Czy "wspólnoty" rozsadzają Kościół?

 


To są słuszne uwagi. Tzw. wspólnoty są przeważnie lokalnymi komórkami tzw. ruchów, które są nie tylko nowością, lecz mają wyraźne tendencje heretyckie, zwłaszcza protestantyzujące, jak zwłaszcza tzw. charyzmatycy i tzw. neokatechumenat. Szczególnie perfidną wersją tzw. charyzmatyzmu jest medjugorjanizm, gdyż posługuje się pozorami maryjności. 

Tradycyjnie w parafiach katolickich były różne bractwa i stowarzyszenia. Istotną różnicą względem dzisiejszych "wspólnot" i "ruchów" jest to, że miały

- oficjalne statuty, w którym jasno był określony cel, struktura oraz sposób działania,

- podlegały strukturom parafialnym, tzn. lokalnym duszpasterzom. 

Tzw. ruchy albo nie mają wcale oficjalnych statutów (jak tzw. charyzmatycy), albo jedynie tajne, a zarząd, czyli struktura jest bardzo scentralizowana, choć niekoniecznie oficjalnie. Tzw. charyzmatycy zwykle nie mają oficjalnej struktury zarządu, jednak zarząd zakulisowy i tajny istnieje, co jest zresztą typowe dla przeróżnych sekt, zwłaszcza dla masonerii. 

Zasadniczym celem tzw. wspólnot raczej nie jest rozbijanie od wewnątrz, lecz wpajanie w życie parafii i poszczególnych wiernych fałszywych nauk i praktyk. Faktycznie prowadzi to i musi prowadzić do starć i konfliktów, jednak celem jest przeniknięcie i opanowanie parafii, także przez wyeliminowanie tych, którzy nie godzą się na daną linię i posunięcia. 

Tak np. w Polsce tzw. ruch oazowy, którego oficjalnym przywódcą był x. Blachnicki (więcej tutaj), zapoczątkował poważne nadużycia w liturgii - jak Komunia na stojąco, gra na instrumentach rozrywkowych podczas liturgii itp. - które obecnie stały się niestety quasi regułą. 

Innymi słowy: to jest sposób na przetworzenie życia parafii w duchu "nowości", które są narzucane przez "ruchy". 

Nawet jeśli nie dochodzi do wewnętrznego rozbicia życia parafii, to na pewno już samo istnienie przeciwstawnych grup i poglądów sprzyja czy wręcz powoduje myślenie i mentalność relatywistyczną. Jeśli np. w jednej parafii istnieje zarówno róża różańcowa jak też grupa "charyzmatyczna", to już sam ten fakt powoduje dezorientację i tłumienie krytycznego myślenia zwłaszcza po stronie konserwatywnej, która jest zmuszana najpierw do tolerancji, potem do ustępstw, aż w końcu spychana jest na margines życia parafii czy wręcz poza nim, skazana na unicestwienie biologiczne. 

To jest realne niebezpieczeństwo dla Kościoła. Po pierwsze z powodu wpajania niekatolickich poglądów, a po drugie z powodu podlegania strukturom innym niż normalny porządek podległości w Kościele, czyli biskup miejsca wraz z jego wysłannikami w parafiach czyli duszpasterzami. 

Mitem jest, jakoby "grupy" (zwane też "wspólnotami") oznaczały żywotność parafii. Otóż żywotność katolickiego życia religijnego polega na uczestniczeniu w sprawowaniu sakramentów świętych, zwłaszcza tych codziennych jak spowiedź i Msza św. Natomiast tzw. grupy mają swoje praktyki i "nabożeństwa", nierzadko zupełnie odbiegające od liturgii Kościoła, a nawet z nią sprzeczne. Innymi słowy: one odciągają zarówno wiernych jak też duszpasterzy od sakramentów świętych, zajmując czas i energię własnymi zwyczajami i praktykami. 

Tym samym popieranie i promowanie tzw. grup nie jest lekarstwem na zapaść życia kościelnego, lecz jej przyczyną i katalizatorem. Katolicyzm zawsze budował na więziach naturalnych, czyli rodzinnych, stanowych, zawodowych itp. Według nich powinno być zorientowane życie parafii, a nie na "wspólnotach", gdzie przynależność zależy od osobistych upodobań i widzimisię, co zwykle oznacza także heretyckie czy prawie heretyckie poglądy. 

