Zacznijmy od tego, że grzechem jest własnowolne poddawanie w wątpliwość prawd wiary. Czyli:
- musi chodzić o prawdy wiary katolickiej
- musi być to własnowolne, tzn. chciane bądź przynajmniej dopuszczone z własnej woli.
Nie muszę chyba wyjaśniać, że jest to inna kwestia niż wątpliwości czy zastrzeżenia co do dokumentów Vaticanum II czy późniejszych. Zakładając oczywiście, że też zastrzeżenia bądź wątpliwości były motywowane wiernością wobec prawd wiary katolickiej, a nie niewiernością względem nich.
Jeśli mimo tego wyjaśnienia pozostaje niepokój sumienia, to można wyznać sprawę w najbliższej spowiedzi. Zaznaczam: nie oznacza to, jakoby dotychczasowe spowiedzi były nieważne, a Komunie św. świętokradzkie. Chodzi jedynie o zabieg psychologiczno-duchowy, nic więcej. Raz wyznać dla spokoju i już do tego nie wracać. Radziłbym wyznać to spowiednikowi, co do którego można mieć zaufanie, że nie wykorzysta tego do złych celów.
Co do lektur:
Generalnie godne polecenia są podręczniki teologii katolickiej sprzed Vaticanum II, choć bywają też wyjątki. Także przed Vaticanum II jakość podręczników nie zawsze była na odpowiednim poziomie, błędy się zdarzały, aczkolwiek raczej tylko w szczegółach czy sprawach ubocznych.
Zacząć jednak należy od solidnego fundamentu filozoficznego, czyli tzw. filozofii wieczystej. Na początku może to wymagać sporo trudu, jednak warto ten trud podjąć.
Z polskich autorów mogę polecić bpa Józefa Pelczara oraz x. Wincentego Granata. Z niepolskich przede wszystkim o. Reginald'a Garrigou-Lagrange'a, a także teologów z tzw. szkoły rzymskiej (byli to głównie jezuici, ale nie tylko). Nazwiska to ze starszych x. Giovanni Perrone, z młodszych to x. Pietro Parente.
W teologii moralnej na pewno warto sięgać do św. Alfonsa de Liguori (nie wiem, czy został przetłumaczony na polski). Trudność polega na tym, że podręczniki teologii moralnej były zasadniczo tylko po łacinie, gdyż ich nie tłumaczono. Język jest jednak dość prosty i łatwy do zrozumienia.
Zastanawia mnie, czemu mimo poglądów sedewakantystycznych, Kleryk zdecydował się wstąpić do seminarium.
OdpowiedzUsuńMnie to nie dziwi. Sam choć nie uważam siebie za sedewakantystę to szanuję ten wniosek teologiczny i nie odmawiam sedewakantystom prawa do nazywania się katolikami. W obecnych okolicznościach jest to uzasadniony, a przynajmniej niebezpodstawny wniosek teologiczny i nawet gdybyśmy założyli, że okazał się błędem to pamiętajmy, że św. Wincenty Ferreriusz w czasie Wielkiej Schizmy Wschodniej rozważał opcję ówczesnego odpowiednika sedewakantyzmu w sytuacji, gdy popierany przez niego awinioński antypapież nie chciał ustąpić ze stanowiska razem z resztą pretendentów w celu wybrania nowego papieża. X. Girolamo (Hieronim) Savonarola, ostatecznie zrehabilitowany przez Kościół i papieży sam pod koniec swojej działalności, przed śmiercią z ręki Borgii uznał go za antypapieża i przyjął podobne stanowisko do tezy z Cassiciacum. Choć tu nie chodziło o herezję, tylko niegodziwe przejęcie władzy papieskiej i niemoralne prowadzenie się. Uznał, że symonia, a potem tylko zewnętrzne utrzymywanie pozorów autorytetu (odprawianie liturgii w zasadzie tylko na pokaz, dla legitymizacji władzy), zagarnięcie tronu papieskiego nie do władzy duchowej tylko do traktowania Państwa Kościelnego jako swojego udzielnego księstwa i bardzo niemoralne prowadzenie się dla Savonaroli było oznaką, że Borgia był niewierzący, nie był wcale chrześcijaninem, były to tak jakby zewnętrzne przesłanki na to, że Borgia nigdy nie miał wewnętrznej intencji sprawowania władzy piotrowej, obrony Kościoła i religii katolickiej, strzeżenia doktryny i generalnie intencji czynienia tego, co czyni Kościół. Dla niego nie była to po prostu moralna słabość papieża. Dla niego Borgia tylko materialnie okupował tron piotrowy, ale nie otrzymał formy papiestwa od Chrystusa. Skoro ludzie cenieni przez Kościół mogli dojść do podobnych wniosków teologicznych w przeszłości, gdy nawet nie było tak dużych wątpliwości co do ortodoksji jak teraz to tym bardziej obecnie, gdy ortodoksja posoborowych papieży (lub "papieży") jest co najmniej dyskusyjna sedewakantyzm to nie jest stanowisko, które po prostu można zlać.
