Przykładem postępującego ożywienia w temacie świętowania chanuki w przestrzeni publicznej jest manifest "Koła Naukowego Teologów KUL" z dnia 19.XII.2025, który jest pierwszym aktem tego rodzaju i tej rangi (o wcześniejszych aktach: tutaj). Został on oczywiście powielony w mediach katolewackich i nie tylko, jednak bez szerszej dyskusji. Zwykle pominięto przy tym fakt, iż ów manifest był ze swej strony reakcją na list otwarty społeczności pracowników i studentów KUL (źródło tutaj):

O ile mi wiadomo, nie ma - i raczej nie będzie - jakiejkolwiek reakcji ze strony adresatów. Wygląda na to, że posłużyli się oni "kołem naukowym" w formie swoistej odpowiedzi. Owa odpowiedź podaje, że text został przygotowany przez x. Karola K. Godlewskiego (wizerunek powyżej), który jest kapłanem Archidiecezji Białostockiej oraz pracownikiem naukowym KUL. Od kilku lat jest on promowany - czy raczej sam się promuje - w przestrzeni internetowej jako typowy modernistyczny krętacz z linii bergoliańsko-rysiowej, budując swoją dalszą karierę. Wpisuje się w to ów manifest w sprawie chanukki. Przyjrzyjmy się temu dziełu charakterystycznego krętactwa pseudoteologicznego. 1. Kłamstwem jest twierdzenie, jakoby chrześcijaństwo wyrosło z judaizmu "jak gałąź z pnia". Godlewski widocznie myli judaizm z religią mozaistyczną, co świadczy o ignorancji zarówno historycznej jak też teologicznej. Wystarczy spojrzeć do podstawowych źródeł, by się przekonać, że już z końcem I wieku, mianowicie w listach św. Ignacego z Antiochii, Kościół rozumiał siebie w odróżnieniu od judaizmu. Zresztą już w pismach Nowego Testamentu wyraźnie jest powiedziane, że to Kościół jest spełnieniem i kontynuacją religii Starego Testamentu czyli mozaizmu, a nie religia faryzejska czy judaizm.
2. Kłamstwem jest twierdzenie, jakoby Pan Jezus obchodził święto chanukki (więcej tutaj). Po pierwsze, za czasów Pana Jezusa - i aż do czasów współczesnych - tzw. święto odnowienia świątyni jerozolimskiej nie było świętem religijnym lecz politycznym, jak mówią wyraźnie nawet źródła żydowskie. Po drugie, przechadzanie się w krużganku królewskim, który jest pozakultyczną częścią kompleksu świątynnego, z całą pewnością nie jest świętowaniem, gdyż świętowanie religijne byłoby uczestniczeniem w sprawowaniu obrzędu, a takowego nie było. Po trzecie, Pan Jezus - ani żaden ówczesny żyd - nie zapalał świec chanukkowych, ani nie śpiewał tego, co obecnie żydzi śpiewają podczas swego obrzędu chanukkowego, a co z całą pewnością nie jest życzliwe wobec chrześcijan (więcej tutaj).
3. Utożsamianie braku akceptacji obchodów chanukki w przestrzeni publicznej i katolickiej z brakiem szacunku dla obchodów chanukki przez żydów w swoim gronie świadczy zarówno o braku elementarnego logicznego myślenia jak też o zakłamaniu. Nikt nie zabrania świętowania żydom. Czym innym jest natomiast wprowadzanie chanukki do budynków państwowych i katolickich, a do tych ostatnich należą pomieszczenia będące własnością Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, utrzymywanego przez katolików.
4. Twierdzenie, jakoby chanukka upamiętniała wierność Bogu, jest przynajmniej nieporozumieniem. Owszem, być może obecni judaiści tak głoszą. Jeśli tak głoszą, to sugerują tym samym, że oni są dziedzicami tych, którzy sprzeciwiali się pogaństwu, i manifestują obecnie wierność Bogu objawionemu w Starym Testamencie. Tutaj trafiamy na sedno stosunku Kościoła do judaizmu i odwrotnie. Otóż są tylko dwie wykluczające się nawzajem możliwości: albo Kościół Chrystusowy jest spełnieniem i dziedzicem Starego Testamentu, albo judaizm. Tertium non datur. Kto twierdzi, jakoby judaizm był wierny Bogu objawionemu przez Stary Testament, ten przeczy nie tylko odwiecznemu nauczaniu Kościoła, lecz już nawet Pismu św. Nowego Testament i jest tym samym apostatą.
