Właściwie wolałbym, gdyby temat był zamknięty. Sprawa jednak toczy się nadal i nie zapowiada się, by się miała rychło skończyć, przynajmniej nie ze strony delikwenta w purpurze. Świadczy o tym wywiad z nim, który się odbył 8 maja 2026 r. u słynnego Rymanowskiego. Notabene: gdyby Rymanowski rzetelnie się przygotował do spotkania, także czytając tutejsze wpisy w temacie, to by nie dał się tak łatwo owinąć gościowi w bawełnę. Być może ktoś mu serdecznie doradził skrzętne omijanie nie tylko niniejszego bloga lecz także jego treści. Powinien wiedzieć, co robi. Tyle tytułem krótkiego wstępu. Teraz do rzeczy.
Znamienny jest wstęp, gdy delikwent się oburza akurat na Pawła Lisickiego, który dość rzeczowo wyraził swoją krytykę odnosząc się do listu KEP:
To jest godne preludium do całości: zamiast merytorycznego odniesienia się do zarzutów jest odgrywanie biednej, skrzywdzonej bo oplutej ofiary, żebrzącej o współczucie widzów. To już ma osłabić trzeźwe myślenie i odwrocić uwagę od meritum. Następnie cenne jest, co delikwent mówi o genezie słynno-haniebnego listu:
Oczywiście nie ma tutaj żadnej sensacji, aczkolwiek opis procedowania tego listu nie zgadza się z tym, co wcześniej przeniknęło do opinii publicznej ze źródeł anonimowych. W każdym razie Ryś potwierdza, że to on jest ostatecznie odpowiedzialny za treść, za procedowanie i za opublikowanie listu, a reszta biskupów była w przytłaczającej większości czy to obojętna czy też - a może przede wszystkim - uległa wobec akcji Rysiowej, biorąc na siebie współodpowiedzialność. Jakie były argumenty Rysiowe, można się domyślać na podstawie dalszego ciągu jego wypowiedzi, jak zobaczymy poniżej.
Rymanowski wskazuje na polemikę z owym listem KEP prowadzoną m. in. przez x. Waldemara Rakocego CM:
Nie trudno zauważyć, że to jest typowy obłudny Rysiowy bełkot: twierdzi, że ów list KEP nie mówi o Kościele, a równocześnie, że list jest o relacji Kościoła z judaizmem. Nasuwają się proste pytania: Jak można mówić o relacji Kościoła, nie mówiąc o Kościele? Czyż relacja Kościoła nie mówi o Kościele? Jeśli nie mówi o Kościele, to czyja to jest relacja? Z czego wynika relacja jeśli nie z tego, czym jest Kościół i czym jest judaizm? A może tutaj Ryś mimowolnie przyznaje, że w liście jest mowa nie o Kościele Chrystusowym, lecz o innym bycie ("nasze relacje"), który się podszywa pod Kościół? Jak można przyzwoicie pisać o relacji między Kościołem a judaizmem pomijając prawdę, że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem i że nie ma zbawienia poza Kościołem? Czyżby Ryś zapomniał, że w tym liście jest powiedziane, iż żydzi mogą się zbawić bez wiary w Jezusa Chrystusa, czyli że jednak jest mowa o zbawieniu w Jezusie Chrystusie? Czy ten człowiek ma zupełnie pomieszane w głowie i już nie wie sam, co mówi i pisze, czy też jest aż tak przeświadczony o debilstwie publiczności, że świadomie łże i usiłuje zaklinać rzeczywistość? Myślę, że każdy powinien sobie sam na te pytania odpowiedzieć.
