Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Wysyp oszustów-przebierańców: indultowe Triduum w Gdańsku


Pojawiły się dumne relacje obrazkowe z indultowego Triduum w Gdańsku. Na uwagę zasługują fotki z Wielkiego Piątku, gdyż zawierają coś, co poniekąd przerasta wszelkie dotychczasowe dziwactwa ekipy przebierańców modernistycznych, którzy opanowali wiele środowisk indultowych w Polsce. 

Generalnie - jak wynika zarówno z fotek jak też z deklaracji - sprawowano według obrzędu tzw. pre55 czyli sprzed reformy Wielkiego Tygodnia wprowadzonej za Piusa XII w 1955 r., a która była już dziełem głównie architekta późniejszych "reform" za Pawła VI, Annibale Bugnini'ego. O tyle ta celebracja była słuszna i cenna. Tym bardziej zaskakuje a nawet szokuje to, co przedstawiają fotki zwłaszcza z Wielkiego Piątku (źródło tutaj): 




Fotki pokazują jakiś pseudoobrzęd, który jest ewidentnie sprzeczny z tradycyjnymi księgami liturgicznymi pre55, a są jakimś folklorem przypominającym bardziej novusizm:

- dziwna procesja z krzyżem, która zupełnie wykracza poza rubryki
- zawieszenie na krzyżu ornatu koloru czerwonego, który nie ma nic wspólnego z liturgią tradycyjną, a za to może wynikać jedynie z novusizmu
- brak zakrycia krzyża przed odsłonięciem i tym samym brak odsłonięcia zgodnego z rubrykami

Najpoważniejszą sprawą jest oczywiście ukazanie krzyża jako wieszaka na ornat. 

Ekipa się broni przed zarzutami następująco:


To jest o tyle ciekawe, że pokazują jedynie wycinek z czegoś, co nie jest dostępne publicznie. A nawet jeśli wycinek jest autentyczny, to znaczy pochodzi rzeczywiście z mszału włocławskiego z 1515 roku, to ekipa popełniła coś znamiennego. Otóż każdy katolik powinien wiedzieć, że papież św. Pius V w bulli "Quo primum" z 1570 r. zakazał używania wszelkich obrzędów, które nie mogły się wykazać trwaniem przez conajmniej 200 lat. To z całą pewnością dotyczy "mszału włocławskiego", zwłaszcza co do owego pseudoobrzędu wieszania ornatu na krzyżu. Należy mieć przy tym na uwadze, że wówczas nie było jeszcze w kształcie barokowym, który jest widoczny na fotkach wyżej, lecz w tzw. gotyckim, czyli starorzymskim. Połączenie późnośredniowiecznego zwyczaju z barokową formą ornatu i to w kolorze wziętym z novusizmu Pawła VI świadczy o zupełnym pomieszaniu umysłowo-estetycznym. Ten lokalny zwyczaj odziewania krzyża w ornat można wyjaśnić tym, że wówczas ornat był najcenniejszą szatą liturgiczną i najgodniejszą ozdobą. Mogło więc chodzić o przyozdobienie, ale o wiele bardziej o przykrycie. Należy też wziąć pod uwagę pierwotne, szerokie znaczenie łacińskiego słowa "casula", które oznacza szatę wierzchnią, nakrycie, a dopiero specyficznie w liturgii oznacza to, co po polsku nazywa się ornatem. W każdym razie ten fragment wcale nie musi odnosić się do ornatu w obecnym znaczeniu, lecz ogólnie do nakrycia.

Tak więc zupełnie absurdalne jest wygrzebanie fragmentu z lokalnego, już w XVI wieku usuniętego z użytku, a nawet zakazanego mszału i włączenie go do tradycyjnej liturgii rzymskiej w sprzeczności z jej rubrykami. Jest to zarówno nielegalne liturgicznie jak też rażąco nierozumne i gorszące. Co więcej: to trąci herezją archeologizmu, potępioną przez Piusa XII w encyklice "Mediator Dei". 

Jeśli więc ktoś zdobył się na coś takiego, to oszukał wiernych, którym obiecano liturgię rzymską według ksiąg liturgicznych promulgowanych od św. Pius V. Osoba czy osoby za to odpowiedzialne widocznie albo cierpią na zboczenie, które zasługuje na takie określenie jak archeofetyszyzm, albo usiłują skompromitować środowiska katolików tradycyjnych, albo jedno i drugie. 

Droga do Emaus


Łk 24, 13-35

A o to tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. 
Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. 
Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. 
Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. 
On zaś powiedział do nich: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze i jesteście smutni?". 
A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». 
I powiedział im: «Cóż takiego?» I powiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu;
jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. 
A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. 
Ale też niektóre z naszych niewiast przeraziły nas: były rano u grobu, 
a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy mówią, iż On żyje. 
Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak niewiasty powiedziały, ale Jego nie widzieli». 
Na to On rzekł do nich: «O nierozumni i gnuśni sercem do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! 
Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» 
I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. 
I przybliżyli się do wsi, do której szli, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. 
Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. 
Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziąłwszy chleb, odmówił błogosławieństwo, i połamawszy dawał im. 
Wtedy przejrzały ich oczy i poznali Go, lecz On stał się niejawny od nich. 
I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» 
W tej samej godzinie powstali i wrócili do Jerozolimy i zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, 
którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście powstał i ukazał się Szymonowi». 
Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak dał się im poznać przy łamaniu chleba. 

και ιδου δυο εξ αυτων ησαν πορευομενοι εν αυτη τη ημερα εις κωμην απεχουσαν σταδιους εξηκοντα απο ιερουσαλημ η ονομα εμμαους
και αυτοι ωμιλουν προς αλληλους περι παντων των συμβεβηκοτων τουτων
και εγενετο εν τω ομιλειν αυτους και συζητειν και αυτος ο ιησους εγγισας συνεπορευετο αυτοις
οι δε οφθαλμοι αυτων εκρατουντο του μη επιγνωναι αυτον
ειπεν δε προς αυτους τινες οι λογοι ουτοι ους αντιβαλλετε προς αλληλους περιπατουντες και εστε σκυθρωποι
αποκριθεις δε ο εις ω ονομα κλεοπας ειπεν προς αυτον συ μονος παροικεις εν ιερουσαλημ και ουκ εγνως τα γενομενα εν αυτη εν ταις ημεραις ταυταις
και ειπεν αυτοις ποια οι δε ειπον αυτω τα περι ιησου του ναζωραιου ος εγενετο ανηρ προφητης δυνατος εν εργω και λογω εναντιον του θεου και παντος του λαου
οπως τε παρεδωκαν αυτον οι αρχιερεις και οι αρχοντες ημων εις κριμα θανατου και εσταυρωσαν αυτον
ημεις δε ηλπιζομεν οτι αυτος εστιν ο μελλων λυτρουσθαι τον ισραηλ αλλα γε συν πασιν τουτοις τριτην ταυτην ημεραν αγει σημερον αφ ου ταυτα εγενετο
αλλα και γυναικες τινες εξ ημων εξεστησαν ημας γενομεναι ορθριαι επι το μνημειον
και μη ευρουσαι το σωμα αυτου ηλθον λεγουσαι και οπτασιαν αγγελων εωρακεναι οι λεγουσιν αυτον ζην
και απηλθον τινες των συν ημιν επι το μνημειον και ευρον ουτως καθως και αι γυναικες ειπον αυτον δε ουκ ειδον
και αυτος ειπεν προς αυτους ω ανοητοι και βραδεις τη καρδια του πιστευειν επι πασιν οις ελαλησαν οι προφηται
ουχι ταυτα εδει παθειν τον χριστον και εισελθειν εις την δοξαν αυτου
και αρξαμενος απο μωσεως και απο παντων των προφητων διηρμηνευεν αυτοις εν πασαις ταις γραφαις τα περι εαυτου
και ηγγισαν εις την κωμην ου επορευοντο και αυτος προσεποιειτο πορρωτερω πορευεσθαι
και παρεβιασαντο αυτον λεγοντες μεινον μεθ ημων οτι προς εσπεραν εστιν και κεκλικεν η ημερα και εισηλθεν του μειναι συν αυτοις
και εγενετο εν τω κατακλιθηναι αυτον μετ αυτων λαβων τον αρτον ευλογησεν και κλασας επεδιδου αυτοις
αυτων δε διηνοιχθησαν οι οφθαλμοι και επεγνωσαν αυτον και αυτος αφαντος εγενετο απ αυτων
και ειπον προς αλληλους ουχι η καρδια ημων καιομενη ην εν ημιν ως ελαλει ημιν εν τη οδω και ως διηνοιγεν ημιν τας γραφας
και ανασταντες αυτη τη ωρα υπεστρεψαν εις ιερουσαλημ και ευρον συνηθροισμενους τους ενδεκα και τους συν αυτοις
λεγοντας οτι ηγερθη ο κυριος οντως και ωφθη σιμωνι
και αυτοι εξηγουντο τα εν τη οδω και ως εγνωσθη αυτοις εν τη κλασει του αρτου


Wydaje się, że w tym opisie św. Łukaszowym jest więcej zagadek niż odpowiedzi, i to właśnie w istotnych sprawach. Dlaczego uczniowie wpierw nie rozpoznali Pana Jezusa? Co było w tym “łamaniu chleba”, że ono spowodowało rozpoznanie? Co więcej: jak to możliwe, że uczniowie pozwolili przygodnemu człowiekowi zarzucać sobie nierozumność, a potem nawet zaprosili go w gościnę?