5. Godlewski sugeruje, jakoby świętowanie chanukki było wręcz obowiązkiem dla katolika analogicznym do wspominania bohaterów poległych za niepodległość ojczyzny. Także tutaj zawarte jest przynajmniej nieporozumienie. Czyżby nie wiedział, że w Kościele nie było nigdy świętowania chanukki nawet w rozumieniu pierwotnym czyli oczyszczenia świątyni z elementów kultu pogańskiego? Czy zastanowił się - a tak wypadałoby teologowi - dlaczego tak właśnie Kościół się zawsze zachowywał wobec tegoż wydarzenia historycznego? Wygląda na to, że nie "koło naukowe" nie zadało sobie najmniejszego trudu w tych kwestiach, co nie świadczy dobrze ani o zapale ani o poziomie naukowym. A odpowiedź jest dość prosta. Wystarczy poczytać te słowa w Ewangeliach, które mówią wprost o świątyni jerozolimskiej.
6. Kłamstwem jest twierdzenie, jakoby chrześcijaństwo i judaizm stanowiły jedną religię, co sugeruje mówienie o "dialogu wewnątrzreligijnym". Jeśli weźmiemy choćby proste kryteria religioznawcze jak doktryna, ustrój, kult i osoba założyciela, to trzeba być zupełnym ignorantem na poziomie elementarnym, by mówić o tej samej religii. Tym bardziej w świetle kryteriów teologicznych jak pojęcie Boga, Wcielenie Syna Bożego, ustrój hierarchiczny, kult, nauczanie moralne itp.
7. Fałszywa jest także analogia między związkiem chrześcijaństwa z Tradycją Kościoła a stosunkiem judaizmu do mozaizmu (czyli religii starotestamentalnej). Dowodem są proste fakty: Podczas gdy w chrześcijaństwie Biblia i Tradycja są zarówno genetycznie jak też treściowo ściśle powiązane i nierozłączne (Biblia jest właściwie zapisem Tradycji ustnej, a Tradycja jest niezbędnym kryterium prawidłowej interpretacji Biblii), to mozaizm istniał na długo przed judaizmem, a judaizm dość daleko odszedł od religii starotestamentalnej, czego dowodem są sprzeczności między Talmudem a Starym Testamentem, a także sprzeczności w łonie współczesnego judaizmu, w którego skład wchodzą także ugrupowania odrzucające Talmud na rzecz nowych, bardziej współczesnych nauk. Innymi słowy: z całą pewnością nie jest tak, jakoby obecny judaizm był religią biblijną na wyższym stopniu rozwoju osiągniętym poprzez dodanie do Tanach (Pięcioksięgu) tradycji w znaczeniu Talmudu. Owszem, tak to przedstawiają obecni wyznawcy judaizmu, z tego faktu nie wynika jednak, że tak jest. Tutaj Godlewski widocznie przejmuje judaistyczny punkt widzenia, który jest ewidentnie sprzeczny z ujęciem chrześcijańskim czyli prawdziwym, według którego to chrześcijaństwo jest spełnieniem i dziedzicem religii Mojżeszowej, a nie judaizm.
8. O braku logicznego myślenia świadczy twierdzenie, jakoby Talmud nie powstał z nienawiści do chrześcijaństwa, ponieważ był "literaturą wewnętrzną". Tak jakby jedno wykluczało drugie. Zaś jeśli Godlewski twierdzi, jakoby w Talmudzie nie było elementów nienawiści nie tylko do chrześcijan lecz przede wszystkich do Jezusa Chrystusa, to jest albo zupełnym ignorantem, albo dogłębnie zakłamany, albo jedno i drugie. Czyż ktoś rozumny może twierdzić, jakoby do przetrwania judaizmu konieczna była pogarda dla osoby Jezusa Chrystusa, Jego Matki i Jego uczniów? A jeśli była konieczna, to nasuwa się pytanie: ważniejsza jest prawda czy przetrwanie judaizmu? Tak więc Godlewski albo się zgadza z Talmudem co do pogardy dla Jezusa Chrystusa czyli uważa ją za słuszną, albo przyznaje, że autorzy Talmudu posłużyli się zakłamaną nienawiścią w interesie własnej religii. Niechże się Godlewski jasno zadeklaruje. Zobaczymy, co z tego wyniknie dla dialogu z judaizmem...