Na zwrócenie uwagi przez Rymanowskiego, że przytłaczająca część księży w Polsce (szacunkowo około 95%) nie odczytała haniebnego listu KEP, gość zaczyna stopniowo odkrywać karty, oczywiście znowu łgając teologicznie:
Tak więc najpierw Ryś deklaruje, że celem owego listu jest edukowanie katolików polskich. To jest o tyle ciekawe, że oznacza, iż ponad 60 lat po "soborze" katolicy w Polsce potrzebują edukowania co do tego, czego "sobór" rzekomo naucza. Następnym fundamentalnym kłamstwem Rysiowym, które jest tutaj zawarte i przez niego maniakalne powtarzane, jest twierdzenie, jakoby ów list podawał nauczanie Kościoła. Wyłożyłem tę kwestię poprzednio (tutaj i tutaj). Kolejnym kłamstwem Rysiowym jest sugestia, jakoby brak mówienia o tym, iż żydzi NIEGDYŚ byli narodem wybranym, był zaprzeczeniem tej prawdzie, która jest dość jasno zawarta w Nowym Testamencie i w całej Tradycji Kościoła. Ryś ma albo problem z elementarną logiką, albo jest na tyle bezczelny, że próbuje wmówić ludziom coś, o czym wie, że jest sprzeczne z logiką. Mówiłem już o tym poprzednio, jednak powtórzę: w ŻADNYM dokumencie - - także "soborowym" i "posoborowym" - nie jest powiedziane, jakoby żydzi, którzy odrzucili Jezusa Chrystusa, pozostawali ludem wybranym. To jest wymysł Rysiowy. Gdy Ryś twierdzi, że Kościół tak teraz naucza, to łże bezczelnie.
Wyjaśniam: Ani teologicznie, ani choćby zdroworozsądkowo nie jest możliwe, by zarówno Kościół jak też żydzi odrzucający Jezusa Chrystusa byli ludem Bożym. Pojęcie "ludu Bożego" ma bowiem dość określone znaczenie już w Piśmie św. Starego Testamentu i oznacza społeczność, która została ukonstytuowana przez prawo Boże dane Mojżeszowi na Synaju. Innymi słowy: lud Boży jest konstytuowany przez porządek prawny dotyczący zarówno kultu Bożego jak też spraw i zasad życia społecznego czyli etyki. Nikt, kto nie jest zupełnym ignorantem, nie będzie twierdził, jakoby te społeczności - Kościół z jednej strony i żydzi odrzucający Jezusa Chrystusa (czyli judaizm) z drugiej - kierowały się tymi samymi konstytutywnymi zasadami w dziedzinie religii i życia politycznego. Pewne podobieństwa - zresztą bardzo ograniczone - są oczywiste, także pewne powiązania historyczne. Jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie twierdzić, jakoby te dwa byty religijno-społeczne były jednym bytem bądź identycznymi bytami. Skoro są to odrębne byty społeczne, to nie mogą obydwa pochodzić od Boga, gdyż w przeciwnym razie nieuchronne jest twierdzenie, jakoby Pan Bóg sobie zaprzeczał, co jest oczywiście bluźnierstwem. Kto więc twierdzi, jakoby zarówno Kościół jak też społeczność żydowska była ludem Bożym, ten jest nie tylko apostatą (gdyż zaprzecza Nowemu Testamentowi), lecz także bluźniercą. Tym samym Ryś - wraz z KEP - chce edukować katolików polskich ku apostazji i bluźnierstwu.
Rymanowski słusznie nieco drąży:
Tutaj Ryś ponownie kłamie i to wielorako:
- Kłamstwem jest twierdzenie, jakoby istniała jakakolwiek różnica między nauczaniem św. Augustyna, św. Jana Chryzostoma, św. papieża Grzegorza Wielkiego w kwestii judaizmu, a nauczaniem "przedsoborowych" papieży i soborów w tejże kwestii.
