Skierowano do mnie już kilkakrotnie zapytanie odnoście stanowiska x. prof. Czesława Bartnika w sprawie koronki s. Faustyny. Okazyjnie poruszałem ten temat i wyrażałem opinię, także pośrednio, co jednak widocznie nie wystarczy. Dlatego odniosę się jeszcze raz wyraźnie i tym razem wprost.
Odnośna wypowiedź x. Bartnika (dostępna tutaj) sprowadza się do postulatu zmiany słów koronki s. Faustyny:
Tym, którzy nie mają ochoty czytać całości, zwracam uwagę na trafne streszczenie podane na końcu textu, czyli widocznie autoryzowane:
Przede wszystkim muszę wyrazić satysfakcję z faktu, że także x. Bartnik - podobnie zresztą jak x. Różycki - jest zdania, iż nie można Bogu Ojcu ofiarować Bóstwa, czyli boskiej natury Jego Syna. Z tego właśnie powodu x. Bartnik postuluje zastąpienie słowa "Bóstwo" słowem "Osoba".
Tutaj muszę przede wszystkim wyznać, iż nie pojmuję, jak można ten postulat pogodzić z przekonaniem, iż słowa koronki pochodzą od samego Pana Jezusa. Ponadto x. Bartnik chyba nie zapoznał się z pierwotną wersją koronki, podaną przez o. Andrasza, gdzie słowo "Bóstwo" nie występuje (o tym tutaj). Logika jest nieubłagana: jeśli słowa koronki obecnie stosowane, a podane w "Dzienniczku", są teologicznie fałszywe, to nie mogą pochodzić od Pana Jezusa, gdyż Pan Jezus z całą pewnością nie podałby herezji.
Co należy sądzić o samym zastąpieniu "Bóstwa" przez "Osobę"?
Najpierw należy docenić, iż x. Bartnik słusznie podnosi, że Jezus Chrystus ofiarował Siebie i tym samym można Go ofiarować jako Osobę. Jednak nie jest to określenie dokładne. Bowiem dokładniejsza analiza ofiary Jezusa Chrystusa, o której mówi Boże Objawienie, daje jasny rezultat: ofiarować Bogu można tylko to, co jest stworzone. Osoba Jezusa Chrystusa nie jest stworzona. Stworzone jest tylko Jego Człowieczeństwo. Jedynie w uproszczeniu i w pewnej analogii do osób ludzkich - tylko ludzkich, czyli nas zwykłych ludzi - można mówić o ofiarowaniu osoby. W tym znaczeniu można rozumieć słowa Pana Jezusa na krzyżu: "Ojcze, w Twoje ręce, powierzam ducha mojego" (Łk 23, 46), przy czym należy mieć na uwadze, że jest to cytat z modlitwy psalmowej (31, 6), czyli że Pan Jezus wypowiadał te słowa jako człowiek.
Postulat x. Bartnika jest chybionym rozwiązaniem także z tego powodu, iż w zdaniu, gdzie jest mowa o ciele, krwi i duszy - czyli składnikach ludzkiej natury - pojawienie się słowa Osoba nie ma sensu. Logicznie pasuje w tym miejscu tylko mowa o Bóstwie, czyli o boskiej naturze Jezusa Chrystusa, skoro ciało, krew i dusza oznaczają Jego ludzką naturę.
Podsumowując:
Teologicznie poprawne - aczkolwiek niedokładne - jest mówienie o ofiarowaniu Osoby. Stylistycznie, gdy chodzi o modlitwę, pasuje raczej sformułowanie: "ofiaruję Jezusa Chrystusa", gdyż słowo "osoba" wskazuje na pojęcie filozoficzne, które dziwnie brzmi w prostej modlitwie.
Natomiast dodanie Osoby do ciała, krwi i duszy - które to pojęcia oznaczają naturę ludzką - jest zgrzytem logicznym i teologicznym, i jest właściwie absurdalne, gdyż Osoba Jezusa Chrystusa obejmuje zarówno bóstwo jak i człowieczeństwo.
