Pytanie jest wprawdzie złożone, lecz właściwie dość proste. Trafną analizę modernizmu dał Kościołowi i światu już papież św. Pius X w swojej słynnej encyklice "Pascendi Dominici gregis", której lekturę oczywiście polecam. W niej zawarta jest zasadnicza odpowiedź na to pytanie. Encyklika jest owszem pisana częściowo dość fachowym językiem, co wynika z faktu, że jest adresowana właściwie do biskupów czyli osób dysponujących odpowiednim przygotowaniem filozoficznym i teologicznym. Tym niemniej każdy może odnieść z niej pożytek, tym większy im większego trudu dołoży dla jej zrozumienia.
Nie byłoby sensowne referowanie tutaj tejże encykliki. Ograniczę się do kilku - mam nadzieję pomocnych - uwag.
Papież jako główne i zasadnicze źródło modernizmu wymienia na pierwszym miejscu agnostycyzm, a następnie ewolucjonizm i panteizm. Nie trudno więc dostrzec, że chodzi o takie filozoficzne korzenie jak kantyzm i heglizm. W uproszczeniu mówiąc: ten pierwszy jest odpowiedzialny za sprowadzenie religii do sfery przeżyć i ewentualnie moralnej funkcji społecznej, ten drugi za ślepą wiarę w postęp dziejowy i apoteozę subiektywności, z panteizmem włącznie. Konsekwencją jest relatywizm, czyli negacja nie tylko poznania prawdy lecz wręcz istnienia prawdy.
Sięgając jeszcze głębiej w historii myśli ludzkiej, dochodzimy do późnośredniowiecznego nominalizmu oraz starożytnego sofizmu z pewną domieszką platonizmu i neoplatonizmu (co jest widocznie zwłaszcza u Hegla). Reprezentantami w dziedzinie religii są zarówno judaizm (czyli religia rabiniczno-talmudyczna) oraz protestantyzm. Jako wspólną cechę mają wstręt do realizmu poznawczego czyli do możliwości prawdziwego poznania w różnych a kompatybilnych drogach poznania (indukcja, dedukcja, w pewnym zakresie także intuicja), reprezentowanego w filozofii o metodzie scholastycznej, której wybitnym wykwitem jest tomizm, a to nie w znaczeniu pewnej szkoły czy nurtu filozoficznego lecz jako tzw. filozofii wieczystej, skupiającej i dyskutującej komplexowo i owocnie całość zakresu i dziejów myśli ludzkiej w jej najwybitniejszych okazach.
W XIX w. doszło do pewnej transformacji w stosunku między tą filozofią i tym samym teologią katolicką a naukami. Filozofia europejska była wówczas zdominowana przez kantyzm oraz jego epigonów i bachorów - z jednej strony heglizm, z drugiej pozytywizm i scjentyzm. Nauki szczegółowe, zwłaszcza przyrodnicze rozwijały się bujnie swoją drogą, czyli metodą indukcyjną. Nieco później pojawiła się fenomenologia i tzw. filozofia analityczna skupiona na dedukcji. Przyrodnicy przejawiali - i obecnie także przejawiają - ambicje quasi filozoficzne, a nawet quasi teologiczne, a to zwykle niestety bez odpowiedniego przygotowania w wykształceniu ogólnym filozoficznym. Skutkuje to z reguły podawaniem poglądów filozoficznych czy raczej pseudofilozoficznych jako rzekomo wynikających z danych przyrodnictwa. Bardzo często spotykanym przejawem ignorancji filozoficznej na poziomie elementarnym jest utożsamianie naukowości z metodą nauk przyrodniczych (w takich sformułowaniach jak "filozofia a nauka", "teologia a nauka" itp.). Zwykle polega to na przynajmniej językowym przejęciu angielskiego słowa "science" do języka polskiego jako "nauka", co choćby językowo jest błędne i świadczące o ignorancji także lingwistycznej, gdyż to angielskie słowo oznacza jedynie nauki przyrodnicze (co się wiąże z XVIII i XIX-wiecznym empiryzmem angielskim), a nie naukowość w ogóle. W językach romańskich takiego zawężenia z reguły nie ma, także w języku niemieckim, jednak w języku publicystycznym i popularnym jest ono dość częste niestety, co ma związek z rozpowszechnieniem języka angielskiego w stopniu jedynie prymitywnym i powierzchownym i to nawet na wyższych uczelniach.
