Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i dziedziny życia, lecz pozwala je poznać przez uporządkowanie i wartościowanie w świetle prawdy pochodzącej od Boga. Dotyczy to także życia samego Kościoła, czy to przekrojowo czy to w danym momencie historycznym.
Łatwo się domyśleć, co oznacza katolicyzm dialektyczny. Wprawdzie z punktu widzenia teologicznego jest to pojęcie wewnętrznie sprzeczne, ponieważ katolicyzm ze swej natury jest wewnętrznie harmonijny i spójny. Dlatego - dokładnie biorąc - należałoby w tym określeniu człon pierwszy ująć w cudzysłów: "katolicyzm" dialektyczny. Jednak dla uproszczenia pisowni oraz mając na uwadze, że chodzi o pojęcie socjologiczne, nie teologiczne, można cudzysłów pominąć.
W zjawisku, które chciałbym niniejszym naszkicować, nie chodzi o sprzeczność przypadłościową, czyli z niedomagania czy słabości, lecz systemową, to znaczy zamierzoną i chcianą przynajmniej o tyle, o ile jest świadoma, przyjęta i z własnym zaangażowaniem realizowana. Czym innym jest bowiem zwykła rozbieżność między wolą a czynem czy zachowaniem, między deklaracją a realizacją, czy nawet między poglądami a wprowadzaniem ich w życie, a czym innym chciane i zamierzone łączenie poglądów i zachowań sprzecznych, niezależnie od tego, czy ta sprzeczność jest dostrzegana czy nie (wiąże się z tym kwestia, czy jest wola bądź przynajmniej gotowość jej dostrzegania).
By uniknąć nużącej abstrakcyjności, będę mówił o konkretnych przykładach, dość szeroko znanych. To umożliwi każdemu czytelnikowi weryfikację i także samodzielną reflexję, być może nawet na podstawie źródeł, które dla mnie w obecnej chwili są nieznane czy niedostępne.
Chemik - fałszywy subdiakon
Jest to postać szeroko znana, nie tylko w środowiskach tzw. indultowych. Łukasz Wolański zaczął swoją karierę medialną dość wcześnie, nie przypadkowo akurat w antykatolickim "Tygodniku Powszechnym" i to wypowiedzią, która promuje i w sposób perfidny, pod pseudopobożnymi pozorami, forsuje stosowanie tzw. szafarzy:Tak oto ówczesny 20-latek, widocznie cieszący się poparciem kogoś ważnego, zabiera głos w "dyskusji", opowiadając się po stronie skrajnego modernizmu, zacierającego różnice między stanem duchownym, powołanym w Kościele do sprawowania i szafowania sakramentów, a stanem świeckim, którego właściwym zadaniem jest życie rodzinne i zawodowe.
Wkrótce wkręcił się do środowiska indultowego we Wrocławiu, być może z inspiracji i poparcia swego protektora bpa Stefana Cichego, który jako profesor liturgiki w Katowicach sprawował tam tzw. indult i rozwiązał "problem" w taki sposób, że wierni wkrótce się zniechęcili i rozproszyli, co widocznie było zamierzone. Wolański tak oto się zaprezentował:
Czyżby się nawrócił na katolicyzm? Wręcz przeciwnie. Otóż przyjąwszy tzw. posługę akolitatu, zaczął się domagać regularnej posługi dla świeckich tzw. akolitów, czyli traktowania ich quasi jako zwyczajnych szafarzy Eucharystii, skoro mają planowo i regularnie pełnić tę funkcję.
