Czy wiara katolicka wyklucza uczucia?




Pytanie to powraca w związku z kazaniem x. Grzegorza Śniadocha, nadal dostępnym w internecie.
Najpierw należy wyrazić uznanie dla podjęcia tego tematu, aczkolwiek można mieć zastrzeżenia, czy jego ujęcie w taki sposób jest właściwe dla rekolekcyj. Celem w tym wystąpieniu jest uderzenie w modernistyczne rozumienie wiary, co należy raczej do dziedziny dogmatyki, szczególnie apologetyki. Jest mało prawdopodobne, by wśród słuchaczy pokaźną część stanowili z przekonaniem wyznający owo rozumienie. Tak więc zwalczanie nieobecnych może służyć raczej tylko do podburzenia obecnych, nie dla ich zbudowania czy skorygowania.
Takie zdanie jak: "nie ma innej wiary niż wiara katolicka" jest w prostym bezpośrednim odbiorze conajmniej nierozważne. Owszem, należy powiedzieć, że wiara katolicka jest jedyną prawdziwą. Jednak jej prawdziwość ukazuje się dopiero i właśnie na tle innych wierzeń. Formułowanie tak nierozważnego zdania niestety nie świadczy dobrze o refleksji i rzetelnym potraktowaniu tematu. Chociażby Katechizm Rzymski wydany po Soborze Trydenckim wspomina na wstępie wykładu wiary katolickiej o różnych rodzajach i stopniach wiary, o których jest mowa także w Piśmie św.
X. Śniadoch definiuje wiarę jako akt rozumu. Ma przypuszczalnie na myśli słowa św. Tomasza z Akwinu, cytowane przez Katechizm Kościoła Katolickiego (155): credere est actus intellectus assentientis veritati divinae ex imperio voluntatis a Deo motae per gratiam. Pomijając problematyczność tłumaczenia słowa intellectus jako rozum, zastrzeżenia budzi określenie wiary jako "uznanie przez rozum prawdy podanej przez Kościół do wierzenia" w kontekście przeciwstawienia uczuciom i doświadczeniu czyli sferze emocjonalnej i empirycznej. Prelegent pomija udział woli, jasno wyrażony zarówno u św. Tomasza jak też w definicji Soboru Watykańskiego I. Popełnia tym samym zredukowanie wiary do sfery racjonalnej. Zaś mówienie o "uznaniu przez rozum" sprzyja nieporozumieniu polegającym na przypisywaniu rozumowi roli rozstrzygającej instancji, co jest herezją racjonalizmu teologicznego.
Prelegent zupełnie pomija określenie prawd wiary jako "mysteria" czyli tajemnice, jak je określa chociażby katechizm św. Piusa X, przez co papież zapobiega wspomnianemu racjonalizmowi, akcentując wyższość prawd wiary nad pojmowaniem czysto rozumowym.
Całość wywodów x. Śniadocha niesłusznie dystansuje się od określenia wiary podanego przez Katechizm Kościoła Katolickiego (150): Fides est imprimis adhaesio personalis hominis ad Deum. A nie jest to z pewnością jakaś modernistyczna nowość, lecz sformułowanie odwiecznego nauczania teologii katolickiej odnośnie aktu wiaru (fides qua).
Fałszywe jest twierdzenie, że uczucia - jako "coś zwierzęcego" - nie mogą odgrywać żadnej roli w akcie wiary. Fałszywe jest też sprowadzenie sfery emocjonalnej człowieka do poziomu zwierzęcego. Gdyby teza x. Śniadocha była prawdziwa, to np. cała sfera muzyki, także kościelnej, wystroju itp. byłaby dziedziną zwierzęcą, którą należałoby konsekwentnie wykluczyć z dziedziny religii i wiary. 
Inną skrajną i przynajmniej otwartą na nieporozumienia wypowiedzią jest zdanie: "ja wierzę w Boga, bo Kościół tak naucza". Dokładnie biorąc, zdanie to mogłoby pochodzić od wyznającego fideizm, czyli herezję komplementarną do racjonalizmu. Mam nadzieję, że zostało wypowiedziane bezmyślnie i niezupełnie świadomie. Otóż do prawdy o istnieniu Boga można dojść - jak naucza chociażby Sobór Watykański I - już na podstawie przesłanek rozumowych. Oczywiście wnioski rozumowe same w sobie nie stanowią jeszcze wiary, jednak są jej fundamentem. Tym samym nie tylko i nie sam autorytet Kościoła jest podstawą i punktem wyjścia dla wiary w Boga. 
Nierozważne i nie na miejscu jest wyznanie przez prelegenta w tym kontekście i przy tej okazji, że prosi Boga, by przy sprawowaniu sakramentów nie mieć uczuć. 
Po pierwsze taka prośba jest dziwna, nie mająca oparcia ani w zdrowym rozsądku, ani w teologii katolickiej, zwłaszcza w ascetyce, ani w nauczaniu świętych Kościoła. Bezuczuciowość jest raczej ideałem pogańskim, stoickim. W świetle katolickiej definicji wiary odcięcie od niej jakiejkolwiek sfery człowieczeństwa, także tej najniższej jak zmysłowość i uczuciowość, powoduje nie tylko zakłamanie człowieczeństwa, lecz także szkodzi wierze, która jest aktem całego człowieka, oczywiście zgodnie z hierarchią struktury człowieczeństwa.
Po drugie niestosowne jest wyznawanie publiczne w ramach działalności kapłańskiej swoich osobistych praktyk, które przynajmniej nie mają oparcia w nauczaniu Kościoła i przykładach z życia świętych. To wyznanie jest tym bardziej niepokojące w kontekście wspomnianych błędów i conajmniej nierozważnych sformułowań.
Można i należy szczerze pogratulować gorliwości, jednak podkreślić trzeba, że sama gorliwość nie wystarczy. Na błędach można i trzeba się uczyć. Niech te uwagi będą zachętą do gorliwości w poznawaniu nieskażonej i niewypaczonej teologii katolickiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy można zakazać liturgii tradycyjnej? (z post scriptum)

  Oczywiście otrzymałem pytania w temacie dnia: Pytanie tytułowe zostało pośrednio wyjaśnione przez Benedykta XVI w liście do biskupów w zw...