Ewangelie ukazują nam postawę, zachowanie i postępowanie Jezusa Chrystusa, a także reakcje i zachowanie ludzi – jako dobre wzory i jako złe przykłady. Postawa tych dwóch jest typowa dla uczniów: oni byli pod wrażeniem wydarzeń, choć ich nie rozumieli. Przed Męką Mistrza byli pełni nadziei, jak zresztą wielu pobożnych ziomków. Tym bardziej byli wstrząśnięci i rozczarowani. Być może wracali do swoich domów, uważając sprawę Jezusa za zakończoną. A może szli z wieścią do krewnych czy przyjaciół. Nie wiemy, co powodowało “uwięzienie” ich oczu wobec postaci Zmartwychwstałego. Komentatorzy biorą pod uwagę zarówno zmieniony wygląd Zmartwychwstałego, jak też duchową ślepotę uczniów. Pewne jest, że Pan Jezus wpierw nie dał się im poznać. Chciał ich stopniowo doprowadzić do poznania, najpierw przez przypomnienie i wyjaśnienia Pisma. To pouczenie, dość twarde zresztą, nie spowodowało u nich obrazy, niechęci, urazy, lecz wręcz przeciwnie – uznanie, sympatię i przywiązanie do tajemniczego podróżnego.

Kluczowe stało się Jego zachowanie przy stole. Było to postępowanie ojca rodziny, który jako głowa i chlebodawca odmawiał modlitwę i podawał chleb. Nie ma to bezpośredniego związku z Ostatnią Wieczerzą. Nic nie wskazuje na to, jakoby chodziło tutaj o sakrament Eucharystii. Pan Jezus chciał, żeby uczniowie Go poznali w sytuacji i geście, który znali z lat chodzenia z Nim. Zapewne wiele razy wcześniej jadali z Nim, gdy On podawał im chleb jak to czynią ojcowie rodzin. Musiało być w tym coś specyficznego, niepowtarzalnego i właściwego tylko dla Jezusa. To musiało być tak wyraźne, że spowodowało w nich wiarę, że On żyje, bo oto jest z nimi.

Jakiś czas temu, akurat w niedzielę wielkanocną odwiedziłem przyjaciela ciężko chorego w klinice, po mocnej dawce chemioterapii i przeszczepie szpiku. Bardzo cierpiał, zarówno fizycznie jak też duchowo. Był to dorosły człowiek z Iranu, który kilka lat temu przyjął Chrzest św. Opowiedział mi, że był u niego kapelan szpitalny z Komunią św. i że on mógł przyjąć Najświętszy Sakrament pod postacią chleba, mimo że od tygodni nie może nawet pić i tym bardziej przyjmować do ust pokarmu. Zapytał mnie: “jak to jest możliwe?"

Wielokrotnie rozmawialiśmy wcześniej o sprawach wiary. Próbowałem mu wyjaśnić między innymi tajemnicę Eucharystii. Co niedzielę przyjmował Komunię św., na ile to można zewnętrznie ocenić, z wiarą i pobożnością. Teraz w sytuacji cierpienia widocznie dane mu było poznać na nowo wielkość tej tajemnicy Obecności. Nie wiem, czy i na ile zrozumiał nasze filozoficzno-teologiczne pojęcia, choć jest człowiekiem wykształconym. Pewne jest, że doznał zdziwienia, chyba nawet zaskoczenia. Stało się to dzięki temu, że pragnął przyjąć Komunię św. mimo tego, że wiedział, iż nie może przyjmować żadnego zwykłego pokarmu. Mówił mi też o swojej niepewności, czy przeżyje, czy przeszczep się powiódł. Wyczułem też lęk, zresztą zupełnie zrozumiały. Jest jednak pewne, że Pan Jezus dał mu znak Swojej obecności. Że pokazał mu wręcz namacalnie, iż w Komunii św. przyjmuje nie opłatek, lecz Obecność, która poucza, pociesza, ukazuje dobroć i daje poznać prawdę. 

Pan Bóg każdego prowadzi na ten sposób, że jakby dołącza do jego drogi. To nie jest towarzyszenie, lecz prowadzenie, poczynając od wyjaśniania prawd i faktów, czyli od zmiany myślenia, od jego korygowania. To jest prowadzenie ojcowskie, czyli o wiele więcej niż nauczycielskie, aczkolwiek wymagające, posługujące się także karceniem. Człowiek może się obrazić na prawdę, ale wtedy zamyka się na nią i nie dochodzi do poznania. Cechą człowieka otwartego na prawdę jest wdzięczność za nią, nawet jeśli jest wymagająca i podważa przeświadczenie o własnej wspaniałości i nieomylności. Cechuje go też zachłanność na prawdę, czyli jej pragnienie niezależnie od tego, jakie ma konsekwencje. A konsekwencją prawdy jest zawsze wracanie do źródeł nadziei oraz dzielenie się prawdą. Prawda powoduje zawsze spotkanie się ludzi dobrej woli. Tylko człowiek zły obraża się na prawdę, choćby nawet odruchowo. 

Zmartwychwstałego poznać może tylko człowiek otwarty na prawdę, zwłaszcza o sobie samym, o swoim braku w rozumowaniu, o swojej ograniczoności. Zdruzgotanie własnych przyziemnych nadziei i wyobrażeń jest konieczne dla poznania Jego takim, jakim jest. On żyje właśnie jako taki, nie inny. 


Czy wieszanie stuły na krzyżu jest zgodne z zasadami Kościoła? (z uzupełnieniem)


W związku ze zbliżającymi się świętami wielkanocnymi nasuwa się temat zwyczaju specyficznie i wyłącznie polskiego, mianowicie umieszczania w okresie wielkanocnym na krzyżu czerwonej stuły.

Przykład na powyższym obrazku jest typowo absurdalny: to jest miniatura normalnej stuły i to wraz z białym kołnierzykiem, który przy szyi kapłana ma zabezpieczać stułę przed zabrudzeniem przez pot przy szyi. Tym samym jest sugestia, jakoby drzewo krzyża wydzielało pot brudzący stułę...

Niejasne są początki i pochodzenie tego zwyczaju. Rozpowszechnił się w okresie między I i II wojną światową, a to wyłącznie w Polsce. Wygląda na to, że został wprowadzony odgórnie, nie będąc znany i praktykowany powszechnie.

Tak np. rytuał diecezji chełmińskiej z 1894 r. nie zna jeszcze tego zwyczaju:



 
O krzyżu z nałożoną stułą nie mówi także ani oryginalny Rytuał Rzymski ani żadne jego wydanie diecezjalne czy krajowe.

Dopiero w wydanym w 1927 r. w Katowicach "Rytuale dla Kościołów Polski" jest mowa o krzyżu procesyjnym ze zwisającą stułą koloru czerwonego:





Imprimatur - datowane dziwnym sposobem na 1928 czyli rok po wydaniu - udzielił i zapewne decydujący wpływ na treść tego Rytuału miał ówczesny biskup katowicki Arkadiusz Lisiecki.




Dziwne, że ani wydawcą ani odpowiedzialnym za treść tego wydania nie jest Prymas Polski.
Dziwny jest także tytuł mówiący, że ten rytuał jest "przystosowany dla Kościołów Polski" (Ecclesiis Poloniae adaptatum). Jest bardzo mało prawdopodobne, właściwie wykluczone, by wówczas Stolica Apostolska dopuściła nazywanie diecezyj "Kościołami", gdyż jest to sprzeczne z eklezjologią katolicką. 

Nota bene, jako że pojawia się wskazanie na Kodex Prawa Kanonicznego z 1983 r., gdzie zawarte jest określenie "Ecclesiae particulares": to jest nowość, która nie ma pokrycia w tradycyjnej teologii i terminologii katolickiej. Kodex Prawa Kanonicznego z 1917 r. nie używa tego określenia. Przymiotnik "particularis" używany jest wyłącznie dla praw, zwyczajów, synodów itp., co każdy może sprawdzić tutaj, nigdy w połączeniu z rzeczownikiem "Ecclesia". 




