Co pokazuje film Sekielskiego?



Powierzchownie rzecz biorąc, film dokumentuje siedem przypadków xięży, którzy dopuścili się czynów pedofilskich, w tym dwóch prominentnych (nie licząc x. Jankowskiego, który jest wprawdzie wzmiankowany, lecz bez konkretów i świadków). Z podanych przypadków, trzech zostało prawomocnie skazanych, a dwóch - w bardzo podeszłym wieku - przed ukrytą kamerą przyznało się do czynów. Jeden został wydalony ze stanu duchownego.

Tak się składa, że niestety kojarzę tego ostatniego z mojej wczesnej młodości. Spotkałem go na rekolekcjach w Gostyniu gdy miałem 14 lat. Zaprosił mnie do pokoju i obmacywał po tułowiu z wahadełkiem, twierdząc, że chce zbadać, czy nie jestem na coś chory. Byłem naiwny. "Badanie" było powyżej pasa, więc nie było jednoznaczne, choć dziwne. Po tylu latach usłyszałem o nim dopiero w tym filmie. Wspominam o tym, ponieważ na tle innych przykładów jest to przypadek charakterystyczny i świadczy o tym, że chodzi o pewien typ duchownych, który łączy przedstawiciela tzw. neokatechumenatu, kapelana Lecha Wałęsy i wahadełkowicza: jest to typ tzw. "otwartości" czyli katolicyzmu lewackiego. W normalnych warunkach normalny xiądz nie zajmowałby się wahadełkowaniem i tym bardziej nie zapraszałby podstępnie na "badanie".

Zdemaskowanie tych przypadków jest więc słuszne. Oczywiście o ile zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. A tutaj jest problem, ponieważ film dość wyraźnie wykazuje pewną tendencję. Wskazuje na nią zwłaszcza obecność ex-jezuity pana Obirka, który jak zwykle zaoferował swoją stałą śpiewkę antywojtyliańską o wyraźnym wydźwięku autobiograficznym. Równocześnie pełno jest w filmie zachwytów i pochwał dla linii Franciszka, który rzekomo dopiero zabrał się za porządkowanie tych spraw w Kościele, co jest ewidentnym kłamstwem. Zaostrzenie przepisów oraz postępowań karnych wobec duchownych dopuszczających się nadużyć sexualnych zaczęło się już pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II. Dowodem jest chociażby motuproprio Sacramentorum sanctitatis z 2001 r. wraz z wytycznymi Kongregacji Doktryny Wiary pod kierownictwem kard. Ratzingera. Od początku swego pontyfikatu Benedykt XVI energicznie prowadził badanie tego typu spraw i zlecał organom Kurii Rzymskiej. Zajmowała się nimi specjalna sekcja Kongregacji Nauki Wiary, szczególnie aktywna pod przewodnictwem kard. G. Müller‘a. Niestety w 2017 r. Franciszek osobiście usunął ze stanowisk trzech pracowników tej sekcji bez mianowania następców, czyli de facto uniemożliwił dalszą pracę sekcji. Rok później usunął ze stanowiska także kard. Müller‘a, któremu zarzucano także "zbytnią surowość" i "brak miłosierdzia".

Niezależnie od tej wyraźnej tendencyjności film ukazuje przypadki dość realistycznie i reprezentatywnie. Jest oskarżeniem nie tylko poszczególnych winowajców, z których jeden (emeryt w domu opieki) wyraźnie wyraża skruchę i przeprasza, drugi (były kapelan L. Wałęsy) próbuje się usprawiedliwiać, a reszta nie chce wystąpić przed kamerą. Film oskarża przełożonych kościelnych - biskupów oraz zakonnych - o długoletni brak odpowiednich kroków dla ochrony ofiar i zadośćuczynienia im. Te podane siedem przypadków jest bardzo różne. Nie wynika z filmu, czy w każdym z nich przełożeni dużo wcześniej wiedzieli o zarzutach. Jedynie co do trzech przypadków jest to powiedziane, co oczywiście wystarczy dla powagi problemu.

Ponadto film pomija zupełnie proporcje problemu, sugerując, jakoby problem przestępstw sexualnych był typowy czy szczególnie poważny w szeregach duchowieństwa katolickiego. Tymczasem według oficjalnych danych państwowych duchowni katoliccy stanowią ułamek procenta skazanych w tego typu sprawach, konkretnie czterech na prawie półtora tysiąca:



Regularnie pomija się także fakt, że już świetle danych statystycznych nadużycia sexualne nie mają związku z celibatem, wbrew temu, co się zwykle sugeruje:

https://www.salon24.pl/u/nicko/397365,pastorzy-pedofile-wedle-badan-jest-ich-wiecej-niz-ksiezy?fbclid=IwAR06m8QBHZVmklGC9CZFIRHl5OLs4ZsX0H2QrGi1eOQwcVR9WVx9a2CRI1A


https://www.americamagazine.org/politics-society/2017/12/15/its-not-about-celibacy-blaming-wrong-thing-sexual-abuse-church?fbclid=IwAR3dO2rXVGvjNyjTzk6fbDyQ0M46AsdAp2Pw8P1QaE3CNP9bVjqMcrxOuKY


