Czy pisemka prywatnego stowarzyszenia są nauczaniem Kościoła? Czyli magiczne myślenie o. Recława



Kilka tygodni temu vloger Kapusta, broniąc magistra AWF Marcina Zielińskiego, uroczyście twierdził, jakoby w Kościele zawsze było nakładanie rąk praktykowane przez "charyzmatyków", dając tym samym ponownie świadectwo albo swojej elementarnej ignoracji albo uporczywego zakłamania (albo jednego i drugiego):
https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-naozenie-rak-zawsze-byo-w-kosciele.html

I oto jest reakcja na wykazanie kłamliwości tego twierdzenia, jednak tylko pośrednia, bez odwołania i przeproszenia za kłamstwo, a pochodzi od głównego medialnego mentora "charyzmatyków". O. Recław sprytnie omija sprawę rzekomego biblijnego pochodzenia i ogranicza się do odpowiedzi na perfidnie sformułowane pytanie, "czy świeccy mogą się modlić z nałożeniem rąk" (tak jakby ktoś chciał świeckim zabraniać modlitwy). Odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Jedynym argumentem są pisemka wydawane przez ICCRS, czyli organizację świeckich, która sama swój status określa jako "prywatne stowarzyszenie":


Tym samym ta organizacja NIE jest strukturą kościelną i tym samym jej publikacje NIE są nauczaniem Kościoła. Tym samym o. Recław po prostu kłamie i oszukuje odbiorców.

Spójrzmy, co owo prywatne stowarzyszenie ma do powiedzenia w temacie nakładania rąk i co polscy jezuici gorliwie rozpowszechniają:


Jak widać, już ilustracja do textu jest kłamliwa, gdyż ani w Piśmie św., ani w Tradycji Kościoła, ani w żadnej liturgii Kościoła, także zreformowanej po Vaticanum II, nie ma grupowego nakładania rąk, jak to czynią "charyzmatycy".

Po drugie, text słusznie podaje, że jest to gest, którym posługiwał się Pan Jezus, także Apostołowie. Kłamstwem jest natomiast, jakoby w Mk 16,17-18 była mowa o nakładaniu rąk przez wszystkich, którzy uwierzą. Zdanie jest jasne: nakładanie rąk jest znakiem towarzyszącym Kościołowi, a nie ma mowy o tym, jakoby wszyscy wierzący mieli czy mogli się tym znakiem posługiwać. Z całego kontextu biblijnego, gdzie znak ten jest stosowany wyłącznie przez pojedyncze osoby z osobistego zlecenia Bożego, wynika, że interpretacja "charyzmatyczna" jest po prostu fałszywa.

Fałszywe jest także twierdzenie, jakoby Ananiasz był "zwykłym wierzącym", gdyż po pierwsze nic więcej o nim nie wiemy na pewno (Pismo św. nie mówi, czy był duchownym, czy świeckim, choć bardziej prawdopodobne jest to pierwsze), a po drugie otrzymał on specjalne, osobiste zlecenie włożenia rąk na Szawła, co nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co jest praktykowane przez "charyzmatyków".

Przy okazji o. Recław szydzi z rzekomego "magicznego myślenia" tych, którzy ośmielają się kwestionować praktykę "charyzmatyków", oraz zarzuca niezgodność z nauczaniem Kościoła. Zaś dla o. Recława jedynym dowodem nauczania Kościoła w tej kwestii jest pisemko prywatnego stowarzyszenia, które on nazywa górnolotnie "charyzmatyczną komórką przy Watykanie".

Podsumujmy:

1. Ani Pismo św., ani Tradycja Kościoła, ani dokumenty Magisterium Kościoła, ani żaden święty, ani żaden Doktor Kościoła nie zna praktyki nakładania rąk stosowanej przez "charyzmatyków". Czyżby Kościół ją zaniedbywał czy zaprzepaścił aż pojawiła się ona w 1965 r., gdy to paru świeckich katolików (nominalnych) otrzymało "namaszczenie" przez włożenie rąk na tajnym, prywatnym spotkaniu u protestantów "pentekostalnych"?

2. Skoro ani Pismo św., ani Tradycja, ani dokumenty Kościoła, ani teologia katolicka nie przewidują takowej praktyki nakładania rąk, to jaki jest powód i podstawa jej wprowadzania i forsowania? Dlaczego nie wystarczy to, co Kościół zawsze czynił: nakładanie rąk przez duchownych w sakramentach i sakramentaliach, oraz modlitwa świeckich bez nakładania rąk? Skoro to nie wystarczy "charyzmatykom", to czyż nie kryje się pod tym mentalność magiczna (oprócz typowo protestanckiego zrównywania świeckich z duchowieństwem w stosowaniu sakralnych znaków)?

KTO TU MYŚLI MAGICZNIE?

Gdy o. Recław domaga się udowodnienia, że Kościół potępił czy odrzucił nakładnie rąk praktykowane u protestantów pentekostalnych i tzw. charyzmatyków, to albo nie wie, jak działa Kościół, albo nie chce wiedzieć. Kościół bowiem
- po pierwsze wiernie głosi i praktykuje Ewangelię,
- po drugie reaguje na pojawiające się w historii jej zafałszowania.
Dlatego właśnie prawdy wiary były ogłaszane jako dogmaty dopiero z biegiem czasu: są one reakcją Kościoła na mniej czy bardziej nowe herezje. Jeśli nie ma oficjalnego potępienia przez Kościół tego, co głoszą i czynią tzw. charyzmatycy, to po prostu dlatego, że na tle historii Kościoła jest to zjawisko nowe. Zwykle Kościół reagował w tego typu sprawach dopiero po wielu dziesięcioleciach, pozostawiając ocenę najpierw teologom, o ile sprawa była czy to oczywista, czy niewielkiej wagi (podług ówczesnej oceny). Nakładanie rąk jest tego rodzaju, że należy do dziedziny gestów i praktyki, nie doktryny samej w sobie, tym samym jako takie nie kwalifikuje się do potępienia jako herezja.

Dlaczego więc ta praktyka jest zła, niebezpieczna i godząca w życie i nauczanie Kościoła, nawet jeśli sama w sobie nie jest herezją? Powodów jest wiele:

Po pierwsze, polega na fałszywej i kłamliwej interpretacji Pisma św., gdyż wynika z twierdzenia, jakoby była poświadczona już w Piśmie św. i realizowała polecenie Jezusa Chrystusa.

Po drugie, jest demonicznym małpowaniem gestu o charakterze sakralnym i bliskim sakralnemu, który ma wymowę i znaczenie szczególne i jako taki jest stosowany przez Kościół w sakramentach i sakramentaliach sprawowanych wyłącznie przez duchownych. Przejęcie go przez "charyzmatyków" świeckich ma korzenie w okultyźmie i protestantyźmie, i jest praktyczną negacją sakramentalno-hierarchicznej natury Kościoła.

Tak więc jest to kolejna wypowiedź o. Recława świadcząca przynajmniej o braku znajomości zasad i wiary Kościoła, jeśli nie wprost o ich odrzucaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...