Należy więc odróżnić pierwotne, historyczne korzenie modernizmu od przyczyn współczesnych. Te drugie oczywiście sprowadzają się ostatecznie do pierwszych, jednak obecnie nie są tożsame. Przyczyny obecne są prostsze, bardziej prymitywne, gdyż zwykle bezrefleksyjne i na niskim poziomie intelektualnym, wręcz nieuświadomione, gdyż otaczające niemal zewsząd, także w teologii i w przestrzeni kościelnej, a wynikające z braku wiedzy i krytycznego myślenia. Jednak nie można im zaradzić bez odniesienia do przyczyn historycznych. Innymi słowy: środkiem zaradczym jest powrót do solidnej wiedzy filozoficznej i teologicznej. W tym znaczeniu lekarstwem jest nauka we właściwym, niezawężonym do przyrodnictwa sensie. Znajomość zdrowej filozofii - tej, która jest też fundamentem zdrowej teologii katolickiej - wyposaża umysł w krytycyzm niezbędny dla trzeźwego podejścia do współczesnych trendów myślowych i kulturowych, obecnych także pośród przedstawicieli nauk szczegółowych, tudzież pośród ludzi sztuki, publicystyki, polityki, edukacji itd.
W tym znaczeniu solidna wiedza naukowa nie zagraża lecz sprzyja teologii i życiu kościelnemu. Nie przypadkowo w ostatnich dekadach forsowany jest także na uczelniach katolickich i na wydziałach teologii (niegdyś) katolickich wtórny debilizm polegający z jednej strony na niechęci czy wręcz wrogości i wyszydzaniu filozofii klasycznej i ogólnie edukacji klasycznej, a z drugiej na wręcz irracjonalnym, sekciarskim uwielbieniu dla wiadomego "soboru" wraz z jego zgniłymi owocami w postaci pisanej, mówionej, wizualnej i akustycznej.
Ma to wymiar nie tylko antyintelektualny lecz także antyestetyczny. Naocznie widać to w nowoczesnej architekturze kościelnej, w wyposażeniu świątyń, w szatach i sprzętach liturgicznych, których brzydota czy wręcz ohyda uderza każdego, kto nie wyzbył się elementarnego wyczucie estetyki. Podobnie jest z muzyką w obszarze kościelnym.
Zapaść zarówno estetyczna jak też intelektualno-duchowo-moralna przejawia się szczególnie jaskrawo w modzie damskiej", która się rozpowszechniła na szeroką skalę w ostatnich 10-20 latach. Polega ona na przejęciu noszenia spodni. Ta maniera została zapoczątkowana w komuniźmie, czego dowodzą obrazki z tamtej epoki. Wiązało się to z zaprzęgnięciem niewiast do ciężkiej pracy fizycznej w kołchozach i fabrykach. Jednak nawet komunizm wykazał o tyle respektu wobec godności niewieściej, że nawet mundur damski (policyjny, wojskowy itp.) zawierał jedynie spódnice, nigdy spodnie. Ogólnie w przestrzeni publicznej, zarówno w urzędach, jak też w szkołach, nawet w handlu i usługach nie było wyjątku. To, czego nie próbowali forsować nawet komuniści, stało się quasi obowiązującą modą dopiero w epoce długich (zbyt długich) rządów pewnej biologicznie żeńskiej osoby politycznej zza Odrą, która dla kogokolwiek zdrowo myślącego z całą pewnością właściwie nie powinna być wzorem pod jakimkolwiek względem. Bezmyślne naśladowanie takiej osoby doprowadziło do obecnego stanu estetyczno-umysłowego, który obraża zarówno niewiasty jak i mężczyzn. Zdrowo myślący mężczyźni - i to nawet duchowni - nie mają śmiałości powiedzieć stanowczo swoim małżonkom, co sądzą o tej modzie, zapewne w przeświadczeniu, że ich zdanie zostanie przynajmniej zlekceważone bądź wręcz wyszydzone. Po stronie zaś niewiast ta "moda" manifestuje brak elementarnego szacunku dla męskich odczuć estetycznych, co oznacza ostatecznie pogardę dla ich męskości, nie tylko dla swojej godności niewieściej.
