Odpowiedzi są dość proste i można je znaleźć właściwie w każdym katolickim podręczniku dogmatyki względnie antropologii teologicznej.
Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
Nauka Kościoła o duszy ludzkiej
Odpowiedzi są dość proste i można je znaleźć właściwie w każdym katolickim podręczniku dogmatyki względnie antropologii teologicznej.
Jak rozpoznać religijność neurotyczną?
Podany artykuł znajduje się tutaj.
Najpierw kilka uwag odnośnie tego artykułu. Otóż zawiera on sporo trafnych spostrzeżeń, które można nazwać zdroworozsądkowymi, nawet jeśli opierają się na książce psychologicznej z nurtu tzw. psychologii humanistycznej. Mankamentem jest brak pogłębionej analizy teologicznej, mimo powoływania się na Ewangelię. Tym niemniej jest to ciekawy głos krytyczny odnośnie rzekomych objawień s. Faustyny, pośrednio potwierdzający moją krytykę teologiczną (por. tutaj).
Pojawiła się też próba polemiki odnośnie owego artykułu, która znajduje się tutaj. Jest ona mizerna, wręcz groteskowa. Znamienne jest jednak zdanie:
"Wielu ekspertów od “duszy ludzkiej”, czyli psychologów, a szczególnie psychiatrów odmawia Faustynie prawdziwości jej objawień i cudów, których zaznała."
To stwierdzenie również - mimowolnie - potwierdza krytykę z punktu widzenia teologii katolickiej, która zawsze bazuje na poznaniu racjonalnym.
Przechodząc do pytania tytułowego:
Najpierw trzeba wziąć pod uwagę, że psychologia jest pierwotnie czyli z pochodzenia ateistyczna oraz aspirująca do wyparcia teologii duchowości. Nie jest przypadkowe, że twórcy psychologii byli z reguły ateistami i protestantami, czyli ludźmi już choćby z wykształcenia nie dysponującymi prawdziwą antropologią ani filozoficzną, ani tym bardziej teologiczną.
Po drugie, nie ma jednej psychologii, lecz jest wiele szkół, co świadczy o tym, że to ma niewiele wspólnego z nauką w sensie ścisłym, lecz ma mocne powiązania światopoglądowe.
Po trzecie, są także psychologowie uprawiający swoją dziedzinę uczciwie i solidnie. W takiej psychologii można znaleźć sporo zgodności z katolicką teologią duchowości, także tą tradycyjną. Obecnie znany jest szereg katolickich czy ogólnie chrześcijańskich psychologów, którzy bazują na prawdziwej antropologii, a równocześnie opierają się na fachowych badaniach empirycznych. Ryzyko zawodowe polega na tym, że psychiatra i psycholog ma z reguły do czynienia ze schorzeniami czy przynajmniej zaburzeniami, co może skrzywić ich pogląd czy koncepcję normalności psychicznej.
Odpowiadając najprościej na tytułowe pytanie:
Zdrową religijność można rozpoznać po integralności osobowej, czyli harmonii intelektu, uczuć, zmysłów i ciała. Współgranie sfer człowieczeństwa, władz i zdolności oznacza ich rozwój dla dobra samego człowieka, jak też bliźnich i społeczności. Innymi słowy: jeśli religijność niesie ze sobą rozwój i postęp moralny, intelektualny, w ogólnym sensie fizyczny, czyli rozkwit naturalnych składników człowieczeństwa oraz ich podniesienie ku dobru wyższemu, duchowemu, to jest ona zdrowa i autentyczna. Jeśli zaś powoduje zastój czy regres osobowy, czy to pod względem moralnym, czy intelektualnym, czy choćby tylko uczuciowym, wówczas jest z nią coś nie tak.
Odnosząc do przykładu s. Faustyny znanego z "Dzienniczka" (pomijając w tym miejscu kwestie jego autentyczności oraz teologiczne), należy stwierdzić poważne problemy zwłaszcza natury intelektualnej i moralnej. W skrócie: problemem intelektualnym jest chociażby ciągłe wychwalanie Faustyny przez rzekomo Pana Jezusa (aż do herezji stawiającej ją ponad wszystkimi stworzeniami), a problemem moralnym jest brak przyznania się do grzeszności czy choćby niedoskonałości i błędów. W tych opisach jawi się osobowość narcystyczna, nawet wręcz zakłamana i obłudna, ślepo polegająca na własnych odczuciach i przeżyciach. Z całą pewnością nie jest to przykład religijności zdrowej, katolickiej, która ze swej natury jest trzeźwa i krytyczna, zwłaszcza wobec siebie i swoich przeżyć.
Natomiast Kościół katolicki jest jedyną religią, która jest wyposażona zarówno doktrynalnie jak też praktycznie - poprzez sakramenty oraz wielowiekowe doświadczenie duszpasterskie - we wszystkie środki zdrowej religijności. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy katolicy korzystają z tych środków w odpowiedni sposób.
