Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Kogo wybierać?


Kwestia jest rzeczywiście ważna i niełatwa, a równocześnie bardzo aktualna współcześnie wszędzie tam, gdzie jest tzw. demokracja czyli wyłanianie sprawujących władzę w wyniku wyborów mniej czy bardziej uczciwych. 

Tutaj nie ma oficjalnego stanowiska Magisterium Kościoła. Są tylko ogólne wytyczne w dokumentach papieskich (tzw. encyklikach społecznych) oraz okazyjne głosy papieży oraz biskupów. Oznacza to, że konkretny wybór pozostawiony jest sumieniu katolika. To go stawia w niełatwej sytuacji tym bardziej, że brakuje znajomości nauczania Kościoła w tej dziedzinie po stronie duchownych, a tym bardzie - wskutek tego - także pośród świeckich. 

Naczelną zasadą jest zachęcanie katolików do udziału w życiu społecznym i w działalności politycznej zarówno aktywnej (jako czynni politycy) jak też aktywno-pasywnej czyli jako wyborcy. Tutaj tkwi już po części odpowiedź na pytanie: głównym wątkiem nauczania Kościoła jest aktywność katolików w znaczeniu programu polityki zgodnej z tym nauczaniem, czyli przede wszystkim z prawem naturalnym oraz z etyką chrześcijańską. Na tym właśnie polega kluczowy problem, gdyż z braku partyj czy ugrupowań o takim charakterze wynikają rozterki katolickich wyborców, czyli problem wskazany w powyższym pytaniu. Z tego też wynika główne zadanie Kościoła, mianowicie wychowanie politycznej elity katolików. I tutaj właśnie mamy bardzo poważny problem począwszy od lat 60-ych obiegłego wieku, czyli od początku flirtowania hierarchii kościelnej oraz katolików świeckich z lewackimi nurtami politycznymi, co się wiąże ze pewnym - mniej czy bardziej zamaskowanym - odejściem od klasycznej teologii politycznej oraz nauczania społecznego Kościoła (co miało postać głównie tzw. chadecji czyli chrześcijańskiej demokracji, obecnej także obecnie w tzw. partiach ludowych, które jeszcze bardziej oddaliły się od prawa naturalnego i etyki chrześcijańskiej). 

Co ma czynić w takiej sytuacji zwykły katolik? Gdy w danych wyborach nie ma partii czy kandydata o poglądach i z programem konsekwentnie katolickim, to pozostają właściwie tylko dwie możliwości: albo nie wzięcie udziału w wyborach, albo dokonanie wyboru takiego, który jest najbliższy programowi katolickiemu. Pierwsza możliwość oznacza zwykle pozostawienie pola walki nurtom i wyborcom lewackim czy wręcz antychrześcijańskim, co jest nie do usprawiedliwienia, gdyż jest de facto głosem na ich korzyść. Skoro pozostaje tylko druga możliwość, to należy z niej korzystać. 

Obserwując tzw. scenę polityczną zarówno w Polsce jak też w innych krajach przynajmniej europejskich, można zauważyć, iż w jej budowaniu realizowany jest - w znacznej, może nawet decydującej mierze - właściwie taki sam schemat. Jest istotnym składnikiem jest dbanie o to, by żadne ugrupowanie nie reprezentowało w całości zasad katolickich, zarówno teoretycznie (programowo) jak też w praktyce. Stąd dylemat jest dla katolickich wyborców poważny. 

