W niektórych seminariach duchownych w Polsce - zarówno zakonnych jak też diecezjalnych - pojawiła się moda na sprowadzanie alumnów z dalekich krajów, głównie afrykańskich. O ile mi wiadomo, jest to uregulowane tak, że w zamian za finansowanie ich formacji i studiów w Polsce, mają oni po święceniach przez jakiś czas posługiwać w Polsce. Można się domyślać, że celem jest raczej ich zatrzymanie tutaj. Innymi słowy: traktuje się Polskę jako kraj misyjny zdany na pomoc duchownych pochodzących z bardzo młodych, afrykańskich Kościołów lokalnych, nie zważając na pilne potrzeby personalne w tamtych krajach. Jest to o tyle dziwne, że tutaj, póki co, nie odczuwa się braku księży w tym znaczeniu, by parafie pozostawały bez duszpasterza. Znaczny spadek liczebny jest widoczny na razie tylko w seminariach i zakonach. Niektórzy przełożeni zakonni i biskupi widocznie chcą być przezorni z wyprzedzeniem, nie biorąc przy tym pod uwagę szerszych uwarunkowań oraz implikacyj tego rodzaju posunięcia.
Najpierw należy wziąć pod uwagę, co taka polityka personalna oznacza dla krajów pochodzenia owych alumnów. Otóż, nawet jeśli tam seminaria są obecnie dość pełne (może się wydawać, że podobnie jak w Polsce w latach 80-ych), to wcale nie oznacza, jakoby stanowiło to nadmiar w porównaniu z potrzebami duszpasterskimi. Tutaj - i ogólnie do Europy i innych krajów zamożnych - przysyłani są oczywiście najzdolniejsi, którzy są w stanie zarówno opanować język na tyle dobrze, by w nim studiować a następnie posługiwać, co oznacza, że strata dla diecezji ich pochodzenia jest nie tylko ilościowa lecz także, a nawet przede wszystkim jakościowa. Jest wysoce prawdopodobne (jeśli nie wręcz pewne), że biskupi polscy opłacają nie tylko pobyt i studia tych alumnów, lecz ponadto płacą czy wynagradzają w jakiś sposób ich pierwotnym diecezjom za przysłanie ich chłopaków do Polski, czyli tym samym odbywa się jakby handel żywym towarem, co jest wręcz obrzydliwe.
Z kolei cóż taki proceder oznacza dla polskich diecezyj i struktur zakonnych?
Po pierwsze, przykrywa się w ten sposób - dość prymitywny i nieudolny - właściwe przyczyny braku powołań rodzimych, czyli polskich. Do nich należy nie tylko demografia, czyli konkretnie zapaść demograficzna, która swoją drogą jest także jeśli przede wszystkim skutkiem "posoborowej" pseudoetyki małżeńskiej z tzw. naturalnym planowaniem rodziny oraz pomieszaniem ról w małżeństwie i swoistym przejęciem feminizmu nawet do liturgii kościelnej (lektorki, szafarki itp.). Główną przyczyną jest zapaść
- doktrynalna na wszystkich szczeblach począwszy od katechezy, poprzez homilie, aż po studia teologiczne i listy pasterskiej biskupów,
- duchowa, czyli brak autentycznej, trzeźwej katolickiej pobożności, gdyż jest ona zastępowana czy to wiarą w prywatne objawienia, zresztą zwykle fałszywe, czy też paraprotestantyzmem (pseudocharyzmatyzm) i wszelkiego sekciarstwem (jak kikonizm),
- a nawet wręcz intelektualna, dotycząca rozumowych podstaw wiary katolickiej, które zostały praktycznie usunięte nawet z formacji seminaryjnej, jako że ze swej natury zagrażają one szalonemu ekumaniactwu, które przez ostatnie dekady urosło także w Polsce do superdogmatu, czego przejawem jest chociażby to, że to biskupi polscy są pionierami "dnia judaizmu" i "dnia islamu".
