Dominica III post PentecostenŁk 15,1-10:
Zaś zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać.
Faryzeusze zaś i uczeni w Piśmie szemrali mówiąc: Ten grzeszników przyjmuje i jada z nimi.
Powiedział im więc takie podobieństwo, mówiąc:
Któż z was mając sto owiec, a zgubiwszy jedną z nich, nie pozostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu i nie idzie za zagubioną, aż ją odnajdzie?
A odnalazłszy, kładzie ją na ramiona swoje radując się.
I przyszedłszy do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów, mówiąc do nich: Radujcie się ze mną, bo odnalazłem moją zgubioną owcę!
Powiadam wam, że tak będzie radość w niebie z jednego grzesznika zmieniającego swój umysł, jak z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują zmiany umysłu.
Albo, która niewiasta, mając dziesięć drachm, gdy zgubi jedną drachmę, czyż nie bierze lampy, wymiata dom i szuka starannie, aż znajdzie?
A znalazłszy, zwołuje przyjaciółki oraz sąsiadów mówiąc: Radujcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam.
Taka, mówię wam, staje się radość wobec aniołów Boga z powodu jednego grzesznika zmieniającego swój umysł.
ησαν δε εγγιζοντες αυτω παντες οι τελωναι και οι αμαρτωλοι ακουειν αυτου
και διεγογγυζον οι φαρισαιοι και οι γραμματεις λεγοντες οτι ουτος αμαρτωλους προσδεχεται και συνεσθιει αυτοις
ειπεν δε προς αυτους την παραβολην ταυτην λεγων
τις ανθρωπος εξ υμων εχων εκατον προβατα και απολεσας εν εξ αυτων ου καταλειπει τα εννενηκονταεννεα εν τη ερημω και πορευεται επι το απολωλος εως ευρη αυτο
και ευρων επιτιθησιν επι τους ωμους εαυτου χαιρων
και ελθων εις τον οικον συγκαλει τους φιλους και τους γειτονας λεγων αυτοις συγχαρητε μοι οτι ευρον το προβατον μου το απολωλος
λεγω υμιν οτι ουτως χαρα εσται εν τω ουρανω επι ενι αμαρτωλω μετανοουντι η επι εννενηκονταεννεα δικαιοις οιτινες ου χρειαν εχουσιν μετανοιας
η τις γυνη δραχμας εχουσα δεκα εαν απολεση δραχμην μιαν ουχι απτει λυχνον και σαροι την οικιαν και ζητει επιμελως εως οτου ευρη
και ευρουσα συγκαλειται τας φιλας και τας γειτονας λεγουσα συγχαρητε μοι οτι ευρον την δραχμην ην απωλεσα
ουτως λεγω υμιν χαρα γινεται ενωπιον των αγγελων του θεου επι ενι αμαρτωλω μετανοουντι
Jest ogólnie przyjętą i słuszną zasadą, że nie należy zadawać się z ludźmi o złej reputacji. Ma to znaczenie zarówno ochronno-prewencyjne, jak też wychowawcze: ma zapobiec zepsuciu swojej reputacji, także własnemu zepsuciu moralnego czy zepsuciu dzieci, a równocześnie upomnieć osoby i dać bodziec do namysłu nad sobą. W przypadku faryzeuszy i żydowskich uczonych w Piśmie dochodził czynnik istotny, mianowicie mniemanie o sobie oraz programowe separowanie się od tych, których uważali za grzeszników czyli nieprawych w znaczeniu nie przestrzegających prawa żydowskiego. Już nazwana "faryzeusz" oznacza "oddzielony" w sensie swoistej elity.
