Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Udawany katolicyzm, czyli czy fideizm rozwiązuje konflikt między nauką i religią?



Po raz kolejny znany publicysta Tomasz Terlikowski poruszył ważny i aktualny temat fundamentalno-teologiczny, zapraszając jednak nie teologów, lecz filozofów z wykształcenia, aczkolwiek jeden z dwóch zaproszonych jest xiędzem i tym samym powinien reprezentować także, nawet przede wszystkim, teologię katolicką. W trakcie dwuczęściowego programu okazuje się, że zdominowany został przez pozycję prezentowaną przez świeckiego filozofa-publicystę o poglądach dość wyraźnie ateistycznych i neomarxistowskich, z przyzwoleniem prowadzącego i zasadniczym wtórowaniem przez xiędza. By czytelnicy mogli najpierw sami zapoznać się z treścią programu, podaję zarówno linki jak też zapis istotnych dla tematu wypowiedzi. Następnie streszczę najważniejsze treści w formie poszczególnych tez, odnosząc się do nich. 

Część I:
https://www.youtube.com/watch?v=Vz_0E6vkeKo

Tomasz Stawiszyński: "Ja jestem zwolennikiem takiego stanowiska, że między nauką a religią istnieje konflikt, i to są dwie zupełnie odmienne dziedziny i życia społecznego i dwie odmienne dziedziny nazwijmy to refleksji czy dwie odmienne dziedziny intelektualne. Myślę, że bardzo wiele religię od nauki różni, przede wszystkim sposób osiągania pewnych twierdzeń. I w tym aspekcie, w którym religia jest także pewnym zespołem zdań o świecie, które mówią, jaki świat jest, skąd się świat wziął, jak świat jest skonstruowany, no to w tym obszarze konflikt między religią a nauką istnieje. No bo nauka jest metodą, systematyczną metodą osiągania prawdziwych czy maksymalnie prawdopodobnych twierdzeń o świecie, a religia jest w każdym razie jakimś zespołem takich twierdzeń i to niekiedy, i w historii i aktualnie są to zbiory, które się wykluczają po prostu."

Część II:
https://www.youtube.com/watch?v=aIfGwwp9JdM&feature=youtu.be

Tomasz Terlikowski: "Czy rzeczywiście jest tak, że między nauką a religią istnieje nieuchronny konflikt?"

X. Wojciech Grygiel: "Ja bym powiedział, że takiego konfliktu nie ma. Oczywiście, jeśli przyjmiemy rzeczywiście pozycję ateistyczną, to w ogóle problem znika. Natomiast jeśli przyjmiemy pozycję teistyczną, to ja bym się podparł czymś takim, o czym już mówił św. Augustyn a rozwinął św. Anzelm, o takiej frazie jak credo ut intelligam czyli wierzę aby rozumieć, a zatem wiara jest jakby dalszą perspektywą. My na płaszczyźnie racjonalnej dochodzimy do pewnego zrozumienia rzeczywistości i potem się to kończy. I rzeczywiście, żeby popatrzeć na głębszy sens tego wszystkiego, cośmy zbadali, załóżmy, naukowo, trzeba na to popatrzeć z perspektywy już teologicznej, religijnej. Ale ona właśnie zakłada jakby uznanie pewnego apriori metafizycznego w stosunku do dyskursu naukowego, dyskursu racjonalnego. Istnienie tego apriori rzeczywiście jest debatą teologiczną. Ale ja bym nie widział tego spięcia, ponieważ jeżeli popatrzymy na to, co odkrywa nauka, z perspektywy teologicznej, to to się jawi jako... teologia jawi się jako pewne rozszerzenie racjonalności. Dlatego św. Augustyn powiedział credo ut intelligam, wierzę aby rozumieć."

"Zawsze do spięć dochodzi, gdy jedna ze stron absolutyzuje pewne pojęcia. Bo gdyby się tych pojęć nie absolutyzowało, to by do spięć nie dochodziło. Bo albo jedni zamrażają jakiś ścisły punkt widzenia, albo drudzy, i obstają przy tym jako przy absolutnym. I mnie się wydaje, wtedy dochodzi do iskrzenia. "

Współrozmówca TS relacjonuje wypowiedź xWG, który gorliwie przytakuje:  "Ja bym powiedział, że nauka współczesna nie zna pojęcia absolutności w tym sensie, w jakim ksiądz tego użył, ponieważ jest systemem powiedziałbym że niezwykle skromnym. Jest systemem który oczywiście tworzył się przez bardzo długi czas... Natomiast w tej aktualnej postaci no to jest system osiągania pewnych twierdzeń o świecie, nieustannego ich weryfikowania, sprawdzania. To jest także system niezwykle wyspecjalizowany... I w tym sensie absolutyzacja w tym sensie, w jakim występuje, jeśli występuje..."
"Gdy się przyjrzymy w jakim sposób obie te dyscypliny osiągają pewne twierdzenia o rzeczywistości, no to w jednym przypadku mamy wymóg i nakaz weryfikacji, sprawdzalności, nieustannego badania. stawiania hipotez. a następnie weryfikowania tych hipotez. tworzenie pewnych bardziej zwartych systemów czyli teorii, i nic tu nie jest z góry założone, tzn. jesteśmy w każdej chwili w nauce gotowi do tego..." 
"Natomiast w religii mamy, co ksiądz właściwie wyraził we wcześniejszej swojej wypowiedzi, owo metafizyczne apriori, tzn. istnienie Boga jest założone z góry i dowód możemy ewentualnie do tego dorobić tzn. możemy się przyglądać rzeczywistości i uznawać, że coś w niej świadczy o tym, że Bóg istnieje. Natomiast hipotezy o istnieniu Boga w sensie ścisłym nikt, przynajmniej nie człowiek religijny, przynajmniej nie reprezentant religijnej instytucji, nie będzie poddawał tego typu weryfikacji, jakiej poddajemy tezy w nauce, bo to jest z góry wiadome."

WG wtóruje ponownie: "Tu się jak najbardziej zgadzam z tymi wszystkimi tezami, co było do tej pory powiedziane. Ja tylko chciałbym cały czas stać na stanowisku, że w nauce nie można dowodzić albo obalać istnienia Boga. Natomiast wydaje mi się, że sam fakt nauki nie czyni pytania o Boga pytaniem bezsensownym. Ja bym do tego stopnia tylko się posuwał. Więcej nie."

Zestawienie wypowiedzi TS oraz xWG ukazuje, że ich pogląd na postawiony problem stosunku między nauką a religią jest w gruncie rzeczy tożsamy, mimo pewnych różnic w szczegółach. Można go streścić w następujących tezach:

1. Religia i nauka wykluczają się, zarówno metodologicznie jak też treściowo. Moja odpowiedź: Brak choćby roboczego i prostego zdefiniowania pojęć nauka i religia, oraz używanie ich w sposób wieloznaczny prowadzi do kardynalnych błędów i tez służących własnej, błędnej koncepcji. Przede wszystkim błędem elementarnym jest utożsamianie nauki z naukami przyrodniczymi, o które w tej "dyskusji" zasadniczo chodzi. Oznacza to de facto negację charakteru naukowego zarówno filozofii i innych nauk humanistycznych, jak też zwłaszcza teologii. Elementarnym błędem pojęciowym jest także utożsamienie religii z teologią. Służy to negacji racjonalności teologii. Kryje się pod tym odgórne założenie irracjonalności zarówno religii jak też teologii, a ostatecznie sprzeczności między rozumem a religią, czyli właściwie ateistyczny pogląd na istotę religii, tudzież uzurpowanie sobie przez ten pogląd racjonalności i naukowości. Jest niepojęte, jak filozof chrześcijański, za którego uważa się T. Terlikowski, oraz xiądz katolicki W. Grygiel mogą bez sprzeciwu czy przynajmniej próby wyjaśnienia przysłuchiwać się wypowiadaniu takiej tezy i to nawet z widoczną aprobatą.