Obecnie nierzadko nawet wysocy hierarchowie ubolewają nad "mentalnością supermarketu" w sprawach religii, tzn. że ludzie sobie wybierają z wiary to, co im pasuje. Czyż tak trudno zauważyć związek takiej mentalności z forsowaniem "grup" i "wspólnot" w parafii, do których się przynależy z powodu irracjonalnego wyboru?

8 komentarzy:

  1. Czy Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży podlegało tylko lokalnym duszpasterzom wcześniej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi



    1. Przyznaję, że nie znam historii KSM. O ile wiem, było to coś w rodzaju Akcji Katolickiej dla młodzieży, przy czym AK była nowością, która się zresztą słabo sprawdziła. Choć generalnie budowała więzi naturalne, czyli stanowe i zawodowe. To jest istotne. Struktura władzy jest drugorzędna. Degeneracja AK pochodziła głównie z tego, że niejasna była relacja strukturalna między świeckimi i duchownymi. Cel był zapewne dobry: uaktywnienie katolików. Jednak znowu potwierdziła się tutaj zasada, że choćby nawet drobna usterka w ustroju prowadzi wcześniej czy później do upadku i rozkładu. Konkretnie: nigdy nie sprawdziła się i nie może się sprawdzić przywódcza rola świeckich w sprawach religii i wiary. Innymi słowy: zadaniem katolików świeckich jest realizowanie wiary w życiu rodzinnym i zawodowym, a nie tworzenie struktury quasi równoległego przywództwa w Kościele. Jeśli w jakiejś organizacji katolickiej duchowny jest tylko asystentem, przynajmniej formalnie, to jest to zgrzyt, który musi prowadzić do upadku tej organizacji, gdyż jest wtedy strukturalna sprzeczność. Duchowny może asystować w sprawach świeckich, jako kapelan jakiegoś zawodu czy stany, będąc w tym oczywiście duchowym przywódcą, bo reprezentuje Jezusa Chrystusa. Natomiast bycie asystentem organizacji świeckich, która ma formować we wierze, to jest sprzeczność podwójna: świeccy mają się znać na sprawach świeckich, natomiast duchowni na sprawach duchowych i religijnych. Pomieszanie kompetencji i to strukturalne, jest zawsze zabójcze.