9. Na podobny poziomie jest zrównanie talmudycznej nienawiści do Jezusa Chrystusa z rzekomym "antysemityzmem" Ojców Kościoła. Trzeba by tu oczywiście mówić o konkretach, a tych Godlewski nie podaje. Nasuwa się pytanie, czy z ignorancji czy z przebiegłości. W każdym razie na pewno z zakłamania i z uporu w zakłamaniu. Jeśli dla niego fałsz o Jezusie Chrystusie zawarty w Talmudzie jest tyle samo wart co prawda o żydach podawana przez Ojców Kościoła, to nieuchronne są przede wszystkim pytania:
- czy Godlewski zgadza się z tym, co Talmud mówi o Jezusie Chrystusie, a jeśli się nie zgadza, to
- na jakiej podstawie twierdzi, że Ojcowie Kościoła mówili nieprawdę o żydach.
Odpowiedź wymaga oczywiście pozostania na płaszczyźnie rzeczowości, bez uciekania w emocje. A rzeczowości u Godlewskiego notorycznie brakuje.
10. Godlewski błądzi - i to nawet w sprzeczności z oficjalnymi dokumentami po Vaticanum II - także w tym, że sugeruje, jakoby judaizm stanowił czy reprezentował starotestamentalny "naród wybrany". To nie wynika ani z cytowanych przez niego fragmentów z Listu do Rzymian (11,28-29), ani nawet z "Nostra aetate" i podobnych dokumentów. Otóż w żadnym z nich nie ma utożsamienia judaizmu z religią starotestamentalną. Wręcz przeciwnie: modne po "Lumen gentium" nazywanie Kościoła "ludem Bożym" jest teologicznie rzecz biorą niczym innym jak słusznym twierdzeniem, że od dzieła zbawienia w Jezusie Chrystusie to Kościół jest ludem Bożym i że właśnie w nim trwają "dary i wezwania łaski". Kłamstwem jest więc, gdy Grzegorz Ryś - a wraz z nim Karol Godlewski - głosi, jakoby Kościół od Vaticanum II odrzucił tzw. teorię substytucji, według której Kościół zastąpił lud starotestamentalny w dziele Zbawienia.
11. Wręcz groteskowe - znów świadczące albo o ignorancji, albo o notorycznym zakłamaniu, albo o jednym i drugim - jest skojarzenie "teologii zastępstwa" z "neomarcjonizmem" i antysemityzmem. Podstawą tego fałszywego kojarzenia jest nie mniej fałszywa teza, jakoby współczesny judaizm reprezentował czy był wręcz tożsamy z religią starotestamentalną. Jeszcze raz: to jest teza judaistyczna, lecz z tego faktu nie wynika wcale, że jest ona prawdziwa. Jeśli ktoś ją przejmuje bezkrytycznie a nawet bezrefleksyjnie, to nie może uważać się za człowieka używającego rozumu, a tym bardziej za teologa. Akurat jest bowiem tak, że powiązanie judaizmu ze Starym Testamentem oznacza przeciwstawienie tego drugiego Nowemu Testamentowi (który reprezentuje chrześcijaństwo czyli Kościół), a to jest właśnie heretycki pogląd Markjona, który Godlewski absurdalnie usiłuje powiązać z katolickim rozumieniem judaizmu.