2. Podzielanie owej pozycji ateistycznej jest widoczne także w zdaniu x. Grygiela: "jeśli przyjmiemy rzeczywiście pozycję ateistyczną, to w ogóle problem znika". Widocznie według niego przyjęcie pozycji ateistycznej oznacza zażegnanie konfliktu z "nauką" (przez którą absurdalnie redukcjonistycznie rozumie jedynie przyrodnictwo), czyli że ateizm jest zgodny z "nauką". Jest to nic innego jak klasyczna pozycja marxizmu głosząca naukowość ateizmu. Natomiast niesamowite jest reprezentowanie takiej pozycji przez xiędza, pracownika naukowego papieskiej uczelni.

3. Zdanie "credo ut intelligam" (zresztą wypowiadane przez x. Grygiela za każdym razem językowo błędnie, z fałszywym akcentowaniem) nie pochodzi od św. Augustyna, lecz z "Proslogion" św. Anzelma, gdzie jest wstępem do tzw. ontologicznego dowodu na istnienie Boga. W wypowiedzi x. Grygiela jest użyte natomiast w zupełnie innym sensie, obcym zarówno wywodowi św. Anzelma jak też św. Augustyna, który - używając innych słów i w zupełnie innym kontekście tematycznym - odnosi się nie do istnienia Boga, lecz do wiary w treści Bożego Objawienia, które według teologii katolickiej wykraczają poza zakres prawd czysto rozumowych. Innymi słowy: x. Grygiel miesza i myli prawdy czysto rozumowe, które łączą teologię z innymi naukami, z prawdami wiary, czyli poznawalnymi tylko w akcie wiary w Boże Objawienie. Tym samym w sposób niechlujny i fałszywy już nawet metodycznie nadużywa słów św. Anzelma (fałszywie przypisywanych przez niego św. Augustynowi) do fałszywej, heretyckiej, sprzecznej z nauczaniem Kościoła tezy reprezentowanej przez niego w tym kontekście, mianowicie, jakoby niemożliwe było rozumowe poznanie istnienia Boga.



4. Bełkotliwa jest teza o "absolutyzowaniu pojęć", z którego rzekomo wynika konflikt. Teologia katolicka nigdy nie absolutyzuje pojęć, aczkolwiek w dogmatach wiary określa prawdy wiary za pomocą określonych pojęć. Po prostu nie ma innej możliwości wyrażania i definiowania prawd wiary. Czyżby to przeszkadzało x. Grygielowi? Czy ma to na myśli odrzucając "absolutyzowanie pojęć"? Problem jest innego rodzaju. Wskazują nań wszystkie dokumenty Kościoła w temacie oraz pisma teologów katolickich. Chodzi mianowicie o odróżnienie zakresu prawd objawionych i prawd naturalnych, rozumowych, które to odróżnienie powinno być znane x. Grygielowi, nawet jeśli je odrzuca. Konflikt między teologią a przyrodnictwem (naukami przyrodniczymi) nie jest konfliktem o pojęcia lecz o metodę, jej zakres, granice i kompetencje. A wynika to zarówno z oddzielania teologii od racjonalności - jak czynią to zgodnie ateiści, protestanci i moderniści (tzw. fideiści) - jak też z uprawiania przyrodnictwa na zasadach ideologii czyli światopoglądu, który pretenduje do zastąpienia religii i filozofii wraz z uzurpowaniem sobie wyłącznej naukowości.

5. Wraz z odrzuceniem "absolutyzacji pojęć" x. Grygiel odrzuca "zamrażanie jakiegoś ścisłego punktu widzenia", odnosząc to widocznie także do "religii", w tym widocznie także do teologii katolickiej i katolickiego nauczania prawdy. Te słowa można odnieść do wyrażanego przez niego wcześniej postulatu zastąpienia np. dogmatu o Transsubstancjacji innym pojęciem i tym samym dogmatem. Tym samym x. Grygiel opowiada się za tymczasowością i względnością katolickich prawd wiary, także tych nieomylnych i nieodwoływalnych. Czy zdaje sobie sprawę z tego, że popełnia tym samym herezję modernistyczną potępioną wielokrotnie przez Kościół?

6. Mówienie o istnieniu Boga jako "metafizycznym a priori" jest niczym innym jak negacją dogmatu Soboru Watykańskiego I, który mówi wprost o poznaniu istnienia Boga drogą wnioskowania z racjonalnego poznania rzeczy stworzonych. Innymi słowy: według nauczania Kościoła istnienie Boga jest poznaniem a posteriori, gdyż wychodzi od poznania rzeczywistości stworzonej.

7. Zdanie, że "w nauce nie można dowodzić albo obalać istnienia Boga", jest prawdziwe i zgodne z nauczaniem katolickim jedynie wówczas, gdy przez "naukę" rozumie się wyłącznie nauki ściśle przyrodnicze, tzn. stosujące ściśle metodę empiryczną, czyli fizyko-matematyczną, i ograniczające się z racji swej metody wyłącznie do rzeczywistości materialnej. Jak już wskazałem powyżej, takie rozumienie naukowości jest irracjonalne, ahistoryczne i zabobonne, znane w teorii nauk jako redukcjonizm o podłożu światopoglądowym, nie naukowym we właściwym sensie. Tym samym ten pogląd jest niegodny kogoś znającego choćby pobieżnie historię nauk i historię filozofii, tym bardziej filozofa.

Podsumowując: Niestety także w tym wystąpieniu x. Grygiel zasadniczo powtórzył swoje poglądy znane ze wcześniejszych wystąpień, jaskrawo sprzeczne z teologią katolicką, z nauczaniem Kościoła, a także nawet z elementarną wiedzą w dziedzinie, która ma być jego specjalnością, mianowicie filozofią nauk. Niepojęte jest ponowne publiczne wyrażanie takich poglądów i to reprezentując uczelnię katolicką.

Przy tej okazji czuję się w obowiązku wskazać na opinię odnośnie tez głoszonych przez x. Grygiela, pochodzącą z zupełnie innej strony, mianowicie z pozycji filozofa, który nota bene uzyskał zasadnicze wykształcenie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zachęcam do zapoznania się z następującą recenzją książki x. Grygiela, która jest chyba jego rozprawą habilitacyjną w dziedzinie filozofii:

http://www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/index.php/pl/nowosci/39-fag-2014/856-fag-2014-art-13

>Uwaga: link obecnie widocznie nie działa, pewnie komuś ten text przeszkadzał. Oto nagłówek textu (przypuszczalnie autor by udostępnił na życzenie):


Dla tych, którzy nie mają czasu czy cierpliwości do czytania całej recenzji, zresztą bardzo solidnej i dość szczegółowej, podaję kilka zasadniczych cytatów sumarycznych:











Parafrazując wnioski i tytuł recenzji teolog katolicki jest zmuszony podsumować tezy głoszone przez x. Grygiela następująco: udawanie bycia katolikiem.

Czy walka zbrojna na froncie jest przeszkodą do beatyfikacji?


Mogę odpowiedzieć jedynie ogólnie, ponieważ nie znam wystarczająco tych dwóch przypadków. 

