Nie ulega wątpliwości, że katolickie pielgrzymki są pewnym nawiązaniem do religii starotestamentalnej, a nawet też do innych religij, które mają swoje "sanktuaria" oraz odbywające się tam zgromadzenia. W tym zawiera się zarówno właściwe zrozumienie i wartość, jak też granice i względność.
Wiadomo, że pielgrzymki starotestamentalne dotyczyły świątyni jerozolimskiej jako jedynego centrum religii starotestamentalnej. Były one jasno przewidziane i wymagane prawnie. Natomiast pielgrzymki chrześcijańskie pojawiły się dopiero z czasem i miały związek zarówno z grobami świętych i męczenników, jak też z Ziemią Świętą (także tzw. krucjaty były pierwotnie rozumiane jako pielgrzymki, nie jako wyprawy wojenne, choć ten aspekt był także obecny i oczywisty). Zawsze miały jednak charakter dobrowolny i tym samym względny.
Istotny był ich charakter pokutny, czyli jako sposobu uzyskania przebaczenia oraz zadośćuczynienia za grzechy, w powiązaniu z przemianą wewnętrzną i stylu życia. Przeważnie odbywały się indywidualnie, bądź w małych grupach. Liczne zorganizowane grupy pielgrzymkowe pojawiły się chyba dopiero w Polsce, mianowicie wpierw jako wotywna pielgrzymka warszawska na Jasną Górę odbywająca się nieprzerwanie od 1711 roku w intencji podziękowania za uratowanie stolicy od epidemii dżumy. Powstawały też regularne, zwykle doroczne pielgrzymki do sanktuariów zwłaszcza marijnych jak Kalwaria Zebrzydowska, Kalwaria Pacławska itp. Nie trudno zauważyć tutaj nawiązania do Ziemi Świętej.
Do wyraźnego ożywienia pielgrzymek doszło w Polsce w latach 70-ych i 80-ych ubiegłego wieku. Wydaje się, że liczebność nadal utrzymuje się na pewnym poziomie, mimo wyraźnego spadku praktyk religijnych.
Problem polega nie na idei pielgrzymki w jej pierwotnym sensie religijnym, lecz w faktycznym jej prowadzeniu. Obecnie nierzadko przeważają elementy bliższe turystyce niż pobożności. Zapewne są ludzie, dla których udział w pielgrzymce stał się okazją czy może nawet bodźcem do odnowienia i pogłębienia życia religijnego, być może nawet poważnej poprawy życia. To jest bardzo cenne. Tym niemniej istotne jest, jaki tego typu praktyka religijna ma znaczenie dla życia Kościoła na co dzień, czyli wpływ i oddziaływanie.
Jeśli jest tam autentyczna, szczera modlitwa, zarówno wspólnotowa jak też indywidualna, to jest to wielka wartość. Jeśli jest tam czynna miłość bliźniego, wzajemna pomoc i zrozumienie, to jest to również cenne. Jeśli jednak nie przekłada się to na poprawę życia religijnego w parafiach i rodzinach, to jest to poważny brak, nad którego przyczyną i naprawą należy się zastanowić.

"Obecnie nierzadko przeważają elementy bliższe turystyce niż pobożności." Powiedziałbym więcej - turystyce połączonej z głupkowatą rozrywką. Durne piosenki, podobne do kibolskich okrzyki, podskoki, tańce na postojach czy podczas przeszczepionych z blachnicyzmu "pogodnych wieczorów" - to rzeczywistość obecnych pieszych pielgrzymek - i co szczególnie karygodne - animowana lub co najmniej tolerowana przez duchownych ! Kiedy ośmielę się to na jakimkolwiek forum skrytykować, natychmiast rzucają się na mnie zagorzali zwolennicy obecnego sposobu pielgrzymowania z zarzutem, że przecież jest także modlitwa, konferencje itp., no ale przecież jest czas i na modlitwę i na rozrywkę i właściwie czego się czepiam, a na pewno nigdy nie byłem na pielgrzymce, że "trzeba samemu pójść i doświadczyć tej wspanałej atmosfery ". Trolle dodają jeszcze, że "no tak, pewnie powinniśmy iść w worach i się biczować".
OdpowiedzUsuńNo cóż - może i jest w życiu czas na rozrywkę, ALE NIE NA PIELGRZYMCE ! Tego zdecydowana większość katolików już nie rozumie, a ci którzy to rozumieją, na takie turystyczno-rozrywkowe rozwrzeszczane pielgrzymki po prostu od dawna już nie chodzą.
W latach 80-tych nie do pomyślenia było ubieranie się w krótkie spodenki czy skąpe koszulki , a pojedynczym osobom, niestosownie ubranym zwracano uwagę, aby się przebrały. Obecnie stroje bliższe plaży, niż pielgrzymowaniu (m.in. szorty ledwie zakrywające pośladki) to juz norma współczesnego pielgrzymowania.
