Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prymicje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prymicje. Pokaż wszystkie posty

Czy godzi się tańczyć na prymicjach?

 


W ostatnich dekadach rozpowszechnił się w Polsce - i chyba tylko w Polsce - zwyczaj tańców na prymicjach. Oznacza to - widocznie zamierzone - upodobnianie przyjęcia prymicyjnego do wesela czyli zwyczajów godowych. Wbrew pozorom problem jest poważny i złożony. 

Po pierwsze, chodzi o zasadność, słuszność i godziwość wzorowania przyjęcia prymicyjnego na zwyczajach weselnych. Tutaj trzeba zaznaczyć, że dotyczy to tylko specyficznych zwyczajów, wcale nie jedynych, choć obecnie powszechnych i dominujących. Wprawdzie z istoty przyjęcia weselnego w żaden sposób nie wynika niezbędność tańców, jednak w mentalności współczesnej przeważającej obecnie przynajmniej w Polsce praktycznie nie od pomyślenia jest wesele bez tańców. Podkreślam: to jest kwestia rozpowszechnienia schematu, nie konieczności. Osobiście miałem kilka lat temu sposobność uczestniczenia w przyjęciu weselnym, gdzie nie było żadnych tańców, za to była piękna klasyczna muzyka biesiadna. Oczywiście wpłynęło to odpowiednio na całą atmosferę wesela. Nie było na nim ani śladu pijaństwa czy rozpusty, które są w jakimś stopniu praktycznie nieodłączne od typowych wesel z muzyką rockową, pop, disco polo itp., co oczywiście nie jest i nie może być przypadkiem. 

Niestety akurat to tego ostatniego typu od pewnego czasu zaczęto upodabniać przyjęcia prymicyjne. Nie potrafię określić, od kiedy ten proces następował, ponieważ przez dziesięciolecia nie mieszkałem w Polsce i praktycznie nie bywałem na prymicjach, z nielicznymi wyjątkami. Wiem tylko, że za mojej młodości i lat seminaryjnych tańce na prymicjach były nie do pomyślenia, przynajmniej w bardziej konserwatywnych diecezjach na południu Polski. Zaczęto je wprowadzać chyba na prymicjach zakonników (o zgrozo!), co następnie zostało przeniesione także na prymicje księży diecezjalnych. 

Z czego wynikła ta przemiana obyczajów w dziedzinie kościelnej? Ano ewidentnie z następujących przyczyn:

- z chęci dopasowania się do zwyczajów świeckich

- z nieznajomości lub niezrozumienia istotnej różnicy między przyjęciem weselnym i prymicyjnym

- z nieznajomości lub niezrozumienia istotnej różnicy między kapłaństwem a małżeństwem

- z nieznajomości pochodzenia i znaczenia tańca tzw. towarzyskiego jako takiego. 

Mówiąc krótko: z ignorancji, głupoty i komplexów niższości wobec zwyczajów i uciech świeckich. 

Jeśli ktoś powołuje się na to, że taniec wyraża radość i świętowanie, to powinien pomyśleć, czy taniec jest konieczny do wyrażenia radości i świętowania. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie radości i świętowania bez tańczenia, to ma bardzo wąskie horyzonty intelektualne, psychiczne i duchowe. 

Nie bez znaczenia jest fakt, że pozornie ścisły związek świątecznej radości z tańcem cechuje kulturę najniższą, prymitywną, niezależnie od rodzaju muzyki i tańca. Owszem, innego rodzaju są tańce ludowe, a innego tańce dworskie, quasi arystokratyczne. Te ostatnie są na weselach generalnie nieobecne, gdyż niepodzielnie panuje obecnie najprymitywniejsza pseudokultura pop itp. A jeśliby były obecne, to najwyżej w sferach najwyższej arystokracji, której w Polsce obecnie praktycznie nie ma, bądź jej istnienie jest praktycznie niezauważalne i tym samym nie jest w stanie oddziaływać na społeczeństwo. Tak więc de facto mamy do czynienia z upodobnieniem przyjęć prymicyjnych do najniższego folkloru, nawet jeśli piosenki są odpowiednio dobrane i nie epatują wprost erotyką jak ma to miejsce na typowych weselach. Jest to najwyżej wygładzanie czegoś, co się zasadniczo afirmuje i przejmuje. 

A wynika to, jak wspomniałem, z fundamentalnego niezrozumienia, poniekąd nawet z choćby powierzchownego odrzucenia istotnej różnicy między weselem i małżeństwem z jednej strony, a prymicjami i kapłaństwem z drugiej. O ile istnieje pewien związek tańca jako rytuału godowego z małżeństwem, o tyle w kapłaństwie tego związku całkowicie nie ma. "Gody" kapłańskie to przyrzeczenie dozgonnej bezżenności, a to się odbywa tradycyjnie wraz z przyjęciem święceń w stopniu subdiakonatu, w Novus Ordo wraz z diakonatem. Jeśli więc już, to wtedy można by świętować "gody" kapłańskie, co jednak także nie upoważnia do tańczenia z tej okazji. Innymi słowy: "tańcem" duchownego jest posługiwanie przy ołtarzu, gdyż to jest wykonywanie przez niego zaślubin z Kościołem. 

