Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pech24 w obronie faustyno-sopoćkizmu



Znane środowisko nie ustaje w gorliwym udowadnianiu swej wierności dla novusizmu wyszyńsko-wojtyliańskiego. Tego dobitnym przykładem jest regularne wyznawanie fałszywej religii łagiewnickiej, która w znacznym stopniu zastąpiła religię katolicką głównie w Polsce. 

Punktualnie na dzisiejszą niedzielę "Quasi modo" czyli Białą wrzucili tekścik swojego nadwornego "dogmatyka" w habicie cysterskim. O nim była już raz mowa (tutaj). O całym towarzychu pech24 już kilkakrotnie (tutaj, tutaj, tutaj). Idźmy jak zwykle po kolei.

1.

Pierwszy problem, który Strumiłowski omawia: 
"że w słowach Koronki wierny świecki wyraża akt ofiarowania Chrystusa Ojcu przedwiecznemu, co w mniemaniu adwersarzy trąci uzurpacją władzy kapłańskiej". 

Odpowiada:
"Zauważyć tutaj możemy, że świecki nie jest podmiotem składającym, lecz współskładającym i że ofiarowuje siebie wraz z Chrystusem. Zarzut zatem wydaje się nie pozbawiony sensu."
Oraz powołując się na texty biblijne:
"Powyższe teksty mówią oczywiście o współofiarowaniu siebie. Chrześcijanin do takiej ofiary jedynie jest zdolny i do takiej ofiary jest zobowiązany."

Następnie przywołuje NIE zatwierdzone przez Kościół słowa rzekomego anioła z Fatimy:
"Podobnie jak w modlitwie Anioła z Fatimy (1916 r., zatwierdzonej przez Kościół): „Trójco Przenajświętsza, ofiaruję Wam Najdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa…”."

Czyli popełnia kardynalny błąd teologiczny, przedstawiając niezatwierdzone przez Kościół rzekome objawienie prywatne (więcej tutaj) jako źródło teologiczne. 


2. 

Jeszcze gorzej radzi sobie z kwestią ofiarowania Bóstwa Jezusa Chrystusa. Mówi najpierw słusznie:
"Otóż z teologicznego punktu widzenia Syn Boży stał się człowiekiem, aby oddalonego i odwróconego przez grzech człowieka przywrócić w akcie ofiary Bogu. Ofiarowanie oznacza bowiem oddanie, przekazanie. Syn zatem w sobie samym oddaje Ojcu wszystko, co stanowi przyjętą przez niego naturę ludzką. Bóstwo w takiej perspektywie nie podlega ofiarowaniu, gdyż jest czymś własnym i wspólnym całej Trójcy."

Następnie jednak kombinuje:
"Gdybyśmy chcieli trzymać się sztywno formuły, że Chrystus nie tyle ofiarował siebie, ale tylko swoje człowieczeństwo, to popadlibyśmy nieuchronnie w herezję nestorianizmu, która zbyt radykalnie oddziela to, co ludzkie, i to, co boskie w Chrystusie."
I jeszcze:
"Zatem faktem jest, że Bóstwo samo w sobie nie podlega ofiarowaniu, gdyż Bóstwo jest tym, co Ojciec posiada z natury. Jednak nie można powiedzieć, że Syn ofiarował człowieczeństwo jako coś przyjętego przez siebie, lecz odrębnego. Syn w człowieczeństwie ofiarował Siebie. Albo inaczej: stawszy się człowiekiem, jako człowiek ofiarował siebie Ojcu."

Tak więc najpierw Strumiłowski niby zmierza we właściwym kierunku:
"I chociaż przedmiotem ofiarowania ściśle rzecz ujmując jest to, co stanowi istotę człowieczeństwa, to jednak podmiotem ofiarowania jest Osoba – a podmiotem osoby Chrystusa (także w ludzkiej naturze) jest Boski Logos. Zatem nie możemy powiedzieć, że Chrystus ofiarował Bóstwo. Nie możemy też powiedzieć, że ofiarował jedynie abstrakcyjny element człowieczeństwa. Możemy powiedzieć, że ofiarował siebie, a w sobie ofiarował człowieczeństwo."