- Kłamstwem jest twierdzenie, jakoby nie było sprzeczności między tym, co Ryś podaje - oczywiście fałszywie - jako obecne nauczanie Kościoła, a tym, co Kościół zawsze nauczał w kwestii judaizmu. Prostym dowodem jest fakt, że Kościół zawsze mówił o żydach jako ludzie NIEGDYŚ wybranym, jak to jest uroczyście powiedziane w tradycyjnej, używanej od niepamiętnych czasów modlitwie wielkopiątkowej za żydów, a liturgia Kościoła jest jednym z fundamentalnych źródeł dogmatów. Innymi słowy: jeśli Kościół przez wieki i to począwszy od Nowego Testamentu w swojej liturgii (oczywiście nie tylko) i tym samym uroczyście nauczał, że żydzi odrzucający wiarę w Jezusa Chrystusa nie są ludem wybranym, to jest to nauczanie nieomylne i niezmienne, nawet jeśli dotychczas nie zostało ujęte w definicję dogmatyczną.
- Kłamstwem jest twierdzenie, jakoby Sobór Watykański II w kwestii judaizmu "wrócił do tego, co w Kościele było jego najstarszą, pierwszą Tradycją", gdyż po pierwsze "sobór" o judaiźmie nie mówi nic sprzecznego z tym, czego nauczał Kościół przed "soborem", i tym samym nie musiał do niczego wracać, a po drugie z całą pewnością nie mówi tego, co sugeruje Ryś oraz list KEP (jak już wyłożyłem wcześniej).
Idźmy dalej:
Ryś konsekwentnie brnie w swoim łgarstwie, a Rymanowski łyka te łgarstwa jak pelikan. Powinien był dopytać, w czym konkretnie owe "pięć dokumentów" zaprzeczają temu, co mówią krytycy listu KEP (a właściwie łgarstw Rysiowych). Gdyby dopytał, to by się okazało, że Ryś będzie znów maniakalnie powtarzał, że przymierze Boże jest nieodwołalne, a Kościół od "soboru" rzekomo naucza, iż żydzi odrzucający Jezusa Chrystusa są "narodem wybranym". Ryś potrafi sugestywnie łgać, a trafia przeważnie niestety na takich naiwniaków jak Rymanowski, którzy nie wyobrażają sobie, iż ktoś, zwłaszcza duchowny i w purpurze potrafi aż tak bezczelnie oszukiwać.
Ponadto widać tutaj, jak Ryś potrafi wykręcić kota ogonem, gdyż straszy swoich adwersarzy tym, iż rzekomo nie okazują uległości wobec Magisterium Kościoła, podczas gdy to on jest apostatą negującym elementarne podstawy soteriologii i eklezjologii katolickiej (nawet ogólnie chrześcijańskiej). Nie da się bowiem pogodzić twierdzenia, iż żydzi odrzucający Jezusa Chrystusa są "ludem wybranym", z zarówno Nowym Testamentem jak też z całą Tradycją Kościoła i nawet z deklaracją "Nostra Aetate", którą Ryś tak namiętnie a perfidnie wymachuje.
Rymanowski dopytuje o szczegóły praktyczne:
Kwestia jest rzeczywiście ciekawa, gdyż akurat w tym punkcie - braku "instytucjonalnej misji wobec żydów" - mamy bergogliańską nowość, sprzeczną z całą Tradycją Kościoła wraz z Nowym Testamentem, czemu Ryś nie byłby w stanie zaprzeczyć. Ta nowość oczywiście nie jest i nie może być nauczaniem Kościoła. A jest to jeden z obłudnych absurdów bergogliańskich, obliczonych na rozmywanie tożsamości katolickiej, a równocześnie na tyle śliskich i dwulicowych, żeby nie łatwo było wykazać sprzeczności z wiarą i praktyką Kościoła. Przede wszystkim to zdanie samo w sobie jest jedynie stwierdzeniem ("Kościół nie prowadzi"), a nie zdaniem normatywnym czyli zakazem prowadzenia instytucjonalnej misji względem żydów. Zaś magiczną sztuczką jest tutaj rozróżnienie i oddzielenie "instytucjonalnej misji" od osobistego czyli prywatnego "świadectwa wiary". To ma być w zamyśle majstersztyk obłudy bergogliańskiej narzucanej katolikom. Innymi słowy: gdy zwykły katolik mówi żydowi, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem i Zbawicielem, oraz że żyd powinien przyjąć tę wiarę, żeby się zbawić, to jest jakby w porządku, natomiast w oficjalnym dokumencie z Watykanu czy z KEP - jak twierdzi Ryś - nie wolno tego powiedzieć. Problem w tym, że wówczas zwykły katolik przynajmniej jest niepewny, czy wolno coś takiego powiedzieć żydowi, skoro Ryś i inni bergoglianie straszą nieposłuszeństwem nauczaniu Kościoła. I to właśnie chodzi - o sianie niepewności, wątpliwości, pomieszania u katolików, ostatecznie o ich odmóżdżenie i teologiczne wykastrowanie. Należy tutaj jeszcze dopytać: Kim są katolicy, którzy wzywają żydów do nawrócenia, jeśli nie Kościołem? Na jakiej podstawie Kościołem są akurat ci, którzy nie wzywają żydów do nawrócenia, co jest wbrew nakazowi samego Jezusa Chrystusa i przykładowi Apostołów podanemu w Nowym Testamencie? Przecież to są szczyty obłudy, absurdu i zdrady chrześcijaństwa.