Warunkami wstępnymi do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego są przede wszystkim: odejście do wieczności w opinii świętości oraz stały kult, czyli modlitwy prywatne wiernych, zwłaszcza przy grobie danej osoby, oraz inne oznaki czci oraz świadectwa wysłuchania modlitw za domniemaną przyczyną danej osoby. Z powodu tego drugiego warunku tradycyjnie można było wszcząć proces najwcześniej dopiero 50 lat po śmierci, aczkolwiek papież mógł udzielić dyspenzy w uzasadnionych przypadkach, tzn. gdy sława świętości i łask za wstawiennictwem danej osoby była powszechna oraz w stopniu nadzwyczajnym. Niestety ten wymóg trwałego, spontanicznego kultu ze strony wiernych został w ostatnich dziesięcioleciach zlekceważony przez zredukowanie czasu oczekiwania na wszczęcie procesu do 5 lat (w niektórych przypadkach nawet z tego wymogu dyspensowano). Ponadto we wielu przypadkach należy mieć wątpliwości, czy kult jest spontaniczny, tzn. nie inspirowany medialnie oraz odgórnie wspierany i sterowany.

W samym procesie informacyjnym, który jest prowadzony przez ordynariusza miejsca pochówku danej osoby (o ile zezwalają na to okoliczności), przedmiotem badania jest heroiczność cnót teologalnych czyli wiary, nadziei i miłości. Udział w walce zbrojnej sam w sobie nie świadczy przeciw tym cnotom, aczkolwiek konieczne jest zbadanie zgodności postawy danej osoby w tej walce z owymi cnotami, co jest szczególnie trudne. Tradycyjną zasadą Kościoła w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym jest dokładność i ostrożność, tzn. zarzuty i zastrzeżenia były traktowane bardzo poważnie. Chodzi bowiem o wiarygodność Kościoła.

Walka zbrojna na froncie wiąże się z tematem wojny sprawiedliwej. Liczy się zarówno cel danej wojny, tzn. jej słuszność moralna, ale także osobista postawa danej osoby w takiej wojnie. W przypadku wojny niesprawiedliwej sprawa jest bardziej złożona, gdyż dochodzi kwestia konieczności, tzn. nieuchronności udziału w niej, tym samym osobistej odpowiedzialności za ten udział.

Najogólniej mówiąc, udział w walce zbrojnej może być moralnym obowiązkiem, mianowicie wtedy, gdy chodzi o wojnę sprawiedliwą według warunków nauczanych przez Kościół. Równocześnie obowiązuje w niej odpowiednia postawa moralna, według wskazań etyki katolickiej.

Czy dusza cierpi od ognia cielesnego?


Dusza ludzka jest duchowa i jest formą ciała (forma corporis). Oznacza to jej związek z ciałem, ale także względną wolność, mimo przyporządkowania. Jako byt niecielesny nie może sama w sobie doznawać cieleśnie, lecz jedynie w ciele i poprzez ciało.

Odpust zupełny podczas Mszy św. ?


W kwestii odpustu istotne są warunki określone przez Stolicę Apostolską. Wydaje się, że pojęcie adoracji Najświętszego Sakramentu oznacza osobiste nabożeństwo pozaliturgiczne. Zachodzi tu różnica o tyle, że podczas liturgii w pewnym sensie łatwiej jest skupić swoją uwagę, gdyż treść liturgii w tym pomaga. Pod tym względem osobista adoracja jest trudniejsza, gdyż wymaga więcej osobistego wysiłku. Tym samym osobisty wkład jest innego rodzaju i innej rangi, tym samym inna jest też wartość tego wkładu. Dlatego generalnie takie nabożeństwo podczas Msza św. nie spełnia warunku określonego dla uzyskania odpustu.


Czy podatek dochodowy jest grzeszny?


Ten grzech dotyczy pracodawcy, który nie płaci należnego wynagrodzenia za pracę. Podatek jest natomiast daniną nałożoną przez państwo. Generalnie płacenie podatku dla celów dobra wspólnego realizowanego przez państwo jest obowiązkiem moralnym wynikającym ze społecznej natury człowieka, która jest podstawą istnienia państwa. Oczywiście podatek musi być godziwy, tzn. uzasadniony realizowaniem dobra wspólnego danej społeczności oraz proporcjonalny zarówno do zadań realizujących to dobro jak też do indywidualnych możliwości i warunków.
Nie jest moralnie godziwe ani istnienie takiej instytucji państwa, która nie służy dobru wspólnemu, ani taki system podatkowy, który jest systemem ucisku skierowanemu przeciw indywidualnym obywatelom i dobru wspólnemu.

Msza św. niedzielna


Do spełnienia obowiązku niedzielnego wystarczy oczestnictwo w ważnie i legalnie sprawowanej Najświętszej Ofierze. W miarę możliwości należy się starać, by była to Msza św. bez nadużyć, ale nie jest to konieczne dla spełnienia obowiązku niedzielnego. Wierni mają prawo do uczestniczenia w liturgii sprawowanej zgodnie z normami Kościoła.

W pewnych okresach roku liturgicznego (Adwent, Wielki Post) nie ma we Mszy św. tego hymnu. Jest też możliwość opuszczenia jednego czytania. W liturgii tradycyjnej w dni świąteczne jest tylko jedno czytanie.

Jeśli celebrans notorycznie nie przestrzega norm liturgicznych, należy go upomnieć, następnie poinformować władze diecezjalne. W razie braku skuteczności lepiej jest uczęszczać do innego kościoła.

Chrzest dziecka rodziców niewierzących



Prawo kościelne dopuszcza możliwość udzielenia Chrztu świętego dziecku rodziców niewierzących. Powodem jest to, że chodzi o dobro dziecka, które nie ponosi odpowiedzialności za stan rodziców. Warunkiem jest jedynie, że rodzice zobowiążą się do umożliwienia katolickiego wychowania dziecka, czyli we wierze katolickiej, i chrzestny czy chrzestna podejmą się tego obowiązku. 

Zderzenie drugiej i trzeciej fali charyzmatyzmu (x. Strzelczyk i x. Szałanda)







Już pierwsze zdanie wypowiedzi x. Szałandy dość wyraziście świadczy o poziomie duchowym, moralnym i intelektualnym. Nie jest to niestety odosobniony przypadek, lecz typowy dla środowiska "charyzmatycznego". Opatrzenie pogardliwą etykietką natury osobistej, pozbawioną argumentacji, ma od razu znokautować przeciwnika. Problem w tym, że jest to właściwie przyznanie się już na wstępie do braku argumentów, czy przynajmniej do braku gotowości rzeczowego argumentowania. Cała wypowiedź epatuje pogardą osobistą, która de facto przykrywa deficyt argumentacji.

Pierwszym "argumentem" jest sytuacja duszpasterska. X. Szałanda nie wspomina swojej recepty (co robi, żeby w tygodniu miał więcej niż 2-3 osoby na Mszy św.). Natomiast sugeruje bezsilność, bezradność, nawet wręcz niekompetencję pastoralną swego adwersarza. Również bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Jedyną podstawą jest to, że x. Strzelczyk pracuje naukowo. Tym samym jest "zamknięty w akademickiej szafie". Widocznie x. Szałanda nie wie czy nie chce wiedzieć, że także pracownik naukowy, zwłaszcza kapłan, ma do czynienia nie tylko z książkami (za którymi także stoją ludzie i to jednak dość często obeznani z realnymi problemami), lecz także z ludźmi, i to z reguły bardziej wymagającymi intelektualnie i duchowo niż w przypadku proboszcza. No cóż. Czy taka perfidia, niegodna człowieka myślącego, a widocznie obliczona na podatność odbiorców, może pochodzić od Ducha Świętego?

