Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Czy był naród szczególnie umiłowany? (z post scriptum)

 

(obraz z ołtarza bocznego Najśw. Serca w katedrze św. Szczepana we Wiedniu)


Ostatnio zetknąłem się z modlitewnikami niby tradycyjnymi, które zawierają akt poświęcenia Najświętszemu Sercu w niby tradycyjnej wersji. Rzeczywiście chodzi o najdłuższą wersję tegoż aktu, wydaną przez Kongregację Rytów w 1925 r. Jednak podana w nich wersja niestety zawiera ewidentne i poważne fałszerstwo. Oto text oryginalny (źródło tutaj, str. 542): 


Jest więc mowa o "synach plemienia, które niegdyś było ludem wybranym". Natomiast tłumaczenia w modlitewnikach niby tradycyjnych zawierają w tym miejscu słowa: "który niegdyś był narodem szczególnie umiłowanym". Jest to więc nie tylko fałszywy dobór słów, lecz zafałszowanie treści oryginału. Czymś zupełnie innym jest "szczególne umiłowanie", a czym innym "wybranie". Wybranie jest bowiem przeznaczeniem do pewnej misji, zadania, natomiast szczególne umiłowanie jest emocjonalną, irracjonalną postawą. Wybranie do pewnego zadania czy celu nie oznacza w żaden sposób pomniejszenia rangi czy wartości innych ludów. Natomiast szczególne umiłowanie jest wyróżnieniem, które zawiera przynajmniej subiektywną deprecjację innych ludów, czyli pomniejszenie ich wartości przynajmniej emocjonalne. 

Przypisywanie takiej postawy Bogu jest nie tylko sprzeczne z Bożym Objawieniem, lecz bluźniercze, niezależnie od tego, kto jest autorem tych słów czy tłumaczenia. 


Post scriptum

Przebierańcy - czyli modernistyczni oszuści ze zboczeniem paleofetyszyzmu - oczywiście fałszują także w tej kwestii. Oto przykład:


Fragment pochodzi od gwiazdora poznańskiej szajki przebierańców:


Komentarz chyba zbędny. 




Dobroć Pasterza



J 10,1-19:

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto nie wchodzi przez bramę do zagrody owiec, lecz wstępuje inną drogą, ten jest złodziejem i zbójcą;
A kto wchodzi przez bramę, ten jest pasterzem owiec.
Temu odźwierny otwiera, a owce słuchają jego głosu; i woła swoje owce po imieniu i je wyprowadza.
Kiedy wypędzi swoje owce, idzie przed nimi, a owce idą za nim, bo znają jego głos.
Zaś za obcym nie pójdą, ale uciekną od niego, bowiem nie znają głosu obcych.
Taką przypowieść powiedział im Jezus; ale oni nie zrozumieli czym było to, co im mówił.
Zatem Jezus znów im powiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że ja jestem bramą owiec.
Wszyscy, którzy przyszli przede mną, są złodziejami i zbójcami; a owce ich nie usłuchały.
Ja jestem bramą; jeśli ktoś wejdzie przeze mnie - zostanie zbawiony i wejdzie i wyjdzie i znajdzie pastwisko.
Złodziej nie przychodzi, lecz aby ukradł, zabił i zniszczył - ja przyszedłem, aby miały życie i miały obficie.
Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz kładzie swe życie za owce.
Najemnik i ten, co nie jest pasterzem, którego owce nie są własne, widząc przychodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa oraz rozprasza owce.
Zaś najemnik ucieka, bo jest najemnikiem oraz nie troszczy się o owce.
Ja jestem dobrym pasterzem, i znam moje i jestem znany przez nie. 
Jak zna mnie Ojciec, a ja znam Ojca, i moje życie kładę za owce. 
Lecz mam także inne owce, która nie są z tej owczarni - i tamte trzeba mi prowadzić; a będą słuchać mojego głosu i będzie jedna pasterzownia i jeden pasterz.
Dlatego miłuje mnie Ojciec, bo ja kładę me życie, abym je znowu wziął.  
Nikt go ode mnie nie wyrywa, lecz ja kładę je od samego siebie; mam siłę je kładać i mam siłę je znowu wziąć; takie polecenie otrzymałem od mego Ojca.
Z powodu tych słów, znowu powstał rozłam między Żydami.


αμην αμην λεγω υμιν ο μη εισερχομενος δια της θυρας εις την αυλην των προβατων αλλα αναβαινων αλλαχοθεν εκεινος κλεπτης εστιν και ληστης
ο δε εισερχομενος δια της θυρας ποιμην εστιν των προβατων
τουτω ο θυρωρος ανοιγει και τα προβατα της φωνης αυτου ακουει και τα ιδια προβατα καλει κατ ονομα και εξαγει αυτα
και οταν τα ιδια προβατα εκβαλη εμπροσθεν αυτων πορευεται και τα προβατα αυτω ακολουθει οτι οιδασιν την φωνην αυτου
αλλοτριω δε ου μη ακολουθησωσιν αλλα φευξονται απ αυτου οτι ουκ οιδασιν των αλλοτριων την φωνην
ταυτην την παροιμιαν ειπεν αυτοις ο ιησους εκεινοι δε ουκ εγνωσαν τινα ην α ελαλει αυτοις
ειπεν ουν παλιν αυτοις ο ιησους αμην αμην λεγω υμιν οτι εγω ειμι η θυρα των προβατων
παντες οσοι προ εμου ηλθον κλεπται εισιν και λησται αλλ ουκ ηκουσαν αυτων τα προβατα
εγω ειμι η θυρα δι εμου εαν τις εισελθη σωθησεται και εισελευσεται και εξελευσεται και νομην ευρησει
ο κλεπτης ουκ ερχεται ει μη ινα κλεψη και θυση και απολεση εγω ηλθον ινα ζωην εχωσιν και περισσον εχωσιν
εγω ειμι ο ποιμην ο καλος ο ποιμην ο καλος την ψυχην αυτου τιθησιν υπερ των προβατων
ο μισθωτος δε και ουκ ων ποιμην ου ουκ εισιν τα προβατα ιδια θεωρει τον λυκον ερχομενον και αφιησιν τα προβατα και φευγει και ο λυκος αρπαζει αυτα και σκορπιζει τα προβατα
ο δε μισθωτος φευγει οτι μισθωτος εστιν και ου μελει αυτω περι των προβατων
εγω ειμι ο ποιμην ο καλος και γινωσκω τα εμα και γινωσκομαι υπο των εμων
καθως γινωσκει με ο πατηρ καγω γινωσκω τον πατερα και την ψυχην μου τιθημι υπερ των προβατων
και αλλα προβατα εχω α ουκ εστιν εκ της αυλης ταυτης κακεινα με δει αγαγειν και της φωνης μου ακουσουσιν και γενησεται μια ποιμνη εις ποιμην
δια τουτο ο πατηρ με αγαπα οτι εγω τιθημι την ψυχην μου ινα παλιν λαβω αυτην
ουδεις αιρει αυτην απ εμου αλλ εγω τιθημι αυτην απ εμαυτου εξουσιαν εχω θειναι αυτην και εξουσιαν εχω παλιν λαβειν αυτην ταυτην την εντολην ελαβον παρα του πατρος μου
σχισμα ουν παλιν εγενετο εν τοις ιουδαιοις δια τους λογους τουτους



Ewangelia z drugiej niedzieli po święcie Paschy jest właściwie znacznie krótsza (10,11-16), co wynika z charakteru okresu paschalnego oraz ze względów praktycznych, gdyż dłuższe czytania są w liturgii rzymskiej charakterystyczne dla okresów i dni pokutnych, nie świątecznych. Tym niemniej dla jej właściwego, pełniejszego zrozumienia konieczne jest uwzględnienie najbliższego kontextu w tym rozdziale Ewangelii św. Janowej. 

