Na moje zapytanie Kajetan R. oświadczył, iż twierdzenie co do zaistnienia jego wypowiedzi podanej tutaj nie jest prawdziwe.
Teolog katolicki odpowiada
Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
W sprawie oszczerstw - ciąg dalszy
Na moje zapytanie Kajetan R. oświadczył, iż twierdzenie co do zaistnienia jego wypowiedzi podanej tutaj nie jest prawdziwe.
Podziękowanie
Datki można wpłacać na numer konta (IBAN):
94 1020 4274 0000 1102 0067 1784
Wymowa łacińska
Podzielam krytyczny stosunek śp. x. Romana Kneblewskiego do tzw. wymowy włoskiej, aczkolwiek jego argumentacja jest w znacznej części chybiona, gdyż on odwołuje się do wymowy polskiej, która z kolei opiera się na wymowie niemieckiej. Zaś ta ostatnia jest wprawdzie bliższa wymowie klasycznej niż wymowa włoska, ale nie do końca jej odpowiada.
Osobiście uważam, że należy powrócić do wymowy klasycznej, gdzie każda litera ma określoną i niezmienianą wartość fonetyczną. Oznacza to, że c zawsze wymawia się jako k, t zawsze jako t, v (czyli u) zawsze jako u, a także dyftongi (ae, oe) zawsze jako takie, a nie jak proste samogłoski. Powody są wszelakie:
- konsekwentna wierność naturze zapisu języka łacińskiego jako fonetycznego, gdzie zapis dokładnie odpowiada wymowie i odwrotnie
- elegancja wymowy fonetycznej
- łatwość w rozumieniu oraz w uczeniu się
X. Kneblewski ma rację, gdy mówi, że wymowa włoska - określana błędnie jako rzymska czy kościelna - jest zepsuciem i wulgaryzacją łaciny, nawet jeśli jest od dłuższego czasu w użyciu w Rzymie i ogólnie w Kościele. Tego faktu nie może zmienić nawet zdanie św. Piusa X w liście do francuskiego arcybiskupa Bourges (źródło tutaj):
Jak widać, przede wszystkim nie ma tu mowy o obowiązku przejęcia wymowy stosowanej w Rzymie, lecz Papież zachęca Francuzów do zbliżenia się do tej wymowy. Należy mieć oczywiście na uwadze, jakie cyrki wymowa francuska mogła i może wywijać z wymową, podobnie zresztą do Niemców, którzy oe przerabiają na swoje ö. W każdym razie nie ma tutaj mowy o wykluczeniu wymowy klasycznej, czyli tzw. restituta.
Zarówno konstytucja Jana XXIII "Veterum sapientia", do której te wytyczne się odnoszą, a której istotnym nakazem było m. in. zachowanie wykładania teologii po łacinie, jak też one same praktycznie nigdy nie weszły w życie, lecz wręcz przeciwnie, gdyż - jak powszechnie wiadomo - w krótce potem łacina zniknęła zupełnie nie tylko z sal wykładowych lecz także z liturgii.
Osobiście od około 20 lat stosuję zawsze historycznie z całą pewnością pierwotną wymowę, jako jedynie zgodną z naturą języka łacińskiego. I każdemu polecam, oczywiście bez narzucania.
Praca w niedzielę w gastronomii
Temat już był poruszany (tutaj i tutaj). Niniejsze pytanie jest jednak specyficzne, gdyż dotyczy konkretnej dziedziny.
Oczywiście obowiązuje zasada ogólna: należy zachować charakter świąteczny niedzieli, zarówno osobiście w swoim zakresie jak też społecznie. Dotyczy to także życia rodzinnego. Oznacza to, że inaczej należy ocenić sytuację osoby samotnej, a inaczej ojca czy matki rodziny. Jeśli rodzic nie jest zmuszony do pracy w niedzielę dla zapewnienia utrzymania rodzinie, a pracą zapełnia czas, który powinien poświęcić bliskim, to praca w ten dzień jest grzeszna.
Kryterium decyzji powinien być nie tylko zarobek, lecz właśnie dobro duchowe zarówno swoje i rodziny, jak też innych ludzi.
Owszem, są miejsca, gdzie jest potrzeba zapewnienia wyżywienia np. osobom w podróży. Wówczas jest to potrzeba i funkcja społeczna, która usprawiedliwia odpowiednie dopasowanie.
Główny, podstawowy problem leży w mentalności, czyli w zaniku świadomości szczególnego charakteru niedzieli także dla życia rodzinnego. Ci, którzy dla wygody idą w niedzielę na obiad do restauracji, nie myślą o jej pracownikach, którzy także mają rodziny.
Jak już zaznaczyłem w poprzednich wpisach w temacie, Kościół daje w tej kwestii jedynie ogólne wskazówki, bez quasi talmudycznego określania szczegółów. Pozostawia tym samym pole dla osobistej decyzji w sumieniu. Jeszcze raz: należy kierować się przede wszystkim dobrem duchowym, także w aspekcie możliwego zgorszenia dla niewierzących.
O jałmużnie
Wojciech Grygiel - apostata w koloratce
Otrzymałem ponownie pytanie odnoszące się do tego osobnika:
Czyli wiemy: osobnik sam się zgłasza do publicznego głoszenia swoich bzdetów. A Maciej Kawecki jest na tyle kompetentny, że leci na takie plewy, zresztą prezentując swoje o podobnej jakości.
