Z powinności blogerskiej muszę znów zająć się ponowną przykrą sprawą następnego popisu, tym razem duetowego, gdyż poszerzonego o przedstawiciela indulciarstwa w osobie nowej, wschodzącej gwiazdy na firmamencie kato-internetowym. Sprawa jest ciekawa nie tylko z powodu ostatnio gorąco dyskutowanej kwestii sakry biskupiej w FSSPX, lecz dla odsłonięcia typowych mentalności.
On to wypowiada tak przekonywująco, że aż kusi, coby mu uwierzyć. Widocznie on sam w to wierzy, przynajmniej tak samo, jak generalnie wierzy w siebie. A wystarczyłoby minimum wiedzy w temacie. Chłopak pomylił ryt z Kościołem, a widocznie nie wie, że tzw. ryt mozarabski (zwany też toledańskim czy izydoriańskim) istniał jedynie w kilku parafiach personalnych w diecezji Toledo, zaś obecnie istnieje już chyba tylko w wydzielonej kaplicy katedry w tym mieście (także w Salamance i w dwóch klasztorach - Montserrat i Santo Domingo de Silos). Nigdy więc nie było nawet diecezji z tym rytem jako własnym, a tym bardziej Kościoła.
Pomijając już nawet taki fakt, że - jako rzekomo filolog klasyczny - nie potrafi powiedzieć wyrażenia "ex cathedra" z prawidłowym akcentem, nie trudno zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z sugestywnym pomieszaniem i niechlujstwem myślowym, którego nie da się pogodzić z rzetelną dyskusją.
X. Bańka popisuje się tutaj swoją niewiedzą, także co do samego Pisma św., co próbuje przykryć swoimi "myślami". A wystarczyłoby zajrzeć do Nowego Testamentu (więcej tutaj). Rzeczywiście nie ma w nim mowy o jakiejkolwiek ingerencji Piotra w wybór następców Apostołów. O tyle x. Bańka ma rację. Nie ma racji jednak, ograniczając kwestię do samego Pisma św. Natomiast zachowanie x. Malesy w tym momencie jest wybitnym połączeniem ignorancji, urojeń i pewności siebie (zakładając, że nie kłamie świadomie), co łatwo dostrzec porównując jego słowa z rzeczywistą treścią czy to Dziejów Apostolskich czy też Listu do Galatów. Chodzi mu zapewne o fragment w Gal 2,1-10, gdzie czytamy:
Potem po czternastu latach udałem się z Barnabą znowu do Jerozolimy, zabrawszy z sobą i Tytusa;
A udałem się tam na skutek objawienia i wyłożyłem im na osobności, zwłaszcza znaczniejszym, ewangelię, którą zwiastuję między poganami, żeby się czasem nie okazało, że daremnie biegnę czy biegłem.
Ale nawet Tytusa, który był ze mną, chociaż był Grekiem, nie zmuszono do obrzezania,
Nie bacząc na fałszywych braci, którzy po kryjomu zostali wprowadzeni i potajemnie weszli, aby wyszpiegować naszą wolność, którą mamy w Chrystusie, żeby nas podbić w niewolę,
A którym ani na chwilę nie ustąpiliśmy, ani się nie poddaliśmy, aby prawda ewangelii u was się utrzymała.
A co się tyczy tych, którzy cieszyli się szczególnym poważaniem - czym oni niegdyś byli, nic mnie to nie obchodzi; Bóg nie ma względu na osobę - otóż ci, którzy cieszyli się szczególnym poważaniem, niczego mi nie narzucili,
Raczej przeciwnie, gdy zobaczyli, że została mi powierzona ewangelia między nieobrzezanymi, jak Piotrowi między obrzezanymi -
Bo Ten, który skutecznie działał przez Piotra w apostolstwie między obrzezanymi, skutecznie działał i przeze mnie między poganami -
Otóż, gdy poznali okazaną mi łaskę, Jakub i Kefas, i Jan, którzy są uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawicę na dowód wspólnoty, abyśmy poszli do pogan, a oni do obrzezanych;
Mieliśmy tylko pamiętać o ubogich, czym się też gorliwie zająłem i co starałem się wykonać.
Niestety zapomniał tutaj dodać, że św. Atanazy nie święcił nikogo wbrew procedurom kanonicznym, które wówczas polegały na wyborze w ramach prowincji kościelnej, choć sam sprzeciwiał się wyborowi takich, którzy nie wyznawali wiary zdefiniowanej na Soborze Nicejskim. A to jest właśnie sedno sprawy: istotą godziwości wyboru jest zapewnienie nauczania i przekazywania prawdziwej wiary. O tym należy rozmawiać.
