Po pierwsze, rzeczywiście takie zdarzenia mogą być skutkiem ataku złego ducha, a to nie dopiero w skutkach złorzeczenia (przekleństwa), lecz w samym złorzeczeniu, które już jest działaniem szatańskim.
W tym opisie widzę błąd, gdy sakramenty nie są po to, by nas bronić przez złością szatańską, lecz po to, żeby nas wyposażyć w siłę - czyli Bożą łaskę - do walki. Nie należy się więc spodziewać ustania ataków szatańskich wskutek łaski sakramentalnej. Łaska sakramentalna jest dana dla zbawienia duszy i dla zyskiwania zasług, nie dla pomyślności doczesnej. Wręcz przeciwnie: wściekłość złego ducha zwykle jest skierowana przeciw duszom szczególnie bliskim Bogu, starającym się o świętość czyli wypełnianie woli Bożej.
Taka osoba potrzebuje szczególnie dobrego towarzyszenia duchowego. Pewne jest, że Pan Bóg daje pomoc w odpowiednim czasie, nawet jeśli trzeba jakiś czas szukać i czekać.
"Po pierwsze, rzeczywiście takie zdarzenia mogą być skutkiem ataku złego ducha, a to nie dopiero w skutkach złorzeczenia (przekleństwa), lecz w samym złorzeczeniu, które już jest działaniem szatańskim"
OdpowiedzUsuńCzy mógłby Ksiądz rozwinąć ten akapit? Nie jestem pewien, czy zrozumiałem
Chodzi o to, że szatan działa w ataku złych ludzi.
UsuńPo atakach szatańskich czy można mieć nadzieję, że kiedykolwiek będzie lepiej, nadzieję na spokojniejsze życie, czy do końca życia będzie się pod atakiem demonów?
OdpowiedzUsuńSzatan atakuje każdego człowieka aż do końca życia. Najmniej atakuje tych, którzy są jemu oddani.
UsuńA jeśli sytuacja jest taka że w wyniku ataków - rozumiem że szatańskich - ktoś został do tego stopnia oczerniony że nie może normalnie funkcjonować w społeczeństwie to czy można mieć nadzieję na poprawę niezbędnej doczesnej sytuacji, pomijając oczywisty fakt że i tak szatan będzie do końca życia atakować?
OdpowiedzUsuńOczywiście należy też dążyć do naprawa sytuacji i sprawiedliwości ludzkimi środkami, czyli wezwanie do zaprzestania, może nawet pozew sądowy.
UsuńJeśli nawet nie uda się naprawić sytuacji i zapobiec dalszym atakom, to należy mieć ufność, że Pan Bóg kiedyś to na pewno sprawiedliwie osądzi. Często Pan Bóg to czyni już za życia, przynajmniej częściowo.
A trudności, niepowodzenia życiowe, czy generalnie chroniczna sytuacja, w której czuje się, że jest nie tak jak by się chciało, czy to można uznać za formę pokuty już za życia?
OdpowiedzUsuńOczywiście. Skoro Pan Bóg dopuszcza, to też w takim celu.
UsuńTo co w takim razie z chęcią poprawy sytuacji w życiu skoro ma się pokutować? Czy przyjęcie niepowodzeń wyklucza się nawzajem z modlitwą o lepszą sytuację? Bo jeśli wszystko przyjmować jako pokutę to można by się było doprowadzić do ciężkiego stanu, szczególnie jeśli ma się przeciw sobie ludzi ewidentnie szkodzących, chcących zła.
OdpowiedzUsuńNie wyklucza się. W modlitwie możemy prosić także w potrzebach doczesnych, jednak warunkowo w tym sensie, że ostatecznie pozostawiamy Panu Bogu spełnienie tej prośby, gdyż Pan Bóg lepiej wie, co jest korzystne dla zbawienia naszych dusz a co nie jest.
UsuńRównocześnie należy rozważyć, co można i należy podjąć, żeby uchronić się przed złymi ludźmi. Tutaj trzeba już mówić o konkretach i to najlepiej w kierownictwie duchowym.
[pisząc jako osoba pytająca się w komentarzu z godziny 16:11] Co do zasady niepowodzenia życiowe, trudna sytuacja jest mimo woli. A chęć poprawy wymaga woli, a następnie wysiłku, w tym duchowego. Więc nie wyklucza się. Pan Bóg może nam w tej sytuacji dawać jakieś wskazówki, znaki. Co tu jest do zrozumienia?
UsuńNiektóre hagiografie są tak opowiadane, że święci przyjmowali wszystko jako wolę bożą. Czy to prawda nie wiem.
Usuń