Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Burza przed ciszą?


Od około trzech tygodni (dokładniej od 2 lutego 2026 r.) trwa - przeważnie dość burzliwa - debata w kwestii zapowiedzianej sakry biskupiej w FSSPX oraz wydarzeń z tym związanych. Po zapowiedzi (2.II.2026) nastąpiło dnia 12.II. spotkanie między przełożonym generalnym FSSPX a kard. Victor'em Manuel'em Fernandez'em ("Tucho") na zaproszenie tego ostatniego. Ten ostatni wydał komunikat o spotkaniu, kilka dni po nim wydał komunikat także x. Pagliarani, zapowiadając odpowiedź na propozycję przedłożoną przez Tucho. W końcu 18.II.2026 został opublikowany list wierchuszki FSSPX (tzw. rady generalnej), odpowiadający na propozycję. Treść nie jest zaskakująca co do istoty, gdyż można było się spodziewać, iż oferta "dialogu teologicznego" w zamian za zawieszenie zamiaru konsekrowania biskupów nie zostanie przyjęta. Tym niemniej w liście jest zawartych kilka znamiennych szczegółów. 

Po pierwsze, jest mowa o tym, że już w 2019 r. x. Pagliarani wkrótce po objęciu swego urzędu pisemnie wystosował do Rzymu propozycję dialogu teologicznego z konkretnymi tematami oraz co do składu uczestników ze strony FSSPX. Istotne jest także to, iż przebieg obrad miał zostać opublikowany. To właśnie szczególnie nie spodobało się drugiej stronie i było chyba głównym powodem milczącego odrzucenia propozycji. X. Pagliarani liczył zapewne na to, że publiczna debata obnażyłaby publicznie obłudę strony rzymskiej czyli zdradę tradycyjnego nauczania Kościoła. Osoby w Rzymie przezornie nie dały się zwabić w taką pułapkę, stawiając na przeczekanie czyli zaistnienie obecnej sytuacji bliskiego zamiaru sakry biskupiej. 

Po drugie, dowiedzieliśmy się, że x. Pagliarani dwukrotnie prosił Leona XIV o audiencję, lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Po latach - chyba od 2019 r. - reakcja z Rzymu pojawiła się dopiero teraz - niemal natychmiast po zapowiedzi konsekrowania biskupów. Nasuwa się pytanie, jak to należy rozumieć. Są zasadniczo dwie możliwości: albo Rzym rzeczywiście chce dążyć do porozumienia, albo tylko udaje takie dążenie, a jedynie usiłuje stworzyć wrażenie, że za prawdopodobną schizmę będzie ponosić winę wyłącznie FSSPX. Zapewne osoby w Rzymie od dawna czekały na tę sytuację, by wreszcie - po dokonanej schiźmie - także oficjalnie przestać się zajmować sprawą lefebvrian. U wielu bergoglianistów, wojtylianistów, może także u niektórych ratzingerianów już strzelają korki od szampana, a jeszcze bardziej będą strzelały 1 lipca 2026 r. czyli w dniu dokonania sakry. Wreszcie będzie można uroczyście głosić, iż "tradycjonalizm" to schizma i nie-Kościół. 

A dlaczego Leon XIV nie zechciał przyjąć na audiencji x. Pagliarani'ego? Powodów może być kilka, a to może zachodzących równocześnie. Przede wszystkim, on zapewne także w tej sprawie słucha przede wszystkim bandy bergogliańskiej, która usiłuje go traktować jako swego, czyli jako wiernego czeladnika bergogliańskiego, winnego dozgonną wdzięczność za wyciągnięcie z buszu peruwiańskiego na watykańskie (i nie tylko) salony. Bandzie bergogliańskiej bardzo zależy na tym, by nikt jej nie przeszkadzał w dalszym forsowaniu "synodalności" tak jak oni ją rozumieją, choćby tylko z dalekiego tylnego siedzenia. Jeśli lefebvrianie będą w schiźmie, to wstydem okryci powinni być wszyscy trydenciarze, przepraszając żarliwie i przy każdej okazji za to, że żyją i mają czelność oddychać choćby tylko ciałem. 