X. Lisiecki, w młodości związany z ruchem narodowym, przeszedł następnie na poglądy lewicowe i związki z piłsudczykami. Prawdopodobnie należał do tajnej paramasońskiej organizacji tzw. charystów, skupiającej księży spiskujących na rzecz "postępowych" przemian w Kościele, związanych z zakładem w Laskach pod Warszawą (więcej tutaj i tutaj i tutaj i tutaj i tutaj). Wskazuje na to typowy dla tego grona masoński znak rozpiętych guzików w sutannie. W rozjaśnieniu obrazu widać wyraźnie rozpięte guziki sutanny, co nie może być przypadkowe lecz jest raczej zamierzonym znakiem rozpoznawczym, gdyż fotografia jest pozowana:





Tutaj nieco więcej.
O innym przypadku charysty - x. F. Blachnickim - była mowa tutaj.

Jego zawołanie biskupie brzmi akurat bardzo "nowocześnie" bo ekumaniacko: "aby byli jedno".



Należy pamiętać, że w przypadku ksiąg liturgicznych głównym celem udzielenia imprimatur jest stwierdzenie i zapewnienie zgodności z wersją zatwierdzoną przez Stolicę Apostolską. W związku z tym nasuwają się pytania:
- Dlaczego rytuał przeznaczony do użytku w diecezjach polskich nie został wydany mocą autorytetu Prymasa Polski?
- Dlaczego imprimatur biskupa katowickiego jest datowane na rok po wydaniu rytuału?
- Jaki związek ma sprzeczne z eklezjologią katolicką nazywanie diecezyj "Kościołami" z ekumaniackim nastawieniem bpa Lisieckiego wyrażonym w jego herbie biskupim?

Przyozdabianie krzyża w okresie wielkanocnym, także na procesję Bożego Ciała, jest dawnym zwyczajem. Natomiast wykorzystywanie do tego celu stuły jest nowością i to praktykowaną jedynie w Polsce. Źródłem tej praktyki jest widocznie rytuał wydany przez "charystę" bpa Lisieckiego.

A jest to zwyczaj ewidentnie sprzeczny z zasadami Kościoła katolickiego. Stuła jest częścią ubioru liturgicznego kapłana. Jak w przypadku wszystkich przedmiotów poświęcanych, cel, znaczenie i przeznaczenie stuły jest jasno podane w modlitwach poświęcenia, konkretnie w Rituale Romanum:



Jest jasno powiedziane, że strój liturgiczny służy duchownym podczas sprawowania liturgii. Tym samym używanie go - w tym wypadku stuły - do innych celów, w tym wypadku jako ozdoby przedmiotów kultu, jest sprzeczne z poświęceniem i tym samym jest nadużyciem. Tego nie jest w stanie zmienić okoliczność, iż w najnowszym wydaniu mszału polskiego Novus Ordo przewidziane jest praktykowanie tego fałszywego zwyczaju.

Na fałszywość wskazuje również kolor stuły. W tradycyjnej liturgii rzymskiej w obrzędach Wielkiego Tygodnia nie występuje czerwony kolor liturgiczny. Pojawił się on dopiero w Novus Ordo. Oznacza on męczeństwo czyli przelanie Krwi, dlatego stosowany jest w formularzach o Krzyżu Świętym, o Męce Pańskiej, o Najdroższej Krwi oraz o męczennikach. Nie jest to kolor liturgiczny ani okresu Męki Pańskiej, ani okresu wielkanocnego.

Zgodne z zasadami liturgii Kościoła byłoby użycie np. czegoś w rodzaju wieńca z kwiatów czy welonu koloru białego czy złotego, odpowiednio do okresu liturgicznego.




Także w Polsce praktykowano ozdabianie krzyża wieńcem z kwiatów:




Stosuje się to we wielu krajach i jest to zwyczaj bezsprzecznie katolicki. Wymaga on więcej starań i wysiłku, tym samym świadczy o staranności i pobożności, podczas gdy umieszczenie stuły jest rozwiązaniem nie tylko fałszywym liturgicznie, lecz także wygodnickim, świadczącym o bezmyślności i lenistwie. Mówiąc dosadniej: wieszanie stuły na krzyżu nie jest jego zdobieniem, lecz traktowaniem krzyża jako wieszaka dla stuły.

Na koniec ostatni przykład pochodzący ze Szwajcarii. Welon tutaj pozornie przypomina stułę. Jednak nie jest to stuła. Sposób umieszczenia wskazuje jednoznacznie, że jest to welon, mimo pewnego podobieństwa w jego wykonaniu. Zaś umieszczany jest nie w okresie wielkanocnym lecz na święto Podwyższenia Krzyża, stąd kolor czerwony, czyli zgodny z liturgią.




W Rzymie stosuje się tradycyjnie coś w rodzaju baldachimu, co również na znaczenie kultyczne czyli jest wyrazem uczczenia krzyża (tutaj fotki z procesji Bożego Ciała w parafii Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra Santa Trinitá):



Natomiast obrońcy praktyki stosowanej obecnie w Polsce powołują się na:
1. Ceremoniał parafialny autorstwa abpa Antoniego J. Nowowiejskiego oraz inne starsze podręczniki czy opisy zwyczajów związanych z liturgią,
2. kanony Kodexu Prawa Kanonicznego mówiące o prawie zwyczajowym,
3. zwyczaj strojenia statuy św. Piotra w papieskie insignia oraz trumny zmarłych duchownych w insignia stanu i stopnia święceń, także stułę, 
4. rzekomy opis procesji rezurekcyjnej w Caeremoniale monasticum,
5. rzekoma wzmianka o odziewaniu krzyża w czerwony ornat we Wielki Piątek, zawarta w manuskrypcie z XV w. zwanym "Ordynale płockim",
6. Bliżej nieokreślony "brewiarz z XV w." oraz także nieokreślony "brewiarz gnieźnieński", gdzie jest mowa o odziewaniu krzyża w ornat. 

ad 1.
Abp Nowowiejski pisze:

Chodzi więc jedynie o zwyczaj, bez jakichkolwiek podstaw w tradycyjnych księgach liturgicznych (aż do 1928 r., gdy pojawia się jako nowość). Tak samo jest we wszystkich innych cytowanych książkach. Autor nie podaje ani źródła ani uzasadnienia praktyki przewiązania krzyża stułą. Mówi, że jest to przewiązanie takie jak u kapłana. Tym samym potwierdza sprzeczność z przeznaczeniem stuły wyrażonym w obrzędzie poświęcenia: krzyż nie jest kapłanem a kapłan nie jest krzyżem. 
Ponadto jest problem tego rodzaju, że skrzyżowanie stuły oznacza prezbitera, podczas gdy biskupi - jako wyposażeni w pełnię władzy kapłańskiej - nie krzyżują stuły. Tak więc jest to albo degradacja do rangi prezbitera, albo brak wiedzy co do liturgicznego stosowania stuły. 
Trzeba zaznaczyć, że książka Nowowiejskiego nie jest ani naukowa, ani nawet podręcznikowa, gdyż nie powołuje się na księgi liturgiczne i dekrety władz kościelnych, lecz jest jedynie opisem znanych autorowi faktycznie stosowanych obrzędów. Tym samym powoływanie się na niego jako na autorytatywne czy wręcz normatywne źródło jest po prostu zafałszowaniem. 

ad 2. 
W nawiązaniu do słów abpa Nowowiejskiego niektórzy powołują się na moc prawną zwyczajów, o których mówią obydwa Kodexy Prawa Kanonicznego.

CIC z 1917 r. mówi:


Prawo kanoniczne uznaje więc, że niektóre zwyczaje mogą nabyć mocy prawnej, podaje jednak istotne ograniczające warunki:
- Zwyczaj nie może unieważnić prawa Bożego czy to naturalnego czy stanowionego.
- Zwyczaj nie ma rangi wyższej niż prawo kościelne.
- Gdy zwyczaj sprzeciwia się zakazowi prawa kościelnego, może nabyć mocy prawnej tylko wtedy, gdy jest rozumny, trwa przez przynajmniej 100 lat lub od niepamiętnych czasów. 
- Zwyczaj wyraźnie odrzucony przez prawo nie może być rozumny. 

