Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Co to są fundamentalne elementy Kościoła? Ciąg dalszy

 

Wypada szerzej potraktować pytanie tytułowe. Wprawdzie w wypowiedzi Leona XIV jest przynajmniej zagadka w tej kwestii, jeśli nie kłamstwo. Powinna to być jednak okazja do przypomnienia elementarza eklezjologii katolickiej. Otóż znamiona Kościoła są podane w wyznaniu wiary: jeden, święty, katolicki i apostolski. Nie ma nic o Vaticanum II, ani o żadnym innym soborze, ani o wszystkich razem, ani nawet o papiestwie. Idźmy po kolei:

Jedność Kościoła jest trójwymiarowa: we wierze, w sakramentach, w hierarchii (czyli rządzeniu). Kolejność jest tutaj ważna. To nie są składniki jedności, jakoby każdy z nich mógł istnieć z osobna, lecz one są nierozerwalną całością. Przykład oparty wprost na prawie kanonicznym: jeśli duchowny porzuca wiarę katolicką, czyli popada w herezję albo nawet w apostazję, to traci tym samym wszelkie urzędy kościelne oraz prawo do sprawowania sakramentów. 

Ten punkt jest istotny, ponieważ z jednej strony FSSPX zarzuca władzy rzymskiej modernizm, czyli popadnięcie w herezję (choć tego tak wprost nie nazywają, z niewyraźnych przyczyn), zaś z drugiej władze rzymskie żądają uznania Vaticanum II jako warunku koniecznego przynależności do Kościoła, a w domyśle musi chodzić o swoiste wyznanie wiary, czyli przyjęcia Vaticanum II jako nauczania wiary katolickiej, niezależnie od tego czy i na ile jest ono sprzeczne z wiarą katolicką. To jest właśnie sedno problemu, a trudność polega na tym, że strony po pierwsze mają różne założenia, po drugie przeciwne oczekiwania czyli cele, po trzecie nie są całkiem szczere ani wobec siebie ani wobec publiczności. FSSPX oczekuje, że władze rzymskie powrócą do tradycyjnego nauczania i sprawowania sakramentów, natomiast one żądają, by FSSPX - idąc wraz z "Kościołem soborowym" - od niego odeszło, bądź przynajmniej zaprzestało potępiania tego odejścia. Równocześnie władze rzymskie grają swoją pozycją jako władza, która dysponuje także środkami karnymi czyli możliwością nałożenia kar kościelnych i wygląda na to, że to jest właściwie jedyny argument z jej strony. Natomiast FSSPX z jednej strony zaznacza, że uznaje władzę rzymską czyli aktualnie sprawujących rządy papieży, ale z drugiej strony zachowuje się tak, jakby ostateczny głos w podejmowaniu decyzyj miało FSSPX względnie jego przełożony generalny. Merytorycznie - co do rozumienia jedności Kościoła czyli konieczności zachowania ciągłości z całą Tradycją - pozycja FSSPX jest silniejsza, jednak dyscyplinarnie, zwłaszcza praktycznie jest niespójna, co wynika oczywiście z trudnej i niebywałej dotychczas w historii Kościoła sytuacji wielorakiego rozdźwięku między dyscypliną a doktryną: stare zasady dyscyplinarne są stosowane do forsowania nowości w doktrynie i rugowania tradycyjnej doktryny, czyli właściwie przeciw jedności z Kościołem "przedsoborowym". Tym samym brakuje wspólnej płaszczyzny do porozumienia. 

