Dopiero zwrócono mi uwagę na wypowiedź znanego jezuity w kwestii, na którą dane mi było już kiedyś odpowiedzieć w związku z wypowiedziami kapucyna o. Knotz'a (było tutaj i tutaj). Niestety wypowiedź o. Recława jest kolejnym przykładem fałszywego i zakłamanego, niezgodnego z teologią Kościoła nauczania.
Słusznie o. Recław zauważa, iż nie ma oficjalnej wypowiedzi Magisterium Kościoła, która by wprost odpowiadała na pytanie. Jednak Magisterium podaje jasne zasady, z których odpowiedź wynika. O. Recław przemilcza, na jakich zasadach opiera swoją odpowiedź, i widocznie albo nie zna zasad zawartych w dokumentach Kościoła, albo je lekceważy i wybiera zasady obce teologii katolickiej. Co go prowadzi do fałszywych wniosków.
Główną zasadą jest cel małżeństwa i aktu sexualnego, mianowicie potomstwo oraz wszystko, co potomstwu służy, czyli jedność i wspólne dobro małżonków zgodnie z ich ludzką i chrześcijańską godnością. Oznacza to, że w pożyciu małżeńskim, także sexualnym, moralnie dopuszczalne jest to, co jest zgodne
- z wydaniem na świat i wychowaniem potomstwa
- z godnością osobową i dobrem wspólnym małżonków.
Zbędne jest tutaj wnikanie w szczegóły. Muszę jednak odrzucić sugestię, którą popełnia o. Recław, mianowicie jakoby sex oralny polegał na pieszczotach i całowaniu narządów płciowych. Po pierwsze jest to kłamstwo, po drugie także całowanie narządów płciowych jest problemem etycznym z dwóch powodów, mianowicie
- higienicznych oraz
- osobowych, o ile stanowi sposób poniżenia siebie względnie drugiej osoby.
Nie bez znaczenia jest także aspekt psychologiczny, to znaczy jako fixacja na narządach płciowych, co wynika z nieuporządkowania w sferze płciowej, a wiąże się i ma wpływ na sferę osobową w relacji między małżonkami. Innymi słowy: zachowanie podczas stosunku sexualnego (w szerszym sensie) wyraża relację między osobami i tym samym nie jest wyjęte spod zasad i kontroli rozumu. Konkretnie: jeśli dla kogoś zaspokojenie sexualne polega na całowaniu narządów czy sexie oralnym, oraz wymaga czy oczekuje tego od drugiej osoby, to jest to przejaw nieuporządkowania w sferze sexualnej, czyli braku rozumności, i tym samym symptom - mówiąc oględnie - problemu w osobowości, który można nazwać patologicznym. W sferze psychicznej jest tak, że zaspokajanie subiektywnych, irracjonalnych potrzeb - także patologicznych - wzmacnia je i utwierdza, co prowadzi do coraz większej bezwzględności w dążeniu do ich zaspokojenia. Typowym przykładem są alkoholicy i narkomani, ale istnieje także schorzenie zwane sexoholizmem, które zawiera właśnie patologiczne praktyki sexualne. Jak każdy nałóg, także sexoholizm jest destrukcyjny zarówno dla samej osoby jak też dla więzi międzyosobowych, także a nawet zwłaszcza w małżeństwie. Bardzo częstą przyczyną rozpadu małżeństw jest właśnie poczucie braku zaspokojenia w sferze sexualnej i szukanie bardziej intensywnych przeżyć sexualnych z inną osobą, co staje się błędnym kołem.
Podsumowując: bzdurne, nie mające nic wspólnego z nauczaniem Kościoła wypowiedzi takich duchownych jak o. Knotz i o. Recław są skandalicznym popieraniem i wzmacnianiem patologicznych potrzeb i zachowań, które niszczą osoby i małżeństwa.
Uwaga przy okazji:
Moralnie w porządku są w małżeństwie pieszczoty jako takie, także z udziałem narządów płciowych o ile służy to samemu aktowi sexualnemu, a nie zaspokojeniu zmysłowemu. Zaspokojenie zmysłowe jest oczywiście w porządku, o ile należy do samego aktu sexualnego i z niego wynika. Także ta sfera nie jest wyjęta spod rozumowych zasad etycznych, z których naczelną jest struktura i godność osoby, oraz wzajemne poszanowanie tej godności. Innymi słowy: zmysłowość jest moralnie w porządku i dobra tylko wtedy, gdy jest podporządkowana rozumności oraz godności osób.
P. S.
Otrzymałem następujący komentarz krytyczny:
Przede wszystkim muszę zdecydowanie odrzucić twierdzenie, jakoby spółkowanie wbrew naturze - a tym jest sex oralny - wynikało z mechanizmów biologicznych. Takie twierdzenie jest ewidentnym absurdem i fałszywe. Mechanizm biologiczny zmierza do aktu płodnego, nie do zaspokojenia patologicznych potrzeb.
Ponadto: człowiek nie jest zwierzęciem sterowanym jedynie instynktami, lecz jest istotą rozumną. Oznacza to, że także ludzki akt sexualny nie może być wyjęty z podporządkowania kryterium rozumowym. Rozumność, także w sexualności odróżnia właśnie człowieka od świata zwierzęcego (osobną kwestią - i tutaj nieistotną - jest, czy i na ile zachowania typu sexu oralnego występują wśród zwierząt).