Istotny jest także szerszy kontext biblijny i to już starotestamentalny. W psalmie 23 czytamy:

Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie
na niwach zielonych pasie mnie, nad wody spokojne prowadzi mnie,
duszę moją pokrzepia, wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości ze względu na imię swoje.
Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, laska twoja i kij twój mnie pocieszają,
zastawiasz przede mną stół wobec nieprzyjaciół moich, namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się.
Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą przez wszystkie dni życia mego i zamieszkam w domu Pana przez długie dni.

Prorok Ezechiel (34) nawiązuje do tego obrazu:

I doszło mnie słowo Pana tej treści:
Synu człowieczy, prorokuj przeciwko pasterzom Izraela, prorokuj i powiedz im: Pasterze! Tak mówi Wszechmocny Pan: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie paśli! Czy pasterze nie powinni raczej paść trzody?
Mleko wy zjadacie, w wełnę wy się ubieracie, tuczne zarzynacie, lecz owiec nie pasiecie.
Słabej nie wzmacnialiście, chorej nie leczyliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zbłąkanej nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie szukaliście, a nawet silną rządziliście gwałtem i surowo.
Tak rozproszyły się moje owce, gdyż nie było pasterza i były żerem dla wszelkiego zwierzęcia polnego. Rozproszyły się
I błąkały się moje owce po wszystkich górach i po wszystkich wysokich pagórkach; po całym kraju rozproszyły się moje owce, a nie było nikogo, kto by się o nie zatroszczył lub ich szukał.
Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana!
Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - ponieważ moje owce stały się łupem i ponieważ moje owce były żerem dla wszelkiego zwierzęcia polnego, gdyż nie było pasterza, a moi pasterze nie troszczyli się o moje owce, a sami się paśli pasterze, a moich owiec nie paśli,
Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana!
Tak mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja wystąpię przeciwko pasterzom i zażądam od nich moich owiec, i usunę ich od pasienia moich owiec, i pasterze nie będą już paść samych siebie. Wyrwę moje owce z ich paszczy; nie będą już ich żerem.
Gdyż tak mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja sam zatroszczę się o moje owce i będę ich doglądał.
Jak pasterz troszczy się o swoją trzodę, gdy jest pośród swoich rozproszonych owiec, tak Ja zatroszczę się o moje owce i wyratuję je z wszystkich miejsc, dokąd zostały rozproszone w dniu chmurnym i mrocznym.
Wyprowadzę je spomiędzy ludów i zbiorę je z ziem; przyprowadzę je znowu do ich ziemi i będę je pasł na górach izraelskich, w dolinach i na wszystkich równinach kraju.
Będę je pasł na dobrych pastwiskach i ich błonie będzie na wysokich górach izraelskich. Tam będą odpoczywać na dobrym błoniu i będą się paść na tłustych pastwiskach na górach izraelskich.
Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam ułożę je na ich legowisku - mówi Wszechmocny Pan.
Będę szukał zaginionych, rozproszone sprowadzę z powrotem, zranione opatrzę, chore wzmocnię, tłustych i mocnych będę strzegł, i będę pasł sprawiedliwie.
Do was zaś, moje owce, mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja rozsądzę między owcą a owcą, między baranami i kozłami.
Czy nie dość wam tego, że spasacie najlepsze pastwisko, ale jeszcze resztę waszego pastwiska depczecie swoimi nogami, pijecie czystą wodę, ale jeszcze pozostałą resztę mącicie swoimi nogami?
I moje owce musiały paść się na tym, co zdeptały wasze nogi, i pić to, co zmąciły wasze nogi.
Dlatego tak mówi do nich Wszechmocny Pan: Oto Ja sam rozsądzę między owcami tłustymi a owcami chudymi.
Ponieważ odepchnęliście wszystkie słabe bokiem i plecami i odtrąciliście je swoimi rogami, aż wypchnęliście je na zewnątrz,
Dlatego wyratuję moją trzodę i już nie będzie łupem. Rozsądzę między owcą a owcą.
Ustanowię nad nimi jednego pasterza, mojego sługę Dawida, i będzie je pasł; będzie je pasł i będzie ich pasterzem.
A Ja, Pan, będę ich Bogiem, a mój sługa Dawid będzie księciem wśród nich - Ja, Pan, to powiedziałem.
Zawrę z nimi przymierze pokoju, wytępię z ziemi drapieżne zwierzęta, tak że będą bezpiecznie mieszkać nawet na pustyni i spać w lasach.
I złożę na nich i na otoczenie mojego wzgórza błogosławieństwo, i spuszczę na nich deszcz we właściwym czasie, a będzie to deszcz błogosławieństwa.
Wtedy drzewa leśne wydadzą swój owoc, a ziemia wyda swoje plony; będą bezpiecznie mieszkać na swojej ziemi i poznają, że Ja jestem Pan, gdy połamię drążki ich jarzma i wyratuję ich z ręki ich ciemiężców.
Już nie będą łupem narodów ani dzikie zwierzęta nie będą ich pożerać; będą bezpiecznie mieszkać, a nikt nie będzie ich straszył.
I wywiodę dla nich bujną roślinność, tak że już nie będą ofiarami głodu w kraju ani nie będą już znosić zniewag narodów.
I poznają, że Ja, Pan, ich Bóg, jestem z nimi, i że oni, dom izraelski, są moim ludem - mówi Wszechmocny Pan.
Moimi owcami jesteście, owcami mojego pastwiska, a Ja jestem waszym Bogiem - mówi Wszechmocny Pan.

Podobnie prorok Izajasz (40,9-11): 

Wyjdź na górę wysoką, zwiastunie dobrej wieści, Syjonie! Podnieś mocno swój głos, zwiastunie dobrej wieści, Jeruzalem! Podnieś, nie bój się! Mów do miast judzkich: Oto wasz Bóg!
Oto Wszechmocny, Jahwe przychodzi w mocy, jego ramię włada. Oto ci, których sobie zarobił, są z nimi, a ci, których wypracował, są przed nim.
Jak pasterz będzie pasł swoją trzodę, do swojego naręcza zbierze jagnięta i na swoim łonie będzie je nosił, a kotne będzie prowadził ostrożnie.

Te słowa prorockie, dobrze znane uczniom i słuchaczom Jezusowym, zapewne przychodziły na myśl, gdy On Siebie nazwał dobrym Pasterzem. W Jego słowach zawarta jest zarówno krytyka fałszywych i niedobrych pasterzy, których nazywa wręcz złodziejami i rabusiami, jak też Jego tożsamość i właściwość pasterska. 

Powyższy obraz przedstawia mozaikę powstałą około roku 450 w Rawennie w tzw. mauzoleum wybudowanym za cesarzowej o imieniu Aelia Galla Placydia. Jest ona typowym przykładem sztuki starochrześcijańskiej, która przedstawiała głównie wątki biblijne. Tutaj w sposób zarówno prosty jak też wymowny wręcz genialnie ilustruje słowa Pana Jezusa. Owce wsłuchane uważnie w pasterza, choć nie wszystkie zwrócone ku niemu, nie wyrażają ślepego posłuszeństwa, lecz słuchanie w wolności. Pasterz natomiast dwoma gestami: jedną ręką dzierży i ukazuje złoty krzyż - w kolorze aureoli i jego szat, drugą zaś ma zwróconą ku owcy w geście zarówno karmienia jak też czułości. Jego wzrok zwrócony jest poza obraz, ku oddali, czyli zapewne ku owcom, które nie są przy nim. Ten obraz jest nie tylko wymowny i bogaty w treść, lecz także dość dokładnie odpowiada Ewangelii, gdyż bardziej mówi o pasterzu niż o owcach. 