Obecnie forsowana protestantyzacja godzi nie tylko w prawdy wiary katolickiej, lecz także w zdrową, trzeźwą katolicką religijność, która zawsze powoduje rozwój osobowy, czyli intelektualny, moralny, emocjonalny, a także cielesny (przykład: tradycyjna dyscyplina postna o wiele bardziej służy zdrowiu fizycznemu niż minimalne, wręcz znikome zasady postne modernizmu, a tym bardziej rozpasanie konsumpcyjne, co widać chociażby w wyglądzie i fizycznej kondycji duchownych). Głównym celem tego ataku jest rozumność oświecona prawdami wiary katolickiej. Zamiast tych prawd wpajane jest katolikom ślepe posłuszeństwo i uległość wobec oryginalnych - mniej czy bardziej bzdurnych - pomysłów sprawujących władzę, co jest typowe dla sekt, także protestanckich czy wywodzących się z protestantyzmu.
Ewolucjonizm a dusza ludzka
Pytanie powinno właściwie zostać skierowane do Jana Pawła II, względnie do kogoś, kto chce bronić tę jego wypowiedź.
Czy dzieci poczęte "in vitro" mają duszę?
Przyznaję, że taka teza jest dla mnie zaskoczeniem. Trzeba być zupełnym ignorantem w antropologii teologicznej, by coś takiego wymyśleć.
Czy dusze są różne?
W związku z aktualnymi wydarzeniami w Europie wschodniej częściej pojawia się nazwa pewnej sekty o nazwie Chabad-Lubawicz. Głównym źródłem jej doktryn jest książka znana pod nazwą Tanya. Jest to zbiór wypowiedzi założyciela sekty.
Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na wątek antropologiczny jako podstawowy, a zarazem regulujący zasady stosunków międzyludzkich.
Otóż w pierwszym rozdziale czytamy (źródło tutaj):
Jest to ideologia nie tylko fałszywa, bezpodstawna rozumowo i sprzeczna ze Starym Testamentem, lecz także skrajnie niebezpieczna. To jest gorsze niż rasizm, gdyż tu chodzi nie o różność ras, lecz o podział ludzkości na żydów i pogan, a to nie tylko pod względem religijnym, a wręcz ontologicznym i antropologicznym.
W związku z tym każde państwo dbające o dobro wspólne i pokój społeczny powinno zakazać rozpowszechniania tej książki na takiej samej zasadzie jak zakazane jest rozpowszechnianie "Mein Kampf" Hitler'a.
Czy wszyscy pochodzimy od Ewy?
Najpierw zasadniczo polecam nie słuchać o. Szustaka. Jak już wielokrotnie musiałem wykazywać (por. tutaj i wcześniejsze wpisy o jego wystąpieniach), popełnia on nagminnie głoszenie herezyj i fałszów. O wiele korzystniej można spędzić czas i poświęcić swoją energię na czytanie dzieł świętych Pańskich, dokumentów Kościoła, tradycyjnych podręczników teologii, czy chociażby katechizmu. Już w katechiźmie można znaleźć zasadniczą wiedzę zarówno co do charakteru Pisma św. i właściwego sposobu jego czytania, jak też co do biblijnej historii pierwszych rodziców. Zachęcam!
Czy embrion ludzki jest w pełni człowiekiem?
Zalinkowany text jest manipulacją obliczoną na ignorancję i lenistwo intelektualne czytelników. Aczkolwiek omawiana kwestia jest rzeczywiście ważna i kluczowa.
Już początek textu ukazuje pomieszanie pojęć i jest typowym zabiegiem podrzucenia przeciwnikowi fałszywej tezy i to perfidnie opakowanej.
Autor oczywiście nie definiuje pojęć "równość moralna" i "status moralny", bo jest mu tak wygodnie. Jest dość jasne, że chodzi tutaj o godność istoty ludzkiej, z której wynikają prawa człowieka, w tym prawo do życia. Jest ona różna od kwalifikacji moralnej, ponieważ ta ostatnia zależy od wolnych decyzyj danego człowieka. Innymi słowy: pod względem moralnym istota ludzka jaką jest embrion, który rzecz jasna nie mógł popełnić niczego złego, jest moralnie znacznie wyższa niż istota ludzka, którą jest zbrodniarz czy złoczyńca. Dlaczego autor unika pojęcia "godność ludzka", można się łatwo domyśleć w dalszym przebiegu jego wywodów. Otóż godność człowieka jako podstawa jego praw jest nieodwracalnie dana każdej istocie, nawet jeśli jest brukana czy to przez własne niemoralne decyzje, czy też poniżana i raniona przez innych.
Słusznie więc należy pytać, czy embrion ludzki jest człowiekiem. Dodanie określenia "w pełni" jest próbą zamącenia sprawy. To właśnie czyni autor textu systematycznie.