Na koniec jeszcze przytoczę przykład dyskusji z osobą, która widocznie jest pod wpływem wywodów x. Bartnika. Jak widać, to myślenie sprowadza się do maniakalnego powtarzania absurdów:












Ta ostatnia niedziela Miłosierdzia Bożego lub jak było wcześniej Niedziela Przewodnia, Biała czy też Niedziela Quasimodo uzmysłowiła mi - obserwując to wszystko co się zaczęło dziać od początku nowenny - że to prywatne objawienie tak mocno zakorzeniło się w świadomości wiernych i w Kościele, że wszelkie dysputy są z miejsca nie tyle krytykowane co linczowane. Z resztą inne rozmowy jak tylko zachwyt i cytowanie sobie Dzienniczka nie występują.
OdpowiedzUsuńWszędzie plakaty, obrazy, drukowana nowenna, cały ten marketing rozkręca się co roku i utrwala w duszach wiernych. To już jest nie do odwrócenia.
Moim jedynym argumentem, który sprawia, że dyskusje nie stają się zażarte i wręcz wściekłe, to, że jest to objawienie prywatne i Kościół naucza, że nie ma obowiązku w to wierzyć.
Rzekome słowa Pana Jezusa o iskrze i tym szczególnym umiłowaniu Polski tak pomieszało ludziom w głowach, że faktycznie co niektórzy świeccy i kapłani też uwierzyli, że Polska to drugi naród wybrany na czasy ostateczne.... - trafnie to Ksiądz opisał w poście o filmie "Proroctwo"
Kult tego prywatnego objawienia rozlał się dosłownie na wszystkie aspekty życia katolickiego: w konfesjonale księża posługują się Dzienniczkiem i cytują przeróżne treści, kazania to pewnik, że jeśli będzie mowa o Bożym miłosierdziu to będzie odwołanie. Ludzie w rozmowach cytują sobie dzienniczek i nawet Pismo Święte nie jest tak recytowane z pamięci jak właśnie dzienniczek.
Przykład dyskusji z p. Dorotą, którą Ksiądz przytoczył dobitnie wskazuje, że obrońcy reagują wręcz jak jacyś członkowie sekty. I to nie zwykli obrońcy, ale osoby, które są po teologii i się oficjalnie tym zajmują.
Gdyby ta Pani miała choćby cień świadomości, że dyskutuje o objawieniu prywatnym to mimo braku zgody z Księdza argumentacją, mogłaby odwołać się do tego, że jest to tylko objawienie prywatne. Kto chce niech wierzy. Ale poziom zawziętości w tej wymianie zdań o zgrozo uświadomił mi, że dla tej Pani to prywatne objawienie chyba jest ważniejsze od Bożego Objawienia. Nie wspomnę o zwrocie per ty - chyba, że nie wiedziała z kim pisze.
Czasem brakuje sił jak się na to patrzy.
To są właśnie znamiona sekty. Rozpowszechnienie nie jest istotne. Istotna jest mentalność, czyli brak trzeźwego myślenia w świetle prawd wiary katolickiej i zastępowanie go emocjami grupowymi.
UsuńX. Bartnik zajmowałem się naukowo personalizmem, więc zamiłowanie do słowa "osoba" jest zrozumiałe, choć tutaj trochę przesadził. Natomiast dyskusji z Panią Frączek nie da się wygrać, można się tylko zmęczyć i zdenerwować.
OdpowiedzUsuńCzyż nie uważa x. Olewiński, że w dyskusji nie należy się posługiwać słowami typu "bredzisz" i "bzdety", ponieważ zmniejsza to powagę argumentacji w oczach odbiorcy? Z powodu słownictwa z jednej strony i "tykania" z drugiej ta dyskusja zaczyna przypominać szkolną kłótnię o to, kto dobrze rozwiązał zadanie matematyczne.
OdpowiedzUsuńNajpierw należy rozważyć, czy te określenia są słuszne. Jeśli są słuszne, to też powinny tak zostać odebrane przez odbiorców. Oczywiście nie jest to język dyplomatyczny, lecz minidyskusja. Wstydzić się i unikać należy fałszu i błędu, nie dosadnych a prawdziwych określeń. Problem polega na wpajaniu, iż należy postępować dokładnie odwrotnie: mówić fałsz w sposób miły i "dyplomatyczny".