Podana przez ewangelistę reakcja słuchaczy na słowa Jezusowe - że między Żydami powstał rozłam - świadczy o ich rdzeniu: chodziło o to, kim jest Jezus. Żydzi doskonale to zrozumieli, gdyż według Pisma to Jahwe pasterzem, a po stronie ludzkiej - z ustanowienia Jahwe - król Dawid oraz obiecany Mesjasz z jego potomstwa. Wiązały się z tym określone oczekiwania, wręcz wymagania. Oni zrozumieli, że sprawa nie jest jedynie społeczno-polityczna. Istotne jest słuchanie głosu pasterza - Jezusa, a to zawsze odbywa się w sercu każdego. Oni trafnie wyczuli, że stosunek do tego Pasterza rozstrzyga się i ma konsekwencje dla własnego życia. 


O robieniu z krzyża wieszaka na stułę - raz jeszcze

 



Autor tej debilnej stronki na pejsbuku ma problem z elementarną logiką. Gdyby znał (bądź znając wziął pod uwagę) text modlitwy poświęcenia wody, to by wiedział, że nie ma w niej nic sprzecznego z używaniem jej do poświęcenia pokarmów. W przeciwieństwie do modlitw poświęcenia paramentów, gdzie jest podany taki cel, który jest sprzeczny z używaniem ich do wieszania na krzyżu (więcej tutaj). 
To jest
1. ignorancja
2. brak logiki
3. bezczelność ze znamionami profanacji.

Także w kwestii fotki z kard. Ratzinger'em ta osoba fundamentalnie się myli (bądź kłamie), gdyż

1. to nie ja lansowałem tę fotkę, lecz redakcja "Christianitas", za którą wówczas odpowiadał Paweł Milcarek,

2. za celebracje papieskie odpowiada ceremoniarz i Benedykt XVI zasadniczo nie ingerował w ich przygotowanie, a ceremoniarzem był wtedy - odziedziczony po JPII - stary Piero Marini, ten pupil Bugnini'ego z jego bandy modernistyczno-gejowskiej,

3. Benedykt XVI nie było liturgistą, lecz dogmatykiem z sercem dla liturgii. To jest różnica.

Jak pomóc?


Po pierwsze, rzeczywiście takie zdarzenia mogą być skutkiem ataku złego ducha, a to nie dopiero w skutkach złorzeczenia (przekleństwa), lecz w samym złorzeczeniu, które już jest działaniem szatańskim. 

W tym opisie widzę błąd, gdy sakramenty nie są po to, by nas bronić przez złością szatańską, lecz po to, żeby nas wyposażyć w siłę - czyli Bożą łaskę - do walki. Nie należy się więc spodziewać ustania ataków szatańskich wskutek łaski sakramentalnej. Łaska sakramentalna jest dana dla zbawienia duszy i dla zyskiwania zasług, nie dla pomyślności doczesnej. Wręcz przeciwnie: wściekłość złego ducha zwykle jest skierowana przeciw duszom szczególnie bliskim Bogu, starającym się o świętość czyli wypełnianie woli Bożej. 

Taka osoba potrzebuje szczególnie dobrego towarzyszenia duchowego. Pewne jest, że Pan Bóg daje pomoc w odpowiednim czasie, nawet jeśli trzeba jakiś czas szukać i czekać. 


Gdzie jest pełny spis dogmatów?


Najpierw należy sprecyzować określenie "dogmat". Domyślam się, że chodzi o nieomylne prawdy wiary podane przez Kościół. 

W sensie węższym natomiast słowo to jest skrótowym określeniem definicyj dogmatycznych, które zostały uroczyście ogłoszone przez papieży czy sobory. 

Jest jeszcze szersze rozumienie tego określenia, mianowicie jako oznaczenie każdej prawdy wiary katolickiej, nawet takiej, która nie została ogłoszona uroczyście jako nieomylna. 

Najprościej jest mówić więc o prawdach wiary katolickiej. Są one podane zwłaszcza w tzw. professio fidei ogłaszanym od niepamiętnych czasów i zwykle przez sobory powszechne:

-  tzw. Skład Apostolski, czyli głównie rzymskie chrzcielne wyznanie wiary, stosowane obecnie np. w różańcu

- Skład Nicejsko-Konstatynopolitański, stosowany w liturgii zarówno rzymskiej jak też bizantyńskiej, 

- Skład Atanazyjski (Symbolum Athanasianum), stosowany w Oficjum.

Do celów katechetycznych służą wykłady prawd wiary podane w katechizmach. 

Po Vaticanum II, czyli w okresie wywołanego przezeń potężnego zamętu odnośnie do niemal wszystkich prawd wiary, Paweł VI wydał tzw. Credo Ludu Bożego. 

Natomiast charakter naukowy, czyli pełniejszy, dokładniejszy i bardziej dogłębny mają podręczniki dogmatyki katolickiej. One nie tylko omawiają poszczególne prawdy wiary zarówno historycznie jak i systematycznie, lecz podają też ich stopień pewności według tzw. cenzur teologicznych. W nich właśnie można się dowiedzieć, które zdania są zdefiniowane jako nieomylne, które są nieomylne bez zdefiniowania itd. 

Wyjazd we dwoje


Pytanie sprowadza się właściwie do dwóch kwestij:

1. okazja do grzechu

2. zgorszenie.

Okazją do grzechu jest zwłaszcza przebywanie ze sobą bez świadków, których obecność chroniłaby przed popełnieniem grzechu uczynkowego. Aczkolwiek obecność świadków nie chroni przed pożądaniem jako aktem wewnętrznym. 

Ważne jest także oddziaływanie na otoczenie, zwłaszcza w przypadku osób wierzących. 

To są główne, ogólne względy w sprawie. Tutaj Kościół nie stawia prostych zakazów, a to oznacza, iż należy osobiście rozważyć sprawę pod podanymi wyżej względami. Warto też zasięgnąć opinii rodziców i zapytać ich o zgodę. Także opinia duszpasterza powinna być pomocna. 

Moim zdaniem, dla poznania siebie bardziej pomocne i skuteczne jest poznanie swoich rodzin oraz przebywanie z nimi niż wyjazd we dwoje. Na takim wyjeździe łatwo jest stworzyć pozory i założyć maski (gdyż warunki nie są codzienne), podczas gdy w codzienności rodzinnej jest to o wiele trudniejsze, prawie niemożliwe.

Można ewentualnie wziąć pod uwagę wyjazd wakacyjny obydwu rodzin, co posłuży także ich poznaniu się. 

Czy odpowiedź na list może zmienić Tradycję Kościoła? (uzupełnione)


Temat fałszowania liturgii tradycyjnej przez najgłośniejszą medialnie grupę indultystów - notabene cieszących się poparciem strajnie modernistycznych przekaziorów jak deon.pl i KAI - był już okazyjnie poruszany:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/08/w-sprawie-faszowania-liturgii-czy.html

Ostatnio pojawiła się w sieci wymiana listów między x. Dawidem Pietrasem (z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej) a sekretarzem Papieskiej Komisji "Ecclesia Dei". Łatwo można znaleźć informacje odnośnie osoby, z których wynika, że jest właściwie zadomowiony w Novus Ordo, nie w liturgii tradycyjnej, co ma znaczenie dla postawionych przez niego pytań:

 

List składa się z 29 pytań w kontekście przygotowywanej przez autora rozprawy doktorskiej w dziedzinie prawa kanonicznego.


