Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Powołanie a życie w czystości



Po pierwsze, należy mieć stałego spowiednika i to on powinien doradzić, jaką decyzję można podjąć. Doradzić, nie podjąć decyzję za kogoś. 


Po drugie, zasada jest taka, że tylko ktoś zdolny do trwałego życia w czystości ma powołanie do stanu duchownego. Chodzi o trwałą zdolność do rezygnacji z wyżycia popędu sexualnego. Opanowanie popędu jest konieczne oczywiście także w przypadku męża, gdyż wyżycie w małżeństwie też nie jest dowolne, a zależy od małżonki, która nie zawsze musi być gotowa i się godzić, choć zasadniczo nie może odmawiać współżycia. Różnica między duchownym a mężem polega na tym, że duchowny rezygnuje na stałe, a mąż opanowuje i stosuje tylko w ramach miłości małżeńskiej. Sytuacja męża jest pod pewnym względem trudniejsza (dla mnie osobiście byłoby znacznie trudniej opanować się, mając blisko siebie ukochaną niewiastę), ale opanowanie popędu jest konieczne zarówno w jego przypadku jak też w przypadku duchownego.


Po trzecie, należy odróżnić uzależnienie od masturbacji i okazyjne, mniej czy bardziej częste grzechy. Uzależnienie wymaga być może nawet terapii, natomiast okazyjne grzechy wymagają pracy nad sobą, czyli kształtowania woli i ducha ofiary. Moim zdaniem uzależnienie dyskwalifikuje od przyjęcia do seminarium, ale także właściwie od małżeństwa. W takim wypadku należałoby szukać kompetentnej terapii. Natomiast z okazyjnymi grzechami można i należy walczyć głównie przez regularną spowiedź i kierownictwo duchowe, a po temu są lepsze warunki w seminarium. O ile wiem, seminaria stosują taką zasadę, że dają pierwszy rok na uporządkowanie tej sprawy, czyli na wyrobienie trwałej zdolności do życia w czystości. 


Po czwarte, na pewno rozwiązaniem nie jest "pocieszanie się" tym, że część księży w historii czy obecnie nie dochowuje czystości. Jeśli ktoś z góry rezygnuje ze starania o czystość, to nie powinien wstępować do seminarium. Nawet jeśli modernistyczne seminaria są pod tym względem coraz bardziej pobłażliwe. 


Oczywiście należy liczyć się z tym, że słabości różnego rodzaju pozostają także po przyjęciu święceń. Równocześnie należy mieć świadomość, że po wyjściu z seminarium okazji do grzechu i pokus jest zwykle więcej, nawet znacznie więcej. 


I należy też pamiętać, co jest sednem problemów z czystością, mianowicie po pierwsze przerost sfery zmysłowej nad duchową w szerszym sensie (czyli także w znaczeniu wartości i przyjemności intelektualnych, bardziej wysublimowanej estetyki), a po drugie sprowadzenie człowieka - zarówno siebie jak też drugiej osoby, także nie znanej osobiście jak w przypadku pornografii - do przedmiotu pożądania i okazji do zaspokojenia potrzeb zmysłowych. Tutaj zawarte są już środki pracy nad problemem. Na pewno nie jest pomocne "zamodlanie" czy "zasportowianie" problemu, aczkolwiek zarówno modlitwa jak też rozsądne dbanie o zdrowie i kondycję ciała są niezbędne dla zdrowego i dojrzałego życia duchowego i kondycji psychicznej. Gdy naturalna energia zmysłowości jest tłumiona, to kiedyś w końcu exploduje w sposób zupełnie niekontrolowany, może nawet zboczony. Chodzi o trzeźwe poznanie siebie, swoich potrzeb, sił, zdolności, oraz świadome, rozumne, dobre obchodzenie się z nimi. Zwykle trzeba do tego dobrego kierownictwa duchowego, aczkolwiek dużo zależy już od wychowania w rodzinie, od atmosfery czystości - nie pruderii - między rodzicami i rodzeństwem, począwszy od słownictwa, zabaw, żartów itp. aż do rozwoju zainteresowań duchowych, kulturalnych, a najbardziej od atmosfery szczerej, autentycznej miłości, która jest najlepszą szkołą czystości, bo kształtuje ducha ofiary w znaczeniu daru ze siebie, nie zagarniania dla siebie kosztem innych. 


