Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Wysyp oszustów: pseudojezuita Jacek Prusak


Moderniści są mistrzami krętactwa i oszukiwania. Potrafią zamotać i wykręcić, żeby wyjść na swoje, przynajmniej we własnym mniemaniu. Dość typowym przykładem jest Jacek Prusak - gwiazda katolewackich i otwarcie antykatolickich przekaziorów. 

Ciekawe, że ostatnio wpadł on na pomysł wypowiedzenia się w nadal gorącej kwestii rzekomej schizmy FSSPX (którego oczywiście nie zamierzam bronić), a to w dość naciąganym nawiązaniu do perykopy Ewangelii (w Novus Ordo) o pszenicy i kąkolu. 

Już w słowach odnoszących się do samej przypowieści dość łatwo dostrzec talent oszusta: podczas gdy w Ewangelii jest wprost powiedziane, że nieprzyjacielem, który sieje chwast jest diabeł (Mt 13,39), to w "ewangelii" Prusaka nie ma wcale wzmianki o diable, a bycie chwastem zależy od człowieka. To dopiero wstęp do właściwego tematu w tym przypadku.

Następnym przykładem jest powiedzenie, że o. Pio z Pietrelciny "nie był wielkim sympatykiem reformy liturgicznej". Prusak zapewne cieszy się, gdy ktoś te jego słowa zrozumiał w ten sposób, że o. Pio był niewielkim sympatykiem reformy liturgii...

Gdy on mówi, że o. Pio ze względu na swój wiek otrzymał "specjalne pozwolenie na odprawianie mszy w języku łacińskim", to albo nie wie, co mówi, albo wie i znowu oszukuje. Jeśli nie wie, że "sobór" (ani "Novus Ordo"), ani ktokolwiek inny nie zakazał celebrowania po łacinie, to jest ignorantem nie znającym podstawowych dokumentów w tej kwestii. A jeśli wie i mimo tego mówi coś takiego, to jest oszustem. 

Następnym kłamstwem jest powiedzenie, jakoby o. Pio sprawował "tę Mszę łacińską" zarówno tyłem jak i przodem do ludzi. Prawda jest taka, iż o. Pio tylko jeden jedyny raz sprawował Mszę św. zreformowaną - było to według Missale Romanum z 1965 r., nie Novus Ordo (które zostało wprowadzone dopiero w 1969 r.) - i to jakby "przodem do ludzi". Była to bodajże jego ostatnia Msza św. przynajmniej publiczna. Faktycznie było to jednak przodem do krzyża znajdującego się na ołtarzu polowym, czyli z całą pewnością nie tyłem do Najświętszego Sakramentu w tabernakulum, co jest istotne. 

Następnie Prusak cytuje z dwóch listów o. Pio z 1913 r., gdzie jest mowa o niegodziwym traktowaniu liturgii przez kapłanów. To mają być według Prusaka dowody na to, że reforma liturgii nie jest zła i że nie jest winna obecnemu stanowi Kościoła -  z mszami w kąpielówkach na pontonie, karnawałowymi itp. itd. Prusak widocznie uważa swoich słuchaczy za debilów, którzy nie potrafią odróżnić ludzkiej słabości i złości, na które całkowicie zaradzić nie jest w stanie żadna liturgia (gdyż liturgia nie usuwa wolnej woli człowieka), od złej liturgii, która sprzyja słabości, złości i ogólnie grzeszności. Ponadto on widocznie usiłuje wmówić swoim słuchaczom, jakoby zapaść Kościoła, która ewidentnie ma miejsce (i której on tutaj nie neguje), nie miała nic wspólnego z "soborem" i następującymi po nim "reformami". To jest kolejne, w tym miejscu główne kłamstwo w wykonaniu tego osobnika. 

