Po obszernym wywiadzie dla KAI z 6 lutego 2026 r. (tutaj) pojawiły się oburzone a rytualne ataki osób, które poczuły się czy to urażone czy też nadepnięte. Chodzi zwłaszcza o następujące fragmenty, które warto zachować w pamięci (aczkolwiek całość wywiadu jest godna polecenia):
Znamienne są zwłaszcza dwa ataki. Tym razem nie posłużono się mało znaczącym "kołem naukowym" KUL, lecz powierzono misję dwom księżom profesorowom - jednemu z KUL, drugiemu z UKSW.
Oto pierwszy:
1. Dobrze się składa, że x. Wróbel przyznaje, iż chodzi o zwalczanie tzw. teologii zastępstwa, która jest istotna i kluczowa dla całego Nowego Testamentu. Dobrze wiedzieć, że x. Wróbel i jego poplecznicy są po prostu apostatami, skoro odrzucają istotę Nowego Testamentu i tym samym chrześcijaństwa. Zagadkowe jest natomiast, co ma oznaczać "teologia pogardy". Jeśli to określenie odnosi się do pism i wypowiedzi żydowsko-talmudycznych, to sprawa jest oczywiście słuszna. Jeśli natomiast x. Wróbel tak określa odwieczne nauczanie Kościoła w kwestii judaizmu, to jest to chybione. Głoszenie wyznawcom judaizmu Ewangelii oraz wzywanie ich do nawrócenia z całą pewnością nie jest przejawem pogardy, lecz - wręcz przeciwnie - szacunku przynajmniej takiego samego jak wobec wszystkich innych ludzi. Jeśli ktoś wyklucza wyznawców judaizmu z ewangelizacji, to gardzi albo nimi, albo Ewangelią.
2. Profesorowi teologii wypadałoby znać i prawidłowo interpretować słowa Pisma św. Dotyczy to także Listu do Rzymian, na która x. Wróbel się powołuje. Oto fragment ów 11,17-24 wraz z istotnym kontextem:
Wystarczy poziom IQ na poziomie najwyżej przeciętnym, by dostrzec, kogo św. Paweł ma na myśli mówiąc o odłamanych z powodu niewiary. Tak więc x. Wróbel widocznie ma problem z czytaniem ze zrozumieniem w stopniu elementarnym. A jeśli stawia słowa Jana Pawła II - jak na to wygląda - ponad słowami Nowego Testamentu, to z całą pewnością nie reprezentuje wiary chrześcijańskiej lecz jakąś dziwną sektę (wojtyliańską?).
3. Dziwne jest deklarowane "leczenie ran" po Shoah za pomocą "dialogu", który polega na fałszowaniu zarówno historii jak też tożsamości Kościoła i katolików. Nasuwa się pytanie: w jaki sposób wierność Nowemu Testamentowi w kwestii rozumienia judaizmu miałoby być przeszkodą w "leczeniu ran"? Czyżby x. Wróbel uważał, jakoby nowotestamentalne - i tym samym chrześcijańskie - rozumienie judaizmu miało coś wspólnego czy było wręcz przyczyną ran zadanych przez Shoah? Na jakiej podstawie tak twierdzi? Na podstawie tego, co głosi propaganda "przemysłu holokaustu" (Norman Finkelstein)? Czy x. Wróbel zdaje sobie sprawę z tego, jakie są właściwe źródła nazizmu hitlerowskiego, który został wielokrotnie i jednoznacznie potępiony przez papieży (Pius XI i Piusa XII)? Czy x. Wróbel wie, ale udaje, że nie wie? A może nie przyjmuje do wiadomości prostych faktów historycznych, lecz woli kłamać publicznie na doraźny użytek?