Jak dość łatwo zauważyć, pod tymi pseudonaukowymi określeniami kryje się ni mniej ni więcej negacja Bożego Objawienia w historii świata, co jest oczywiście konieczną, niezbywalna podstawą każdej religii objawionej przez Boga. Tutaj Grygiel reprezentuje myślenie ściśle bliskie zarówno Żydowi o nazwisku Baruch Spinoza jak też tzw. deistom (Voltaire, Rousseau), którzy byli regularnie masonami. Oto, co mówi o tym słynny i wielki teolog R. Garrigou-Lagrange - zresztą promotor młodego x. Karola Wojtyły na uniwersytecie Angelicum w Rzymie - w swoim standardowym podręczniku teologii fundamentalnej:
Jak widać, Grygiel odgrzewa dość prymitywne stare masońskie herezje, zupełnie się z tym nie kryjąc. To pasuje do tego, iż publicznie wyznaje swoją przyjaźń z innym apostatą krakówkowym (również pochodzącym z Dolnego Śląska), Marcinem Majewskim, który atakuje zdrowy rozsądek i podstawy wiary katolickiej narzędziami pseudoexegezy (więcej tutaj):
Rzeczywiście już zestawienie bełkotów Grygielowych z bełkotami Majewskiego nie pozostawia wątpliwości co do dogłębnej zażyłości tych osobników. Podłoże jest to samo: pseudonaukowe zabobony XIX-wieczne. Zwróćmy uwagę na kilka szczegółów.
Tutaj najpierw przystojny redaktor popisuje się swoją elokwentną ignorancją co do elementarnych spraw a nawet pojęć:
On widocznie także nie rozumie różnicy między wyzdrowieniem po odpowiednim zastosowaniu antybiotyku a wyzdrowieniem bez użycia takiego środka i to nagłego, zupełnego i trwałego, bo to są właśnie istotne cechy cudu. Popisuje się natomiast swoją umiejętnością łgania w żywe oczy, usiłując przy tym stworzyć wrażenie naukowości:
Mamy tu oczywiście zupełnie niekatolickie - a za to protestanckie i ateistyczne - ujmowanie wiary, z którym Grygiel się widocznie zgadza, skoro nie koryguje lecz ciągnie dalej. Dla tych którzy może nie wiedzą, podaję w skrócie, że w katolickim ujęciu wiara nigdy nie jest sprzeczna z dowodami rozumowymi, lecz na nich bazuje, oczywiście wykraczając poza nie.
Tutaj Grygiel niby zaczyna dobrze, gdyż zauważa granice nauk przyrodniczych. W końcu jednak wygląda na wystraszonego pytaniem przystojnego redaktora i ucieka przed pytaniem. A mógłby przyzwoicie przynajmniej przyznać, że tutaj zaczyna się kompetencja filozofii i ostatecznie teologii, czyli nauk ogólniejszych niż przyrodnictwo. Apostata jednak widocznie boi się prostego pytania, skąd się wzięły prawa przyrody, bo wtedy musiałby wyjść poza pseudonaukowe zabobony pozytywistyczne. To też ukazuje jego uczciwość intelektualną, czyli dość jaskrawy jej brak, co jest oczywiście skandaliczne u kogoś, kto się uważa za naukowca, a tym bardziej dla kogoś, kto się uważa za kapłana katolickiego.
Czyli Grygiel sprowadza religię do nadziei na "wysycenie" i "wyciszenie", a odnosi to do wszystkich kultur, ich mitów.
Jest to więc innego jak sprowadzenie religii do opium, które ma uśmierzyć exystencjalne cierpienie. A to jest nic innego jak satanistyczny marxizm w niby mądrzejszej postaci. Z kontextu wynika, że Grygiel odnosi to także do religii katolickiej, czyli sprowadza ją do poziomu wszelkich fałszywych kultów, co zresztą dokładnie pasuje do jego poglądu, że Bóg nie ingeruje w przebieg historii i tym samym nie ma Bożego Objawienia i pochodzącej od Boga religii. Grygiel trzyma się tego uporczywie nawet wtedy, gdy przystojny redaktor próbuje naprowadzić na bardziej intelektualne ujęcie religii jako "wyjaśnienia". On uparcie twierdzi, że religia nie daje żadnego wyjaśnienia, lecz ma jedynie dawać "nadzieję" na osiągnięcie stanu bez cierpienia. No cóż, w tym myśleniu dość łatwo się mieści także masońska koncepcja śmierci jako anihililacji, która także oznacza kres cierpienia. To jest kolejny dowód na to, że Grygiel myśli i mówi jak typowy i konsekwentny mason.
To już wręcz zakrawa na makabryczny kabaret podwórkowy: Grygiel nazywa "wielkim pytaniem teologicznym" coś, co nie jest nie tylko hipotezą czy choćby fantazją, lecz wybitnie debilnym absurdem, rodem najwyżej z dość mało rozgarniętej publicystyki pseudonaukowej. Otóż po pierwsze, takie fantazje, jak przejęcie kontroli nad światem przez tzw. sztuczną inteligencję, należą jedynie do dziedziny filmowej z gatunku tzw. science fiction, który ma o wiele więcej wspólnego z fikcją niż z naukowością. Po drugie, takimi fikcjami z całą pewnością nie zajmuje się na poważnie żaden szanujący się teolog, lecz najwyżej apostata Grygiel i jego pokroju kolesie. Tak więc wynika z tego, że Grygiel naoglądał się w dzieciństwie filmików tego typu jak "Gwiezdne wojny" i z tego nie wyrósł.
