
W związku z niedawnym krytycznym komentarzem odnośnie dyskusji o exorccyzmach w XXI wieku (https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-szatan-moze-pisac-sms-y.html) napisał do mnie jeden z jej uczestników, wydawca miesięcznika "Egzorcysta", Mariusz Błochowiak, domagając się skorygowania mojej opinii. Jako podstawę przysłał mi artykuł z owego miesięcznika pt. "Czym jest materializacja?" (wrzesień 2017). Jako autor jest podany "ks. prof. Gabriele Nanni (diecezja Aquila, Włochy), demonolog, egzorcysta i wykładowca Lateranum". Według danych dostępnych w internecie, dokładniej na stronie grupy "charyzmatyków", z którymi x. Nanni był (czy jest) związany (http://www.adimre.it/don-gabriele-nanni/), niemal wszystkie podane tu informacje są fałszywe:
- nie był i nie jest profesorem
- nie był i nie jest wykładowcą na Uniwersytecie Laterańskim, lecz zdobył na nim jedynie licencjat z prawa kanonicznego
- nie był i nie jest exorcystą.
Nie są też znane żadne jego publikacje teologiczne oprócz pracy licencjackiej.
Co więcej. Strona internetowa wspólnoty, z którą x. Nanni był wcześniej przez długie laty związany, podaje inne, bardzo ciekawe informacje, które zaprzeczają także biografii podanej na rzeczonej stronie "charyzmatyków" (wyświęcony został nie w 1977 lecz 1997 r.). Wygląda na to, że mamy do czynienia z hochsztaplerem, aczkolwiek wyświęconym, choć po dość krętych drogach:
Szczególnie znamienne i interesujące jest autoświadectwo x. Nanni w procesie kościelnym, w którym on pełnił główną rolę:
Mówiąc krótko: już od strony autora to bardzo śmierdzi.
Przejdźmy do treści w temacie. Tytuł artykułu jest bardzo zachęcający. Pan Błochowiak domagał się ode mnie odwołania sprzeciwu wobec jego wypowiedzi, jakoby szatan mógł pisać SMSy. Oprócz owego artykułu, powoływał się na rzekome fakty, tudzież na możliwość "naukową", podkreślając swoją kompetencję jako doktor fizyki, a równocześnie negując moją kompetencję naukową.
Przede wszystkim ów artykuł miesza sprawy. Mówi o złorzeczeniach, ale jest to raczej jedynie haczyk i pretext do przemycenia właściwego przesłania, mianowicie istnienia tzw. materializacji.
Zacznijmy od definicji pojęcia. Pojęcie jest dość obszernie opisane w parapsychologicznej "encyklopedii" węgierskiego żyda o nazwisku Nandor Fodor, który z czasem zdystansował się od okultyzmu, zbliżając się do psychoanalizy (https://en.wikipedia.org/wiki/Nandor_Fodor). W bardzo chaotycznym, właściwie bełkotliwym tekście (z 1932 r.), nie mającym wiele wspólnego z naukowością, znajdują się jednak niektóre podstawowe informacje:
- pojęcie "materializacja" pochodzi ze środowiska okultystycznego spirityzmu,
- odnosi się ono do (rzekomych) zjawisk mających miejsce w ramach seansów spirytystycznych,
- "zjawiskowość" tych zjawisk polega na "widzeniu" przed poszczególne osoby, czyli w sposób niebadalny i niesprawdzalny naukowo-empirycznie,
- od początku istniały próby nadania tym "zjawiskom" rangi faktów empirycznych wyjaśnialnych przyrodniczo-fizykalnie, jednak siłą faktów mogły to być jedynie próby interpretacji co najwyżej hipotetycznych, nieudowodnionych i niesprawdzalnych, a wysoce wątpliwych faktów, mające znamiona czy to urojeń czy mistyfikacji.
Widać to w poniższym fragmencie:
Nawet wikipedia mówi wprost o zerowej wartości naukowej owego pojęcia, tudzież o wykazaniu oszustw:
Także naukowcy specjalizujący się w parapsychologii, badając współczesne przykłady tzw. materializacji (1994 r.), doszli do negatywnych rezultatów:
Innymi słowy: nie było i nie ma podstaw naukowych dla twierdzenia, jakoby istniało zjawisko materializacji.