Ostatecznie chodzi oczywiście o pojęcie człowieka, a to już jest kwestia filozoficzna, czyli o wiele szersza niż dziedzina medycyny i biologii. Takie pojęcia jak "równość moralna", "status moralny", "godność człowieka", "prawa człowieka", "osoba" nie są pojęciami biologicznymi lecz filozoficznymi. To jest skrzętnie ukrywane przez autora textu. Zaś pomieszanie tych dziedzin - czyli chaos metodologiczny - jest przyczyną niezrozumienia problemu oraz podatności na manipulację, której przykład tutaj mamy. Widać to zwłaszcza w zasadniczej tezie:
Zarzucając - dość prymitywnie i bezpodstawnie - przeciwnikom aborcji rzekomy błąd ekwiwokacji autor sam miesza i wprowadza w błąd, przeciwstawiając pojęcie organizmu z jednej i pojęcie osoby z drugiej. Zakłamuje tym samym fakt, że organizm jest pojęciem biologicznym, podczas gdy osoba jest pojęciem filozoficznym. Oczywiście autor nie jest w stanie uzasadnić tego pomieszania, czego zresztą nawet nie próbuje. Jedynym "argumentem" jest zalinkowanie kilku rzekomo naukowych textów, popełniających ten błąd pomieszania dziedzin i tym samym zafałszowania pojęć. O właściwym ujęciu związku między dziedziną biologii i filozofii, tym samym poprawnym przejściu, będzie poniżej.
Następnie autor formułuje w punktach następne argumenty typu redukcji ad absurdum:
Tutaj autor posługuje się autorytetem Jana Pawła II, co jest już o tyle absurdalne, że ów był radykalnym przeciwnikiem aborcji. Tym samym powoływanie się na jego słowa dla uzasadnienia dopuszczalności aborcji jest delikatnie mówiąc groteskowe, dopóki nie jest wykazana sprzeczność w nauczaniu papieża.
Można pominąć aspekt formalny, mianowicie fakt, że jest to jedynie fragment z przemówienia do transplantologów i tym samym nie ma żadnej rangi magisterialnej (rangę magisterialną w znaczeniu nauczania papieskiego ma jedynie nauczanie skierowane do całego Kościoła). Osobną jest też kwestia hipotezy tzw. śmierci mózgu (to przemówienie Jana Pawła II nie świadczy bynajmniej o dogłębnym jej zbadaniu pod względem medycznym i etycznym, więcej tutaj i tutaj). Już na pierwszy rzut oka widać, że także w tym akapicie autor niesamowicie miesza: moralna dopuszczalność wycięcia organów po ustaniu aktywności mózgu ma uzasadniać traktowanie embrionu - w domyśle nie posiadającego aktywności mózgu - jako bytu nieosobowego i nieludzkiego. W tym miejscu nie jest konieczne zbadanie kwestii, czy ustanie aktywności mózgu stwierdzalnej obecnymi narzędziami można utożsamić ze śmiercią człowieka (należy to zdecydowanie zanegować, gdyż człowiek składa się nie tylko z mózgu, lecz z całego ciała, tym samym nie można utożsamić braku stwierdzalnej aktywności jednego organu ze śmiercią całego organizmu). Wystarczy wiedzieć, że według hipotezy śmierci mózgu - zakładanej w cytowanych bezkrytycznych słowach Jana Pawła II - śmierć organizmu następuje w momencie ustania aktywności mózgu. Tym samym zrównanie martwego organizmu z organizmem żywym, jakim jest bezsprzecznie embrion, jest po prostu absurdalne już na poziomie czysto biologicznym.
Także tutaj autor dopuszcza się absurdalnej i prymitywnej manipulacji. Według jego logiki staranie się o dzieci w ogóle byłoby niemoralne, skoro nigdy nie można wykluczyć tego, że dziecko już w młodym wieku zachoruje na śmiertelną chorobę czy zginie w wypadku. W sposób wręcz groteskowy autor miesza fakt, że dzieci umierają także przed urodzeniem, z ich zabijaniem w łonie matki. Nie muszę chyba wyjaśniać, na czym polega różnica między śmiercią a zabijaniem, nawet jeśli odmawia się embrionowi ludzkiemu godności ludzkiej.
Autor znowu operuje pomieszaniem i fałszem. Po prostu kłamie twierdząc, że "nie robimy nic" dla zapobieżenia śmiertelności dzieci w łonie matki. Czyżby nie wiedział nic o rozwoju i sukcesach chociażby neonatologii, która w ostatnich dziesięcioleciach poważnie zmniejszyła śmiertelność prenatalną? Tym samym także ten "argument" można uznać jedynie jako manipulację i to już na poziomie prostych faktów. Prócz tego autor znowu myli śmierć z zabijaniem.