Zapewne Leon XIV chciał też upokorzyć FSSPX, dając do zrozumienia, że nie chce ich widzieć na oczy, dopóki są niegrzeczni. Wiadomo, że taka audiencja byłaby wydarzeniem bardzo medialnym i prestiżowo wzmocniłaby FSSPX i ogólnie "tradziuchów" różnej maści, może z wyjątkiem sedewakantystów. Tego władze zarówno rzymskie jak też diecezjalne nie chcą, niezależnie od osobistego nastawienia samego Leona, a Leon póki co robi to, co mu każe banda bergogliańska na szczeblu zarówno centralnym jak też diecezjalnym. 

Oczywiście jakąś rolę odgrywają także osobiste sym- czy antypatie sprawującego urząd Piotrowy. Jeśli jest antypatia, to raczej nie tak silna jak bergogliańska, lecz bardziej racjonalna. Wspólnoty duchownych w liczbie prawie 800 na całym świecie wraz z pięcioma dość pełnymi seminariami duchownymi oraz kilkoma powiązanymi klasztorami tętniącymi życiem o tyle nie można lekceważyć, że pokazanie się publiczne z ich przełożonym byłoby oczywistym dowartościowaniem, a nawet swoistym poparciem. Wygodniej jest więc quasi ignorować w pozie obrażonej i niezainteresowanej. 

Jest bardzo mało prawdopodobne, by wysunięta przez Tucho propozycja "dialogu" była szczera. Wszystko wskazuje na to, że chodziło jedynie o następne zagranie na przeczekanie. Było wiadomo, że raczej wcześniej niż później FSSPX będzie w sytuacji - przynajmniej subiektywnie odczuwanej - konieczności sakry biskupiej. Trzeba by być zupełnie naiwnym, by myśleć, iż FSSPX będzie gotowe na porozumienie teologiczne, tym bardziej na uznanie Vaticanum II i Novus Ordo. Z kolei FSSPX otwarcie głosi, że czeka na nawrócenie Rzymu w znaczeniu odrzucenia Vaticanum II i Novus Ordo. Nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście wierzą w taką możliwość. Wygląda na to, że spodziewają się raczej przeniesienia Stolicy Apostolskiej do Ecône względnie wyboru papieża ze swojego grona, wcześniej czy później. 

Co do propozycji x. Pagliarani'ego z 2019 r. warto zauważyć, że jakoś nie widać opracowania zaproponowanych tematów w formie publikacji po stronie FSSPX. A szkoda. Jeśli ludzie w Rzymie obawiali się debaty teologicznej, która by wykazała błędy soborowia i posoborowia, to by też milczeli wobec takich opracowań, co by oznaczało tryumf dla lefebvrian. W takim razie może także ze strony lefebvriańskiej nie chodziło o poważną debatę, lecz jedynie o spektakl medialny? 

Najbezpieczniej dla wszystkich stron byłoby przemilczenie dnia 1 lipca 2026 r. i przejście nad nim do porządku dziennego. Fakty są takie, że niezależnie od statusu kanonicznego sakry w FSSPX skłonności a nawet trendu czy wręcz ucieczki przekonanych, szczerych katolików ku tradycyjnemu nauczaniu Kościoła i ku tradycyjnej liturgii nie da się zatrzymać. Pod tym względem sytuacja jest o wiele lepsza niż w roku 1988. Rzym ma do wyboru: albo ignorować ten trend i udawać, że agenda soboro-bergogliańska jest przyszłością Kościoła, albo pogodzić się z rzeczywistością i porzucić uporczywe naleganie na mentalność trepa u katolików. Takim naleganiem mogą zdobyć najwyżej osoby z poważnymi deficytami intelektualnymi i charakterologicznymi. Historię Kościoły zawsze kształtowała mniejszość reprezentująca odpowiednią jakość duchową, intelektualną i moralną. Gdzie jest brak tej jakości, nie muszę chyba wskazywać (notabene: staram się tutaj wskazywać regularnie). 


4 komentarze:

  1. Do listu ks. Przełożonego dołączone są załączniki, z których jeden z nich analizuje kwestię ewentualnej schizmy. Wg tej analizy o schizmie nie ma mowy, bo wyświęceni biskupi nie mają i nowi też nie będą mieli żadnej jurysdykcji. Warto zapoznać się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki23 lutego 2026 12:07

      Jeśli nie będą mieli żadnej jurysdykcji, to na jakiej podstawie erygują kaplice i kościoły, udzielają święceń, bierzmują itd.?

      Usuń
  2. Szczęść Boże, mógłby Ksiądz napisać odpowiedzi na poprzednie posty dotyczące tematyki moralnej, które zostały opublikowane na blogu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwracam się z ponowną prośbą :)

      Usuń