Równocześnie forsuje się fideizm polegający na ślepym zaufaniu dla "soboru" i reform z nim związanych, a zwłaszcza dla hierarchii, która je reprezentuje, a sama jest uległa i spolegliwa już nie tylko względem "soboru" i "papieży soborowych", lecz jeszcze bardziej wobec możnych tego świata i potężnych machin medialnych. Dobitnym przykładem jest postawa i zachowanie hierarchii - z nielicznymi wyjątkami - podczas niedawnej globalnej histerii w związku z pewną chorobą. Te wręcz niebywale skandaliczne na tle całej historii Kościoła fakty ukazały stan intelektualny, duchowy i moralny większości duchowieństwa, co świadczy o tym, jak i czym zostało ono i jest formowane. Z całą pewnością nie są to zasady i wartości katolickie w znaczeniu rdzennie katolickich prawd i norm wynikających z Bożego Objawienia podawanego przez Tradycję Kościoła na przestrzeni wieków.
Jak można i trzeba temu zaradzić?
Po pierwsze, przez kształcenie intelektualne na podstawie klasycznych dzieł filozofii i teologii katolickiej. Najlepiej jest to czynić w grupach samokształceniowych choć niewielkich. Nie wystarczy ograniczyć się do słuchania czy oglądania swoich ulubionych kanałów, czytania blogów i czytania sobie dobrych książek. Dobrze prowadzona formacja w grupach jest nieodzowna zwłaszcza dla osób nieprzygotowanych do tematyki z powodu braku wykształcenia. Takim osobom jest szczególnie trudno przebrnąć przez niekiedy niełatwe konstrukcje myślowe nawet w dobrych książkach, zaś wyjaśnienie przez kogoś kompetentnego zarówno istotnie pomaga jak też motywuje. Wystarczy spotykać się po domach w małych grupach pod opieką kogoś lepiej przygotowanego. Ileż czasu marnuje się często na plotkowanie, rytualne oburzanko, czy durne rozrywki. A rodzice swoim spędzaniem wolnego czasu dają przykład swoim dzieciom. Jeśli sami się karmią tylko telewizją, internetem, czy byle jaką rozrywką, to nie powinni się dziwić, że ich dzieci i nie mają lepszych pomysłów na poszerzanie swoich horyzontów intelektualnych, duchowych i moralnych.
Po drugie, dojrzałe życie duchowe, obejmujące nie tylko regularne praktyki sakramentalne (spowiedź, Komunia św.), lecz także modlitwę osobistą i rodzinną, wraz z pogłębianiem życia duchowego na dobrych dniach skupienia czy rekolekcjach.