4. To, co x. Wróbel nazywa "odzyskiwaniem wspólnego dziedzictwa kulturowego", jest - jak wynika z podanych przez niego przykładów - jednostronnym kultywowaniem hołdów państwa polskiego i społeczności polskiej względem "kultury żydowskiej". Pojawia się tutaj istotna wieloznaczność: z jednej strony x. Wróbel uważa ją za "integralną część polskości", z drugiej zaś strony wiadomo powszechnie, że nie można oddzielić tej kultury od religii judaistycznej (talmudyczno-rabinicznej i pochodnych). Powraca więc kwestia relacji między chrześcijaństwem a judaizmem, czyli religią faryzejską wrogą wobec chrześcijaństwa. Ta religia z całą pewnością nie może należeć do "dziedzictwa kulturowego", które jest istotne dla polskości jako kultury chrześcijańskiej. Wspólne mogą być najwyżej dzieje, czyli współistnienie w jednym państwie nacechowane relacjami o różnej randze i wartości. O ile istotnym składnikiem każdej kultury jest religia, o tyle nie można mówić o wspólnocie kulturowej między chrześcijaństwem a judaizmem, mimo oczywistych powiązań historycznych i teologicznych. W każdym razie nie wolno mylić wspólnoty na poziomie społecznym i politycznym z relacją pod względem religijnym. Innymi słowy: o ile zadaniem państwa może być upamiętnianie wkładu i wpływu społeczności żydowskiej na byt społeczno-polityczny Polski (co oczywiście powinno się odbywać w prawdzie historycznej, czyli bez bałwochwalczych hołdów i bez popierania "religii holokaustu"), o tyle zadaniem Kościoła z całą pewnością nie jest uwielbianie religii sprzecznej z chrześcijaństwem i wrogiej wobec niego, także w przebraniu "wspólnego dziedzictwa kulturowego".
5. Walka z antysemityzmem jest oczywiście chwalebna, jednak pod warunkiem, że odbywa się w prawdzie, a nie według zakłamanej i oszczerczej wobec Kościoła propagandy żydowskiej, jak to ma obecnie niestety miejsce w ramach "dialogu z judaizmem". Należy zacząć od prawidłowej definicji antysemityzmu, której regularnie brakuje w tymże "dialogu". Już w świetle takiej definicji okazałoby się, że Kościół nigdy nie miał nic wspólnego z antysemityzmem, wbrew temu, co głoszą żydzi oraz ich spolegliwi dialogowcy podający się za katolików.
6. Także "praca nad budowaniem wiarygodności Polski" z całą pewnością nie należy ani do zadań ani do kompetencji Kościoła, przynamniej nie bezpośrednio. Kościół może się przyczynić do wiarygodności państwa polskiego i narodu polskiego tylko wtedy i tylko o tyle, o ile będzie strzegł tożsamości katolickiej i nauczał prawdy katolickiej. Akurat to jest nie tylko faktycznie nieobecne w "dialogu z judaizmem", lecz jest przez ten dialog tłamszone czy przynajmniej zaciemniane. Mówiąc wprost: przez wprowadzenie i kultywowanie "dnia judaizmu" hierarchowie polscy ściągnęli na Kościół w Polsce hańbę albo obłudnej dwuznaczności albo relatywizacji wiary katolickiej z tendencją do apostazji. To z całą pewnością nie służy ani wiarygodności Kościoła, ani Polski.
7. Dobrze, że x. Wróbel podaje swoje (i nie tylko swoje) pojęcie "dialogu", gdyż tym samym ukazuje je jako sprzeczne z klasycznym pojęciem znanym w kulturze europejskiej i chrześcijańskiej. Otóż w tej kulturze dialog - jako mowa między dwiema osobami czy stronami - zawsze dążył do prawdy i tym samym do nawracania od błędu ku prawdzie. Modne hasło "wzajemnego ubogacenia" jest właściwie obłudne, gdyż sprowadza się do relatywizmu. Przede wszystkim oznacza ono, jakoby w prawdziwym, klasycznie pojętym dialogu nie było ubogacenia, co oczywiście nie jest prawdą. Każda dyskusja zdążająca do prawdy i przezwyciężenia błędu jest ubogacająca w tym sensie, że pomaga w ujęciu podstaw i powodów błędów, oraz stanowi okazję do ich obalenia być może w nowy, lepszy i skuteczniejszy sposób. Jeśli ktoś to autentyczne ubogacenie z góry wyklucza, to taki dialog jest jedynie obłudnym - relatywistycznym bądź agnostyckim - ograniczeniem do mniej czy bardziej miłych wrażeń i teatrem cieni. To zakłamanie jest ewidentne, gdy x. Wróbel twierdzi, jakoby dla katolików kontakt z judaizmem był "powrotem do korzeni biblijnych". Maniakalne powtarzanie kłamstwa, jakoby judaizm (czyli religia faryzejsko-talmudyczna) był biblijny, stanowi fundament tego fałszywego "dialogu".