UsuńPowiem tak, gdybym nawet argumentami dowiódł, że, powiedzmy x. Olewiński jest skończonym idiotą, to szczerze wątpię, że należałoby to otwarcie wyrazić. Gdzie jest w tym wszystkim kwestia szacunku do rozmówcy i braku obrażania go?
UsuńJeśli byłoby to prawdziwe, to nie widzę problemu :-) Nazwanie kogoś idiotą, gdy na to zasługuje, mające na celu doprowadzenie do poprawy, jest uczynkiem miłosierdzia co do duszy. A przynajmniej jest okazją do ćwiczenia pokory.
UsuńI jeszcze radzę popracować nad swoją logiką. Czymś innym jest nazwanie kogoś idiotą, a czymś innym nazwanie jego postępowania głupim, idiotycznym itp.
UsuńDziękuję za radę i za wyjaśnienie. Logiki nikt mnie niestety nie uczył.
UsuńNa naukę nigdy za późno.
UsuńPolecam lekturę Mów p. arianom Atanazego Wielkiego, w których pełno jest doskonałych, bo też trafnych i prawdziwych inwektyw pod adresem heretyków. Mając więc taki wzór, stwierdzam, że Bergoglio jest obłąkany szaleństwem wszystkich heretyków, a taki Ryś, z którego Argentyńczyk zrobił kardynała, to śmierdzący głupiec.
UsuńZacząłem czytać rozmowę z p. Dorotą.
OdpowiedzUsuńnaszła mnie pewna refleksja, że to jest proste:
nawet jeżeli Ciało, Krew, Dusza i Bóstwo składają się na Osobę (jeśli mogę to tak skrótowo, ale obrazowo ująć), to Chrystus ofiarując Siebie samego, może jedynie ofiarować Ciało, Krew i Duszę, tak jak ofiarował na krzyżu.
Bóstwo przecież nie umarło.
Można przenieść to 1:1 na inny przykład:
Maryja urodziła Boga, więc jest Bogarodzicą, Matką Bożą - prawda.
Maryja urodziła Chrystusa, więc jest Matką Chrystusa - prawda
protestanci na przykład nie uznają Maryi za Matkę Bożą.
Maryja NIE urodziła Ciała (samego Ciała, samej Krwi, ani Ciała, Krwi i Duszy, czy Bóstwa, urodziła Osobę: Chrystusa).
Chyba dobrze rozumuję?
I dalej: p. Dorota widać ma problem z przeczytaniem wypowiedzi księdza. Ksiądz jasno napisał: nie chodzi o to KTO (czyli Jezus Chrystus jako BÓG ORAZ CZŁOWIEK jednocześnie) tylko CO (CZŁOWIECZEŃSTWO, ale nie Bóstwo z uwagi na nieśmiertelność i współistotność tego drugiego).
PO tej wypowiedzi księdza, p. Dorota dalej swoje (słowa:"czyli to nie Osoba Jezusa się ofiarowała?")
Wystarczyło naprawdę przeczytać, ja przeczytałem, zrozumiałem sens wypowiedzi księdza.
Kolejny fragment to jej niezrozumienie: ("zawarta jest prawda, że Jezus był Bogiem (ofiaruję Ci Bóstwo)) - tu mamy kolejne niezrozumienie tematu. Dlaczego mielibyśmy ofiarowywać Ojcu WIĘCEJ niż ofiarował Chrystus podczas swojej Męki i śmierci? Dlaczego mielibyśmy ofiarowywać Ojcu więcej niż kapłan sprawujący Najświętszą Eucharystię (czyli de facto o tym samym mowa, gdyż Najświętsza Eucharystia jest właśnie w istocie UOBECNIENIEM OFIARY).
Cały wpis poświęciła temu, kim jest Jezus Chrystus, ale jest to ucieczka od tematu, gdyż tematem jest CO zostało ofiarowane, a nie kim jest Jezus Chrystus, ani kto dokonał Ofiary. Tylko to, co zostało podczas tej Ofiary złożone.
Ja tych pseudo teologów mam już po dziurki w nosie.