Moje pielgrzymowanie rozpocząłem w połowie lat 80-tych, zakończyłem w roku 1991, kiedy już było widać dokąd to zmierza.
Wniosek jest ponury: to, jak obecne pielgrzymki wyglądają, jest odbiciem kondycji duchowej duszpasterzy, bowiem - w ich pojęciu - tak właśnie ma wyglądać "radosne świadectwo wiary".
Dorzucę swoje trzy grosze. Ja byłem chyba pięciokrotnie na krakowskiej pielgrzymce pieszej na Jasną Górę. To musiały być lata mniej więcej 2002-2007. Miałem to szczęście, że pierwsze 4 prowadziło u nas 2 rozmodlonych i wierzących księży. Pamiętam, że stałym punktem dnia w drodze była jakaś konferencja, coś a la homilia prowadzona przez tych dwóch księży. Mówili tak, że cała grupa milczała i słuchała. To nie były jakieś banały, tylko konkretna nauka. Grupa liczyła około 100 osób. Bywały jakieś wesołe pioseneczki pod nóżkę do marszu, no ale one raczej bywały niż były na stałe. Ja się wywodziłem z oazy więc pogodne wieczorki były dla mnie czymś normalnym. Trwały one dość krótko, może tak 30 min i potem apel i nocleg. Ostatni raz na tej pielgrzymce byłem po zmianie księży. Zrobiła się z tego idąca impreza. Rozmodlenia już nie było. Nie chodzi o to, że działy się niewiadomo jakie rzeczy na tej idącej imprezce, tylko po prostu wesołkowaty spacer (dla części osób było to wyzwanie sportowe) na dłużą odległość z możliwością spania pod namiotem. Więcej już na tę pielgrzymkę nie poszedłem. Prym oczywiście wiodą w tej wesołkowatości kobiety - niestety niewiasty mają skłonność do takiej aktywności. Pamiętam jak do szału mnie doprowadzały te babskie wezwania przy intencjach podczas różańca typu "Matuchno Kochana proszę o...", czy inne "Matuleńko Niebieska", "Mamusiu Najsłodsza". Ja rozumiem, że może kobiety potrzebują takiej formy ekspresji, ale dla mnie jako faceta było to skrajnie irytujące i nawet infantylne. Dodatkowym minusem były niedostosowane do charakteru wydarzenia kobiece ubiory. Niestety, drogie panie, nikogo nie obchodzi to, że wam tak wygodnie. Jestem facetem i przez te skrajnie wyzywające ubrania miałem dodatkowy kłopot moralny. Bardzo mnie też uderzyła jedna sytuacja, otóż na jednej z Mszy w trasie w jakimś kościele, osoby muzyczne postanowiły grać podczas Mszy na tych gitarach. Otóż usiadły w tych obcisłych spodenkach na podłodze plecami do tabernakulum i buźkami do ludzi i tak całą Mszę przegrały w takim układzie. Scenę sobie zrobiły.
UsuńA co myśleć o pielgrzymkach w obrębie tradycji katolickiej? Czy współczesne różnią się od tych sprzed SVII?
OdpowiedzUsuńPoza tym słuszne są słowa: „Pauci ex infirmitate meliorantur; sic et qui multum peregrinantur, raro sanctificantur.”
W FSSPX na pielgrzymkach niewiasty masowo głośno dyrygują śpiewem w tym Różańcem, tego na pewno nie było przed SV II. Także brak rozdziału między grupami mężczyzn i niewiast.
UsuńLecz z pewnością taka pielgrzymka tradycyjna jest bardziej katolicka, niż jakakolwiek inna. Pod względem powagi, czasu modlitwy i tak dalej. Tylko nie jest bez wad, jak niektórzy mogą sądzić.
UsuńTo, że w liturgii niewiasty nie powinny prowadzić śpiewu jest jasne, natomiast czy podczas pozakościelnych nabożeństw też? Przed kapliczkami w maju kobiety prowadzą litanię - czy czegoś takiego nie było przed soborem?
UsuńKolejna kwestia. Jeśli dozwolone są tylko pielgrzymki dzielone płciowo, to gdzie indziej współwiercy mogą się poznawać do pary? Szczególnie dziś we wszeteczeństwie z każdej strony potrzebne są miejsca grupowania wg wiary.
Poza liturgią i gdy nie ma kapłana, czyli w prywatnych modlitwach niewiasty oczywiście mogą przewodzić także w śpiewie.
UsuńCo do pielgrzymek, to ich obecna forma, także tzw. tradycyjna, zakłada właśnie nawiązywanie kontaktów i szukanie męża/żony. To nie jest właściwy cel pielgrzymki, ale pielgrzymka może być okazją.
Czy grzechem jest przeznaczenie sobie indywidualnie niedzieli na jednodniową pieszą pielgrzymkę do jakiegoś sanktuarium?
OdpowiedzUsuńDlaczego miałby to być grzech?
Usuń