UsuńAd Anonimowy 23 lutego 2026 23:42
UsuńRozumiem, tylko chodziło mi o to, że nie rozumiem dlaczego mimo poglądów sedewakantystycznych ów Kleryk wstąpił do seminarium w Polsce, po którym zapewne zmuszą go do sprawowania Novus Ordo Misse, chyba że po kilku latach jakiś biskup się nad nim zlituje i pozwoli mu być tzw. "Indultowcem", lub wstąpić do FSSP czy IBP. Czemu nie wybrał seminarium "tradycyjnego"?
Ad Anonimowy 23 lutego 2026 23:42
UsuńMam takie same spostrzeżenia. W tej sytuacji seminarium w Polsce chyba nie ma sensu. To jest i będzie męczarnia, aby ukryć swoje wątpliwości i poglądy. Jedyne wyjście to szukać od razu drogi, która prowadziłaby do tradycji i mszy trydenckiej, bo liczenie później na jakąś litość biskupa to puste marzenia. Oby Pan Bóg wskazał klerykowi rozwiązanie.
"Rozumiem, tylko chodziło mi o to, że nie rozumiem dlaczego mimo poglądów sedewakantystycznych ów Kleryk wstąpił do seminarium w Polsce, po którym zapewne zmuszą go do sprawowania Novus Ordo Misse, chyba że po kilku latach jakiś biskup się nad nim zlituje i pozwoli mu być tzw. "Indultowcem", lub wstąpić do FSSP czy IBP. Czemu nie wybrał seminarium "tradycyjnego"?"
UsuńMożliwości są dwie. Albo ten kleryk jeszcze nie określił się ostatecznie albo być może chce ukończyć seminarium modernistyczne i potem uzyskać święcenia sub conditione. Ale to tylko moje spekulacje.
Ogólnie co bardziej wnikający w temat wiedzą, że jakiekolwiek seminaria tradycyjne, czy indultowców, czy w Econe i Zaitzkofen, czy sedewakantystów prezentują wyższy poziom i mają większe wymagania dla swoich seminarzystów niż przeciętne seminarium modernistyczne. Tym bardziej, że tamci nie cierpią na deficyt powołań, a moderniści owszem. Niektórzy mogą liczyć na to, że najpierw zaczną od zwykłego seminarium modernistycznego, gdzie łatwiej im dostać się będzie i je ukończyć, a potem ewentualnie rok-dwa lata uzupełniającej nauki w Seminarium Trójcy Przenajświętszej na Florydzie u biskupa Sanborna, czy u CMRI lub jeśli nie chcą za ocean jechać to w Seminarium św. Piotra Męczennika IMBC we Włoszech i święcenia sub conditione (lub bezwarunkowe w zależności od stanowiska danej wspólnoty, bo sedewakantyści mają różne podejście, zazwyczaj totalni są podzieleni w tej kwestii, a zwolennicy tezy z Cassiciacum, czyli właśnie bp Sanborn, czy IMBC święcą bezwarunkowo, od nowa). Teraz jest pełno historii mainstreamowych duchownych, którzy opowiadają jak to tak nagle dostali zajawki, że pójdą do seminarium i poszli. Mnie w liceum uczył taki ksiądz, który mówił, że w jego rodzinie nie byli bardzo pobożni, raz szli do kościoła, raz nie i jak był chory to obiecał Bogu, że jeśli wyzdrowieje to zostanie księdzem. Historia piękna, ale jeśli zajdziesz do księdza Trytka, czy księdza Rieslinga gdy przyjeżdża do Polski i