UsuńPatrząc na poziom nauczania w szkołach i na uniwersytetach wcale mnie nie dziwi, ze takich teologów i innych absolwentów kierunków wyższych mamy w naszym kraju. Dzisiaj dyplomem magistra a nawet kilkoma na raz chwali się prawie każdy.
A na pytanie dlaczego ukończył studia odpowiedź jest: bo dobrze jest mieć magistra, nigdy nie wiadomo....
I rest my case...
Nawet FSSPX popiera i promuje ten heretycki kult! Czy wszedzie juz jest modernizm i herezja, prosze Ksiedza...?
OdpowiedzUsuńProszę Wielebnego o odpowiedz
UsuńNa pewno nie wszędzie. Kościół Chrystusowy będzie trwał do końca czasów.
UsuńW rzeczy samej; Kościół Święty i Katolicki jest wolny od herezji i wszelkiego błędu. Jest też jeden i jedyny, z natury niepodzielny: nie można podzielić Kościoła, gdyż Ten jest Ciałem Mistycznym Jezusa Chrystusa, Boga, Bóg zaś jest z natury niepodzielny. Jeśli zatem ktokolwiek twierdzi, że Kościół jest podzielony, ten bluźni przeciw Jedności, czyli niepodzielności samego Boga.
UsuńLJCh! Proszę Księdza bardzo dziękuję za ten wpis i inne dot. heretyckiego zformułowania w koronce Faustyny. Zgadzam się ze wszystkimi tu postawionymi tezami, jednakże zauważyłem kilka razy, że w podpiętej tutaj dyakusji z panią Dorotą Frączek. Przyczepię się do szczegółu: kilka razy użył tam Ksiądz sformułowania, że Pan nasz Jezus Chrystus jest osobą "Boskoludzką". Otóż jest to błąd, Pan nasz jest osobą wyłącznie Boską, która istnieje zawsze poza czasem. Na pytanie "quis"?, czyli pytanie o hipostazę, odpowiadamy Osoba Boska, na pytanie "quid"? Bóg (natura Boska) oraz człowiek (natura ludzka). W Chrystusie natura (czyli zasada ruchu i działania) ludzka została przyjęta przez Osobę Boską, zyskując byt w jej Boskim akcie istnienia, dlatego podmiot Chrystusa pozostaje czystą hipostazą Boską posiadającą 2 natury.
OdpowiedzUsuńAnonimowy powiela błąd analogiczny do monoteletyzmu. Otóż: jeśli przyjmiemy według dogmatu Kościoła, że Jezus Chrystus ma wolę zarówno boską jak i ludzką (które w Nim są oczywiście zgodne), to musimy także przyjąć, że jest Osobą nie tylko boską, lecz od momentu Wcielenia także ludzką. Podobnie jest z rozumnością, emocjami itd.: w Nim jest rozumność zarówno boska jak i ludzka. Gdyby Jezus Chrystus był Osobą wyłącznie boską, to Wcielenie byłoby jedynie pozorne, gdyż nie byłby w pełni człowiekiem, więc to byłaby herezja doketyzmu. Oczywiście Jezus Chrystus jest jedną Osobą czyli hipostazą, nie dwoma samodzielnymi osobami. Dlatego należy mówić o jednej Osobie bosko-ludzkiej Jezusa Chrystusa.