No cóż, trzeba mieć ego zupełnie wystrzelone w kosmos, by być zdolnym do takiego wyczynu polemicznego. Oczywiście, o sprawie, o której mowa widocznie nie ma pojęcia ani jeden ani drugi z młodzieńców. Patriarchowie nigdy nie ustanawiali biskupów poza zasięgiem swojej jurysdykcji jako metropolici. X. Bańka widocznie nawet nie wie, że wówczas jeszcze nie było patriarchów w jakimkolwiek znaczeniu kanonicznym. Zaś to, co x. Malesa jemu zarzuca, mianowicie anachroniczne pomylenie okresu patrystycznego ze współczesnością, to sam dość prymitywnie popełnia, a nawet więcej, gdyż po prostu zmyśla. Nigdy w Kościele nie było kanonicznego wprowadzania na urząd biskupi przez cesarza, ani nawet wyboru przez cesarza. Istniało jedynie udzielanie tzw. regaliów, czyli wręczanie insygniów władzy (pierścienia i pastorału), lecz odbywało się to dopiero w państwie Franków, a to w sposób przemocowy, czyli uzurpatorski i niekanoniczny, co słusznie napotkało na rosnący sprzeciw ze strony papieży aż do słynnego sporu o inwestyturę (więcej tutaj).
Tutaj x. Malesa myli nieomylność Kościoła z nieomylnością decyzyj dyscyplinarnych i wykraczających poza zakres władzy papieskiej. Nie wiem, czy on rzeczywiście nie zna nauczania dogmatycznego konstytucji Vaticanum I "Pastor Aeternus", czy tylko udaje na doraźny użytek. Już samo określenie "Stolica Apostolska" jest nieostre. Jeśli on ma na myśli wszelkie dokumenty wydawane czy to przez Kurię Rzymską czy przez papieży osobiście, to to zdanie jest ewidentnie nieprawdziwe. Według teologii katolickiej - i też według dogmatycznego nauczania "Pastor Aeternus" - zdefiniowana jest jedynie nieomylność papieża i to jedynie w szczególnych przypadkach aktów magisterialnych, jakimi są uroczyste definicje dogmatyczne. Jeśli on je miesza czy to z nauczaniem Vaticanum II czy też ze wszystkim, co od tego czasu wyprodukowały urzędy watykańskie, to po prostu oszukuje publiczność.
Tymczasem do elementarza teologii katolickiej należy rozróżnienie między wymiarem materialnym a formalnym. Zatwierdzenie przez kompetentną władzę jest jedynie elementem formalnym katolickości. Istotny i w pewnym sensie bardziej konstytutywny jest aspekt materialny, czyli zarówno zgodność rytu z wiarą katolicką jak też stopień czy doskonałość jej wyrażenia przez dany ryt. Sam aspekt formalny z całą pewnością nie wystarczy do orzeknięcia katolickości. Kościół nie jest sektą autorytarną, gdzie aktualna władza dysponuje prawdą i może ją dowolnie zmieniać. Tego x. Malesa widocznie jednak nie ogarnia:
Szczególnie groteskowym sofizmatem jest powiedzenie, że o ciągłości urzędu stanowi to, że jeden papież może zadecydować dokładnie odwrotnie do decyzji swego poprzednika. To jest swoisty szczyt absurdu i zakłamania rzeczywistości.
Tutaj charakterystyczne jest to, że nie dostrzega problemu ani u siebie, ani w strukturach Novus Ordo (zarówno diecezjalnych jak też rzymskich), lecz jedynie po stronie FSSPX. Z mojej strony nie muszę chyba udowadniać mojego krytycznego - czyli rozróżniającego - stosunku do tego ostatniego, gdyż dowodem jest wiele niniejszych wpisów w temacie. Nie popieram też wmawiania ludziom, że w ogóle nie wolno uczęszczać na liturgię Novus Ordo. Chodzi o uczciwość w widzeniu i ocenie sytuacji. A sytuacja wygląda w ten sposób, iż struktury Novus Ordo po pierwsze nie rozumieją i wolą nie widzieć potrzeby umożliwienia wiernym i kapłanom sprawowania liturgii tradycyjnej, a po drugie są bardzo łase na wszystko, co ten brak zrozumienia i chęci może choćby w sposób bardzo oddalony usprawiedliwić. Innymi słowy: już sympatia dla liturgii tradycyjnej jest według nich conajmniej podejrzana. Dlatego usilne odcinanie się od FSSPX jest mało skuteczne, a nawet praktycznie zupełnie nieskuteczne, czego dowodem jest właśnie haniebny bo kłamliwy dokument "Traditionis Custudes". Zarzekanie się, że chodzi jedynie o subiektywny głos serca, czyli uczucie religijne, świadczy jedynie albo o debilstwie modernistycznym, albo o obłudzie.
Szkoda, że żadna ze stron, ani moderator nie pociągnął tematu. W każdym razie chybiona jest próba zepchnięcia sprawy w kwestię dobrej czy złej woli. Jak powszechnie wiadomo, człowiek oprócz woli ma też rozum, który powinien panować nad wolą i wyznaczać jej cele. Jest to istotne zwłaszcza dlatego, że rozum katolika powinien być oświecony wiarą w Boże Objawienie. Jeśli czyny nie dadzą się z nią pogodzić, to nie jest to problem woli, przynajmniej nie przede wszystkim. Aczkolwiek wola bierze udział w przyjęciu Bożego Objawienia przez rozum. O tym trzeba mówić, a nie o tym, czy wszystkie kropki są połączone.