23 komentarze:

  1. Bardzo Księdzu dziękuję za szczegółowe wyjaśnienie. Nie, nie jestem uzależniony, od pornografii tym bardziej nie. Po prostu chodziło mi o wyjaśnienie "okresowych słabości". Księdza rady bardzo mi pomogły. Będę szukał mądrego spowiednika i jeśli mogę prosić o modlitwę za mnie, bym dobrze rozeznał powołanie i podjął właściwą decyzję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odrzucanie myśli i niepopełnianie czynów nieczystych nie jest tłumieniem zmysłowości? I jak poznanie siebie i odpowiednie obchodzenie się ze sobą ma pomóc w tym żeby niekontrolowany wybuch nie nastąpił? Czy w ogóle istnieje dla kogokolwiek jakaś opcja "nie tłumienia" zgodna przykazaniami i nauką kościoła? Szczerze staram się dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki2 czerwca 2026 19:38

      Czym innym jest tłumienie, a czym innym opanowanie. Tłumienie jest wypieraniem ze świadomości i jakby trzymaniem gorącej pary pod pokrywką. Wtedy musi dojść kiedyś do explozji. Natomiast opanowanie polega na kontrolowanym rozumowo pożytkowaniu energii, która jest w popędzie, dokładnej jego potencjalnego. naturalnego skierowania ku drugiej osobie. Zdrowa psychologia uczy, że im bardziej rozwinięta jest relacja osobowa, polegająca na wzajemnym rozumieniu drugiej osoby, jej myśli, odczuć itp., też na empatii i wymianie wartości duchowych, zainteresowań itd., tym łatwiej jest oswoić czyli opanować sferę zmysłową. Psychologia uczy też, że popadanie w nieuporządkowanie czy wręcz nałogi w dziedzinie seksualnej bardzo często wiąże się z samotnością w znaczeniu braku więzi osobowych na płaszczyźnie bardziej duchowej czy choćby emocjonalnej. Powstaje wtedy zwykle nawet błędne koło, gdyż to nieuporządkowanie niszczy więzi osobowe i jeszcze bardziej zamyka w sobie, w kręgu swojego egoizmu. Terapia duchowa i też psychologiczna polega właśnie do rozerwaniu zniewolenia przez ten krąg.

      Usuń
    2. dziękuję, tego nie rozumiałem

      Usuń
  3. Miałem podobny problem. Również jeden ksiądz doradzał mi więcej sportu, inny wstawianie się do Boga w chwili pokusy. Generalnie są to na pewno metody, ale same w sobie nie rozwiążą problemu. Brak opanowania seksualnego zazwyczaj ma kilka przyczyn. Jedna to jest zgnuśnienie i lenistwo, wtedy można być pewnym, że będzie się łatwo podatnym na brak pohamowania popędu seksualnego. Innym jest na pewno obżarstwo. Na kazaniu na Mszy u FSSPX przed wiosennymi suchymi dniami było ładne kazanie o tym jak święci pustyni tacy jak św. Ewagriusz, Jan Kasjan i z nowszych św. Alfons Maria Liguori tłumaczyli związek między obżarstwem, a nieczystością. Po to wymyślili post. Następstwa soboru wiadomo którego doprowadziły do zniesienia większości dni postnych, co na kazaniu podkreślili, że miało to ogromny negatywny skutek dla dusz milionów katolików. Dlatego zachęcali do postu w suche dni. Inny ważny element to regularna spowiedź po to, żeby tłumić w sobie bezwstydność. Wśród singli przeżywających jeden i tym bardziej niejeden zawód miłosny również jest silna podatność na brak opanowania seksualnego. Tutaj dobrym rozwiązaniem jest wyrobić w sobie taką duchową charakterność, to chyba jest związane z cnotą męstwa. A to wymaga postawienia pewnych wartości wyżej niż dóbr doczesnych, bo zbytnie przywiązanie do siebie lub do danej osoby pod kątem erotycznym na pewno wpływa na brak panowania nad swoimi zmysłami. Wymieniłem chyba najważniejsze elementy ważne w uwolnieniu się od braku opanowania, które w moim przypadku zadziałały. Nie jest to tak, że to nagle się nauczy jak za czarodziejską różdżką. To jest tak jak z trenowaniem sztuk walki, czy czegokolwiek, wprawą przychodzi wraz z systematycznością. Nie nachalną, ale konsekwentną. Problem stopniowo mija. Co nie znaczy, że człowiek się pozbywa pożądliwości. Pożądliwość dalej jest i pokusa, ale łatwiej nad nią panować, łatwiej postawić mur w umyśle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za rady. Zgadzam się, wartość postu jest bezcenna. Sam się o tym przekonuję. Szkoda, że w posoborowiu tak mało się o tym mówi, a tylko z każdej strony dyspensy... Mam jeszcze inne pytanie, czy byli/są tradycyjni święci w Kościele, co do których wiadomo, że sami borykali się z problemami z czystością i ten problem przezwyciężyli? Oczywiście poza św. Augustynem, który wiódł hulaszczy tryb życia, zanim się nawrócił. Trochę mam wrażenie, że temat popędu seksualnego w hagiografii został wyparty, no bo jak to tak, przecież nie wypada i przez to trochę ma się wrażenie, że święci byli tak doskonali w cielesności, że ja nie mam szans nawet im dorównać.