powiesz jednemu albo drugiemu, że chcesz zostać księdzem, a ani jeden ani drugi nigdy Cię nie widział w żadnej kaplicy to szansa, że jeden albo drugi Cię wyśle do seminarium ICR lub seminarium CMRI jest znikoma. Przynajmniej mi się wydaje, że duchowny to nie jest osoba, która idzie do seminarium z marszu, z ulicy. Do tego trzeba mieć jakąś formację religijną, mieć przynajmniej doświadczenie służby ołtarza, jakiekolwiek pojęcie na ten temat większe niż przeciętny wierny. A w posoborowych czasach to jest już standard. A potem zdziwienie, że tyle jest odejść z kapłaństwa. Inna sprawa już z tymi posoborowymi duchownymi, którzy przechodzą do wspólnot sede, czy generalnie tradycyjnych. Oni nie są traktowani jak przypadkowy chłop z ulicy, bo jakąś formację, jedni lepszą, drudzy gorszą już mają. Nie jest to startowanie od zera.
UsuńGeneralnie ciężkie czasy nadeszły w Kościele – zwłaszcza dla kapłanów – choć to chyba każdy, kto czyta tego bloga, już wie. Nie wiadomo, czy za jakiś czas seminaria tradycyjne w strukturach Kościoła (FSSP, IBP, ICRSS) nie zostaną zawieszone i zlikwidowane za namową modernistów, albo czy nie będą karać w jakiś sposób (na przykład odebraniem prawa do sprawowania TLM) tych kapłanów indultowych, którzy krytykują nowy Mszał i/lub niektóre dokumenty SW2 w prywatnych rozmowach i wypowiedziach. Co tu począć.
UsuńCo sądzić jeszcze o takich polskich teologach jak x Woroniecki albo x Żychliński?
OdpowiedzUsuńWoroniecki należał do mafii charystów i się im wysługiwał. Miał dobre wykształcenie tomistyczne, lecz jego metoda nie jest tomistyczna, lecz należy bardziej do bełkotliwej metody "nowej teologii".
UsuńZ twórczości Żychlińskiego nie miałem jeszcze sposobności się zapoznać. Podejrzewam jednak, że sprawa jest podobna.
Środowisko warszawskie traktuje ich jako autorytety teologiczne. Może z powodu dostępności ich tekstów po polsku, bo kto będzie czytał po łacinie.
UsuńSzkoda, że wielu ważnych książek pewnych ortodoksyjnie teologów nie ma dostępnych po polsku. Oby rosnąca w siłę tradycja temu zaradziła.
Zaskoczył mnie Ksiądz w zdaniu o o. Woronieckim. Tradycyjni katolicy zazwyczaj darzą go autorytetem.
UsuńTo przypisywanie mu autorytetu ma dwa powody:
Usuń- pochodzi ze środowiska uczniów o. Krąpca, które regularnie wysławiał x. Woronieckiego jako swojego mistrza
- pochodzi od ignorantów, dla których święte jest wszystko, co było przed soborem i nie głosiło wprost herezji modernistycznej.
W Polsce sytuacja była specyficzna już po I wojnie światowej. Masoneria, którą reprezentował Ziuk, już wtedy zapewniła sobie własną agenturę w strukturach Kościoła, a byli to charyści.
Czy w takim razie również nauczanie o. Krąpca też może mieć jakieś uchybienia? Mnie osobiście nie przekonuje sam sposób jego wypowiadania się, ale może przesadzam.