Chodzi o zdanie, które ma swoje źródło w fałszerstwie historycznym znanym pod nazwą Constitutum Silvestri (więcej tutaj), a które trafiło do Kodexu Prawa Kanonicznego, kanon 1404: prima sedes a nemine iudicatur. Tutaj należy zwrócić uwagę przede wszystkim na to, że nie ma tutaj mowy o papieżu, lecz o Stolicy św. Piotra. Papieże się zmieniają, Stolica Apostolska trwa. To ona nie może być sądzona przez kogokolwiek, ani przez inne stolice biskupie, ani przez władców świeckich. To jest dość jasna i prosta zasada, gdyż w Kościele - i też ogólnie na ziemi - nie ma władzy wyższej niż Stolica Piotrowa. Z tego jednak wcale nie wynika, jakoby poszczególny papież jako osoba prywatny nie mógłby być sądzony, a to zarówno formalnie - w znaczeniu postawienia przed trybunałem - jak też w myślach i wyrażaniu ich. Czym innym jest bowiem urząd Piotrowy, a czym innym osoba ten urząd sprawująca. Osoba jest omylna i grzeszna, więc tylko urzędowi zapewniona jest trwała nieomylność w znaczeniu trwania prawdziwej wiary, której ten urząd służy. Tak więc x. Malesa popełnia tutaj elementarne błędy logiczne i teologiczne. A jest to typowe dla modnej w Polsce od wyboru Karola Wojtyły mentalności sekciarsko-papalistycznej jako pochodnej sekty wojtyliańskiej, gdzie dana osoba jest wręcz ubóstwiana, czyli stawiana ponad wiarą katolicką nauczaną w Tradycji Kościoła.
Po pierwsze, x. Malesa wcale nie jest rzymski, lecz polsko-wyszyńsko-wojtyliański, gdyż reprezentuje dość dokładnie mentalność modernistyczną ukształtowaną przez działania głównie tych osób, aczkolwiek w tym przypadku w wersji indultowej, która jednak jest pewnym zbliżeniem do katolicyzmu.
Mam takie pytanie do Księdza jeszcze przed pojawieniem się jakiejkolwiek treści. Czy Ksiądz wszelkie błędy zauważa od razu w trakcie słuchania czy raczej po wysłuchaniu jakiegoś fragmentu sprawdza czy jest ono prawdziwe czy też nie?
OdpowiedzUsuńOj narobił ksiądz apetytu, że takie opracowanie będzie :)
OdpowiedzUsuńDokładnie
UsuńUśmiechnęłam się widząc tytuł. Hochsztaplerzy czyli będzie masakra. Lubię to, bo trzeba tępić bylejakość, nierzetelność czy kłamstwa. Lubię to, bo Szanowny Ksiądz jest bezkompromisowy w swoich analizach. To jest zawsze ogromne źródło wiedzy, bardzo cenne dla czytelników. Czekam i dziękuję.
OdpowiedzUsuńPytanie czy określenie “hochsztapler” jest właściwe. To przecież ktoś kto umyślnie kłamie mając na celu wyrządzenie innym krzywdy. Inna rzeczą jest bycie w błędzie nawet zawinionym a inna kłamanie w celu wyrządzenia krzywd. W przypadku wiary wydaje się że tym celem byłoby świadome działanie aby wierni zostali potępieni. Byłbym bardziej ostrożny z tym oskarżaniem bo przecież takie określenie pod czyimś adresem jest oskarżeniem.
OdpowiedzUsuńTo nic nie da, szkoda klawiatury :)
UsuńHochsztapler to jest ktoś, kto udaje, że jest kimś więcej niż jest w rzeczywistości. Lub że wie więcej, niż wie w rzeczywistości. To dość dokładnie pasuje do owych młodzieńców. Do jednego i drugiego. Będzie to dokładnie wykazane.
Usuńmoże można rozszerzyć definicję hohsztaplerstwa na to, co jest na porządku dziennym w mediach, szczególnie u influencerów filmikowych - wielu w stylu "nie wiem, ale się wypowiem"
UsuńHochsztapler to ktoś kto działa świadomie i z intencją wyrządzenia szkody. Jeśli mówimy o udawaniu kogoś (o pewnej wiedzy) kim się nie jest to również mamy na myśli że ta osoba wie że nie ma wiedzy i celowo udaje że jest inaczej aby wyrządzić szkodę.
UsuńNie. Hochsztapler to nie to samo co zwykły oszust. Oszust chce odnieść korzyść na czyjąś szkodę. Hochsztaplerowi wystarczy własna korzyść w postaci niezasłużonego uznania.