Nie mniej istotna w tym kontekście jest świętość Kościoła. Otóż u podłoża zmian wprowadzonych od Vaticanum II jest mniej czy bardziej wyraźnie artykułowane przeświadczenie, że Kościół błądził przynajmniej od końca średniowiecza, z którego to powodu konieczna i słuszna była tzw. reformacja czyli właściwie rewolucja protestancka, a nawet już od IV wieku, kiedy to Kościół zyskując wolność według prawa imperium rzymskiego rzekomo uległ wypaczeniu. Właściwie jest tutaj zawarta negacja świętości Kościoła i w imię tej negacji zostały przeforsowane "reformy", połączone z otwarcie czy mniej otwarcie wyrażaną pogardą dla tego, co "przedsoborowe", zwłaszcza liturgia Kościoła. Temat jest używany także dość przewrotnie w odniesieniu do krytyki owych "reform", mianowicie gdy ich fani powołują się na nieomylność Kościoła, sugerując, że Kościół stał się święty dopiero wraz z Vaticanum II, czy przynajmniej częściowo święty, a to akurat w tym, co jest nowością, zwłaszcza w tzw. ekumenizmie, wolności religijnej, poluzowaniu w nauczaniu moralności itp. itd. Co odważniejsi przyznają wprost, że to jeszcze nie jest doskonała "świętość", dopóki katolicyzm nie został doszczętnie przemieniony w ich wyobrażenia, które sprowadzają się do roli jednej z wielu równoważnych religij, bez jakiejkolwiek pretensji do prawdziwości. Tym samym albo o boskim pochodzeniu Kościoła - co jest podstawą i korzeniem jego świętości - nie może być mowy, albo przypisuje się Bogu bluźnierczo chcenie wielości religij (jak to chociażby wprost w papierze podpisanym przez Bergoglio wraz z jednym z nauczycieli islamskich), czyli zaprzeczanie sobie i oszukiwanie ludzi. Tak samo bluźniercza co do świętości Kościoła jest - mniej czy bardziej uświadomiona - mentalność, jakoby w Kościele mogła istnieć sprzeczność między wcześniejszym nauczaniem a obecnym (a nawet przyszłym). To także jest jeden z kluczowych punktów spornych między władzami rzymskimi a FSSPX. Benedykt XVI usiłował temu zaradzić przez swoją słynną "hermeneutykę ciągłości", w przekonaniu, że nauczanie Vaticanum II (i późniejsze) da się pogodzić ze wcześniejszym nauczaniem Kościoła. To napotkało na - zwykle pośredni - sprzeciw ze strony zarówno modernistów okupujących stanowiska watykańskie, stolice biskupie, kurie i wydziały teologiczne, jak też ze strony przywódców FSSPX, i doprowadziło do fiaska rozmów, które miały prowadzić do uregulowania sytuacji kanonicznej tego ostatniego. Tym niemniej także tutaj nie ma płaszczyzny porozumienia, skoro dla tych pierwszych świętością (przynajmniej najwyższą, choć jedynie tymczasową) jest Vaticanum II, które natomiast przez drugich jest uważane za zdradę Tradycji i źródło wszelkiego obecnego zła w Kościele. 