Ten "argument" jest wyjątkowo perfidny, nawet w zestawieniu z poprzednimi. Poza poruszeniem problemu teodycei, który jest jak najbardziej poważny i zasługuje na osobne omówienie, autor nie mówi tutaj właściwie nic oprócz powtórzenia prymitywnego pomieszania śmierci z zabijaniem.
Tutaj autor wreszcie porusza godny uwagi dylemat moralny, aczkolwiek sytuacja jest konstrukcją myślową. Podłe jest natomiast powiedzenie, jakoby fakt "pełnego człowieczeństwa zarodków" był kwestią wiary (o tym więcej poniżej). Niemniej perfidne jest sugerowanie, jakoby katolik powinien uznać uratowanie pięcioletniej dziewczynki zamiast dziesięciu embrionów ludzkim za czyn zły. Autor pomija bowiem naczelną zasadę etyki nie tylko katolickiej lecz ogólnoludzkiej (wyrażonej także w prawodawstwie świeckim), według której moralnie obowiązujące jest tylko to, co jest w danym przypadku możliwe (ad impossibilia nemo tenetur). W jej świetle proste jest rozwiązanie dylematu moralnego podanej sytuacji: jeśli nie jest możliwe uratowanie zarówno dziewczynki jak też embrionów, to spontaniczną reakcją jest słusznie ratowanie najpierw dziewczynki. Wynika to z empatii, która jest także ważnym czynnikiem etycznym. Tym samym nie będzie grzechem wybór uratowania dziewczynki. Trzeba zauważyć, że także w tym "argumencie" autor konsekwentnie miesza śmierć - przez niemożliwość uratowania - z zabijaniem, co jest dość prymitywną manipulacją.
Tutaj autor powtarza w innej wersji swoje powiedziane już wyżej bzdury, podlane na nowo fałszem apelującym jedynie do uczuć i podżegającym do buntu wobec ochrony życia nienarodzonych dzieci. Jedynym "argumentem" jest prawdopodobieństwo turystyki aborcyjnej oraz podziemia aborcyjnego. Według tej logiki nie należałoby też zakazywać używania narkotyków i handlu nimi, skoro można je kupić za granicą i na czarnym rynku. Na tyle wysiłku myślowego stać proaborcyjnego manipulatora...Do tego samego gatunku należy zaliczyć quasi koronny "argument", który jest jedynie maniakalnie powtórzony, bez choćby próby uzasadnienia:
Są tutaj zawarte dwie te tezy:
- osobowy status "zarodka i płodu" jest kwestią wiary
- tej "wiary" nie podzielają konsekwentnie nawet katolicy.
Tę drugą tezę mogę pominąć, gdyż nie jest istotna, a jest już na pierwszy rzut oka o tyle fałszywa, że oficjalne stanowisko Kościoła we wszystkich jego dokumentach jest jednoznaczne, co nawet sam autor wspomina na początku swojego textu.
Istotny i kluczowy jest natomiast intelektualny i naukowy status twierdzenia, że embrion ludzki posiada godność ludzką.
Warto zauważyć, że autor posługuje się tutaj pojęciami biologicznymi jak "zarodek" i "płód". Należy zapytać, na jakiej podstawie w odniesieniu do dziecka po urodzeniu i dorosłego człowieka przechodzi do określenia pojęciem filozoficznym - nie biologicznym - "osoba" zamiast określenia biologicznego "organizm ludzki" albo "system komórek z DNA charakterystycznym dla gatunku homo sapiens". Czyż nie obraziłby się, gdyby ktoś tymi ostatnimi pojęciami określał jego czy innych ludzi z wykluczeniem godności ludzkiej? Tak więc najpierw istotne jest rozróżnienie dziedziny i kompetencji danej nauki oraz jej pojęć.
Następnie istotne jest pytanie, czy biologia jest w stanie rozstrzygnąć czy przynajmniej pomóc w rozstrzygnięciu kwestii osobowej godności embrionu ludzkiego. Sama kwestia jest oczywiście natury filozoficznej. Nie oznacza to pomniejszenia jej rangi, gdyż filozofia jest także nauką (wbrew forsowanemu przez ateistów scjentyzmowi), mianowicie ogólną - jako podstawa uprawiania każdej nauki - i uogólniającą, to znaczy bazującą na wynikach nauk szczegółowych, w tym przyrodniczych.