Przebierańcy w natarciu
Warto zauważyć, że to grono dość otwarcie przyznaje, że chodzi o zainstalowanie zwyczajów. Czyli nie jest istotne, co mówią przepisy liturgiczne, bo my wprowadzamy zwyczaj i w ten sposób nawet ewidentne nadużycie sprzeczne z rubrykami ma się stać prawomocne, jak w wypadku nielegalnego pełnienia funkcji ceremoniarza biskupiego przez świeckiego i to przebranego w sutannę prałacką:
Chemik w odmętach helleryzmu
Istotne jest natomiast, że praca habilitacyjna x. Grygiela spotkała się z miażdżącą krytyką ze strony postronnego profesora filozofii, który określił to dosadnie - ale zupełnie bez przesady i z obszernym uzasadnieniem - "udawanym filozofowaniem". Właściwie należałoby to określić jeszcze dobitniej. Można to uzasadnić niemal na każdym kroku, począwszy chociażby od tak bzdurnej, że aż groteskowej i nie wymagającej komentarza wypowiedzi, redukującej naukowość do nauk przyrodniczych (źródło tutaj):
Jeszcze bardziej niepokojące i wręcz skandaliczne są poglądy x. Grygiela dotyczące bardziej bezpośrednio tematów teologicznych. Na kilka spraw zwracałem już uwagę, jak
- postulowanie dopasowania liturgii do "postępu" nauk przyrodniczych (tutaj)
- herezja fideizmu (tutaj)
- obrona negacji istnienia diabła (tutaj)
Dodać należy jeszcze utożsamianie Bożego Objawienia z Pismem św. i zupełnie bezkrytyczne - wręcz naiwne i nienaukowe - podejście do teorii ewolucji i w związku z tym podważanie prawdy o grzechu pierworodnym (od ok. min 30):
1. neguje uświęcenie przez łaskę (w katolickim rozumieniu działanie łaski nie wyłącza działania ludzkiego)
2. twierdzi, że człowiek "sam z siebie" może coś zrobić (to jest pelagianizm, nie katolickie rozumienie uczynków człowieka ku zbawieniu)
3. twierdzi, że Kościół jest ludzki (w rozumieniu katolickim Kościół jest bosko-ludzki).
Ponadto x. Grygiel twierdzi, jakoby dopiero po napisaniu Pisma św. chrześcijaństwo wchłonęło myśl grecką o Logosie. Widocznie nie zna Ewangelii św. Janowej, szczególnie jej Prologu (który odmawia na końcu każdej Mszy św. w liturgii tradycyjnej), i tym samym popisuje się ignorancją na poziomie najwyżej szkoły podstawowej.
Swoje poglądy w postaci "teologii ewolucyjnej" zaprezentował także szerzej, co już niegdyś zanalizowałem (tutaj).
Nie trudno zauważyć, że x. Grygiel w sztuce "udawania" nie odbiega od swojego mistrza o ewidentnie antykatolickich i antychrześcijańskich poglądach (więcej tutaj i tutaj), aczkolwiek mu jednak (jeszcze) nie dorównuje.
Zaś do pomocy w duszpasterstwie dołączył do niego pewien ex-paulin, który swoją "mądrość" życiową wyraża publicznie w następujący sposób (przepraszam za oryginał typowo wulgarny):
Festiwal niechrześcijańskich korzeni
Według rozpowszechnionej obecnie maniery, o. Gołaski zwracał się do zmarłego w drugiej osobie, tak jakby zmarły bezpośrednio widział i słyszał, co jest po prostu nieprawdą i wprowadzaniem ludzi w błąd, i to o charakterze okultystycznym.
Co do treści było nie lepiej. Była mowa
- o duszach nieśmiertelnych, które lgną do "nieskończoności",
- o tym, że zmarły w festiwalu zbudował "most" do "nieskończoności",
- że my pójdziemy do zmarłego, który jest w "nieskończoności",
- że zmarłemu "niebiosa" zesłały chorobę, na którą przedwcześnie zmarł.
Nie było ani słowa o Bogu, ani o wieczności, ani o sądzie, ani o znaczeniu i wartości modlitwy za dusze zmarłych itp.
