Dlaczego „Bóg“ ateistycznego biblicysty nie istnieje?




Bodaj najbardziej znanym obecnie ateistą działającym w polskojęzycznych internetach jest Łukasz Wybrańczyk. Działa już od kilku lat i rozwija zasięg swojej aktywności pod względem technicznym i medialnym, jednak jego repertuar argumentacyjny i strategiczno-metodyczny pozostaje ten tam:

- Bierze poszczególne cytaty z Pisma św., głównie, a niemal wyłącznie ze Starego Testamentu, jako rzekome dowody na wewnętrzną sprzeczność wiary chrześcijańskiej.

- Wykazuje zupełny brak podejścia hermeneutycznego do Pisma św., czyli uwzględnienia rodzaju, specyfiki, historii oraz charakteru tej księgi.

- Zupełnie pomija naczelną zasadę każdej rzetelnej interpretacji i krytyki, mianowicie uwzględnienie zarówno kontextu bliższego i dalszego danego fragmentu wraz z jego zamysłem i celem.

Zakładając, że metoda ta nie wynika ze złej woli czyli zamierzonej niemerytoryczności, można dostrzec związek z osobistą historią p. Wybrańczyka, przez niego samego opowiedzianą w jednym z filimików: 




- wychował się w rodzinie praktycznie niewierzącej, tzn. jedynie nominalnie katolickiej,
- odkrył religijność poprzez muzykę, tzn. własne muzykowanie, i związanie się z grupą „charyzmatyków“ protestanckich,
- była to religijność, jak sam wyznaje, pozbawiona podstaw racjonalnych, polegająca na uczuciach i przeżyciach.


Nie jest trudno zrozumieć, że człowiekowi jako tako myślącemu nie mogło to na długo wystarczyć i że po kilku latach odwrócił się zarówno od tej grupy jak też od religii w ogóle. Jednak pozostało mu widocznie specyficzne, typowo protestanckie podejście do Pisma św. oraz zamiłowanie do występów publicznych, co teraz realizuje przez propagowanie ateizmu, przez co zdobył też popularność.

Tyle odnośnie istoty i charakteru jego działalności, do której on sam dostarcza klucz w swoim autoświadectwie. Na prośbę jednego z czytelników zwrócę jednak uwagę na jedno z wystąpień (pierwszy obrazek powyżej), które jest dość wyrazistym przykładem.

Jak zwykle, wychodzi od jednej z prawd w chrześcijańskim - właściwie katolickim - pojęciu Boga, usiłując wykazać jej wewnętrzną sprzeczność na podstawie kilku fragmentów ze Starego Testamentu. Tak więc już w punkcie wyjścia popełnia niemoralny chwyt: nie odnosi się do tego, jak teologia katolicka uzasadnia prawdę o wszechwiedzy i wszechmocy Boga, lecz przytacza fragmenty biblijne, które tej prawdzie rzekomo przeczą, i buduje na tym swoją tezę o rzekomej sprzeczności chrześcijańskiego pojęcia Boga, z czego wnioskuje o Jego nieistnieniu. Warto zauważyć, że dosłownie i z naciskiem mówi o „Bogu chrześcijańskim“, nie starotestamentalnym czy judaistycznym, choć opiera się wyłącznie na Starym Testamencie. To jest znamienne dla fałszywości jego metody i znaczące, gdyż w pojęciu chrześcijańskim Stary Testament nie jest pełnią Bożego Objawienia, tzn. jest niedoskonały i tymczasowy także co do ogólnych prawd o Bogu. Tego internetowy ateista albo nie wie, albo nie chce wiedzieć, albo wie i mimo tego próbuje sprowadzić swoich odbiorców na manowce, gdzie łatwiej mu będzie zasiać wątpliwości i podważyć nauczanie chrześcijańskie.

Przytaczając fragmenty biblijne, p. Wybrańczyk popisuje się znajomością różnych tłumaczeń biblijnych i podaje nawet jedno słowo hebrajskie, aczkolwiek wszystko wskazuje na to, że nie zna hebrajskiego i nie jest w stanie samodzielnie czytać textów oryginalnych. Tym samym jest to jedynie efekciarska ściema mająca stworzyć pozory uczoności i kompetencji.