Jest bezsprzecznym faktem, że biologia nie jest w stanie podać momentu w rozwoju, gdy embrion staje się osobą ludzką. Do posługiwania się pojęciem "osoba" tej nauce po prostu brakuje kompetencji. Stąd wynika niezgodność biologów w tej kwestii. Odpowiedzialny za swoje słowa kompetentny biolog trzymający się metody swojej nauki w ogóle nie wypowiada się w tej sprawie z pozycji czysto biologicznej. Może jednak i powinien wskazać na fakt, że - z punktu widzenia czysto biologicznego - kluczowym i decydującym momentem w powstaniu organizmu także ludzkiego jest zapłodnienie czyli połączenie komórki męskiej i żeńskiej. Współczesna genetyka potwierdza ten fakt, co z kolei jest potwierdzeniem stanowiska Kościoła i każdego uczciwie myślącego człowieka, że życie człowieka i tym samym jego ludzka godność zaczyna się już w tym momencie. Skoro moment zapłodnienia jest wydarzeniem kluczowym z punktu widzenia biologicznego, to nie ma innego momentu, który by decydował o ludzkiej czyli osobowej godności organizmu. Uznanie tego faktu nie jest kwestią wiary religijnej lecz szacunku wobec nauki, jaką jest biologia (wraz z dziedzinami pokrewnymi), której pewne wyniki należy zastosować do filozoficznej kwestii statusu osobowego.
Godność ludzka jest oczywiście niestopniowalna, to znaczy że albo jest się człowiekiem albo się nim nie jest. Dlatego jedynie propagandowym bełkotem jest mówienie o byciu "w pełni człowiekiem". Nie można być człowiekiem w połowie, w ćwiartce czy w innym ułamku, ponieważ godność osobowa nie zależy ani od sprawności funkcyj organizmów, ani od jego stanu, lecz jedynie od tego, czy jest to żywy - a poniekąd także martwy - organizm ludzki. Odnośnie bycia organizmem ludzkim rozstrzyga biologia, zwłaszcza genetyka. Na podstawie tego rozstrzygnięcia danemu organizmowi - uznanemu przez biologię za ludzki - przysługuje godność ludzka czyli osobowa.
Jeśli by przyjąć, jak czyni to autor textu, że człowieczeństwo organizmu i tym samym jego godność zależy od stwierdzalnej przez obecne narzędzia aktywności mózgu, to wraz z aborcją należy prawnie zalegalizować także zabijanie ludzi, u których taka aktywność nie zostaje stwierdzona. Ma to owszem już miejsce w biznesie transplantacyjnym, a to na podstawie wspomnianej już fałszywej hipotezy tzw. śmierci mózgowej. Nie przypadkowo przebieg takich "zabiegów" jest skrzętnie ukrywany przed opinią publiczną. Gdyby pokazano, co się dzieje z organizmem w tym czasie, to by raczej nie było chętnych tzw. dawców organów. Zwykły prosty obywatel myśli, że po stwierdzeniu tzw. śmierci mózgowej jest się martwym i nic się nie czuje, co jest ewidentną nieprawdą.
Podsumowując:
Rozstrzygnięcie kwestii statusu osobowego embrionu ludzkiego nie należy do kompetencji biologii i medycyny. Te nauki mogą jedynie dostarczyć materiał służący rozstrzygnięciu. Tym materiałem jest fakt, że w rozwoju organizmu ludzkiego nie ma innego momentu determinującego jak moment poczęcia. Tym samym uczciwe intelektualnie jest albo uznanie osobowego statusu organizmu ludzkiego począwszy od chwili poczęcia, albo jego całkowite zanegowanie, czyli zredukowanie do rangi zwierząt czyli innych istot żywych, czyli do statusu jedynie biologicznego. Ta druga alternatywa jest oczywiście absurdalna już chociażby na podstawie doświadczenia codziennego: nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje wyjątkowej rangi człowieka pośród istot żywych.
Co to jest raj?
Najpierw należy określić pojęcie. Polskie słowo "raj" jest tłumaczeniem łacińskiego paradisus oraz greckiego παράδεισος, przejętego do hebrajskiego Starego Testamentu ze staroperskiego słowa (z Avesty) pairi-daeza, co oznacza ogrodzony park względnie ogród rozkoszy. To określenie odnosi się przede wszystkim do ogrodu, o którym mowa w Księdze Rodzaju. Chodzi o miejsce i stan pierwotnej szczęśliwości przed grzechem pierwszych rodziców. Za czasów Pana Jezusa w teologii rabinistycznej rozpowszechnione było powiązanie zbawienia z powrotem do raju, czyli miejsca i stanu pierwotnej zażyłości z Bogiem i szczęśliwości. W teologii nowotestamentalnej nie ma prostego utożsamienia rzeczywistości eschatologicznej - czyli ostatecznej - z pierwotnym rajem, aczkolwiek występują nawiązania do wyobrażeń rabinistycznych. Innymi słowy: w eschatologii chrześcijańskiej nie ma powrotu do raju. Ostateczna rzeczywistość to niebo w znaczeniu wiecznej szczęśliwości z Bogiem, ewentualnie poprzez oczyszczenie w czyśćcu, oraz piekło, czyli przeciwieństwo nieba.