Trzecie znamię Kościoła może się wydawać najkorzystniejsze dla modernistów, zwłaszcza gdy rozumie się katolickość tak, jak oni ją ujmują. Pierwotnie w języku Kościoła - poświadczonym przez Ojców Kościoła - katolickość była przeciwieństwem pluralizmu religijnego. Kościół - jako pierwszy w historii ludzkości - uważał siebie za religię przeznaczoną i chcianą przez Boga dla wszystkich ludów, dla całej ludzkości. W tle jest tutaj exkluzywizm żydowski, a także relatywizm pogański, który ma korzenie w politeiźmie. Skoro Bóg jest jeden, to wszyscy ludzie są wezwani do poznania Go, a Kościół ma obowiązek iść do wszystkich ludów, żeby im głosić tego jednego prawdziwego Boga. Moderniści zrobili z tego odwrotność, czyli usiłują przerobić Kościół na relatywistyczną religię subiektywizmu i tym samym pozbawioną prawdy, choćby nawet w zalążku. Stąd się bierze pęd na ekumaniactwo, prowadzący do coraz absurdalniejszych excesów słownych i w gestach, czego jesteśmy świadkami od 60 lat. Innymi słowy: jeśli ktoś oddziela katolickość od misyjności, czyli głoszenia wszystkim Ewangelii Jezusa Chrystusa w celu zgromadzenia ich w jednym Kościele, czyli w jednej społeczności wyznających wiarę katolicką, to tym samym jej zaprzecza i nie może być katolikiem, niezależnie od pozycji, urzędu, czy popularności, nawet jeśli posługuje się tą nazwą. Tutaj nie muszę chyba wykazywać, kto jest bliżej prawdziwego pojęcia katolickości. Zaś dość prosty i oczywistym dowodem jest liturgia. Ona była w Kościele zawsze widzialnym znakiem i zastosowaniem katolickości, w połączeniu z jednością i świętością i apostolskością. Jednolity język liturgii na całym świecie wyraża powszechność Kościoła, jego wolność od lokalnych i narodowych zwyczajów, które nierzadko są wypaczeniami. Nie muszę w tym miejscu wykazywać, że zarówno w łonie katolicyzmu w jednym kraju, jak też zwłaszcza między krajami, istnieją obecnie kolosalne różnice. Wystarczy porównać chociażby to, co się w Niemczech, z tym, co jednak nadal jest standardem w Polsce, aczkolwiek różnice coraz bardziej się zacierają na niekorzyść Polski. To już nie jest katolickość, gdyż sprzeczności są wręcz rażące. Warto jednak zauważyć, że dotyczy to jedynie modernistów, ich struktur. W środowiskach tradycyjnych, i to zarówno indultowych, jak też lefebviańskich i sedewakantystycznych katolickość kwitnie nawet naocznie, i to także w znaczeniu uproszczonym i płytszym jako powszechność. 

Apostolskość Kościoła zwykle wydaje się tajemnicza i zagadkowa. Równocześnie jest ona historycznym korzeniem wszystkich pozostałych znamion. Powszechne jest powiedzenie, że Kościół jest zbudowany na fundamencie Apostołów, co oznacza, że fundamentem Kościoła jest nauczanie oraz działanie Apostołów po Zesłaniu Ducha Świętego. W tym zawarta jest zarówno jedność z Apostołami, a przez nich z samym Jezusem Chrystusem, jak też świętość Kościoła i jego katolickość. Oznacza to, że choćby najdrobniejsze odejście od nauki i praktyki Apostołów, czyli zdrada apostolskości, godzi także w jedność, świętość i katolickość Kościoła. Nie muszę udowadniać, że nauczanie modernistyczne, także to rozpowszechniane z powoływaniem się na Vaticanum II, mniej czy bardziej radykalnie przynajmniej oddala się od tego, czego nauczali Apostołowie, a co zostało przekazane czy to w Piśmie św. czy też w Tradycji Kościoła. Natomiast, póki co, na ile mi wiadomo, nikt nawet w przypływie podniesienia nastroju nie postawił tego zarzutu wobec FSSPX. Także Leon XIV, mimo tak poważnego zarzutu sformułowanego ogólnie, bez żadnych konkretów nie jest widocznie w stanie wskazać, w których kwestiach FSSPX czy też ogólnie katolicy tradycyjni odchodzą od nauczania Apostołów czy są jemu niewierni. Jedynym argumentem jest odrzucanie niektórych elementów w dokumentach Vaticanum II tak, jakby one miały zastąpić Boże Objawienie podawane przez Kościół począwszy od Apostołów na przestrzeni wieków. Zaś odwrotnie można dość łatwo wykazać, iż działania modernistów - także w ramach Vaticanum II i po - nie mają żadnych podstaw w dziedzictwie Apostołów i ich następców na przestrzeni wieków: Apostołowie nic nie mówią o ekumeniźmie, o wolności religijnej, o roli świeckich w Kościele, o święceniu kobiet, o błogosławieniu par cudzołożnych i homosexualnych, ani o tym, że papież czy jakaś powołana przez niego rada ma prawo zakazać liturgii sprawowanej w Kościele od wieków i wprowadzać obrzędy zainspirowane czy nawet wręcz przejęte od heretyków. Kto tu więc odrzuca fundamentalne elementy Kościoła jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego? 