Zestawiając Lb 23,19 (proroctwo Balaama) z kilkoma różnymi fragmentami - prośba Abrahama za Sodomą (Rdz 18,27-33), prośba Mojżesza za wiarołomny lud (Wj 32,9-14), ukaranie ludzkości potopem i uratowanie przez Noego (Rdz 6,5-8) - p. Wybrańczyk usiłuje wykazać zmienność zamysłu Bożego oraz sprzeczność między wszechwiedzą a dobrocią i wszechmocą Bogą.
Gdyby zadał sobie trud poprawnego, zgodnego z elementarnymi zasadami hermeneutyki interpretowania, to by powiedział, że w prośbie Abrahama i Mojżesza chodzi o wartość modlitwy wstawienniczej za grzeszników, a w historii potopu chodzi o konsekwencje grzechów i odwrócenia się od Boga i że Bóg daje nową szansę po ukaraniu. Są to po prostu opowieści, które w sposób odpowiedni dla mentalności ówczesnych ludzi przekazują określone prawdy teologiczne w danym temacie. Natomiast ateista internetowy traktuje texty biblijne po swojemu i przeciw nim, wykorzystując je w ten sposób do tematyki fundamentalnoteologicznej i teodycealnej, mianowicie pogodzenia istnienia zła z przymiotami Boga. Zabieg jest perfidny, gdyż po pierwsze gra na uczuciach, jako że istnienie zła - zarówno fizycznego (cierpienie) jak też moralnego (grzech) - dotyka każdego osobiście, a po drugie unika poważnej refleksji i debaty teologicznej przez pomieszanie dziedzin i metod. W gruncie rzeczy jest to tylko wyszydzanie chrześcijańskiego pojęcia Boga w oparciu o wyrwane z kontextu fragmenty Starego Testamentu. Internetowy ateista udaje przy tym biegłość w Piśmie św. oraz racjonalność rozumowania. Czy ma do tego podstawy?

Po pierwsze, nie wie albo nie chce wiedzieć, że Biblia nie jest ani traktatem filozoficznym czy teologicznym, ani Kuranem pochodzącym od jednego autora z określonego czasu, lecz zbiorem kilkudziesięciu ksiąg z okresu kilkunastu wieków. Tym samym niedorzeczne i być może świadczące o złej woli jest zestawianie i przeciwstawianie różnych fragmentów z różnych ksiąg, kontextów i zamiarów wypowiedzi, bez choćby cienia wniknięcia we właściwy przekaz najpierw każdego z nich z osobna. To jest postępowanie kogoś, kto chyba nie zadał sobie trudu przeczytania nawet wstępu egzegetycznego do poszczególnych ksiąg, a tym bardziej podręcznika wprowadzającego do egzegezy biblijnej. Jest to więc metoda typowa dla protestanckich tzw. fundamentalistów bibijnych, którzy zgodnie z założeniami klasycznego protestantyzmu uważają, że Pismo św. przemawia samo przez się i jego właściwe rozumienie nie wymaga ani żadnego przygotowania naukowego ani pośrednictwa Magisterium Kościoła. Czy p. Wybrańczyk jest tylko bezwiedną ofiarą takiej mentalności, czy ją z rozmysłem stosuje, zwracając się do publiczności, której myślenie jest w taki sam sposób skażone chociażby przez indoktrynację w grupach tzw. charyzmatycznych?

Po drugie, internetowy ateista nie wie albo nie chce wiedzieć, że księgi Pisma św. nie są podyktowanymi dosłownie i bezpośrednio przez Ducha Świętego textami, lecz świadectwami Bożego Objawienia w danych momentach historii na przestrzeni wielu wieków. Jako świadectwa są nacechowane nie tylko konkretną sytuacją historyczną lecz także osobistym odbiorem zarówno ówczesnych bezpośrednich adresatów jak też autorów świadectw. Oczywiście nie narusza to ich prawdziwości i trwałej aktualności, jednak ich właściwej treści nie można poznać bez czy wręcz wbrew uwarunkowaniom historycznym zarówno co do celu jak też sposobu wypowiedzi.

Po trzecie, kwestię pogodzenia wszechmocy Boga z istnieniem zła można i należy rozpatrywać i dyskutować bez uprawiania tego typu nierzeczowej i fałszywej krytyki textów biblijnych. Czyżby p. Wybrańczyk zdawał sobie sprawę ze słabości swoich argumentów rozumowych, skoro postanowił zastąpić je dość prymitywnym - świadczącym o ignorancji w temacie - szydzeniem z textów biblijnych?

Po czwarte, internetowy ateista widocznie nie rozróżnia - i może nie chce rozróżniać - między tym, co jest złe samo w sobie, a tym, co się jawi czy jest doświadczane jako zło z powodu powodowania cierpienia. Wygląda to na granie na uczuciach odbiorców, dokładniej podżeganie do buntu przeciw Bogu, który dopuszcza zło i który karze za zło popełnione przez człowieka. Owszem, jest tutaj problem teologiczny, nawet bardzo ważki. Jednak u p. Wybrańczyka nie ma w temacie żadnych racjonalnych argumentów, żadnej odpowiedzi na argumenty ze strony filozofów i teologów, mimo że dyskusja trwa od wielu wieków i każdy wypowiadający się poważnie w tej kwestii ma obowiązek ją znać choćby w zarysie. Tymczasem internetowy ateista ogranicza się do prymitywnego żonglowania fragmentami biblijnymi, bez choćby odrobiny wysiłku intelektualnego. Widocznie woli zamiast poważnych argumentów posługiwać się perswazją obliczoną na ignorancję i łatwowierność swoich odbiorców.