Skoro oni oburzali się na to, że Pan Jezus zadawał się, a nawet jadał z celnikami i innymi grzesznikami, to po pierwsze mieli wysokie mniemanie o Nim, a po drugie poniekąd oczekiwali, że będzie ich naśladował. Swoje zasady chcieli Jemu narzucić, co zresztą było zasadniczo zgodne z powszechną mentalnością. Oni cieszyli się powszechnym poważaniem i zważali na to, by nie doznało ono uszczerbku. Celnicy jako poborcy podatkowi byli powszechnie znienawidzeni nie tylko z powodu pobierania opłat, lecz jeszcze bardziej jako kolaboranci rzymskich okupantów. W Palestynie cło na towary wprowadzili Persowie, czyli najeźdźcy, a Rzymianie czyli okupanci narzucili cały system podatkowy, którego wykonawcami byli tubylcy na służbie rzymskiej, pobierając opłaty za swoją działalność od podatników, nierzadko pazernie i nieuczciwie. W Ewangeliach regularnie występuje formuła "celnicy i grzesznicy" (Mt 9,10; 11,19) "celnicy i poganie" (Mt 18,17), "celnicy i nierządnice " (Mt 21,31).
Tacy właśnie przychodzili do Pana Jezusa, żeby Go słuchać. Ewangelie wspominają o dwóch celnikach z imienia: o małym Zacheuszu, który wszedł na drzewo, żeby Go zobaczyć, a następnie się nawrócił (Łk 19,2), oraz o Lewim Mateuszu, powołanym do grona Dwunastu, późniejszym Ewangeliście (Mt 10,3; Mk 2,14). Nie była to masa, jednak znaczące przykłady. Do Zacheusza Pan Jezus wprosił się jako gość i przez Swoją obecność przemienił jego życie. Zmienił też życie Lewiego i to całkowicie, aż do męczeństwa za głoszenie tego, czego był świadkiem.
Pewne jest, że zadawał się z nimi nie po to, żeby ich utwierdzać w ich grzesznym życiu, ani po to, żeby bulwersować faryzeuszy i uczonych w piśmie, lecz żeby przemienić. To jest istotne, gdyż ostatnimi czasy modne się stało - odgórnie - tzw. wychodzenie na peryferie Kościoła, ku różnym grupom z marginesu, choć zwykle oznacza to jedynie tych, których obyczaje pod względem seksualnym są (delikatnie mówiąc) nieuporządkowane. Regularnie brakuje w tym "wychodzeniu" ukierunkowania na wezwanie do nawrócenia, do naprawy życia, a jest raczej utwierdzanie w grzechu i braku woli poprawy.
Pan Jezus odpowiada tutaj na oburzenie tych, którzy uważali siebie za sprawiedliwych (w znaczeniu starotestamentalnym czyli życia zgodnego z prawem Mojżeszowym). W tym wypadku jednak nie wytyka im obłudy i zatwardziałości serca, jak we wielu innych miejscach Ewangelij. Nie neguje ich pobożności i wartości jako tych owiec, które się nie zagubiły, jako dziewięciu spośród dziesięciu drachm. Uzasadnia Swoje zachowanie - i tym samym zachowanie Boga samego - w sposób, który wykracza poza ludzkie, poniekąd słuszne mierniki i kalkulacje. Żaden normalny, rozsądny pasterz nie zostawia 99 owiec po to, by szukać jednej. Człowiek rozsądny też nie poświęca czasu i drogiego oświetlenia lampą oliwną na szukanie monety wartej tyle co najwyżej jeden dzień pracy robotnika najemnego, podczas gdy oświetlenie domu lampą (a domy zwykłych ludzi były mroczne, gdyż nie miały okien) mogło dorównywać cenowo. Te porównania można zrozumieć tylko w odniesieniu do wartości duszy nieśmiertelnej, która nie jest wymierna materialnie.