      Usuń
  2. Już dawno sobie dałem spokój ze "wspólnotami" bo to wylęgarnia bełkotu i miejsce wylewania żali dnia codziennego. Ot taka samopomoc okraszona różańcem z dopowiedzeniami (...) i plum-plum na gitarce.
    Jest Pismo Święte z komentarzami, są doktorzy kościoła których książki są obecnie powszechnie dostępne, e-wydania po angielsku kosztują często mniej niż 10zł.
    Pól godziny takiej lektury to więcej niż całe weekendy na ich rekolekcjach i dniach formacji.
    Kręgi prowadzone są często przez duchownych zaraz po seminarium, i z całym szacunkiem do nich... Czy mogą powiedzieć coś więcej na temat Bożego objawienia niż np. św. Tomasz???
    Ta wiedza czeka na wyciągnięcie ręki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Księdzu za odpowiedź we wpisie. Jest tak siak Ksiądz pisze.
    Z tego, co widzę, wspólnoty spełniają przede wszystkim funkcję ludyczną, to taka moderacja eventowa o pozorach misji. Duszpasterstwa trudnią się animacją społeczno-kulturalną, organizacją festynowych biesiad. Wodzirejstwo świeckich = brylowanie na świeczniku i aktywizm estradowy. To jest błędne rozumienie radykalizmu. Wszechobecna, pijarowska gadka na jedno kopyto, że trzeba zacząć nowe życie i zaangażować się w ewangelizację jest deprecjonowaniem wiernych, zajmujących się przede wszystkim swoimi realnymi obowiązkami. Zły tak samo jak odwraca role płciowe, tak odwraca role stanowe. To jakby ujma dla życia nazaretańskiego. Poza tym te niewinne wspólnotki to zakamuflowane centra plotkarstwa, o czym zdają się nie wiedzieć zadowoleni z nich księża.
    Pozdrawiam,
    czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w kilku wspólnotach i jedyną zdrową było Duszpasterstwo Akademickie. Wszelkie Odnowy i neokatechumenat (po którym uciekłam po pierwszej konwiwencji) to typowy protestantyzm gdzie głosić każdy może, formować innych każdy może, prowadzić publicznie modlitwy każdy może, interpretowac Pismo św każdy może i skutkiem tego jest deformacja i skrzywienie zarówno psychologiczne jak i duchowe jej członków. Oczywiście sa wspólnoty zdrowsze (mające w miarę dojrzałych liderów świeckich i duszpasterzy) i kompletnie sekciarskie. Wydaje się,że nacisk położono na przyciąganie do struktur Kościoła młodych ludzi,ale nikt nie myśli o skutkach takiej "formacji". Prawie połowa zgłaszających się ludzi do Ośrodka ds. Sekt i Nowych Ruchów Religijnych to osoby ze wspólnot katolickich. A ilu sie nie zgłasza tylko po prostu odchodzi na margines lub poza Kościół? Temat tabu. Już od kilkunastu lat nie wchodzę do żadnej wspólnoty tylko żyję po prostu życiem parafialnym i sakramantalnym. Chętnie zostałabym tercjarką, ale przeraża mnie, że większość tercjarzy których znam, to osoby formowane wcześniej właśnie przez te wspólnoty i praktycznie co do poglądów w nurcie modernistycznym. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Apeluję o prawdę i rzetelność. Neo ma statut zatwierdzony przez Papieską Radę do Spraw Świeckich w 2008 r. dostępny dla każdego kto zechce go nabyć. Jeżeli ktoś chce wystawiać oceny wspólnotom to przede wszystkim niech patrzy na owoce ich działania. Mówienie że " ks. Blachnicki zapoczątkował poważne nadużycia w liturgii - jak Komunia na stojąco, gra na instrumentach rozrywkowych podczas liturgii itp." jest krzywdzeniem Tego kapłana jaki i licznej oazowej rodziny. Temat jest bardzo szeroki, nie sposób go objąć w kilku zdaniach. Proszę spojrzeć na rodziny oazowe czy Neo, jaka jest statystyka rozwodów, jaka dzietność, jaka formacja, ilu kapłanów wyszło z Seminariów Redemptoris Mater, ile rodzin w misjach. Gzie tu jest rozbicie, czy opanowanie parafii. Na działalność wspólnot w parafii wyraża zgodę proboszcz i może tę działalność kontrolować osobiście lub przez wyznaczonego duchownego.Papież Benedykt XVI stwierdził , że przyszłość Kościoła to właśnie małe wspólnoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że tzw. neokatechumenat
      - praktykuje swoją "liturgię" sprzeczną nawet z normami Novus Ordo, a tym bardziej z tradycyjną liturgią chrześcijańską (nie tylko katolicką),
      - dotychczas nie dostosował się do wymagań nałożonych przez Stolicę Apostolską odnośnie liturgii,
      - oprócz zatwierdzonych oficjalnych statutów posługuje się tajnymi regułami,
      - nie udostępnia publicznie materiałów do tzw. katechez, a przecieki dotyczące ich poświadczają, że są w nich nagminnie głoszone herezje.
      Tym samym nie ma znaczenia ani liczba potomstwa, ani wyjazdy na "misje", gdyż tego typu "owoce" wykazują wszelkie sekty, a decydujące jest, jakie treści są przekazywane.
      To dotyczy także powołań w seminariach "RM": wpajane są tam herezje, nie wiara katolicka.

      Wskazanie na skandaliczne fakty w działalności x. Blachnickiego nie ma nic wspólnego z krzywdzeniem, lecz jest wskazaniem na krzywdę, którą wyrządził i nadal wyrządza pokoleniom wychowanym przez "oazę", która polega na wpajaniu herezji modernistycznej, nie na wychowaniu we wierze katolickiej.

      Jeśli Benedykt XVI takie słowa wypowiedział, to po pierwsze takiej wypowiedzi nie przysługuje żadna ranga doktrynalna, gdyż jest to wypowiedź socjologiczna, nie odnośnie wiary i moralności. Po drugie, poważnie się pomylił, co zresztą nie dziwi, gdyż nigdy nie zetknął się bezpośrednio z rzeczywistością duszpasterską po Vaticanum II, więc nie zna problemów związanych z tzw. wspólnotami.

      Usuń

Czy wolno w stanie grzechu ciężkiego przystępować do Komunii św.?

  Odpowiedź jest podana powyżej w kanonie z Kodexu Prawa Kanonicznego z 1983 r. Jednak nie jest ona do końca jasna.  Wersja oryginalna brzm...