Sprawa jest właściwie indywidualna, jednak dość częsta obecnie. W podobnej kwestii już się wypowiadałem.
Taka sytuacja rodzinna jest oczywiście smutna i nieakceptowalna w tym sensie, że nie można jej uznać za prawidłową i dobrą. Jednak należy mieć na uwadze, że chodzi tutaj konkretnie o sakramentu Chrztu św. czyli łaskę uświęcającą dla dziecka. Tutaj jest owszem ważne, jaka jest motywacja rodziców, którzy chcą swoje dziecko ochrzcić. Myślę, że nie można wykluczać dobrej motywacji, czyli wynikającej z właściwego rozumienia tego sakramentu czy przynajmniej z pragnienia dobra duchowego dziecka. To należy wyjaśnić w rozmowie duszpasterskiej z rodzicami. Za to odpowiada duszpasterz, a on jest zobowiązany przestrzegać zasad Kościoła. Kościół stawia minimalny warunek: realne szanse i wiarygodne zapewnienie co do wychowania katolickiego dziecka. Teoretycznie jest to możliwe także wtedy, gdy rodzice są niewierzący, lecz wówczas muszą się szczerze zobowiązać do zapewnienia dziecku katolickiego wychowania. Temu celowi służy zwłaszcza urząd chrzestnego. Podkreślam: spełnienie tego warunku ma obowiązek zbadać duszpasterz, a także szafarz sakramentu, jeśli nie jest tożsamy z duszpasterzem tej rodziny.
Z pozycji osoby postronnej zaproszonej na uroczystość można zasadniczo przyjąć, że sprawa została prawidłowo przeprowadzona przez duszpasterza, skoro jest (ma być) udzielony sakrament. Jeśli są wątpliwości, należy się zwrócić do duszpasterza, a ostatecznie do biskupa miejsca. To oni ponoszą odpowiedzialność, także w razie ewentualnych nieprawidłowości. Po stronie np. Pani zadającej pytanie istotna jest kwestia, jakie zachowanie bardziej posłuży zbawieniu duszy chrześniaka i całej rodziny. To także należy wyjaśnić w rozmowie z duszpasterzem i też z chrześniakiem, żeby wiedział, o co w tej sprawie na prawdę chodzi, żeby zrozumiał motywację, oraz taką, a nie inną decyzję. Może być tak - mówię teoretycznie, ponieważ nie znam tych osób - że powodem prośby o chrzest dla dziecka są jakieś choćby resztki przywiązania do wiary katolickiej. Tych resztek nie wolno gasić, gdyż Ewangelista mówi o Panu Jezusie, że jest tym, który nie złamie trzciny nadłamanej i nie zgasi knotka ledwo tlącego się (Mt 12,15-21). W tym świetle należy podjąć decyzję.
Bardzo dziękuję
OdpowiedzUsuńSkoro ta pani nie utrzymuje bliższych kontaktów ze swoim chrzestnym, to jak wypełnia swoją rolę matki chrzestnej? Co przyrzekała ta pani w trakcie chrztu (novus ordo zakładam), bo w przedsoborowym tego nie ma.
OdpowiedzUsuńSkąd informacja, że tak jest? Andrew jak coś napisze, to aż ręce opadają...
Usuń