8. Nie trudno dostrzec, na czym ma polegać owo "wspólne przeciwstawianie się złu", gdyż uprawiane jest ono regularnie przez wyznawców tego fałszywego "dialogu": złem i wrogiem są ci, którzy nie ulegają żydowskiej haggadzie w jej różnych warstwach, także chociażby historycznej. Kto wskazuje na prawdę o shoah (nierzadko odbiegającą od żydowsko-urzędowej wersji historii) czy choćby o świętowaniu chanukki w przestrzeni publicznej, ten jest złem, które "dialogowcy" gorliwie zwalczają wespół ze swoimi żydowskimi partnerami.
9. Nie mniej zakłamane i to wręcz groteskowo jest chwalenie się "wspólnym czytaniem Biblii". Po pierwsze, takiego czytania - w znaczeniu czytania ze zrozumieniem czyli wysiłku hermeneutyki oraz interpretacji - właściwie nie ma, gdyż to właśnie istotne różnice w rozumieniu już nawet Starego Testamentu (Tanach) dzielą chrześcijan i żydów. Owszem, zdarza się, że w ramach "dnia judaizmu", czytane są jakieś fragmenty biblijne. Są one jednak tak starannie dobrane, by nie powodowały choćby najmniejszej kontrowersji czy podstawy do merytorycznej dyskusji, lecz jedynie stwarzały pozory zgody w rozumieniu i stosowaniu Pisma św. To jest zabawa w pozory, obliczona na debilizm katolików.
10. Godne uwagi jest wskazanie na "punkty wspólne w etyce" jak konkretnie "troska o słabych, sprawiedliwość społeczna i wartość życia". Problem w tym, że po pierwsze - o ile mi wiadomo - te kwestie nigdy nie były poruszane w tzw. dialogu z judaizmem, przynajmniej na forum publicznym. Po drugie, tak się składa, że akurat w tych kwestiach zachodzą fundamentalne nie tylko różnice lecz wręcz sprzeczności między etyką chrześcijańską a judaistyczną (której oczywiście nie należy mylić ze starotestamentalną czyli mozaistyczną). Ta niekompatybilność sprowadza się do trybalizmu, który jest istotny dla judaizmu i jego etyki. Naocznych dowodów także współczesnych - jak choćby w postaci traktowania rdzennej ludności Palestyny - nie brakuje.
Myślę, że podsumowanie jest zbędne. Nie trudno zauważyć, że ten głos dość dobitnie potwierdza słowa x. Chrostowskiego co do "parodii".
Drugim głośnym atakiem jest wypowiedź wykładowcy dogmatyki UKSW oraz w seminarium duchownego w Łodzi:
Już sam tytuł zawiera kłamstwo i oszczerstwo, gdyż propierwsze x. Chrostowski wypowiedział się jako uczony teolog, nie uzurpując sobie w żaden sposób rangi Magisterium Kościoła, a po drugie jego wypowiedź jest doskonale zgodna z tymże Magisterium.
Idźmy po kolei.
1. X. Perzyński nazywa określenie "parodią" tego, co uprawiają obecnie judo-dialogiści, "przekroczeniem czerwonej linii". Podpiera się tym, że jakoby x. Chrostowski wypowiedział się w sprzeczności z Magisterium Kościoła. To z kolei uzasadnia słowami Jana Pawła II z przemówienia w synagodze w Moguncji (Niemcy, 1981 r.)skierowanego do wspólnoty żydowskiej (źródło tutaj). Tutaj już x. Perzyński popełnia fundamentalny błąd haniebny dla choćby adepta teologii, a tym bardziej dla profesora. Otóż powinien wiedzieć, jakie są wymagania formalne i materialne, które muszą być spełnione, by dana wypowiedź papieża czy dokument mógł zostać uznany za część Magisterium Kościoła. Warunkiem formalnym jest przede wszystkim forma wskazująca na wykonywanie urzędu papieskiego, czyli skierowanie do całego Kościoła. To przemówienie z całą pewnością tego kryterium nie spełnia, gdyż jest skierowane w sposób jasny i oczywisty do wyznawców judaizmu. Nie mniej istotne jest kryterium materialne, a to odnośnie do zarówno zakresu czyli dziedziny, jak też co do zgodności z Bożym Objawieniem. Spójrzmy na fragment, o który chodzi:
Jan Paweł II mówi o "spotkaniu między ludem Bożym Starego Przymierza, które nigdy nie zostało odwołane przez Boga, a ludem Bożym Nowego Przymierza", a także "między dzisiejszymi Kościołami chrześcijańskimi a dzisiejszym ludem Przymierza zawartego z Mojżeszem". Można odnieść wrażenie, że te słowa nawiązują do deklaracji soborowej "Nostra aetate", jednak w całym przemówieniu nie ma żadnego wskazania na nią. Co więcej: słowa Jana Pawła II nie odpowiadają słowom tej deklaracji, gdzie czytamy (źródło tutaj):
Jak widać, nie ma tutaj utożsamienia współczesnego judaizmu z ludem Starego Testamentu. Jest mowa, że- Kościół otrzymał Objawienie Starego Testamentu poprzez "synów Abrahama"
- w to Objawienie (nie w judaizm!) jako korzeń zostali wszczepieni poganie (tutaj przypis odnosi do Listu do Rzymian 11,17-24)
- żydzi są "jeszcze bardzo umiłowani" Bogu, "którego dary i powołanie są bez pokuty (żalu)".