Jak łatwo zauważyć, miesza on tutaj przedmiot z podmiotem, popadając przy tym w herezję monofizytyzmu czy przynajmniej monoteletyzmu, skoro według niego podmiotem ofiarowania jest Boski Logos, a nie Osoba Bosko-Ludzka Jezusa Chrystusa, który jest - od momentu Wcielenia - równocześnie zarówno Boskim Logosem jak też Człowiekiem zrodzonym z Mariji Dziewicy. Ta jedna Osoba Boga-Człowieka mogła złożyć w ofierze wyłącznie Swoje Człowieczeństwo, ponieważ Jej Bóstwo istotowo i nierozerwalnie było i jest zjednoczone z Bogiem Ojcem. Kto dopuszcza możliwość ofiarowania Bóstwa, ten neguje to nierozerwalne zjednoczenie i tym samym tożsamość Bóstwa Ojca i Syna, które jest istotowo jedno (więcej tutaj). 

Dalej Strumiłowski mówi:
"Ta prawda zawiera się także w orzeczeniach soboru Trydenckiego. Podczas Ofiary Mszy ponawia się ofiara Chrystusa. Chrystus staje się obecny w świętej Hostii i dokonuje (ponawia i uobecnia) swoją ofiarę. Co jest przedmiotem tej ofiary? Jest nią sama Hostia ofiarowana Ojcu (o czym świadczy chociażby modlitwa ofiarowania w Vetus Ordo). A ta Hostia to nie jest samo człowieczeństwo Chrystusa, ale w tej Hostii zawiera się Ciało i Krew, dusza i Bóstwo."

Tutaj już totalnie miesza i bełkocze. Otóż:

- Sobór Trydencki mówi o obecności eucharystycznej, nie o ofiarowaniu, które odbywa się we Mszy św. Oto dowód: 


Jeśli ktoś nie potrafi dostrzec tej prostej różnicy, to ma problem z elementarną logiką. Według prostej logiki czym innym jest być kimś i mieć coś, a czym innym jest dać coś ze siebie czy coś swojego. Wypadałoby, żeby doktor habilitowany teologii nawet modernistycznej dysponował zdolnością ogarnięcia tego rozróżnienia. 

- Słusznie Strumiłowski przywołuje modlitwę ofiarowania chleba w tradycyjnym mszale (św. Piusa V). Problem w tym, że on widocznie nie zauważa, iż w tym momencie ofiarowana hostia jest jedynie kawałkiem niekwaszonego chleba, a nie Ciałem Chrystusa. Tak więc akurat ta modlitwa jest dowodem przeciw jego argumentacji, ponieważ wyraża ona dość jasno, że ofiarowany jest chleb, czyli rzecz stworzona, która dopiero w Przeistoczeniu staje się Ciałem Chrystusa, które jednoczy w sobie Człowieczeństwo i Bóstwo. 

- W kwestii, co jest ofiarowane we Mszy św. (a pierwotnie na Krzyżu), kluczowe są słowa Przeistoczenia: "to jest Ciało Moje, które za was będzie wydane", "to jest Krew Moja, która za was i za wielu będzie wylana". Jak dość jasno widać, Pan Jezus nie powiedział, że wydaje Siebie, ani tym bardziej Swoje Bóstwo, lecz Swoje Ciało i Swoją Krew. To zupełnie jednoznacznie rozstrzyga problem. 