Nie jest w stanie tego zmienić także przytaczanie przykładu włoskiego okultysty-oszusta Gustavo Rol, którego "cuda" były jedynie seansami iluzjonistycznymi dla dobranego towarzystwa "wierzących":
Wystarczy wejść na wikipedię, by dowiedzieć się, kto to był, i że nigdy nie pozwolił na zbadanie swoich rzekomych cudów, które miały charakter ewidentnie spirytystyczny:
Zaś x. Nanni i p. Błochowiak wespół twierdzą (x. Nanni w artykule, p. Błochowiak w korespondencji do mnie), że materializacje - względnie ich empiryczne dowody - mają miejsce podczas exorcyzmów jako "fakty". Jedynym "dowodem" owych faktów są słowa x. Nanni w tym artykule. P. Błochowiak potwierdza je swoim autorytetem jako "doktor fizyki". Chyba nie muszę tego obszernie komentować...
Obydwaj podpierają się autorytetem św. Tomasza, podając cytaty z jego pism. Czy słusznie? Przyjrzyjmy się.
Pierwszego przytoczonego cytatu po prostu nie ma u św. Tomasza:
Każdy może sprawdzić także w tłumaczeniu polskim. To jest istotne, gdyż na tych słowach opiera się cała ich argumentacja na korzyść materializacji.
Drugi cytat brzmi:
Ten fragment (STh I, q. 110, a. 4 ad 2) jest cytowany słusznie w temacie, jednak wniosek - jakoby wg św. Tomasza demony mogły przemieszczać i materializować przedmioty - jest po prostu kłamstwem, gdyż nie ma jakichkolwiek podstaw w cytacie.
Jako trzeci argument ze św. Tomasza przytaczane są fragmenty z Summa contra Gentiles, aczkolwiek z błędnym podaniem miejsca (gdyż faktycznie chodzi o tom 3/2, ks. 3, rozdz. 105):
Tym razem autor z góry przedstawia następujące cytaty jako potwierdzenie poprzedniej tezy o materializacji, choć faktycznie nie ma w nich ani śladu twierdzenia o jej możliwości. Tak więc także tutaj mamy do czynienia po prostu z oszukiwaniem czytelnika.
W takiej sytuacji zbędne jest tutaj omawianie nauczania św. Tomasza w temacie. Zajęłoby to sporo miejsca. Wystarczy tymczasem nadmienić, że ani św. Tomasz ani żaden teolog katolicki, czy to starszy czy współczesny, nie dopuszczał możliwości materializacji. A to z prostego powodu:
- po pierwsze nie ma ani stwierdzonych naukowo faktów, ani wiarygodnych świadectw o zjawiskach tego typu,
- po drugie z punktu widzenia filozoficznego i teologicznego jest to niemożliwe.
Podłożem tej koncepcji jest natomiast po pierwsze światopogląd spirytystyczno-okultystyczny, po drugie ostatecznie monizm filozoficzny, przypisujący bytom stworzonym właściwości i działania quasi boskie.
Podsumowanie wystarczy krótkie: ten artykuł jest wybitnie perfidnym i bezczelnym oszustwem, i to już pod względem czysto metodologicznym.
Po drugie jest fałszywy w treści, gdyż mieszając kwestie rzeczywistego działania szatania i skuteczności złorzeczeń, przemyca treści grubo spirytystyczne, które przeczą zarówno zdrowemu rozsądkowi, jak też elementarnym podstawom wszelkich nauk, od przyrodniczych, poprzez filozofię, aż po teologię.
Po trzecie jest przewrotnie, wręcz szatańsko kłamliwy, gdyż imputuje św. Tomaszowi i teologii katolickiej stanowisko podpierające i zgodne ze spirytystyczną treścią i przesłaniem tego textu.
Tym samym miesięcznik odwołujący się w swym tytule do katolickiej posługi uwalniania od złego ducha okazuje się być dokładnym zaprzeczeniem tej posługi i demaskuje się jako organ antychrześcijańskiego, okultystycznego spirytyzmu. Co na to władze kościelne? Czy nadal będą pozwalać na dystrybucję tego miesięcznika w księgarniach katolickich?
P. S.
Właśnie natrafiłem na materiał filmowy, w którym exorcysta diecezji bydgoskiej opowiada takie rzeczy, pokazując dzieciom w szkole gwoździe rzekomo wyplute przez osobę opętaną:
Charakterystyczne jest, że mówi, iż to on był świadkiem tego wyplucia. Oto jak oszust w sutannie szerzy okultyzm i to w ramach lekcji religii...