UsuńProszę Księdza, mamy różne definicje słowa hochsztapler. Piszę bardzo poważnie. Te podane w 2 słownikach języka polskiego nie zgadzają się z tą, którą Ksiądz podał. Osobiście uważam, że definicja podana przez Księdza jest lepsza, no ale SJP (ten z pwn) podaje nieco inną. Proszę wziąć to pod uwagę. Być może Ksiądz używa definicji z krajów niemieckojęzycznych.
UsuńSkoro jest to słowo niemieckie, to należy szukać jego znaczenia w języku niemieckim:
Usuńhttps://de.wikipedia.org/wiki/Hochstapler
Natomiast słownik komucha i ignoranta językowego Doroszewskiego ma wartość najwyżej jedynie ciekawostki historycznej, nic więcej.
Nie jestem lingwistą więc nie potrafię obronic swojego stanowiska i jest szansa, że Ksiądz ma rację. Ksiądz jest naukowcem, więc zrozumie Ksiądz moją prośbę: uprzejmie proszę o zrobienie wpisu ze słowniczkiem pojęć - pewnie znalazłoby się tam paręnaście, a może 20-30 terminów. Bardzo ułatwi to prawidłowy odbiór Księdza publikacji. Ze swojej strony obowiązuję się do skromnego wsparcia finansowego.
UsuńJaki jest cel takiego słownika pojęć? Wystarczyłoby odniesienie do jakiegoś już istniejącego słownika. Tak, Ksiądz jest naukowcem, ale z całym szacunkiem nie leksykografem ani lingwistą. Po co wymyślać koło na nowo?
UsuńDo "Anonimowy15 lipca 2026 10:00": to normalne, że w opracowaniach naukowych robi się na początku wykaz terminów i ich objaśnienia. Jeżeli ja używam wypaczonego znaczenia słowa hochsztapler, a np. ks. Olewiński poprawnego, to jego argumenty w tym opracowaniu nigdy do mnie nie dotrą.
UsuńNiemiecka definicja hochsztaplerstwa jest tutaj dobrze podana; zresztą również w literaturze to słowo ma wyraźne odniesienia. Hochsztapler może, ale nie musi oszukiwać celem korzyści majątkowych etc. Zdobycie większego uznania wystarcza...
UsuńEin Hochstapler ist eine Person, die in der Absicht, sich Vorteile zu verschaffen, vorgibt, besser zu sein, als sie ist.[1] Dazu zählt insbesondere das Vortäuschen eines höheren gesellschaftlichen Rangs, einer besseren beruflichen Position oder eines größeren Vermögens.[2]
Die Grenzen zwischen Hochstapelei und einfachem Betrug sind fließend und hängen vor allem von der moralischen Ambivalenz in der Außenwahrnehmung und dem Motiv der Täuschung ab.[3][4] So kann Hochstapelei als „Kunst der Täuschung“ ein gewisses Ansehen genießen und finanzielle Bereicherung gilt nicht als ihr primäres Ziel.[4]
Nie ma to znaczenia w tym momencie jaka jest dokładna definicja, bo czy chodzi o korzyści majątkowe czy uznanie, taka osobą musi wykazać się złą wolą, a skąd wiemy czy księża taką posiadają?
UsuńDowiedziałem się, że Ksiądz nie publikuje wszystkich komentarzy.
OdpowiedzUsuńi dobrze, trzeba utrzymywać poziom komentarzy na jakimś poziomie
UsuńCo się stało w ciągu czterech lat od 1964r kiedy abp Lefebvre, był zwolennikiem wprowadzanych reform a 1968r, gdy rozpoczął swój sprzeciw i odrzucił wszelkie reformy posoborowe.
OdpowiedzUsuńNie był zwolennikiem
UsuńAnonimowy14 lipca 2026 00:42
UsuńPo co wtrącasz swoje trzy grosze, skoro nie znasz tematu. W trakcie Soboru BYŁ ZWOLENNIKIEM i złożył swoje podpisy pod wszystkimi dokumentami Soboru Watykańskiego II.
Anonimowy14 lipca 2026 14:32
UsuńNie był zwolennikiem Dignitatis Humanae od samego początku.
Anonimowy14 lipca 2026 00:42 Pan / Pani chyba też nie zna tematu albo manipuluje, otóż dokumenty soborowe które podpisał to inny temat niż reforma Mszy której zwolennikiem nie był nigdy...
Usuń"Po co wtrącasz swoje trzy grosze, skoro nie znasz tematu. W trakcie Soboru BYŁ ZWOLENNIKIEM i złożył swoje podpisy pod wszystkimi dokumentami Soboru Watykańskiego II"
UsuńNie był. Od początku był sceptycznie nastawiony do całego aggiornamento. To, że złożył podpisy niczego nie dowodzi. W późniejszych latach tłumaczył, że podpisy oznaczały obecność na obradach. Choć prawdopodobnie mogło to być tłumaczenie się to prawdopodobnie liczył, że papieże nadadzą tym dokumentom tradycyjny tor, jednym słowem sprostują niejasności. Początkowo zwolennikiem zmian z kolei był abp Ngo Dinh Thuc, zmienił swoje pozycje na tradycjonalistyczne po śmierci swojego brata z rąk komunistów w Wietnamie, gdy w tym czasie władze kościelne chciały prowadzić dialog z blokiem wschodnim.