Strumiłowski jednak nie poddaje się, lecz usiłuje dzielnie walczyć w obronie herezji faustyno-sopoćkowej: 

"Jeśli formułę modlitwy rozumiemy jako wyliczenie elementów ofiarowania (co swoją drogą jest niezgodne z naturą Ofiary Chrystusa, która jest aktem osobowym), to rzeczywiście w liczbie tych elementów nie powinno być Bóstwa. Jeśli jednak rozumiemy to wyliczenie jako określenie pełni ofiarowującego się Chrystusa (jak robi to Sobór w określeniu Hostii jako całego Chrystusa – wraz z Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem), wtedy niczego kontrowersyjnego w tej modlitwie nie ma. Nie mówi ona w takim ujęciu bowiem o ofiarowaniu tego elementu, którym jest Bóstwo, ale mówi o integralności i pełni aktu, w którym Syn, stawszy się człowiekiem, oddał siebie Ojcu w ofierze Krzyża."

Tutaj nasuwa się już pytanie, czy on jest świadom tego, co pisze, skoro usiłuje wmówić odbiorcom, że wyliczenie nie jest wyliczeniem. To - według niego - Pan Jezus nie mógł podyktować s. Faustynie ofiarowania Siebie lecz musiał podyktować ofiarowanie ciała, krwi, duszy i Bóstwa, żądając przy tym, żebyśmy nie myśleli o ofiarowaniu Bóstwa? Kogo ta banda oszustów łagiewnickich próbuje oszukiwać (za sprawą protektorów masona Sopoćki, którymi byli Wyszyński i Wojtyła, niestety aż nadto skutecznie)? 

Na podobnym poziomie intelektualno-teologicznym jest końcowy "argument" Strumiłowskiego:

"Ze względu na tę piękną złożoność i integralność doktryny katolickiej Kościół po wieloletnim badaniu pism s. Faustyny nie tylko nie znalazł w Koronce żadnej herezji, ale zatwierdził kult Bożego Miłosierdzia, kanonizował s. Faustynę i ustanowił Niedzielę Miłosierdzia Bożego oraz odpusty za odmawianie Koronki. Gdyby formuła była teologicznie wadliwa, nie byłoby to możliwe."

Tutaj widać, że Strumiłowski nie zadał sobie najmniejszego trudu, by zapoznać się z historią badania sprawy. Gdyby to uczynił, to by musiał przyznać, że przebiegała ona zupełnie inaczej niż głosi fałszywa propaganda łagiewnicka, o czym świadczą dokumenty archiwalne. On woli jednak tkwić w naiwnej mentalności trepa, który ślepo wierzy we wszystko, co wyrządził Kościołowi Lolek z Wadowic, nawet wbrew faktom i przeciw wierze katolickiej. 

19 komentarzy:

  1. LICh!
    Przeciw sopoćkowym herezjom dodam cytaty z "o Wcieleniu" Anzelma z Canterbury:

    "gdy mówimy, że Bóg doznawał czegoś upokarzającego lub słabości, to nie rozumiemy tego ze względu na wzniosłość natury niepodatnej na cierpienia (…) nie wskazujemy na upokorzenie żadnej Boskiej substancji" str. 72

    "dobrowolnie przyjął śmierć, jednakże nie przez posłuszeństwo porzucenia życia, lecz z powodu posłuszeństwa służenia sprawiedliwości" str. 76

    "sprawiedliwa wola, którą posiadał, nie pochodziła z człowieczeństwa, ale z Boskości" str. 78

    "spodobał się Bogu, ale nie dlatego, że został zabity, lecz dlatego, że zachował sprawiedliwość aż do śmierci (...)
    ofiarował siebie Bogu, a Bóg Go wydał, jest czymś jednym, ponieważ wola ich obydwu jest jedna" str. 85 (przypis)

    "gdyby niesprawiedliwość została odpuszczona samym miłosierdziem, to czymś bardziej wolnym niż sprawiedliwość, co wydaje się bardzo niestosowne.
    Niestosowność ta rozciąga się także na to, że zdaje się czynić z niesprawiedliwości coś podobnego Bogu" str. 89