Zobaczymy, jaki będzie rozwój wydarzeń w następnych dniach i tygodniach. Pojawiła się poważna pogłoska, że władze watykańskie rozważają nałożenie kary exkomuniki nie tylko na biskupów FSSPX, lecz także na kapłanów oraz świeckich korzystających z ich posługi. To by pasowało do przypuszczenia, które wyrażałem już od dłuższego czasu w związku z nadzwyczaj (pozornie) życzliwym i hojnym traktowaniem FSSPX przez Franciszka. To nie były gesty autentycznego zrozumienia, życzliwości i uznania, lecz taktyka zmierzająca do wepchnięcia jak największej liczby katolików myślących i wierzących po katolicku w ramiona struktury, którą będzie można dość łatwo i wygodnie exkomunikować. Czas pokaże. 

21 komentarzy:

  1. Ostatnie zdanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili chodzi o przedostatnie ostatnie zdanie trzeciego akapitu, które jest niedokończone a wygląda na to, że istotne: "Merytorycznie pozycja FSSPX (?tu brakuje reszty zdania?) Tym samym brakuje wspólnej płaszczyzny do porozumienia."

      Usuń
  2. Jezeli eksk. pójdzie też na wiernych fsspx, to czy będzie można korzystać z ich sakramentów godziwie? To już jest przesada, powinni świeckich zostawić w spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki21 czerwca 2026 18:02

      Exkomunika za korzystanie z posługi FSSPX nie jest automatyczna, a to oznacza, że musi zostać udowodniona wina i przejść procedurę kanoniczną. A to też zależy od konkretnych warunków wymierzenia kary. Tutaj władze rzymskie zaprzeczyłyby sobie, skoro pozwalają na korzystanie z sakramentów u schizmatyków wschodnich. Pożyjemy zobaczymy.

      Usuń
    2. Jaka jest sytuacja osoby która została zwiedziona udzielaniem zbiorowej Absolucji w kościele polskokatolickim i tam chodziła na Mszę i przystępowała. Owszem oficjalnie nie wystąpiła z Kościoła. Ta osoba powinna udać się do biskupa diecezjalnego lub penitencjarza diecezjalnego i poprosić o ponowne Przyjęcie do Kościoła a następnie odbycie Spowiedzi Generalnej.

      Usuń
    3. "Tutaj władze rzymskie zaprzeczyłyby sobie"
      to chyba nic nowego ?
      Już sam fakt, że władze rzymskie z jednej strony kultywują "dni islamu, judaizmu" (czy innych herezji i bluźnierstw) dają zgodę na komunie dla heretyków, zboczeńców i rozwodników, spotykają się z osobowiczami biskupczymi ( czy innymi heretykami czy bluźniercami), przyznają się do "grzechów kościoła" niezależnie czy to w ogóle prawda a z drugiej strony wobec FSSXP - kapłanów którzy w teorii chcą tylko wyznawana autentyczna wiarę katolicką i odprawiać autentyczna mszę katolicką - potrafią być totalnie surowi i stanowczy, czy to nie jest jedna wielka sama w sobie sprzeczność w Kościele ?

      Usuń
    4. Czyli tak jak Ksiądz napisał we wpisie o tym, czy jest stan "wyższej konieczności". Jeśli nie ma indultów albo "normalnego" NOM w pobliżu to można tam iść. Tak jak do unitów greckokatolickich.

