Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Jak szukać żony?


Odpowiedź jest właściwie prosta: dozwolone jest wszystko, co nie sprzeciwia się prawu Bożemu, zarówno naturalnemu jak i objawionemu w historii Zbawienia. Chodzi oczywiście zwłaszcza o sferę sexualną, pojętą w całości prawdy o człowieku i o drodze zbawienia dusz. 

Najpierw należy mieć na uwadze cel małżeństwa. Tutaj obecnie dominuje zamieszanie spowodowane modernistycznym wypaczeniem etyki małżeńskiej, oddalającym od tradycyjnego nauczania katolickiego. Rzekomo bardziej personalistyczne ujęcie doprowadziło do poważnego zafałszowania nawet pośród katolików, a to jest główną przyczyną zapaści demograficznej. 

Rdzeniem tego zafałszowania jest przeniesienie akcentu z rodzicielstwa na enigmatyczne "dobro małżonków", które w praktyce sprowadzane jest do wzajemnego egoizmu, który naturalnie traktuje potomstwo w najlepszym przypadku jako dodatek, zabawkę i luxus. W powszechnej mentalności współżycie ma służyć zaspokojeniu popędu i wzmocnieniu więzi małżonków, a nie wydaniu na świat potomstwa. Potrzeby i zachcianki małżonków traktowane są priorytetowo, a nawet nadrzędnie. Istota i cel powinności powinności małżeńskiej, jaką jest wydanie potomstwa, są praktycznie nieobecne w katechezie, kazaniach, publikacjach. Duchowni, nie chcąc się narazić na niechęć czy wręcz wrogość swoich owieczek, nie pouczają, nie zachęcają, nie napominają. Dla nich najważniejsze jest, by ludzie przychodzili do kościoła, więc chcą się przypodobać. 

Głównym kryterium w poszukiwaniu przyszłej małżonki i przyszłego małżonka powinno być właśnie kryterium rodzicielskie, mianowicie czy i na ile dana dziewczyna jest w stanie być dobrą matką, a dany chłopak czy mężczyzna dobrym ojcem. W tego zakres wchodzą właściwości różnego rodzaju, począwszy od cech charakteru, aż do zdolności wypełniania obowiązków domowych, a w przypadku mężczyzn także utrzymania rodziny. 

Najważniejsze jest oczywiście pierwsze kryterium, gdyż stanowi podstawę wszystkich innych. W pewnym sensie jest ono nawet ważniejsze niż religijność, gdyż jest także fundamentem religijności, który w ujęciu katolickim jest częścią cnoty sprawiedliwości (wbrew fałszywemu modernistycznemu ujęciu pobożności jako skłonności do wzniosłych, mniej czy bardziej obłudnych przeżyć). 

Tutaj cechy są zarówno wspólne czy jednakowe dla mężczyzn i niewiast, jak też różne. Męskość jest słusznie w języku polskim (i też np. greckim) powiązana z męstwem, lecz męstwo w znaczeniu właściwym - jako łacińskie fortitudo - jest nieodzowną cnotą także dla niewiastości. Ileż męstwa trzeba, by wziąć na siebie trud wielomiesięcznego noszenia dzieciątka w łonie, ból rodzenia, uciążliwość opieki nad niemowlęciem, wychowanie wczesne, codzienne mycie, sporządzanie posiłków, pranie, sprzątanie, nie bacząc na wdzięczność czy niewdzięczność? 

Męstwo męskie także wymaga gotowości podjęcia trudu codziennego i zapewnienia bezpieczeństwa dla małżonki i potomstwa, kosztem własnej wygody, komfortu, potrzeb i zachcianek. 

Natomiast w obecnej prymitywnej kulturze wizualnej dominuje oczekiwanie piękna ciała i to jest główna przyczyna fałszywych wyborów zarówno co od własnego przygotowania do małżeństwa jak też wyboru kandydata czy kandydatki. Oczywiście pewne wrażenie estetyczne ma także swoje wrażenie, gdyż wygląd zewnętrzny świadczy o stylu życia i priorytetach. Forsowane przez tzw. kulturę masową i modę wzorce zafałszowują zdrowe myślenie także w tej dziedzinie. Tutaj dość ważnym sygnałem jest ubiór, aczkolwiek inaczej niż to jest przeważnie ujmowane: pogoń za modą w ubiorze nawet kosztem zdrowego rozsądku i wbrew naturze męskiej czy żeńskiej świadczy nie tylko o braku racjonalności, lecz także o słabości charakteru. 