Kiedy popełniło się grzech śmiertelny?
Znamiona grzechu śmiertelnego powinny być znane i z pytania wynika, że są znane. Jednak przypominam:
1. ważkość sprawy (ciężar gatunkowy)
2. świadomość, że dany czyn jest grzechem
3. własnowolność czyli możliwość wyboru między popełnieniem danego czynu a jego niepopełnieniem
Jeśli te trzy warunki są spełnione równocześnie - czyli w tym samym czynie - to grzech jest ciężki czyli śmiertelny.
W praktyce najtrudniejszą kwestią jest zwykle warunek pierwszy, czyli ocena ważności czynu. W tym też zawarte jest rozwiązanie: w razie wątpliwości osąd co do ważkości materii można i należy poddać ocenie spowiednika.
Także co do warunku trzeciego rozstrzygająca powinna być ocena spowiednika.
Drugi warunek jest najtrudniejszy w ocenie o tyle, że ktoś z zewnątrz nie jest w stanie tego ocenić, tzn. ostatecznie każdy sam musi wiedzieć, czy miał świadomość grzeszności danego czynu czy nie.
W pytanie dostrzegam jest problem innego rodzaju, mianowicie zjawisko tzw. skrupulanctwa. Jest to rodzaj pokusy szatańskiej typowej w sytuacji osób początkujących w życiu duchowym i gorliwych. Stan takiej osoby jest taki, że zwykle nie popełnia grzechów ciężkich (przynajmniej od pewnego czasu) i tym samym szatanowi nie udaje się tej osoby zwieść ku takiemu grzechowi i tym samym do utraty łaski uświęcającej. Usiłuje więc człowiekowi zaszkodzić podstępnie, czyli wmawiając grzech ciężki czy przynajmniej silne i natrętne wątpliwości tam, gdzie tego grzechu obiektywnie nie ma. Stąd wynika główny środek zaradczy, mianowicie słuchanie spowiednika i kierownika duchowego.
Jest jednak także nie mniej istotny środek zaradczy, który jakby leczy skrupulanctwo u jego korzenia, mianowicie w jego egocentryźmie. Takim środkiem jest zwiększenie swojej uwagi na dobrych uczynkach i ogólnie na potrzebach bliźnich. Zwykle, a chyba nawet zawsze skrupuły wiążą się z przesadnym skupieniem na swoich doznaniach i przeżyciach duchowych, co zawsze oznacza zaniedbanie miłości bliźniego i świadomego, zamierzonego działania na chwałę Bożą. Dlatego serdecznie polecam zastanowić się: czy i na ile myślę przynajmniej z taką samą uwagą i poświęceniem czasu o tym, co mogę dobrego uczynić bliźnim, co mogę im ofiarować, jaką pomoc wyświadczyć i to zupełnie bezinteresownie. To jest najskuteczniejsze i właściwie niezawodne lekarstwo na skrupulanctwo.
Wobec oszczerstw - prośba do P. T. Czytelników
Kogo wybierać?
Kwestia jest rzeczywiście ważna i niełatwa, a równocześnie bardzo aktualna współcześnie wszędzie tam, gdzie jest tzw. demokracja czyli wyłanianie sprawujących władzę w wyniku wyborów mniej czy bardziej uczciwych.
Tutaj nie ma oficjalnego stanowiska Magisterium Kościoła. Są tylko ogólne wytyczne w dokumentach papieskich (tzw. encyklikach społecznych) oraz okazyjne głosy papieży oraz biskupów. Oznacza to, że konkretny wybór pozostawiony jest sumieniu katolika. To go stawia w niełatwej sytuacji tym bardziej, że brakuje znajomości nauczania Kościoła w tej dziedzinie po stronie duchownych, a tym bardzie - wskutek tego - także pośród świeckich.
Naczelną zasadą jest zachęcanie katolików do udziału w życiu społecznym i w działalności politycznej zarówno aktywnej (jako czynni politycy) jak też aktywno-pasywnej czyli jako wyborcy. Tutaj tkwi już po części odpowiedź na pytanie: głównym wątkiem nauczania Kościoła jest aktywność katolików w znaczeniu programu polityki zgodnej z tym nauczaniem, czyli przede wszystkim z prawem naturalnym oraz z etyką chrześcijańską. Na tym właśnie polega kluczowy problem, gdyż z braku partyj czy ugrupowań o takim charakterze wynikają rozterki katolickich wyborców, czyli problem wskazany w powyższym pytaniu. Z tego też wynika główne zadanie Kościoła, mianowicie wychowanie politycznej elity katolików. I tutaj właśnie mamy bardzo poważny problem począwszy od lat 60-ych obiegłego wieku, czyli od początku flirtowania hierarchii kościelnej oraz katolików świeckich z lewackimi nurtami politycznymi, co się wiąże ze pewnym - mniej czy bardziej zamaskowanym - odejściem od klasycznej teologii politycznej oraz nauczania społecznego Kościoła (co miało postać głównie tzw. chadecji czyli chrześcijańskiej demokracji, obecnej także obecnie w tzw. partiach ludowych, które jeszcze bardziej oddaliły się od prawa naturalnego i etyki chrześcijańskiej).