Podobnym zabiegiem jest postawienie chochoła w postaci twierdzenia, jakoby "liturgia trydencka" miała w zamyśle jej zwolenników usunąć z tego świata "chwasty" czyli zło. Tutaj kłamstwo jest podwójne. Po pierwsze, nikt z poważnych zwolenników liturgii tradycyjnej nie twierdzi, jakoby powrót do niej miał wybawić świat od zła wszelkiego. Pod tym względem Prusak uderza tylko w swojego chochoła. Perfidia Prusaka polega jednak na tym, że w tym uderzeniu godzi on w istotę zarówno sakramentów jak też Kościoła, mianowicie w ich rolę zbawczą w historii ludzkości. Jeśli - jak sugeruje Prusak - sprawowanie sakramentów optymalnie zgodne z wiarą katolicką nie ma żadnej wartości dla zwalczania zła czyli grzechu, to uderza to nie tylko w tradycyjną liturgię, lecz w sakramenty i ostatecznie w Kościół ustanowiony przez Jezusa Chrystusa dla sprawowania sakramentów. Sprowadzając do kwintesencji: Prusak twierdzi, że trzymanie się czy powrót do liturgii tradycyjnej nie ma żadnego znaczenia dla zbawienia dusz. Co więcej: on twierdzi, że ci, którzy to postulują czy przynajmniej pragną tego dla siebie, są buntownikami. 

Nasuwa się tutaj pytanie: Czyż głównym motywem "reform soborowych" nie był szczytny cel dotarcia do większej rzeszy ludzi oraz zjednoczenia rodzaju ludzkiego w pokoju i dobrobycie? Czy coś z tego zostało osiągnięte? A jeśli nie zostało osiągnięte (co jest oczywiste), to czyż nie należy wyrzucić Novus Ordo do śmietnika historii przynajmniej tak samo jak banda bergogliańska chciałaby wyrzucić liturgię tradycyjną? 

W repertuarze Prusaka nie zabrakło standardowego obecnie "argumentu" o - rzekomym - paraprotestanckim subiektywiźmie "tradycjonalistów", którzy mają czelność zauważać, iż liturgia tradycyjna bardziej odpowiada wierze katolickiej niż Novus Ordo. Ci, którzy wytaczają ten argument, albo nie mają pojęcia, na czym polega protestancki subiektywizm w sprawach wiary, albo mają pojęcie, lecz na doraźny użytek przekręcają i wykręcają dość proste fakty. Otóż wystarczy spojrzeć do elementarza historii Kościoła, by się dowiedzieć, iż herezja protestancka bazuje na osobistym, niezależnym od Tradycji i Magisterium Kościoła interpretowaniu Pisma św. Obecnie natomiast zachodzi problem polegający na sprzeczności między dokumentami "soborowymi" i "posoborowymi" a tradycyjnym nauczaniem Kościoła. Ta sprzeczność dotyczy analogicznie także liturgii. Jeśli ktoś nazywa zauważanie tej sprzeczności "subiektywizmem" czy wręcz "protestantyzmem", to albo nie wie, o czym mówi, albo wie, lecz świadomie oszukuje publiczność na doraźny użytek. 