12. Oczywiście dość prymitywną manipulacją jest utożsamiane sprzeciw wobec świętowania chanuki w przestrzeni publicznej z antysemityzmem. To raczej takie nachalne świętowanie i tym samym promowanie rasistowskiej sekty Chabad Lubawicz jest pożywką dla antysemityzmu czy raczej antyjudaizmu. Być może chodzi właśnie o sprowokowanie sprzeciwu dla identyfikacji sił społecznych, czyli ustaleniu tego, kto ulega temu promowaniu, a kto nie ulega.
13. Kłamliwą manipulacją jest także sugerowanie, jakoby dopiero Sobór Watykański II odrzucił antysemityzm. Czyżby Godlewski nie wiedział nic o encyklikach Piusa XI i Pius XII odnoszących się to niemieckiego nazizmu? Czyżby nie znał Katechizmu Rzymskiego (tzw. trydenckiego), gdzie jest dość wyraźne powiedziane, że winę za śmierć Jezusa Chrystusa nie ponoszą żydzi kolektywnie lecz każdy grzesznik (i są to oczywiście także żydzi, ale nie tylko)?
14. Dość oryginalnym pomysłem jest potępienie tzw. symetrycyzmu (w znaczeniu żądania wzajemności), a to posługując się swoistym pomieszaniem liturgicznego gestu epiklezy (czyli wyciągnięcia ręki nad darami dla przywołania Ducha Świętego) z gestem wyciągnięcia ręki. Nasuwa się pytanie, czy Godlewski siebie słyszy względnie umie czytać to, co pisze. On na prawdę uważa, iż żydzi braliby udział w wspólnym obrzędzie chanukki z pracownikami KUL, gdyby wiedzieli, że ze strony KUL-u to ma być epikleza wzywająca Ducha Świętego nad nimi jako darami ofiarnymi? Czy Godlewski poinformował o tym społeczność żydowską? Czy może to jest jednak konstrukt umysłowy przeznaczony jedynie do zatkania mózgów katolikom, by nie śmieli się sprzeciwiać (rzekomemu) epiklezowaniu żydów?
15. Godlewski sugeruje, jakoby symetrycyzm był sprzeczny z dekretem "Unitatis redintegratio", co jest oczywiście znowu kłamstwem. Dlatego właśnie nie jest on w stanie podać jakiegokolwiek cytatu jako dowodu. Jest to więc jedynie fantazyjny wymysł obliczony na niezdolność czytania u odbiorców takich "mądrości" kołopseudonaukowych. Otóż normalne ludzkie myślenie zawiera zasadę wzajemności w dobrem. Próba podważenia tej elementarnej zasady sprawiedliwości - przezwanej pogardliwie "symetrycyzmem" - jest i musi być chybione. To pokazuje, jak bardzo wielbiciele świętowania chanukki w przestrzeni publicznej chcą chronić żydów przed domaganiem się od nich wzajemności. Nietrudno zgadnąć, jakie są to powiązania.
16. Ciekawe, jaką jedność jako cel "dialogu" z żydami Godlewski ma na myśli. Mówi tylko, co ma do niej prowadzić: przyjmowanie przybyszów spoza naszego kręgu wyznaniowego. No nieźle, bo to oznacza, iż według niego świętowanie chanukki w polskiej przestrzeni publicznej jest przygotowywaniem przyjmowania przybyszów a nawet już ich przyjmowaniem. Czyżby miał na myśli stworzenie wspólnej religii z żydami? Co taka religia mówiłaby o Jezusie Chrystusie, o Trójcy Przenajświętszej, o sakramentach itp.? Ten bełkot jest oczywiście obficie podlany zgniłym sosem niemniej zakłamanych bergogliańskich haseł i to wyrwanych z ich pierwotnego kontextu, aczkolwiek pasujących o tyle, że - jako znaczące wszystko i nic - mają służyć do plucia na tych, którzy mają czelność zadawać choćby zdroworozsądkowe pytania.
17. Godlewski tak się plącze w swoich własnych pomysłach i jest przy tym tak zachwycony nimi, że widocznie nie zauważa stężenia absurdu, który sobie stwarza. Czy on rozumie, co pisze, gdy twierdzi w kontekście chanukki, że Jezus Chrystus jest w tym Siewcą, który sieje ziarno także na "nieżyzną glebę", którą - jak wynika z kontextu - są żydzi? Czy miałby odwagę powiedzieć to w oczy żydom, którzy przychodzą na świętowanie chanukki na KUL? W każdym razie pewne jest, że kłamie mówiąc, jakoby Jezusowi Chrystusowi udzielano głosu podczas świętowania chanukki.