Są tutaj jeszcze dwa typowe chwyty Rysiowe:
- Twierdzenie, jakoby konieczność nawrócenia odnosiła się jedynie do pogan, nie do żydów. Nie wiem, skąd on to bierze. Pewne jest, że jest to sprzeczne z całym Nowym Testamentem, gdzie już w Ewangeliach jest jasno podane, iż Chrystusowe - a właściwie już począwszy od działalności św. Jana Chrzciciela - wezwanie do nawrócenia i uwierzenia w Niego odnosiło się najpierw do żydów, a dopiero później do pogan.
- Ryś niby przyznaje, iż ma prawo mówić żydom o swojej "wierze". Tu jest problem po pierwsze tego rodzaju, iż nie ma choćby jednego przykładu, by Ryś publicznie powiedział żydom, że Jezus Chrystus jest drogą, prawdą i życiem. Nic nie wskazuje także na to, by powiedział to jakiemuś żydowi prywatnie, a jeśli powiedział, to zupełnie bezowocnie, gdyż nie ma żadnego przykładu żyda nawróconego przez niego. Po drugie, sprowadzenie sprawy do "wiary" Rysiowej oraz najwyżej prywatnego mówienia o niej cuchnie subiektywizmem i relatywizmem. Jeśli by bowiem Ryś nawet wierzył niby po katolicku, to nic nie wskazuje na to, by uważał tę wiarę za prawdziwą i adresowaną do wszystkich, także do żydów.
Rymanowski wygląda momentami na jako tako przygotowanego:
Zauważmy tutaj najpierw Rysiową mowę ciała: on jest wyraźnie - mówiąc delikatnie - poirytowany takimi pytaniami. Można się domyślać, dlaczego. Obłuda boi się zdemaskowania.
Postawione pytanie jest dość proste. Ryś jako sprawny manipulant właściwie nie odpowiada, ale jego wymijająca odpowiedź jest jednak znacząca. W pytaniu chodzi o warunki zbawienia po stronie człowieka, nie o to, skąd pochodzi zbawienie. Żaden chrześcijanin nie neguje, że jesteśmy zbawieni przez łaskę. Katolicy różnią się jednak od heretyków (zwłaszcza protestanckich) co do warunków koniecznych do spełnienia po stronie człowieka. Uciekając od tej kwestii Ryś właściwie neguje soteriologię katolicką, która dość wyraźnie mówi - począwszy od Nowego Testamentu, a nawet już od Starego - że łaska Boża apeluje o nawrócenie człowieka, czyli do jego wolnej woli, przez którą człowiek albo przyjmuje łaskę zbawczą, albo ją odrzuca (stąd konieczność wiecznego potępienia). Rysiowi to oczywiście nie pasuje, gdyż protestancka koncepcja zbawienia tylko przez łaskę ("sola gratia") zrzuca odpowiedzialność na Boga, co jest oczywiście bluźnierstwem, a równocześnie usprawiedliwia brak woli nawrócenia także u żydów.