Oczywiście już w Piśmie św. zawartych jest wiele podobieństw między pierwotnym rajem a ostateczną rzeczywistością niebiańską, jednak nie są one tożsame. Inna jest bowiem doskonałość pierwotna pierwszych rodziców przed grzechem, a inna doskonałość odkupionych z niewoli grzechu czyli zbawionych. Ta druga w pewnym sensie przewyższa tę pierwszą, przede wszystkim tym, że jest ostateczna i niezniszczalna. Ponadto ciało po zmartwychwstaniu, czyli uwielbione, w pewnym sensie przewyższa swoją godnością zwykłe ciało ziemskie, nawet to ciało, które pierwsi rodzice mieli przed upadkiem grzechowym. Będzie to wprawdzie to samo ciało, które było ożywiane przez duszę w życiu doczesnym, ze wszystkimi właściwościami naturalnymi czyli fizycznymi, wraz ze wszystkimi organami i wyglądem. Jednak nie będzie w nim niczego, co stanowi o śmiertelności i z niej wynika, jak zależność od pożywienia, oddychania, obumierania i odnawiania poszczególnych komórek, starzenia się i też prokreacji. Innymi słowy: ciało będzie nadal żywym "pomnikiem" Bożego dzieła stworzenia oraz historii zbawienia, ale jego życie nie będzie miało nic z tego, co jest zbędne dla wiecznej szczęśliwości. Dotyczy to oczywiście także sexualności, choć ciała nadal będą miały fizyczne cechy według porządku stworzenia czyli różnicy płci.
Czy Pan Bóg jest odpowiedzialny za nasze nieszczęścia?
Należy najpierw sprecyzować główne pojęcia: odpowiedzialność oraz nieszczęście.
Oczywiście wszystko, co się wydarza zarówno w życiu każdego z nas jak też w dziejach wszechświata, ma swoje miejsce w planie Bożym. Ten Boży plan jest w teologii słusznie nazwany ekonomią Zbawienia, ponieważ chodzi w nim o zbawienie dusz oraz doprowadzenie całego świata, w tym także każdego i całego człowieka - ostatecznie także z ciałem po zmartwychwstaniu - do udziału w Swoim życiu, które jest nieskończone. Na tym właśnie polega "wypełnienie Pisma", o którym mówią Ewangelie.
Pan Bóg po pierwsze nie musi nikomu zdawać sprawy ani z tego planu w całości, ani z jego poszczególnym elementów i fragmentów. Jest oczywiste, że człowiek zna najwyżej nikły wycinek Bożej ekonomii Zbawienia, jakim jest jego życie przeszłe, ewentualnie w kontekście historii przodków, którą może znać tylko pośrednio. Równocześnie własna perspektywa łatwo może wydawać się jedyna, czy przynajmniej najważniejsza i najistotniejsza. Tym samym łatwo o brak zrozumienia tego wycinka jako elementu całości, która dopiero pozwala poznać sens poszczególnych składników.
Mówiąc konkretnie: zwłaszcza stojąc wobec trudnych doświadczeń czy cierpienia, zadajemy sobie, innym, a także Panu Bogu pytanie o sens danego wydarzenia czy sytuacji, zwykle wraz z poczuciem krzywdy, niesprawiedliwości, czy przynajmniej absurdalności. Jest to normalne i zrozumiałe. Należy jednak pamiętać o nieznanej całości oraz o tym, że dopiero z czasem poznajemy sens wydarzeń, także tych, które całkiem słusznie nazywamy nieszczęściami w znaczeniu potocznym. Nie jest to tania pociecha nieznaną przyszłością. Z biegiem lat chyba każdy mniej czy bardziej wyraźnie sam doświadcza tej prawdy, że na wyjaśnienie trzeba po prostu poczekać.
Pytanie zawiera jeszcze inny ważki problem teologiczny, mianowicie relację między wolą Bożą, która jest wszechmocna, a wolnością, czyli świadomymi wyborami człowieka. Jest problem bardziej exystencjalny niż teologiczny. Teologia podaje główne zasady, a są to
- suwerenność Boga, której nie można oddzielić od tego, kim Bóg jest, a jest On miłością i to nieskończoną, oraz
- wolność człowieka, która wynika z "podobieństwa i obrazu" Boga w nim, a to oznacza, że nie jest to wolność absolutna, lecz względna, choć prawdziwa, czego każdy sam doświadcza w swoich codziennych wyborach.
Tak więc "przeznaczenie" nie oznacza nieuchronnego skazania na takie czy inne wybory. Oznacza natomiast odwieczne wyznaczenie celu, którego osiągnięcie zależy od naszych wyborów, które są realnie wolne w sposób właściwy dla naszej ludzkiej woli, doświadczanej na co dzień.
Dlaczego istnieje piekło?
W pytaniu wyczuwam emocje, które rozumiem i podzielam, jak zresztą chyba każdy człowiek o pewnej wrażliwości.