X. Szałanda słusznie cytuje rytuał oraz Katechizm. Widocznie jednak nie zauważa, że nie ma w tych źródłach żadnego poparcia dla praktyk "charyzmatycznych", gdyż mówią one o sakramentach i sakramentaliach, które są sprawowane przez duchownych Kościoła, nie przez samozwańczych "uzdrowicieli".

Nie można x. Szałandzie odmówić pewnej dozy inteligencji, gdy sprytnie zauważa, że nie ma wyraźnego, formalnego zakazu ogłaszania "uzdrowienia" przez samych "uzdrowicieli". Znowu x. Szałanda widocznie liczy na manipulowalność odbiorców. Jako teolog powinien wiedzieć, jakie są kryteria Kościoła i kto - według prawa kanonicznego - ma prawo badać tego typu sprawy i tym samym orzekać. Logiczne jest, że orzeka ten, kto prowadzi czy przynajmniej zleca badania. Nie musi to być obwarowane formalnych zakazem, skoro jest logiczne. Chyba że x. Szałanda myśli zupełnie po protestancku, gdzie nie ma urzędu nauczycielskiego i hierarchicznego. I to samo myślenie widocznie sugeruje odbiorcom.

Słuszna jest natomiast uwaga odnośnie sprzeczności w wypowiedzi x. Strzelczyka odnośnie raju. W tym wątku x. Strzelczyk rzeczywiście nie douczył się dogmatyki katolickiej. 

W kwestii "warsztatów" M. Zielińskiego x. Szałanda znowu miesza różne sprawy, czy to z ignorancji teologicznej, czy z fałszywych poglądów niekatolickich. Czym innym jest charyzmat uzdrawiania, a czym innym posługa kaznodziejska czyli urzędowe nauczanie wiary. Charyzmat uzdrawiania nie jest urzędem, aczkolwiek każdy sakrament zawiera w sobie także posługę uzdrawiania. Można i należy uczyć sprawowania sakramentów Kościoła, także nauczania wiary, jednak czymś zupełnie innym jest "warsztat" uzdrawiania. Chyba że jest to właściwie tylko pretext oraz szyld i do nauczania i wprowadzania w praktykę czegoś, co jest sprzeczne z zasadami i sakramentami Kościoła.

Podsumowując: Jest to kolejna skandaliczna wypowiedź x. Szałandy, która zionie myśleniem niekatolickim i brakiem zwykłej uczciwości zarówno w treści jak też w formie. Stosując zwykłe reguły rozróżniania duchów diagnoza jest jednoznaczna. Ta wypowiedź przedstawiciela i rzecznika "charyzmatyków" rzutuje na nich. Widocznie nawet nie zauważają problemu. Co nie dziwi, skoro postawa jest typowa i charakterystyczna dla tego środowiska i "ducha". A z całą pewnością nie jest to Duch Święty, który jest Duchem prawdy.

Czy formuła rozgrzeszenia jest dowolna bądź zmienialna?


Klasyczne podręczniki sakramentologii i teologii moralnej rozróżniają odnośnie formy Sakramentu Pokuty:

1. formę rubrykalną, czyli przepisaną w rubrykach,

2. formę konieczną, której się używa w sytuacji pilnej konieczności: "Ego te absolvo ab omnibus censuris et peccatis tuis in nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen."

3. formę esencjalną (istotową), czyli niezbędną do ważności Sakramentu. Brzmi ona według dogmatu Soboru Trydenckiego: "Te absolvo a peccatis tuis".

Spowiednik jest zobowiązany pod grzechem ciężkim do przestrzegania formy rubrykalnej. W nadzwyczajnej sytuacji wystarczy formuła konieczna. Gdy spowiednik nie przestrzega żadnej z tych form, wówczas penitent może mieć pewność ważności rozgrzeszenia, o ile spowiednik wypowiedział słowa esencjalne.

Prawo kanoniczne nie przewiduje automatycznej kary za niestosowanie odpowiedniej formy. Nieprzestrzeganie formy nie jest samo w sobie symulacją sakramentu, choć jest grzechem ciężkim, jeśli jest świadome i własnowolne.


Czy brak szacunku dla liturgii tradycyjnej jest grzechem?


Grzeszność braku szacunku dla liturgii tradycyjnen zależy zwłaszcza od motywów tego braku oraz od świadomości. Jeśli wynika z braku szacunku czy wręcz pogardy dla wiary katolickiej czy przynajmniej dla Kościoła, to jest oczywiście grzechem przeciw Bogu i Jego Objawieniu, i w tym znaczeniu przeciw Duchowi Świętemu. Jeśli natomiast wynika z braku znajomości, zrozumienia czy z fałszywego podburzenia czy uprzedzeń, wówczas wina jest mniejsza, a może nawet być bez winy od strony subiektywnej.

Kwestia statusu kanonicznego i teologicznego FSSPX była już kilkakrotnie omawiana. Zachęcam do zapoznania się z poprzednimi odpowiedziami.


Czy wolno ofiarować swoje zdrowie za zdrowie innej osoby?


Taka prośba jest moralnie dopuszczalna, a nawet jest rodzajem heroicznej miłości. Jednak powinna być zawsze połączona z poddaniem się woli Bożej, ponieważ dotyczy dobra doczesnego, tzn. zdrowia. Konkretnie: można ofiarować swoje zdrowie za zdrowie dziecka, ale równocześnie należy uznać i poddać się temu, co Pan Bóg uzna za stosowne, tzn. lepsze dla zbawienia dusz.

Czy dopuszczalne jest nakładanie stuły poza czynnościami liturgicznymi?


Kwestia zarówno kapłańskiego odzienia codziennego, czyli pozaliturgicznego, jak też liturgicznego jest uregulowana w prawie kanonicznym oraz rubrykach ksiąg liturgicznych.

Stuła jest szatą liturgiczną, nie oznaką godności kapłańskiej, i nie wolno jej stosować poza funkcjami liturgicznymi. Księgi liturgiczne podają jasno, kiedy kapłan przyodziewa stułę. Używanie jej poza określonymi tak czynnościami jest poważnym nadużyciem.

Jakie wino powinno być użyte do Konsekracji?


Prawo kanoniczne podaje, że materią eucharystyczną musi być wino gronowe, czyli z winogron. Dla wierności temu przepisowi wymagany jest certyfikat czyli pochodzenie od zaprzysiężonego producenta, który odpowiednio oznacza i opięczetowuje wino mszalne. Jest to gwarancja, że nie ma w nim domieszek cukru, wody czy innych substancyj, które mogą sprawiać, że materia jest wątpliwa, niegodna czy wręcz nieważna.

Konsekracja wina bez certyfikatu jest wtedy ważna, gdy spełnia ono warunki gwarantowane przez certyfikat. Użycie takiego wina jest dopuszczalne, gdy nie ma możliwości użycia wina z certyfikatem. Lekceważenie wymogu wina certyfikowanego, tzn. użycie wina niecertyfikowanego bez ważnej przyczyny, jest wykroczeniem przeciw przepisom liturgicznym i grzechem ciężkim.

Czy magia działa? (Odnośnie sporu między x. Strzelczykiem a x. Posackim)


Czy bezpłodność jest przeszkodą w zawarciu sakramentu małżeństwa?



Według prawa kanonicznego przeszkodą jest jedynie niezdolność do aktu małżeńskiego (impotencja), nie bezpłodność. Oznacza to, że można zawrzeć sakramentalny związek małżeński, o ile fakt bezpłodności nie jest zatajony. Wynika to z tego, że bezpłodność może być leczona, jedynie hipotetyczna i czasowa. Dlatego przysięga małżeńska jest zawsze taka sama.

Sprawa powinna być jednak rzetelnie przemyślana i omówiona w przygotowaniu bezpośrednim wraz z duszpasterzem.