UsuńW poglądach i nauczaniu o. Krąpca nie zauważyłem nic zdrożnego. Widać jednak niechlujstwo w formie wypowiedzi, czyli brak tomistycznej systematyczności wykładu. To jest podobnie jak u Woronieckiego.
UsuńA co sądzić o całej tzw. szkole lubelskiej i jej warszawskiej odnodze z ATK, przypisujących sobie rodowód tomistyczny?
UsuńZależy o jaką szkołę chodzi. Domyślam, że chodzi o filozofów. Tzw. szkoła lubelska jest kojarzona głównie z o. Krąpcem, który podawał się za neotomistę exystencjalnego z nurtu Étienne Gilson‘a. Były też skojarzenia z Lovanium. W każdym razie nie była to szkoła jednolita. Do wydziału filozofii należeli też tacy jak x. Kamiński, któremu było blisko do filozofii analitycznej, a także Wojtyła, który był zasadniczo fenomenologiem. Z lubelskiej szkoły pochodził Mieczysław Gogacz, który niby chciał być tomistą, a właściwie poszedł w subiektywistyczne mrzonki. Warszawka mu ku temu służyła. Tam zresztą więcej obłudników zachwyconych niby nowoczesnością i soborowością (np. Andrzej Grzegorczyk).
UsuńW teologii na KUL z całą pewnością najwybitniejszym jest x. Wincenty Granat, który niestety nie miał szczęścia do uczniów (prawdopodobnie został obstawiony agentami modernistycznymi, którzy mieli czuwać, by tak było). Na szczęście pozostawił ważne, ponadczasowe dzieła.
c.d. chodzi oprócz Krąpca o głównych przedstawicieli i twórców obu środowisk m.in.: Świeżawski, Gogacz, Maryniarczyk - zwłaszcza, że prezentowali nurt egzystencjalny neotomizmu (Maritain, Gilson).
UsuńDziękuję, w międzyczasie nie zauważywszy odpowiedzi poszedł jeszcze c.d. mojego pytania, także z wymienionymi nazwiskami. Widać więc, że uczyniono wspólnym wysiłkiem bardzo wiele dla powstania, jednym słowem, fałszywej atrapy tomizmu, która skutecznie wypacza kolejne pokolenia filozofów i teologów na polskim odcinku.
UsuńA "Filozofia wieczysta w zarysie" x. Kwiatkowskiego?
OdpowiedzUsuńJest dobra, ale nie polecam kupować od Dybowskiego, bo to oszust. W internetach jest za darmo jako pdf.
UsuńJeśli wspominamy polskich teologów to nie możemy pominąć oczywiście x. prof. Macieja Sieniatyckiego, czy x. Zygmunta Goliana.
OdpowiedzUsuńJest taki cytat, :
OdpowiedzUsuń"Uderz Pasterza a rozproszą się owce"
...
Wielebny Księże Profesorze,
OdpowiedzUsuńBóg zapłać za odpowiedź na moje pytanie. Ta odpowiedź rozwiała moje możliwości co do kwestii spowiedzi. Proszę nadal o modlitwię o dalsze rozeznawanie powołania i wytrwanie - jeśli taka wola Boża.
Chciałbym spytać co Ksiądz sądzi o "Apologetyce totalnej" ks. Wincentego Kwiatkowskiego?
Z Panem Bogiem
Kleryk
Nie znam tej książki ani autora. Ciotka wiki podaje, że był powiązany z x. prymasem Wyszyńskim, a to niedobrze świadczy. A to, że stworzył swoją "apologetykę" akurat pod koniec V2 i to przy poparciu Wyszyńskiego, niestety budzi podejrzenia. Przypuszczalnie jest to modernistyczna "apologetyka" immanentystyczna przeniesiona na grunt polskojęzyczny.
UsuńCiekawe, czyżby był spokrewniony z x Franciszkiem Kwiatkowskim, czy to jedynie zbieżność nazwisk?
UsuńTo jest raczej tylko zbieżność nazwisk, ponieważ Wincenty pochodził z Kresów, natomiast Franciszek z Małopolski.
UsuńBóg zapłać za odpowiedź.
OdpowiedzUsuń