Na koniec wypada przynajmniej zasygnalizować katolicką argumentację w temacie wszechmocy Boga wobec istnienia zła, choć temat wymaga właściwie osobnej prezentacji. W skrócie:

1. Istnienie zła dotyczy rzeczywistości stworzonej i tym samym nie można go oddzielić od dzieła stworzenia, konkretnie stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga.

2. To stworzenie człowieka jest dzielem samoudzielającej się miłości: Bóg dał człowiekowi wszystko, co człowiek jako Jego stworzenie mógł przyjąć, wraz z tym wolną wolę i powołanie do życia we wiecznej szczęśliwości z Bogiem.

3. Istotnym składnikiem i ceną tej wolności jest zdolność do grzechu czyli popełnienia zła wraz z jego skutkami. Całe dzieło stworzenia jest naznaczone zarówno celem, powołaniem i godnością człowieka jak też jego upadkiem wraz z tegoż konsekwencjami.

4. Również z istoty Boga jako miłości wynika działanie Boga wobec grzechu człowieka: to jest dzieło Zbawienia, które odbywa się w historii i jest rozłożone w czasie odpowiednio do czasowo-historycznej natury człowieka (i wszystkich stworzeń). Świadectwem tego działania Boga jest zwłaszcza Pismo św., czyli zbiór ksiąg poświadczających działanie Boga w historii ku zbawieniu człowieka.

5. Jest oczywiste, że tylko Bóg ogarnia Swoją wiedzą całość historii i stworzenia. W porównaniu z tą wszechwiedzą nasza wiedza, nasze poznanie i rozumienie, także to dane przez Pismo św., jest jedynie znikomym ułamkiem. Jest to ułamek zawierający prawdę, która jest konieczna tu i teraz, ale nie całość prawdy - ani odnośnie Boga ani nawet historii. Innymi słowy: jest zupełnie zrozumiałe, że jako ludzie nie możemy poznać i rozumieć wszystkiego, aczkolwiek możemy poznać i rozumieć tyle, ile nam jest potrzebne, żeby osiągnąć cel, do którego jesteśmy stworzeni.

6. W świetle Bożego Objawienia jest konieczne i wystarczające rozumienie zła fizycznego czyli cierpienia jako kary za grzech, dokładniej: za grzech pierworodny. Jest to właściwie temat na osobny obszerny traktat. W tym miejscu wystarczy zaznaczyć, że w rozumieniu teologicznym kara ma zawsze znaczenie i cel leczący, czyli zbawczy: cierpienie służy oczyszczeniu z grzechów i zbawieniu. Można to zrozumieć i przyjąć jedynie w perspektywie transcendentnej, tzn. wieczności, czyli celu trwałej szczęśilwości z Bogiem. Jest zrozumiałe, że ktoś odrzucający nie tylko istnienie Boga lecz także rzeczywistości wiecznej, transcendentnej, nie jest w stanie spojrzeć na cierpienie w tym wymiarze. Mówiąc krótko: człowiek uznający istnienie Boga i życia wiecznego wie, że Bóg wie więcej, także odnośnie zła i cierpienia, którego doświadczamy i które z pewnością należy do Jego planu zbawienia. Dlatego odpowiednią, rozumną postawą człowieka wobec cierpienia nie jest bunt, zwłaszcza przybierający postać ateizmu, lecz uznanie ograniczoności swojej wiedzy i swojego rozumienia.

Nie trudno więc zauważyć, że ateizm, także jako forma buntu przeciw cierpieniu, ma właściwie korzenie szatańskie. Ten bunt wykazuje wprawdzie pewną wrażliwość, nawet swego rodzaju współczucie, jednak jako sprzeciw wobec istoty i przymiotów Boga, także Jego działania, jest absurdalny i fałszywy.


I jeszcze jedna uwaga: Łukasz Wybrańczyk jest ilustracją i typowym przykładem tego, do czego prowadzi i jakie konsekwencje ma "wiara" typu protestanckiego, zbudowana na uczuciach i przeżyciach, bez solidnego fundamentu teologiczno-racjonalnego. Akurat tego typu "wiara" promowana jest i forsowana przez tzw. charyzmatyków i przybudówki czy odmiany typu kurs Alpha, oaza, neokatechumenat. Jego działalność adresowana jest wyraźnie do ludzi, których religijność została ukształtowana przez tego typu "ruchy" i jest pozbawiona rzetelnej wiedzy teologicznej czy choćby nawet katechizmowej. Dlatego jedyną skuteczną obroną przed tego typu zwodzicielami może być gruntowna znajomość rozumowych podstaw wiary katolickiej, które są niezbędną odtrutką.