Pytania mają służyć wyjaśnieniu jego osobistych wątpliwości:

Z punktu widzenia formalno-prawnego odpowiedź sekretarza Komisji ma wyłącznie charakter prywatny. NIC więcej. List skierowany do osoby prywatnej i nie opublikowany w organie Stolicy Apostolskiej ani nie jest wiążącą interpretacją prawa, ani nie stanowi prawa (nie jest aktem prawnym), lecz jest wyłącznie stanowiskiem odnośnie praktycznego stosowania prawa. To jest istotne dla jego właściwej interpretacji. Nic pod tym względem nie zmienia fakt, że w korespondencji poruszana jest także kwestia rangi odpowiedzi Komisji, gdyż jest to także odpowiedź jedynie deklarująca, nie konstytuująca prawo (o czym będzie poniżej).



Nie ma potrzeby analizowania wszystkich poruszonych kwestij. Ograniczę się do spraw, które budzą najpoważniejsze zastrzeżenia.

Chodzi najpierw o wykroczenia przeciw rubrykom tradycyjnych ksiąg liturgicznych oraz przeciw odwiecznym regułom kanonicznym i liturgicznym Kościoła. Są to przede wszystkim dwie kwestie dotyczące sprawowania funkcyj przez świeckich:


Pytanie dotyczące pełnienia posługi subdiakona przez świeckiego sugeruje odpowiedź, powołując się na poprzednie listy Komisji do osób prywatnych, które nie zawierają jednoznacznego odniesienia do tzw. akolitów świeckich nie będących kandydatami do kapłaństwa:

 

Tym razem odpowiedź Komisji jest jednoznaczna: dopuszcza ona możliwość pełnienia funkcji subdiakona przez akolitę świeckiego nie będącego kandydatem do kapłaństwa:


Wskazany kanon Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r. mówi w sposób oczywisty o ustanowieniu akolity według ksiąg i prawa Novus Ordo, czyli odnosząc się wyłącznie do liturgii tzw. posoborowej. Wówczas, w roku 1983 r., nie było jeszcze ani indultu ani oficjalnego potwierdzenia dalszej legalności ksiąg liturgicznych z 1962 r. Tym samym mamy do czynienia z pomieszaniem porządków nie tylko prawno-kanonicznych, lecz przede wszystkim liturgicznych, co jest jednoznacznie odrzucone we wszystkich oficjalnych dokumentach odnoszących się do aktualnego stosowania liturgii tradycyjnej, zwłaszcza w obydwu motuproprio - "Ecclesia Dei" z 1988 r. oraz "Summorum Pontificum" z 2007 r.

Problem jest poważny, nie tylko natury prawnej, lecz głównie liturgicznej i doktrynalnej. Święcenia subdiakonatu są w Tradycji Kościoła pierwszym stopniem święceń wyższych, związanym ze ślubowaniem dozgonnego celibatu. Jest to więc urząd co do istoty zupełnie inny niż tzw. ustanowiony akolita w Novus Ordo, którym może być też świecki, niezobowiązany do życia w czystości. Dopuszczenie kogoś takiego do pełnienia funkcji wyświęconego wyższego duchownego, związanej istotnie z celibatem, jest wewnętrznie sprzeczne i przeciwne sakramentologii i eklezjologii katolickiej.

Problem istnieje także pod względem prawnym. Chodzi o to, że w prawodłowej interpretacji każdego prawa konieczne jest włączenie intencji prawodawcy. Skoro w Kodeksie Prawa Kanonicznego 1983 r. nie ma intencji zachowania sprawowania liturgii tradycyjnej, to na jakiej podstawie stosuje się do niej kanony sprzeczne z jej porządkiem liturgiczno-prawnym?  

Odnośnie pytania numer 7 - w temacie świeckich ceremoniarzy biskupich - Komisja odpowiada ostrożniej, mianowicie, że "nie widzi zastrzeżeń". Równocześnie mówi wyraźnie, że chodzi o sytuację "nieobecności wyświęconego ceremoniarza":


Przy okazji warto zauważyć, że x. Pietras popełnia fałszerstwo w swoim tłumaczeniu, zamieniając "zastrzeżenie" (objection) na "przeszkodę" (po angielsku by to było "obstacles"):


Jest jasne, że sytuacji, o której mowa, nie było w żadnej celebracji w Polsce, gdyż byli obecni kapłani, którzy byli w stanie przygotować się do tej posługi przynajmniej tak samo jak uczynili to świeccy. Zabrakło jednak widocznie dobrej woli, czy to u organizatorów czy u nich samych, albo u jednych i drugich.

Pytanie odnośnie sposobu wykonywania chorału gregoriańskiego łączy bardzo różne kwestie, zrównując klasyczne wykonanie z nowością w postaci experymentów M. Peresa, które on sam rozumie nie jako odtwarzanie wykonania historycznego, lecz poszukiwanie własnej, nowoczesnej interpretacji (więcej tutaj): 


Pytanie otrzymało najkrótszą i najprostszą z możliwych odpowiedzi, bez zróżnicowania:


Czy Komisja była świadoma problemu wykonania przez szkołę Peresa? Pytanie jest w każdym razie perfidne, gdyż próbuje wyręczyć adresata w zbadaniu sprawy i sugeruje odpowiedź, jest więc właściwie oszukańcze.

Godne uwagi są też niektóre inne odpowiedzi o charakterze bardziej ogólnym i zasadniczym.

Doniosłe jest pytanie o zależność stosowania liturgii tradycyjnej od Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r.:


Odnośny punkt instrukcji brzmi:

(za: http://www.vatican.va/roman_curia/pontifical_commissions/ecclsdei/documents/rc_com_ecclsdei_doc_20110430_istr-universae-ecclesiae_lt.html)

Tak więc sprawa jest właściwie prosta: chodzi wyłącznie o kwestie dyscyplinarne, czyli dotyczące stosowania reguł liturgii tradycyjnej, a nie samych reguł tej liturgii. Innymi słowy: Kodeks obowiązuje odnośnie liturgii tradycyjnej jedynie w zakresie nieokreślonym przez samą liturgię czyli księgi liturgiczne (jak Mszał, Rytuał itd.). Konkretny przykład: gdy jest mowa o uczestniczącym w celebracji Mszy św. subdiakonie, czyli osobie, która przyjęła święcenia subdiakonatu według tychże ksiąg liturgicznych, to Kodeks Prawa Kanonicznego nie ma władzy - ani zamiaru - zastępowania go kimś innym, np. akolitą, gdyż byłoby to w sprzeczności zarówno z księgami liturgicznymi jak też z zakresem władzy Kodeksu. Inny przykład: księgi liturgiczne nie określają kwestii postu eucharystycznego. Ta sprawa była zawsze regulowana w prawie kanonicznym. Dlatego w celebrowaniu liturgii tradycyjnej wystarczy - pod względem czysto prawnym - zachować post eucharystyczny jedynie w wymiarze przewidzianym w Kodeksie z 1983 r.