      Usuń
  3. Czy można zadać Księdzu pytanie odnośnie Księdza statusu kanonicznego? (myślę, że jako wierny, mogę mieć takie pytanie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki21 czerwca 2026 19:42

      Mój aktualny status kanoniczny jest podany od lat w nagłówku niniejszego bloga.

      Usuń
  4. Wg mojej wiedzy (świeckiego więc zapewne ograniczonej) SW II miał "uwspółcześnić" Kościół - chyba poprzez otwarcie polegające na:
    1. Dostosowanie języka przekazu celem dotarcia do współczesnego człowieka (pewnie takiego o wyluzowanej mentalności).
    2. Języki narodowe w liturgii - żeby ów człowiek miał szansę rozumieć co się dzieje i uczestniczyć.
    3. Ekumenizm - w moim optymistycznym rozumieniu to danie szansy innowiercom by ich Kościół "wchłonął".
    4. Podkreślenie większej odpowiedzialności osób świeckich za życie Kościoła - tu nie wiem po co. Może coś blisko (2).
    5. Wolność religijna (wolność sumienia) vs państwa wyznaniowe. W dobie indywidualizmu chyba jedyna szansa by "przynajmniej niektórzy" mogli przyjąć wiarę św. (zamiast się buntować gdyby tej wolności im nie dano).

    Czy nie jest tak, że SW II miał prawidłowe założenia, które z jakichś przyczyn nie wypaliły?
    Wielu zarzuca SW II, że wywołał falę odejść od Kościoła ale skąd ich pewność, że nie jest na odwrót tzn. że gdyby nie SW II, wiernych Kościołowi byłoby znacznie mniej?
    I jeszcze inna teza pojawiająca się w publikacjach: SW II miał wszystko w porządku tylko niektórzy duszpasterze poluzowali po soborze i mamy tego efekty.
    Czy mamy jakieś pewniki #??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "większa odpowiedzialność osób świeckich za życie Kościoła" - to brzmi jak żart patrząc na to, że przeciętny człowiek ma problem o to, że trzeba dawać pieniądze na tacę w kościele. Zresztą mentalność współczesnego człowieka to raczej uchylanie się od odpowiedzialności, a nie branie na siebie odpowiedzialności. To prawda, są takie grupy, co im zależy na pchaniu się do parafii. Baby po to, żeby robić młyn, ci którzy chcą się wszędzie pchać żeby zdobywać wpływy np w samorządzie i oazówki dla zabawy/spędzania czasu z grupą/znalezienia se chłopa/baby. To było wiadome, że ten postulat czysto religijnie patrząc po prostu nie wypali. Dlatego Kościół to monarchia, w której władzę ma mieć duchowieństwo jak Chrystus przykazał, a nie świeccy. Protestanci wprowadzili ten świecki kongregacjonalizm, a hierarchia posoborowa go zmałpowała, bo nie chciało im się rządzić, woleli mieć święty spokój. Cała Europa więc przejęła ten model, bo prawosławie się nie liczy, tam w większości komuna rozwaliła życie religijne. Skończyło się to najpierw faktyczną dechrystianizacją, bo nawet te zdewociałe grupy nawiedzonych amerykańskich protestantów nie mają nic wspólnego z prawdziwym sacrum. I skończyło się to na tym, że Europa cywilizacyjnie przegrywa. Podczas gdy muzułmanie podbijają nasz kontynent, bo przynajmniej tymi najbardziej ekspansywnymi elementami ich ummy rządzą imamowie i ulemowie, którzy choć nie są duchownymi w sensie sakralnym to w funkcjonalnym aspekcie pełnią tę samą funkcję co nasi duchowni.

      Usuń
    2. "Wolność religijna (wolność sumienia) vs państwa wyznaniowe. W dobie indywidualizmu chyba jedyna szansa by "przynajmniej niektórzy" mogli przyjąć wiarę św. (zamiast się buntować gdyby tej wolności im nie dano)"
      To jest już granica, która dla katolika nie podlega żadnym kompromisom. Państwo nie może być świeckie. Państwo nie jest od tego, żeby zmuszać ludzi do chodzenia do kościoła, ale jest zdecydowanie od tego, żeby karać na to, co w sferze publicznej uderza w religię katolicką.