Czy narażenie życia dla ochrony życia innych jest moralnie usprawiedliwione?


Kwestia jest złożona, gdyż chodzi o życie własne i życie innych. Ponadto jest kwestia postawy wobec ustaw rządzących, w tym wypadku władz okupacyjnych. W tej kwestii jest też różnica między prawem naturalnym a heroizmem chrześcijańskim.

Gdy chodzi o ochronę życia niewinnych osób przed bezprawną władzą, to sprawa jest o tyle jasna, że jest moralny obowiązek pomocy, aczkolwiek bez narażania życia własnego i tym bardziej życia innych osób, także rodziny. Heroiczne poświęcenie swego życia dla ratowania życia innych jest nadobowiązkowe. Narażenie życia innych, o ile jest świadome, jest moralnie dopuszczalne wyłącznie wtedy, gdy zgoda tych osób jest przynajmniej domyślna. Bez przynajmniej domyślnej zgody tych osób narażenie ich, zwłaszcza niewinnych dzieci, nie jest moralnie godziwe i tym samym nie jest heroizmem chrześcijańskim, o ile chodzi jedynie o dobro doczesne, czyli ratowanie życia doczesnego. Gdyby chodziło o dobra duchowe, np. wyznawanie prawdziwej religii, wówczas poświęcenie życia swojego i pośrednio dzieci byłoby godziwe i heroiczne.

Istotny jest też stopień zagrożenia życia osób, które mają być chronione. Jeśli osoby te są niewinne i brak pomocy oznaczałby pewną utratę życia, to sprawa ma się inaczej niż w przypadku osób, dla których ujęcia przez władze istnieją pewne racje (np. z powodu dobra wspólnego) i ujęcie ich nie powoduje automatycznego odebrania im życia. Jest mianowicie różnica między ujęciem w celu natychmiastowego rozstrzelania, a ujęciem w celu wywiezienia do obozu koncentracyjnego, o ile w obozie miałyby szansę na przeżycie. Ryzykowanie natychmiastowej pewnej utraty życia swojego i rodziny dla ratowania innych przed hipotetyczną, jedynie (mniej czy bardziej) prawdopodobną utratą życia, nie jest moralnie godziwe i tym samym nie może być heroiczne.

Oczywiście dla oceny moralnej istotna jest zarówno świadomość problemu moralnego, jak też kontext ideowy czy religijny. Jest możliwe, a nawet prawdopodobne, że ukrywanie Żydów przed władzą okupacyjną było motywowane i rozumiane jako sprzeciw wobec niesprawiedliwej, zbrodniczej władzy i jej rozporządzeniom. To ma wpływ na moralną ocenę danej decyzji od strony subiektywnej, czyli winy osobistej. Nie ma to jednak istotnego wpływu na moralną ocenę od strony obiektywnych norm moralnych w świetle zarówno prawa naturalnego jak też objawionego. Poświęcanie życia niewinnych osób, swojego i rodziny (w sensie bezpośredniego zagrożenia) nie jest moralnie godzinym sposobem wyrażania sprzeciwu wobec nielegalnej czy wręcz zbrodniczej władzy. Heroizm chrześcijański nie może też oznaczać poświęcania życia jednych niewinnych dla ratowania życia innych niewinnych. Jedynym moralnie dopuszczalnym motywem może być dobro wyższe, mianowicie duchowe, a nie życie doczesne.

Czy praktykowanie jogi i medytacji jest zakazane przez Kościół?


Przede wszystkim należy uważnie czytać dokumenty Kościoła w tej sprawie. Kościół przestrzega przed takowymi technikami, o ile mają przynajmniej podtext niezgodny z wiarą katolicką. Nie ma natomiast zastrzeżeń odnośnie samych ćwiczeń fizycznych.

W rzeczywistości nauka takowych praktyk zwykle nie odbywa się zupełnie bez podtextów filozoficznych czy światopoglądowych, aczkolwiek oddzielenie jest zasadniczo możliwe. Osoba nie wyczulona teologicznie raczej nie jest w stanie rozpoznać podtextów czy powiązań. Dlatego należy generalnie zachować ostrożność, gdyż niebezpieczeństwo popadnięcia w zniewolenia duchowe może być znaczne.

Istotne jest, kto wprowadza w daną praktykę i na jakim tle światopoglądowym i duchowym. Ćwiczenia fizyczne można uprawiać zupełnie niezależnie od takich powiązań. Zasadnicze praktyki można sobie przyswoić bez korzystania z wpływu osób, który tło ideologiczne jest podejrzane czy przynajmniej wątpliwe.

Modlitwa za zmarlych



Wraz ze śmiercią dusza przechodzi do wieczności, czyli wymiaru w swej istocie ponadczasowego. Czyściec jest stanem przejściowym, ograniczonym czasowo. Jest wprawdzie przedsionkiem nieba czyli szczęśliwości wiecznej, bez końca, ale w pewnym sensie jest jeszcze po stronie doczesności, właśnie z powodu ograniczenia czasowego.
Pod tym względem istnieje rzeczywiście analogia z tzw. limbus patrum, czyli miejscem przebywania sprawiedliwych przed przyjściem Jezusa Chrystusa we Wcieleniu. Wg teologii patrystycznej Jezus Chrystus przez swoje wstąpienie do otchłani śmierci i Zmartwywstanie wyprowadził te dusze do nieba.

Tym samym czas ofiarowania naszych modlitw, odpustów i Mszy św. za dusze zmarłych ma raczej znaczenie dla nas, nie dla dusz. Pan Bóg oczywiście przewiduje nasze dobre uczynki dla dusz zmarłych i czyni je skutecznymi zanim odbędą się w czasie. Tym niemniej lepiej jest nie zwlekać z tymi uczynkami, gdyż w modlitwie liczy się także udział naszego serca. Gorliwość serca może z czasem słabnąć, co pomniejsza wartość modlitwy.

Czy problemy emocjonalne pomniejszają winę?


W każdym grzechu ciężkim jego ciężar zależy także od świadomości i własnowolności. Gdy nie ma pełnej świadomości czy wolność woli jest ograniczona bez własnej winy, wówczas nie ma grzechu ciężkiego.
W dziedzinie 6ego przykazania świadomość grzechu zwykle jest. Wolność woli może być ograniczona przez pożądliwość czy brak pracy nad sobą, ale zwykle nie jest to bez własnej winy. W przypadku schorzenia czy zaburzenia psychicznego również wina zależy od tego, na ile podłożem są własne decyzje. Jeśli stan wynika z czynników endogennych, wychowania czy wpojonych fałszywych poglądów - np. mniemania, jakoby masturbacja pomagała w problemach emocjonalnych - to oczywiście wina jest pomniejszona i grzech ciężki nie zachodzi.
Tym niemniej generalnie należy także w sytuacji wątpliwości co do ciężaru grzechu raczej udać się jak najrychlej do Spowiedzi św. Upokorzenie się przed Panem Bogiem odbiera siłę pokusom i wyprasza łaski, nawet jeśli nie ma grzechu ciężkiego i Spowiedź św. nie jest konieczna.

Czy Niepokalane Poczęcie oznacza brak wolnej woli?


