Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
Jakie seminarium wybrać?
Chyba muszę rozczarować, ponieważ nie jestem w stanie poddać konkretnej decyzji. Mogę podać jedynie ogólne zasady i kryteria wyboru, także na podstawie własnego doświadczenia.
Po pierwsze, należy zapoznać się osobiście z różnymi możliwościami, tzn. nawiązać kontakt i poznać osobiście zarówno alumnów i przełożonych, jak też dane miejsce. To może być zarówno seminarium diecezjalne, jak też różne zakonne. Radziłbym zapoznać się osobiście przed wstąpieniem także wtedy, gdy wybór już został dokonany. Dotyczy to zwłaszcza seminarium bardziej odległego, zwłaszcza zagranicznego. Przy okazji zapoznania się trzeba pytać o wszystko, co ważne. Chodzi o to, żeby potem nie było grubych niespodzianek.
Po drugie, należy kierować się przyszłym rodzajem posługiwania w Kościele, czy to w duszpasterstwie parafialnym, czy w zakonnym, czy w Novus Ordo, czy w liturgii tradycyjnej. Te opcje nie muszą się wykluczać, ale mogą. Jeśli ktoś czuje się dobrze tylko w liturgii tradycyjnej, to nie powinien iść do seminarium Novus Ordo, i odwrotnie. Należy jednak wziąć pod uwagę, że łatwiej jest przejść z Novus Ordo do liturgii tradycyjnej niż odwrotnie, zwłaszcza gdy chodzi o seminarium duchowne. Człowiek z przeszłością tradycyjną jest traktowany podejrzliwie, nieufnie, nierzadko jest szykanowany, o ile oczywiście jest szczerym zwolennikiem Tradycji Kościoła.
Po trzecie, nie należy się kierować opiniami poszczególnych alumnów, ponieważ każdy z nich ma swoje ograniczone doświadczenia, które w różnym stopniu mogą być także przez nich zawinione. Jeśli chce się zbierać opinie, to przynajmniej od kilku i to nie tylko od tych, którzy mają podobne poglądy, choć ich opinia może być i jest zwykle najtrafniejsza i najważniejsza.
Po czwarte, nie należy traktować seminarium jako zła koniecznego w dojściu do święceń, lecz jako cennego czasu i miejsca do życia duchowego, zdobycia rzetelnej wiedzy teologicznej oraz korzystania z mądrości dobrych i doświadczonych kapłanów. To powinne być najważniejsze kryteria wyboru tego a nie innego seminarium.
Po piąte, choć to właściwie powinno być zasadnicze i początkowe, prosić o łaskę Ducha Świętego we właściwym rozeznaniu i znalezieniu odpowiedniego miejsca formacji duchowej.
Po szóste, warto też radzić się zaufanych kapłanów. Najlepszą pomocą powinien być kierownik duchowy czyli stały spowiednik, który jednak nie powinien decydować, lecz doradzać i towarzyszyć w decyzji własnej podopiecznego. Wiem, że nie jest łatwo o takiego spowiednika, gdyż księża dość często mają tendencję do kierowania według własnych upodobań, a nie według tego, jak Duch Święty chce prowadzić młodego człowieka.
Po siódme: Pewne jest, że przyszłością Kościoła jest powrót do Tradycji. Nie oznacza to, że przetrwają jedynie seminaria i instytuty tradycyjne, choć obecnie raczej na to wygląda. Myślę, że raczej nie jest wolą Pana Boga, by struktury Novus Ordo zupełnie oddaliły się od Tradycji, a to oznacza, że trzeba księży myślących tradycyjnie po katolicku także w tych strukturach. Dlatego osobiście polecałbym wybrać albo seminarium stricte tradycyjne, czyli wyłącznie z liturgią tradycyjną, albo przynajmniej takie, gdzie nie ma wrogości wobec liturgii tradycyjnej. Po haniebnym dokumencie "Traditionis Custodes" stało się to dość trudne, jednak nie całkiem niemożliwe, a myślę, że powoli pójdzie ku lepszemu także pod tym względem.
Na koniec dołożę kilka osobistych wspomnień. Gdy byłem alumnem na początku lat 90-ych, nikt nie spodziewał się takiej explozji Tradycji, która nastąpiła zwłaszcza za pontyfikatu Benedykta XVI. Wraz z moimi niewieloma kolegami byliśmy uważani za dziwaków, skazanych najwyżej na pokątne, niemal potajemne celebrowanie tridentiny w dni wolne od posługi duszpasterskiej. Mój proboszcz w pierwszym roku po święceniach mawiał mi: "wybij sobie z głowy, pociąg odjechał". Tak to chciałaby mieć banda bergogliańska i stąd wynikło "TC". Jednak akurat ten dokument jest dowodem na to, że oni działają w popłochu, wręcz w panice, gdyż widzą, że młodsze pokolenia w znacznej części nie idą za nimi, lecz sięgają do Tradycji, bo jest spójna, klarowna, lepsza, bardziej katolicka. Stąd też nerwowe ruchy tej bandy w kierunku poluzowania ogólnych wymagań moralnych, także co do kandydatów do seminariów, z dobrowolnością celibatu i gejostwem włącznie. To są dowody bankructwa duchowego i moralnego.