18. Zakłamane jest także posługiwanie się w tym kontekście hasłem "dialogu". Jest to oczywiście jedno z czołowych haseł ekumaniactwa i to szczególnie zakłamanym. Otóż w kulturze europejskiej to pojęcie jest związane z "Dialogami" Platona, ale także wielu autorów chrześcijańskich jak chociażby św. Justyna "Dialogiem z żydem Tryfonem". Zakłamanie polega na tym, że w klasycznym rozumieniu chodzi o dysputę, której celem jest przedstawienie prawdy i przekonanie do prawdy, nie o pogadanie sobie dla samego pogadania i stworzenia miłych wrażeń. Gdyby Godlewski znał i szanował to klasyczne pojęcie, to by raczej tak ochoczo nie szafował słowem. Chyba że liczy na zupełną ignorancję i debilizm odbiorców.
19. Kłamliwe jest także powiązanie - fałszywie ujmowanego - dialogu z Trójcą Przenajświętszą i to wielorako. Otóż, mówiąc teologicznie, w Boskiej Trójcy nie ma dialogu, lecz jest monolog, gdyż Syn Boży jest jedynym Słowem Ojca. Osoby Boskie z całą pewnością nie prowadzą z sobą debaty dążącej do prawdy. Przypisywanie Bogu dialogiczności jest więc bluźnierstwem, które nie ma nic wspólnego z katolickim pojęciem Boga, a raczej ma korzenie talmudyczne i kabalistyczne.
20. Szczytem obłudy jest, gdy Godlewski na koniec przywołuje słowa z Ewangelii św. Jana, gdzie Pan Jezus mówi o Sobie, że jest "drogą, prawdą i życiem" (J 14,6). Gdyby dialog ekumeniczny i międzyreligijny trzymał się tych słów, to by było oczywiście dobrze. Problem jest w tym, że tak nie jest, a Godlewski zapewne doskonale o tym wie. Nie może nie wiedzieć, że w całym świętowaniu chanukki nie padają nawet słowa "Jezus Chrystus", a tym bardziej nie pojawiają się Jego słowa z Ewangelii. Wręcz przeciwnie: w całym "dialogu" ekumaniackim zasadniczo, generalnie, gruntownie i konsekwentnie wyrzucone zostało nie tylko słowo "prawda", lecz nawet pytanie o prawdę, o prawdziwość poszczególnych nauk heretyckich czy pseudoreligijnych. Tym bardziej ekumaniacy unikają jak ognia powiedzenia, że jedyną drogą Zbawienia jest Jezus Chrystus i że tylko w Nim jest życie wieczne. Nasuwa się więc wniosek, że Godlewski albo sam nie wie, co pisze, czyli tego nie rozumie, albo jest dogłębnie zakłamany, albo jedno i drugie.
Podsumowując:
Mamy tutaj typowy przykład charakterystycznego bełkotu pseudoteologicznego, który ma sprawić pozór uczoności i katolickości, a w rzeczywistości jest niczym innym jak mieszaniną pustych haseł, absurdów i fałszów. Takie są niestety owoce ograniczenia wykształcenia i myślenia do produktów ideologii modernistycznej, która przedstawia się jako "aktualne nauczanie Kościoła", co jest oczywiście nieprawdą, gdyż nawet najgorsze dokumenty - także te z okresu bergogliańskiego - nie zawierają do końca tego, co chcieliby tacy "uczeni" jak Karol Godlewski. Stąd się biorą dość fantazyjne zagrania pseudoteologiczne, w czym ów autor jest dość sprawny. Na takie plewy jest prosty sposób: nie ulegać pozorom, lecz stawiać proste pytania, żądając wyjaśnień. Jak widać powyżej, tak zapatrzeni w swoją genialność być może sami nie zauważają ani absurdalności swoich słów, ani ich konsekwencyj. W każdym razie jest i będzie o czym debatować.