Wolność od grzechu pierworodnego, którą nazywamy Niepokalanym Poczęciem, oraz od grzechu osobistego nie oznacza pozbawienia wolnej woli, ani też wolności od pokus. Wolność woli - i tym samym narażenie na pokusy - jest istotna dla natury ludzkiej czyli pełni człowieczeństwa i nie została naruszona ani zniweczona przez zachowanie od grzechu pierworodnego. Na tym właśnie polega wielkość zasług Matki Najświętszej: wobec jedynej tego rodzaju świętości duszy, której zapewne była też świadoma, tym większych doświadczała pokus, a to z powodu nieskończenie większego niebezpieczeństwa pychy, która jest korzeniem każdego grzechu. W sytuacji tak wyjątkowego wybrania i pełni łask z pewnością była kuszona podobnie jak Jej Boski Syn i to głównie w dziedzinie duchowej, czyli wynoszenia się nad innych. Tymczasem przy Zwiastowaniu Anielskim Jej odpowiedzią były słowa: "oto ja Służebnica Pańska", oraz postawa służby wobec potrzebującej pomocy krewnej, Elżbiety. Mimo swego wybrania i niedoścignionej, absolutnie wyjątkowej godności, Maryja była spontanicznie gotowa do usługiwania w zwykłych, codziennych potrzebach. Odbywało się to nie z przymusu, lecz z wolnej woli. Teoretycznie mogła zgrzeszyć, mimo wolności od grzechu pierworodnego, jednak na zasadzie wolnej woli nie zgrzeszyła.

Co się dzieje z duszami dzieci nienarodzonych?


Dla utrzymania wyrażonej w Piśmie św. i ogólnie w teologii katolickiej zbawczej konieczności Chrztu św., część teologów, opierających się na św. Augustynie i Synodzie Kartagińskim (418), który negował możliwość Zbawienia nieochrzczonych, nauczała o tzw. limbus puerorum, czyli miejscu, gdzie przebywają wiecznie dusze dzieci nieochrzczonych, nie cierpiąc wprawdzie mąk piekielnych, lecz będąc pozbawione szczęścia wiecznego czyli oglądania Boga (visio beatifica). Św. Tomasz nauczał, że limbus jest miejscem naturalnej szczęśliwości. Sobór Bazyleańsko-Ferrarańsko-Florentyński (1431-1445) potwierdził nauczanie Synodu Kartagińskiego, że dusze umierających w stanie grzechu pierworodnego idą do piekła. Część teologów neoscholastycznych przygotowywała odnośną definicję dogmatyczną przed Vaticanum II. Jednak w tej kwestii nie było jednomyślności ani wśród teologów ani biskupów katolickich. Ostatecznie nie doszło do ogłoszenia dogmatu, natomiast górę wzięła opinia dystansująca się od koncepcji limbus puerorum.
Katechizm Kościoła Katolickiego nie przejął tej koncepcji. Papieska Międzynarodowa Komisja Teologiczna obradowała w tym temacie w listopadzie 2005 r. W kwietniu 2007 r. Benedykt XVI zaaprobował dokument tej Komisji, nadając jej oficjalny status magisterialny. Według tego dokumentu nauka o limbus puerorum jest starszą próbą teologicznego wyjaśnienia kwestii zbawczej konieczności Chrztu św., jednak nie mającą rangi magisterialnej. Równocześnie dokument wyraża opinię, że dzieci nieochrzczone idą do nieba.
Wydaje się uzasadnione zastosowanie tutaj tradycyjnego nauczania Kościoła o tzw. chrzcie pragnienia (votum Ecclesiae implicitum), które ma zastosowanie do wszystkich nieochrzczonych, którzy nie odrzucili świadomie prawdy objawionej w Jezusie Chrystusie i tym samym sakramentu Chrztu św. jako jedynej drogi zbawienia. W przypadku dziecka - zarówno narodzonego jak też nienarodzonego - decydujący jest wola czyli zamiar rodziców: jeśli rodzice mieli zamiar ochrzcić dziecko, to ich pragnienie ma wartość przyjęcia Chrztu św. przez dziecko.
Analogicznie rzecz się ma w przypadku rodziców, którzy nie mieli takiego zamiaru. Wówczas liczy się ich pragnienie dobra dziecka, a przede wszystkim zbawcza wartość Odkupienia w Jezusie Chrystusie.
Nie jest to nowość w nauczaniu Kościoła. Wystarczy wspomnieć chociażby kult świętych starotestamentalnych, czy to wg kalendarza liturgicznego (np. święta Rodziców Najświętszej Maryi Panny, którzy raczej nie zostali ochrzczeni), czy chociażby wg Litanii do Wszystkich Świętych, gdzie wzywani są Patriarchowie i Prorocy Starego Testamentu. Analogicznie można traktować sprawiedliwych wśród pogan, co wyraża koncepcja limbus patrum. Wspólny jest tutaj brak Chrztu sakramentalnego, czyli - pozytywnie ujmując - zbawcza skuteczność pragnienia przynależności do Kościoła, także pragnienia niewyraźnego (votum Ecclesiae implicitum). Przesłankami teologicznymi są tutaj także sprawiedliwość Boga oraz uniwersalność dzieła Zbawienia przez Jezusa Chrystusa. Nie jest to zaprzeczenie czy lekceważenie konieczności Chrztu sakramentalnego, lecz poprawna interpretacja słów nakazu misyjnego, zgodna z kontextem błiższym i dalszym. Konieczność Chrztu według nakazu misyjnego dotyczy bezpośrednio tych, którzy usłyszeli Ewangelię. Stosowanie tej zasady wobec wszystkich nieochrzczonych jest sprzeczne zarówno z właściwym sensem nakazu misyjnego jak też ze wspomnianymi przesłankami teologicznymi. Ponadto kryje w sobie quasi magiczne rozumienie sakramentu, co jest także niezgodne z teologią katolicką.
W tym świetle należy rozumieć nauczanie zarówno Synodu Kartagińskiego jak też Soboru Bazylejsko-Ferrarańsko-Florentyńskiego.

Czy należy spowiadać się z pożycia w nieważnym sakramentalnie związku?


Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem pytanie.
Istotne jest: materią spowiedzi są grzechy ciężkie i lekkie popełnione od ostatniej ważnej spowiedzi.
Jeśli ktoś żył w związku potem uznanym za nieważny w przekonaniu, że żyje w ważnym małżeństwie, to nie zgrzeszył przeciw szóstemu przykazaniu. Grzech jest wtedy, gdy ktoś wie, że nie żyje w sakrametalnym małżeństwie, a współżyje na sposób małżeński.

Znaki satanistyczne?


Sprawa jest tego rodzaju, że satanizm przywłaścił sobie pewne znaki, które mają niesatanistyczne pochodzenie.
Wiadomo, że symbole, zwłaszcza proste, mogą mieć różne znaczenie i tym samym otwarte są na różne używanie. Istotna jest treść. Może być określona dokładniej przez mniejsze szczegóły.

Cechą właściwą satanizmu jest naśladowanie wraz z przekręcaniem. Dlatego należy trzeźwo podchodzić do symboli: nie przeceniać ich roli, gdyż są tylko symbolami i nie mają np. jakiejś mocy magicznej, ale równocześnie należy unikać łączenia czy kojarzenia symboli, gdyż w odbiorze może to powodować pomieszanie czy przynajmniej zaciemnienie treści.

Czy pies jest zwierzęciem nieczystym?


W Nowym Testamencie czyli według Kościoła nie ma zwierząt nieczystych pod względem religijnym.
Jest owszem jak najbardziej kwestia higieny i zdrowego rozsądku. Wiadomo, że zwierzęta mają zwykle pasożyty i nie są w stanie zachować higieny na sposób ludzki. Dlatego zwierzę w domu stanowi poważne ryzyko dla zdrowia domowników, zwłaszcza dzieci. Ponadto zajmuje sporo czasu i pochłania sporo środków, które mogą czy powinne być spożytkowane w bardziej potrzebny sposób.

Oczywiście czym innym jest np. pies dla osoby niewidomej, a także na podwórzu dla strzeżenia domostwa.