Co więcej: Prusak posługuje się tutaj typowym chwytem fałszywej pokory, co świadczy o tym, że albo nie zna nauczania założyciela zakonu jezuitów w kwestii pokory, albo udaje, że nie zna. Według Prusaka nie wolno twierdzić, że wie się lepiej, konkretnie, że Novus Ordo jest gorsze niż liturgia tradycyjna. On ponadto obwieszcza, iż wzorem tej - fałszywej - pokory jest o. Pio, bo on rzekomo nie twierdził, że wie lepiej (co jest zresztą także kłamstwem, skoro pisał do Pawła VI w sprawie reformy liturgii). Także tutaj pseudojezuita usiłuje odwrócić uwagę od właściwego problemu, którym jest sprzeczność między tym, czego nauczał i co czynił Kościół hierarchiczny przed Vaticanum II, a tym, co jest głoszone i czynione od Vaticanum II. Katolik ma więc problem polegający na tym, komu wierzyć i za kim iść. Kościół "przedsoborowy" nie przestał być Kościołem hierarchicznym, któremu posłuszeństwo nakazywał św. Ignacy z Loyoli. Kościół hierarchiczny nie mógł też zmienić zdania, ponieważ prawda jest niezmienna. Nachalne żądanie od katolików, by nie ważyli się dostrzegać tego problemu, lecz ślepo poddali się wszystkiemu, co idzie z Watykanu i stolic biskupich, jest oszustwem wielowarstwowym, de facto usiłującym sprowadzić katolicyzm do poziomu sekty autorytarnej, gdzie aktualny guru dysponuje prawdą, dobrem i pięknem, nie licząc się z tym, czego nauczali i co czynili jego poprzednicy. W takiej mentalności - którą można nazwać mentalnością trepa - moderniści tresują katolików i jakoś nie ogarniają związku tej tresury z faktem, że w ostatnich dekadach ludzie jako tako myślący masowo odwracają się od Kościoła, a właściwie od nich. 

Prusak próbuje ośmieszyć także typowe zarzuty wobec Novus Ordo jak antropocentryzm. Tutaj również miesza sprawy, sprowadzając kwestię do kierunku celebracji czyli ustawienia celebransa przodem do ludzi, tak jakby Novus Ordo nakazywało takie ustawienie, co jest oczywiście kłamstwem. Prusak lubi stawiać prymitywne i też fałszywe chochoły, żeby bardzo łatwo je obalić. Czyżby rzeczywiście nie zauważył antropocentryzmu w nauczaniu "papieży soborowych" i też w realnym sprawowaniu Novus Ordo, z mszami dla dzieci, dla strażaków, dla harcerzy, dla młodzieży, dla seniorów, karnawałowych, wakacyjnych, górskich, morskich, jeziornych, pielgrzymkowych itp. itd.? Czyżby na prawdę twierdził, że odwrócenie celebransa pośladkami do Najświętszego Sakramentu - by koniecznie mógł patrzeć na ludzi a ludzie na jego mniej czy bardziej sympatyczną facjatę - nie ma nic wspólnego z antropocentryzmem? Za kogo on uważa swoich odbiorców? Za zupełnych bezmózgowców? 

Jak typowy oszust, Prusak usiłuje obalić wartościowanie liturgii przez twierdzenie, że jedynie słowa Konsekracji są objawione i niezmienne, a reszta obrzędu zależy od tego "jak Kościół rozumie ten sakrament i jak go przeżywa". On więc sugeruje, że Novus Ordo wynika z innego rozumienia i przeżywania sakramentu Eucharystii. Jako przykład podaje Ostatnią Wieczerzę w kontraście do liturgii tzw. trydenckiej. W domyśle można dostrzec, że według niego Novus Ordo jest bliższe pierwszej Mszy św. we Wieczerniku, natomiast liturgia tzw. trydencka jest wypaczeniem. No cóż, to jest nic innego jak myślenie protestanckie, tak samo zresztą jak pomysł celebrowania przodem do ludu, który jest wynalazkiem protestanckim wynikającym dokładnie właśnie z nawiązania do Ostatniej Wieczerzy i negacji ofiarnego charakteru. Tym samym Prusak się zdemaskował. I tym samym też pseudopobożne wymachiwanie pokorą i ojcem Pio jawią się jako obłudne chwyty polemiczne, którymi wymachujący usiłuje przykryć swoje heretyckie poglądy. 

Pojawia się też następny obłudny pseudoargument, że tzw. msza trydencka nigdy nie była jedyną formą sprawowania. Tutaj znowu Prusak widocznie ma swoich odbiorców za debili, nie mających pojęcia o innych starożytnych liturgiach, które wszak w żadnym przypadku nie znają chociażby celebrowania przodem do ludu, ani też komunii dołapnej. Trzeba być zupełnym ignorantem i bezmózgowcem, by nie dostrzec, iż to liturgia tzw. trydencka jest o wiele bliższa innym liturgiom starożytnym, podczas gdy Novus Ordo do złudzenia przypomina "nabożeństwa" protestanckie. Kogo Prusak chce okłamać? 