Idąc tym tropem, następne pytania dotyczą starszych dekretów Stolicy Apostolskiej odnośnie do liturgii, najpierw tego, czy mają one nadal moc prawną:


Odpowiedź jest zasadniczo twierdząca, aczkolwiek można mieć wątpliwość, czy text nie zawiera błędu, tzn. czy nie powinno być "if" zamiast "of" oraz "preceptive" ("nakazujące") zamiast "perceptive", gdyż wtedy zdanie byłoby jaśniejsze. X. Pietras nie bardzo sobie radzi z tłumaczeniem, co jest tutaj akurat zrozumiałe:


W każdym razie zdanie potwierdza obowiązywanie przedsoborowych dekretów odnośnie do liturgii tradycyjnej.

Następne pytanie dotyczy rangi odpowiedzi samej Papieskiej Komisji "Ecclesia Dei". Odpowiedź jest twierdząca, analogicznie do poprzedniego pytania:





Tym samym Komisja przyznaje swoim odpowiedziom tę samą rangę co przedsoborowym dekretom odnośnie liturgii. Jest to o tyle zrozumiałe, że posoborowa Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zajmuje się jedynie liturgią Novus Ordo, stosując jej własne przepisy. Logicznie wynika z tego, że Komisja "Ecclesia Dei" zajmuje się liturgią tradycyjną według jej własnych, przedsoborowych przepisów. W przeciwnym razie nie miałoby sensu wyjęcie liturgii tradycyjnej z kompetencji Kongregacji ds. Kultu Bożego. Tym samym absurdalne i sprzeczne z porządkiem prawnym jest ingerowanie w liturgię tradycyjną w oparciu o przepisy odnoszące się - co do zamiaru i litery - do Novus Ordo. Tego swojego postępowania Komisja nie uzasadnia ani prawnie, ani teologiczne, co zresztą nie dziwi, gdyż takowe uzasadnienie nie jest możliwe.

Ponadto Komisja przemilcza istotny fakt: dekrety Świętej Kongregacji Obrzędów były publikowane w oficjalnych organach Stolicy Apostolskiej. Zgodnie z powszechną zasadą prawną, dekrety te obowiązywały powszechnie dopiero po ich oficjalnej publikacji, tzn. dopiero wtedy miały ogólnie wiążącą moc prawną. Natomiast odpowiedź skierowana do x. Pietrasa jest skierowana tylko do niego i nie została opublikowana jako oficjalny dokument Komisji, tym samym nie ma rangi ogólnie wiążącego dokumentu, lecz służy jedynie jako wyjaśnienie do prywatnego użytku x. Pietrasa jako adresata.

Szczególnie godne uwagi są w końcu dwie sprawy wprawdzie szczegółowe, jednak znamienne w perspektywie ogólniejszych wniosków. W obydwu sprawach Komisja odpowiada twierdząco, akceptując istniejącą praktykę, przy czym pierwsza polega na używaniu ksiąg starszych niż te z 1962 r., zaś druga na wykroczeniu nawet poza posoborowe przepisy.
Najpierw chodzi o "wykroczenie" zachowawcze:


Następnie o wykroczenie "postępowe": 


Mówiąc krótko: Komisja przyklepuje coś, co nie ma pokrycia w żadnym dokumencie odnoszącym się do stosowania liturgii tradycyjnej obecnie. To jest charakterystyczne dla tego listu, a także dla obecnej linii Komisji: dyktatura faktów dokonanych - czyli praktykowania nadużyć - jest kluczem do tego dokumentu. Jak widać powyżej, we wielu kwestiach list jest niespójny i sprzeczny wewnętrznie. Linia postępowania staje się jasna dopiero w kluczu praxizmu, który jest niczym innym jak aplikacją marxizmu do liturgii Kościoła. Tym wątkiem zajmę się osobno.

Jakie refleksje nasuwają się tytułem wniosków i podsumowania, zwłaszcza odnośnie do dwóch pierwszych spraw, które w sposób wyraźny dotykają prawd wiary i ustroju Kościoła?

Z pewnością należy wziąć pod uwagę kontext tej korespondencji. Ma ona miejsce
- po latach praktykowania nadużyć sprzecznych z literą rubryk oraz zasadami wiary i liturgii katolickiej,
- po zaproszeniu sekretarza Komisji na tzw. warsztaty Ars Celebrandi, gdzie został włączony do takiej praktykowanej już wcześniej celebry,
- wcześniejsze celebracje odbywały się z udziałem kilku biskupów, jednego kardynała (Burke) oraz w obecności biskupa miejsca (z Włocławka).

Tak więc zastosowano taktykę faktów dokonanych: zaczęto praktykować ewidentne nadużycia, po czym postarano się o ich quasi oficjalną aprobatę praktyczną (nie prawną), za którą ma widocznie uchodzić ta odpowiedź sekretarza Komisji.

Dla jasności:

- Nigdy w Kościele nie było pełnienia funkcji święceń wyższych przez świeckich, także funkcji subdiakona.
- Nigdy w Kościele nie było pełnienia funkcji ceremoniarza biskupiego w celebracji pontyfikalnej przez świeckiego.

Są to w sposób oczywisty wynalazki wąskiego grona osób powiązanych głównie z x. Wojciechem Grygielem (znanym ze skrajnie niekatolickich, wręcz heretyckich poglądów), grona, które cieszy się wszelkim poparciem kręgów otwarcie antykatolickich:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/07/udawany-katolicyzm-czyli-czy-fideizm.html 

X. Grygiel nie kryje swoich wywrotowych poglądów odnośnie także liturgii tradycyjnej:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/11/czy-liturgia-tradycyjna-jest-mao.html



Warto zwrócić uwagę także na niedawne zachwyty zakulisowego organizatora "warsztatów" Ars Celebrandi:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/11/czy-film-kler-sprzyja-nawroceniu-koscioa.html

Czy abp G. Pozzo miał realną możliwość udzielenia innej odpowiedzi, po tym jak praktyka tej grupy była de facto tolerowana przez kilku hierarchów (okłamywanych co do stanu prawnego i faktycznego w tych sprawach)? Pewne jest, że odpowiedź inna - tzn. zgodna z literą i teologią tradycyjnych ksiąg liturgicznych -  byłaby stwierdzeniem popełnienia wykroczeń przez kilku hierarchów, którzy wówczas przypuszczalnie nie mieli świadomości wagi swojego udziału w imprezach organizowanych przez tę grupę.

Pewne jest więc, że mamy do czynienia z typową taktyką modernistycznych wrogów Kościoła. Dokładnie w ten sam sposób wprowadzano celebrację versus populum, w językach narodowych, Komunię do ręki, świeckich szafarzy i szafarki, i inne zwyczaje ewidentnie antykatolickie: najpierw praktykowano z naiwną tolerancją władz, a następnie, gdy bezwiedni katolicy zostali jako tako oswojeni z nadużyciem, zażądano oficjalnego uznania. Jest to więc atak wymierzony tym razem w resztki liturgii tradycyjnej ujęte w indultyźmie. Czy jest to zapowiedź, iż jedynym miejscem sprawowania liturgii tradycyjnej wiernie z jej nieskażonym duchem i literą będą struktury i wspólnoty nie podlegające Komisji "Ecclesia Dei"?

Że będą tego typu ataki na liturgię tradycyjną, coby ją zafałszować w duchu herezji modernizmu, było do przewidzenia. Jednak żadna tego typu próba nie jest w stanie zmienić ewidentnych faktów i prostych zasad Tradycji liturgicznej Kościoła. Zawsze będą jasne granice między rzetelną wiernością a fałszerskimi pomysłami, które mają rzekomo służyć upowszechnieniu i jedności.


Post scriptum

Link do tego textu wstawiłem jako komentarz na tablicy autora. Komentarz został bez słowa usunięty. O czym to świadczy, jest chyba dość jasne.