I jeszcze na koniec: Nawet jeśli droga powołania duchownego okaże się niełatwa, mozolna i kręta, to należy zawsze zachować czystość intencji, czyli stanowczą wolę służenia chwale Bożej i zbawieniu dusz, oraz ufność w prowadzenie Boże wraz z poddaniem się temu prowadzeniu. Jeśli chodzi o moją drogę, to nigdy nie planowałem i nie przypuszczałem, że będę na studiach w Austrii, na doktoracie w Monachium, i że będę księdzem diecezjalnym. To wynikło z okoliczności, a dokładnie z wierności wierze katolickiej i Kościołowi. Gdy musiałem, będąc na studiach w Austrii, opuścić zgromadzenie werbistów (do którego wstąpiłem pierwotnie w Polsce, a z dawnymi współbraćmi mam nadal serdeczny kontakt) z powodu narzucanych tam herezyj i nadużyć liturgicznych, to najbliższym miejscem, gdzie mogłem we względnym spokoju ukończyć studia i dojść do święceń było seminarium diecezjalne we Wiedniu, które wówczas akurat przeżywało swoistą restaurację katolicką w związku ze zmianą ekipy wychowawców na bardziej katolicką, przynajmniej nie wrogą katolicyzmowi (po dekadach rządów "czerwonego kardynała" Franz'a König‘a). W ten sposób, wbrew pierwotnemu zamiarowi i planom zostałem kapłanem diecezjalnym. Pozostała jednak wola służenia Panu Bogu i ludziom tam, gdzie wola Boża mnie postawi. I tego się trzymam. Dlatego z całym przekonaniem mogę każdego zachęcić do tego, by wobec trudności i przeciwności nie rezygnować z dobrego postanowienia, lecz korzystać z każdej sposobności do jego oczyszczenia, utrwalenia i udoskonalenia. I mogę też powiedzieć z pełnym przekonaniem, że warto, nawet jeśli bolesnych doświadczeń nie brakuje.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Określenie oraz pojęcie "duchowość", dość popularne w przestrzeni kościelnej w okresie mojej młodości, w ostatnich latach - akurat...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...
-
Niemal od pierwszych dni pontyfikatu Leona XIV trwa w środowiskach katolików konserwatywnych debata co do tego, czy jest to Franciszek 2.0 c...
-
O imprezie licheńskiej było już niegdyś co nieco ( tutaj i tutaj ). Temat nie został jeszcze wyczerpany. Strona na pejsbuku w tym temacie...
A formacja seminaryjna w obrządku wschodnim (w Polsce oczywiście greckokatolickim)? Jakie Ksiądz ma zdanie na ten temat? Czy dla kogoś ukształtowanego przez środowisko rzymskokatolickie jest to wykonalne?
OdpowiedzUsuńTaka formacja jest min. w Lublinie razem z rzymskimi katolikami. Jako ks który skończył lubelskie seminarium mogę powiedzieć, że formacja wschodnich katolików to jedna wielka tragedia. Prefekci rzymskokatoliccy nie mają nad nimi władzy, robią co chcą, nie chodzą na wykłady, nie ma ich miesiącami (bo jak mówią święta u nich wcześniej się zaczynają i później kończą, a do tego niby nie dostają wizy), na egzaminach mówią, że nie mówią po polsku więc profesorowie machają ręką. Poza tym towarzystwo z Ukrainy jest bardzo banderowskie.
OdpowiedzUsuńCzyli Ksiądz (domyślam się z komentarza, że komentującym jest osoba duchowna) stwierdza ze swojego doświadczenia, że kształcenie duchowieństwa wschodniego obrządku w polskich seminariach to chaos i bardzo niski poziom? Zastanawia mnie to, bo bardzo podoba mi się obrządek grecki, w którym nie dochodzi do takich nadużyć jak w NOM. Generalnie wolałbym iść do seminarium kształcić się w obrządku greckim niż w NOM, a w Polsce w seminariach nie uczą TLM, obrządek bizantyjski jest jedynym tradycyjnym obrządkiem. I wydawało mi się, że społeczność grekokatolicka jest bardziej tradycyjna i bardziej trzyma się standardów.