Także tutaj Ryś okazuje się mistrzem krętactwa i omijania pytań. Rymanowski stawia proste pytanie teologiczne, a Ryś je zbija jako "bardzo teoretyczne". Zauważmy: pytanie nie jest o to, czy dany człowiek odrzucający Jezusa Chrystusa może się zbawić, lecz o zasadniczą, ogólną możliwość. Na to właściwe pytanie Ryś nie odpowiada i widocznie nie chce odpowiedzieć. A dlaczego nie chce odpowiedzieć? Jest tylko jedna możliwość: nie przejdzie mu przez usta powiedzenie, że człowiek odrzucający Jezusa Chrystusa nie może się zbawić, bo wtedy by wyznał wiarę katolicką i obraził żydów. Nie chce też powiedzieć, że człowiek odrzucający Jezusy Chrystusa generalnie może się zbawić, gdyż wówczas zdemaskowałby się jako apostata. Dlatego właśnie ucieka w badanie konkretnych przypadków, niby nie określając się, a Rymanowski zaniedbuje dopytania. A należałoby dopytać, jakie to warunki w konkretnym przypadku umożliwiają, a jakie uniemożliwiają zbawienie.
Tutaj punktem wyjścia jest dość durny argument niektórych - akurat modernistycznych - krytyków listu KEP, sugerujący, jakoby prawdziwość i fałszywość zależała od momentu. Jednak dobrze, iż Ryś tutaj dodaje szerszy kontext w ramach sekciarskiego wojtylianizmu. Wszystkie trzy przywołane wydarzenia - wizyta Jana Pawła II w Marokko w sierpniu 1985 r., wizyta w synagodze rzymskiej, spotkanie w Asyżu w 1986 r. - są powiązane z żydami. Marokko pod rządami Hassana II (a właściwie już za panowania jego ojca), zresztą członka paramasońskiej organizacji Rotary Club, było krajem muślimskim najbardziej sprzyjającym państwu położonemu w Palestynie (więcej tutaj). Zaś spotkanie w Asyżu - co jest mało znane - zostało zainspirowane przez żydowskiego przyjaciela Karola Wojtyły z Wadowic, Jerzego Kluger'a. Pretextem jest oczywiście dążenie do pokoju światowego poprzez "pojednanie" wszystkich religij, a przynajmniej tzw. religij Abrahamowych, czyli judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Problem tkwi po pierwsze w pojęciu pojednania, a po drugie w utopijności pokoju zbudowanego na fałszu, jakim jest pomijanie kwestii prawdy w religii, a sprowadzenie jej do uczuć, kultury, tradycji itp. Korzeniem jest zarówno oddzielenie religii od prawdy, jak też - mniej czy bardziej szczere - stawianie wartości doczesnych ponad prawdą i ponad celem wiecznym, jakim jest zbawienie dusz. To jest nic innego jak czystej wody ideologia masońska, o charakterze ostatecznie totalitarnym, gdyż nie licząca się z elementarną ludzką potrzebą prawdy i narzucana wszelkimi środkami, począwszy od propagandy i manipulacji, aż po brutalną przemoc, której doświadczaliśmy dobitnie w ostatnich latach i nadal doświadczamy. Nie jest przypadkowe, że przedstawiciele hierarchii kościelnej wychowani na wojtylianiźmie, a następnie na bergoglianiźmie (który jest właściwie tylko rozwinięciem i radykalizacją tego pierwszego - czego naocznym przykładem jest właśnie Ryś) wiernie służą temu iluzorycznemu, a w swej istocie obłudnemu planowi, który jest przeciwieństwem i negacją Królestwa Chrystusowego na ziemi. Dlatego właśnie wojtyliańsko-bergogliańskie pachołki zamykały przed wiernymi kościoły, zakazywały duchownym przystępu do umierających, skazując ich na śmierć bez łaski i pociechy z sakramentów Kościoła, stręczyły szprycowanie ludzi preparatami wyprodukowanymi przy użyciu ciał dzieci zamordowanych w łonach matek itp. itd. Takie to są dość wyraźne powiązania.