Oczywiście nie są to środki sensacyjne czy nowatorskie (takiego typu jak spędy pseudocharyzmatyczne). Są jednak sprawdzone i dające gwarancję dobrych owoców w wymiarze zarówno indywidualnym jak też rodzinnym i w szerszych społecznościach. To jest walka z modernizmem - tym zbiorem wszelkich herezyj, jak mówi św. Pius X - możliwa dla każdego i właściwie niezbędna. W taki właśnie sposób może i powinno postępować odtruwanie duchowe, intelektualne i moralne, które może zapalić także młodzież, która z natury jest krytyczna i szukająca właściwej drogi. Bez reprezentowania odpowiedniego poziomu w tych wymiarach zarówno indywidualnie jak też społecznie nie uda się ukazać młodemu pokoleniu prawdy i piękna katolicyzmu. Narzekanie na świat współczesny, na "takie czasy", na "taką młodzież" na pewno nie pomoże, a jedynie prowadzi do zniechęcenia, gnuśności i katastrofizmu. To jest obecnie poważna, bardzo powszechna pokusa szatańska zwłaszcza pośród katolików nastawionych tradycyjnie. Nie wolno się jej poddawać.
W pytaniu został poruszony teistyczny ewolucjonizm. Zapewne chodzi o teorię ewolucji według Darwina. Z tego, co wiem Kościół nigdy tej teorii nie potępił, dzieła Darwina nigdy nie znalazły się na Indeksie Ksiąg Zakazanych, sam o. Georg Mendel, augustianin dał pewne podwaliny naukowe do teorii. Sam papież Pius XII, czyli jeszcze przedsoborowy papież zaakceptował możliwość formowania się gatunków według doboru naturalnego. Potępił za to poligenizm, który genetyka ostatecznie odrzuciła. Kościół nigdy nie stwierdził kategorycznie jak różni kreacjoniści o zabarwieniu protestanckim, że świat powstał 4000 lat p. n. e.
OdpowiedzUsuńPius XII dokładnie nauczał w "Humani generis": "Zostaje jeszcze przemówić nieco o zagadnieniach, które choć należą do nauk pozytywnych, wiążą się w mniejszym lub większym stopniu z prawdami wiary chrześcijańskiej. Wielu bowiem domaga się stanowczo, aby religia katolicka jak najwięcej uwzględniała te nauki, co niewątpliwie zasługuje na pochwałę, jeśli tylko chodzi o fakty istotnie udowodnione. Z ostrożnością wszakże należy postępować przy hipotezach, choć uzasadnionych w pewien sposób naukowo, ale dotyczących doktryny zawartej w Piśmie św. lub w Tradycji. Żadną jednak miarą nie wolno opowiadać się za tezami hipotetycznymi, które bezpośrednio są sprzeczne z doktryną przez Boga objawioną.
UsuńDla tych powodów Kościół nauczający nie zabrania uczonym i teologom polemiki nad doktryną ewolucjonizmu, według dzisiejszego stanu nauk przyrodniczych i teologicznych. Gdy się mianowicie bada problem pochodzenia ciała ludzkiego z materii istniejącej uprzednio i organicznej; bo uznanie bezpośredniego stworzenia dusz przez Boga nakazuje nam wiara katolicka. Swoboda jest dopuszczalna pod warunkiem wszakże, że będzie się z należną powagą, umiarem i opanowaniem rozważać i oceniać dowody i zwolenników i przeciwników ewolucjonizmu. Z tym też, by wszyscy byli gotowi poddać się zadaniu Kościoła, któremu Chrystus zlecił zadanie autentycznej interpretacji Ksiąg świętych i obrony dogmatów wiary (przemówienie Ojca św. do członków Akademii Nauk z 30 listopada 1941r. , AAS, t. XXXIII, str. 506). Tej jednak swobody roztrząsań naukowych niektórzy nadużywają lekkomyślnie, tak sprawę stawiając, jak gdyby pochodzenie ciała człowieka z materii organicznej było już z pewnością udowodnione z materiałów dotychczas znalezionych i z wniosków z tychże materiałów wypływających i jak gdyby z drugiej strony źródła Objawienia nic nie zawierały, co by wymagało w tej sprawie wielkiego umiaru i ostrożności.
