowiedź ta nie jest całkiem tym, co wykrzyczały media świeckie i modernistyczno "katolickie". Owszem, Franciszek - zresztą po raz kolejny - zaatakował tych, którzy sprzeciwiają się nowościom wprowadzonym przez Vaticanum II i po nim. To jest główna myśl - a właściwie zamysł i cel - tej wypowiedzi. Druga główna myśl to podkreślenie, że Vaticanum II jest Magisterium Kościoła. Reszta jest pomieszaniem faktów i fantazji, prawdy i fałszu. Dlatego koniecznych jest kilka uwag:

1. Już samo mówienie o "soborze" bez określenia, że chodzi o Vaticanum II, wskazuje na nieporozumienie. W Kościele nie ma jednego soboru, lecz jest w sumie aż 21 uważanych w teologii katolickiej za ekumeniczne (czyli powszechne), oraz wiele soborów partykularnych, które także miały i mają swój wkład w nauczanie i życie Kościoła. 

2. Stąd wynika, że Kościół nigdy nie szedł i nie idzie za jednym soborem. Co niegdyś i przez wieki było prawdą, nie może przestać nią być. Tym samym katolik musi słuchać i iść za wszystkimi soborami, nie za jakimś jednym wybranym. 

3. Owszem, istnieje poważny problem polegający na tym, czy i jak można pogodzić niektóre zdania zawarte w dokumentach Vaticanum II z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, czy to soborów czy papieży. Skoro Kościół nie zaczął się na Vaticanum II i katolik zobowiązany jest słuchać wszystkich soborów, to jest to problem fundamentalny. Na pewno rozwiązaniem nie jest odrzucenie poprzednich soborów, jak chcą i praktykują moderniści, pozornie na korzyść Vaticanum II. Jeśli by jeden sobór upoważniał do odrzucenia wszystkich innych, to na jakiej podstawie można wykluczyć, że także Vaticanum II zostanie odrzucony przez następny sobór? A jeśli każdy następny sobór miałby prawo odrzucenia poprzednich, to gdzie jest prawda oraz nieomylność i niezniszczalne trwanie Kościoła? Czyż nie oznacza to podważenia autorytetu każdego soboru, także przyszłego? To są fundamentalne pytania eklezjologiczne. Nie ma to nic wspólnego z negocjowaniem. Chodzi o istotę instytucji soboru oraz jej miejsce w życiu Kościoła. 

4. Jak najbardziej słuszne jest wymaganie, by katecheza była zgodna z Magisterium Kościoła. Istotne jest jednak określenie, czym jest Magisterium Kościoła. Na pewno jest ono czymś znacznie więcej niż nauczanie Vaticanum II, gdyż Kościół nie zaczął się dopiero wraz z nim. Innymi słowy: prawdziwie katolicka katecheza musi być zgodna z Magisterium Kościoła na przestrzeni 20 wieków, gdyż Kościół tyle trwa. 

5. Porównanie do biskupów, którzy odrzucili nauczanie Vaticanum I o nieomylności papieskiej, jest zupełnie nietrafne. Otóż na poparcie swojego sprzeciwu nie mieli żadnych dokumentów z dotychczasowego Magisterium Kościoła, ani nawet Ojców i Doktorów Kościoła. Ich opór nie miał więc żadnych podstaw teologicznych, a jedynie polityczne oraz - używając współczesnego określenia - ekumeniczne, to znaczy wzgląd na protestantów czy innych heretyków i schizmatyków. Zresztą oni wcale nie nazywali się prawdziwymi katolikami, lecz starokatolikami. 

6. Cyniczne mówienie o "prawdziwej doktrynie" i "prawdziwych katolikach" nie świadczy bynajmniej o szacunku ani dla prawdy, ani dla doktryny, ani dla katolików. Jeśli ktoś uważa, iż druga osoba nie jest w prawdzie, to ma moralny obowiązek to wykazać. Natomiast szydzenie z pojęcia prawdziwości nie świadczy ani o miłości bliźniego, ani o przekonaniu co do prawdziwości własnych przekonań. Wskazywanie na obowiązek posłuszeństwa "soborowi" niczego tutaj nie rozwiązuje, gdyż Kościół nie jest despotyczną sektą z zakazem trzeźwego i uczciwego myślenia. 