Dokładnie takie totalitarne zapędy wykazuje Ryś:
On po pierwsze widocznie nie zauważył, że przywołani Perzyński i Wróbel pisali znacznie wcześniej (mianowicie plując na x. Waldemara Chrostowskiego) niż wypowiedział się x. Rakocy (por. tutaj), więc nie mogli odpowiadać temu ostatniemu. Przy okazji pośrednio przyznaje tutaj, że ci dwaj są właściwie jego pachołkami na usługach. Po drugie, wykazuje tutaj, że nie ma argumentów, skoro wymachuje autorytetem KEP i rzekomym nieposłuszeństwem wobec papieża, czyli de facto grozi x. Rakocemu karami kościelnym za brak uległości wobec nauczania Kościoła. Nasuwa się pytanie, czy Ryś zauważył, iż Franciszek w żadnym miejscu nie twierdzi czegoś przeciwnego do tego, co powiedział x. Rakocy, tzn. nie twierdzi, jakoby "sobór" w "Nostra Aetate" odszedł od tego, co Kościół zawsze głosił w kwestii judaizmu. Zresztą sam Ryś już się w końcu pogubił w swoim łgarstwie, bo przed chwilą twierdził, iż "sobór" nie mówi nic przeciwnego Tradycji, a teraz grozi x. Rakocemu karami kościelnymi za powiedzenie tego samego. Tak to jest z oszustami.
Dochodzi w końcu do wybuchu emocji:
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że x. Oko jest akurat podwładnym gościa jako inkardynowany w jego archidiecezji. Tutaj Ryś już nie grozi karami kościelnymi, bo to on by musiał ukarać, a widocznie jednak zdaje sobie sprawę z tego, że nie miałby za co, to znaczy, że tu akurat jego podwładny ma rację. Stąd ucieczka w zupełnie inny temat i zagranie na emocjach, zresztą dość absurdalne. Czy on na prawdę uważa, że dla zapobieżenia używaniu macew (żydowskie płyty nagrobne) do budowy stodoły i parkingów konieczne czy choćby użyteczne jest nie tylko odwiedzanie synagog lecz głoszenie apostackich bzdetów o rzekomo trwającym wybraństwie żydów? W każdym razie gotów jest ośmieszać się publicznie. Czy robi to na zlecenie czy sam od siebie? Oto jest pytanie.
A oto następna próbka obłudnego krętactwa:
Tutaj najpierw zacytuję to, co już byłem napisałem (tutaj):
Jak to zwykle bywa u modernistów, mamy tutaj pomieszane, zamącone i zafałszowane. List KEP miesza możliwość zbawienia bez wyraźnego wyznawania wiary katolickiej z możliwością zbawienia tych, którzy tę wiarę odrzucają. Ryś mówi o "tajemnicy", o której św. Paweł wcale nie mówi, a to sugerując, jakoby dla żydów odrzucających Jezusa Chrystusa była jakaś tajemnicza inna droga zbawienia, czyli jakoby Jezus Chrystus ich zbawiał wbrew ich woli i mimo nienawiści do Niego i mimo tego, że Go odrzucają. To jest nie tylko sprzeczne z katolicką soteriologią, lecz wręcz bluźniercze wobec Boga, gdyż przypisuje Bogu gwałcenie wolnej woli człowieka.
A oto kolejny przykład tego, jak Ryś świetnie sobie radzi z pytaniami, a Rymanowski nie ma dość śmiałości, by docisnąć:
Zauważmy: człowiek wyciąga logiczny wniosek ze zdania w liście KEP (które jest zresztą wzięte z dość durnej "refleksji teologicznej" bergogliańskiej rady judaistycznej), a Ryś jest w stanie jedynie wydusić słowo "nie" i je powtórzyć.