Przy okazji wspomnę epizod sprzed ponad dwóch lat, gdy x. Dawid napisał do mnie z prośbą o kontakt, na co chętnie przystałem. Jednak znamienne jest, że oczekiwał, iż będę do niego telefonował w jego interesie. Pisemny kontakt chyba mu nie odpowiadał, wolał widocznie, żebym ponosił koszty udzielania mu pomocy... No cóż, czy to świadczy o dojrzałości osobowej i duchowej?


Jak pomóc w parafii?

 


Trudno jest podać listę, ponieważ to zależy też od sytuacji zastanej na parafii, też od ludzi, którzy byliby w stanie współdziałać. Generalnie każde element tradycyjny jest dobry i cenny, a też w praktyce działa także jako test na stan ducha katolickiego w parafii. 

Innymi słowy, wszystko tradycyjne, co nie jest wprost zakazane, może i powinno być stosowane. Przykłady:

- tradycyjne szaty liturgiczne

- tradycyjne ołtarze (nie zamieniać ich na miejsce dla kwiatów, lecz pozostawić w gotowości do celebracji)

- Kanon Rzymski

- formularze mszalne tradycyjne, czy to o świętych, czy wotywne (formularze na dni powszednie są wymyślone przez Bugnini'ego, natomiast wotywne przeważnie pozostały niezmienione),

- tradycyjne modlitwy ciche czyli te, które celebrans odmawia po cichu, stosować tradycyjne, zwłaszcza te na ofiarowanie (nowe są wzięte z żydowskiej modlitwy przy stole)

- gesty tradycyjne jak przyklękanie przed tabernakulum przy każdorazowym przechodzeniu, złączenie palców po Przeistoczeniu, itp. 

- nabożeństwa tradycyjne, ale te prawdziwe, nie zafałszowane modernistycznie. 

Popieranie działań kapłana


Po pierwsze, idzie się do kościoła nie dla kapłana lecz dla Pana Jezusa i dla zbawienia swojej duszy. 

Po drugie, każdy odpowiada za siebie, zarówno kapłan jak też świecki. Owszem, jeśli w danym kościele czy na celebracji danego kapłana dzieją się skandaliczne nadużycia, to należy takiego kościoła czy celebransa unikać, a nawet zdecydowanie się odciąć.

Po trzecie, należy wziąć pod uwagę stan prawny w kwestii udzielania Komunii. Jeśli kapłan udziela na łapkę z własnego upodobania czy widzimisię, to jest to inna sytuacja niż wtedy, gdy udziela zmuszony do tego przez przepisy Novus Ordo. W tym drugim przypadku kapłan nie ma wyboru, to znaczy ma tylko wybór: albo poddać się przepisom, albo narazić się na suspensę czy przynajmniej zesłanie do domu emerytów. W drugim przypadku biskupi - ostatnio także w Polsce - zwykle wysyłają takiego kapłana do psychiatry i na terapię, co oczywiście oznacza de facto koniec posługi kapłańskiej i wegetację przynajmniej w przewlekłej depresji. Owszem, jest także opcja przejścia do zgromadzenia tradycyjnego, gdzie nie ma Komunii na łapkę, ale po pierwsze oznacza to - zresztą chwalebne - przejście całkowite na liturgię tradycyjną, do czego wielu nie jest gotowych z różnych względów, a po drugie wymaga zgody zarówno biskupa jak też przełożonego takiego zgromadzenia, co także nie jest proste w odniesieniu do kogoś z diagnozą psychiatryczną i w trakcie czy po terapii. Tak wygląda rzeczywistość niestety. Dlatego warto zastanowić się nie tylko nad swoją "czystością" co do kapłana, lecz także nad uwarunkowaniami, w których on się znajduje. Nie każdy jest skory do heroizmu, przynajmniej nie w podskokach i nie od razu. 

Jaka jest różnica między nieomylnością dogmatyczną a nieomylnością duszpasterską?


Raczej nikt nie ma problemu z tym, że kanonizacje przeprowadzone według tradycyjnych procedur opisanych obszernie przez kardynała Prospero Lambertini'ego (późniejszego papieża Benedykta XIV) są nieomylne. Aczkolwiek zaznaczyć trzeba, że jest to inny rodzaj nieomylności niż nieomylność dogmatyczna zdefiniowana na Soborze Watykańskim I: to jest jedynie nieomylność duszpasterska, co wynika jasno z jej duszpasterskiego - nie dogmatycznego - uzasadnienia. Problem w tym, że od Pawła VI zarzucono tę procedurę na rzecz innej, okrojonej o więcej niż połowę i bardzo podatną na manipulacje i fałszerstwa, czego jesteśmy świadkami zwłaszcza od pontyfikatu wojtyliańskiego.

Ta różnica jest dość jasno podana w uzasadnieniu zawartym zarówno w konstytucji "Dei Filius" jak też w argumentacji teologicznej za nieomylnością kanonizacyj.

Nieomylność dogmatyczna jest wtedy, gdy następca św. Piotra mocą swojej władzy nauczania Bożego Objawienia podaje uroczyście do wierzenia jako nieomylne dane zdanie dotyczące prawd wiary czy obyczajów. Kluczowy jest tutaj związek z Bożym Objawieniem, co jest wyraźnie zaznaczone w każdej definicji dogmatycznej. Źródłami tego orzeczenia są źródła Objawienia, czyli Pismo św. oraz Tradycja Kościoła nauczająca prawd wiary i obyczajów. Rodzaj pewności jest tutaj dogmatyczny. 

Natomiast w aktach kanonizacyjnych chodzi o to, że na podstawie procesu prowadzonego w oparciu o świadectwa historyczne, czyli empiryczne (zarówno co do heroiczności cnót jak też co do cudów), doszło nie tylko do wniosku, że według możliwie wysokiego prawdopodobieństwa dusza danej osoby jest w niebie, lecz że podanie jej do kultu przysługującego świętym będzie pożytkiem duchowym dla wiernych (ten osąd wydaje ostatecznie papież, po zasięgnięciu opinii kardynałów). Jak łatwo dostrzec, tutaj rodzaj pewności to jedynie pewność tzw. moralna, istotnie różna od pewności dogmatycznej, co wynika

- z przedmiotu sprawy (przedmiotem nie są prawdy wiary i obyczajów objawione przez Boga w Piśmie św. i Tradycji Kościoła, lecz los danej duszy po śmierci oraz pożyteczność otoczenia ją kultem przysługującym świętym)

- z procedury dochodzenia do orzeczenia (nie badanie źródeł Objawienia Bożego czyli Pisma św. i Tradycji Kościoła, lecz badanie świadectw historycznych co do życia i działalności danej osoby, a także cudów przypisywanych jej wstawiennictwu).

Z tego właśnie powodu istotne i decydujące jest to, jaka procedura została zastosowana, czyli jej poszczególne kroki i stopnie. Są ewidentne, istotne różnice między procedurą tradycyjną i nowy, stosowaną na masową skalę od pontyfikatu Jana Pawła II. 