Co ma czynić w takiej sytuacji zwykły katolik? Gdy w danych wyborach nie ma partii czy kandydata o poglądach i z programem konsekwentnie katolickim, to pozostają właściwie tylko dwie możliwości: albo nie wzięcie udziału w wyborach, albo dokonanie wyboru takiego, który jest najbliższy programowi katolickiemu. Pierwsza możliwość oznacza zwykle pozostawienie pola walki nurtom i wyborcom lewackim czy wręcz antychrześcijańskim, co jest nie do usprawiedliwienia, gdyż jest de facto głosem na ich korzyść. Skoro pozostaje tylko druga możliwość, to należy z niej korzystać.
Obserwując tzw. scenę polityczną zarówno w Polsce jak też w innych krajach przynajmniej europejskich, można zauważyć, iż w jej budowaniu realizowany jest - w znacznej, może nawet decydującej mierze - właściwie taki sam schemat. Jest istotnym składnikiem jest dbanie o to, by żadne ugrupowanie nie reprezentowało w całości zasad katolickich, zarówno teoretycznie (programowo) jak też w praktyce. Stąd dylemat jest dla katolickich wyborców poważny.
Powyższe pytanie wynika ze zrozumiałego konfliktu sumienia, to znaczy jego tłem jest wola takiego oddania głosu czy ogólnie udziału w życiu społeczno-politycznym, który odpowiada wierze katolickiej. To jest słuszny i dobry punkt wyjścia. Jednak niebezpieczeństwo polega tutaj na skupieniu się na własnej "czystości" politycznej, czyli całkowitego odrzucenia wszelkiej odpowiedzialności za działania polityków, które nie licują z zasadami katolickimi, choćby nawet przez oddanie na nich głosu. Spojrzenie i rozpatrzenie powinno być szersze, mianowicie powinno być realistyczne w tym znaczeniu, że należy dokonać wyboru, który w danej sytuacji daje największą czy optymalną szansę na realizowanie polityki zgodnej z zasadami katolickimi. Innymi słowy: nie własna "czystość" jest tutaj istotna, lecz to, co mogę i powinienem w danej chwili i sytuacji uczynić, by życie społeczno-polityczne miało charakter jak najbliższy tym zasadom.
Wiąże się z tym kwestia dość często się pojawiająca, mianowicie wyrachowania wyborczego: czy powinienem (wolno mi) głosować na ugrupowanie, które jest wprawdzie najbliższe zasadom katolickim (oczywiście tym tradycyjnym) lecz ma mniejsze czy wręcz nikłe szanse - według mnie czy bardziej wiarygodnych sondaży - szanse na sukces wyborczy. Myślę, to jest obecnie główny dylemat katolików w Polsce. Przyznam, że nie potrafię obecnie dać jednoznacznej odpowiedzi, gdyż zależy ona od arytmetyki w danej chwili oraz od rzetelności i wiarygodności sondaży. Jednak pod względem moralnym sprawa jest dość prosta: jeśli biorę pod uwagę wszystkie istotne aspekty oraz mam wolę przyczynienia się do tego, by zasady katolickie były realizowane w polityce, to jest to wystarczające do tego, by wybór był moralnie dobry.
Dobroć Pasterza
Ewangelia z drugiej niedzieli po święcie Paschy jest właściwie znacznie krótsza (10,11-16), co wynika z charakteru okresu paschalnego oraz ze względów praktycznych, gdyż dłuższe czytania są w liturgii rzymskiej charakterystyczne dla okresów i dni pokutnych, nie świątecznych. Tym niemniej dla jej właściwego, pełniejszego zrozumienia konieczne jest uwzględnienie najbliższego kontextu w tym rozdziale Ewangelii św. Janowej.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto nie wchodzi przez bramę do zagrody owiec, lecz wstępuje inną drogą, ten jest złodziejem i zbójcą;
A kto wchodzi przez bramę, ten jest pasterzem owiec.
Temu odźwierny otwiera, a owce słuchają jego głosu; i woła swoje owce po imieniu i je wyprowadza.
Kiedy wypędzi swoje owce, idzie przed nimi, a owce idą za nim, bo znają jego głos.
Zaś za obcym nie pójdą, ale uciekną od niego, bowiem nie znają głosu obcych.
Taką przypowieść powiedział im Jezus; ale oni nie zrozumieli czym było to, co im mówił.
Zatem Jezus znów im powiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że ja jestem bramą owiec.
Wszyscy, którzy przyszli przede mną, są złodziejami i zbójcami; a owce ich nie usłuchały.
Ja jestem bramą; jeśli ktoś wejdzie przeze mnie - zostanie zbawiony i wejdzie i wyjdzie i znajdzie pastwisko.
Złodziej nie przychodzi, lecz aby ukradł, zabił i zniszczył - ja przyszedłem, aby miały życie i miały obficie.
Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz kładzie swe życie za owce.
Najemnik i ten, co nie jest pasterzem, którego owce nie są własne, widząc przychodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa oraz rozprasza owce.
Zaś najemnik ucieka, bo jest najemnikiem oraz nie troszczy się o owce.
Ja jestem dobrym pasterzem, i znam moje i jestem znany przez nie.
Dlatego miłuje mnie Ojciec, bo ja kładę me życie, abym je znowu wziął.
Nikt go ode mnie nie wyrywa, lecz ja kładę je od samego siebie; mam siłę je kładać i mam siłę je znowu wziąć; takie polecenie otrzymałem od mego Ojca.
Z powodu tych słów, znowu powstał rozłam między Żydami.