Cel szukania owcy przez pasterza i drachmy przez gospodynię jest złożony i dwojaki. Jako że chodzi o grzesznika, który zagubił się, celem jest coś, co w języku biblijnym jest określane specyficznym słowem metánoia, które w polskich przekładach biblijnych jest zwykle tłumaczone po niemiecku, to znaczy według niemieckiego tłumaczenia tego słowa jako Umkehr względnie Bekehrung, choć bardziej właściwe byłoby tutaj inne słowo niemieckie, mianowicie Umdenken, czyli zmiana myślenia. To jest zresztą jeden z przykładów wpływu niemieckiego języka teologicznego na polski i to już w przekładzie Pisma św. Natomiast łacińskie tłumaczenie poenitentiam agere, czemu odpowiada wyrażenie czynić pokutę, wprawdzie także nie oddaje dokładnie pojęcia greckiego, jednak wskazuje w specyficznym pojęciu na praktykę kościelną, która oznacza przemianę życia i do niej prowadzi. Istotą i zarazem początkiem jest dokładnie to, co nazywa słowo greckie metánoia: przemiana w umyśle, w myśleniu, i to nie na poziomie jedynie racjonalnym, lecz ogólnie mentalnym, który włącza także wolę i uczucia. Dopiero z takiej wewnętrznej przemiany może wypływać zmiana uczynków i całego postępowania.
Drugim celem szukania jest radość w niebie, zilustrowana przez radość z przyjaciółmi i sąsiadami pasterza i gospodyni. Podczas gdy po stronie znajdującego - biorąc dosłownie - powód radości jest namacalny, to zaproszeni do współradowania się mają podstawę czysto duchową, którą jest życzliwość dla znaleźćcy. W sensie właściwym jednak, jako że szukającym i znajdującym jest sam Bóg, cała radość jest bezinteresowna, gdyż wypływa z czystej miłości, która może się tylko udzielać.
Radość Pana Jezusa zaczęła się już w momencie, gdy oni przychodzili Go słuchać, nie jak ci, którzy przychodzili, żeby przyłapać na jakimś słowie i oskarżyć. Radość z odnalezienia powodowała trud szukania. W końcu radość z obdarowania swojego stworzenia niekończącym się radowaniem w niebie jest tym, czego ludzie skupieni na sobie nie pojmują.
Z tej Ewangelii nie wynika pomniejszenie zła oddalenia się od Boga i przez to zagubienia siebie, swojego przeznaczenia przynależności do Niego. Nie wynika też rzekome większe prawo do miłosierdzia, jak to głoszą fałszywe "objawienia" faustyno-sopoćkowe. Troska pasterza o zabłąkaną owcę i gospodyni o zawieruszoną drachmę z całą pewnością nie usprawiedliwiają zabłąkania i zawieruszenia. Wręcz bluźniercze byłoby zarówno przypisywanie Bogu współwiny za grzech człowieka (jak to jest w judaizmie, por. tutaj), jak też twierdzenie o rzekomym uprzywilejowaniu grzesznika wprost proporcjonalnie do grzechu. Nie wolno bowiem zapominać o cenie, jaką Zbawiciel zapłacił za szukanie nas, wszystkich grzeszników, oraz wprowadzenie na drogę zbawienia. Tą ceną było Jego Wcielenie, a zwłaszcza Jego Męka i Śmierć.
Dramat historii zbawienia polega na tym, że akurat wielu z tych uważanych powszechnie za grzeszników weszło na tę drogę, podczas gdy ci, którzy mieli się za sprawiedliwych, czyhali na Jego życie i domagali się Jego śmierci. Ten dramat trwa do dziś i będzie trwał aż do skończenia świata. Jednym z głównych kryteriów rozpoznawczych drogi duchowej każdego z nas jest postawa wobec radości Chrystusowej, która patrzy na to, czy ktoś się daje znaleźć i przemienić w tę radość.
Te komentarze czy rozważania do Ewangelii są jak drogocenne perły, jakże rzadkie, prawie nieobecne dzisiaj. Mają w sobie ten pierwiastek rozważań, które pisali Święci przedsoborowi: Św. Bernard z Clairvaux, Tomasz z Akwinu czy Piotr z Alkantary. Bóg zapłać.
OdpowiedzUsuńKsiądz ma naprawdę wprawę w pisaniu rozważań.
OdpowiedzUsuńPonad 40 lat żyję i nikt mi tego fragmentu Ewangelii tak nie opisał. Nawet nikt mi nigdy nie wyjaśnił czym była ta drachma i dlaczego zapalenie lamp jest tutaj takie istotne. Proszę, żeby Ksiądz się nie zatrzymywał w tych wyjaśnieniach.
OdpowiedzUsuń