S. Małgorzaty obrachunek z duchowieństwem. Uwagi odnośnie bestsellera.







Już sporo zachwytów się pojawiło. Czuje się bestseller, bo jedzie na antyklerykaliźmie, który jest obecnie dość powszechny wśród panien zakonnych. Oczyście s. Małgorzata ma sporo trafnych uwag i spostrzeżeń, zwłaszcza odnośnie jakości teologicznej i liturgicznej obecnego duchowieństwa, także poziomu duchowego. Ale: ani styl ten książki, ani ugólnienie, które zionie pogardą jeśli nie wręcz wyraźną dozą przynajmniej niechęci jeśli nie wręcz nienawiści, nie są godne mniszki, ani nawet katoliczki. Przy całej słuszności krytyki, żalu i goryczy niestety jako rdzeń jawi się coś w rodzaju emancy-feminizmu, który, widocznie tłumiony przez lata, tym gwałtowniej wylewa się na starość, gdy autorka nie ma już nic do stracenia.

Mając od wczesnego dzieciństwa bliski kontakt z pewnym żeńskim zgromadzeniem zakonnym (z powodu sąsiedztwa domu rodzinnego) miałem sposobność obserwować zmiany w duchu tego zgromadzenia, ale nie tylko. Tak się składa, że mogę porównać z podobnie bliską znajomością pewnego zgromadzenia żeńskiego za granicą, które znam od ćwierćwiecza. Otóż przemiana w Polsce jest wręcz porażająca. Wpierw tłumaczyłem to sobie specyficznym podejściem modernistycznych zakonnic do xiędza trydenciarza (takiej pogardy i wręcz podłości jak od zakonnic w PL w ciągu ostatnich 10-15 lat nie doświadczyłem nawet u skrajnie modernistycznych zakonnic na Zachodzie). Dopiero fragmenty książki s. Małgorzaty uświadomiły mi, że problem jest ogólny, wręcz powszechny, skoro leciwa zakonnica w tak wręcz złośliwy sposób pisze o problemach. Co się stało i to akurat w Polsce?

Zapewne są różne przyczyny. W PL zakonnice modernistyczne póki co jeszcze nie są tak "uwolnione" jak na Zachodzie. Nadal generalnie chodzą w habitach i dopiero powoli dopuszcza się je to czytania czytań i szafarstwa Komunii w NOMie. One też mają internet i porównują się z innymi krajami. I oczywiście winni są xięża, którzy im nie dają praw przynajmniej takich jak na Zachodzie. Stąd bunt i szemranie.

Wiadomo też, że tzw. charyzmatycy mają szczególne wzięcie w zakonach żeńskich, gdyż jest to "pobożność" dość wyraźnie emocjonalna i niewieścia. To tym bardziej sprzyja duchowi rebelii, także z powodu związku z protestantyzmem.

Ponadto zakony żeńskie przeżywają szczególnie dotkliwy spadek powołań. Jak to zwykle w moderniźmie, winy się szuka u innych, zwłaszcza w braku "nowoczesności", na którą nie pozwalają znowu ci straszni konserwatywni xięża. Trzeźwe spojrzenie na los zmodernizowanych zakonów na Zachodzie jest trudniejsze. Łatwiej jest buntować się przeciw chłopom. Zwłaszcza gdy można im zazdrościć chodzenia po cywilu i znacznie więcej wolności.

Jaki będzie efekt czerstwego obrachunku s. Małgorzaty z duchowieństwem? Zobaczymy. Wielu potrzebuje tej krytyki, mimo jej braków, skrajności czy wręcz niekiedy też niesprawiedliwości. Osobiście cenię sobie to, co znam z tej książki, jako impuls do rachunku sumienia. Równocześnie mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć: problemy, które książka porusza, dotyczą w 98 % jedynie kapłanów NOMowych. Jest to oczywiste już w samej treści.

Najpoważniejszym brakiem tej książki jest nieobecność samokrytyki. S. Małgorzata staje murem za wszystkimi zakonnicami, właściwie podżegając je do dalszego i bardziej radykalnego buntu i to o znamionach wręcz feministycznych. A to już z pewnością nie jest katolickie.

1 komentarz:

  1. Dużo tu prawdy i ferminiżmie, chociaż uważam, że za ostro ksiądz " pojechał" po siostrze Małgorzacie. Problermy dotyczą księży a krytyka jest słyszna niestety.

    OdpowiedzUsuń

Czy wolno w stanie grzechu ciężkiego przystępować do Komunii św.?

  Odpowiedź jest podana powyżej w kanonie z Kodexu Prawa Kanonicznego z 1983 r. Jednak nie jest ona do końca jasna.  Wersja oryginalna brzm...