Na koniec jeszcze odpowiedź na pytanie tytułowe. Otóż, jak naucza także Vaticanum II, są następujące warunki przynależności do Kościoła Chrystusowego (według Lumen gentium, 14): 

- wyznawanie wiary przekazanej przez Apostołów

- przyjmowanie sakramentów

- zachowywanie łączności hierarchicznej. 

Jak widać, słuchanie tylko jednego soboru oraz brak odpowiedniego interpretowania go w celu pogodzenia z innymi soborami nie należy do tych warunków. Także Franciszek powinien słuchać soboru w tej sprawie, gdyż nawet papież nie ma prawa dodawać nowych warunków przynależności do Kościoła. 

Oczywiście wiąże się z tym kwestia stosunku Vaticanum II do poprzednich soborów i całego poprzedniego Magisterium. To jest kwestia komplexowa i wymaga osobnego potraktowania. 


Czy Jan Paweł II działał na przekór soborowi? (Kłamstw Mikołaja Kapusty ciąg dalszy)


Ta wypowiedź jest z rodzaju tak absurdalnych i kłamliwych, że komentowanie powinno być właściwie zbędne.
Po pierwsze Sobór Watykański II zawarł nauczanie o Maryi Matce Bożej w Konstytucji dogmatycznej "Lumen Gentium", tym samym nie może być mowy o braku maryjności.
Po drugie Paweł VI w 1974 r. poświęcił mariologii specjalną adhortację "Marialis cultus".
Po trzecie Jan Paweł II w swoich wypowiedziach i pismach powoływał się stale i niemal wyłącznie na nauczanie Vaticanum II, także odnośnie Matki Bożej.

M. Kapusta ma, być może, na myśli fakt, że na soborze był pierwotnie zamiar wydania specjalnego dokumentu poświęconego Matce Bożej, jednak ostatecznie zdecydowano umieścić to nauczanie w konstytucji o Kościele, co bynajmniej nie jest pomniejszeniem rangi tego tematu. Być może też  Kapusta ma na myśli fakt, że nie doszło do realizacji postulatu pokaźnej części biskupów ogłoszenia Matki Bożej Pośredniczką Łask Wszelkich, choć "Lumen Gentium" mówi o "Pośredniczce", nie mówi natomiast o "Współodkupicielce". Prawdą jest, że osobnemu dokumentowi mariologicznemu sprzeciwili się biskupi z krajów z ludnością protestancką, głównie niemieckojęzycznych, którzy zajmowali główne stanowiska w prezydium soboru. Zablokowali oni ten postulat z powodów "ekumenicznych". Tym niemniej nieprawdą jest twierdzenie, jakoby sobór pomniejszył czy zmienił cokolwiek w nauczaniu Kościoła odnośnie Matki Bożej. Zaś św. Ludwik Grignon de Montfort z całą pewnością nie nauczał niczego ponad czy poza nauczaniem Kościoła.


Czy Sobór Watykański II jest sprzeczny ze wcześniejszym Magisterium Kościoła?



Debata w tej kwestii trwa od dziesięcioleci i zawiera różne stanowiska, także przeciwstawne. Tutaj nie jest możliwe jej zaprezentowanie nawet skrótowe. Zachęcam do studiowania tematu :-)
Zaznaczę jedynie, że należy odróżnić rangę zarówno poszczególnych dokumentów - wcześniejszych i następnych - jak też istotę i charakter poszczególnych zdań. Mam na myśli głównie rozróżnienie między rangą dogmatyczną - w ścisłym i szerokim sensie - a praktyczną czy pastoralną. Spory w tym temacie często nie uwzględniają tego rozróżnienia.


Czy deklaracja "Dominus Jesus" poprawia nauczanie Vaticanum II?


Deklaracja "Dominus Jesus" wyjaśnia znaczenie określenia "subsistit in". Chodzi o stosunek między Kościołem Chrystusowym, który jest jeden, święty, apostolski i katolicki, a wspólnotami, którym brakuje coś z tych istotnych cech.
Według deklaracji nie ma sprzeczności między "est" i "subsistit in". To drugie określenie służy do wyraźenia obecności cech Kościoła poza jego widzialną strukturą.

Można oczywiście dyskutować odnośnie zasadności i sensowności przyznania schizmatykom miana "Kościołów". Pewne jest, że to miano może mieć znaczenie wyłącznie analogiczne, nie właściwe i pełne. W Credo wyznajemy wiarę w JEDEN Kościół, nie we wiele Kościołów.