    "nie można jednak powiedzieć "odpuszcza", nawet jeśli człowiek (…) nie jest zdolny wynagrodzić za grzech (…)
    tego rodzaju miłosierdzie Boga jest bardzo przeciwne Jego sprawiedliwości, która zezwala, by ze względu na grzech była oddawana tylko kara" str. 133

    "gdy ofiarował siebie samego na własną cześć, tak jak ofiarował Ojcu i Duchowi Świętemu, to swoje człowieczeństwo swojej Boskości, która jest jedna i ta sama dla trzech Osób.
    Syn dobrowolnie siebie samego ofiarował Ojcu (…) przez jedną Osobę pojmuje się całego Boga, któremu ofiarował się ze względu na człowieka.
    Dzięki imieniu Ojca i Syna natomiast w sercach słuchaczy jest odczuwana niezmierzona miłość ku Bogu, gdy mówi się, że Syn prosi w ten sposób Ojca za nami" str. 205

    "miłosierdzie (…) odnaleźliśmy je jednak tak ogromne i tak bardzo ZGODNE ze sprawiedliwością, że ani większego, ani sprawiedliwszego pomyśleć już nie można" str. 210

    z poważaniem,
    ik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ktoś chciał sprawdzić kontekst tych cytatów, to są z książki wydawnictwa Dębogóra, 2024 r.

      Usuń
  2. Dzisiaj na Mszy w Myślenicach sprawowanej przez kapłana Bractwa św Piotra na kazaniu ksiądz wygłaszając kazanie o miłosierdziu powołał się na siostrę Faustynę. Powiedział, że są pewne opinie, że wielu tradycjonalistów w reakcji na przesadne eksponowanie miłosierdzia kosztem sprawiedliwości umniejsza miłosierdziu Bożemu na rzecz Bożej sprawiedliwości. I stwierdził, że jeśli wsłucha się w przesłanie to w rzeczywistości znajdzie się w nim równowagę między miłosierdziem Bożym, a Bożą sprawiedliwością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki12 kwietnia 2026 21:36

      Problem polega właśnie na tym, że równowaga dotyczy przeciwieństw. A herezją jest twierdzenie, jakoby w Bogu były przeciwieństwa. Tego widocznie tego kapłana nie nauczyli, a sam widocznie nie wpadł na pomysł, żeby się douczyć.

      Usuń
  3. Określenie "Lolek z Wadowic" na papieża św Jana Pawła II również jest haniebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki12 kwietnia 2026 21:46

      Co w tym haniebnego? Haniebna jest prawda? Akurat w sprawie Faustyny zachował się właśnie jak Lolek z Wadowic, który za wszelką cenę, także za cenę wierności wierze katolickiej, usiłował przeforsować ten fałszywy kult. Tak nie postępuje teolog, kapłan, biskup, a najbardziej papież.

      Usuń
    2. Chyba jest jasne, że wykorzystał urząd papieski, aby doprowadzić do rozpowszechnienia kultu łagiewnickiego wbrew wcześniejszym, miarodajnym a jednoznacznie negatywnym opiniom Kościoła, co chyba znaczy, że się z nimi nie liczył i uznawał za błędne, już nie mówię o innych ekscesach. To o czym to świadczy i jak określić kogoś tak postępującego?

      Usuń
  4. "Znane środowisko nie ustaje w gorliwym udowadnianiu swej wierności dla novusizmu wyszyńsko-wojtyliańskiego. Tego dobitnym przykładem jest regularne wyznawanie fałszywej religii łagiewnickiej, która w znacznym stopniu zastąpiła religię katolicką głównie w Polsce". Mam pytanie zupełnie niezłośliwe. Jak Ksiądz jeszcze do tej pory nie związał się z jakimś sedewakantystycznym zgromadzeniem. Wybrzmiewa to u Księdza wyraźnie w wielu miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki12 kwietnia 2026 21:45

      Nie rozumiem. Dlaczego miałbym się związywać z jakimś sedewakantystycznym zgromadzeniem?