Do "Anonimowy13 lipca 2026 11:46"
UsuńTo, że podpisał nie znaczy, że był zwolennikiem, bo mogło być tak, że oczekiwał sprostowania. Była już o tym dyskusja tutaj:
https://teologkatolicki.blogspot.com/2026/05/sp-abp-marcel-lefebvre-uwaza-swoje.html
ik
Do Anonimowy15 lipca 2026 10:39
UsuńAkurat prezydenta Wietnamu południowego, brata biskupa Thuca nie zabili komuniści, tylko jego własne wojsko zrobiło przewrót, oczywiście za zgodą Amerykanów.
Mi nie jest do śmiechu, bo to ci delikwenci mają masowy wpływ medialnie, a powinno być odwrotnie i to rzetelnie naukowe teksty Księdza powinny mieć szeroki odbiór, a nie takie kocopoly.
OdpowiedzUsuńik
Nie pisze się: "mi nie jest do śmiechu", tylko "mnie nie jest do śmiechu"! Dbajmy o POLSKĄ MOWĘ, która jest taka piękna jeśli jest prawidłowo uzywana.
UsuńMam nadzieję, że poruszy Ksiądz ten temat:
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/shorts/E67dVcDyV_I
Jeżeli się nie mylę Ksiądz mówił, że tylko papież może odebrać FSSPX jurysydykcję do spowiadania, nikt inny. Tutaj natomiast mamy zdanie ks. Orfeusza.
a tak w ogóle odebrał czy nie odebrał bo już nie wiem?? bo przecież nota tęczowego biskupa to chyba nie jest ten dokument co odwołuje?
Usuń" Osoba jest omylna i grzeszna, gdyż tylko urzędowi zapewniona jest trwała nieomylność w znaczeniu trwania prawdziwej wiary, której ten urząd służy." - jest jeszcze trzecia opcja: Dlaczego powstaję coś takiego jak Amoris letitia? Nie była to prywatna i "samolotowa wypowiedź", tylko urzędowa. Więc jak to jest?
OdpowiedzUsuńAmoris Letitia jak głosił to sam papież Franciszek jest encykliką duszpasterską , nie dogmatyczną. Sobór Watykański II też był duszpasterski, nie dogmatyczny. A więc nie mają nic w co trzeba wierzyć pod groźbą grzechu. Z resztą papież Franciszek nie powiedział nic nieomylnego.
UsuńTo nie jest prawda:
Usuń1) Amoris Letitia to adhortacja, a nie encyklika
2) SW II miał cel duszpasterski, ale wydał 2 konstytucje dogmatyczne.
3) Poza tym SW II przedstawiał zwyczajne nauczanie Kościoła. Nie można więc powiedzieć, że można go zignorować
Tyle że większość ludzi nie wie tego i w to wierzy a wielu ucieka z Kościoła a są i tacy którzy mogli by się nawrócić(znam) ale przez takie(nie wiem nawet jak to nazwać) wolą się trzymać z dala od Kościoła Katolickiego i nie pomoże mówienie o jakiejś tradycji bo to brzmi jak jakaś sekta dla większości.
UsuńCo za wielka odpowiedzialność tych ludzi za to czego się dopuścili.
Duszpasterską ale jakoś episkopaty na jej podstawie decydują czy wprowadzić jej "zalecenia" w życie.
UsuńCzy przyjąłby Ksiądz zaproszenie na rozmowę do red. Rymanowskiego (lub innego)? Pytam poważnie.
OdpowiedzUsuńKiedyś już zostało napisane, że z biskupem G. Rysiem jak najbardziej.
UsuńTo by było piękne 😊
Usuń😊
UsuńDobrze by było gdyby Ksiądz osobiście wziął udział w rozmowie na tym kanale u.p. Rymanowskiego mającym istotną oglądalność i wszystko sprostował. Czy byłby Ksiądz chętny do przeprowadzenia takiej rozmowy?
OdpowiedzUsuńProblemem też jest niestety sam redaktor Rymanowski. Debata w zasadzie nie miała jakiegoś celu, konkretnego tematu - problemu do omówienia, a brak rozeznania w temacie przez prowadzącego tylko pogarszał sprawę. Skakanie z tematu na temat, nie pilnowanie czasu itp. Tak nie powinna wayglądać profesjonalna debata. Po tej debacie, my zostaliśmy z poczuciem niesmaku i zażenowania, a redaktor w tym czasie cieszy się z wyświetleń i kasy z jutjuba. I o to chyba w tym chodziło, niestety.