Jest owszem zakaz wprowadzania zwierząt do świątyni, z powodu zarówno szacunku dla miejsca świętego jak też ze względów higienicznych i bezpieczeństwa. W tym znaczeniu przekroczenie tego zakazu jest zbezczeszczeniem. Nie jest mi znane jednak, by przepisy kanoniczne wymagały expiacji za chwilowe i nieumyślne wejście psa do świątyni. Czym innym jest owszem urządzenie w świątyni siedliska dla zwierząt, gdyż jest to profanacja.


Jak należy zachować się wobec nadużyć liturgicznych?


Najpierw należy upomnieć dane osoby, na ile to możliwe.
Następnie należy poinformować władze diecezjalne (aczkolwiek w tym wypadku jest dość mało prawdopodobne, by to było skuteczne).
Jeśli nadużycie jest praktykowane uporczywie, to liturgia jest sprawowana w sposób grzeszny i niegodny. Tym samym należy dla dobra swojej duszy unikać takich celebracyj.

Problem na wiejskiej parafii?


Podany przykład jest dość nierealny. Prawo kościelne zezwala kapłanowi na najwyżej 3 Msze św. w niedziele i święta, i to tylko w razie potrzeby duszpasterskiej.

Jeśli byłby problem tego rodzaju, to należy poprosić danego kapłana o wyjaśnienie, jeśli nie będzie rezultatu to zwrócić się do dziekana, potem do władz diecezjalnych, najlepiej osobiście, żeby w rozmowie sprawy wyjaśnić. Często wchodzą w grę nieporozumienia.


Co Kościół naucza o prawach zwierząt?



Kościół zawsze nauczał o godności nie tylko stworzenia jako całości lecz także poszczególnych stworzeń jako dzieł Bożych. Odpowiednie traktowanie zwierząt jest pochodną szacunku dla Stwórcy.

Katolicka teologia moralna zawsze uznawała znęcanie się nad zwierzętami jako grzech. Dotyczy to także zadawania zbędnych cierpień, które nie są uzasadnione dobrem wyższym czy wyższą koniecznością. W tym znaczeniu Kościół zawsze myślał "ekologicznie" we właściwym tego słowa znaczeniu, bez fałszywej konotacji ideologicznej.

Czy katolik może stosować medycynę naturalną?


Metody medycyny naturalnej, które nie mają konotacji sprzecznej z wiarą katolicką, mogą być stosowane na takiej samej zasadzie jak medycyna chemiczno-techniczna.
Pan Bóg nie poskąpił także ludziom poprzednich epok i kultur środków służących zdrowiu i życiu. Kościół nigdy nie gardził darami Bożymi także pod tym względem. Przez długie wieki klasztory katolickie były jedynymi "ośrodkami zdrowia" w znaczeniu naturalnych metod leczenia, zwłaszcza herboterapii, ale nie tylko.


Odnośnie do postu w tygodniu


Dyscyplina postna Kościoła zawsze dopuszczała dyspenzy czy to dla chorych, dla podróżnych, oczywiście także dla dzieci. Wynika to z prostej zasady, że post ma służyć życiu duchowemu i pobożności, jako wyraz pokuty i "modlitwa ciała".
Konkretne przepisy ulegały zmianom i zależały też od regionów kościelnych. Także zakony różniły się w przepisach postnych.
Rzeczywiście w ostatnim stuleciu, zwłaszcza po Vaticanum II, doszło niestety do daleko idącego złagodzenia przepisów postnych, aż do praktycznego prawie zaprzestania. Jest to nie tylko wbrew Tradycji Kościoła, lecz także wbrew nowoczesnym trendom w medycynie, zwłaszcza tzw. naturalnej. Oczywiście nie należy utożsamiać postu z pobudek religijnych z postem z pobudek dietetycznych czy zdrowotnych, jednak aspekt zdrowotny zawarty jest także w poście religijnym. Naocznym wyrazem tego odejścia jest otyłość osób duchownych, wręcz nagminna od okresu ostatniego soboru, co jest zgorszeniem zwłaszcza dla osób postronnych. Dlatego warto i trzeba wracać do tradycyjnych reguł postnych Kościoła, przynajmniej w pewnym zakresie. Stosowanie ich nie jest i nie może być zakazane, nawet jeśli nie są obecnie nakazane.

Post w soboty bierze się z tzw. suchych dni, czyli kwartalnych dni pokutnych, które są we środy, piątki i soboty cztery razy w roku (w Adwencie, Wielkim Poście, przed Zesłaniem Ducha Świętego oraz we wrześniu).

Jedzenie mięsa w piątek Oktawy Wielkanocnej nie jest nakazane, a jedynie nie obowiązuje post, a to z powodu Oktawy, której dni mają litugicznie taki sam charakter jak Niedziela Wielkanocna.


Czy Sobór Watykański II jest sprzeczny ze wcześniejszym Magisterium Kościoła?



Debata w tej kwestii trwa od dziesięcioleci i zawiera różne stanowiska, także przeciwstawne. Tutaj nie jest możliwe jej zaprezentowanie nawet skrótowe. Zachęcam do studiowania tematu :-)
Zaznaczę jedynie, że należy odróżnić rangę zarówno poszczególnych dokumentów - wcześniejszych i następnych - jak też istotę i charakter poszczególnych zdań. Mam na myśli głównie rozróżnienie między rangą dogmatyczną - w ścisłym i szerokim sensie - a praktyczną czy pastoralną. Spory w tym temacie często nie uwzględniają tego rozróżnienia.


Czy można się modlić pod wpływem alkoholu?


Według klasycznej definicji podanej przez św. Jana Damasceńskiego, modlitwa jest uniesieniem umysłu ku Bogu. Umysł oznacza centrum i najwyższą sferę bytu człowieka, jego ducha wraz z władzami duchowymi. Dlatego modlitwa bez odpowiedniego udziału najwyższych władz duchowych, w tym intelektualnych, nie jest w pełni modlitwą, o ile ten brak udziału jest zamierzony i własnowolny.
Oczywiście należy się modlić nieustannie i w każdej sytuacji, jak poucza Pan Jezus. Żaden stan ducha i ciała nie wyklucza modlitwy, o ile pochodzi z czystych pobudek i angażuje całego człowieka, na ile to możliwe. Jednak na modlitwę należy przeznaczać najlepszy czas i należy być wtedy w możliwie najlepszej kondycji. Wymaga tego szacunek dla Pana Boga.

Jakie są zasady fotografowania i filmowania podczas liturgii?


Problem jest rzeczywiście bardzo częsty.
Biskupi polscy wydali już w 1994 r. zestaw odnośnych zasad:
 https://archibial.pl/dokumenty_do_pobrania/foto-video_wskazania.pdf

Jednak nadal brak jest właściwego ich stosowania, z powodu czy to nieznajomości czy niedbalstwa ze strony duszpasterzy.
Celebrans ma obowiązek pouczyć dane osoby, w razie konieczności także nakazać zaprzestanie czy opuszczenie świątyni podczas liturgii, gdy wymaga tego spokój i godność świętej czynności i miejsca.
Brak jest też świadomości wśród wiernych, czego przyczyną jest zwykle brak pouczenia ze strony duszpasterzy.
W epoce medialnej mentalność ta przeniknęła także szeregi duchownych, dla których wartość medialna przekracza niekiedy święty charakter czasu i miejsca. Brakuje szacunki i uznania dla tajemnicy i wyjątkowości natury liturgii. Jej sprawowanie jest często spłycane do wydarzenia obrzędowego na płaszczyźnie ludzkiej czy międzyludzkiej. Tym ważniejsze i pilniejsze jest kształtowanie świadomości problemu.

