Dominica XIII post Pentecosten
Łk 17,11-19:
I stało się, gdy szedł do Jerozolimy, że przechodził przez środek Samarii i Galilei.
I gdy wchodził do jednego miasteczka, wyszło mu naprzeciw dziesięciu trędowatych mężczyzn, którzy stanęli z daleka.
I oni podnieśli głos, mówiąc: Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami.
A widząc, powiedział im: Idźcie, ukażcie się kapłanom.
I stało się, gdy odchodzili, że zostali oczyszczeni.
Jeden zaś z nich, widząc, że został uzdrowiony, wrócił, potężnym głosem chwaląc Boga;
I padł na twarz u Jego nóg, dziękując Mu; a był on Samarytaninem.
A Jezus w odpowiedzi, rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych, a gdzie jest dziewięciu?
Nie znaleźli się, wrócając się i dać chwałę Bogu, jak tylko ten innego pochodzenia?
I powiedział mu: Wstań, idź, twoja wiara cię wybawiła.
και εγενετο εν τω πορευεσθαι αυτον εις ιερουσαλημ και αυτος διηρχετο δια μεσου σαμαρειας και γαλιλαιας
και εισερχομενου αυτου εις τινα κωμην απηντησαν αυτω δεκα λεπροι ανδρες οι εστησαν πορρωθεν
και αυτοι ηραν φωνην λεγοντες ιησου επιστατα ελεησον ημας
και ιδων ειπεν αυτοις πορευθεντες επιδειξατε εαυτους τοις ιερευσιν
και εγενετο εν τω υπαγειν αυτους εκαθαρισθησαν
εις δε εξ αυτων ιδων οτι ιαθη υπεστρεψεν μετα φωνης μεγαλης δοξαζων τον θεον
και επεσεν επι προσωπον παρα τους ποδας αυτου ευχαριστων αυτω και αυτος ην σαμαρειτης
αποκριθεις δε ο ιησους ειπεν ουχι οι δεκα εκαθαρισθησαν οι δε εννεα που
ουχ ευρεθησαν υποστρεψαντες δουναι δοξαν τω θεω ει μη ο αλλογενης ουτος
και ειπεν αυτω αναστας πορευου η πιστις σου σεσωκεν σε
Są wydarzenia w życiu, które nadają się na przypowieści. W Ewangeliach czytamy aż kilka raty o Samarytanach. Oprócz powyższego fragmentu znamienna jest szczególnie rozmowa Pana Jezusa z Samarytanką przy Studni Jakubowej (J 4,6nn), a także słynna przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,25-37). Jest to w kolejności po Żydach pierwsza społeczność występująca najczęściej w Ewangeliach, a w dodatku wyłącznie pozytywnie ukazana, w przeciwieństwie do tych pierwszych. Można by wysnuć wniosek o szczególnej sympatii Zbawiciela, może nawet o swego rodzaju wybraniu, co nie musi oznaczać wolitywnego braku związku z faktami. Należy wziąć też pod uwagę, iż w porównaniu z Żydami była to społeczność znacznie mniej liczebna i mniej znacząca, zarówno w Ziemi Świętej jak też w diasporze. Siłą rzeczy Apostołowie głoszący Ewangelię po Zesłaniu Ducha Świętego na całym świecie o wiele częściej zwracali się do Żydów niż do Samarytan. Mimo tego mamy do czynienia z wyraźną różnicą w ewangelicznym obrazie tych dwóch społeczności o jednym korzeniu w religii Mojżeszowej, której świadectwem jest Pięcioksiąg. A może właśnie dlatego?
Zarówno kierunek zdążania Pana Jezusa wraz z uczniami jak też miejsce opisanego zdarzenia jest znaczące. Jerozolima była jedynym miejscem kultu Boga prawdziwego objawionego w Starym Testamencie. Natomiast Samaria i Galilea - która była zresztą ojczyzną Pana Jezusa oraz wszystkich spośród dwunastu Apostołów oprócz Judasza Iskarioty - były postrzegane przez Judejczyków (czyli Żydów) jako tereny conajmniej skażone wpływami pogańskimi i pogardzane. Jak wiemy z Ewangelii św. Janowej (J 4), Żydzi unikali zadawania się z Samarytanami, a Galilejczyków traktowali z góry. Skoro w gronie tych dziesięciu trędowatych był Samarytanin, to widocznie w przypadku wspólnego losu wyznaczonego przez chorobę, który oznaczał nie tylko cierpienie fizyczne, lecz także wykluczenie ze społeczności zdrowych z powodu obawy przed zarażeniem, te granice plemienno-religijne nie były ważne.
Ich wołanie o pomoc Pana Jezusa świadczy o tym, że był im znany jako ten, który cudownie uzdrawia. W respektowaniu zasady dystansu społecznego nie ośmielali się podejść, lecz krzyczeli z bezpiecznej dla zdrowych odległości. Także tytuł, którym wzywali, jest znaczący, gdyż jest on mniej więcej odpowiednikiem hebrajskiego "rabbi", a nawet oznacza więcej, czyli szczególny szacunek. Co oczywiście nie jest zaskakujące w sytuacji proszącego o pomoc.
Rozkaz Pana Jezusa, by udali się pokazać kapłanom, nie jest wyjaśniony przez Ewangelistę, a także sam Pan Jezus go nie wyjaśnia. Nie mówi też nic o tym, że przyjmuje ich wołanie, ani o odpuszczeniu grzechów, które zwykle łączył z uzdrowieniem ciała. Udanie się do kapłanów miało sens o tyle, że uzdrowienie z trądu musiało zostać przez nich stwierdzone, by uzdrowiony mógł zostać przywrócony do życia w społeczności. Fakt, że owych dziesięciu natychmiast wyruszyło w kierunku Jerozolimy, świadczy o ich pełnym zaufaniu w to, że zostaną uzdrowieni. Ich posłuszeństwo słowom Pana Jezusa można by uznać za wręcz wzorowe. Jednak dziewięciu z nich zabrało czegoś istotnego.