W tym miejscu pora na wyłożenie genezy i istoty tańca. Otóż oczywiste jest, że w przyrodzie, wśród zwierząt istnieje pierwotnie taniec jako rytuał godowy. Oznacza on, że prokreacja ma rangę znacznie wyższą niż zaspokojenie subiektywnej pożądliwości, że ma wagę społeczną i kulturową. Takie jest też pochodzenie, natura i charakter tańca w kulturze ludzkiej: wyraża on ponadindywidualny, społeczny i kulturowy wymiar prokreacji, innymi słowy, że prokreacja to nie tylko i nie przede wszystkim pożądliwości, że to nie rozrywka, zabawa, lecz szczególny moment w życiu indywidualnym i społecznym. Owszem, istnieje też taniec kultyczny i taniec wojenny, wraz z pododmianami. Są to jednak pochodne rodzaje, w których oczywisty jest także charakter erotyczny, przynajmniej w wysublimowanej formie. Pamiętać należy o prostytucji kultycznej w religiach pogańskich, także o swoistej erotyce zwyczajów wojskowych (erotyka zastępcza). 

Dlatego właśnie już kult starotestamentalny odrzucał taniec kultyczny, mimo powszechności tańca w kultach pogańskich (taniec Dawida przed Arką Przymierza nie był tańcem liturgicznym, lecz gorszącym występkiem, na co wskazuje fakt, iż tańczył nago jakby postradał zmysły, co dodatkowo wzbudzało zgorszenie). Ta zasada została zachowana w religii Nowego Testamentu. Zgodnie z tym wzorem - gdyż liturgia ma znaczenie także pedagogiczne - Kościół zawsze odnosił się krytycznie do tańców publicznych także w dziedzinie świeckiej, widząc w nich okazję i zachętę do rozwiązłości i zepsucia obyczajów. 

Uwaga: nigdy nie było w Kościele potępienia tańca jako takiego, gdyż taniec ma swoje naturalne miejsce w intymnej relacji małżeńskiej. Właśnie intymność zachowania godowego odróżnia człowieka od zwierzęcia. Tylko w prymitywnym pogaństwie - i naśladującym go neopogaństwie - mamy do czynienia z publicznym zachowaniem godowym i pseudogodowym czyli rozpustnym. Tym właśnie są zabawy taneczne (w formie czy to ludowego folkloru, czy w formie nowoczesnej jak dyskoteki), gdzie intymność po pierwsze staje się publiczna i zostaje w ten sposób zgwałcona i zniszczona, a po drugie nie jest już ograniczona do współmałżonków. Z tej właśnie przyczyny Kościół w nauczaniu pasterzy i świętych napominał i przestrzegał przed tego typu "rozrywkami". Wypaczają one bowiem zarówno pierwotną, właściwą naturę, godność i charakter tańca jako intymnego rytuału godowego, sprowadzając go do grupowej rozrywki, która jako pozbawiona intymności istotnej dla tańca jako rytuału jest bliska rozpuście i zwykle przynajmniej sprzyjająca rozpuście. 

Widać więc jak haniebne, absurdalne i groźne jest przejęcie tańca jako "zabawy" do dziedziny duchownej, która powinna być światłem i wzorem prawdy i moralności. Czyż nie jest to jaskrawy dowód na poniewieranie godnością nie tylko chrześcijańską, lecz nawet kapłańską i duchowną? Czyż nie jest to istotny przyczynek do braku poszanowania kapłaństwa i stanu duchownego? Czy ci, którzy są za to odpowiedzialni, zdają sobie sprawę z tego, że za cenę dość prymitywnej, chwilowej "przyjemności" szargają prawdę i czystość obyczajów, gorsząc zwłaszcza młodzież, nawet jeśli wskutek bezmyślności zyskuje się jej płytką, powierzchowną sympatię? 

Mentalność modernistów charakteryzuje dogłębne zakomplexienie względem myślenia, wartościowania i zwyczajów tego świata. Stąd właśnie usiłują go naśladować, aż do zupełnego upodobnienia i stopienia się. Jednak akurat takiego "Kościoła" świat nie potrzebuje, co ewidentnie pokazują już choćby statystyki kościelne ostatnich dziesięcioleci (zapaść w przyjmowaniu sakramentów, zapaść w liczbie i jakości powołań kapłańskich i zakonnych). Im bardziej rządzący Kościołem usiłują go upodobnić do świata, tym bardziej świat gardzi Kościołem i się od niego odwraca, nawet jeśli pochwala to upodobnianie. "Jeśli sól utraci swój smak, czymże są posolić? Na nic się nie przyda, jeno na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi..." (Mt 5,13)