      Usuń
    2. Nie wiem, ale z żywotów wspomnianych świętych mnichów wiadomo, że wpływ postu na swoją pożądliwość obserwowali na sobie.

      Usuń
    3. Bł. Karol de Foucould był w młodości rospustnikiem

      Usuń
  4. Ostatni akapit wpisu to w niemal w 100% opis drogi, jaką ja wyszedłem z kilkuletniego uzależnienia (sic!). Niewiele można do tego dodać; co najwyżej mogę podkreślić z własnego doświadczenia: sport, zwalczanie lenistwa itp. to jedynie pomoce (dobre!), ale nie ich brak zwykle jest źródłem uzależnienia. Żeby zerwać z tym grzechem konieczne jest przewartościowanie swojego życia i zmiana jego stylu m.in. przez: post (zupełnie dzisiaj niedoceniany, a naprawdę fenomenalny, co potwierdzają też mistrzowie duchowi Kościoła), zainteresowanie się sztuką klasyczną czy też późniejszą, ale budującą na klasyce (to pomaga wyrobić miłość do prawdziwego piękna, a nie jego imitacji), prawdziwa miłość (ofiarna i bezinteresowna), unikanie okazji do grzechu (choćby przez odwracanie wzroku od kobiet zbyt skąpo ubranych, bo nie że w ogóle). W ostatnim wymienionym aspekcie trzeba też dodać znaczne ograniczanie korzystania z mediów społecznościowych typu Instagram czy TikTok - pomijając ogólnorozwojowe szkody, jakie te aplikacje wyrządzają, nieustannie pobudzają popędy człowieka uzależnionego. Do tego modlitwa, modlitwa i jeszcze raz modlitwa (Pan Bóg za nas problemu nie rozwiąże, chyba że cudem, ale udzieli tylu łask, ile trzeba, żeby problem w końcu przezwyciężyć - ale trzeba w to szczerze wierzyć). Najtrudniej zmienić styl życia, ale dla życia w wolności od tego grzechu naprawdę warto, bo wolność ta jest niesamowita :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, całkowicie się z tym zgadzam. Generalnie najlepiej na ile jest to możliwe całkowicie się odciąć od tych anti-social me(n)diów, które przyniosły ogromne spustoszenie człowieczeństwu. Dzisiaj przez ten zalew współczesnego badziewia, współczesnych idiotyzmów człowiek czuje się jakby był sam pośród cieni. Ale trochę odleciałem w aluzje symboliczne. W każdym razie co do tego postu to nie jest też tak, że sam post wystarczy, żeby panować nad swoim ciałem. Podkreślić trzeba, że na etapie przejściowym przynajmniej, gdy już jest się na drodze do wyjścia z uzależnienia najlepiej częściej się spowiadać niż zwykle. Myślę, że wielu z autopsji przyzna, że przeciętna młoda osoba, osoba która nie jest w średnim wieku, kolokwialnie mówiąc będąca "frajerem", która nie ma na swoim sumieniu jakichś grubszych spraw typu kręcenia finansowe w firmie lub jakichś agresywnych aspołecznych zachowań (które w obu przypadkach przynoszą potencjalny konflikt z prawem) grzechy nieczystości, grzechy cielesne są najbardziej wstydliwymi grzechami wyznawanymi przed księdzem (właściwie to nie przed księdzem, tylko przed Chrystusem). To jest jak w wojsku. Jeśli nie ma fali to nie stworzy się dobrego żołnierza. Albo inaczej mówiąc w żelazo trzeba bić, żeby wyprodukować twardą stal. I to samo jest z panowaniem nad swoimi czynami.

      Usuń
  5. Błędem jest wiązanie życia w czystości z powołaniem.
    Tak zdefiniowany problem świadczy o zaburzeniach osobowości .
    Czystość bowiem obowiązuje każdego rozumnego człowieka-katolika.,by nie powiedzieć, że każdy rozumny człowiek powinien być katolikiem.
    Kształcić należy rozum i ćwiczyć się w cnotach, lektury ojców pustyni zamiast TV.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałem podobny problem z onanizmem. Od momentu ożenku ani razu nie zdarzyło mi się masturbować, czy choćby skorzystać z pornografii. W małżeństwie też unikamy nieczystości. W każdym razie, przed małżeństwem miałem bardzo duże problemy z tym, mimo ogromnej chęci nie potrafiłem z tego zrezygnować, a po ślubie - jak ręką odjął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki4 czerwca 2026 10:07

      Nie wierzę.

