Chodzi oczywiście o dziadków w znaczeniu obojga będących rodzicami rodziców. W innych językach są szczęśliwsze określenia, jak angielskie grandparents, niemieckie Großeltern, francuskie grands parents. Polskie określenie nawiązuje prawdopodobnie do łacińskiego avi (gen. avorum), przy czym avus to dziadek, zaś avia to babka. Należy odróżnić obowiązki wobec siebie nawzajem od obowiązków względem swoich dzieci, następnie względem ich potomstwa, mimo oczywistych styczności i powiązań.
Obowiązki wobec siebie nawzajem wynikają ze stanu małżeńskiego, zwłaszcza z sakramentu małżeństwa. Nie wchodząc na tym miejscu w problematykę celów małżeństwa, ich kolejności i priorytetów, wystarczy stwierdzić, że wraz ze spełnieniem obowiązku wydania na świat i wychowania potomstwa po osiągnięciu przez nie dojrzałości i samodzielności pozostaje do spełnienia niezmiennie obowiązek wierności, czyli wzajemnej pomocy duchowo-cielesnej, zgodnie z naturą małżeństwa (już nawet naturalnego, a tym bardziej sakramentalnego). Ten cel małżeństwa nabiera wagi, gdy dorosłe dzieci żyją niezależnie od rodziców. Wówczas małżonkowie mogą więcej uwagi poświęcić sobie nawzajem, swojej relacji, swojemu i wspólnemu dobru duchowo-cielesnemu, a także aktywności dla szerszej społeczności, czy to świeckiej, czy religijnej, oczywiście nie wyłączając swoich dzieci i wnuków.
Obowiązki wobec swoich dzieci ulegają naturalnej zmianie, gdy one są dorosłe i zdolne do zapewnienia sobie utrzymania, a zwłaszcza do założenia swojej rodziny. Chodzi o zdolność zwykłą, czyli wtedy, gdy na przeszkodzie dla samodzielności nie stoi poważna niepełnosprawność fizyczna czy psychiczna. Taką przeszkodą nie są wady osobowości, gdyż nad wadami można i należy pracować, i można je przezwyciężyć, także w wieku dojrzałym. Jeśli rodzice w procesie wychowania zaniedbali obowiązku właściwego ukształtowania osobowości dziecka, czy też z innych powodów doszło do niedorozwoju czy skrzywienia osobowości, to rozwiązaniem nie jest utwierdzanie dziecka w tym stanie, lecz - oczywiście odpowiednie do wieku - staranie i pomoc ku właściwemu rozwojowi i osiągnięciu samodzielności. Przykładowo: jeśli dziecko mimo dorosłego wieku i wystarczającej sprawności przynajmniej fizycznej nie zapewnia sobie utrzymania, to rozwiązaniem - i zarazem obowiązkiem rodziców - nie jest dawanie utrzymania, lecz takie działanie, by dziecko samo zapewniło sobie utrzymanie. Oczywiście mogą występować sytuacje, gdy dziecko dorosłe przejściowo potrzebuje pomocy rodziców także materialnej, na przykład by zdobyć nowe czy inne odpowiednie kwalifikacje zawodowe. Wówczas musi być jasne, że rodziców stać na taką pomoc i że będzie to pomoc doraźna, wyjątkowa i skuteczna, czyli rozwiązująca problem, a nie będzie sposobem na jednorazowe czy regularne wykorzystywanie dobroci czy naiwności rodziców.
Nierzadko się zdarza, iż zaniedbania w procesie wychowania są później zastępowane nadtroskliwością i to o znamionach wręcz destrukcyjnej patologii, jeszcze bardziej szkodliwej dla osobowości dziecka, a także dla jego ewentualnej rodziny. Obydwie skrajności są od złego i obydwóch należy się pilnie wystrzegać. Konieczne jest przestrzeganie zasad wynikających wprost czy pośrednio z prawa naturalnego i objawionego, zwłaszcza z sakramentalnego charakteru związku małżeńskiego. W skrócie:
1. Wydanie i wychowanie potomstwa nie jest prywatną sprawą rodziców, lecz wynika z istoty małżeństwa jako instytucji społecznej. Tym samym dzieci nie są własnością rodziców ani w momencie poczęcia, urodzenia, na jakimkolwiek etapie rozwoju i wychowania, a także wtedy, gdy są już dorosłe i przynajmniej powinny być zdolne do samodzielnego życia.
