Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Jak bezpiecznie czytać Pismo św.?


Pytanie jest słuszne, zwłaszcza obecnie, gdy wielu nawet duchownych zachęca wszystkich do czytania Pisma św. nawet bez przygotowania, co jest oczywiście sprzeczne z zasadami Kościoła Chrystusowego. Kościół nigdy nie zachęcał wszystkich do czytania Pisma św., lecz to jest pomysł protestancki. Studiowanie Pisma św. jest natomiast podstawowym obowiązkiem tych, których zadaniem jest nauczanie wiary katolickiej. 

W takiej sytuacji polecam więc:

1. Dobrą znajomość katolickich prawd wiary na podstawie tradycyjnego katolickiego katechizmu. Do jest pierwsze konieczne wyposażenie dla właściwego rozumienia Pisma św.

2. Posługiwanie się solidnym katolickim przekładem Pisma św., o co niestety jest obecnie dość trudno. Osobiście nie znam żadnego dobrego polskiego przekładu Pisma św., który mógłbym polecić bez zastrzeżeń. Muszę jednak zaznaczyć, że nie znam wszystkich dostępnych obecnie tłumaczeń. 

3. Posługiwanie się zarówno komentarzami jak też opracowaniami dobrych katolickich exegetów, takich jak chociażby x. Waldemar Chrostowski. Do niego też można zwrócić się o bardziej konkretne porady.

4. Czytanie nie dla ciekawości, lecz w nastawieniu modlitewnym, czyli w zamiarze słuchania tego, co Pan Bóg mówi dla zbawienia dusz, zwłaszcza dla mojej duszy. 

5. Prośba w poradę dobrego duszpasterza czy spowiednika w razie niejasności czy co do właściwego rozumienia. 

Jeśli ktoś ma czystą intencję, to Duch Święty będzie go chronił i prowadził ku zbawieniu duszy. Natomiast ten, kto szuka w Piśmie św. sensacji czy argumentów przeciw wierze katolickiej, ten niechybnie zejdzie na manowce. 

Droga Krzyżowa ulicami miast



Co do nabożeństwa tzw. Drogi Krzyżowej nie ma przepisów liturgicznych, ponieważ nie jest to nabożeństwo liturgiczne lecz paraliturgiczne. Tym niemniej także do takiego nabożeństwa nabożeństwa należy stosować zasady liturgiczne analogicznie i adekwatnie. 

Właściwym miejscem dla nabożeństw są pomieszczenia sakralne czyli poświęcone dla kultu Bożego. Wynika to z dwóch przyczyn:

- uczestnictwo w kulcie Bożym zarezerwowane jest dla katolików

- pomieszczenie sakralne zapewnia skupienie odpowiednie dla godnego sprawowania kultu

Owszem, tradycja liturgiczna Kościoła zna procesje jako część składową nabożeństw, jednak nigdy jako samodzielne nabożeństwo. 

Moda na Drogę Krzyżową po ulicach miasta wzięła się ze swoistej euforii po odzyskaniu wolności sprawowania nabożeństw w przestrzeni publicznej. Chodziło tutaj nie tyle o kult Boży i skupioną, godną modlitwę co raczej o manifestację (rzekomej) potęgi Kościoła oraz specyficzną formę tzw. ewangelizacji. Czy coś takiego rzeczywiście mogło przyciągnąć kogoś do wiary katolickiej i Kościoła, jest wątpliwe. Wiąże się z tym jakość takiego "nabożeństwa", wynikająca z poziomu stosowanych textów, które są z reguły lepiej czy gorzej wymyślone jako środek nauczania czy pouczania. Czy są tego jakieś dobre owoce pod względem zbawienia dusz, trudno powiedzieć. Na pewno nie przyciągnęło to mas do wiary katolickiej i Kościoła, choć oczywiście możliwe, że komuś przypadkiem przypomniało o Wielkim Poście i nadchodzących świętach. Najbardziej natomiast służyło samopoczuciu proboszcza czy innego duszpasterza, czyli dowartościowania jego umiejętności zgromadzenia ludzi i wyprowadzenia ich na ulice. To pomieszanie celu modlitewnego, który przecież zakłada wiarę, z celem pouczania i nauczania, jest typowe dla mentalności modernistycznej, a to kosztem przejrzystości Kościoła. 

Oczywiście nie twierdzę, że takie nabożeństwa nie mogą mieć dobrych owoców. Jeśli przez nie choćby jedna dusza zyskała jakąś pomoc, to warto coś takiego robić. Obawiam się jednak, że takie wydarzenia mogą być bardziej obciążone ludzką ambicją, a nawet zgorszeniem. Myślący człowiek wie, że takie wydarzenie jest skierowane ku tym, którzy nie uczęszczają do kościoła. Może poczuć się sprowokowany i to słusznie. Czy go to przyciągnie do wiary katolickiej i Kościoła? Raczej nie. 

