Czy technika jest dziełem demonów?



Przysłano mi link z kolejnym kazaniem x. G. Śniadocha z prośbą o ocenę teologiczną. Po zapoznaniu się muszę stwierdzić, że
- cel tego kazania jest niejasny, poszczególne zdania są niespójne, niekiedy nawet sprzeczne,
- jest to nie tylko ostrzeganie przed zgubnymi skutkami korzystania z techniki, lecz przypisywanie jej pochodzenia od złych duchów (z "inspiracji" demonicznej), tudzież twierdzenie, jakoby technika była narzędziem demonów.
Kaznodzieja posługuje się w tym celu rzekomą "opinią teologiczną" istniejącą już w starożytności, zaś wstępnie wykorzystuje fragment z pisma Ewagriusza Pontyjskiego pt. O różnych złych myślach.

Tymczasem już choćby pobieżne zapoznanie się z owym textem pozwala zauważyć, że nie ma on zupełnie nic wspólnego z tematem techniki, gdyż chodzi o wszelkie rozproszenia, które powodują u anachorety zapominanie o poznaniu Boga, cnoty oraz powołania:



(Całość można poczytać tutaj)

Tym samym kaznodzieja dokonuje manipulacji, gdyż tego typu niebezpieczeństwo dla życia duchowego istniało i istnieje niezależnie od wynalazków techniki, czyli nie jest z nim związane. Owszem, słusznie i dobrze jest wskazywać na niebezpieczeństwa i pokusy związane z powszechnymi obecnie technikami komunikacji, które nazbyt często szkodzą i przeszkadzają w normalnych, bezpośrednich kontaktach międzyludzkich. Jednak zasadna krytyka nie może posługiwać się fałszywymi tezami teologicznymi, jak to czyni x. Śniadoch.

Powołuje się on na bliżej niezidentyfikowaną "opinię teologiczną", według której technika jest dziełem demonów względnie pochodzi z ich inspiracji. Szkoda, że nie podaje autora, u którego wyczytał takie sensacje. Wspomina jedynie św. Augustyna, czyni to jednak mgliście, widocznie także nie będąc w stanie podać konkretnych wypowiedzi na poparcie swojego twierdzenia. U odbiorców niewyczulonych teologicznie powoduje to wrażenie referowania poglądów wielkich autorytetów teologicznych, co jest niestety - mówiąc wprost - zwykłym oszustwem.

Widocznie x. Śniadoch poczytał jedynie jakieś pisemka domorosłych "teologów", być może nawet czerpie swoją wiedzę jedynie z jakichś filmików internetowych, przy czym w takich tematach specjalizują się protestanci i to bynajmniej nie wybitni w znajomości teologii i jej źródeł. Nie zadawszy sobie trudu solidnego przestudiowania choćby podręczników teologii katolickiej wpadł przynajmniej w nieporozumienie, typowe dla ignorantów i sekciarskich kaznodziejów.

Nieporozumienie polega przede wszystkim na błędzie pojęciowym. Gdy autorzy starożytni mówią o techne (τέχνη), to mają na myśli nie technikę lecz każdy wytwór działalności zarówno ludzkiej jak też Bożej, a także samą działalność wytwórczą, w odróżnieniu od physis (φύσις), czyli tego, co się staje, żyje, rodzi i rośnie. Tak więc pojęcie techne obejmuje wszystko wytworzone, w tym sensie "sztuczne", zarówno sztukę jak i technikę, przy czym technika istniała wówczas jedynie w nieznacznym zakresie. Owszem, są wypowiedzi Ojców Kościoła wiążące techne z działaniem szatana i demonów, jednak żaden teolog katolicki nie przypisywał tej dziedziny jako takiej działalności czy inspiracji złych duchów. Innymi słowy: dziedzina techne może być wykorzystywana do złego i przez złe duchy, twory z tej dziedziny mogą być też dedykowane przez człowieka złym duchom, jednak nigdy nie jest to związek istotowy i genetyczny, lecz jedynie instrumentalny.

Stosując do przykładów przytaczanych przez x. Śniadocha: ani internet, ani komputery czy telefony komórkowe, ani badania CERN nie są dziełem demonów, lecz ludzi. To człowiek decyduje, do jakich celów wykorzystuje te wynalazki techniki. One są dziełem inteligencji człowieka, która pochodzi od Boga, nie od szatana czy demonów. Oczywiście szatan ma pewien wpływ na wolę i decyzje człowieka, ale to nie on wyposaża człowieka w inteligencję, to nie on inspiruje do wynalazków. Szatan jedynie usiłuje wykorzystać zdolności, czynności i osiągnięcia ludzkiej inteligencji - w tym wynalazki techniki - do własnych celów, czyli przeciw Bogu i przeciw człowiekowi. Jednak może to czynić wyłącznie poprzez decyzje człowieka, nie wbrew nim.

Na koniec zaznaczam, że zanim zabrałem się do napisania niniejszej koniecznej krytyki, napisałem do x. Śniadocha z prośbą o usunięcie tego kazania z przestrzeni publicznej oraz zamieszczenie sprostowania, wyrażając gotowość pomocy w jego opracowaniu. Niestety odpowiedź zawierała jedynie uporczywe trwanie w błędnych przeświadczeniach. Dlatego w poczuciu odpowiedzialności za dobro katolików i ochronę przed błędami godzącymi we wiarę katolicką, musiałem w ten sposób się odnieść.

I jeszcze jedna uwaga: Tego typu wystąpienie, umieszczone w internecie jako "kazanie" i to wygłoszone faktycznie podczas liturgii, nie spełnia elementarnych kryteriów kazania liturgicznego, zarówno pod względem formalnym jak też treściowym, gdyż jego właściwym źródłem nie jest ani Pismo św., ani nauczanie Kościoła, ani nauczanie teologów katolickich (mimo pozornego, fałszywego powoływania się na nich), lecz conajmniej dziwne, a nawet heretyckie poglądy, czego nie są w stanie zmienić dobre intencje. Jeśliby ktoś napotkał kolejne tego typu przypadki, proszę o zgłoszenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy wolno w stanie grzechu ciężkiego przystępować do Komunii św.?

  Odpowiedź jest podana powyżej w kanonie z Kodexu Prawa Kanonicznego z 1983 r. Jednak nie jest ona do końca jasna.  Wersja oryginalna brzm...