OdpowiedzUsuńWymagasz od redaktora, żeby był biegły w sprawach w których większość ludzi na świecie nie jest biegła?
UsuńWymagam uczciwości. A ta kazałaby nie zajmować się tematem, jeśli nie ma się w nim ŻADNEGO rozeznania.
UsuńProblem z katolikami i modernistami jest taki, że są inaczej cywilizowani. My katolicy jesteśmy po łacińsku, a moderniści po żydowsku, dlatego u nich jest mądrość etapu i dowolny poprzednik lub następca może zmienić treść "prawdy" w zależności od swojego upodobania, bo reprezentuje boski autorytet.
OdpowiedzUsuńW odniesieniu do podsumowania w artykule: Przykro mi to stwierdzić ale odnoszę wrażenie, że bardzo duża ilość osób oglądających omawiany wywiad nie poczuła najmniejszego zgorszenia. Dla wielu widzów, tego typu rozmowy to nowość więc nie mają punktów odniesienia i nie znają skali problemu. Zaznaczam, że to tylko moje wrażenie, obym się mylił.
OdpowiedzUsuń1.Co do rytu mozarabskiego. Został on wprowadzony przez św. Izydora z Sewilii i obowiązywał na terenie całej Hiszpanii, a nie tylko w kilku parafiach. Papież Grzegorz VII chciał go usunąć. Efekt był następujący. Na terenach zajętych przez muzułmanów panował ryt mozarabski, a na terenach wyzwolonych w wyniku rekonkwisty pojawiał się ryt rzymski. Ryt zachował się dzięki staraniom kard. Francisco Ximenesa Cisnerosa.
OdpowiedzUsuń2. Czy zatwierdzenie rytu mszy przez papieża nie jest nieomylne i katolickie? W encyklice Mediator Dei papież Pius XII napisał: "Liturgia święta bowiem składa się z pierwiastków ludzkich i Bożych. Ostatnie, ponieważ ustanowione przez Boskiego Zbawiciela, nie może oczywiście żadną miarą być zmienione przez ludzi. Natomiast to co ludzkie może, według potrzeb czasu, okoliczności i dusz, ulegać różnym przemianom, które zatwierdza Hierarchia kościelna, wsparta pomocą Ducha Świętego.
Także nowe obrzędy liturgiczne są godne szacunku i zachowania, gdyż powstały pod natchnieniem Ducha Świętego, który w każdym czasie aż do końca świata jest obecny w Kościele' . Czy zatem papież może wprowadzić ryt niekatolicki? Czy NOM jest niekatolicki, czy zawiera herezje czy rzeczy niezgodne z wiarą katolicką? Z tego co wiem to Szanowny Ksiądz, ani FSSPX nie zarzucają NOM, że głosi herezje, a więc nie jest niekatolicki. Co do wyrażania wiary to Szanowny ksiądz na tym blogu głosił, że FSSPX głosi quasi protestancką herezję pt. nie należy chodzić na NOM, bo nie wyraża wiary katolickiej, a przecież istotą Mszy jest jej ważność sakramentalna i bycie ofiarą, która uobecnia się poprzez Przeistoczenie. Poza tym czym się mierzy doskonałość rytu i stopień wyrażania wiary? Dlaczego np. liturgia trydencka jest lepsza niż greckokatolicka?
3. Co wchodzi do nieomylnego nauczania Kościoła? Przecież to co było zmieniane nieomylne być nie może np. dyscyplina ws. celibatu, Komunia pod jedną postacią itd. Czy jak nie ma gdzieś formuły anathema sit, to jest to omylne i jest pole do dyskusji?