Kluczem dla zrozumienia są słowa św. Pawła we wskazanym fragmencie, gdzie także nie ma utożsamienia judaizmu z ludem Starego Testamentu.
W tym świetle oczywiste jest, że Jan Paweł II wypowiedział się w sprzeczności nie tylko z dokumentem Vaticanum II lecz także względem nauczania Apostoła. Tym samym jego wypowiedź nie spełnia materialnego kryterium przynależności do Magisterium Kościoła. Jest to więc jedynie pogląd prywatny, który nie tylko nie może rościć sobie prawa do przyjęcia przez katolików, lecz - z powodu sprzeczności względem źródeł Objawienia - musi zostać stanowczo odrzucony.
2. Jako drugie swoje źródło x. Perzyński wskazuje na Katechizm Kościoła Katolickiego promulgowany także przez Jana Pawła II w 1991 r. Oto ów fragment w urzędowej czyli oficjalnej wersji (źródło tutaj):
Sprawa jest tutaj owszem pomieszana, a to przez to, iż powołując się na "Nostra aetate" Katechizm dokonuje zafałszowania polegającego na zastąpieniu określenia "cum stirpe Abraham" przez "cum populo Iudaico", co jest oczywiście niezgodne ze słowami św. Pawła, które również się wskazuje. Apostoł bowiem nigdy nie utożsamiał żydów, którzy odrzucili Jezusa Chrystusa, ani całego narodu żydowskiego z plemieniem Abrahama. Według niego potomkami i dziedzicami Starego Przymierza są tylko ci, którzy przyjęli Mesjasza.
3. Następne źródło, na które powołuje się x. Perzyński, jest dokument "Papieskiej Komisji Biblijnej" (podległej Kongregacji Nauki Wiary) z 2001 r. pod tytułem "Lud żydowski oraz jego pisma święte w Biblii chrześcijańskiej" (źródło tutaj). Już pobieżne spojrzenie na ten text pozwala zauważyć, że chodzi w nim wyłącznie o teologię biblijną, co nigdy nie stanowiło i nie stanowi całości nauczania Kościoła. I z całą pewnością czym innym jest stosunek chrześcijaństwa do pism starotestamentalnych, a czym innym stosunek do narodu żydowskiego po Chrystusie. Ani w Nowym Testamencie, ani w przytaczanym dokumencie nie jest powiedziane, jakoby religia żydowska ukształtowana po Chrystusie była tożsama z religią żydowską przed Chrystusem. Dokument mówi wyłącznie o pismach biblijnych, nie o Talmudzie, który jest w judaizmie współczesnym również zaliczany do "pism świętych". Tutaj dziwny jest - zresztą typowo ratzingeriański - fragment, który odnosi się do judaizmu współczesnego Chrystusowi (nr 22), konkretnie do interpretacji Starego Testamentu po stronie przeciwników Jezusa Chrystusa, czyli tych, którzy Go odrzucili:
Dziwne sformułowanie, że "odczytywanie żydowskie" jest jednym z możliwych odczytywań (oprócz odczytywania chrześcijańskiego) trąci agnostycyzmem i relatywizmem, skoro pomija kwestę - wyraźnie zawartą w Nowym Testamencie - co do słuszności uznania Jezusa za Mesjasza zapowiedzianego w Starym Testamencie.