CIC z 1983 r. dokonuje pewnych uproszczeń i ułatwień pod tym względem, jednak nie zmienia istotnych zasad mających znaczenie także w niniejszej sprawie:
Głównym warunkiem uprawomocnienia zwyczaju jest więc jego zgodność z prawem Bożym oraz rozumnością. Wprawdzie modlitwy poświęcenia szat liturgicznych w Rituale Romanum nie są same w sobie prawem Bożym w znaczeniu prawnym, jednak wprowadzenie praktyki sprzecznej z tym modlitwami z całą pewnością nie jest rozumne, gdyż sprzeciwia się zarówno naturalnemu przeznaczeniu szat jak też treści modlitw poświęcenia, które powinny być znane przynajmniej kapłanowi.

ad 3.
Jest istotna różnica między zawieszaniem stuły na krzyżu a umieszczaniem szat liturgicznych na figurach świętych czy trumnie zmarłego duchownego. Otóż przyodziewanie figur w szaty przysługujące osobie przedstawianej jest w porządku, gdyż jest realne: ta osoba w rzeczywistości nosiła czy mogłaby nosić daną szatę. Natomiast krzyż z całą pewnością ani nie nosił, ani nie mógł nosić żadnej szaty, gdyż jest krzyżem, nie osobą. 
Tak więc analogia miałaby tylko wtedy miejsce, gdyby chodziło o umieszczenie stuły na Ukrzyżowanym jako znak kapłańskiej godności. Są to różne obrazy co do odniesienia, tzn. krzyż nie jest Ukrzyżowanym i odwrotnie. 
Zaś słusznie nie umieszcza się stuły na Ukrzyżowanym, ponieważ kapłan nosi stułę prawidłowo na sukni duchownej oraz komży względnie albie, a nigdy na nagim ciele. Suknia wyraża stan duchowny, alba i komża godność dziecka Bożego obmytego we Chrzcie św. oraz czystość obyczajów, stuła oznacza stopień święceń tzn. kapłaństwo. Oderwanie znaku kapłaństwa od innych elementów stroju liturgicznego nie tylko zaciemnia jego wymowę teologiczną i duchową, lecz wyraża i powoduje brak szacunku, podobnie jak nałożenie stuły na kapłana bez sutanny i komży (poza sytuacją konieczności więc nie uroczystą). 
W skrócie: szaty umieszczone na figurze danej osoby czy na jej trumnie odnoszą się do osoby, która je rzeczywiście nosiła czy mogłaby nosić (przynajmniej potencjalnie), i tym samym spełnione jest przeznaczenie tych szat określone w obrzędzie poświęcenia. Tego brak w przypadku wieszania stuły na krzyżu. 

ad 4. 
Wskazanie na to źródło ma pochodzić od wpływowego liturgisty z Tyńca, o. Franciszka Małaczyńskiego (por. tutaj), z jego książki pt. Misterium paschalne w Polsce. Nie mam obecnie możliwości zapoznania się z tą książką. W wydaniach Caeremoniale monasticum poza Polską nie ma nawet wzmianki o procesji rezurekcyjnej, ani o przyozdabianiu krzyża, jak np. w ceremoniale benedyktyńskim z Hiszpanii (źródło tutaj):



Zresztą wiarygodność o. Małaczyńskiego jest bardzo wątpliwa z powodu jego skrajnie modernistycznych, heretyckich poglądów oraz żarliwego zaangażowania w destrukcję liturgii zarówno już PRZED Vaticanum II (źródło tutaj) jak też po nim (źródło tutaj). 

Natomiast w wydaniu Ceremoniale monasticum dla Królestwa Polski (dostępne tutaj) czytamy odnośnie procesji rezurekcyjnej w poranek dnia paschalnego, że krzyż procesyjny jest "przepasany stułą":


Należy zwrócić uwagę na cztery zasadnicze sprawy:
- pojęcie "stola" jest pierwotnie szerokie i nie oznacza wyłącznie stuły kapłańskiej, lecz każdą ozdobną szatę wierzchnią
- nie ma mowy o tym, że owa "stola" ma być kapłańska i w kolorze czerwonym, który w liturgii tradycyjnej wcale nie występuje jako kolor liturgiczny ani podczas Wielkiego Tygodnia, ani w okresie paschalnym
- brak podania koloru owej "stola" świadczy o tym, że nie jest to stuła w znaczeniu elementu stroju liturgicznego (czyli kapłańska), lecz rodzaj szaty ozdobnej w szerokim znaczeniu
- jest mowa o przepasaniu krzyża (Crux praecincta) ową stułą, nie o powieszeniu stuły na krzyżu, co jest istotne zarówno znaczeniowo jak też estetycznie. 

To nie są drugorzędne szczegóły, lecz istotne elementy owego zwyczaju. To "przepasanie stułą" odpowiada zwyczajowi zdobienia krzyża znanemu w całym Kościele i tak powinno być interpretowane oraz stosowane. Nie chodzi o żadną godność kapłańską krzyża, gdyż byłby to absurd. Jest jasno powiedziane, że przepasany ma być krzyż, nie postać Ukrzyżowanego. Gdyby zaś chodziło o godność kapłańską Jezusa Chrystusa, to stuła powinna zdobić albo Ukrzyżowanego, albo figurę Zmartwychwstałego, o której jest także mowa w obrzędzie. Tak więc jasne jest, że chodzi o przyozdobienie krzyża jako znaku zwycięstwa nad śmiercią i szatanem, nie o znak kapłański. Dlatego użycie stuły kapłańskiej - pochodzącej ze stroju liturgicznego - jest niewłaściwe i fałszywe, zwłaszcza w kolorze czerwonym. Widocznie jest mowa tutaj o swoistej "stule" w sensie szerszym, czyli w rodzaju szaty ozdobnej dla krzyża, nadającej się do jego przepasania, nie do powieszenia na nim. 

Tym samym także polskie Caeremoniale monasticum nie może być podstawą dla obecnego fałszywego zwyczaju wieszania czerwonej stuły kapłańskiej na krzyżu. 


ad 5.
Na Ordynał płocki powołuje się x. Michalak, pisząc (źródło tutaj): 


Cytując te słowa przemilcza się, że ów rękopis zwany Ordinale zaginął podczas wojny, a jego treść jest znana wyłącznie z relacji x. Michalaka (źródło tutaj): 


Tak więc wartość źródłowa tej informacji jest właściwie żadna, gdyż wzmianki jednej osoby odnośnie treści zaginionego źródła nie można traktować jako wystarczającej. 

ad 6. 
Jedynym źródłem jest wspomniany już wyżej x. Michalak. Nie podaje on żadnych danych odnośnie owych rzekomych brewiarzy (rok i miejsce wydania, zatwierdzenia itp.), tak więc wartość źródłowa jest właściwie żadna, gdyż nie można jej sprawdzić. 
Ponadto należy mieć na uwadze, że owe źródła - nawet jeśli rzeczywiście istnieją i są wiarygodne - dotyczą najwyżej lokalnych zwyczajów, które nie należą do samej liturgii we właściwym znaczeniu tego słowa. Takie zwyczaje nie mają żadnej rangi autorytatywnej czy normatywnej, gdyż nie posiadają zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską. Innymi słowy: lokalne dziwactwa nigdy nie były i nie mogą być uznane w Kościele za pewne pod względem doktrynalnym i prawnym, tym samym za obowiązujące. 


Podsumowując:

1° Umieszczanie stuły na krzyżu jest najwyżej zwyczajem wprowadzonym w niektórych regionach Polski. Nie wiadomo, kiedy i przez kogo wprowadzonym. Sprzeczne są opisy tego zwyczaju: jedne mówią o przepasaniu krzyża czyli skrzyżowaniu na wzór szaty prezbitera, inne mówią o stule zawieszonej jak u biskupów (bez skrzyżowania ramion stuły).

2° Po raz pierwszy w księdze liturgicznej pojawił się ten zwyczaj w rytuale o dziwnym pochodzeniu i dziwnych znamionach z 1927 r. Z powodu jego dziwności wskazanej powyżej można mieć wątpliwości, czy w tej postaci został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską, co jest konieczne dla wartości jako oficjalnej księgi liturgicznej Kościoła. 

3° Zwyczaj umieszczenia stuły na krzyżu nie ma żadnego odpowiednika ani w zwyczajach, ani w przepisach liturgicznych Kościoła powszechnego. Tym samym nie ma żadnych podstaw do umieszczania stuły jako elementu stroju liturgicznego na przedmiocie kultu liturgicznego jakim jest krzyż.

4° Przeciw temu zwyczajowi przemawiają także racje teologiczne, mianowicie
- sprzeczność z modlitwami poświęcenia szat liturgicznych określającymi ich użycie, oraz
- sprzeczność z właściwym użyciem stuły jako szaty wierzchniej, czyli na sutannie i albie względnie komży.