ad. 2 Z tego co ja czytałem i czytam, tradycyjnie przyjmowano, że Kościół jest nieomylny w powszechnych prawach liturgicznych, które nie mogą szkodzić duszom. Dlatego ten argument jest podnoszony, przez co bardziej kumatych obrońców novus ordo. Z drugiej strony, katolik który poznał dobrze podstawy doktryny i przeczytał dostatecznie dużo mzd nie jest w stanie uczciwie i rozumnie twierdzić, że nowy ryt nie jest co najmniej gorszym wyrazicielem prawdy katolickiej, niż stary (nie da się usprawiedliwić de facto likwidacji Kanonu, ograniczenia elementów pokutnych, czy wprost sprzecznego właśnie z Mediator Dei np. przywrócenia ołtarzowi kształtu stołu lub wyrzucenia czarnych szat z liturgii - tylko drobne przykłady). Krytyka novus ordo to nie tylko "tradycyjni" teologowie, ale przecież nawet sam Ratzinger/Benedykt XVI ! Sporny jest tylko zakres krytyki i kwestie szczegółowe. Z drugiej strony, wszyscy postępowcy wprost przyznają w swoich pismach i analizach, że nowa msza świadomie i celowo dąży do zmiany/przeakcentowania dotychczasowych prawd, etc.. Nie widzę możliwości zatem "ślepego" wyciągnięcia wniosku z jednej, uogólnionej przesłanki/zdania z tegoż Mediator Dei, jednocześnie potępiającego też to, co wprowadzono chwilę później (kwestia stołu/czarnych szat/archologizm), że jest ok. Jak to uzgodnić ? Nie nasza to rzecz, lecz po pierwsze: "po owocach poznacie", po drugie - jak najbardziej są pewne koncepcje, gdyż ta np. "nieomylność w powszechnych prawach liturgicznych" też ma swój zakres (nawet Bractwo Piusa X nie twierdzi przecież, że nowy ryt wprost zawiera herezje), a po drugie warunki - zob. np. już tu przeze mnie wskazywana praca "Teologiczne i moralne implikacje nowego Ordo Missae oraz hipoteza teologiczna dotycząca możliwości popadnięcia papieża w herezję: s. 165-265 dodatek: "Nieomylność Kościoła w sferze praw liturgicznych", a konkretnie konkluzja: "Nowy mszał i nieomylność Kościoła" s.216. Czy sam fakt, że ta kwestia budzi tyle zamieszania i kontrowersji, które przecież w części sam Papież dostrzegł (BXVI), nie dowodzi w praktyce, że nowy ryt nie jest ok ? (zakres tego "nie ok" może być i jest dyskutowany).
UsuńTo jest świetne pytanie odnośnie zmieniania rytu i nieomylności papieża. X. Orfeusz twierdzi, że nie można się papieżowi sprzeciwiać, wobec czego dlaczego sprzeciwiono się św. Piusowi V, który ustanowił mszę po wsze czasy?
UsuńProszę Księdza o ustosunkowanie się do zarzutu odnośnie ryty mozarabskiego.
UsuńAnonimowy18 lipca 2026 15:20
UsuńAle kolejny papież może zmieniać postanowienia wcześniejszego. Podejrzewam że taka była by odpowiedź.
Przecież jest jasno powiedziane, że nie chodzi o historii rytu mozarabskiego, lecz o stan obecny. To raz.
UsuńPo drugie, także w przeszłości nie było "Kościoła mozarabskiego". Ryt mozarabski zawsze był i jest odmianą rytu łacińskiego.
Kolejny papież nie może zmienić niczego dowolnie, zwłaszcza decyzji swojego poprzednika. Kryterium jest zawsze zgodność z Bożym Objawieniem oraz adekwatność. Także papieżowi nie wolno działać według swojego widzimisię. Kościół nie jest sektą autorytarną.
UsuńWięc jeśli papież zadziała wbrew poprzednikom i dokona dowolnych zmian ich decyzji według swojego widzimisię czy są przewidziane w prawie kanonicznym sankcje wobec niego i jakie?
UsuńAd 1. Nie wnikając czy ryt czy kościół to, przynajmniej osobiście, uważam, że Księdza argument jest tutaj nietrafiony, a nawet, z całym szacunkiem, słaby. To raczej wygląda na zwykły, prosty błąd. Tam było wymienionych kilka kościołów a Ksiądz skupił się na jednym z nich i wyciągnął z tego kilka zdań krytyki nie odnosząc się w ogóle do kontekstu wypowiedzi. Przecież trzeba też wziąć pod uwagę, że rozmowa była na żywo, oglądana przez wiele osób, stres w takiej sytuacji dla osoby nieobytej jest czymś normalnym i może spowodować niezawinione błędy.
UsuńJeszcze raz: NIE ma Kościoła mozarabskiego. Także w znaczeniu diecezji. Ile razy trzeba to powtarzać?
UsuńTo papież nic nie może zmieniać? Przecież nie raz już było, że coś zmieniano w Kościele. Nic nowego pod Słońcem. Np. udzielano Komunii pod dwiema Postaciami, potem Sobór w Konstancji tego zakazał, a Sobór Watykański II przywrócił. Jeden papież zatwierdził jezuitów, inny skasował, a kolejny przywrócił. Papież Pius XII wprowadził reformy Wielkiego Tygodnia, które opracowano od zera. Skoro Pius XII miał takie, prawo to dlaczego zmian w liturgii nie mógł dokonać papież Paweł VI. Z resztą w encyklice Mediator Dei napisano, że papież ma prawo wprowadzać zmiany do rytów.
UsuńAle co to ostatecznie zmienia czy jest czy nie w kontekście całej tamtej wypowiedzi? Nie oparł swojego argumentu tylko na tym kościele, ale wymienił tez inne co do których już nie ma wątpliwości. Natomiast Ksiądz napisał kilka zdań krytyki, a tak jakby nie wziął w ogóle pod uwagę, że mogła to być zwykła pomyłka związana ze stresem, która NIE wpływa na całokształt tamtej wypowiedzi. Dlatego osobiście uważam, że ten przykład jest ze strony Księdza nietrafiony. Wygląda bardziej jak łapanie za słówko, i wyciąganie wniosków na podstawie tego, niż przeanalizowanie całej wypowiedzi.