      Usuń
    2. To prawda, że bycie w związku chroni przed onanizmem. Sam jak utrzymywałem bliskie relacje z jedną dziewczyną, bez nierządu to z tym problemu nie miałem. Ale potem przychodzi niewypał i co się dzieje? Cały czar prysł. Więc to na pewno nie jest nauczenie się panowania nad sobą, tylko istnienie ujścia swoich popędów. I trzeba się liczyć z tym, że jak się w tej rzeczy nie nauczyło panować nad sobą od siebie to będzie się miało problem z opanowaniem w innych przypadkach. I wreszcie przechodzimy do małżeństwa. Owszem, może być tak, że wielu się trafi tak, że przejdzie bez większych kryzysów. A u innych wchodzenie w małżeństwo i jednocześnie sprowadzenie tego do rozwiązania swoich problemów seksualnych skończyło się rozwodem. Czyli jeszcze większym grzechem niż onanizm.

      Usuń
    3. Bycie w związku nie chroni automatycznie przed onanizmem.

      Usuń
    4. Do Księdza: czyli sugeruje Ksiądz, że kłamię? Chyba pochopne osądzanie nie jest po katolicku. To, że Księdzu coś nie współgra z wyobrażeniami, nie znaczy, że jest nieprawdą.
      Do Anonimowy 4 czerwca 2026 15:00 - nie twierdzę, że małżeństwo chroni automatycznie przed onanizmem, opowiedziałem tylko o swojej sytuacji. Ktoś inny być może ma inne doświadczenia, aczkolwiek w moim wypadku małżeństwo (przynajmniej na ten moment) wyzwoliło mnie od onanizmu. Być może to było mocne postanowienie nie czynienia tego, być może jakaś łaska Boża, a być może jedno i drugie.

      Usuń
    5. teologkatolicki4 czerwca 2026 20:42

      Na pewno kłamstwem jest powiedzenie, że małżeństwo leczy z onanizmu. A tak to właściwie zostało powiedziane. Owszem, przejściowo może nastąpić poprawa w tym sensie, że grzech będzie rzadszy, może nawet chwilowo całkiem zaniknie. Jednak z całą pewnością bardzo łatwo może powrócić, jeśli nie zostanie wykorzeniony i gdy w małżeństwie będzie konieczny okres wstrzemięźliwości np. gdy małżonka będzie w stanie błogosławionym i po narodzinach dzieciątka. Czy w razie jakiejś niedyspozycji czy - nie daj Boże - w razie jakiejś choroby.

      Usuń
    6. Do Księdza - nigdzie nie napisałem, że uważam, że samo małżeństwo wybawiło mnie od tego czynu, więc twierdzenie, że tak to zostało napisane, jakby małżeństwo uwalniało od onanizmu jest delikatną nadinterpretacją. Ciężko też wykorzenić coś, co już się nie pojawia, co więcej W MOIM przypadku, ciąża żony i narodzenie dziecka nie spowodowały powrotu do dawnych nawyków. Pisałem tylko o swoim doświadczeniu, aczkolwiek teraz zdałem sobie sprawę, że w sumie bez sensu, bo nic to nie wnosi do sytuacji bohatera wpisu.

      Usuń
    7. "Bycie w związku nie chroni automatycznie przed onanizmem"
      Automatycznie nie, ale jest w jakimś stopniu pomocne. Ale to gruby błąd traktować to jako panaceum.

      Usuń
  7. "Kto po przyjęciu chrztu świętego był dwukrotnie żonaty lub utrzymywał nałożnicę, ten nie może być ani biskupem, ani prezbiterem, ani diakonem, ani też w ogóle figurować w rejestrze osób duchownych" (Kanony Apostolskie. Kanon 17, w: ks. dr A. Znosko, Kanony Kościoła prawosławnego, w: Kanony Kościoła prawosławnego w przekładzie polskim. Tom I w 3 częściach, Warszawa 1978, s. 15).

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy4 czerwca 2026 10:12
    "To prawda, że bycie w związku chroni przed onanizmem."

    Do powyższego wpisu odnosił się mój komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałem po prostu w uproszczeniu. W wielu przypadkach chroni. Ale nie we wszystkich.

      Usuń
  9. Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie niż płonąć.
    1Kor 7,1-2;7-9

    OdpowiedzUsuń