αμην αμην λεγω υμιν ο μη εισερχομενος δια της θυρας εις την αυλην των προβατων αλλα αναβαινων αλλαχοθεν εκεινος κλεπτης εστιν και ληστης
ο δε εισερχομενος δια της θυρας ποιμην εστιν των προβατων
τουτω ο θυρωρος ανοιγει και τα προβατα της φωνης αυτου ακουει και τα ιδια προβατα καλει κατ ονομα και εξαγει αυτα
και οταν τα ιδια προβατα εκβαλη εμπροσθεν αυτων πορευεται και τα προβατα αυτω ακολουθει οτι οιδασιν την φωνην αυτου
αλλοτριω δε ου μη ακολουθησωσιν αλλα φευξονται απ αυτου οτι ουκ οιδασιν των αλλοτριων την φωνην
ταυτην την παροιμιαν ειπεν αυτοις ο ιησους εκεινοι δε ουκ εγνωσαν τινα ην α ελαλει αυτοις
ειπεν ουν παλιν αυτοις ο ιησους αμην αμην λεγω υμιν οτι εγω ειμι η θυρα των προβατων
παντες οσοι προ εμου ηλθον κλεπται εισιν και λησται αλλ ουκ ηκουσαν αυτων τα προβατα
εγω ειμι η θυρα δι εμου εαν τις εισελθη σωθησεται και εισελευσεται και εξελευσεται και νομην ευρησει
ο κλεπτης ουκ ερχεται ει μη ινα κλεψη και θυση και απολεση εγω ηλθον ινα ζωην εχωσιν και περισσον εχωσιν
εγω ειμι ο ποιμην ο καλος ο ποιμην ο καλος την ψυχην αυτου τιθησιν υπερ των προβατων
ο μισθωτος δε και ουκ ων ποιμην ου ουκ εισιν τα προβατα ιδια θεωρει τον λυκον ερχομενον και αφιησιν τα προβατα και φευγει και ο λυκος αρπαζει αυτα και σκορπιζει τα προβατα
ο δε μισθωτος φευγει οτι μισθωτος εστιν και ου μελει αυτω περι των προβατων
εγω ειμι ο ποιμην ο καλος και γινωσκω τα εμα και γινωσκομαι υπο των εμων
καθως γινωσκει με ο πατηρ καγω γινωσκω τον πατερα και την ψυχην μου τιθημι υπερ των προβατων
και αλλα προβατα εχω α ουκ εστιν εκ της αυλης ταυτης κακεινα με δει αγαγειν και της φωνης μου ακουσουσιν και γενησεται μια ποιμνη εις ποιμην
δια τουτο ο πατηρ με αγαπα οτι εγω τιθημι την ψυχην μου ινα παλιν λαβω αυτην
ουδεις αιρει αυτην απ εμου αλλ εγω τιθημι αυτην απ εμαυτου εξουσιαν εχω θειναι αυτην και εξουσιαν εχω παλιν λαβειν αυτην ταυτην την εντολην ελαβον παρα του πατρος μου
σχισμα ουν παλιν εγενετο εν τοις ιουδαιοις δια τους λογους τουτους
Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie
na niwach zielonych pasie mnie, nad wody spokojne prowadzi mnie,
duszę moją pokrzepia, wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości ze względu na imię swoje.
Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, laska twoja i kij twój mnie pocieszają,
zastawiasz przede mną stół wobec nieprzyjaciół moich, namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się.
Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą przez wszystkie dni życia mego i zamieszkam w domu Pana przez długie dni.
I doszło mnie słowo Pana tej treści:
Synu człowieczy, prorokuj przeciwko pasterzom Izraela, prorokuj i powiedz im: Pasterze! Tak mówi Wszechmocny Pan: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie paśli! Czy pasterze nie powinni raczej paść trzody?
Mleko wy zjadacie, w wełnę wy się ubieracie, tuczne zarzynacie, lecz owiec nie pasiecie.
Słabej nie wzmacnialiście, chorej nie leczyliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zbłąkanej nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie szukaliście, a nawet silną rządziliście gwałtem i surowo.
Tak rozproszyły się moje owce, gdyż nie było pasterza i były żerem dla wszelkiego zwierzęcia polnego. Rozproszyły się
I błąkały się moje owce po wszystkich górach i po wszystkich wysokich pagórkach; po całym kraju rozproszyły się moje owce, a nie było nikogo, kto by się o nie zatroszczył lub ich szukał.
Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana!
Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - ponieważ moje owce stały się łupem i ponieważ moje owce były żerem dla wszelkiego zwierzęcia polnego, gdyż nie było pasterza, a moi pasterze nie troszczyli się o moje owce, a sami się paśli pasterze, a moich owiec nie paśli,
Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana!
Tak mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja wystąpię przeciwko pasterzom i zażądam od nich moich owiec, i usunę ich od pasienia moich owiec, i pasterze nie będą już paść samych siebie. Wyrwę moje owce z ich paszczy; nie będą już ich żerem.
Gdyż tak mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja sam zatroszczę się o moje owce i będę ich doglądał.
Jak pasterz troszczy się o swoją trzodę, gdy jest pośród swoich rozproszonych owiec, tak Ja zatroszczę się o moje owce i wyratuję je z wszystkich miejsc, dokąd zostały rozproszone w dniu chmurnym i mrocznym.
Wyprowadzę je spomiędzy ludów i zbiorę je z ziem; przyprowadzę je znowu do ich ziemi i będę je pasł na górach izraelskich, w dolinach i na wszystkich równinach kraju.