Najpierw należy rozważyć po krótce pojęcie piekła. Piekło jest stanem i miejscem wiekuistej kary za ostateczne odrzucenie Boga i Jego prawa.
1. Stan i miejsce zarazem oznacza, że chodzi o rzeczywistość stworzoną, która jest czaso-przestrzenna, a równocześnie trwała, tzn. ma początek, ale nie ma końca. Tutaj warto wspomnieć o ciekawostce, która jest mało znana: Już w starożytności istniał wśród teologów pogląd, że kary piekielne ustają w każdą niedzielę, dokładniej od soboty wieczora do poniedziałku rano. Taki pogląd prezentował nawet św. Augustyn (Enchiridion, c. 112), choć wpierw go odrzucał, a także apokryficzna Apokalipsa św. Pawła, oraz wielu teologów hiszpańskich, a nawet mszał mozarabski, oraz poeta rzymski Prudencjusz (Cathemerinon 5, 125). Wprawdzie nie przyjął się w głównym nurcie teologii scholastycznej, jednak nigdy nie został potępiony przez Kościół i tym samym może być jednym z elementów teologicznej reflexji w temacie.
2. Kara jest pojęciem analogicznym, tzn. jest właściwie pojęciem z rzeczywistości ludzkiej, głównie sądowniczej. Jest to - obok nagrody - główne narzędzie wymierzania sprawiedliwości służącej dobru ogólnemu. W sądownictwie ludzkim kara służy zarówno expiacji (czyli wynagrodzeniu na popełnione zło) jak też prewencji (przestrzega przed konsekwencjami czynienia zła i tym samym wychowuje). W karze wiecznej, jaką jest piekło, także zawarte są te cele. Różnica polega na trwaniu w nieskończoność. Nie wynika to ze szczególnego okrucieństwa kary lecz z natury rzeczywistości po śmierci: jest to wymiar ponaddoczesny i w tym znaczeniu wieczny, że nie podlega zmianie.
3. Co do kary teologia katolicka odróżnia dwa aspekty: karę potępienia (poena damni) oraz karę cierpienia (poena sensus). Potępienie oznacza właściwie odrzucenie miłości Boga, które jest decyzją i dziełem człowieka. W wyniku tej decyzji człowiek się oddalił od miłości i to oddalenie powoduje cierpienie pod każdym względem, odpowiednio do natury człowieka, czyli zarówno duchowe jak też - po zmartwychwstaniu - cielesne.
4. Kara jest konsekwencją winy. Tym samym odpowiedzialny za nią jest winowajca, nie osądzający. W rzeczywistości ziemsko-ludzkiej sąd może być omylny, gdyż bazuje na danych, które są w różnym stopniu ograniczone i mogą być niepełne czy nawet błędne z powodu czy to niedoskonałości prawa czy postępowania dowodowego. To oczywiście nie zachodzi w przypadku sądu Bożego, który obejmuje całość, jest doskonały i nieomylny.
5. Przedmiotem winy jest odrzucenie Boga i Jego prawa, którego celem jest doprowadzenie do szczęśliwej wieczności w niebie czyli uniknięcie piekła. Z perspektywy ludzkiej nie sposób w sposób całkowicie pewny ocenić, czy dany człowiek rzeczywiście i ostatecznie odrzucił Boga i Jego prawo. Tylko Bóg zna stan duszy człowieka, zwłaszcza w momencie śmierci. Dlatego Kościół nikogo nie ogłosił potępionym. Nawet wobec Judasza nie ma jednoznacznego ogłoszenia, że został potępiony, choć jest jasne potępienie jego czynu i postawy.
Słusznie w pytaniu poruszona jest kwestia wolnej woli człowieka: dlaczego Bóg dał człowiekowi wolną wolę, wiedząc, że może ona doprowadzić człowieka do wiecznego potępienia?
Jest to właściwie osobny temat, gdyż dotyczy dzieła stworzenia, zwłaszcza natury i godności człowieka. W tym miejscu odpowiem po krótce:
- Stworzenie jest dziełem miłości Boga czyli udzielania swojej dobroci. Ponieważ Bóg ma wolną wolę, dlatego "konieczne" (w znaczeniu zgodności z istotą i naturą Boga) było stworzenie także istot wyposażonych w wolną wolę, oczywiście przy zachowaniu różnicy względem Boga. Innymi słowy: wolna wola człowieka jest rzeczywista, ale nie jest absolutna, tzn. pochodzi od Boga, ale odpowiada ograniczoności człowieka i jest tym samym ograniczona.
- Istnienie człowieka jako istoty wyposażonej w wolną wolę jest dobrem wyższym niż możliwość złego jej wykorzystania oraz tegoż skutku czyli wiecznego potępienia. Innymi słowy: dobroć, wielkość i wspaniałość uczestniczenia wielu ludzi w szczęśliwości wiecznej z Bogiem jest właściwym celem i wartością. Ta wartość, jak wszystko stworzone, zakłada także możliwość i realność jej przeciwieństwa, czyli wiekuistego potępienia.