Powyższe pytanie wynika ze zrozumiałego konfliktu sumienia, to znaczy jego tłem jest wola takiego oddania głosu czy ogólnie udziału w życiu społeczno-politycznym, który odpowiada wierze katolickiej. To jest słuszny i dobry punkt wyjścia. Jednak niebezpieczeństwo polega tutaj na skupieniu się na własnej "czystości" politycznej, czyli całkowitego odrzucenia wszelkiej odpowiedzialności za działania polityków, które nie licują z zasadami katolickimi, choćby nawet przez oddanie na nich głosu. Spojrzenie i rozpatrzenie powinno być szersze, mianowicie powinno być realistyczne w tym znaczeniu, że należy dokonać wyboru, który w danej sytuacji daje największą czy optymalną szansę na realizowanie polityki zgodnej z zasadami katolickimi. Innymi słowy: nie własna "czystość" jest tutaj istotna, lecz to, co mogę i powinienem w danej chwili i sytuacji uczynić, by życie społeczno-polityczne miało charakter jak najbliższy tym zasadom. 

Wiąże się z tym kwestia dość często się pojawiająca, mianowicie wyrachowania wyborczego: czy powinienem (wolno mi) głosować na ugrupowanie, które jest wprawdzie najbliższe zasadom katolickim (oczywiście tym tradycyjnym) lecz ma mniejsze czy wręcz nikłe szanse - według mnie czy bardziej wiarygodnych sondaży - szanse na sukces wyborczy. Myślę, to jest obecnie główny dylemat katolików w Polsce. Przyznam, że nie potrafię obecnie dać jednoznacznej odpowiedzi, gdyż zależy ona od arytmetyki w danej chwili oraz od rzetelności i wiarygodności sondaży. Jednak pod względem moralnym sprawa jest dość prosta: jeśli biorę pod uwagę wszystkie istotne aspekty oraz mam wolę przyczynienia się do tego, by zasady katolickie były realizowane w polityce, to jest to wystarczające do tego, by wybór był moralnie dobry. 


16 komentarzy:

  1. Przepraszam, że sobie pozwolę, ale posłużę się konkretnymi nazwami.
    Jeśli napiszę coś z czym Ksiądz się nie zgodzi, to proszę mnie poprawić.

    Ponieważ grzechem jest świadomie, po rozeznaniu ich działalności - głosować na PiS (pomijam w oczywistości wszelkie lewackie mainstreamowe partie), to ja swoisty dylemat miałem w 2020 roku przy Dudzie. Tak operując na konkretnym przykładzie.

    Jeżeli nie zagłosowałbym na PAD to wygrałby jeszcze gorszy - rafałek. Taka druga tura. I co robić? Nie iść (oddać głos innym)? Oddać nieważny głos (czyli na jedno wychodzi, ale hipotetycznie pozbawiając komukolwiek w ramach fałszerstwa wziąć mojej karty i ją wykorzystać, bo zaznaczam obie kratki na raz i dyskwalifikuję taką możliwość)? Czy zagłosować na tzw. "mniejsze zło"? Co i tak sprawia, że głosuję na masona.. "Mniejszego", ale jednak masona.

    Obecna sytuacja polityczna wydawać się może najprostsza w historii - póki na scenie politycznej jest Grzegorz Braun i jego ugrupowanie.
    Jak długo? Nie wiem, oby jak najdłużej.

    Opcja awaryjna? Konfederacja? Tam też są przecież porządni ludzie.
    Wiem, w tym systemie zazwyczaj głosuje się na partie (listę), nie na człowieka, ale nic innego się nie poradzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się, że wola czynienia dobra to za mało i głosowanie na partie, które prezentują się jako katolickie, a które nie mają jakichkolwiek szans na odegranie istotnej roli politycznej, jest wprost głosowaniem na partie lewackie i antykatolickie. Dla przykładu partia, która w wielu wyborach nie przekroczyła pułapu 4- 7 %, nigdy nie utworzy rządu i tym samym nie powoła premiera, to oczywistość na poziomie noworodka. Co z tego, że ktoś głosuje na wyższe wartości, jeżeli skutek tego głosowania jest zerowy, a właściwie oddaje pole przeciwnikowi tych wartości ? Natomiast nie odpowiedział ksiądz na kwestię, co z milionami katolików, którzy systematycznie głosują na partie aborcyjne i jawnie antykatolickie. Jaką zaciągają tu odpowiedzialność ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do: Anonimowy23 kwietnia 2026 20:36

      Otóż PiS jest partią lewacką, gdyż oni raz podcierają się losem dzieci nienarodzonych a innym razem głosują inaczej w tej samej sprawie.

