Czy film "Kler" sprzyja nawróceniu Kościoła?


Znany w kręgach indultowych - i nie tylko - redaktor KAI swoim wpisem na facebooku przywitał ów antykościelno-rynsztokowy produkt entuzjastyczną "próbą szukania pozytywów", twierdząc równocześnie, że tego typu "twórczość (...) sprzyja nawróceniu" Kościoła. Pomijając pozamerytoryczne motywy (wiadomo, że środowiska Agory i KAI w znacznym stopniu się pokrywają i są ściśle powiązane), należy trzeźwo ocenić tego typu wypowiedź kogoś uchodzącego za przedstawiciela środowisk tradycyjno-katolickich.


Nikt nie neguje, że upadek moralny sporej części duchowieństwa jest obecnie bardzo poważny i jest coraz gorzej. Jednak jest dość ewidentnie, że ów f
ilm nie jest piętnowaniem udokumentowanych faktów lecz nienawistno-karykaturalnym paszkwilem przyklejonym do całego duchowieństwa.

Wyjaśniam: nikt nie neguje, że zjawiska tego typu mają miejsce. Zresztą zawsze w jakimś stopniu miały miejsce i będą miały, gdyż nie ma i nie będzie na tym świecie społeczności całkowicie bezgrzesznej. Są oczywiście różnice w skali. Dlatego w rzetelnym podejściu do sprawy są dwie możliwości:
1. przedstawienie problemu w rzeczywistej proporcji, czyli w zestawieniu z większością duchownych moralnie i duchowo porządnych, nawet ponadprzeciętnie, albo
2. zajęcie się problemem na konkretnych, udokumentowanych, nieanonimowych przypadkach, gdyż tylko wtedy jest możliwe rzetelne poszukiwanie przyczyn oraz środków zaradczych.

Ów film natomiast obrał zupełnie inną metodę, mianowicie prezentując fabularne skandale, rozciągając je na całe duchowieństwo. Dlatego zasługuje jedynie na miano zakłamanego i podłego paszkwila. Żadne deklaracje dobrych intencyj czy próby usprawiedliwienia nie są w stanie tego zmienić.

Stąd nasuwają się wnioski:
- Z powodu tej metody i charakteru cel jest dość jasny: zohydzenie duchowieństwa w ogóle i tym samym Kościoła.
- Porównywanie czegoś takiego do zasadnej krytyki nadużyć wynika albo z braku trzeźwego myślenia, albo z zakłamania faktów, albo z jednego i drugiego.
- Twierdzenie, jakoby ten film miał spowodować moralny wtrząs i duchową odnowę Kościoła, ignoruje jego zamiar i cel. Nikt nie neguje, że Pan Bóg poradzi sobie z każdym złem i atakiem na Kościół. Jednak mieszanie ewidetnie podłego charakteru tego filmu ze sprawą Wszechmocy Opatrzności Bożej oznacza de facto bluźniercze przypisywanie Bogu posługiwania się podłością ludzką. To już jest blisko przypisywania zła Bogu, który w ten sposób staje się raczej Ałłahem, nie Bogiem objawionym przez Jezusa Chrystusa.
- Wezwanie do autoreflexji i nawrócenia zawiera zawsze elementy pozytywne, czyli drogę wyjścia z upadku. Nic nie wskazuje na to, by coś takiego pojawiało się w filmie. Nie ma w nim widocznie żadnej reflexiji ani nad przyczynami ani nad środkami zaradczymi. Środowisku Agory z całą pewnością nie zależy na uzdrowieniu Kościoła lecz na jego wdepnięciu w ziemię. Z taką samą zawziętością, z jaką rzekomo piętnuje upadłość moralną, zwalcza ono także ludzi i dążenia, które są szansą na naprawę. Prosty przykład: środowisko Radia Maryja nie jest nawet bardzo konserwatywne kościelnie i teologicznie, ale niesie ze sobą jakiś tam potencjał odnowy moralnej i religijnej, za co jest od początku wściekle zwalczane i tępione przez środowisko zarówno Agory jak też KAI, przy czym ta ostania finansowana jest z ofiar praktykujących katolików, zwykle zupełnie nieświadomych sprawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...