Bardzo ważnym, wręcz nieodzownym elementem poszukiwania i badania jest zapoznanie się z rodziną ewentualnego kandydata czy kandydatki. I to nie pod względem zamożności czy wykształcenia, aczkolwiek zwłaszcza to drugie ma pewne znaczenie dla kompatybilności małżeńskiej. Istotna jest tutaj przede wszystkim relacja między ewentualnymi teściami, ich wzajemny szacunek, wierność, także uczciwość w sensie ogólnym, zdrowa religijność odpowiednia dla stanu. Jeśli w danej rodzinie nagminna jest niewierność, oszukiwanie, egoizm, materializm itp. to - zgodnie z porzekadłem o jabłku i jabłoni - nie należy się spodziewać cudu w charakterze osoby, która zauroczyła swoim wyglądem, zdolnościami, majętnością itp. Przebywanie z rodzicami czy rodziną danej osoby daje o wiele więcej poznać tę osobę niż np. wspólne wakacje. Dotyczy to także sytuacji, gdy dana osoba odcina się od swojej rodziny ze słusznych powodów. 

Z całą pewnością błędne jest też liczenie na to, że po zawarciu małżeństwa dana osoba zmieni się radykalnie na lepsze, że on przestanie pić czy ćpać, wydawać pieniądze na swoje zachcianki i rozrywki, a zacznie uczciwie pracować, że ona przestanie szukać przygód z mężczyznami, zacznie lubić prace domowe i dzieci itp. Zwykle dzieje się dokładnie odwrotnie, może nawet mimo szczerych chęci poprawy i obietnic. Owszem, małżonkowie mają wzajemnie na siebie wpływ, a powinni sobie pomagać ku poprawie. Poprawa wymaga jednak stanowczej siły woli i systematycznego, długotrwałego trudu, a nie tylko okazyjnych dobrych chęci. Jeśli ktoś się zmienia w małżeństwie, to raczej przez życie codzienne. Samoczynna zmiana, która dokonuje się bez trudu, jest częściej zmianą na gorsze niż na lepsze. 

Temat jest oczywiście bardzo szeroki, nie sposób do wyczerpać w krótkim z konieczności wpisie. Może się wydawać, że są to porady czysto zdroworozsądkowe. W tym właśnie tkwi ich katolickość i to właśnie tradycyjna. Najgroźniejszym wrogiem katolicyzmu nie jest ani ateizm ani amoralność lecz brak zdrowego rozsądku i rozumności, co przekłada się na codzienne postawy, wybory i zachowania. 

Dlatego właśnie na koniec jeszcze jedna istotna rada: nie kierować się jedynie "sercem" czyli własnym uczuciem lecz szukać porady u innych osób, zarówno z rodziny i pośród przyjaciół, jak też rozsądnych duszpasterzy. Oczywiście nie po to, żeby ślepo poddać się opinii, lecz żeby uwzględnić ich zdanie przed dokonaniem wyboru. Wybrać musi się samemu. 

I jeszcze na koniec: modlić się o dobrą małżonkę czy dobrego męża. Pan Bóg na pewno pomoże. Moja śp. Babcia mówiła: "moja córka gorliwie się modliła o dobrego męża i dlatego takiego ma". I to nie jest jedyny przypadek, który znam. Pan Bóg zawsze dopomaga, jeśli człowiek pragnie spełnić Jego plan, nie tylko ogólnie i abstrakcyjnie, lecz konkretnie i praktycznie. 

9 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że odpowiedź jest już zawarta we wpisach na blogu:
    " "Oraz, że cię nie opuszczę" czyli rzecz o regule małżeńskiej " (zwłaszcza rozdział 1),
    " Jak teologia ocenia tzw. związki w młodzieńczym wieku? ".

    OdpowiedzUsuń
  2. Bóg zapłać przewielebny Księże za pisanie prawdy takiej, jaka ona jest!!

    Napiszę tylko jeszcze odnośnie tego, co zawarte w akapicie dziewiątym, że dodałbym to, co Ksiądz napisał już w innym wpisie na ten temat, że zdarzają się oczywiście wyjątki, przez co nie należy zawsze odrzucać kogoś tylko ze względu na to, jakich ma rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy wspólne wakacje mające na celu lepsze poznanie się, są w ogóle możliwe bez stwarzania bliższej okazji do grzechu oraz bez wywoływania zgorszenia wobec innych?

    OdpowiedzUsuń
  4. Głupoty a'la ks. Bańka. "Współczesna etyka małżeńska jest przyczyną zapaści demograficznej". Jedna, wielka bzdura, którą i ks. Bańka głosi. Przyczyny są inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro krytykujesz to warto wymienić jakie masz na myśli

      Usuń
    2. To prawda, jako jeden z powodów, przynajmniej jeśli chodzi o rodziny katolickie. Ksiądz miał zapewne na myśli Polskę. A jeśli nie, to faktycznie raczej nie jest to główna przyczyna w Japonii, Chinach, Korei Południowej, Tajlandii, czy w Tajwanie.