Ten człowiek jest niestety dość typowym przykładem polskiego modernisty: maxymalnie nadęte ego, połączone z przeświadczeniem wszechmocy nad duszami dzięki manipulowaniu faktami i oszukiwaniu odbiorców, przynajmniej podświadomie uznawanych przez siebie za niedorozwiniętych intelektualnie ignorantów. W dodatku ktoś taki oczywiście wymachuje napominaniem do pokory i posłuszeństwa. Jeśli ktoś by się dziwił, że ten system coraz widoczniej zmierza ku zapaści, to niech przestanie się dziwić. 


9 komentarzy:

  1. Myślę, że właśnie największym problemem wokół ostatnich wydarzeń jest kwestia poruszona na końcu tekstu. Tworzą nam religię dla idiotów pod płaszczykiem "żywej tradycji" - oczywiście w rozumieniu wojtyliańskim. Ostatnio jest najazd szermierzy wmawiających nam, że nie mamy prawa widzieć sprzeczności w imię oczywiście posłuszeństwa 'Piotrowi naszych czasów". I jak człowiek poszukujący prawdy ma się przekonać do takiej religii? Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bóg zapłać Księdzu Profesorowi z ten text obnażający brednie tego niszczyciela katolickiej wiary!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcie niestety z bazyliki NSPJ w Krakowie.

    Swoją drogą to przede wszystkim jezuici ze swoją wiedzą powinni stawić opór nowinkom posoborowym. Widocznie był wtedy już taki wysyp oszustów w ich zakonie dzięki modernistom i masonom, że nie stawili oporu, a wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mają stawić opór skoro to właśnie ten zakon był masowo infiltrowany przed soborem i razem z dominikanami są zakonem o najbardziej modernistycznych skłonnościach?

      Usuń
    2. Ad anonimowy 20 lipca 2026 15:45
      O tym właśnie napisałem. Tylko kto do tego dopuścił? Przełożeni zakonu zawiedli?

      Usuń
    3. To bardzo proste. Oba zakony były elitą teologii i dogmatyki katolickiej, również prawa kanonicznego. To był mózg Kościoła katolickiego. Masoni chcieli więc zainfekować sam mózg więc uderzyli w najczulszy punkt, zaczęli infiltrować oba zakony, bo w ten sposób najskuteczniej można było zadać cios Kościołowi katolickiemu. Teraz te zakony zostały przejęte przez wrogów i zamiast działać jak niegdyś na chwałę Kościoła katolickiego działają na rzecz ohydy spustoszenia, są mózgiem modernizmu.

      Usuń
  4. Większym niebezpieczeństwem jest chyba ks Rydzyk ze swoim radiem.
    Zarzucam mu wiarę w tego samego boga co Jonny Daniels...tak wypowiedział się na antenie, jego papolatria przeraża...no i brak reakcji biskupów na "współpracę" z niektórymi politykami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rydzyk teologicznie patrząc, tak jak Ratzinger był jest niebezpieczny właśnie dlatego, bo przebiegle udaje przed milionami bycie konserwą, wręcz prawicowym radykałem, a przemyca te same modernistyczne poglądy razem np z ekumenizmem.

      Usuń
  5. Jeżeli przyjrzeć się bliżej skomentowanym przez x. Doktora twierdzeniom o. Prusaka, nietrudno zauważyć, że w wielu naszych parafiach słyszymy podobną "naukę" głoszoną z ambon, a jej praktyczne zastosowanie przejawiające się w przekształcaniu Mszy św. w antropocentryczne zgromadzenia, to już coś absolutnie powszechnego.

    OdpowiedzUsuń