      Usuń
    2. Ze względu na to, że: wybrzmiewa to z tego co Ksiądz pisze na temat obecnego kryzysu (jakich wniosków dochodzi). Chodzi mi nie tylko o ten wpis, ale różne. Mówi Ksiądz jak sedewakantysta. Dla mnie to nic złego, tylko prawdpodobny scenariusz - przy tym chaosie jaki jest. A pytam z ciekawości. Bo zgadzam się z tym co w wielu kwestiach z Księdzem.

      Usuń
    3. teologkatolicki12 kwietnia 2026 22:10

      Nadal nie rozumiem. Mówię jak teolog i kapłan katolicki. Wystarczy być w Kościele katolickim.

      Usuń
  5. Tak. Mówi Ksiądz jak katolicki kapłan i bardzo dobrze, że tak Ksiądz mówi. Ale za mówienie prawdy jest się w oficjalnych strukturach prześladowanym. Gdyby Ci wszyscy biskupi, kardynałowie i posoborowi papieże/antypapieże wyznawali prawdziwą wiarę to nie prześladowali by tzw tradycjonalistów. Czyli ludzi którzy zachowują prawdziwą wiarę. Przy czym nie trudno dojść do wniosku, że skoro Duch Święty poucza swój Kościół w powszechnym nauczaniu w jedności biskupów z papieżem jakiejś prawdy, dogmatów, konstytucji zakonnnych,kanonizacji to coś jest nie tak. Jak prawdziwy Kościół mógł doprowadzić do kanonizacji Faustyny? Przecież kiedy Kościół ogłasza kogoś świętym jest nieomylnym. Idąc dalej posoborowy kościół utracił cztery znamiona Kościoła Chrystusowego: brak jedności wiary. Jak Ksiądz wiedząc to wszystko -co w wielu wpisach dało się zauważyć, może nie dojść do wniosku, że prawidłowa reakcja na obecny kryzys to sedewakantyzm lub teza Cassiciacum?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki12 kwietnia 2026 23:56

      Prawidłowa reakcja to trzymanie się wiary katolickiej, katolickich sakramentów oraz katolickich zasad dyscyplinarnych. Te ostatnie oczywiście są podporządkowane tym pierwszym, służąc im. Tu każdy musi w swoim sumieniu podejmować decyzje.

      Usuń
    2. Sądzę, że trudno porównywać decyzję w sumieniu wiernego świeckiego będącego de facto bezradnym do decyzji kapłana, dysponującego przede wszystkim narzędziami do praktyki kultu.

      Usuń
    3. "Przecież kiedy Kościół ogłasza kogoś świętym jest nieomylnym."
      To jest ważna wypowiedź w Pańskim toku rozumowania. Ksiądz Doktor już o tym pisał w jednym z wpisów. Nie jest nawet sentencją pewną, że kanonizacje są nieomylne.

      Usuń
    4. Jednomyślna opinia teologów katolickich głosi, że kanonizacja jest aktem nieomylnym. Zdanie przeciwne wielu wybitnych teologów uważa za heretyckie (tak np. Valentia, Ariaga). Papież Benedykt XIV wyraża na temat takiego zapatrywania następujący osąd: "Jeżeli nie jest herezją, to w każdym razie jest to zdanie nierozważne, które gorszy cały Kościół, krzywdę wyrządza Świętym, trąci herezją; i ten zasługuje na najcięższe kary, kto by śmiał twierdzić, że Papież zbłądził w tej lub owej kanonizacji". (De Servorum Dei canonisatione et beatificatione, L. 1, c. 42, n. 10. 12). ieomylność kanonizacji potwierdzają teologowie; np. św. Tomasz mówi: "...Trzeba wierzyć, że i w tych rzeczach Kościół nie może błądzić" (Quodl., IX, a. 16). Suarez zaś pisze: "Nie wolno wiernym wątpić o chwale Świętego kanonizowanego; tego bowiem bezwarunkowo zakazują Papieże" – i dodaje, że przeciwne zdanie jest "bezbożne i nierozważne". Inni jak Tanner, Torres itd. sądzą, że teza ta jest prawdą wiary.