UsuńLJCh! W odpowiedzi na Księdza zastrzeżenia: należy rozróżnić, tak jak robi to św. Tomasz w STh Tertia pars q. 2 art. 5: "Rozpatrując osobę, czyli hipostazę Chrystusa możemy uwzględnić dwa aspekty. Po pierwsze, możemy rozważać osobę jako taką. Nie może być tu żadnej złożoności, podobnie jak i w naturze Słowa. Po drugie, możemy wziąć pod rozwagę to, że osoba, czyli hipostaza jest bytem samoistnym w jakiejś naturze. Osoba Chrystusa bytuje samoistnie w dwóch naturach. Jest ona wprawdzie jednym bytem samoistnym, ale dwojaki jest sposób bytowania. Mówimy przeto o osobie złożonej, mając na względzie jedną samoistność w dwóch naturach." Chrystus od Wcielenia stał się człowiekiem pod względem natury, osoba pozostała ta sama, tylko Boska. Zarzuca Ksiądz, że byłaby to herezja doketyzmu: otóż nie, bo wola, rozum, należą do natury. Gdyby Jezus był osobą boskoludzką, to byłaby to nowa hybryda, pojegająca na zmieszaniu natur. Natura ludzka nie tworzy nowego podmiotu, lecz została przyjęta przez Osobę Syna Bożego. Gdyby Chrystus był osobą boskoludzką, to znaczy, że Osoba Boska jest zmienna, bo w czasie zmieniła się w osobę boskoludzką. Ludwig Ott w Grundriß der Katolischen Dogmatik pisze:„Wegen des Zusammenwirkens der beiden Naturen in Christus werden die menschlichen Akte Christi, insofern sie von der göttlichen Person vollzogen und getragen werden, als theandrische oder gottmenschliche Operationen (operationes theandricae) bezeichnet.” "Obwohl die menschliche Natur Christi physisch vollkommen ist und eine vernünftige Seele und einen freien menschlichen Willen besitzt, hat sie doch keine eigene menschliche Persönlichkeit. Die Person des göttlichen Logos tritt an die Stelle der menschlichen Persönlichkeit.”. „Die Hypostase oder Person, der die menschliche Natur im Augenblick der Empfängnis geeint wurde, ist keine von der göttlichen Person verschiedene oder eine aus der göttlichen und der menschlichen Natur zusammengesetzte Person, sondern die ewige Person des Sohnes Gottes selbst.” „Die menschliche Natur Christi besitzt keine menschliche Persönlichkeit... Sie ist aufgenommen in die Einheit und Herrschaft der göttlichen Person.” „Das Dogma besagt, daß in Christus eine Person ist, welche die göttliche Person des Logos jest, und zwei Naturen, die der einen göttlichen Person angehören.” „In Christus sind zwei Naturen und eine Person, und zwar die göttliche Person.” Proszę o odpowiedź także na ten komentarz. Z Panem Bogiem!
OdpowiedzUsuńDziękuję. Te cytaty potwierdzają to, co napisałem: Osoba Jezusa Chrystusa jest złożona z natury boskiej i ludzkiej, dlatego może zostać nazwana bosko-ludzką.
UsuńDalej należy mieć na uwadze, że rozum i wola są właściwościami osobowymi pod względem podmiotu: to nie natura myśli i chce, lecz osoba. Dlatego w Jezusie Chrystusie jest myślenie i chcenie zarówno boskie jak i ludzkie (pod względem natury), oczywiście w doskonałej jedności i zgodności.
Jescze na potwierdzenie mojego zastrzeżenia podam przykład z "Zarysu Dogmatyki Katolickiej" Ks. prof. Sieniatyckiego, tom 2 "O Bogu Stworzycielu i Odpupicielu". Ks. prof. pisze tam tak: " Można tedy zdefiniować Wcielenie jako połączenie natury ludzkiej z naturą Boską w jednej osobie SŁOWA." I znów: "Chrystus jest Bogiem prawdziwym i prawdziwym człowiekiem, ma przeto dwie natury, Boską i ludzką w jednej osobie BOSKIEJ złączone."
OdpowiedzUsuńX. Sieniatycki tutaj zbytnio upraszcza. Powtarzam: Osoba Jezusa Chrystusa jest jedna, mianowicie bosko-ludzka. Wcielenie nie wprowadziło żadnej zmiany do natury boskiej, gdyż jest niezmienna. Jednak w pewnym sensie "poszerzyło" osobowość Syna Bożego o naturę ludzką i tym samym o akty ludzkie, które naturalnie są funkcjami osób ludzkich. Dlatego właśnie Pan Jezus radował się, płakał, pragnął spożyć Paschę z uczniami, cierpiał itd.