      Usuń
    3. "Języki narodowe w liturgii - żeby ów człowiek miał szansę rozumieć co się dzieje i uczestniczyć"
      Nacisk na stosowanie języków narodowych nie jest do końca teologicznie poprawny, choć nie jest sam w sobie błędny. Problemem nie byłoby to, że Msza, którą dzisiaj się nazywa trydencką byłaby odprawiana po polsku. Chodzi o to, że NOM w samej strukturze to destrukcja rytu rzymskiego i protestantyzacja.

      Usuń
    4. "Języki narodowe w liturgii" to chyba jeden z najdurniejszych pomysłów jakie wprowadzili przy Novus Ordo - wszystkie te pseudo argumenty o niby zrozumieniu co się dzieję w trakcie Mszy są o kant stołu rozbić, bo wystarczy wyjechać za granicę i spróbować uczestniczyć w Mszy która jest celebrowana w obcym dla danego wiernego języku. I teraz mamy takie kraje Europy Zachodniej czy Skandynawii, gdzie większość wiernych stanowią emigranci i nikt nie rozumie o co chodzi. Można się uczyć, próbować zrozumieć, ale wtedy dociera do człowieka, że łacina wygrywa na wszystkich poziomach, bo tego problemu nie ma kiedy w dowolnym miejscu na świecie uczestniczy się w TLM.

      Usuń
    5. Język narodowy to najmniejszy problem. Dużo większym problemem jest rozwalenie Kanonu Mszy przez usunięcie większości modlitw epiklezy, a zamiast nich wprowadzenie formy bazującej na żydowskim obrzędzie berachot zacierającej w ten sposób ofiarny charakter Mszy Świętej. Tak samo dużo gorsze jest wstawienie formuł co najmniej błędnych teologicznie typu "doprowadź Kościół do pełnej jedności" kwestionujących cztery przymioty Kościoła katolickiego. Dużo gorszą od języka narodowego jest destrukcja porządku Mszy Świętej przez wprowadzenie stołu rozdzielającego tabernakulum od ołtarza, usunięcie wielu gestów podkreślających kluczowe zasady teologiczne Kościoła i samej Liturgii, a zwłaszcza gestów podczas konsekracji eucharystycznej zacierającej granicę między Eucharystią jako Ofiarą Chrystusa tu i teraz, a narracją historyczną. Można tak wymieniać dalej.

      Usuń
  5. "Wg mojej wiedzy" pytanie ile to ma wspólnego z faktami a ile z propagandą tego soboru...
    "Czy nie jest tak, że SW II miał prawidłowe założenia, które z jakichś przyczyn nie wypaliły?"
    no ale nie widzę tutaj żadnych "prawidłowych założeń" raczej takie śmierdzące masonerią z daleka...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy oglądał już Ksiądz film "abp Lefebvre - dlaczego?"? Jeśli nie, to polecam, jest już dostępny na primevideo. Z chęcią przeczytam Księdza recenzję tego filmu, jak również komentarz do dzisiejszych konsekracji w Econe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieźle lało na tych konsekracjach...

      Usuń
    2. I co z tego?

      Usuń
    3. nawet niebo płakało

      Usuń
    4. Nie sądziłem, że i tutaj znajdę znako-logów rodem z twitera co zapowiedziany w prognozie pogody przelotny deszcz wrzucą na listę zarzutów wobec SPX. Warto jednak doprecyzować skoro już idziemy w te klimaty, a o czym przedmówca już nie wspomniał bo nie pasowało do tezy, że wówczas rozpoczęła się intensywna modlitwa różańcowa wszystkich zgromadzonych, po której na same sakry biskupie wyszło słońce.

      Usuń