Jeśli zaś chodzi o inna hipotezę, mianowicie poligenizm, to synowie Kościoła wcale już nie mają podobnej wolności. Nie wolno bowiem wiernym przyjmować opinii, której zwolennicy twierdzą, że po Adamie istnieli na ziemi ludzie nie pochodzący od niego, jako prarodzica, drogą naturalnego rozmnażania się, lub że Adam oznacza pewną liczbę prarodziców. Okaże się bowiem całkiem niemożliwe, jakby się dało pogodzić taką teorię z nauką źródeł prawdy Objawionej i dokumentów Kościoła Nauczającego o grzechu pierworodnym, który pochodzi z grzechu rzeczywiście popełnionego przez jednego Adama i przeszczepiany rodzeniem na wszystkich jest zarazem wrodzonym grzechem własnym każdego człowieka (Rz 5, 12 –19, Sobór Trydencki, seria V, kan. 1-4)".
No to Pius XII wyraźnie napisał, że Kościół nie zajął ostatecznego stanowiska na temat teorii doboru naturalnego, względnie ewolucji gatunków zaznaczając, że dusza jest tworzona bezpośrednio przez Boga. Za to wyraźnie potępił poligenizm, który współczesna biologia odrzuca.
UsuńCo mają czynić wierni, kiedy w parafii odprawiane są dni hinduizmu? Parafia warszawska. Pomijając, że zbiega się to z dniem judaizmu, które są głoszone jako te następne do "poznania" (?). Poza tym, urządzają pogadankę pt Kościół vs Kultura Paryska - wspólny język. Ja czasami tego bagna psychicznie już unieść nie umiem. Księża tj. proboszcz + młodzi (gniewni) mają zamknięte uszy, ale otwarte buzie (potrzebne do krzyku). Brak miłości. Brak agape. Ogólnie mam wrażenie, że jest to kolejny koncern, masówka, z 12 minutowymi Mszami Św.
OdpowiedzUsuńZagłosować nogami i portfelem. W Warszawie nie jest trudno dotrzeć na Mszę w katolickim rycie.
UsuńW Warszawie przy pl. Teatralnym tradycyjne duszpasterstwo może prowadzić księgi. Może to jest rozwiązanie?
UsuńTibi filio in fide gratia misericordia pax a Deo Patre et Christo Iesu Domino nostro sicut rogavi te ut denuntiares quibusdam ne aliter intenderent fabulis et genealogiis interminatis quae quaestiones praestant magis quam aedificationem Dei quae est in fide. finis autem praecepti est caritas de corde puro et conscientia bona et fide non ficta.
OdpowiedzUsuńTemat jest na solidną książkę z gotowym tytułem. Czyżby to była jaskółka?
OdpowiedzUsuńOczywiście, najlepiej uciec jak szczur z tonącego statku. Uciec i zostawić profanowanego Chrystusa każdego dnia. Pewnie, cóż za wygoda. Tylko, że ja nie pytam o to, gdzie jest msza trydencka, tylko jak mogę zareagować w tej sytuacji? Ty wybierasz ucieczkę, spoko, ja chcę powrotu względnej NORMALNOŚCI do swojej parafii. To nie partia polityczna, czy sklep, gdzie mogę "se" zagłosować portfelem. Tu chodzi o Chrystusa, czaisz? Twoja Ofiara Mszy Św., godniejsza od mojej??
OdpowiedzUsuńPs. Ja chcę pospolitego ruszenia, nawału telefonów, reakcji wiernych/ludzi, masowego upominania kapłanów, żeby coś się ruszyło. Jeśli nie masz niczego konstruktywnego do przekazania, po co ględzić o piusowcach? Niech się bardziej zamkną w swojej oblężonej twierdzy i uważają, że ich Ofiara jest "mojsza od twojszej".
Proszę zatem organizować pospolite ruszenie na ile tylko pozwolą siły i środki. Cóż stoi na przeszkodzie?
Usuńto było do Anonimowego 16 stycznia 2026 10:50
UsuńW moim poście nie było ani słowa o piusowcach i nie było ich też w moich myślach podczas pisania, ale oczywiście jest to destynacja warta rozważenia. Pozdrawiam.