4. Tym niemniej zupełnym kłamstwem jest twierdzenie x. Perzyńskiego, jakoby rzeczony dokumentu twierdził, iż chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny to "dwa nurty, które wyrosły z tego samego pnia". Takiego twierdzenia w tym dokumencie po prostu nie ma.
5. Fałszywe jest także twierdzenie, jakoby Kościół zarzucił "teologię zastąpienia". Po pierwsze, takiego zarzucenia nie ma w żadnych dokumencie Kościoła, a po drugie to zarzucenie nie jest możliwe, gdyż jest zawarte już w Nowym Testamencie, a także w Tradycji Kościoła. Porzucenie "teologii zastąpienia" byłoby więc równoznaczne z apostazją.
6. Odrzucenia "teologii zastępstwa" nie ma także we wskazanym przez x. Perzyńskiego dokumencie z 2015 r. W nim czytamy (źródło tutaj):
Jak widać, dokument mówi jedynie o specyficznym ujęciu, które właściwie nigdy nie było nauczane Kościele, ponieważ nigdy nie było przeciwstawienia "Kościoła z pogan" i synagogi, a to z tego prostego powodu, że Kościół nigdy nie składał się jedynie z pogan lecz zawsze z Żydów i pogan. I to ten właście Kościół jest społecznością, która jest prawowitym dziedzicem Starego Testamentu, a nie judaizm rabiniczny.
7. Słusznie x. Perzyński zauważa, że w sporze chodzi o to, "czy Bóg dotrzymuje słowa danego Izraelowi". Tutaj kryje się jednak zarówno sofizmat jak też szantaż ideologiczno-emocjonalny. Ukryte jest tutaj założenie, jakoby odziedziczenie przez Kościół obietnic danych Izraelowi oznaczało niedotrzymanie słowa przez Pana Boga. A to jest nic innego jak myślenie iście żydowskie, mianowicie exkluzywistyczne, zupełnie obce chrześcijaństwu. W rozumieniu chrześcijańskim, ukazanym już w Nowym Testamencie, Pan Bóg oczywiście dotrzymuje słowa, gdyż zarówno Żydzi (w znaczeniu etnicznym) jak też poganie są dziedzicami obietnic, jeśli przyjmują Jezusa Chrystusa. W tym znaczeniu Bóg nie odrzuca Żydów, lecz Żydzi, którzy odrzucają Jezusa Chrystusa, odrzucają tym samym obietnice Boże.
8. X. Perzyński zarzuca x. Chrostowskiemu "anachronizm", gdy ten ostatni mówi, iż Kościół otrzymał Stary Testament od Jezusa i Apostołów. Tutaj ma miejsce wyrwanie z kontextu oraz taktyczne fałszywe interpretowanie słów adwersarza. Nie trudno bowiem zauważyć, że x. Chrostowski odróżnia między religią mojżeszową a religią rabiniczną. Tak więc to x. Perzyński popełnia anachronizm, ignorując to odróżnienie. Czyżby nie wiedział, że rabiniczny kanon biblijny ukształtował się dopiero pod koniec II wieku po Chrystusie (w mówi o tym nawet dokument z 2001 r., na który x. Perzyński wcześniej wskazuje), podczas gdy Nowy Testament czyli Kościół od początku bazuje na Starym Testamencie takim, jaki był w użyciu za czasów Pana Jezusa? Oto dowód (źródło tutaj nr 18):
9. Chwytem sofistyczno-perfidnym jest, gdy x. Perzyński regularnie opisuje teologię zastępstwa jako "konfiskatę" i "wywłaszczenie", jakoby Kościół kiedykolwiek chciał zabrać żydom Stary Testament. To brzmi jak wroga pogarda. Tak więc ksiądz profesor albo nie rozumie teologii nowotestamentalnej i katolickiej, albo nie chce rozumieć, albo jedno drugie. Weźmy choćby przykład z życia, wychodząc od słynnych słów Jana Pawła II w rzymskiej synagodze: jeśli starszy syn opuszcza dom rodzinny, a młodszy syn w nim pozostaje, dba o niego i rozbudowuje, a równocześnie pozostawia drzwi otwarte dla brata, oczywiście pod warunkiem stosowania się do reguł domowych, to czy popełnia on "konfiskatę" czy "wywłaszczenie"? W każdym razie widać, że x. Perzyński usiłuje zohydzić rdzennie katolicką - bo biblijną - teologię i czyni to w sposób dość prymitywny i mało racjonalny.