      Ci pisowcy hipokryci, w zależności od tego, czy są przy władzy czy nie, to od tego uzależniają czy głosować za/przeciw ochronie życia nienarodzonych..

      2. Konfederacja / Konfederacja Korony Polskiej zdaje się mieć nieco więcej niż 4%..

      Usuń
  3. Niestety, raczej nie ma opcji i nie będzie która w 100% Nam odpowiada i jednocześnie spełnia kryteria nauki Kościoła. Trzeba się kierować zasadą "mniejszego zła" - chociaż bardzo nie lubię tego określenia. Klasyczny przykład G. Braun. Zadeklarowany katolik i to tak zwany "tradycyjny". Jako jedyna osoba publiczna nie boi się mówić publicznie "Szczęść Boże" (co już jest rzadko spotykanie) ale jak wiemy miewa przypały delikatnie mówiąc kontrowersyjne :) .. więc opcji idealnie nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzegorz Braun - showman, którym podniecają się młodzi jak niegdyś Korwinem, głównie jego performancem i tym, co mówi o Żydach. A poza tym dobierający sobie współpracowników z grona liberałów, endokomuchów i neopogan. I przy tym grający "tradycyjnego katolika". W dzisiejszych czasach nawet tak podstawowe pojęcia jak "tradycyjny katolicyzm" są wypaczone, bo w pierwszej połowie XX wieku żaden szanujący się hierarcha katolicki nie dałby aprobaty takiemu politykowi. Wystarczy wspomnieć o tym jak Pius XI potępił instrumentalne traktowanie religii katolickiej do politycznych celów przez Action Francaise Charlesa Maurrasa lub jak kardynał Joseph-Ernest van Roey obchodził się z wycierającym sobie gębę katolicyzmem Leonem Degrelle.

      Usuń
    2. Do: Anonimowy24 kwietnia 2026 06:55

      Jakie "przypały kontrowersyjne"?!? Rozwalenie bluźnierczej, gorszącej "wystawy" w miejscu publicznym? Zgaszenie gaśnicą heretyckich świeczek ustawionych nielegalnie w polskim parlamencie?

      To prawidłowe i słuszne działania ,a nie żadne "przypały"..

      Usuń
    3. Kary nałożone na Karola Maurrasa zostały jednak zdjęte. Niestety, traktowanie „chrześcijańskiej demokracji” jako jedynej opcji przez hierarchów było modne już wtedy, a opcja monarchiczna stała się niemile widziana. Późniejszy o kilka lat Sobór Watykański II nie wziął się znikąd, tylko brali w nim udział właśnie hierarchowie o już przeinaczonych poglądach, także politycznych.

      Usuń
    4. "Jakie "przypały kontrowersyjne"?!? Rozwalenie bluźnierczej, gorszącej "wystawy" w miejscu publicznym? Zgaszenie gaśnicą heretyckich świeczek ustawionych nielegalnie w polskim parlamencie?

      To prawidłowe i słuszne działania ,a nie żadne "przypały".."
      Choćby promowanie takich postaci jak Wojciech Olszański promujący synkretyzm chrześcijaństwa i pogaństwa lub słynny Różal, który jest satanistą.

      Usuń
    5. "Kary nałożone na Karola Maurrasa zostały jednak zdjęte. Niestety, traktowanie „chrześcijańskiej demokracji” jako jedynej opcji przez hierarchów było modne już wtedy, a opcja monarchiczna stała się niemile widziana. Późniejszy o kilka lat Sobór Watykański II nie wziął się znikąd, tylko brali w nim udział właśnie hierarchowie o już przeinaczonych poglądach, także politycznych."
      Pius XI nie potępił działalności Maurrasa za monarchizm, tylko za instrumentalne traktowanie religii do celów politycznych.