Pierwszym i niezbędnym warunkiem wszczęcia procesu tradycyjnie był spontaniczny i długotrwały kult okazywany danej zmarłej osobie. Dlatego zasadniczo obowiązywał okres przynajmniej 50 lat od śmierci danej osoby, by okazało się pewne, iż kult nie wynika z zanikającej z czasem pamięci świadków życia danej osoby, lecz z szerokiego doświadczenia skutecznego jej wstawiennictwa, czyli doświadczenia niezależnego od osobistych przeżyć czy sympatii dla tej osoby ze strony osób, które ją znały osobiście. Świadectwa tych osób o życiu danej osoby oczywiście także miały istotne znaczenie i były wnikliwie badane, jednak dopiero na dalszym etapie i niezależnie od spontanicznego kultu. Chodziło o to, by możliwie wykluczyć czynnik więzi emocjonalnej, która zwykle zaciemnia czy wręcz fałszuje postrzeganie faktów, a trzeźwe, racjonalne podejście było istotne i niezbędne na każdym etapie procesu. 

Z tym właśnie wiąże się funkcja zwana "defensor fidei" (czyli obrońca wiary), zwana potocznie i właściwie błędnie - wręcz przewrotnie - "advocatus diaboli". Zadaniem tej funkcji było wskazywanie na te elementy z życia i działalności danej osoby, które świadczą przeciw jej świętości i tym samym są argumentem przeciw beatyfikacji i kanonizacji. Ta właśnie funkcja została praktycznie usunięta, co oczywiście umożliwiło nie tylko rażące niechlujstwo i kumoterstwo, lecz wręcz przemocowe forsowanie do chwały ołtarzy osób, które z całą pewnością na to nie zasługiwały. 

Pech24 w obronie faustyno-sopoćkizmu



Znane środowisko nie ustaje w gorliwym udowadnianiu swej wierności dla novusizmu wyszyńsko-wojtyliańskiego. Tego dobitnym przykładem jest regularne wyznawanie fałszywej religii łagiewnickiej, która w znacznym stopniu zastąpiła religię katolicką głównie w Polsce. 

Punktualnie na dzisiejszą niedzielę "Quasi modo" czyli Białą wrzucili tekścik swojego nadwornego "dogmatyka" w habicie cysterskim. O nim była już raz mowa (tutaj). O całym towarzychu pech24 już kilkakrotnie (tutaj, tutaj, tutaj). Idźmy jak zwykle po kolei.

1.

Pierwszy problem, który Strumiłowski omawia: 
"że w słowach Koronki wierny świecki wyraża akt ofiarowania Chrystusa Ojcu przedwiecznemu, co w mniemaniu adwersarzy trąci uzurpacją władzy kapłańskiej". 

Odpowiada:
"Zauważyć tutaj możemy, że świecki nie jest podmiotem składającym, lecz współskładającym i że ofiarowuje siebie wraz z Chrystusem. Zarzut zatem wydaje się nie pozbawiony sensu."
Oraz powołując się na texty biblijne:
"Powyższe teksty mówią oczywiście o współofiarowaniu siebie. Chrześcijanin do takiej ofiary jedynie jest zdolny i do takiej ofiary jest zobowiązany."

Następnie przywołuje NIE zatwierdzone przez Kościół słowa rzekomego anioła z Fatimy:
"Podobnie jak w modlitwie Anioła z Fatimy (1916 r., zatwierdzonej przez Kościół): „Trójco Przenajświętsza, ofiaruję Wam Najdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa…”."

Czyli popełnia kardynalny błąd teologiczny, przedstawiając niezatwierdzone przez Kościół rzekome objawienie prywatne (więcej tutaj) jako źródło teologiczne. 


2. 

Jeszcze gorzej radzi sobie z kwestią ofiarowania Bóstwa Jezusa Chrystusa. Mówi najpierw słusznie:
"Otóż z teologicznego punktu widzenia Syn Boży stał się człowiekiem, aby oddalonego i odwróconego przez grzech człowieka przywrócić w akcie ofiary Bogu. Ofiarowanie oznacza bowiem oddanie, przekazanie. Syn zatem w sobie samym oddaje Ojcu wszystko, co stanowi przyjętą przez niego naturę ludzką. Bóstwo w takiej perspektywie nie podlega ofiarowaniu, gdyż jest czymś własnym i wspólnym całej Trójcy."

Następnie jednak kombinuje:
"Gdybyśmy chcieli trzymać się sztywno formuły, że Chrystus nie tyle ofiarował siebie, ale tylko swoje człowieczeństwo, to popadlibyśmy nieuchronnie w herezję nestorianizmu, która zbyt radykalnie oddziela to, co ludzkie, i to, co boskie w Chrystusie."
I jeszcze:
"Zatem faktem jest, że Bóstwo samo w sobie nie podlega ofiarowaniu, gdyż Bóstwo jest tym, co Ojciec posiada z natury. Jednak nie można powiedzieć, że Syn ofiarował człowieczeństwo jako coś przyjętego przez siebie, lecz odrębnego. Syn w człowieczeństwie ofiarował Siebie. Albo inaczej: stawszy się człowiekiem, jako człowiek ofiarował siebie Ojcu."

Tak więc najpierw Strumiłowski niby zmierza we właściwym kierunku:
"I chociaż przedmiotem ofiarowania ściśle rzecz ujmując jest to, co stanowi istotę człowieczeństwa, to jednak podmiotem ofiarowania jest Osoba – a podmiotem osoby Chrystusa (także w ludzkiej naturze) jest Boski Logos. Zatem nie możemy powiedzieć, że Chrystus ofiarował Bóstwo. Nie możemy też powiedzieć, że ofiarował jedynie abstrakcyjny element człowieczeństwa. Możemy powiedzieć, że ofiarował siebie, a w sobie ofiarował człowieczeństwo."

Jak łatwo zauważyć, miesza on tutaj przedmiot z podmiotem, popadając przy tym w herezję monofizytyzmu czy przynajmniej monoteletyzmu, skoro według niego podmiotem ofiarowania jest Boski Logos, a nie Osoba Bosko-Ludzka Jezusa Chrystusa, który jest - od momentu Wcielenia - równocześnie zarówno Boskim Logosem jak też Człowiekiem zrodzonym z Mariji Dziewicy. Ta jedna Osoba Boga-Człowieka mogła złożyć w ofierze wyłącznie Swoje Człowieczeństwo, ponieważ Jej Bóstwo istotowo i nierozerwalnie było i jest zjednoczone z Bogiem Ojcem. Kto dopuszcza możliwość ofiarowania Bóstwa, ten neguje to nierozerwalne zjednoczenie i tym samym tożsamość Bóstwa Ojca i Syna, które jest istotowo jedno (więcej tutaj). 

Dalej Strumiłowski mówi:
"Ta prawda zawiera się także w orzeczeniach soboru Trydenckiego. Podczas Ofiary Mszy ponawia się ofiara Chrystusa. Chrystus staje się obecny w świętej Hostii i dokonuje (ponawia i uobecnia) swoją ofiarę. Co jest przedmiotem tej ofiary? Jest nią sama Hostia ofiarowana Ojcu (o czym świadczy chociażby modlitwa ofiarowania w Vetus Ordo). A ta Hostia to nie jest samo człowieczeństwo Chrystusa, ale w tej Hostii zawiera się Ciało i Krew, dusza i Bóstwo."

Tutaj już totalnie miesza i bełkocze. Otóż:

- Sobór Trydencki mówi o obecności eucharystycznej, nie o ofiarowaniu, które odbywa się we Mszy św. Oto dowód: 


Jeśli ktoś nie potrafi dostrzec tej prostej różnicy, to ma problem z elementarną logiką. Według prostej logiki czym innym jest być kimś i mieć coś, a czym innym jest dać coś ze siebie czy coś swojego. Wypadałoby, żeby doktor habilitowany teologii nawet modernistycznej dysponował zdolnością ogarnięcia tego rozróżnienia. 