UsuńJeszcze cytat z nowego KKK: „Heresja Nestoriusza widziała w Chrystusie osobę ludzką połączoną z Boską Osobą Syna Bożego. Wobec niej święty Cyryl Aleksandryjski i Trzeci Sobór Powszechny w Efezie w 431 r. wyznali, że 'Słowo, jednocząc się w swojej Osobie z ciałem ożywianym duszą rozumną... stało się człowiekiem'. Człowieczeństwo Chrystusa nie ma innego podmiotu niż Boska Osoba Syna Bożego, który przyjął je i uczynił swoim od chwili swego poczęcia.”. Powtarzam, Wcielenie nie "stworzyło" nowej, powiększonej osoby, tylko połączyło naturę Boską z ludzką w 1 niezmiennej Osobie Syna Bożego, osobie Boskiej. Jak pisze św. Tomasz, natura ludzka nie ma swojego aktu istnienia, tylko boerze istnienie z Osoby Boskiej. W żadnym podręczniku dogmatyki sprzed Vaticanum II nie znajdziemy sformułowania, jakoby Chrystus był nową hybrydą, boskoludzką osobą, jest napisane: „In Christus sind zwei Naturen und eine Person, und zwar die GÖTTLICHE Person.”
OdpowiedzUsuńNigdzie nie twierdziłem, że chodzi o hybrydę. Osoba jest oczywiście jedna, ta sama, która istniała odwiecznie przed Wcieleniem i istnieje zawsze. Określenie Osoby Syna Bożego od Wcielenia jako bosko-ludzkiej odnosi się do aktów osobowych oraz do pełni człowieczeństwa, w której skład wchodzi osobowość ludzka. Gdyby Pan Jezus - jako Syn Boży - nie miał osobowości także ludzkiej, to nie byłby w pełni Człowiekiem (oczywiście od momentu Wcielenia), co by przeczyło dogmatowi Chalcedonense.
UsuńPrzecież Symbolum Athanasianum mówi wyraźnie:
Usuń"Sicut anima rationalis et caro unus est homo, ita Deus et homo unus est Christus."
W tym właśnie znaczeniu można i należy mówić o bosko-ludzkiej Osobie Jezusa Chrystusa.
Należy mieć na uwadze, że chodzi tylko o analogię, ponieważ w Jezusie Chrystusie Boska Osoba nie zastępuje duszy ludzkiej. Gdyby Jezus Chrystus nie miał duszy ludzkiej, to nie byłby w pełni człowiekiem, a to jest herezja.
UsuńSyn Boży posiada naturę ludzką - czyli ludzkie ciało i ludzką duszę, i tym samym ludzką osobowość, który jest istotna dla pełni człowieczeństwa - dopiero od momentu Wcielenia. W tym znaczeniu boska Osoba Syna stała się Osobą bosko-ludzką, oczywiście bez zmiany istotowej czyli w boskości.
Kolejny cytat ze św. Tomasza również z Tertia Pars, q. 2 a. 2: "Skoro więc Słowo posiada zjednoczoną ze sobą naturę ludzką, która jednak nie należy do jego natury boskiej, zjednoczenie dokonało się nie w naturze, lecz w Osobie SŁOWA." Nie w mowej osobowej hybrydzie, jaką jest osoba boskoludzka, lecz w tej samej Osobie Słowa. Osobie Boskiej. Z tego samego artykułu: "Chociaż w Bogu natura nie różni się rzeczowo od osoby, różne jest jednak znaczenie tych terminów, jak to poprzednio zostało stwierdzone, gdyż przez termin „osoba” akcentujemy samoistność. Skoro zaś zjednoczenie ludzkiej natury ze Słowem dokonuje się w ten sposób, że Słowo bytuje w niej samoistnie, przy czym natura Słowa nie doznaje żadnego PRZYROSTU ani się NIE ZMIENIA w nic innego, zjednoczenie to dokonało się w Osobie, nie w naturze." I ostateczny cytat z q. 2 a. 2: "Przyjąć to znaczy wziąć coś do siebie. Nie da się więc pomyśleć przyjęcia bez przyjmowanego przedmiotu, podobnie jak nie da się pomyśleć ruch w przestrzeni bez rzeczy poruszanej. Otóż osoba w ludzkiej naturze nie jest tym przedmiotem, bez którego nie da się pomyśleć przyjęcia; jest ona raczej, jak wiemy6), kresem, ku któremu przyjęcie zmierza. Gdybyśmy ją ujmowali jako przedmiot przyjęcia, to albo musiałaby ulec unicestwieniu, wobec czego przyjęcie jej byłoby zbyteczne, albo też istniałaby po dokonaniu zjednoczenia, a wówczas byłyby dwie osoby: jedna — przyjmująca, druga zaś — przyjęta. Pogląd ten, jak wiemy7), jest błędny. Pozostaje więc stwierdzić, że Syn Boży nie przyjął ludzkiej osoby."
