Kiedy pożądliwość jest grzeszna?




Należy odróżnić psychologiczne i moralne pojęcie pożądliwości. 
W znaczeniu psychologicznym pożądanie jest pobudzeniem skierowanym ku jakiejś rzeczy, osobie bądź czynności w celu jej doznania, doświadczenia i tym samym pewnego choćby cząstkowego posiadania. Jest to naturalne, codzienne i niemal nieustanne zachowanie, czyli proces emocjonalno-zmysłowy, w którym jakiś udział ma także wola, aczkolwiek nie zawsze bądź tylko w ograniczonym stopniu podporządkowana rozumowi. Przynależy ono więc to sfery cielesno-zmysłowo-uczuciowej człowieka, choć oczywiście nie jest wyjęte spod poznania rozumowego i przynajmniej pewnej możliwości opanowania i kierowania przez rozum. 

Natomiast w znaczeniu moralnym pożądliwość jako poruszenie zmysłowo-uczuciowo-wolitywne podlega wartościowaniu moralnemu. Ocena danego aktu czy zachowania pożądliwego zależy od zgodności z normami moralnymi, które są rozumne i powszechne (jako prawo naturalne). Pożądliwe poruszenie zmysłów, uczuć i woli niezgodne z prawem moralnym jest grzeszne. 

Zgodnie z porządkiem i hierarchią władz w psychice człowieka ocena moralna odnosi się do aktu woli. Istota pozbawiona możliwości panowania nad swoimi zmysłami i uczuciami nie ponosi odpowiedzialności za czyny i zachowanie z nich wynikające. Tyle gwoli podstawowych wyjaśnień. 

Słowa i zdania występujące w Piśmie św. oczywiście nie zakładają systematycznej psychologii, którą znamy dzisiaj. Dlatego - po pierwsze - nie należy ich rozumieć bezpośrednio w tym sensie. 

Po drugie, należy mieć na uwadze, że język biblijny jest bardziej obrazowo-konkretny niż współczesne nam języki, a nawet ówczesne języki kultur, które wytworzyły myślenie abstrakcyjno-systematyczne jak grecki i łaciński. 

Tyle tytułem wstępu, który powinien pomóc ku ostrożności w interpretowaniu i przejmowaniu wprost wyrażeń i sformułowań znanych z Pisma św. 

Natomiast na pewno nie ma sprzeczności czy błędów w treści Pisma św. właściwie rozumianej. 

Zdanie z Kazania na Górze o grzechu przez pożądliwe spojrzenie (Mt 5, 27) należy rozumieć dokładnie i poprawnie. Pomaga w tym i warunkuje kontext. Otóż cały ten rozdział Ewangelii podaje zasady moralności wyższej i głębszej niż te znane z religii mojżeszowo-rabinicznej, gdzie zasadniczo liczyły się czyny zewnętrzne. Nauczanie Jezusa Chrystusa odpowiada bowiem psychologii człowieka i to w sposób niedościgniony. Wskazuje bowiem na rolę i wagę władz i aktów wewnętrznych, zwłaszcza woli. Grzech bowiem zaczyna się i polega istotnie na ukierunkowaniu woli, co wyraża się w myślach i zamiarach. 

Przechodząc już konkretnie do zadanego pytania, należy mieć na uwadze specyfikę sexualności człowieka, która obejmuje nie tylko sferę biologiczną, czyli popęd sexualnych, lecz także sferę uczuć, zmysłów, a nawet władze duchowe jak intuicję, inteligencję i ogólnie racjonalność. Komplexowość sexualności stanowi pod pewnym względem trudność, ale przede wszystkim o możliwości i konieczności zintegrowania z innymi warstwami osobowości, także duchowymi. Innymi słowy: człowiek nie jest zdany na poruszenia popędów, burze uczuć czy same wrażenia zmysłowe. Jego wszystkim aktom, także tym należącym do dziedzin niższych, czyli poniekąd biologiczno-zwierzęcych, towarzyszy świadomość, która jest przynajmniej otwarta na działanie rozumu, czyli najwyższej władzy duchowej, która pośród stworzeń jest właściwa tylko człowiekowi. Oznacza to, że u człowieka - i to także w przypadku osobowości patologicznych czy niepełnosprawnych - nie ma pożądania "absolutnego" w sensie całkowitego oderwania od myślenia, rozumowania, chcenia i zamierzenia. Na tym właśnie polega jego ludzki charakter. Tym samym o czystości bądź nieczystości pożądania decyduje jego ukierunkowanie przez władze wyższe, czyli akty rozumu i woli. 

Katolickie podręczniki teologii moralnej podają owszem pewne ogólne normy zachowania i postępowania w dziedzinie szóstego przykazania. Kryterium głównym jest tutaj zgodność z celem sexualności, którym jest przekazywanie życia w sposób właściwy dla człowieka, czyli w małżeństwie. Wynika z tego, że istnieje i powinna być przestrzegana wyraźna różnica między zachowaniem między małżonkami a niemałżonkami. Fakt bycia albo niebycia małżeństwem stanowi jasną i decydującą okoliczność we wszystkich szczegółowych kwestiach. Konkretnie: pożądanie własnej żony czy własnego męża jest moralnie w porządku, oczywiście z zachowaniem poszanowania osobowej - racjonalno-wolitywnej - godności danej osoby, czyli nie redukując jej do obiektu zaspokojenia własnej pożądliwości. 

W sytuacji dopiero zamierzonego, czyli jeszcze niezawartego małżeństwa, pożądliwość opanowana przez rozum jest także w porządku, o ile respektowana jest okoliczność braku zawarcia małżeństwa. To respektowanie ma konkretnie taką postać, że należy powstrzymywać się od okazywania bliskości i czułości właściwego dla małżonków. Dotyczy to także takich spraw jak tańce damsko-męskie, gdyż one zwykle polegają na bliskości fizycznej, która przynajmniej potencjalnie może mieć charakter erotyczny, i tym samym stanowi przekroczenie granicy, która jest w sposób naturalny zarezerwowana dla małżonków. 

3 komentarze:

  1. A czy przed małżeństwem czy to w formie przyjaźni czy narzeczeństwa czy związku kobieta może się przytulić do mężczyzny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę o odpowiedz na to pytanie

      Usuń
    2. To zależy od charakteru tego przytulenia. Jeśli powoduje ono podniecenie erotyczne, to jest przynajmniej okazją do grzechu, której należy unikać. Oczywiście liczy się także intencja takiego przytulania, to znaczy, czy jest czysta, czyli bardziej duchowa czy bardziej zmysłowa i pożądliwa. Granice są płynne, dlatego należy zachować ostrożność.

      Usuń

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...