Parasynagogalne herezje listu KEP (z post scriptum)


Sprawa wywołała znaczną burzę medialną już przed oficjalną publikacją owego listu. Jego styl i treść prowadzą do jednego autora, którego łatwo się domyśleć, gdyż on już od dłuższego czasu postulował świętowanie tego wydarzenia:

Wprawdzie nie znamy póki co szczegółów tego, w jaki sposób pomysł Rysiowy przerodził się w list KEP. Według informacji rzecznika KEP text został opracowany przez następujące gremium: 

Zapewne przewodniczącemu tego gremium przypadł zaszczyt "przekonania" innych biskupów do swego pomysłu. Istotnym elementem tego "przekonywania" jest zapewne fakt, że on dzięki rządom bergogliańskim jest dość znacząco osadzony w Kurii Rzymskiej, gdyż należy do dykasterii ds. spraw biskupów, która zajmuje się nie tylko nominacjami biskupów lecz także wykopywaniem ich z posad, co się działo nadzwyczaj często za owych rządów i bez wyjątku dotyczyło jedynie biskupów myślących po katolicku, których jedyną zbrodnią było nauczanie po katolicku, przez co popadli w niełaskę u bergogliańskiej bandy. 

Odpowiedni jest też poziom teologiczny tego textu, typowy dla jego właściwego bądź głównego autora (więcej tutaj i tutaj). Po kolei.

1. 

"Śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest Łazarzowi."

Ktoś tu gruntownie pomieszał. Śmierć Jezusa Chrystusa była po to, żeby Łazarz powrócił do życia doczesnego? Przecież to jest absurd na poziomie najwyżej pierwszych klas szkoły podstawowej. Skąd pomysł, żeby coś takiego mówić zaraz na wstępie? To jest widocznie zabieg retoryczny znany jako captatio benevolentiae, czyli zyskanie przychylności odbiorcy. Tutaj odbywa się to kosztem prawdy teologicznej i tym samym elementarnej uczciwości. Któż nie reaguje pozytywnie na mówienie o życiu? Któż nie jest zachwycony wskrzeszeniem zmarłego, zwłaszcza przyjaciela? Równocześnie w tym zachwycie blednieje czy nawet wręcz zanika okrucieństwo śmierci krzyżowej zgotowanej przez przywódców narodu żydowskiego. W swoistej logice mogą być oni nawet poczytywani jakby za dobroczyńców, skoro pośrednio spowodowali powrót do życia. No cóż, to są znamiona krętactwa, w którym nie chodzi o prawdę lecz o doraźny interes na doraźny użytek.  

2. 

"Więcej: śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest każdej i każdemu z nas."

O jakie życie chodzi? To jest istotne pytanie. Jeśli chodzi o życie wieczne, to nie zostało ono "wrócone", gdyż z powodu grzechu pierworodnego nie mieliśmy go, lecz zostało dane. A jeśli chodzi o życie doczesne - bo tylko ono może zostać przywrócone jak we wskrzeszeniu Łazarza - to z całą pewnością Jezus Chrystus nie umarł dla tego celu, a to chociażby dlatego, że każdy człowiek w końcu umiera, nawet jeśli został wskrzeszony. To jest także absurd na poziomie najwyżej pierwszych klas szkoły podstawowej. 

3.

"Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM. Ale i z tej „śmierci” wyprowadził (i wyprowadza) nas Pan – szczególnie w ciągu ostatnich 60 lat – dzięki wydarzeniom, które czujemy się zobowiązani wszystkim nam przypomnieć."

Tutaj przede wszystkim brakuje definicji antysemityzmu, czy choćby opisu. Z kontextu wynika, że według autora listu antysemityzmem jest katolicki, nauczany przez Kościół począwszy od pism Nowego Testamentu stosunek religii Chrystusowej do religii judaistycznej. A jest to nic innego jak oszczerstwo i bluźnierstwo, gdyż przypisuje się tutaj bliżej nie określone zło - nazwane antysemityzmem - nie tylko nauczaniu Doktorów Kościoła i papieży, lecz także natchnionym przez Ducha Świętego księgom Apostołów i Ewangelistów. Jest to zabieg perfidny, typowy zresztą dla wyznawców judaizmu, gdyż jest po pierwsze z gruntu fałszywy, a po drugie uderza w tożsamość chrześcijaństwa, która jest określona przez relację względem zarówno religii starotestamentalnej jak też judaistycznej czyli faryzejsko-rabinicznej. 

Zacząć należy oczywiście od określenia pojęć. Słowo antysemityzm oznacza w powszechnym rozumieniu rodzaj negatywnej oceny rasy semickiej czy uprzedzeń względem niej. Jest też powszechnie wiadomo, że do rasy semickiej należy wiele grup etniczno-kulturowych, mianowicie nie tylko Żydzi lecz także zwłaszcza Arabowie, którzy są o wiele liczniejsi, a także Aramejczycy, Babilończycy, Fenicjanie, Samarytanie itd. Tak więc twierdzenie, jakoby Kościół Chrystusowy poprzez wieki był antysemicki, oznacza, że był nie tylko antyżydowski lecz także antyarabski, antyaramejski itd., co jest przynajmniej o tyle absurdalne, że w Kościele od wieków istnieje nawet liturgia w językach semickich jak aramejski, arabski, koptyjski, czyli tym samym rzekomo zawsze byli i są chrześcijanie Semici.Tym samym list KEP przypisuje antysemityzm ludom semickim. Nie muszę chyba wykazywać absurdalności tego twierdzenia. 

Z gruntu fałszywe i to już chociażby historycznie jest także twierdzenie, jakoby Kościół wychodził z rzekomego antysemityzmu dopiero od ostatnich 60 lat czyli dzięki dokumentom Vaticanum II. Jeśli ktoś tak twierdzi, to albo nie zna podstawowych dokumentów Kościoła zwłaszcza z pontyfikatów Pius XI ("Mit brennender Sorge") i Piusa XII ("Summi Pontificatus"), albo perfidnie kłamie. Że coś takiego znajduje się w liście biskupów, jest skrajnie haniebne. 

4.

"Kościół Chrystusowy odkrywa swoją więź z judaizmem"

Chodzi o następujący fragment z przemówienia Jana Pawła II w synagodze rzymskiej w 1986 r. (źródło tutaj): 

Te słowa polegają na kolejnym kłamstwie zarówno historycznym jak i teologicznym, mianowicie na utożsamieniu religii starotestamentalnej z judaizmem czyli z religią rabiniczno-faryzejską powstałą po zburzeniu świątyni jerozolimskiej w roku 70. To fałszywe utożsamienie znajduje się wyraźnie w tej wypowiedzi, jak też w liście KEP. Oczywiście nie ma ono podstaw w żadnym dokumencie Kościoła, lecz pochodzi z judaizmu. Zaś fałszywe jest z tego powodu, że istotną, fundamentalną różnicą między religią starotestamentalną a judaizmem rabinicznym jest stosunek do Jezusa Chrystusa: podczas gdy religia starotestamentalna prowadzi do Jezusa Chrystusa (bądź przynajmniej jest otwarta na Niego), to judaizm rabiniczny został ukształtowany przez odrzucenie Jezusa Chrystusa i wrogość wobec chrześcijaństwa. Niedorzeczne jest więc mówienie o rozwoju rzekomo tego samego judaizmu przed i po Chrystusie, niby analogicznie do rozwoju Kościoła czy innej religii. Oczywiście moderniści chcieliby przemienić Kościół Chrystusowy w twór ekumaniacki skupiający przynajmniej heretyków, co by oznaczało zaprzedanie Kościoła apostolskiego, i tym samym przeforsować w Kościele przemianę taką, która zaszła w judaiźmie w wyniku porzucenia religii Mojżeszowej na rzecz religii rabinicznej. Innymi słowy: fałszywe utożsamienie tych dwóch religij ma usprawiedliwić i zalegitymizować fałszywe utożsamianie "Kościoła" modernistów z Kościołem Apostołów. Stąd taki nacisk modernistów na "dialog" z judaizmem. 

Jeśli ktoś dla rozwijania istotnych tez teologicznych oraz postulatów, nawet wręcz wytycznych duszpasterskich wychodzi od fałszywego założenia judaistycznego, to nie tylko nie myśli po chrześcijańsku, lecz to fałszywe myślenie usiłuje narzucić katolików, czyli jest tym samym nie tylko apostatą lecz także zwodzicielem. 

5. 

"A konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów „w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela” potwierdziła Stolica Apostolska"

W przypisie do tego zdania wskazuje się na dokument tzw. komisji ds. stosunków religijnych z żydostwem (która jest pododdziałem komisji ds. jedności chrześcijan), pochodzący z 2015 r. Po pierwsze, to nie jest dokument Stolicy Apostolskiej, gdyż nie został zatwierdzony przez papieża, lecz jest zestawieniem "refleksji" teologicznej jego autorów, zresztą dość niespójnym, zawierającym istotne sprzeczności. Tutaj chodzi o następujące zdanie w kontekście (nr 14, źródło tutaj):

"All’interno dell’ebraismo esistevano all’epoca concetti molto diversi sul modo in cui il Regno di Dio si sarebbe realizzato; tuttavia, il messaggio centrale di Gesù sulla venuta del Regno di Dio è in accordo con alcune delle idee ebraiche del tempo. Non si può comprendere l’insegnamento di Gesù e dei suoi discepoli se non lo si situa all’interno dell’orizzonte ebraico e nel contesto della tradizione vivente di Israele; (...)"