Będę je pasł na dobrych pastwiskach i ich błonie będzie na wysokich górach izraelskich. Tam będą odpoczywać na dobrym błoniu i będą się paść na tłustych pastwiskach na górach izraelskich.
Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam ułożę je na ich legowisku - mówi Wszechmocny Pan.
Będę szukał zaginionych, rozproszone sprowadzę z powrotem, zranione opatrzę, chore wzmocnię, tłustych i mocnych będę strzegł, i będę pasł sprawiedliwie.
Do was zaś, moje owce, mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja rozsądzę między owcą a owcą, między baranami i kozłami.
Czy nie dość wam tego, że spasacie najlepsze pastwisko, ale jeszcze resztę waszego pastwiska depczecie swoimi nogami, pijecie czystą wodę, ale jeszcze pozostałą resztę mącicie swoimi nogami?
I moje owce musiały paść się na tym, co zdeptały wasze nogi, i pić to, co zmąciły wasze nogi.
Dlatego tak mówi do nich Wszechmocny Pan: Oto Ja sam rozsądzę między owcami tłustymi a owcami chudymi.
Ponieważ odepchnęliście wszystkie słabe bokiem i plecami i odtrąciliście je swoimi rogami, aż wypchnęliście je na zewnątrz,
Dlatego wyratuję moją trzodę i już nie będzie łupem. Rozsądzę między owcą a owcą.
Ustanowię nad nimi jednego pasterza, mojego sługę Dawida, i będzie je pasł; będzie je pasł i będzie ich pasterzem.
A Ja, Pan, będę ich Bogiem, a mój sługa Dawid będzie księciem wśród nich - Ja, Pan, to powiedziałem.
Zawrę z nimi przymierze pokoju, wytępię z ziemi drapieżne zwierzęta, tak że będą bezpiecznie mieszkać nawet na pustyni i spać w lasach.
I złożę na nich i na otoczenie mojego wzgórza błogosławieństwo, i spuszczę na nich deszcz we właściwym czasie, a będzie to deszcz błogosławieństwa.
Wtedy drzewa leśne wydadzą swój owoc, a ziemia wyda swoje plony; będą bezpiecznie mieszkać na swojej ziemi i poznają, że Ja jestem Pan, gdy połamię drążki ich jarzma i wyratuję ich z ręki ich ciemiężców.
Już nie będą łupem narodów ani dzikie zwierzęta nie będą ich pożerać; będą bezpiecznie mieszkać, a nikt nie będzie ich straszył.
I wywiodę dla nich bujną roślinność, tak że już nie będą ofiarami głodu w kraju ani nie będą już znosić zniewag narodów.
I poznają, że Ja, Pan, ich Bóg, jestem z nimi, i że oni, dom izraelski, są moim ludem - mówi Wszechmocny Pan.
Moimi owcami jesteście, owcami mojego pastwiska, a Ja jestem waszym Bogiem - mówi Wszechmocny Pan.
Wyjdź na górę wysoką, zwiastunie dobrej wieści, Syjonie! Podnieś mocno swój głos, zwiastunie dobrej wieści, Jeruzalem! Podnieś, nie bój się! Mów do miast judzkich: Oto wasz Bóg!
Oto Wszechmocny, Jahwe przychodzi w mocy, jego ramię włada. Oto ci, których sobie zarobił, są z nimi, a ci, których wypracował, są przed nim.
Jak pasterz będzie pasł swoją trzodę, do swojego naręcza zbierze jagnięta i na swoim łonie będzie je nosił, a kotne będzie prowadził ostrożnie.
Trwa demontaż moralności i świętości katolickiej
Oczywiście nie neguję, że Jacek mógł mieć swoje zasługi w znaczeniu realizacji cnót chrześcijańskich. Nie można też wykluczyć, że ostatecznie dostąpił już szczęśliwości wiecznej u Sędziego Sprawiedliwego. Jednak podstawowe fakty jednoznacznie świadczą przeciw możliwości oficjalnego ogłoszenia go jako wzoru cnót teologalnych w stopniu heroicznym według odwiecznych zasad Kościoła. Beatyfikacja w Kościele Chrystusowym ma bowiem dwa zasadnicze znaczenia, ściśle ze sobą powiązane:
1. orzeczenie, że dana osoba jest w chwale niebiańskiej,
2. orzeczenie, że dana osoba może być otaczana kultem jako wzór cnót teologalnych w stopniu heroicznym, czyli wybitnym i ponadprzeciętnym, świadczącym o wyjątkowym działaniu łaski Bożej w niej, co stanowi podstawę dla zwracania się do niej o wstawiennictwo u Boga.
Uwaga: cnoty teologalne (wiara, nadzieja, miłość) są czymś innym niż cnoty moralne, aczkolwiek są oczywiście powiązane. Same cnoty moralne (wypełnianie przykazań) nie wystarczą do beatyfikacji, nawet jeśli dana osoba praktykowała je w sposób ponadprzeciętny. Być może Jacek rzeczywiście przejawiał pewne zadatki świętości, zwłaszcza w wieku licealnym. Jednak istotne jest, jak potoczyło się jego następne życie, na co oczywiście miało wypaczający i demoralizujący wpływ modernistyczne środowisko kościelne już w Rzeszowie, a potem w Lublinie. Być może nawet - wiele na to wskazuje - miał powołanie do stanu duchownego, które zmarnował i zaprzepaścił wskutek zgubnego oddziaływania środowisk, które teraz forsują jego wyniesienie na ołtarze.