UsuńPańska gorliwość potrzebuje wiele oczyszczenia. Działanie na zewnątrz nie przyniesie korzyści lub niewiele. Pańska odpowiedź już jest skażona agresją.
UsuńPyta Pan, jak może zareagować w tej sytuacji. Na niniejszym blogu wielokrotnie były podawane przez księdza doktora wskazówki do działania, bardzo konkretne wskazówki, dostępne dla każdego oraz, że obecna sytuacja jest dopustem Bożym, który trzeba znosić mężnie, cierpliwie i z wiarą, zaczynając od troski o własne nawrócenie i - co równie ważne - dokształcenie + kierownictwo duchowe. Z autopsji zauważam, że służy to przemianie szkodliwej zapalczywości w zdrową gorliwość, a także schłodzeniu głowy i trzeźwości myślenia. Szczerze polecam.
UsuńWidzę, że piszemy komentarze, zanim jeszcze sam wpis zostanie napisany :-)
OdpowiedzUsuńJest podany tytuł i rozbudowane pytanie, które wywołało reakcje i ... reakcje na reakcje. I bardzo dobrze :)
UsuńUzupełnienie do tematu:
OdpowiedzUsuń1. Sto lat modernizmu
2. Tradycja kontra modernizm
3. Pius X, encyklika Pascendi
4. Katechizm o modernizmie
5. Mała historia modernizmu
6. Historia dogmatów, tom IV, rozdział IX
7. Stefan Swieżawski, Byt zagadnienia metafizyki tomistycznej, rozdział Kryzys metafizyki
8. kard. Muller, Dogmatyka katolicka, podrozdział 4. W kontekście nowego obrazu świata nauk przyrodniczych i kryzysu podstaw metafizyki i teologii filozoficznej
9. Garrigou Lagrange, La nouvelle théologie, où va-t-elle?
Podczepiając się pod pytanie główne, pozwolę sobie zapytać o podskórną modernizację teologii w zakonach, skąd poprzez nauczania rekolekcyjne rozchodzi się z duchownych na duchownych i następnie jest powtarzana świeckim na kazaniach.
OdpowiedzUsuńJako przykład podam tych, których uważam za konkurentów tomizmu – ukrytych dekonstruktorów pojęcia Actus purus i co za tym idzie dekonstruktorów zasad niesprzeczności, tożsamości i obiektywnej prawdy:
Eckhart (promowany co najmniej u dominikanów) wprowadza podział w Bogu na Gott i Gottheit;
Palamas (promowany co najmniej u benedyktynów) na wprowadza podział w Bogu esencję i energie.
Wydaje mi się, że obydwa przykłady podchodziłyby pod krytykę ich immancencji życiowej według Pascendi Piusa X – tak bym to uzasadniła, jeśli się nie mylę:
1. Eckhart – Poznanie istoty Boga powinno być nawet niechciane, więc Bóg ma nie być chciany ze względu na Niego samego (dotychczas odbieranego przez analogie) tylko ze względu na doświadczenie pustki rzekomo ostatecznej poprzez depersonalizację i unicestwienie wszelkich pragnień.
2. Palamas – Poznanie istoty Boga nigdy nie będzie możliwe nawet pośmiertnie, więc Bóg ma nie być chciany ze względu na Niego samego (dotychczas odbieranego przez analogie) tylko ze względu na doświadczenie Jego udzielania sie poprzez rzekomo niestworzone energie.
Czy nie jest tak, że szczególnie uderza się w zakony, które przyciągają osoby o dobrych intencjach rozwoju duchowego, żeby później oni ze spaczoną już duchowością przekazywali dalej błędną teologię?
ik
Żeńska osoba polityczna XD cóż za zgodność z aktualną modą narracyjną XD
OdpowiedzUsuńJeśli dobrze kojarzę to pisał kiedyś Ksiądz Profesor, że kompetentnymi do rozstrzygnięcia tego czy dana osoba jest papieżem są biskupi. A teraz z tego co Ksiądz Profesor pisze odnośnie do soboru wynika, że nie jest potrzebna opinia biskupów by rozstrzygać czy dany sobór był soborem?