9 komentarzy:

  1. A co z przypadkiem ludzi, którzy w warunkach niewielkiego, codziennego cierpienia wiodą moralne, zgodne z wytycznymi Kościoła życie, a pod wpływem zła niezawinionego, np. kataklizmu i wynikającego z niego głodu uciekają się do grzechu ciężkiego i w takim grzechu umierają? Jak wtedy rozumieć "cel leczący, czyli zbawczy"?
    Jest dosyć cierpienia na tym świecie, które odwodzi ludzi od Boga i moralności i sprowadza ich na złą drogę. A w czym jest w takim razie lepszy człowiek, który żyje w spokojnym miejscu i umiera w stanie łaski uświęcającej? Tylko w tym, że akurat cierpienie o charakterze demoralizującym nie dotknęło jego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście istnieje problem buntu człowieka wobec Boga z powodu cierpienia i doznanego zła. Ten bunt wynika z niezrozumienia tajemnicy krzyża Chrystusowego jako drogi zbawienia oraz jego odrzucenia. Na ile to niezrozumienie i odrzucenie jest w danym wypadku zawinione i tym samym wykluczające z drogi zbawienia, to wie tylko Pan Bóg. Jeśli dana osoba dokonuje formalnej apostazji, wówczas wyłącza się ze wspólnoty Kościoła, która jest właściwą drogą zbawienia. Jednak nie musi to być równoznaczne z wiekuistym potępieniem, gdyż tylko Pan Bóg zna stan duszy człowieka i go osądza sprawiedliwie.

      Usuń
    2. Jasne, nieś swój krzyż i cierp sobie ile tam tylko chcesz, tylko pozwól że niektórzy jednak będą szczęśliwi i wolni. I nie mów miliardom ludzi, że idą do utylizacji i są tylko mięsem i tłem dla wspaniałych chrześcijan, bo akurat urodzili się w Azji czy Afryce, a nie w polskim piekiełku "wspólnoty Kościoła, która jest właściwą drogą zbawienia."

      Usuń
    3. Szczęśliwi i wolni? Gdybyś był szczęśliwy i wolny to byś nie rzucał takich bzdur. Dużo irracjonalnego jadu a zero argumentów.

      Usuń
  2. "Istnienie zła dotyczy rzeczywistości stworzonej i tym samym nie można go oddzielić od dzieła stworzenia".
    Dla mnie to brzmi jakby Bóg stworzył zło. Celowo zasiał je w człowieku, a także stworzył ból i cierpienie, żeby go "upominać".

    Jeżeli zakładamy, że Bóg nie "dorobił" bólu i cierpienia dopiero po grzechu pierworodnym, jako odpowiedź na tenże grzech -- a rozumiem, że zakładamy, że tak nie było, ponieważ Bóg stworzył wszystko od razu -- to musiał On stworzyć niezawiniony ból, cierpienie i choroby.

    Widząc ile zła na świecie jest bezcelowego i bezsensownego, ile zła niezawinionego sprowadza ludzi na drogę występku można zanegować wszechdobroć Stwórcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg nie stworzył zła. Zło jest pod względem metafizycznym brakiem dobra. Człowiek odrzucający drogę wskazaną przez Boga czyni zło i przez to staje się moralnie zły, choć pozostaje pod względem metafizycznym dobrym stworzeniem Boga, które ma możliwość nawrócenia się aż do momentu śmierci.

      Usuń
  3. Dokładnie takie miałam przeczucie o tym biedaku. Totalna dziecinada do wiedzy teologicznej. To że ja zauważyłam i nie jestem teologiem ale jestem wierna katoliczka to bardzo słabo. Biedak. Niech Matka Niepokolana przyprowadzi jego na dobrą drogę do Jezusa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale tu pitolicie. Całą swoją naiwną wiarę opieracie na czymś, o czym sami piszecie, że jest niekonkretne, niedosłowne, nie jest zapisem historycznym. A Stary Testament to w ogóle nie podlega żadnej krytyce, bo to tylko nieudany prototyp. Po co dobudowywać tyle praw i teorii do czegoś co już na wstępie jest tak słabe? Może przerzućcie się na wiarę w dzieła Tolkiena, są bardziej świeże i mają solidniejsze podstawy. A argumenty typu "jest zupełnie zrozumiałe, że jako ludzie nie możemy poznać i rozumieć wszystkiego" już mnie nawet nie dziwią, bo religia od zawsze kierowana jest do ludzi którzy myślenie zastąpili klęczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać tutaj wiele emocji i jadu, za to mało myślenia i zero argumentów.

      Usuń

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...