Symptomatyczny jest także następujący wątek:
Tu jest znowu kłamstwo pomieszane z wymachiwaniem "soborem". Kłamstwem jest oczywiście twierdzenie, jakoby nie było prześladowania liturgii tradycyjnej oraz sprawujących ją. A przy okazji jest dość gruba bzdura, gdy Ryś mówi, że dokumenty soborowe są "natchnione przez Ducha Świętego". On albo nie ma pojęcia o katolickim pojęciu natchnienia, albo udaje na doraźny użytek. Otóż w katolickim pojęciu natchnione przez Ducha Świętego są wyłącznie kanoniczne księgi Pisma św. Natomiast w dziejach Kościoła, zwłaszcza w jego nauczaniu wiary i obyczajów jest tzw. asystencja Ducha Świętego, czyli wspomagające towarzyszenie, które prowadzi drogą Bożego Objawienia, ale samo w sobie nie chroni koniecznie poszczególnych członków Kościoła przed błędami czy nawet herezjami, czego dowodem są liczni duchowni herezjarchowie. Teologia katolicka nie wyklucza nawet popadnięcia papieża w herezję, o ile nie naucza uroczyście mocą urzędu apostolskiego (ex cathedra). W historii Kościoła nie brakuje także fałszywych soborów, które dopiero po pewnym czasie zostały odrzucone jako latrocinium (zgromadzenie zbójców), mimo że wpierw uchodziły za concilium.
W pytaniach pojawia się też wątek, który znowu świadczy o obecnym stanie urzędów watykańskich po rządach bergogliańskich, które przyniosły Rysiowi zawrotną karierę:
Zauważmy: Ryś wraz z pseudojezuitami z sekty recławistów robi jakieś wymyślone pseudoobrzędy, nikogo z uczestników nie informując, co zamierza, a następnie oznajmia, że to już była pierwsza część "liturgii" Novus Ordo, do której dołącza resztę. Zaś ekipa bergogliańska w Rzymie nie tylko nie karci go za rażącą samowolkę i oszustwo na ludziach, lecz go wręcz chwali i utwierdza, mimo że "sobór" (Sacrosanctum Concilium), którym oni stale wymachują, mówi wyraźnie:
Jak widać, przepisy są tylko po to, żeby uderzyć w tradziuchów, bo nietradziuchom wolno wszystko i są za to nawet chwaleni.
Na koniec pojawia się ciekawy wątek, który ponownie ukazuje metodę Rysiową:
Porównajmy z tym, co rzeczywiście się znajduje w Księdze Apokalipsy:
Jak widać, Ryś albo nie zna Pisma św., mimo iż chwali się tym, że codziennie przez godzinę je medytuje, albo ma czelność okłamywać publiczność także co do prostej jego treści. I to na pewno nie jest wypadek przy pracy, lecz metoda.
Podsumowując:
Mamy tutaj kolejny przykład perfidnej manipulacji odbiorcami, nie stroniącej nawet od zwykłych kłamstw i zaprzeczania sobie. Tę metodę Grzegorz Ryś stosuje od wielu lat, najpóźniej od swojej perfidnej książki o celibacie (więcej tutaj). Takie postępowanie nie przeszkodziło mu w robieniu kariery w hierarchii, nawet wręcz przeciwnie, gdyż on swoje kłamstwa i manipulacje przykrywa obłudną czołobitnością względem aktualnie rządzącego, co mu najlepiej wychodziło oczywiście za pontyfikatu bergogliańskiego, za którego właśnie najwyżej zaszedł w hierarchii. Nie dziwi więc, że czuje się nie tylko zobowiązany do wierności wobec swojego promotora i jego bandy, lecz upoważniony do jeszcze większej bezczelności w oszukiwaniu katolików. Jednak, jak widać po jego irytacji i podenerwowaniu w wywiadzie, dostrzega też opór i pewne zagrożenie w tym znaczeniu, że spora część społeczeństwa polskiego nie poddaje się potulnie i naiwnie jego manipulacjom, lecz mniej czy bardziej otwarcie się sprzeciwia. Do tego Ryś nie przywykł. Oby musiał jednak przywyknąć.