Jak widać, chodzi tutaj ewidentnie o religię żydowską za czasów ziemskiego życia Pana Jezusa, nie o "żywą tradycję" w znaczeniu judaizmu nam współczesnego. Tak więc list KEP popełnia fałszywą manipulację nawet na dokumencie watykańskim, którym się posługuje.

6.

"Powinniśmy pamiętać, że Kościół katolicki stwierdza dziś jednoznacznie: Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym"

Tutaj w przypisie wskazuje się na następujące źródła:

- "Evangelii Gaudium" Franciszka:

247. Bardzo szczególne spojrzenie kierujemy na naród żydowski, którego Przymierze z Bogiem nie zostało nigdy odwołane, ponieważ «dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne» (Rz 11, 29). Kościół, który dzieli z judaizmem ważną część Pism Świętych, uważa naród Przymierza i jego wiarę za święty korzeń własnej tożsamości chrześcijańskiej (por. Rz 11, 16-18). Jako chrześcijanie nie możemy uważać judaizmu za obcą religię ani nie możemy zaliczać Żydów do tych, którzy są wezwani do porzucenia bożków, aby nawrócić się do prawdziwego Boga (por. 1 Tes 1, 9). Razem z nimi wierzymy w jednego Boga działającego w historii i przyjmujemy z nimi wspólne Słowo objawione.

Jak widać, nie ma tutaj twierdzenia, że żydzi są nadal narodem wybranym, aczkolwiek z kilkoma tezami czy sformułowaniami tutaj zawartymi nie można się zgodzić (co w tym miejscu można pominąć). 

- List do Rzymian 11,29, gdzie dla właściwego zrozumienia znowu istotny jest zarówno kontext jak też prawdziwe, niefałszujące tłumaczenie:

Zatem mówię: Czy Bóg odsunął swój lud? Nie może być. Gdyż ja także jestem Israelitą z nasienia Abrahama oraz plemienia Beniamina.
Bóg nie odsunął swojego ludu, który wcześniej przewidział. Czyż nie wiecie, co mówi Pismo przez Eliasza? Jak zwraca się on do Boga z powodu Israela, mówiąc:
Panie, Twoich proroków zabili, Twoje ołtarze zburzyli, i ja sam zostałem pozostawiony; zatem szukają mojej duszy.
Ale co mu mówi Boska wypowiedź: Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów, którzy nie zgięli kolana dla Baala.
Tak więc i w obecnej porze została reszta według wyboru łaski.
A jeśli łaską, to już nie z uczynków - gdyż łaska nie byłaby wtedy łaską. A jeśli z uczynków, to nie jest już łaska - bo uczynek nie byłby wtedy uczynkiem.
Co zatem? Czego Israel poszukuje, tego nie osiągnął, ale owo wybranie osiągnęło; zaś pozostali zostali zatwardziałymi,
Tak jak jest napisane: Dał im Bóg ducha otępienia, oczy niewidzenia i uszy niesłyszenia, aż do dzisiejszego dnia.
A Dawid mówi: Niech ich stół zostanie na pułapkę, na sieć, na zgorszenie oraz na zapłatę;
Niech zostaną zaćmione ich oczy, aby nie widzieć, a ich plecy zegnij dla każdego.
Zatem mówię: Czy potknęli się aby upaść? Nie może być. Ale w ich fałszywym kroku przyszło zbawienie pogan, by ich pobudzić do zazdrości. 
Zaś jeśli ich fałszywy krok jest bogactwem świata, a ich poniżenie - bogactwem pogan, tym bardziej liczne stanie się ich uzupełnienie. Ale mówię wam, poganom. Przez ile czasu ja jestem apostołem pogan - wynoszę swoją służbę,
Abym jakoś pobudził do zazdrości moje ciało wewnętrzne i ocalił niektórych z nich od śmierci.
Bo jeśli ich porzucenie jest pojednaniem świata, czym będzie ich przyjęcie, jeśli nie życiem z umarłych?
Zaś jeśli pierwocina jest święta - także ciasto; a jeśli korzeń jest święty - także gałęzie.
Ale jeśli niektóre z gałęzi zostały odłamane, zaś ty, będąc z dzikiego drzewa oliwnego, zostałeś w nie wszczepiony oraz stałeś się współuczestnikiem korzenia i tłustości drzewa oliwnego
Nie wynoś się nad gałęzie. Zaś jeśli się wynosisz, wiedz, że nie ty niesiesz korzeń, lecz korzeń ciebie.
Zatem powiesz: Odłamano gałęzie, abym ja mógł zostać wszczepiony.
Słusznie; zostały odłamane niewiarą, a ty jesteś postawiony wiarą. Nie myśl wyniośle, ale bądź zdjęty strachem.
Bo jeśli Bóg nie oszczędził gałęzi według natury, żeby przypadkiem z twojego nie wstrzymał.
Znaj więc dobrotliwość i srogość Boga; dla ginących - srogość, a dla ciebie dobrotliwość, jeśli pozostajesz w dobrotliwości; gdyż i ty byś został odcięty.
Ale i oni zostaną wszczepieni, jeśli nie pozostają w niewierze; gdyż Bóg jest władny znowu ich wszczepić.
Jeśli ty zostałeś wycięty z dzikiego według natury drzewa oliwnego i na równi z naturą zostałeś wszczepiony do szlachetnej oliwki, o ileż bardziej ci, którzy są według natury, zostaną wszczepieni we własne drzewo oliwne.
Gdyż nie chcę abyście się mylili, bracia, odnośnie tej tajemnicy (żebyście przed samymi sobą nie byli mądrymi), że zatwardziałość zdarza się po części Israelowi, aż nie wejdzie pełna ilość pogan.
I w ten sposób zostanie zbawiony cały Israel, tak jak jest napisane: Przyjdzie Ten, który zbawia z Syjonu oraz odwróci bezbożność od Jakóba.
A tym im będzie przymierze według Mojego, bo zabiorę ich grzechy.
Oto, według Ewangelii, z powodu was - nieprzyjaciele, ale według wyboru - umiłowani z powodu przodków.
Gdyż nie tymi, co powodują żal, są dary i powołania Boga.
Bo jak wy, niegdyś, byliście nieposłusznymi Bogu, ale teraz dostąpiliście miłosierdzia z powodu tych nieposłusznych -
Tak i oni stali się teraz niewierzącymi w waszą prośbę o miłosierdzie, aby i oni zostali objęci miłosierdziem.
Ponieważ Bóg osaczył wszystkich na nieposłuszeństwie, aby się nad wszystkimi mógł zlitować.
O głębio bogactwa, mądrości oraz poznania Boga; jak nie do zbadania są Jego wyroki i niezbadane Jego drogi.


Jak widać, także tutaj nie ma nic o tym, jakoby współcześni nam wyznawcy judaizmu byli narodem wybranym. Św. Paweł mówi wyraźnie, że powołanie czyli wybranie przez Boga trwa w tych, którzy uwierzyli w Jezusa Chrystusa, nie w tych, którzy Go odrzucili.

Należy też zwrócić uwagę na regularnie popełniane fałszerstwo przez tłumaczenie o "nieodwołalnych" darach Boga. Takiego słowa po prostu nie ma w oryginale. Oryginał mówi, że Bóg nie żałuje tego, że udzielił niegdyś żydom dary i powołanie. Z tego nie wynika wcale, jakoby te dary i powołanie trwało w narodzie żydowskim po dziś dzień. Pan Bóg ich nie żałuje dlatego, ponieważ one trwają w Kościele. 

- Trzecim wskazanym źródłem jest Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 839. Tam czytamy (źródło tutaj):

« [...] qui Evangelium nondum acceperunt, ad populum Dei diversis rationibus ordinantur ».

Relatio Ecclesiae cum populo Iudaico. Ecclesia, populus Dei in Novo Foedere, suum proprium scrutans mysterium, vinculum suum cum populo detegit Iudaico, ad quem « prius locutus est Dominus Deus noster ». Aliter ac apud alias religiones non christianas, fides Iudaica revelationi Dei in Vetere Foedere est iam responsum. Huius populi Iudaici « adoptio est filiorum et gloria et testamenta et legislatio et cultus et promissiones, [...] [eius] sunt patres, et [...] [ex eo] Christus secundum carnem » (Rom 9,4-5), « sine paenitentia enim sunt dona et vocatio Dei » (Rom 11,29).