Fakty w skrócie:
- Studiowanie teologii jaki świecki w ówczesnych warunkach w Polsce oznaczało brak gotowości zupełnego poświęcenia się służbie Bożej, którą w pojęciu katolickim jest stan duchowny i życie konsekrowane. Owszem, przerwanie przez Jacka studiów teologii na rzecz zamiaru podjęcia studiów medycznych może świadczyć o trzeźwym i słusznym rozpoznaniu, iż nie da się pogodzić poważnego podejścia do teologii ze stanem świeckim. Jednak zwrócenie się ku medycynie oraz życiu w małżeństwie oznacza równocześnie odwrócenie się od całkowitego zaangażowania w sprawy duchowe i zbawienie dusz. To z całą pewnością nie świadczy o heroiczności wiary, nadziei i miłości.
- Wręcz skandaliczny jest fakt, że jako student psychologii zawarł w maju 1990 r., nie będąc w stanie w sposób odpowiedzialny założyć rodziny, związek cywilny ze swoją narzeczoną, a odkładając sakramentalne małżeństwo na później (w tamtych czasach zwykle zawierało się związek cywilny w tym samym dniu, co ślub sakramentalny). Nieodzowne jest oczywiście retoryczne pytanie, po co w tym wieku zawierali najpierw tylko cywilne (które jest ateistyczną parodią sakramentu), a następnie po czasie sakramentalne małżeństwo, skoro będąc studentami nie byli w stanie w sposób odpowiedzialny wydać na świat i wychować potomstwo. Tak więc żył w związku niesakramentalnym przez kilka miesięcy, do września 1990 r., co świadczy o braku przestrzegania nie tylko elementarnych zasad moralności katolickiej, lecz zwykłych, zdroworozsądkowych obyczajów. Tego prostego faktu nie jest w stanie przysłonić, ani tym bardziej usprawiedliwić opiewanie jego zaangażowania na rzecz ubogich.
Ta sprawa jest charakterystyczna dla typowego u modernistów produkowania fałszywych świętych. Jest to istotny element wypaczania nie tylko wiary, lecz także moralności katolików.
Czy katolikowi wolno uczestniczyć w obrzędach niekatolickich?
W tradycyjnym prawie kościelnym jest ogólny zakaz uczestniczenia w obrzędach niekatolickich. Dotyczy to obrzędów zarówno pogańskich (tzw. świeckich) jak też heretyków i schizmatyków.
Obrzęd zawarcia związku małżeńskiego - czy to w formie religijnej czy świeckiej - z jednej strony podpada pod tę kategorię, jednak równocześnie stanowi szczególny przypadek.
W obecnym Kodeksie Prawa Kanonicznego (z 1983 r.) nie ma zakazu uczestniczenia obrzędach niekatolickich, oczywiście o ile nie są to obrzędy antykatolickie, tzn. wymierzone przeciw wierze, obyczajom i Kościołowi. Tym niemniej każdy katolik może, według swego uznania, stosować się do wcześniejszych przepisów prawa kanonicznego.
W przypadku stosowania się do nowego KPK należy odróżnić obrzęd ochrzczonych (zarówno wierzących jak też tzw. niewierzących) i nieochrzczonych, a także zgodny z prawem naturalnym i sprzeczny z nim.
Jeśli osoby nieochrzczone zawierają tzw. ślub cywilny, to jest to małżeństwo tzw. naturalne, tzn. zgodne z prawem naturalnym, choć oczywiście niesakramentalne. Uczestniczenie w nim jest dopuszczalne, o ile nie oznacza niebezpieczeństwa dla własnej wiary czy obyczajów.
Podobnie jest ze ślubem we wspólnocie heretyckiej. Ochrzczeni heretycy zawierają sakramentalne małżeństwo, jeśli ich wola odpowiada istotnym jego cechom (jedność, nierozwiązywalność i cel potomstwa). Przeszkodą w uczestnictwie jest także wtedy niebezpieczeństwo dla własnej wiary i obyczajów.
W przypadku "ślubu" osób czy osoby związanej wcześniejszym węzłem sakramentalnego małżeństwa nie jest możliwe ani małżeństwo naturalne, ani tym bardziej sakramentalne. Tym samym takowy obrzęd jest bluźnierczy i świętokradzki. Dlatego nie należy w nim uczestniczyć, nawet jeśli nie wiązałoby się z tym niebezpeczeństwo dla własnej wiary i obyczajów.
Czy ślub cywilny jest ważny?
Katolik zawiera sakramentalne i tym samym nierozerwalne małżeństwo zgodnie z katolicką formą czyli przepisanego przez Kościół obrzędu. Tzw. ślub cywilny nie stanowi takiego małżeństwa.
Wprawdzie jest możliwość późniejszego zatwierdzenia związku zawartego bez katolickiej formy, o ile jest wola takiego związku według istotnych przymiotów małżeństwa (jedność, nierozerwalność i wydanie potomstwa), ale konieczna jest do tego procedura kościelnokanoniczna (tzw. sanatio in radice). Dopiero po jej przeprowadzeniu i orzeczeniu przez Kościół małżeństwo takie jest uznawane jako sakramentalne.