OdpowiedzUsuńZ tą pogardą niewiast do swojej godności, to najpierw trzeba byłoby zacząć od produkcji - od tego, że w sklepach damskich najzwyczajniej nie ma odpowiednich ubrań, zimne plastiki, akryle, elektryzujące się poliestry, a jeśli gdzieś znajdą się w miarę odpowiednie jakościowo to trzeba mnóstwo czasu stracić na poszukiwania, na co osoby systemowo zaprzęgnięte w walkę o przetrwanie nie mają czasu, więc są zmuszone kupować to co jest w sklepach i potem jeszcze są oskarżenia, że niby swojej godności nie szanują...
OdpowiedzUsuńik
Gdyby był popyt, to by była też podaż. Wygląda na to, że najpierw zanikł popyt. Ale i teraz można znaleźć sukienki jeśli się chce, choćby w internecie. Owszem, ceny bywają powalające w porównaniu, ale to też ma związek z popytem.
UsuńNajpierw to lichwiarstwo przejęło korporacje, media, produkcję i reklamowanie "mody".
UsuńDobrze to się ubierają te, które większość wolnego czasu wertują online markowe sklepy z ubraniami wyższej półki. One mają czas, pieniądze i pasję do tego.
Do zwykłego sklepu na mieście nie sposób wejść bez skrętu kiszek od puszczanej tam "muzyki", żeby porządnie wszystko przepatrzeć, bo większość produktów to śmieci.
ik
Ja postawiłam na spódnice, które łatwiej dostać w dość rozsądnych cenach, zwłaszcza letnie. Udało mi się też kupić kilka skromnych letnich sukienek w sieciówkach przez internet. Jeśli chodzi o cieplejsze spódnice, to z materiałami pojechałam do krawca. Jeszcze gdzieniegdzie są hurtownie materiałów z rozsądnymi cenami, a i krawcową niezbyt trudno znaleźć. Wymaga to czasu i wysiłku, ale warto wyglądać elegancko i kobieco. POLECAM !
OdpowiedzUsuń🤗
UsuńSytuacja wygląda tak, że w kapitalizmie poprzez opłacanie massmediów moda generuje sztuczny popyt na ubrania jako na zabawki szybkozbywalne. Kiedyś modę dyktowały filmy, programy tv, teledyski, teraz doszło do tego opłacanie influencerek dla propagandy. Zbytek kreują trend forecasters, konglomeraty modowe, w powiązaniu z medialną propagandą. Kapitalizm wymaga marnotrawstwa, kreuje sztuczne potrzeby dla napędzania nowych linii produkcyjnych. Góry wysypisk śmieci rosną. W kapitalizmie walczy się z realnymi potrzebami trwałych, jakościowych produktów na rzecz bezwzględnego zysku.
OdpowiedzUsuńNie przypominam sobie, żebym za czasów szkolnych widziała w sklepach dopasowane do wieku solidne spódnice. Może coś było, tylko babciowego, albo druga skrajność to nieodpowiednie, bo jak na dyskotekę. I wtedy wszystkie z powodów pogodowych chodziły w spodniach, a jak czasem któreś założyły spódnicę, to była szydera, z powodu odstawania od "normy".
Teraz przykładem dopasowywania się nastoletnich pod celebrytki z massmediów jest noszenie wielkich bluz, szerokich spodni z krokiem prawie w kolanach - tak, że z tyłu wyglądają jak chłopaki i tylko dłonie, długie kolorowe pazury wystające spod tego mają niby być wyróżnikiem.
To nie zależy całkiem od zamierzenia tych dziewczyn, tylko od systemowego prania mózgu.