OdpowiedzUsuńTakże św. Tomasza trzeba umieć czytać. Przede wszystkim czytając Summę należy mieć na uwadze kwestię, to której się w danym miejscu odnosi. Otóż w STh III, q2 a 4 czytamy:
Usuń"Respondeo dicendum quod persona sive hypostasis Christi dupliciter considerari potest. Uno modo, secundum id quod est in se. Et sic est omnino simplex, sicut et natura verbi. Alio modo, secundum rationem personae vel hypostasis, ad quam pertinet subsistere in aliqua natura. Et secundum hoc, persona Christi subsistit in duabus naturis. Unde, licet sit ibi unum subsistens, est tamen ibi alia et alia ratio subsistendi. Et sic dicitur persona composita, inquantum unum duobus subsistit."
Myślę, że to wystarczy ostatecznie.
Kolejny dowód z rozumowania: podmiot, czyli w Chrystusie osoba, jest niepodzielny i jednostkowy. Albo podmiot istnieje jako dana tożsamość w pełni, albo mie istnieje wcale. Podmiot odpowiada na pytanie: Kto? a nie: Co?. Jeśli przyjąć, że podmiot w Chrystusie jest boskoludzki, to jest to zmieszanie w podmiocie, co jest niemożliwe: to, co jest jednym podmiotem posiada jeden, niepodzielny akt istnienia. Akt istnienia nie może być wewnętrznie podzielony, złożony z wielu sposobów bycia lub zmieszany, ponieważ byt i jedność są zamienne (ens unumque convertuntur). Zatem podmiotowość w samym swym fundamencie, czyli akcie istnienia, musi być absolutnie jednorodna. Więc zmieszanie w podmiocie jest niemoxżliwe. Jeśli przyjąć osobę boskoludzką Chrystusa, jest to zmieszanie w samym podmiocie Co jest niemożliwe, jak wyżej wykazałem. Dlatego Chrystus nie jest osobą boskoludzką. Odrzucenie boskoludzkości w podmiocie Chrystusa nie odrzuca tego, że był on prawdziwym Bogirm i prawdziwym człowiekiem, gdyż te dwie natury nie tworzą nowego podmiotu (osoby złożonej), lecz istnieją w jednym, wiecznym i niezmiennym akcie istnienia Osoby Boskiej Syna Bożego. Proszę o odpowiedź również na ten komentarz. Z Panem Bogiem!
OdpowiedzUsuńJak pokazałem wyżej, św. Tomasz dopuszcza mówienie o "złożonej osobie" Jezusa Chrystusa. Nie ma to nic wspólnego z dwoistością podmiotu, lecz odnosi się do właściwości i działań jednego podmiotu. Przykład: przed Wcieleniem Syn Boży nie mógł jeść, być głodnym, być widzialnym, cierpieć, zostać zabity itp. w sposób naturalny. To stało się możliwe dopiero dzięki Wcieleniu. W tym znaczeniu podmiotowi, którym jest Syn Boży, "dorosły" naturalne - mianowicie ludzkie - właściwości i czynności. W tym właśnie znaczeniu można i należy mówić o bosko-ludzkiej Osobie Jezusa Chrystusa.
UsuńCzyli konkluzja jest taka: nie można mowić o osobie boskoludzkiej jako osobie jako takiej, ale możemy mówić, że jest złożona pod względem bytowania w danej naturze, pod względem właściwości i działania. Jeżeli jakiś błąd w tej konkluzji popełniłem to proszę mnie poprawić. Bardzo Księdzu Doktorowi dziękuję za tą naukę dogmatyczną. Z Panem Bogiem!
OdpowiedzUsuń