Sam związek cywilny, choć nie jest sakramentalny, powoduje jednak zobowiązania moralne, szczególnie gdy jest potomstwo. Dlatego każdy przypadek, gdy osoba po takim związku pragnie zawrzeć sakramentalne małżeństwo z inną osobą, powinien być badany indywidualnie zgodnie z rozeznaniem duszpasterskim. Chodzi bowiem o godne zawarcie związku sakramentalnego. Gdy nie ma odpowiedniej postawy moralnej wobec zobowiązań naturalnych wynikających ze związku niesakramentalnego, wówczas pod znakiem zapytania jest dyspozycja do przyjęcia sakramentu. Oczywiście możliwe jest nawrócenie i wola poprawy. W gestii duszpasterza leży zbadanie sprawy oraz rozpoznanie dyspozycji.
Dlaczego żydzi już nie mogą być "ludem wybranym"?
- z Listu do Rzymian 9, 6-8:
Ale nie jest tak, jakoby miało zawieść Słowo Boże. Albowiem nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem;
I nie wszyscy są dziećmi, dlatego że są potomstwem Abrahamowym, lecz jest tak: Od Izaaka zwać się będzie potomstwo twoje.
To znaczy, że nie dzieci cielesne są dziećmi Bożymi, lecz dzieci obietnicy liczą się za potomstwo.
- z Listu do Rzymian 9,21-26:
Albo czy garncarz nie ma władzy nad gliną, żeby z tej samej bryły ulepić jedno naczynie kosztowne, a drugie pospolite?
A cóż, jeśli Bóg, chcąc okazać gniew i objawić moc swoją, znosił w wielkiej cierpliwości naczynia gniewu przeznaczone na zagładę,
A uczynił tak, aby objawić bogactwo chwały swojej nad naczyniami zmiłowania, które uprzednio przygotował ku chwale,
Takimi naczyniami jesteśmy i my, których powołał, nie tylko z Żydów, ale i z pogan,
Jak też u Ozeasza mówi: Nie mój lud nazwę moim ludem i tę, która nie była umiłowana, nazwę umiłowaną;
I będzie tak, że na tym miejscu, gdzie im powiedziano: Nie jesteście ludem moim - nazwani będą synami Boga żywego.
- z 1 Listu do Tesaloniczan 2,13-16:
A przeto i my dziękujemy Bogu nieustannie, że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa.
Albowiem wy, bracia, staliście się naśladowcami kościołów Bożych, które są w Judei w Chrystusie Jezusie, bo i wy doznaliście tych samych cierpień od swoich rodaków, jak i oni od Żydów,
Którzy i Pana Jezusa zabili, i proroków, i nas prześladowali, i Bogu się nie podobają i wszystkim ludziom są przeciwni;
A żeby dopełnić miary grzechów swoich, przeszkadzają nam w zwiastowaniu poganom zbawiennej wieści. Ale gniew Boży spadł na nich do końca.
- z Listu do Galatów 4,26-31:
Jeruzalem zaś, które jest w górze, jest wolne i ono jest matką naszą.
Jest bowiem napisane: Raduj się, niepłodna, która nie rodzisz, wydaj okrzyk radości i wesel się głośno, ty, która nie znasz bólów porodowych, bo więcej dzieci ma opuszczona niż ta, która ma męża.
Wy zaś, bracia, podobnie jak Izaak, dziećmi obietnicy jesteście.
Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził, prześladował urodzonego według Ducha, tak i teraz.
Lecz co mówi Pismo? Wypędź niewolnicę i syna jej; nie będzie bowiem dziedziczył syn niewolnicy z synem wolnej.
Przeto, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, lecz wolnej!
- Dzieje Apostolskie 7,51-53:
Ludzie twardego karku i opornych serc i uszu, wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu, jak ojcowie wasi, tak i wy!
Któregoż z proroków nie prześladowali ojcowie wasi? Pozabijali też tych, którzy przepowiedzieli przyjście Sprawiedliwego, którego wy teraz staliście się zdrajcami i mordercami,
Wy, którzy otrzymaliście prawo (Mojżeszowe), jak wam go dali aniołowie, a nie przestrzegaliście go.
Niechże więc będzie wam wiadome, mężowie bracia, że przez tego zwiastowane wam bywa odpuszczenie grzechów,
I że w nim każdy, kto wierzy, bywa usprawiedliwiony w tym wszystkim, w czym nie mogliście być usprawiedliwieni przez prawo Mojżesza.
Baczcie więc, aby na was nie przyszło to, co powiedziano u proroków:
Patrzcie, szydercy, zdumiewajcie się i przepadnijcie, Bo dokonuję dzieła za dni waszych, Dzieła, któremu nigdy nie uwierzycie, Gdy ktoś wam o nim opowiadać będzie.
A w każdy sabat rozprawiał w synagodze i starał się przekonać zarówno Żydów, jak i Greków.
Kiedy jednak Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się całkowicie słowu, przedkładając Żydom świadectwa, że Jezus jest Chrystusem.
Lecz gdy mu się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnąwszy szaty, rzekł do nich: Krew wasza na głowę waszą, ja jestem czysty, od tej chwili pójdę do pogan.
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Określenie oraz pojęcie "duchowość", dość popularne w przestrzeni kościelnej w okresie mojej młodości, w ostatnich latach - akurat...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Niemal od pierwszych dni pontyfikatu Leona XIV trwa w środowiskach katolików konserwatywnych debata co do tego, czy jest to Franciszek 2.0 c...
-
Sprawa wywołała znaczną burzę medialną już przed oficjalną publikacją owego listu. Jego styl i treść prowadzą do jednego autora, którego łat...