Nie wiem, w jakim świecie mentalnie ci panowie w purpurach na różnych stopniach hierarchii żyją. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że nie nauczyli się (o ile w ogóle chcieli się nauczyć) z błędów, które popełniła hierarchia na tzw. Zachodzie już począwszy od końca lat 60-ych ubiegłego wieku. Jako najprostsze przykłady można podać Komunię dołapną, świeckich szafarzy (i ostatnio nawet szafarki), lektorki, żonatych diakonów. Zapewne też dochodzi zaślepione zapatrzenie we wszystko, co pochodzi od modernistów z Rzymu, a co przyklepał "przenajświętszy" Jan Paweł II. Ich wiedza o wierze katolickiej i Kościele ogranicza się regularnie do Vaticanum II i po, gdyż zasadniczo tylko takich ludzi w ostatnich dekadach windowano na kolejce stopnie kariery kościelnej. Gdy teraz zaczynają sprowadzać do polskich seminariów Afrykańczyków, to po pierwsze albo nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że Kościół zawsze dążył do tworzenia rodzimej hierarchii, że misjonarze z innych krajów byli zasadniczo traktowani zawsze jako konieczna posługa tymczasowa do momentu osiągnięcia dojrzałości kościelnej na danym terenie, czego istotnym składnikiem są rodzime powołania. Po drugie, zapełnianie seminariów polskich alumnami z dalekich krajów jest właściwie policzkiem dla katolików w Polsce, jako rzekomo niezdolnych do wydania powołań z polskich rodzin.
Zaznaczam: Oczywiście nie mam żadnych uprzedzeń, ani zasadniczych zastrzeżeń do Afrykańczyków czy innych ludów i narodowości. Jako były członek międzynarodowego zgromadzenia misyjnego mogę powołać się na swoje dobre doświadczenia. W seminarium międzynarodowym w Austrii generalnie lepiej się dogadywałem i sympatyzowałem ze współbraćmi np. z Indonezji, z Filipin, z Japonii, niż z wieloma Europejczykami czy nawet z niektórymi Polakami. Jeśli teraz ktoś w Polsce myśli, że zaimponuje tutaj komuś księżmi z Afryki, czy też przykładnie ukarze czy przynajmniej upokorzy w ten sposób polskich księży i polskie rodziny, to wykazuje tym samym zupełne odklejenie od rzeczywistości i od myślenia katolickiego.
Czcigodny Księże!
OdpowiedzUsuńPrzy tej okazji chciałbym poruszyć podobny temat, mianowicie oddelegowanie polskich księży na "misje" do krajów Europy zachodniej. Sam w latach 2003-2018 uczęszczałem do "Polskiej Misji Katolickiej" w Mannheim. Skoro miałyby to być misje , to tacy kapłani mieliby ma się rozumieć troszczyć o potrzeby duchowe całe tamtejszej społeczności?
Niestety z tego co w tym czasie zaobserwowałem to nic innego jak budowanie nowej posoborowej wieży Babel.Bo jak spoglądając na to inaczej gdyby np. Niemiec chciał się wyspowiadać u (tylko) polskojęzycznego misjonarza? Kościół ma być przecież powszechny apostolski!
Ja mam wrażenie, że to jest takie urabianie katolików i przygotowanie do życia w społeczeństwie wielokulturowym. Katolik pomyśli tak- skoro w mojej parafii posługuje/ posługiwał ksiądz z Afryki, był bardzo wierzący, miły, grzeczny i sympatyczny, to w sumie pozostali mieszkańcy Afryki też tacy pewnie są, więc nie ma powodów oburzać się na ich tabuny na ulicach.
OdpowiedzUsuńOtóż to. Hierarchia dołączyła do urabiania Polaków i wmawiania im, że masowa imigracja z krajów trzeciego świata jest nieunikniona. Ba, jest konieczna i chwalebna. To kolejny przykład z ostatnich lat (po pandemii, Ukrainie, tematach około-żydowskich), w których widać jak na dłoni, że jako naród (a także, jako po prostu katolicy) nie możemy na nich liczyć, bo nie są po naszej stronie.
Usuń