Jakie jest stanowisko Kościoła wobec czarów (magii)?


Należy odróżnić między tzw. polowaniem na czarownice, co było specjalnością zwłaszcza protestantów, a rzeczywistym problemem okultyzmu czyli tzw. magii, zarówno "czarnej" (wprost satanistycznej) jak też "białej".

Kościół oczywiście odrzucał wynikające z zabobonów prześladowania pewnych osób, posądzanych o czary na podstawie conajmniej wątpliwych oskarżeń i skazywanych bez procesów sądowych odpowiadających choćby nawet ówczesnym standartom praworządności. Równocześnie Kościół zawsze odrzucał i potępiał wszelkie praktyki okultystyczne, zarówno "czarną" jak też "białą" magię. Jest to jasno poświadczone w podręcznikach teologii dogmatycznej i moralnej, jak też w pismach świętych doktorów i pasterzy Kościoła. Zwykle sprawa jest tego rodzaju, że stanowi materię raczej spowiedzi niż sądownictwa, gdyż trudno o dowody rozpatrywalne w sposób procesowy.
Właściwym sposobem walki Kościoła z tego typu praktykami i mocami były zawsze i są nadal modlitwa, Sakramenty Święte oraz exorcyzmy.

Czy nałożenie sobie postu należy konsultować z kierownikiem duchowym?



Generalnie należy konsultować z kierownikiem duchowym wszystkie sprawy dotyczące życia religijnego i duchowego.
W razie gdy sprawa jest pilna a kierownik duchowy akurat nie jest osiągalny, należy się kierować jego przypuszczalną czy prawdopodobną radą.

Odpust zupełny za adorację


Odnośnie odpustów należy przestrzegać brzmienia warunków w odpowiednim dla nich znaczeniu. Wszystko wskazuje na to, że w tym wypadku chodzi o adorację niezależną od właściwych obrzędów liturgicznych, tzn. gdy trzeba ten czas wypełnić własną uwagą i modlitwą. Własny wysiłek ma tutaj znaczenie. Dlatego wydaje się, że tego odpustu nie można łączyć z uczestnictwem we Mszy św.

Gdzie jest Ciało Jezusa Chrystusa?


Od momentu Wcielenia Syn Boży, Druga Osoba Boska, jest także Człowiekiem w pełni, czyli z duszą i ciałem. To Ciało zostało zabite na krzyżu, następnie trzeciego dnia powstało z martwych jako ciało uwielbione, tzn. z nowymi właściwościami, zwłaszcza nieśmiertelności i niezniszczalności, także ponadczasowości i ponadprzestrzenności. To Ciało wstąpiło do rzeczywistości niebieskiej, tzn. nie jest fizycznie widzialne na ziemi. Tak więc Człowieczeństwo, w tym Ciało Jezusa Chrystusa, przebywa w chwale niebieskiej.
Podczas Przeistoczenia eucharystycznego chleb staje się istotowo Ciałem, a wino istotowo Krwią Jezusa Chrystusa. Z tego powodu teologowie Kościoła dostrzegali pewną analogię między Transsubstancjacją a Wcieleniem z Maryi Dziewicy. Wyrazem tego w liturgii tradycyjnej jest włączenie prefacji o Bożym Narodzeniu do formularza święta Bożego Ciała. Powód jest ten, że w postaciach eucharystycznych obecny jest ten sam Syn Boży wraz z Bóstwem i Człowieczeństwem. Jakie to jest Ciało i jaka Krew? Oczywiście uwielbione, tzn. co do substancji (substantialiter) te same, które są fizycznie - zarówno istotowo (essentialiter) jak i przypadłościowo (accidentialiter) - w chwale niebieskiej.

Kogo dotyczy kara exkomuniki w związku z aborcją?


Automatyczną karę exkomuniki (latae sententiae) zaciągają na siebie osoby uczestniczące bezpośrednio w zabiegu tzw. aborcji czyli zamordowania dziecka nienarodzonego. Są to zwykle: matka, lekarz, personel asystujący, także ojciec, ile nakłaniał do tego czynu czy przynajmniej umożliwil finansowo, także inne osoby, które to finansowały.

Ta kara nie dotyczy polityków stanowiących prawo umożliwiające czy legalizujące mordowanie dzieci nienarodzonych, gdyż nie jest to bezpośredni udział w zabójstwie. Tym niemniej przygotowywanie ustaw umożliwiających czy legalizujących, tudzież głosowanie za ich przyjęciem, stanowi jaskrawą sprzeczność z nauczaniem Kościoła i z prawem Bożym, i jako takie podlega karze, która może i powinna zostać wymierzona (ferendae sententiae). Może to być także kara exkomuniki, a przynajmniej interdytku czyli zakazu przyjmowania Sakramentów Świętych. Kara powinna zostać wymierzona przez ordynariusza miejsca.

Ponadto szafarz Komunii św. ma prawo i obowiązek odmówić udzielenia Komunii św. osobie, która publicznie opowiada się za dopuszczalnością aborcji czy jako polityk w tym sensie zagłosowała, a nie wyraziła publicznie skruchy i nie podjęła zadośćuczynienia.

Grzech pierworodny a stworzenie


Bezpośrednią teologiczną podstawą prawdy o grzechu pierworodnym jest
- wolna wola człowieka oraz
- jedność rodzaju ludzkiego.
Zaś prawda ta prowadzi do wyjaśnienia zła na świecie, zarówno moralnego (grzechu) jak też fizycznego (cierpienia). 
Oczywiście dalszą podstawą jest prawda o stworzeniu człowieka przez Boga.

Którego Pana Jezusa przyjmujemy w Komunii św.?


Pan Jezus jest jeden, ofiarowujący się i zmartwychwstały. Dlatego we Mszy św., także w Komunii św., nie można oddzielić Ofiary Krzyżowej od Zmarwychwstania. Jest to jedna tajemnica Zbawienia, w której nie ma sprzeczności.

Ma to oczywiście konsekwencje dla konkretnej postaci liturgii. Dlatego tradycyjna liturgia Kościoła nie popada w żadną skrajność - ani w uczuciowe cierpiętnictwo, ani w emocjonalną euforię. Obydwie skrajności są obce wierze i liturgii katolickiej.

Sprawa jest obecnie szczególnie aktualna zwłaszcza na tle szerzących się nadużyć liturgicznych co do miejsca i czasu. Tzw. uwielbienia pseudocharyzmatyczne powołują się na pamiątkę Zmartwychwstania we Mszy św. Opozycja tzw. tradycjonalistyczna wskazuje na uobecnienie Ofiary Krzyżowej. Ta pierwsza skrajność, o tendencji wyraźnie wręcz heretyckiej, praktycznie neguje realność Najświętszej Ofiary. Zaś druga skrajność po pierwsze nie uzwględnia treści choćby samych textów liturgii tradycyjnej, które wyraźnie mówią także o pamiątce Zmartwychwstania i chwalebnego Wniebowstąpienia (modlitwa "Suscipe sancta Trinitas" na ofiarowanie oraz "Unde et memores" w Kanonie), po drugie powoduje także pewne wypaczenie chociażby w nastroju liturgii.

Kluczem i rozwiązaniem jest wierność wobec wiary Kościoła, wyrażonej właśnie w liturgii tradycyjnej, gdzie śpiew gregoriański odpowiednio wyraża zarówno treść jak i nastrój. Natomiast z pewnością fałszywe i zgubne jest przejmowanie zwyczajów i nastroju z "obrzędów" protestanckich, co ma miejsce właśnie w imprezach "charyzmatycznych".