Oficjalne tłumaczenie polskie (źródło tutaj) popełnia oczywiście fałszerstwo w słynnym cytacie z Listu do Rzymian, na który już powyżej wskazałem:

"Także ci, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego"  :
Stosunek Kościoła do narodu żydowskiego. Kościół, Lud Boży Nowego Przymierza, zgłębiając swoją tajemnicę, odkrywa swoją więź z narodem żydowskim, "do którego przodków Pan Bóg przemawiał". W odróżnieniu od innych religii niechrześcijańskich wiara żydowska jest już odpowiedzią na Objawienie Boże w Starym Przymierzu. To do narodu żydowskiego "należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała" (Rz 9, 4-5), ponieważ "dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne" (Rz 11, 29).

Jednak jak widać, treść jest znowu dość oczywista: trwanie Bożych darów i Bożego powołania polega na tym, że z narodu żydowskiego pochodzi Jezus Chrystus według ciała. To jest wierność Boga. Z tego jednak wcale nie wynika, jakoby odrzucający Jezusa Chrystusa byli wiernymi temu przymierzowi. 

- Ostatnim wskazanym źródłem jest deklaracja "Nostra Aetate" nr 4, gdzie również nie jest bynajmniej powiedziane, jakoby wyznawcy judaizmu po Chrystusie byli narodem wybranym. 

Podsumowując: 
Zdanie "Izrael pozostaje nadal narodem wybranym" nie ma podstaw ani w Piśmie św., ani w żadnym oficjalnym dokumencie Kościoła. Co więcej, jest ono sprzeczne zarówno z Pismem św., jak też z całą Tradycją Kościoła, a nawet z oficjalnymi dokumentami wydanymi po Vaticanum II. Tym samym autor listu KEP po pierwsze oszukuje, a po drugie ma czytelników widocznie za debili nie potrafiących sprawdzać źródeł i czytać. 

7.

Wskazane w przypisie 4 przemówienie Jana Pawła II do uczestników sympozjum w Watykanie z roku 1997 przede wszystkim - formalnie - nie jest żadnym dokumentem magisterialnym papieskim, ponieważ nie jest skierowane do całego Kościoła czyli na mocy papieskiej władzy nauczania. Po drugie, nie ma w tym przemówieniu tego, co sugeruje list KEP. Oto odnośny fragment wraz z kontextem (źródło tutaj):


Jak wyraźnie widać, Jan Paweł II mówi tutaj nie o judaizmie współczesnym, lecz o ludzie Starego Przymierza, skoro podkreśla związek i jedność z Nowym Testamentem. Tak więc tutaj autor listu KEP znowu oszukuje publiczność. 

8. 

"Powrót do źródeł i teologiczna refleksja nad tajemnicą trwania Izraela, podjęta w XX wieku – szczególnie wobec straszliwej tragedii Szoah (Zagłady), jaka dokonała się w Europie – zaowocowały nowym, zakorzenionym w apostolskiej tradycji nauczaniem Kościoła o Żydach i judaizmie.
Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan. Są nimi szczególnie: cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości."

Jak to zwykle bywa o oszustów, jest to mieszanka prawdy i fałszu. Przede wszystkim, jak widać powyżej, owo "nowe nauczanie" nie zawiera tego, co sugeruje list KEP a właściwie Grzegorz Ryś. Ponadto, jeśli wziąć na poważnie wymienione elementy "więzi" między Kościołem a Żydami, to akurat w nich jest o wiele więcej sprzeczności niż wspólności:

- Dla chrześcijan słowem Bożym jest nie tylko Stary Testament (zresztą są poważne różnice między hebrajską Biblią talmudycznych masoretów a starożytną Septuagintą, do której odwołuje się Nowy Testament) lecz także kanoniczne pisma Nowego Testamentu, które są przez Żydów stanowczo odrzucane i potępiane. Nie można więc mówić o wspólnym szacunku do słowa Bożego. 

- Owszem, Kościół posługuje się modlitwami ze Starego Testamentu, zwłaszcza Księgą Psalmów. Jednak istotna, fundamentalna różnica polega nie tylko na rozumieniu tych modlitw (zwłaszcza tzw. psalmów złorzeczących) lecz przede wszystkim na fakcie, że modlitwa chrześcijańska odbywa się w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej (w Duchu Świętym przez Syna ku Ojcu), którą Żydzi stanowczo odrzucają. 

- Także co do "nadziei przyszłości" zachodzi istotna, fundamentalna różnica: podczas gdy chrześcijanie oczekują powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa na sąd ostateczny, to Żydzi, którzy odrzucają Jezusa Chrystusa jako Mesjasza, z całą pewnością nie oczekują Jego przyjścia, lecz raczej antychrysta. Ponadto: podczas gdy według wiary chrześcijan wraz z powtórnym przyjściem Mesjasza nastąpi koniec czasów, sąd ostateczny oraz spełnienie historii w chwale wiecznej i we wiecznym potępieniu tych, którzy odrzucili Jezusa Chrystusa, to dla Żydów przyjście ich "mesjasza" oznaczać ma doczesną szczęśliwość i tryumf narodu żydowskiego nad nieżydami. 

9.

"Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”"

W przypisie wskazuje się na wspomniany już wielokrotnie dokument - "refleksje teologiczne" - z 2015 r. (źródło tutaj), konkretnie na następujący akapit:


Także tutaj list KEP popełnia fałszerstwo na źródle, gdyż odnośne zdanie w prawidłowym tłumaczeniu brzmi:
"Fakt, że żydzi mają udział w zbawieniu Bożym jest teologicznie poza dyskusją, lecz to, jak to jest możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa, jest i pozostaje niezgłębioną tajemnicą Bożą.

Owszem, ten fragment jest nieco pokrętny, co jest typowe dla bełkotów modernistycznych. Tym jednak nawiązuje on wyraźnie do tradycyjnego katolickiego nauczania o możliwości zbawienia dla niechrześcijan, mianowicie w przypadku tzw. nieprzezwyciężalnej niewiedzy (ignorantia invincibilis) czyli niezawinionej i niemożliwej do usunięcia nieznajomości Ewangelii Jezusa Chrystusa. Problem polega na tym, że o kimś, kto odrzuca wiarę w Jezusa Chrystusa, ciężko jest powiedzieć, że Go nie zna przynajmniej w podstawowym zakresie. Tym bardziej nie można tego powiedzieć o kimś, kto zna nie tylko proroctwa starotestamentalne o Mesjaszu, lecz ma także choćby ogólną wiedzę o Jezusie Chrystusie, a już na pewno ma możliwość zapoznania się z Ewangelią, co dotyczy właściwie wszystkich współczesnych żydów, zwłaszcza wykształconych. 

Tak więc, z całą pewnością nie ma drogi zbawienia wiecznego poza Jezusem Chrystusem. Kto twierdzi inaczej, jest po prostu apostatą, gdyż odrzuca elementarne prawdy Nowego Testamentu. 

10.

"W wielu miejscowościach – nieraz tuż obok nas, czasem nieco dalej – znajdują się ocalałe z wojennej zawieruchy synagogi. W większości z nich nie rozbrzmiewa już dziś głos radosnej szabatowej modlitwy. Są jednak i takie, które tętnią religijnym życiem. Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic."

Tutaj ograniczę się do komentarza autorstwa znawcy, którym jest Gościwit Malinowski: 

W liście episkopatu czytamy: "Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi."

A jakimi to modlitwami nasiąkały mury bożnic przez wieki? Dwie główne codzienne modlitwy to Szema Jisrael (Słuchaj Izraelu) oraz Amida a właściwie Tefilat ha-Amida (Modlitwa na stojąco). Odmawia się je obowiązkowo trzy razy dziennie podczas szacharit modlitwy porannej, mincha modlitwy popołudniowej, maariw modlitwy wieczornej. Amida nazywana bywa także Szemone Esre czyli Osiemnaście, ponieważ zawiera ona 19 (sic!) błogosławieństw.:

1. Awot Praojcowie; 2.  Gewurot Potęga; Zwana też Tehiyyat ha-Metim Wskrzeszenie zmarłych; 3.  Keduszat ha-Szem Świętość Imienia; 4. Binah – Rozumienie;  5. Teszuwah Skrucha; 6. Selichach Przebaczenie; 7. Geulah Wybawienie;  8. Refuah Uleczenie;  9. Birkat ha-Szanim Błogosławieństwo lat;  10. Galujot Zgromadzenie wygnańców; 11. Birkat ha-Din Sprawiedliwość;  12. Birkat ha-Minim Przeciwko heretykom [sekciarzom]; 13. Cadikim Sprawiedliwi; 14. Boneh Jeruszalajim Odbudowa Jerozolimy;  15. Birkat Dawid Błogosławieństwo Dawida; 16. Tefillah Przyjęcie modlitwy; 17. Awodah Służba świątynna; 18. Hodaah Dziękczynienie; 19. Sim Szalom Pokój. 