Przejrzysty i uczciwy sens Drogi Krzyżowej ulicami miasta może być wtedy, gdy jest swoistą pielgrzymką do sanktuarium czy przynajmniej do kaplicy czy do krzyża choćby do cmentarza na terenie miasta i to jako procesja pokutna połączona z takim nabożeństwem. Tutaj nie jest istotny dzień tygodnia. Jest wtedy pewna analogia do rzymskich nabożeństw stacyjnych. Wtedy nie jest to pomysłowa prowokacja lecz szczera praktyka pobożna związana z miejscami kultu. 

Problem jest więc przede wszystkim w myśleniu duszpasterzy i osób odpowiedzialnych. Jeśli robią to jako prowokacyjną manifestację, to powinni być pewni, że tego pokrętnego zamiaru nie da się ukryć na dłuższą metę. Jeśli natomiast intencje są szczere i przejrzyste, to odniesie to na pewno dobre owoce. 


Czy Novus Ordo Missae jest rytem rzymskim?

Odpowiedź zależy oczywiście przede wszystkim od definicji rytu rzymskiego. 

W terminologii katolickiej określenie ryt ma dwa zasadnicze znaczenia:

- system obrzędów liturgicznych czyli prawnie ustanowiony porządek sprawowania sakramentów bądź jednego z nich

- system prawno-liturgiczny obejmujący zarówno liturgię jak przepisy dyscyplinarne, włączając może nawet zwyczaje kościelne. 

W pytaniu chodzi zapewne o to pierwsze znaczenie. Zaś z kontextu domyślam się, że chodzi zarówno o jakość teologiczną Novus Ordo jak też o jego związek czy relację z rzymską tradycją liturgiczną. 

Pod względem czysto prawnym Novus Ordo Missae został ustanowiony jako "zreformowany" obrzęd mszalny liturgii rzymskiej. Tym niemniej można pytać o jego zgodność zarówno (czysto liturgicznie) z dotychczasowym czyli tradycyjnym - niezakazywanym i nieusuwalnym - obrzędem Kościoła rzymskiego jak też a prawdami wiary katolickiej (czyli bardziej dogmatycznie). Rozumiem, że tego dotyczy trudność i wątpliwość. 

Tutaj oczywiście należałoby rozważyć szczegóły, choćby po krótce. 

Pod względem dogmatycznym Novus Ordo w sposób oczywisty reprezentuje oddalenie od prawd wiary katolickiej zarówno ściśle co do Sakramentu Eucharystii jak też ogólnie zwłaszcza w dziedzinie sakramentologii oraz eklezjologii (pojęcie kapłaństwa, stanu duchownego, struktury Kościoła itp.), aczkolwiek nie ma w nim zaprzeczenia wprost tym prawdom, a jedynie ich zaciemnienie i zrelatywizowanie poprzez dodanie elementów, które nie są katolickie przynajmniej co do pochodzenia (jak regularny udział świeckich, w tym także niewiast w funkcjach liturgicznych, upodobnienie - rzekome - do Ostatniej Wieczerzy, rugowanie oznak czci wobec postaci eucharystycznych itp.). 

Z tego powodu problematyczne jest nazwanie Novus Ordo "formą zwyczajną rytu rzymskiego". Ta nazwa wprowadzona przez Benedykta XVI w motu proprio "Summorum Pontificum" (2007) jest moim zdaniem ukłonem czy ustępstwem wobec twardogłowych fanów Novus Ordo, którzy są równocześnie zdeklarowanymi wrogami tradycyjnej liturgii rzymskiej, a którzy z całą pewnością stanowczo się sprzeciwiali i sprzeciwiając wolności dla tej liturgii (której zresztą nikt nie może odebrać). Innymi słowy: z moich informacyj wynika, że Benedykt XVI w swoim planie uwolnienia liturgii tradycyjnej napotkał na opór modernistów zarówno w Kurii Rzymskiej jak też w części konferencyj biskupów, którzy wręcz grozili buntem a nawet schizmą z powodu rzekomo zamierzonej przez papieża zdrady reform "soboru". Zresztą nazewnictwo nie jest istotne, nawet jeśli jest problematyczne. Istotne są rozwiązania prawne. 

Oczywiście bardziej prawidłowe byłyby określenia: tradycyjny ryt rzymski (dla liturgii tradycyjnej) oraz nowy ryt "rzymski" (dla Novus Ordo). Wtedy sprawa byłaby jasna. Temu powinien odpowiadać formalny status prawny, czyli przynajmniej zrównanie w prawach czyli całkowita wolność wyboru tradycyjnego rytu rzymskiego przez celebransa oraz prawo wiernych do uczestniczenia w liturgii sprawowanej w tymże rycie. To jest jedyna droga odzyskania wiarygodności Kościoła w dzisiejszych czasach i w ogóle. Jeśli dany ryt był sprawowany przez wieki, to nie może być zły czy błędny, a tym samym nie może zostać zakazany czy usunięty. 

Tej wolności dla rytu rzymskiego bardzo obawiają się twardogłowi moderniści, gdyż zauważyli, że młodzież traktująca na poważnie wiarę katolicką - zarówno duchowna jak świeccy - coraz bardziej zwraca się ku niemu. To poczucie zagrożenia doprowadziło do pontyfikatu bergogliańskiego, a w końcu do haniebnego jako że kłamliwego motu proprio "Traditionis custudes" (2021).