Ciekawe czy noszenie wielkich bluz i szerokich spodni nie wynika z chęci ukrywania swojej kobiecości. W epoce upowszechnienia pornografii młode dziewczyny mogą się dużo bardziej wstydzić spojrzeń mężczyzn, gdyż z pewnością inaczej oni reagują na dziewczyny niż zdrowi, niewyprani pornografią mężczyźni z starych dobrych czasów
UsuńZ autopsji potwierdzam, że zdecydowanie tak. Koedukacja w połączeniu z nachalnością ich komentarzy powoduje u dziewczyn chęć bycia niewidzialną. Jakoś nikogo nie dziwi że Joanna de arc musiała się chować w zbroi. Im się wszystko kojarzy i nie kryją się z mówieniem wprost co im chora wyobraźnia generuje. Nastoletnie chłopaki przejawy podkreślania płci interpretują jako chęć zwrócenia na siebie uwagi i albo wyśmiewają albo chamsko podrywają. Koedukacja w nastoletniości jest koszmarna.
Usuń"stało się quasi obowiązującą modą dopiero w epoce długich (zbyt długich) rządów pewnej biologicznie żeńskiej osoby politycznej zza Odrą"
OdpowiedzUsuńHehe, ciekawe czy chodzi o von der Leyen, czy o Merkel 😆
Na pewno Merkel.
OdpowiedzUsuńJeśli to dobrze interpretuje to Ratzinger na początku swojego Wprowadzenia w chrześcijaństwo prezentuje postawę agnostyczną.
OdpowiedzUsuńPionierem odzieży unisex był żyd Rudi Gernreich. Potem androgynicznie projektowali także żydzi np. Ralph Lauren, albo Calvin Klein. Na przełamanie binarnych norm płciowych mocno wpłynęła rewolucja seksualna, hippisi, ruch "feministyczny" gdzie także wielu miało żydowskie korzenie.
OdpowiedzUsuńZdaniem miediewistów stroje kobiece i męskie przynajmniej do dwunastego stulecia niczym istotnym się nie różniły. Więc może takich pionierów należy szukać w dawniejszych czasach. :)
Usuń@Anonimowy18 lutego 2026 13:30
UsuńNieistotne :)
bo u najprostsze ubrania zaczynają się od pierwszych dziejów ludzkich :)
Tu chodzi raczej o pionierstwo w antykulturowym zamachu na łaciński szeroko pojęty porządek społeczny, w umyślnej kontrze do już wypracowanego i dobrze funkcjonującego wcześniej porządku.
"Nie wystarczy ograniczyć się do słuchania czy oglądania swoich ulubionych kanałów, czytania blogów i czytania sobie dobrych książek. Dobrze prowadzona formacja w grupach jest nieodzowna zwłaszcza dla osób nieprzygotowanych do tematyki z powodu braku wykształcenia".
OdpowiedzUsuńA gdzie można znaleźć taką prowadzoną formację w duchu tradycji? Jedyne na co dotychczas natrafiałem to konferencje i rekolekcje.
Dobre byłoby gdyby tradycyjni katolicy się zebrali zorganizowali i robili coś dla przeciwwagi kursów "alfa", żeby pokazać merytoryczne uzasadnienia, a nie emocjonalne wystąpienia z muzyką bethel church w tle. Tylko musiałoby to być dobrze pomyślane i rozgłoszone, ale przez kogo i gdzie i kto by się zajmował treścią. W każdym razie przeciwwaga kursów alfa by się przydała. Tak samo można się organizacyjnie wzorować na tzw. "seminarium odnowy", wiadomo nie treścią, ale postacią kursu. Jest mnóstwo modernistycznych "kursów", to dlaczego nie robić katolickich?
UsuńZamiast przesiadywać w internetach lepiej moim zdaniem spędzać czas w bibliotekach. Aczkolwiek jest to wygodne rozwiązanie dla tych, którzy mają bibliotekę teologiczną w swoim mieście.
UsuńDo czyich poglądów odnosił się Pius X w encyklice Pascendi?
OdpowiedzUsuń