      Usuń
    3. teologkatolicki3 marca 2026 17:07

      Zapaść demograficzna wynika konkretnie z dwóch czynników: tzw. emancypacja niewiast (praca zawodowa, kariera, wygoda) oraz antykoncepcja. Wymienione kraje są pogańskie, więc nie należy się dziwić, że idą ślepo. Natomiast od katolików należałoby się spodziewać znacznie większej zgodności z prawem naturalnym, a tego właśnie brakuje. Ten brak skrajnie się zaostrzył za pontyfikatu bergogliańskiego, który był dziełem hierarchów sprzeciwiających się nauczaniu nawet "Humanae vitae" i "Veritatis splendor", nie mówiąc nawet o tradycyjnym nauczaniu Kościoła. Bergoglio czynił wszystko, by wyrzucić do kosza nawet resztki katolickiego nauczania o małżeństwie i rodzinie. Konkretny dowód to wrogie przejęcie Papieskiej Akademii życia przez fanów wolności antykoncepcji i aborcji.

      Usuń
    4. Widzę zmianę zdania. Wcześniej za niską dzietność odpowiadała współczesna etyka małżeńska, a teraz praca kobiet i antykoncepcja. I znów bzdury. Kto chce znać fakty niech przeczyta książkę demografa Mateusza Łakomego „Demografia jest przyszłością” lub obejrzy jego wystąpienia na youtubie. Sporo ich. Ponadto przyczyny kryzysu omawiają Mateusz Łakomy i Ariel Drabiński w filmie pch24.pl „Polska się wyludnia” . GŁÓWNE przyczyny są dwie. 1. Nie tworzą się związki . Za PRLu 10 % kobiet ,nie weszło w związek małżeński/konkubinat. Obecnie 30% kobiet z rocznika 1981 nie weszło w związki i nie miało dzieci. Tendencje te rosną. Wg prognoz banku Morgan Stanley w 2040 roku 40% kobiet w USA nie będzie miało męża/partnera i będzie bezdzietna. 2. Drugą przyczyną są kwestie socjalne. Problemy z mieszkaniem, stałą pracą, niepewność jutra tzw. prekariat. Co do kwestii pracy kobiet. Za PRLu kobiety pracowały i jakoś przyrost naturalny był. Praca kobiet ma związek z demografią wg Mateusza Łakomego w taki sposób, że jak rynek pracy daje możliwość pracy na część etatu kobiety chętniej rodzą dzieci. W Polsce rynek pracy jest tak skonstruowany, że ciężko znaleźć pracę na część etatu. Poza tym praca kobiet jest dziś koniecznością ,a nie fanaberią jeśli chce się mieć rodzinę. Obecnie praca zawodowa przy 2 dzieci to nie problem, a na więcej ludzi nie stać. Co do antykoncepcji. Należy sobie odpowiedzieć ile procent dzieci za PRLu było nieplanowanych. Tzn. ile procent dzieci nie pojawiło się przez antykoncepcję. Wg demografa Mateusza Łakomego 15-20% dzieci za PRLu było nieplanowane więc taka liczba dzieci procentowo się nie pojawia więc nie jest to dużo. W Irlandii np. dzietność z 4 dzieci/kobietę spadła do 2 dzieci/kobietę na długo przed wprowadzeniem antykoncepcji więc jak widać teza z antykoncepcją jest chybiona. Natomiast antykoncepcja zapobiegła wielu aborcjom. Jak widać temat jest skomplikowany i gdybym miał go szeroko omawiać to musiałby być z godzinny wykład lub 10 stronicowy referat. A nie mam czasu i ochoty robić taki artykuł. Dałem namiary. Kto chce poznać fakty, ten pozna.

      Usuń
    5. teologkatolicki4 marca 2026 22:13

      To mają być fakty? Na jakiej podstawie? Bo ktoś jakąś książkę napisał lub zrobił film? To jest wróżenie z fusów.
      W PRL-u było znacznie biedniej, komuna wręcz nalegała na pracę niewiast, a jednak dzieci było więcej. I to komuna wprowadziła "planowanie rodziny" czyli de facto dzieci, żeby ograniczyć dzietność. Tak się składa, że od lat 60-ych to duchowni w ramach "soborowości" włączyli się w promowanie mentalności antykoncepcyjnej przez tzw. naturalne planowanie rodziny, którego celem było rzekomo zwalczanie zabijania dzieci nienarodzonych.
      Według "andrew" brak małżeństw zapewne też nie ma nic wspólnego z porzuceniem katolickiej etyki małżeńskiej... Bo tzw. wolne związki, czyli przygody dłuższe czy krótsze oczywiście też nie mają nic wspólnego z antykoncepcją i mentalnością antykoncepcyjną... Tak samo pogardzanie powołaniem niewiasty do macierzyństwa - czyli faktycznie parcie na pracę zawodową i karierę bez rezygnacji z uprawiania sexu - oczywiście również nie ma nic wspólnego z "nowoczesną" etyką małżeńską....

      Usuń