      Nieomylność kanonizacji wynika z nieomylności Kościoła, gdyż Kościół nie może orzec nic takiego, co by było przeciwne wierze i dobrym obyczajom. A to miałoby miejsce, gdyby przez pomyłkę zaliczył w poczet Świętych człowieka nie odznaczającego się świętością, ale splamionego występkami, których nie zgładził pokutą albo męczeństwem. Należy podkreślić, że niekiedy sami Papieże wyraźnie przy kanonizacjach zaznaczają, że są w tym akcie nieomylni (tak Sykstus IV w bulli kanonizacyjnej św. Bonawentury i w bulli kan. św. Dydaka; a także Pius XI i Pius XII).

      Podsumowując: Wszyscy teologowie katoliccy uznają doktrynę o nieomylności kanonizacji za co najmniej teologicznie pewną. Niektórzy z nich powołując się na słowa papieży Piusa XI i Piusa XII uważają, że nauka o nieomylności aktu kanonizacyjnego jest pośrednio zdefiniowana (implicite definita) – tak np. I. Salaverri SI, De Ecclesia Christi, [w:] Sacrae Theologiae Summa, Vol. I, Madryt 1955, ss. 741-743, gdzie można znaleźć także wspomniane deklaracje ostatnich Papieży. Należy podkreślić, że niekiedy sami Papieże wyraźnie przy kanonizacjach zaznaczają, że są w tym akcie nieomylni (tak Sykstus IV w bulli kanonizacyjnej św. Bonawentury i w bulli kan. św. Dydaka; a także Pius XI i Pius XII).

      Usuń
    5. teologkatolicki13 kwietnia 2026 10:13

      Raczej nikt nie ma problemu z tym, że kanonizacje przeprowadzone według tradycyjnych procedur opisanych obszernie przez kardynała Prospero Lambertini'ego (późniejszego papieża Benedykta XIV) są nieomylne. Aczkolwiek zaznaczyć trzeba, że jest to inny rodzaj nieomylności niż nieomylność dogmatyczna zdefiniowana na Soborze Watykańskim I: to jest jedynie nieomylność duszpasterska, co wynika jasno z jej duszpasterskiego - nie dogmatycznego - uzasadnienia. Problem w tym, że od Pawła VI zarzucono tę procedurę na rzecz innej, okrojonej o więcej niż połowę i bardzo podatną na manipulacje i fałszerstwa, czego jesteśmy świadkami zwłaszcza od pontyfikatu wojtyliańskiego.

      Usuń
  6. "Tutaj widać, że Strumiłowski nie zadał sobie najmniejszego trudu, by zapoznać się z historią badania sprawy."
    Wtedy straciłby co najmniej swoją pozycję. Łatwiej bowiem uwierzyć, gdy jest się ubogim.
    Umysł popierających koronkę jest do tego stopnia zaślepiony, że nie rozeznają już zasad teologicznych. Mało tego, są też ślepi na Katechizm, na który się powołują. Przymuszają bowiem i szantażują rzekomym nieposłuszeństwem (czyli zarzucają niewiarę) tych, którzy koronki uznać nie chcą, a to jest przeciw punktowi 67 Katechizmu. Nie jestem psychologyem, ale to mi wygląda na mechanizm obronny projekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki13 kwietnia 2026 10:28

      Jeśli gada bzdury tylko z tchórzostwa, to już coś, ale wtedy powinien milczeć. Póki co jednak oszukuje siebie i publiczność, kompromitując się w zamian za honory na salonach pech24 i tym podobnych.

      Usuń