Usuńad "andrew 19 lipca 2026 19:43"
UsuńPapieżowi wolno zmieniać wyłącznie w ramach jego urzędu, a ten urząd został dość jasno zdefiniowany przez "Pastor Aeternus": zachowanie i przekazywanie Bożego Objawienia. Jakakolwiek zmiana, która godzi w te cele czy choćby nie była z nimi zgodna, nie jest aktem papieskim lecz antypapieskim, i tym samym nie obowiązuje katolika.
ad "Anonimowy 19 lipca 2026 19:55"
UsuńKontext wypowiedzi nie jest w stanie zmienić faktu, że NIE ma (i nigdy nie było) Kościoła mozarabskiego. Nie jest tak, że wolno mówić kłamstwo, żeby w kontekście powiedzieć prawdę.
A ja właśnie odbieram tę wypowiedź x Malesy jako próbę - także w kontekście - popisu wiedzy, zasypania rozmówcy pseudomądrym krasomówstwem i mnogością przykładów dla potwierdzenia swojej tezy, żeby wykazać jego niewiedzę, przy czym w rezultacie popisał się własną.
Usuńc.d. Zresztą widać wyraźnie u niego coś, co wygląda jak autocelebracja, skąd już bardzo blisko do narcyzmu. Tej pielęgnacji każdego swojego przecinka i pauzy nie da się słuchać, pomijając treść.
UsuńJestem prostym katolikiem (dobiegającym70tki) i obserwując te wypowiedzi nasuwa mi się następująca refleksja: Ten x. Orfeusz to sprawny manipulator używający swojej dość słabej wiedzy do obrony swoich modernistycznych racji. Natomiast x. Bańka nieprzygotowany do starcia z tak przebiegłym przeciwnikiem, (który mu w bezczelny sposób wiele razy przerywa), też niedouczony. Zamiast red. Rymanowskiego moderatorem powinna być osoba posiadająca wiedzę na poziomie Ks. prof. Dariusza Olewińskiego, który zrobiłby z tych dwóch młodzieńców marmoladę, oczywiście jeśli chodzi o wiedzę i znajomość tematu o którym się przyszło do studia debatować.
OdpowiedzUsuńdla mnie smutny był fragment o "swądzie szatana" wg Pawła VI - ks. Małota uważał, że jedność z papieżem wymaga zaufaniu stolicy apostolskiej. Ciekawe czy ufał władzy Rzymu w czasach pornokracji albo w XVI, kiedy Brandano z Petroio, czczony przez tłumy jako „szaleniec Chrystusa”, który w Wielki Czwartek 1527 roku, gdy Klemens VII błogosławił tłum w Bazylice św. Piotra, krzyknął: „bękarcie sodomito, z powodu twoich grzechów Rzym zostanie zniszczony. Wyznawaj grzechy i nawróć się, bo za 14 dni gniew Boży spadnie na ciebie i na miasto”. - to jest natomiast niebezpieczne podejście papolatrii, którą się sprzedaje i Paweł VI, który nazywa "swądem szatana" wszystkich, którzy mają wątpliwości do jego rewolucyjnych czynów. Państwo Watykańskie skutecznie kiedyś chroniło przed papolatrią, bo ludzie zawsze narzekają na rządzących - a zwłaszcza rzymianie słyną z sarkastycznego charakteru. Teraz jak coś się powie w stosunku do działalności papieża to gorzej jakbyś harezję wypowiedział, którym nikt się dzisiaj nie przejmuje.
OdpowiedzUsuńA czy mógłby się Ksiądz odnieść to twierdzenia ks. Malesy, że konsekracja biskupa bez zgody obecnie papieża (dawniej np. kolegium biskupów), czyli ogólnie mówiąc – samowolny, jest czynem wewnętrznie złym, bo nigdy wcześniej w KK nie konsekrowało się biskupów bez zgody (takiej czy innej) innych biskupów? Wcześniej nie słyszałem takiego twierdzenia; ks. Bańka przekonywał zaś w jakimś swoim wystąpieniu, że jest odwrotnie. Debata tego problemu nie rozstrzygnęła, a gdyby rację miał ks. Malesa, to sprawa jest konsekracji 1 lipca byłaby jasna (cel nie uświęca środków). Jeżeli kwestia ta zaś nie jest rozstrzygnięta w teologii katolickiej i możliwe są różne opinie, to również cenna będzie taka informacja.
OdpowiedzUsuńAleż jest o tym artykuł na niniejszym blogu.
UsuńNie może być wewnętrznie źle. Wyświęcenie biskupa samo w sobie jest dobre. Okoliczności (mandat papieski lub brak) są właśnie tylko okolicznościami.
UsuńMoże Ksiądz znajdzie czas na skomentowania tych exprertów?
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=UvjJ-xBLQ70