- Wiekuiste potępienie jest jako skutek wolności człowieka (i ostatecznie jego podobieństwa do Boga) także manifestacją wielkości i dobroci dzieła stworzenia. Złe wykorzystanie wolności ukazuje jej istnienie i tym samym godność człowieka. Jest to godność oczywiście względna, dlatego w razie złego jej użycia następuje kara czyli potępienie. Zaś kara jest manifestacją Bożej sprawiedliwości, czyli doskonałości, która jest właściwie miłością. Odrzucenie miłości w wolnym akcie, jak ma to miejsce w przypadku upadłych aniołów i ludzi, jest realizacją dobrego daru wolnej woli.
- Zło fizyczne związane z karą, czyli cierpienie w piekle, nie wynika z zemsty czy złości Boga, lecz z braku realizacji tego, co człowiek mógł i powinien wybrać we właściwym użyciu wolności woli. Można to porównać do następującego przykładu: Ktoś głodny natrafił w sklepie na apetycznie wyglądające potrawy, warzywa, owoce itp. i to w cenie znacznie niższej niż zwykle, a były one w sektorze zabawkowym, nie spożywczym. Zapłacił przy kasie wszystkimi pieniędzmi, które miał, i pojechał do domu. W domu okazało się, że są to jedynie plastikowe atrapy. Ktoś taki może winić tylko siebie za to, że pozostanie głodny. W przypadku sytuacji po śmierci jest to stan trwały.
Czy tzw. bliźniak wchłonięty ma duszę?
Chodzi o bardzo rzadkie zjawisko. Dotychczas zarejestrowano na całym świecie jedynie około stu takich przypadków.
Podstawowe informacje można znaleźć chociażby tutaj.
Istotne jest, że nie są żywe ciała czy organizmy bliźniaka, lecz mniejsze czy większe fragmenty ciała rozwinięte z komórek macierzystych. Naukowcy przyjmują, że jest to wynik wadliwego tzw. niepełnego zapłodnienia czyli połączenia plemnika z komórką jajową. W jego wyniku powstaje więc nie embrion czyli istota ludzka wyposażona w duszę, lecz jedynie zlepek komórek, który następnie rozwija się w postaci tkanek czy fragmentów narządów (z czasem mniej czy bardziej ukształtowanych). Taki zespół komórek nie ma większości organów, przede wszystkim nie ma mózgu. Tym samym nie może być właściwie mowy o wchłonięciu bliźniaka, lecz jedynie materiału biologicznego powstałego z komórek macierzystych, które same w sobie nie stanowią istoty ludzkiej. Tym samym część teologiczna pytania - o duszę itd. - jest bezprzedmiotowa.
Czy człowiek jest w centrum misji Kościoła?
Nie odniosę się do rzeczonej wypowiedzi, gdyż wymagałoby to zbadania kontextu bliższego i dalszego, na co niniejszym nie ma miejsca. Odpowiem po krótce na wskazany problem.
Oczywiście dzieło Zbawienia skierowane jest ku człowiekowi, gdyż jego dotyczy zarówno powołanie do wieczności jak też grzech. Nie trzeba tego wykazywać szczegółowo, gdyż jest to elementarna prawda Bożego Objawienia. Tym niemniej w perspektywie całej rzeczywistości oraz porządku bytowego człowiek nie jest ani jedynym bytem, ani bytem najwyższym, ani nawet najdoskonalszym stworzeniem Bożym. Tak więc ostatecznym, właściwym celem dzieła Zbawienia jest Bóg, który jest źródłem wszelkiego bytu i który stworzył wszystko z miłości. Dlatego człowiek może osiągnąć swój cel jedynie w ukierukowaniu na Boga i dlatego także Kościół tylko wtedy wypełnia swoją misję, gdy tak ukierunkowuje siebie i człowieka.
Co z duszą zamrożonego zarodka ludzkiego?
O ile zarodek w jakiś sposób żyje, tzn. nie obumarł, ma duszę. Dopiero wraz ze śmiercią następuje oddzielenie duszy od ciała czyli materii.
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Określenie oraz pojęcie "duchowość", dość popularne w przestrzeni kościelnej w okresie mojej młodości, w ostatnich latach - akurat...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...
-
Niemal od pierwszych dni pontyfikatu Leona XIV trwa w środowiskach katolików konserwatywnych debata co do tego, czy jest to Franciszek 2.0 c...
-
O imprezie licheńskiej było już niegdyś co nieco ( tutaj i tutaj ). Temat nie został jeszcze wyczerpany. Strona na pejsbuku w tym temacie...

