10. X. Perzyński posuwa się wręcz do zakłamania - czy to z braku rzetelności, czy też z zamysłem - słów z Listu do Rzymian, sugerując jakoby Kościół był dziką oliwką wszczepioną w "korzeń dobrej oliwki", którą ma być judaizm. Oto słowa św. Pawła (Rz 11):
W rzetelnej lekturze dość łatwo zauważyć, że Apostoł mówi o chrześcijanach z pogaństwa, nie o całym Kościele. Innymi słowy: to nie Kościół jest oliwką wszczepioną w judaizm, lecz poganie są wszczepieni w Izrael starotestamentalny przez wiarę w Jezusa Chrystusa, nie w judaizm, który Go odrzuca. Wyznawcy tego judaizmu są odciętymi gałązkami. To x. Perzyński skrzętnie przemilcza, gdyż na tym właśnie polega znienawidzona przez niego "teologia zastępstwa".
11. Już wobec tych faktów widać, jak kłamliwe jest utożsamianie przez niego swojego fałszywego poglądu z "posoborowym nauczaniem". Słusznie tutaj nie dodaje, a jedynie sugeruje, jakoby chodziło o nauczanie Kościoła, co oczywiście nie jest prawdą. To jest prawdziwa zapaść języka i moralności, a nie poglądy x. Chrostowskiego, które są na wskroś katolickie i też zgodne z autentycznym nauczaniem Kościoła, także "posoborowym".
12. Dość groteskowe jest, gdy x. Perzyński mówi o "świadomej ewolucji języka" w odniesieniu do judaizmu, odnosząc się do wyrażeń Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Tutaj zapewne świadomie pomija argument x. Chrostowskiego, wskazujący na ewidentnie zafałszowane tłumaczenie słów tego pierwszego. Jeśli to ma być ewolucja, to łatwo się domyśleć, do czego prowadzi ewolucja z zafałszowania, mianowicie do ewolucji fałszu, nie prawdy. Owszem ciekawe jest, że x. Perzyński sprowadza tą "ewolucję" do "rzeczywistości duchowego pokrewieństwa". Tutaj mamy już wręcz rażącą sprzeczność względem samego Pisma św., dokładniej względem słów samego Pana Jezusa w Ewangelii św. Janowej:
Mamy tutaj dość wyraźny wykład o "pokrewieństwie duchowym" między Jezusem Chrystusem - i tym samym Kościołem, który jest Jego Mistycznym Ciałem - a Żydami, którzy odrzucili Jego naukę, choć uważali się za potomków Abrahama. Tak więc jeśli dla x. Perzyńskiego to nie Ewangelia jest miarodajna, lecz "nauczanie posoborowe", to jest wyznawcą innej religii niż religia Apostołów i całej Tradycji Kościoła.
Podsumowanie jest właściwie zbędne. X. Perzyński nie powołuje się nawet na dokumenty Vaticanum II, zapewne wiedząc, że głosi poglądy, które nie mają w nich podstawy. Także z dokumentu komisji biblijnej z 2001 r. - który zresztą nie ma żadnej rangi magisterialnej, lecz jest jedynie opinią grupy teologów - podaje tylko strzępy wyrwane z kontextu i bez skorelowania z całością czy nawet z "Nostra Aetate". Za to obficie obrzuca x. Chrostowskiego inwektywami, nie próbując nawet wejść w merytoryczną dyskusję, zapewne w świadomości własnej bezsilności. To jest nic innego jak propagandowa narracja, nie mająca nic wspólnego z rzetelną polemiką. Widocznie poczuł się osobiście urażony krytyką ze strony x. Chrostowskiego, bądź też otrzymał zlecenie od kogoś zainteresowanego. Chyba nie jest przypadkiem, że jego biskupem był do niedawna Grzegorz Ryś. Kółko się zamyka.
W każdym razie takie wściekłe reakcje na głos x. Chrostowskiego ukazują panikę w pewnych kręgach, tudzież obnażają ich nędzę merytoryczną. Dlatego x. Chrostowskiemu należy się podziękowanie za odwagę w podjęciu tematu gwoli prawdy.