Czy oglądanie filmów typu Sekielskiego jest grzechem?


Pytanie słusznie zwraca uwagę na problem, którego dotychczas chyba nikt nie poruszył w przestrzeni publicznej, nawet ze strony przedstawicieli hierarchii. Zamiast tego w przestrzeni publicznej panuje jakby obowiązkowa zgodność w postawie wobec tego typu filmów.

Oczywiście należy najpierw podkreślić, że publiczne piętnowanie grzechów, zwłaszcza tego typu, w szeregach duchowieństwa jest słuszne i potrzebne, gdy nieskuteczne dla nawrócenia okazało się upominanie w cztery oczy oraz powierzenie sprawy władzom kościelnym. Słuszne jest też domaganie się sprawiedliwej kary, gdyż ukaranie ma sens zarówno zadośćuczynienia i naprawienia, jak też pedagogiczny, czyli zapobieganie naśladowaniu zła. Nie będę tutaj wchodził szczegółowo w temat, czy takie były motywacje Sekielskich, ponieważ brakuje mi wszechstronnych danych. Pewne jest, że motywacja jest przynajmniej niejasna, a nawet wątpliwa. Wydaje się dość prawdopodobne, że motywacją nie była ani życzliwość wobec Kościoła, ani wobec ofiar nadużyć. Te ostatnie zostały potraktowane raczej instrumentalnie w określonym celu. Jeśli tak jest, to motywacja jest nieczysta i tym samym grzeszna.

Oprócz motywacji istotne są faktyczne skutki, zarówno społeczne jak też indywidualne, osobiste. Skutkiem - i to chyba zamierzonym - jest podważenie autorytetu Kościoła i to nie tylko jako instytucji lecz jego nauczania w dziedzinie obyczajów. Oczywiście, o ile filmy ukazują fakty, to te fakty jako grzechy, a nie publiczne ich ukazanie jest przyczyną złą. Jednak to ukazanie ma także swoje skutki, zarówno zamierzone jak też uboczne, które należy brać pod uwagę w ocenie moralnej. Bez wątpienia ochrona przed wykorzystywaniem sexualnym jest dobrem wyższym niż reputacja duchowieństwa czy całego Kościoła. Jednak by cel ochronny był wiarygodny, musiałby odnosić się do wszystkich grup społecznych, nie tylko do duchownych, aczkolwiek słuszne jest oczekiwanie od duchowieństwa zachowywania wyższych standardów.

Skutki indywidualne, czyli dla własnej osoby, każdy musi rozważyć sam. Każdy musi w sumieniu zadecydować, czy oglądanie filmu, którego motywacja jest przynajmniej niejasna, a być może nawet zła, jest odpowiednim spożytkowaniem czasu i energii. Tego typu film powinny oczywiście zobaczyć władze kościelne z obowiązku. Szeroka publiczność natomiast ogląda w najlepszym wypadku z ciekawości, a nierzadko szukając potwierdzenia dla swoich uprzedzeń czy nawet wrogości wobec Kościoła i duchowieństwa.

Pewne jest: Co do istoty tego typu filmy nie pokazują czegoś nowego. Grzech zawsze był w Kościele i szeregach duchowieństwa. Także filmy czy inne publikacje tego nie zmienią. Oczywiście dobrze, że powstały, jeśli uchronią choćby jedno dziecko przed nadużyciem czy doprowadzą do sprawiedliwego ukarania winowajców. Niemniej ważne, a nawet najważniejsze i konieczne jest pobudzenie do nawrócenia i odnowy zarówno wewnątrz Kościoła jak też w ogóle w przestrzeni społecznej. Grzechy wśród duchowieństwa nie pochodzą ani od Pana Boga ani z boskiej konstytucji Kościoła, lecz ze zbrukania duchem świata, zmysłowością, czyli z braku ducha, którym powinni żyć zwłaszcza duchowni. Duchowni nie biorą się znikąd, lecz pochodzą z rodzin, społeczności lokalnych, szkół itd. Tym samym od stanu moralnego w rodzinach, w społeczeństwie i państwie zależy także poziom moralny duchowieństwa.

3 komentarze:

  1. Motywacja o której Ksiądz pisze jest od razu widoczna w sposobie realizacji tego filmu, użytych technikach przekazu, a tym samym potwierdza brak rzetelności i prawdy dziennikarskiej.
    Sama zapowiedź daje jasny obraz tego że jest to stronniczy film, który bazuje na negatywnych emocjach i jest nastawiony na obrzydzenie Kościoła Katolickiego, a przede wszystkim kapłanów, którzy są potem mierzeni tą samą miarą.
    Zaraz po premierze chyba w każdym środowisku dyskusja o tym filmie była obecna i intensywna. Usłyszałem chyba już wszystko co mogłem najgorszego usłyszeć o Kościele i Kapłanach. Zacząłem się zastanawiać jak się w tej sytuacji reagować i czy jest sens w tym żeby reagować... Do dzisiaj nie mam jasnego poglądu na ten temat.

    Tak jak Ksiądz w swoich wpisach obnaża kłamstwo i wskazuje na błędy to ma to ścisły związek z tym co w danym człowieku się znajduje. Wiedząc co znajduje się u źródła, można dostrzec motywację.
    Dlatego bardzo cenną lekcję wyniosłem z czytania tego bloga, a mianowicie istotą jest sprawdzanie źródła, badanie fundamentu. Co dana osoba reprezentuje, jakie są poglądy, jak się kształtowały - wielokrotnie przytaczane życiorysy osób których wypowiedzi Ksiądz analizuje.
    Teraz wiem, że nie wszystko co jest sygnowane słowem "katolicki" jest faktycznie katolickie. I to ślepe zawierzenie jest nie tyle zgubne, ale ukazuje pewnego rodzaju lenistwo i obojętność. Obecnie słyszę od wielu osób w kościele że katolik to nie musi się kształcić. Samo dobro tylko przychodzi, a wszystko zło Duch Święty przepędzi.
    Ta sama naiwność i bezkrytyczność towarzyszyła hierarchom kościelnym którzy bez słowa zająkniecia zaczęli bić się w piersi, dziękując za to jakże rzetelne dzieło, które rzuciło światło na problem wcześniej chyba niewidoczny dla kościelnych hierarchów.
    Skutki takiego zachowania każdy widzi.

    Jak to jedna z Sióstr benedyktynek z Pomorza słusznie wskazała, nie dziwnym jest, że sąd się zaczyna od domu Bożego, że to z niego Bóg najpierw wymiata wszelkie zgorszenia i krzywdę. Nawet i to nie dziwne, że je wymiata obcymi rękami.
    Jest to słuszne jednak na te obce ręce trzeba nam patrzeć uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podstawowym zaniedbaniem był brak lustracji w kościele, większość księży przestępców pedofili to agenci SB, podobnie jak osłaniający ich dostojnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełna zgoda. Ponadto należy mieć na uwadze, że penetracja struktur kościelnych przez wroga nie skończyła się wraz z upadkiem systemu komunizmu sowieckiego. Są inne odmiany komunizmu, które działają bardziej sprytnie.

      Usuń

Czy wolno w stanie grzechu ciężkiego przystępować do Komunii św.?

  Odpowiedź jest podana powyżej w kanonie z Kodexu Prawa Kanonicznego z 1983 r. Jednak nie jest ona do końca jasna.  Wersja oryginalna brzm...