Po drugie: nie trzeba być specjalistą w dziedzinie higieny, by wiedzieć, że mycie jedynie zmniejsza obecność bakterii i innych zarazków, a nie usuwa. Z prostych faktów fizjologicznych - bliskość układu wydalania - wynika szczególne zagrożenie higieniczne, o czym wie każdy normalny człowiek. Dlatego porównanie do normalnych pocałunków jest chybione, aczkolwiek całowanie erotyczne także stanowi ryzyko higieniczne i zdrowotne.
Słuszna jest natomiast uwaga, że należy zacząć od zdefiniowania pojęć. Zakładałem, że pojęcie "sex oralny" jest jasne: połączenie ust z narządem płciowym w sposób jakby naśladujący połączenie narządów płciowych.
Jest to definicja stosowana w każdej literaturze (nie muszę podawać źródeł, każdy może to sam łatwo sprawdzić). Tak więc zafałszowaniem tej powszechnie stosowanej definicji jest dodanie warunku: gdy to połączenie odbywa się bez związku z połączeniem narządów płciowych. To zawężenie nie ma żadnych podstaw ani biologicznych ani etycznych, a jest jedynie wymysłem służącym usprawiedliwieniu.
To fałszerstwo zawiera w sobie zresztą cały szereg problemów bez wyjścia:
Jak określić związek między połączeniem ust z narządem płciowym a połączeniem narządów płciowych (czyli właściwym aktem sexualnym)? Ile czasu musi upłynąć, by ten związek przestał istnieć i decydował o ocenie moralnej połączenia sexualno-oralnego?
Oczywiście wchodzi tutaj w grę sama definicja aktu płciowego. Zarówno o. Recław jak też anonimowy komentator przemycają tutaj rozmazanie definicji aktu płciowego. Oczywiście właściwym aktem sexualnym jest połączenie narządów sexualnych. Jednak istnieje także niewłaściwy akt sexualny, polegający właśnie na tym, że narząd płciowy łączy się z inną częścią ciała, a nie z narządem płciowym osoby płci przeciwnej. Taki niewłaściwy akt sexualny nazywany jest w katolickiej teologii moralnej sodomizmem.
Opieram się na jednym z klasycznych podręczników katolickiem teologii moralnej jezuity Hieronima Noldin'a, profesora teologii moralnej na słynnym jezuickim wydziale teologii w Innsnbruck'u. Zresztą wszystkie podręczniki opatrzone "imprimatur" czy "nihil obstat", wydane do Vaticanum II są całkowicie zgodne w tych kwestiach. Ta zgodność - jako tzw. sententia communis - stanowi źródło dość wysokiej rangi w ramach całego nauczania Kościoła, gdyż z racji swej powszechności ma także poparcie wszystkich papieży oraz katolickich biskupów na przestrzeni wieków. Tym samym nie wolno jej lekceważyć czy uważać za niezobowiązującą. Oficjalne texty Magisterium Kościoła tylko dlatego nie mówią o tych kwestiach bezpośrednio i konkretnie, ponieważ są to sprawy intymne i dotyczące ludzi dorosłych, tym samym zasługują na delikatne podejście z szacunku dla tej sfery i też dlatego, by nie budzić i nie wzmacniać niezdrowej ciekawości.
Także po Vaticanum II nie zmieniło się nic w istotnej treści oficjalnego nauczania Kościoła. Jedyne, co się zmieniło, to brak ścisłego obowiązku "nihil obstat" na publikacje teologiczne, oraz brak pilnowania przez biskupów zgodności nauczania teologów z nauczaniem Kościoła. To ma w Polsce właśnie miejsce odnośnie wypowiedzi o. Knotz'a i jemu podobnych demoralizatorów.
Podaję więc odwieczne nauczanie Kościoła na podstawie miarodajnego źródła:
O grzechu sodomskim:
W skrócie:
Grzech sodomski polega na połączeniu narządu płciowego z częścią ciała (narządem) niewłaściwą dla spółkowania płodnego, niezależnie od płci osób. Połączeniem niewłaściwym nie jest dotyk czy to ręką, czy ustami czy ramieniem, o ile służy to właściwemu aktowi płciowemu czyli spółkowaniu. Dotyk jest oczywiście czymś innym niż połączenie (concubitus), a połączenie nie musi być penetracją.
Grzechami przeciw pierwszorzędnemu i istotnemu celowi małżeństwa są sodomia oraz onanizm:
Niemniej istotne jest określenie, co jest moralnie dozwolone w akcie małżeńskim:
Osobno na uwagę zasługuje, co jest dozwolone w małżeństwie poza aktem małżeńskim, a jest tego sporo:
P. S. 2
Otrzymałem też istotną uwagę wraz z ciekawymi załącznikami:
Widocznie demoralizatorzy mają znacznie większe wpływy niż powinni. Ich sprzymierzeńcami są widocznie niedouczeni kurialiści udzielający pochopnie "imprimatur".






