2. Wynika z tego nie prawo do braku staranności i odpowiedzialności w wychowaniu, lecz wręcz przeciwnie: skoro dziecko jest powierzone rodzicom do wychowania na chwałę Bożą i na pożytek dla rodzaju ludzkiego, to oznacza to tym większą wagę i odpowiedzialność.
3. Wynika z tego także respektowanie godności ludzkiej i tym samym wolności dziecka, która oczywiście nie jest i nie może być absolutna, lecz zawsze tylko względna, to znaczy zależna od porządku prawdy i dobra, który jest obiektywny i normatywny. Zadaniem rodziców jest ukazanie dziecku tego porządku oraz wyposażenie go w sprawność w jego respektowaniu, czyli w cnoty.
4. Wykonywanie tego zadania zależy od etapu rozwoju dziecka i od jego stanu. Na czym innym polega wychowanie w wieku dziecięcym, następnie w wieku młodzieńczym i potem dorosłym. W pewnym sensie wychowanie i troska dotyczą także dorosłego i samodzielnego dziecka, aczkolwiek w innym sposób. Zwykle zachodzi pokusa traktowania dorosłego dziecka, nawet takiego, które założyło własną rodzinę, na poziomie młodzieńczym czy wręcz dziecięcym. Z całą pewnością nie jest to pomocne w żaden sposób, choć może być dla którejś ze stron, niekiedy nawet dla obydwóch, łatwiejsze i komfortowe. Szczególnie groźną pokusą jest ingerowanie w życie małżeńskie dorosłego dziecka, co nierzadko prowadzi do rozbicia rodzin i tragedii życiowych. Szczególnej roztropności wymaga dostosowanie troski rodzicielskiej do problemów dorosłego dziecka. Tzw. ślepa miłość, czyli przerost uczuć nad zdrowym rozsądkiem, czym grzeszą zwykle matki, zwykle nie tylko potęguje, lecz często wręcz powoduje problemy w rodzinie dziecka.
5. Lekarstwem na skrzywione czy wręcz patologiczne stosunki jest prawda Boża. Jej główne składniki to
- grzeszność każdego i konieczność nawrócenia,
- spełnienie człowieczeństwa jedynie w autentycznej miłości Boga i bliźniego,
- co zakłada zarówno prawo naturalne poznawalne rozumowo, jak też prawo Boże objawione, czyli prawdziwą religię, jaką jest katolicyzm (oczywiście ten autentyczny, nieskażony modernizmem).
Dlatego najważniejszym środkiem jest regularna i szczera spowiedź na zasadzie kierownictwa duchowego czy przynajmniej stałej opieki duszpasterskiej. Mądry duszpasterz powinien rozeznać sytuację rodzinną przez wysłuchanie wszystkich stron konfliktu. W razie konieczności powinien skierować do poradnictwa specjalistycznego, oczywiście mając na uwadze przede wszystkim zbawienie dusz, a nie powodzenie doczesne. Wiele problemów, o ile nie wszystkie biorą się z odwrócenia priorytetów, gdy na pierwszym miejscu stawia się dobra doczesne, a brakuje troski o zbawienie dusz. Tutaj oczywiście istnieje problem wolnej woli, gdyż nikogo nie można zmusić ani do nawrócenia, ani do starania o zbawienie swojej duszy. Wówczas swoistym wyzwaniem dla wierzących jest takie kierowanie swoim postępowaniem, by nie dawać powodów do zgorszenia, a starać się przez cierpliwą postawę chrześcijańską - która oczywiście nie może oznaczać uległości czy pobłażliwości dla zła - zdobyć dusze bliźnich dla Bożej łaski.
6. Szczególnym przypadkiem jest stosunek do zięcia czy synowej, oraz ich dzieci czyli wnuków. Tutaj także naczelną zasadą jest jedność małżeńska. Oznacza to, iż jedność i trwałość małżeństwa jest nadrzędna względem relacji między rodzicami i ich dzieckiem. Zaistnienie zięcia czy synowej konstytuuje nową, inną relację między rodzicami a dzieckiem. W pewnym sensie ich rodzicielstwo rozkłada się odtąd także na zięcia czy synową. Równocześnie nie kończy się relacja między zięciem czy synową a jego czy jej rodzicami, aczkolwiek także staje się - powinna się stać - nowa i inna. Odtąd staraniem obydwu par rodziców (czyli teściów) powinno być przede wszystkim pomaganie w utrzymaniu i pogłębianiu jedności małżeńskiej, a nie jakiekolwiek zatrzymywanie swojego dziecka dla siebie. To nastawienie powinno określać także stosunek do wnuków jako owoców jedności małżeńskiej. Na pewno fałszywe byłyby próby przeciągnięcia ich na swoją stronę, jakkolwiek byłyby podejmowane. Jedność małżeńska rodziców - a nie dobrobyt materialny - jest najwyższym dobrem doczesnym dla dziecka, przynajmniej do osiągnięcia wieku dorosłego. Dlatego rodzice (teściowie) powinni wystrzegać się wszystkiego, co mogłoby zagrażać tej jedności, czy choćby naruszać zgodę i pokój w rodzinie swego dziecka. Oczywiście zgoda międzyludzka nie jest dobrem najwyższym, lecz jest nim zbawienie dusz. Równocześnie działanie czy zachowanie godzące w sakrament małżeństwa - wraz z jego obowiązkami wobec współmałżonka i dzieci - z całą pewnością nie służy zbawieniu dusz, lecz mu szkodzi, a nawet poważnie zagraża.