UsuńNie miałem nigdy bezpośrednio do czynienia z polskim seminarium diecezjalnym, więc o tyle mam ograniczone widzenie. Miałem natomiast do czynienia z duchowieństwem wschodnim za granicą. Doświadczenia były różne, ale wspólne jest to, że poziom wykształcenia teologicznego jest mizerny. Z poziomem duchowym jest różnie, ale generalnie nie można oczekiwać wiele po kimś, kto ma na utrzymaniu - przynajmniej w perspektywie - żonę i dzieci.
UsuńGeneralnie nie polecam ani przechodzenia na obrządek wschodni, ani tym bardziej wstępowania do takiego seminarium, gdyż różnica kulturowa jest znaczna, oczywiście nie zawsze na niekorzyść wschodniaków, gdyż bywa też odwrotnie, jeśli chodzi o duchowieństwo modernistyczne.
Natomiast liturgię bizantyńską warto znać, głównie z powodu treści teologicznej. która zdecydowanie jest bliższa tradycyjnej liturgii rzymskiej (w swej istocie wręcz identyczna) niż Novus Ordo. Zwykle jest tak, że bliższe poznanie tradycyjnej liturgii rzymskiej działa jak lekarstwo na ciągoty do wschodniaczenia, ponieważ ona ma wszystko to, co ma liturgia wschodnia i dużo więcej. I potrafi też skutecznie całkowicie zniechęcić do Novus Ordo, chyba że wyłączy się całkowicie trzeźwe myślenie według prawd wiary katolickiej i elementarne poczucie estetyki.
Nie traktuję Liturgii (głównie mam na myśli bizantyjską, bo poza bizantyjską miałem do czynienia tylko raz i powierzchownie z obrządkiem syromalabarskim w Anglii i to chyba przypadkowo, obrządek syromalabarski wydaje mi się, że jest w takim samym stopniu zalewany destrukcją jak NOM, w tle muzyka indyjska kojarząca się z jakimiś idiotycznymi seansami logistycznymi i generalnie dziecinada, a nie powaga liturgiczna, choć przyznać trzeba, że Hindusi - mam na myśli narodowość oczywiście byli bardzo pobożni) wschodniej jako jakiejś konkurencji dla tradycyjnej Liturgii rzymskiej, ale jako dwa identyczne w istocie elementy dopełniające się. Liturgia rzymska przybliża do Boga barokowym majestatem, czuje się jakby miało się stać przed Królem (Królem z dużej litery, bo chodzi oczywiście o Boga). Liturgia bizantyjska z kolei operuje na rejestrach, w których długo pozostaje echo. Czyli tak jakby w głowie Liturgia się "zapętla" i nadal Ją słychać. A co do słabego poziomu teologicznego i faktu, że duszpasterstwo nie jest całym życiem, tylko dodatkiem, w wolnym czasie w ramach życia rodzinnego to są niestety te nawyki, które pozostały im od schizmatyków. Schizmatycy poza tym, że rozwalili dyscyplinę celibatu to tradycyjnie gardzili scholastyką i byli pod wpływem fideizmu i pseudofilozofowania. Grekokatolicy choć przynajmniej oficjalnie przeprosili się z tomistycznym podejściem katolickim, choć nadal spychanym na boczny tor to niestety negatywne skutki mentalności ich schizmatyckich protoplastów z wcześniejszego etapu im pozostały.
Usuń"w tle muzyka indyjska kojarząca się z jakimiś idiotycznymi seansami logistycznymi"
Usuń*jogistycznymi
Tak, skończyłem lubelskie seminarium i przynajmniej u nas poziom wschodnich był niski. Zasadniczo nasz stosunek do wschodnich klerykow był dość chłodny z powodu tego cwaniactwa, lenistwa i podwójnych standardów. Tak było z 90% grekokatolickich klerykow, choć wyjątki są, np. na moim roku był grekokatolik Polak który miał jedne z najwyższych ocen. Ogólnie w formacji wschodnich było mniej wymagań i kontroli, a więc większa pokusa bylejakosci. Jeszcze trzeba pamiętać o jednej kwestii, oni mogli się ożenić tylko przed święceniami, czego efektem było skończenie seminarium, kilka lat pracy w przyslowiowej Biedronce aż znajdą żonę i dopiero święcenia. Czy po takim czasie coś pamiętają z seminarium?
UsuńTakiej polityki na pewno nie powinno być. Albo kończą seminarium i w regularnym odstępie czasowym święcenia albo doswidania. Odroczenie święceń powinno być tylko z ważnych powodów.
Usuń