Angielski filozof Francis Bacon powiedział kiedyś: "Nie jest tak, że szczęśliwi są wdzięczni, lecz jest tak, że wdzięczni są szczęśliwi". Należy uzupełnić, że nie ci są szczęśliwi, których pragnienia, potrzeby i prośby są spełniane, lecz ci, którzy są wdzięczni za to, co otrzymują.
Znamienny jest związek religii chrześcijańskiej - prawdziwej religii - z tą prawdą życiową. Nie przypadkowo centralny sakrament tej religii i zarazem rdzeń kultu chrześcijańskiego jest dziękczynieniem - eucharystią. Grecki czasownik εὐχαριστεῖν łączy w sobie dwa słowa - εὐ czyli dobry, oraz xάρις czyli łaska, dar. W tym znaczeniu wdzięczność jest odwzajemnieniem dobra, mianowicie duchowym, niekoniecznie jako wzajemność dosłowna. Charakter i wymiar duchowy jest zasadniczy, istotny. Zawiera w sobie zarówno uznanie otrzymanego dobra jako takiego, jak też wolę okazania tego uznania oraz jakiegoś rodzaju "odpłacenia", na ile jest ono możliwe.
Wdzięczność uzdrowionego z trądu Samarytanina wyrażała się w akcie kultu zarówno głosem i słowami, jak też postawą ciała. Ludzie starożytniego Wschodu (i nie tylko) tak okazywali uwielbienie i podziękowanie najwyższego stopnia. W tym wypadku ludzki odruch wdzięczności za uzdrowienie doprowadził do oddania czci oczekiwanemu Mesjaszowi i prawdziwemu Bogu. Tak właśnie działa prawdziwa religia: to, co naturalnie szlachetne, ludzkie, zdrowe, skłania ku oddawania czci prawdziwemu Bogu.
Na sens religijny tego zdarzenia wskazuje to, że Pan Jezus mówi o oczyszczeniu, nie o uzdrowieniu. Owszem, to określenie zapewne nawiązuje do samej choroby, do jej wyglądu, jednak tego nie wyczerpuje. Greckie słowo κάθαρσις najpóźniej od Poieteke Arystotelesa ma znaczenie zarówno sakralne jak też psychologiczne.
Pytanie Pana Jezusa o pozostałych dziewięciu jest skierowane do ludzi wszystkich czasów, zarówno do tych, którzy nie znają kultu chrześcijańskiego, jak też do tych, którzy ten kult znają, lecz go nie praktykują, bądź praktykują jedynie zewnętrznie, formalnie, jedynie z posłuszeństwa. Wydaje się, że tych dziewięciu jest zawsze znacznie więcej niż tych, którzy są tak oczyszczeni, iż są jakby naturalnie skorzy do wdzięczności. Na tym przykładzie widać, że istotą religii Chrystusowej nie jest samo posłuszeństwo czy to prawu Bożemu, czy też nawet nakazom Chrystusowym. Sedno tkwi w takim oczyszczeniu serca człowieka - jego wnętrza, że naturalne poczucie sprawiedliwości wraz ze szlachetnymi odruchami współgra ze czcią dla Boga samego.
Wdzięczność jest więc jednym ze znamion prawdziwej religijności, czyli dojrzałości we wierze. Jako że chodzi o dyspozycję i sprawność serca człowieka - w znaczeniu biblijnym jako centrum osobowości - nie można oddzielić wdzięczności wobec Boga od wdzięczności wobec ludzi. Człowiek autentycznie wdzięczny Panu Bogu, docenia także wszelkie dobro, które otrzymuje od ludzi. A ten, kto potrafi być wdzięczny po ludzku, ma zdolność także ku prawdziwej religii.
Duchowa postawa tych dziewięciu tkwi w jakimś stopniu w każdym z nas o tyle, o ile bardziej skupiamy się na własnych potrzebach i doznaniach niż na obiektywnej rzeczywistości, którą jesteśmy obdarzani, zwłaszcza na rzeczywistości Boga Stwórcy i Zbawiciela. Cóż doprowadziło owego Samarytanina do takiego zachowania, które po wsze czasy stało się wzorem, a nawet ideałem chrześcijanina? Skoro Opatrzność Boża zechciała nam akurat jego ukazać w tym świetle i charakterze, to ma to zapewne znaczenie. Ewangelia i wraz z nią ten wzór religijności był głoszony najpierw Żydom, którzy gardzili Samarytanami. Trwała wzgarda i ścieranie się z krytyką w pozycji mniejszego i słabszego zapewne nie tylko motywowało do stałej reflexji i ćwiczyło w pokorze, lecz mogło być właśnie przez to szkołą wdzięczności, która jest fundamentem i rdzeniem prawdziwej religii. Przykładem przeciwnym są przywódcy narodu żydowskiego, którzy nie poznali czasu swego nawiedzenia (Łk 19, 44).
Walka o wiarę prawdziwą odbywa się nie tylko w dziedzinie doktryny i moralności, lecz ma zawsze wymiar dogłębnie duchowy i osobisty. Bez tego wymiaru nawet przepiękne ceremonie, a nawet posłuszeństwo kościelne są przynajmniej niepełne.

