- Słusznie Strumiłowski przywołuje modlitwę ofiarowania chleba w tradycyjnym mszale (św. Piusa V). Problem w tym, że on widocznie nie zauważa, iż w tym momencie ofiarowana hostia jest jedynie kawałkiem niekwaszonego chleba, a nie Ciałem Chrystusa. Tak więc akurat ta modlitwa jest dowodem przeciw jego argumentacji, ponieważ wyraża ona dość jasno, że ofiarowany jest chleb, czyli rzecz stworzona, która dopiero w Przeistoczeniu staje się Ciałem Chrystusa, które jednoczy w sobie Człowieczeństwo i Bóstwo. 

- W kwestii, co jest ofiarowane we Mszy św. (a pierwotnie na Krzyżu), kluczowe są słowa Przeistoczenia: "to jest Ciało Moje, które za was będzie wydane", "to jest Krew Moja, która za was i za wielu będzie wylana". Jak dość jasno widać, Pan Jezus nie powiedział, że wydaje Siebie, ani tym bardziej Swoje Bóstwo, lecz Swoje Ciało i Swoją Krew. To zupełnie jednoznacznie rozstrzyga problem. 

Strumiłowski jednak nie poddaje się, lecz usiłuje dzielnie walczyć w obronie herezji faustyno-sopoćkowej: 

"Jeśli formułę modlitwy rozumiemy jako wyliczenie elementów ofiarowania (co swoją drogą jest niezgodne z naturą Ofiary Chrystusa, która jest aktem osobowym), to rzeczywiście w liczbie tych elementów nie powinno być Bóstwa. Jeśli jednak rozumiemy to wyliczenie jako określenie pełni ofiarowującego się Chrystusa (jak robi to Sobór w określeniu Hostii jako całego Chrystusa – wraz z Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem), wtedy niczego kontrowersyjnego w tej modlitwie nie ma. Nie mówi ona w takim ujęciu bowiem o ofiarowaniu tego elementu, którym jest Bóstwo, ale mówi o integralności i pełni aktu, w którym Syn, stawszy się człowiekiem, oddał siebie Ojcu w ofierze Krzyża."

Tutaj nasuwa się już pytanie, czy on jest świadom tego, co pisze, skoro usiłuje wmówić odbiorcom, że wyliczenie nie jest wyliczeniem. To - według niego - Pan Jezus nie mógł podyktować s. Faustynie ofiarowania Siebie lecz musiał podyktować ofiarowanie ciała, krwi, duszy i Bóstwa, żądając przy tym, żebyśmy nie myśleli o ofiarowaniu Bóstwa? Kogo ta banda oszustów łagiewnickich próbuje oszukiwać (za sprawą protektorów masona Sopoćki, którymi byli Wyszyński i Wojtyła, niestety aż nadto skutecznie)? 

Na podobnym poziomie intelektualno-teologicznym jest końcowy "argument" Strumiłowskiego:

"Ze względu na tę piękną złożoność i integralność doktryny katolickiej Kościół po wieloletnim badaniu pism s. Faustyny nie tylko nie znalazł w Koronce żadnej herezji, ale zatwierdził kult Bożego Miłosierdzia, kanonizował s. Faustynę i ustanowił Niedzielę Miłosierdzia Bożego oraz odpusty za odmawianie Koronki. Gdyby formuła była teologicznie wadliwa, nie byłoby to możliwe."

Tutaj widać, że Strumiłowski nie zadał sobie najmniejszego trudu, by zapoznać się z historią badania sprawy. Gdyby to uczynił, to by musiał przyznać, że przebiegała ona zupełnie inaczej niż głosi fałszywa propaganda łagiewnicka, o czym świadczą dokumenty archiwalne. On woli jednak tkwić w naiwnej mentalności trepa, który ślepo wierzy we wszystko, co wyrządził Kościołowi Lolek z Wadowic, nawet wbrew faktom i przeciw wierze katolickiej. 

Jak ocenić inwestowanie w fundusze?


Nie jest mi znany żaden dokument czy fragment dokumentu z oficjalnego nauczania Kościoła w tej kwestii. Widocznie nie było powodu do zajęcia się specjalnie tą sprawą i wystarczą ogólne zasady katolickiej teologii moralnej oraz nauczania społecznego. 

Rozumiem, że problem dotyczy bądź może dotyczyć dwóch zasadniczych i różnych kwestij:

1. inwestowanie w spółki, których cele bądź sposób prowadzenia działalności gospodarczej może słusznie budzić zastrzeżenia czy wątpliwości, jak np. zarabiane na zabijaniu dzieci nienarodzonych, na środkach antykoncepcyjnych, bądź nieetyczne traktowanie pracowników (wyzysk, zatrudnianie dzieci itp.),

2. zarabianie bez wkładu pracy, czyli czerpanie zysku bez zaangażowania swoich zdolności, umiejętności i czasu, a jedynie przez wkład kapitałowy. 

W kwestii pierwszej, o ile wiem, można się upewnić, przynajmniej w zasadniczym zakresie. Jeśli się dołożyło starań, by sprawdzić etyczność danych firm, a nie stwierdzono tego typu problemów, to inwestowanie pod tym względem i w takim wypadku nie jest nieetyczne. 

Bardziej złożona może się wydawać kwestia druga. Jak zaznaczyłem, nie ma generalnego potępienia inwestowania pod względem ze strony Magisterium Kościoła. Założeniem jest oczywiście, że środki przeznaczone do inwestowania pochodzą ze źródła etycznie czystego, czyli zostały uczciwie zarobione bądź prawnie odziedziczone. 

Pozostaje jeszcze trzecia kwestia, mianowicie ryzyko takiego inwestowania. Banki zwykle polecają tego typu lokatę kapitału jako sposób na czerpanie większego zysku niż z konta oszczędnościowego. Mniej czy bardziej uczciwie informują przy tym o ryzyku. Tutaj wchodzi oczywiście moralna kwestia chciwości na zysk oraz inne czynniki osobiste. Jeśli np. ktoś traktuje inwestowanie jako rodzaj kasyna, gdzie przez stosunkowo niewielki wkład spodziewa się łatwego i szybkiego zysku, to jest to mało racjonalne i może być nawet grzechem ciężkim, zwłaszcza jeśli ryzykuje się nie tylko środkami na własne utrzymanie lecz także potrzebnymi rodzinie czy też pomijając wykorzystanie na cele społeczne i dobroczynne także dla osób spoza rodziny, czy też na cele dobrej edukacji, kultury, a zwłaszcza kultu Bożego. 

Całość tej kwestii dotyczy systemu gospodarczego, potocznie nazywanego kapitalizmem, rozumianego jako przeciwieństwo tzw. socjalizmu. Już to nazewnictwo jest poważnym uproszczeniem, zwykle zawierającym poważne błędy. W każdym razie Kościół zawsze - a zwłaszcza od rozwinięcia tzw. społecznego nauczania w drugiej połowie XIX wieku - wskazywał na błędy i zagrożenia obydwu systemów, równocześnie wzywając do istotnych korekt i przedstawiając je. W modelu idealnym - wypracowanym według zasad podanych przez Urząd Nauczycielsko Kościoła - jest miejsce na inwestowanie w fundusze. Od dziesięcioleci zajmują się tym banki katolickie (są nawet takie założone przez duchownych katolickich za zgodą władz kościelnych), aczkolwiek są one w Polsce raczej mało znane. Nie będę podawał konkretnych nazw, ponieważ nie zajmuję się tą dziedziną. Ktoś zainteresowany będzie w stanie sam znaleźć odpowiednie informacje. 

Wojciech Grygiel - apostata w koloratce