      Usuń
  4. Teoretycznie załóżmy, że:

    1. każdy system jest totalnie przejęty przez lichwiarstwo
    2. każdy polityk głoszący w jakimś stopniu poglądy katolickie jest podstawiony w celu skanalizowania uwagi katolików
    3. nie da się oddolnie ludziom bez powiązań politycznych dostać do wyborów i tym bardziej do zarządu

    Wobec tego:

    a) nie dając poparcia temu szczątkowemu katolikowi - daje się statystyczny sygnał systemowi, że opór odpuszcza
    b) kiedy opór będzie coraz bardziej odpuszczał, to mniej oddolnych partyjnych katolickich będzie się dostawać do polityki
    c) zaczną wygasać partie, które jadą choćby na szczątkowej katolickości
    d) zacznie wygasać w mediach choćby szczątkowo katolicki przekaz
    e) ludzie wychowani w laicyzmie nie będą mieli żadnych informacji o założeniach katolickich

    Osobiście najpierw zdając sobie sprawę z zakłamania w polityce kierowałam się w wyborach największą szansą obrony życia nienarodzonego. Później zasugerowałam się opiniami, że każde wybory są zafałszowywane plus tym, że nie ma 100% wolnej od liberalizmu partii i raz nie zagłosowałam, ale teraz mam inne zdanie, które wynika z wyżej wywnioskowanej przeze mnie sytuacji.

    Jeśli źle wnioskuję, to proszę Księdza o naprostowanie moich wniosków.

    z poważaniem,
    ik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „nie dając poparcia temu szczątkowemu katolikowi”
      - chapeau bas, Mme,
      Frekwencja w państwie nie demokratycznym (PRL, III RP) autoryzuje system.
      Zatem jeżeli już ktoś chce brać udział w wyborach to tylko i wyłącznie na partie nawet mikro szczątkowe bowiem ci co rządzą i tak zrobią z nami co będą chcieli.
      Jeszcze 20 lat temu myślałem że KRK jest ostatnią redutą przed złem tego świata. Nic z tego. Watykan jest zatruty i to jest straszne.

      Usuń
    2. "Jeszcze 20 lat temu myślałem że KRK jest ostatnią redutą przed złem tego świata"
      Bo jest. Tam jest Kościół katolicki, gdzie jest prawdziwa wiara katolicka.

      Usuń
    3. "a) nie dając poparcia temu szczątkowemu katolikowi - daje się statystyczny sygnał systemowi, że opór odpuszcza
      b) kiedy opór będzie coraz bardziej odpuszczał, to mniej oddolnych partyjnych katolickich będzie się dostawać do polityki
      c) zaczną wygasać partie, które jadą choćby na szczątkowej katolickości
      d) zacznie wygasać w mediach choćby szczątkowo katolicki przekaz
      e) ludzie wychowani w laicyzmie nie będą mieli żadnych informacji o założeniach katolickich"
      Nie ma żadnego polityka, którego można bezwarunkowo popierać. Ktoś, kto tak robi zamienił sobie Chrystusa na polityków. Polityków można warunkowo poprzeć jeśli coś robią dobrego, ale jeśli robią coś złego to wyraźna dezaprobata jest ważna.

      Usuń
    4. wypowiadają się sedewakantyści?

      Usuń
    5. Z pewnością nie tylko.

      Usuń
    6. do "Anonimowy26 kwietnia 2026 21:33"

      Ja pisałam o poparciu nie bezwarunkowym, tylko jedynie na potrzeby obrony życia nienarodzonego w wyborach, bo muszę raczej mieć nadzieję, że głos coś by dał jednak. Żadnej partii nigdy nie wyznawałam, nie idealizowałam i nie zamieniłam sobie Chrystusa na polityków.

      Usuń