19 błogosławieństw dzieli się na trzy części: 1-3. Sławią Boga; 4-16. Stanowią prośby do niego kierowane; 17-19. Prośba o powrót do Syjonu i przywrócenie kultu świątynnego. Inaczej niż Szema Jisrael, która składa się z wersetów Tory, błogosławieństwa modlitwy Amida zostały ułożone przez rabinów dopiero po zniszczeniu Świątyni Jerozolimskiej przez Rzymian w 70 r. Powstanie tej modlitwy jest fundamentem nowej religii judaizmu rabinicznego, jaka wyłoniła się właśnie w pierwszych latach po zniszczeniu świątyni, gdy będący dominantą dawnej religii Mojżeszowej kult świątynny nie mógł być dalej sprawowany. Każde z tych błogosławieństw ma pozwolić Żydom odnaleźć się na nowo w tragicznych warunkach po zburzeniu Jerozolimy, utracie znacznej części populacji podczas działań wojennych, uprowadzeniu równie wielkiej części w niewolę przez Rzymian. Amida ma za zadanie zbudować tożsamość grupy etnokonfesyjnej, w chwili gdy została ona pozbawiona dawnego sensu istnienia, czyli sprawowania kultu w świątyni.

Rozbitkowie z Jerozolimy zgromadzili się w mieście Jawne (łac. Iamnia), dokąd w 70 r. przeniesiono siedzibę Sanhedrynu. To tu miał się odbyć w latach 90-95 synod, podczas którego ustalono kanon Tanach (ksiąg Starego Testamentu). To tu w Jawne Szymon ha-Pakuli ułożył na życzenie rabina Gamaliela II Młodszego modlitwę Amida. Jednak 12. błogosławieństwo Birkat ha-Minim, które było wezwaniem gniewu bożego na minim, sekciarzy i heretyków wyłamujących się z judaizmu, takiego, jakim widzieli go faryzeusze, to błogosławieństwo ułożył rabbi Szmuel ha-Katan. Później w użyciu były różne wersje błogosławieństwa, najbardziej rozbudowana brzmi: 

Dla odstępców niech nie będzie nadziei, jeśli nie powrócą do Twojego Prawa; a Minim niech zaraz wyginą; a wrogowie Twojego ludu niech będą usunięci; a zuchwałą władzę niezwłocznie wykorzeń, zniszcz i uniż za naszych dni; Nocrim i Minim niech zaraz wyginą; niech będą wymazani z Księgi Życia i ze sprawiedliwymi niech nie będą zapisani; a wrogowie Twojego ludu oraz jego prześladowcy niech będą usunięci; i złam jarzmo pogan z naszych karków i spraw, aby nasi wrogowie nie wracali do zdrowia; Błogosławiony jesteś Ty, Panie, który niszczysz występnych i ujarzmiasz zuchwałych.

Błogosławieństwo Birkat ha-Minim skierowane było przede wszystkim przeciwko Żydom, którzy uznali, że Jeszua ha-Nocri jest Mesjaszem. Stąd w tekście błogosławieństwa jeden raz wymienieni są po imieniu Nocrim Nazarejczycy czyli chrześcijanie. Chrześcijaństwo końca I wieku stanowili w ogromnej części Żydzi, którzy uznawali Jezusa za Mesjasza, ale nie przestali drobiazgowo przestrzegać Prawa Mojżeszowego i uczestniczyli dalej w kulcie świątynnym. Po 70 r. pozostało im już tylko chodzenie do synagogi. Oczywiście chrześcijanie nie będący Żydami, pozyskiwani dla wiary w Pomazańca Bożego (Christosa), zgodnie z zasadami ustalonymi przez Pawła z Tarsu zachowywali tylko absolutny trzon Prawa Mojżeszowego czyli dekalog, wolni byli od całej reszty drobiazgowych przepisów tego Prawa i nie czuli potrzeby chodzenia na jakiekolwiek nabożeństwa do synagogi.

Jednak dla chrześcijan-Żydów synagoga była bardzo ważna, ponieważ pozwalała im odnajdować się społecznie i narodowo po straszliwej klęsce, jaką był rok 70. Jednak właśnie w latach 90-95 chrześcijanie zostali przez faryzeuszy wykluczeni z synagogi (aposynagogos) za pomocą wprowadzenia właśnie modlitwy Amina, która domaga się kary bożej dla Nocrim (Nazareńczyków) i Minim. Ten ostatni termin był bardzo pojemny i oznaczał: Żydów przekraczających zasady Prawa Mojżeszowego; Żydów o poglądach heterodoksyjnych; saduceuszy - wrogie faryzeuszom stronnictwo świątynne, obecnie pozbawione swej ostoi; esseńczyków; Samarytan; gnostyków żydowskich; kolaborantów z władzą rzymską, jak Józef Flawiusz; politeistów; ale także judeochrześcijan i etnochrześcijan pochodzenia pogańskiego. Ostrze tego błogosławieństwa w pierwszej kolejności skierowane było jednak właśnie w judeochrześcijan, którzy, gdyby chcieli dalej chodzić do synagogi, musieliby przeklinać samych siebie. 

Ponieważ trudno oczekiwać, aby politeiści, Samarytanie czy gnostycy, uznający niejednokrotnie Boga Izraela za uosobienie zła, chcieli chodzić na modlitwy do synagogi, Birkat ha-Minim było skierowane przede wszystkim przeciw chrześcijanom. Niektórzy wręcz uważają, że sam wyraz minim był hebrajskim akronimem Ma’amin be-Jeszu ha-Nocri - Wyznawcy Jezusa z Nazaretu.

Dlatego list episkopatu nie powinien celebrować postaci Jana Pawła II, że jako pierwszy papież odwiedził synagogę, ale głównego rabina Rzymu Elio Toaffa, że zaprosił papieża do synagogi i zaintonował Psalm 150, a nie modlitwę Amida. Rabin Toaff był człowiekiem otwartym na wyznawców innej żydowskiej religii, a mianowicie chrześcijaństwa musiał jednak stopniowo przyzwyczajać wyznawców judaizmu do tego, że minim przekroczą bramy synagogi. Oddał hołd zmarłemu papieżowi Piusowi XII za ratowanie Żydów w czasie II wojny światowej. Jednak nie oznaczało to zezwolenia na zaproszenie minim do synagogi. Papież Jan XXIII tylko stał pod rzymską synagogą i błogosławił wychodzącym z niej ludziom. Dlatego to Elio Toaff miał odwagę zaprosić minim do synagogi, nie jako turystów, ale na spotkanie modlitewne. Miał też odwagę zmienić treść formuł modlitewnych ustalonych przez synod w Jawne i usunął z modlitwy Amida 12. błogosławieństwo Birkat ha-Minim, rezygnując z przeklinania chrześcijan. 

I kiedy 13 kwietnia na życzenie episkopatu, przekroczycie, minim, bramy synagogi, obyście trafili na kontynuatorów tradycji rabina Rzymu Elio Toaffa, a nie na ludzi wiernych postanowieniom synodu w Jawne. 

PS. Elio Toaff pochodził z Livorno z grupy etnicznej zwanej Italkim, Żydów zamieszkujących Italię od czasów rzymskich, choć Livorno jest też miastem Żydów sefardyjskich.



Podsumowując: 

W tym liście KEP mamy więc do czynienia z mieszanką oszustw, fałszów i manipulacji. Do takiej diagnozy prowadzi zapoznanie się rzetelne ze źródłami, na który ów list się powołuje. Wynika ze tego, że jego autorem jest perfidny i bezczelny oszust przeświadczony o swojej wyższości nad pospólstwem. Sapienti sat. 



Post scriptum 1

Warto zwrócić uwagę na znamienne okoliczności, na które wskazuje x. Waldemar Chrostowski:


Wygląda więc na to, że wiadomy autor owego listu oszukał także swoich współbraci w biskupstwie. A póki co żaden z nich nie odważył się bronić honoru biskupów polskich. 


Post scriptum 2

Młody człowiek wpadł na słuszny i prosty pomysł:





Jak widać, autor listu KEP nawet nie zabezpieczył się po stronie żydowskiej tzn. nie ustalił z nimi strategii. Tym samym oczywiste jest znowu, że zamiarem tego listu jest dość prymitywne odmóżdżanie katolików, nie jakieś choćby szczątkowo poważne promowanie tzw. dialogu. 

Przy okazji widać, jakim ignorantem jest obecny rzecznik prasowy Archidiecezji Krakowskiej, skoro myli Wigilię Paschalną z Wielkim Piątkiem. Osobną sprawą jest jego bezczelność i cynizm, typowy dla nadętych modernistów.