7. Rodzice zasadniczo nie mają żadnych zobowiązań materialnych ani wobec swoich dorosłych i samodzielnych dzieci, ani wobec ich dzieci, czyli swoich wnuków. Chrześcijański obowiązek pomocy także wobec własnych dzieci i wnuków zachodzi tylko w przypadku nadzwyczajnej, losowej konieczności, jak choroba czy inne ciężkie sytuacje życiowe, jak np. niezawiniona utrata pracy czy środków do życia. Oczywiście dziadkowie mogą z własnej dobrej woli i według swoich możliwości wspierać swoje dzieci i wnuków, choćby dla wyrażenia swojej życzliwości i troski. Czymś innym jest - i zwykle zawodnym - jest wyrachowane kupowanie sobie wdzięczności dorosłych dzieci i wnuków. Wyrachowanie jest dość łatwo wyczuwalne i dlatego skazane na porażkę. O wiele lepiej sprawdza się szczery, otwarty układ polegający na notarialnym czy testamentalnym zapisie swoich dóbr w zamian za opiekę na starość. Wprawdzie nie daje to gwarancji na godną i spokojną starość, gdyż nie jest w stanie wykluczyć podłości ludzkiej i nadużyć. Dlatego także tutaj należy się kierować bardziej zdrowym rozsądkiem niż uczuciami czy sympatiami. Niekiedy rozsądniejsze może być powierzenie swojej starości godnej zaufania osobie czy osobom spoza rodziny, oczywiście pod warunkiem uczciwości i spolegliwości.
8. Dzięki wolności od materialnej troski o swoje dzieci i wnuki dziadkowie tym bardziej powinni się angażować w troskę o zbawienie ich dusz. Polega ona przede wszystkim na
- modlitwie za nich,
- dobrym przykładzie życia chrześcijańskiego, czyli miłości Boga i bliźniego,
- cennym darze, jakim jest poświęcenie uwagi i czasu, czego potrzebują zwłaszcza wnuki i to od najmłodszych lat (zabawianie ich pożytecznymi opowiadaniami, dobrymi bajkami, dobrą grą, wycieczkami rozwijającymi wiedzę i umiejętności itp.),
- życzliwym pouczeniu, upomnieniu i doradzeniu na podstawie prawd wiary katolickiej i swojego doświadczenia życiowego.
Ten naczelny obowiązek jest obecnie szczególnie zaniedbywany, nawet wręcz notorycznie zapominany i pomijany, akurat na rzecz trosk i roszczeń materialnych, które raczej szkodzą zbawieniu dusz. Tutaj duszpasterze powinni przypominać, pouczać i napominać, gdyż od tego zależy także zbawienie dusz dziadków, czyli seniorów. Jest to zadanie szczególnej wagi w sytuacji zmian demograficznych, gdy procentowo rośnie liczba seniorów, a maleje liczba dzieci i młodzieży, maleje także liczba świadomych, przekonanych i aktywnie wierzących katolików. Zaniedbanie właściwych obowiązków seniorów przekłada się także na zapaść moralną i religijną w młodszych pokoleniach. Nie wystarczy narzekać na młodzież. Ona jest zwykle niewinną ofiarą poczynań dorosłych, przynajmniej w istotnej mierze. Rozchwianie czy wręcz destrukcja porządku naturalnego w dziedzinie rodziny wynika z winy starszych. Zrzucanie odpowiedzialności na tzw. dzisiejszy świat, telewizję, internet, smartfony itp. niczego nie rozwiązuje i w niczym nie pomaga. Wystarczy natomiast, by każdy robił to i tyle, co jest jego powinnością według porządku Bożego i woli Bożej. Reszty dokona Pan Bóg w swoim czasie i według Swojego planu zbawienia.