W dyskusjach o sprawach tego typu zwykle pomijany jest aspekt następujący. Wiadomo z historii PRL-u, że w każdym seminarium na każdym roku było przynajmniej dwóch dywersantów nasłanych przez SB lub współpracujących z SB. Część z nich wykryto i wyrzucono, ale znaczna część została wyświęcona. I są do dziś w kapłaństwie, choć niektórzy zrzucili sutannę. Od 1989 r. nie ma wprawdzie SB, ale nie ma powodów do twierdzenia, że dywersji już nie ma. Z całą pewnością jest, aczkolwiek ze strony innych służb i tajnych organizacyj. Że są tacy, którzy potrafią się wygodnie urządzić w kapłaństwie, jest oczywiste. I że komuś takiemu bardziej zależy na swoich chuciach niż na honorze kapłaństwa i autorytecie Kościoła, to też jest zrozumiałe. I nie powinno dziwić, jeśli ktoś taki jest chroniony czy nawet pozostaje bezkarny. Może go nawet chronić niezdekomunizowana prokuratura i sądownictwo. Tak się składa, że przynajmniej czterech podanych w filmie - x. Jan Anioł, x. Franciszek Cybula i x. Eugeniusz Makulski - są zarejestrowani jako tajni współpracownicy komunistycznej bezpieki.

Z materiału wynikają następujące wnioski w skrócie:

1. Solidarność duchownych i przełożonych z winowajcami. Ma ona charakter nie tylko klasowy, lecz bardziej pseudoteologiczny, co ma wyraz w mówienie o grzechu ogólnie i o miłosierdziu. O sprawiedliwości się nie mówi, ani we filmie, ani ogólnie w dyskusji na temat. Na tym polega poważny deficyt teologiczny w obecnym stanie Kościoła w Polsce i nie tylko.

2. Nie ma w filmie rozwinięcia reflexji nad przyczynami chociażby podanych przypadków. Są pewne elementy reflexji w wypowiedziach dwóch emerytów, próbujących się usprawiedliwiać. Wygląda na to, że uważali swoje postępowanie za jakby "normalny" przejaw i wyraz sexualności. To jest sedno problemu: brak rozumnej i trzeźwej oceny oraz poszanowania dla dziecka, zamiast tego preferencja dla własnych pragnień i doznań wraz z lekceważeniem ich patologiczności.

3. Mimo nazywania tych przestępstw "nadużyciami sexualnymi" są to w istocie i przede wszystkim nadużycia władzy: winowajcy wykorzystywali swój status i autorytet do doznań zmysłowo-sexualnych z osobami słabszymi i uległymi. Nadużyciem władzy jest także postawa przełożonych, którzy widocznie nie dołożyli odpowiednich starań, by zapobiec dalszym niemoralnym przestępstwom swoich podwładnych, odpowiednio ich ukarać gwoli sprawiedliwości oraz zatroszczyć się o ofiary.

4. Intencje filmu są ukryte, ale jednak dość jasne: chodzi o zaatakowanie instytucji. Sprzeciw i oburzenie wobec przypadków pedofilii jest słuszne i dobre. Niedobre i niesłuszne jest natomiast uderzanie w samą strukturę Kościoła, gdyż po pierwsze to nie ona jest winna, a po drugie jest ona niezniszczalna, tzn. niszcząc ją, niszczy się Kościół.

Wiedzą o tym także przeciwnicy Kościoła, jak się ujawniło chociażby w jednej z dyskusyj:



Dobrze jest, że film wskazuje na słabości Kościoła w Polsce. W tym znaczeniu jest dokumentem historycznym. Jakie będą tego skutki, to się dopiero okaże. Katolik pamięta słowa Zbawiciela: "prawda was wyzwoli". Jeśli nastąpi reflexja nad rzeczywistością i jej prawdziwymi przyczynami, oraz podjęte zostaną odpowiednie kroki zaradcze - które oczywiście, jak wszystko doczesne, nigdy nie są doskonałe czy dające stuprocentową gwarancję skuteczności - wówczas Kościół zostanie odnowiony i wzmocniony.

2 komentarze:

  1. Szczęść Boże. Bardzo ciekawy tekst. Jakże się zdziwiłem czytając w nim o Gostyniu - swoim mieście. Czy wspomniane przez Księdza rekolekcje były u Filipinów?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro bodajże kolejny film Sekielskich. Mam nadzieję że i tym razem ksiądz podzieli się swoimi przemyśleniami.

    OdpowiedzUsuń

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...