Co do zasadniczych tez o. Gołaskiego należy zauważyć:
1. Powiedzenie, że zmarły jest w "nieskończoności", oznacza pomylenie wieczności z nieskończonością, jeśli kaznodzieja uważa (wszystko na to wskazuje), iż zmarły przeszedł do rzeczywistości boskiej. Oznacza to pośrednią negację zarówno bezpoczątkowości rzeczywistości boskiej (Bóg jest wieczny w tym znaczeniu, że nie ma początku i nie ma końca, czyli jest bezpoczątkowy i nieskończony), jak też istnienia nieskończoności bez Boga czyli piekła (który oczywiście ma początek). Nawet jeśli kaznodzieja uważał, że może zastąpić słowo "wieczność" słowem "nieskończoność", to się grubo pomylił. Wystarczy znać elementarz teologii katolickiej by wiedzieć, że każde stworzenie duchowe (jak aniołowie i dusze ludzkie) nie ma końca w tym znaczeniu, że jest nieśmiertelne, choć ma początek. Tym samym teologicznie fałszywe i niedopuszczalne jest mylenie wieczności - czyli rzeczywistości bez początku i bez końca - z rzeczywistością stworzeń duchowych. Według nauczania Kościoła zmarły jest w rzeczywistości wiecznej (czyli ponadczasowej), a jego dusza jest nieskończona - w znaczeniu nieśmiertelności - już za życia ziemskiego (choć nie jest nieskończona w znaczeniu nieograniczoności).
2. Powiedzenie, że po życiu doczesnym dojdziemy do nieskończoności, potwierdza pomylenie z wiecznością czyli rzeczywistością Boga (skoro kaznodzieja uważa, iż zmarł przeszedł do rzeczywistości Bożej). Według wiary katolickiej jest istotna różnica między rzeczywistością Boga a rzeczywistością duchowych bytów stworzonych, które są nieśmiertelne i w tym znaczeniu nieskończone, choć mają początek i tym samym nie są wieczne.
3. Mówienie ogólnie o "nieskończoności" bez odróżnienia między nieśmiertelnością z Bogiem (czyli niebem) a nieskończonością bez Boga (czyli piekłem) jest fundamentalnym zakłamaniem katolickiej eschatologii.
4. Twierdzenie, że zmarły jest w nieskończoności, do której dojdą żyjący, oznacza w świetle eschatologii katolickiej również brak odróżnienia między niebem i piekłem. Tym samym jest to albo bezpodstawne twierdzenie, że zmarły jest w niebie, albo nie mniej bezpodstawne twierdzenie, że żyjący znajdą się w piekle.
5. Powiedzenie, że "niebiosa" zesłały zmarłemu chorobę jest albo wprost bluźnierczym przypisywaniem Bogu zła, albo nie mniej bluźnierczym twierdzeniem, że szatan jest w niebiosach.
Wobec takiej treści i takiego ducha nie dziwi zachowanie uczestników festiwalu w świątyni katolickiej, które nie licuje nawet z dobrym wychowaniem i zasadami kultury w miejscu publicznym:
Sam szef festiwalu ujawnia, że tworem tych kręgów są tzw. warsztaty Ars Celebrandi w Licheniu:
Od przystanku Owsiaka do KAI-u
(źródło tutaj)
Obecnie jest redaktorem w Katolickiej Agencji Informacyjnej, czyli w oficjalnym organie konferencji biskupów, który jest de facto tubą kręgów modernistycznych i katolewackich. Wynika to już z korzeni tej instytucji, gdyż została stworzona swego czasu przez biskupa Józefa Życińskiego, którego współpraca z komunistyczną bezpieką została wykazana (TW Filozof). Także jego poglądy zostały zdemaskowane jako antykatolickie i wręcz ateistyczne (sprawa ks. Adama Gardyasza). Notabene x. Życiński był blisko powiązany z x. Hellerem (dowody tutaj i tutaj), mistrzem x. Grygiela, o którym było wyżej. Pierwotna ekipa KAI, zwłaszcza w osobie szefa Marcina Przeciszewskiego, wciąż kontroluje tę instytucję. Jak to możliwe, że zwolennik liturgii tradycyjnej zostaje pracownikiem takiej redakcji? Odpowiedź staje się jasna, gdy się weźmie pod uwagę, że Gospodarek jest także jedną z głównych postaci - aczkolwiek bardziej zakulisowo - zarówno festiwalu w Jarosławiu jak też warsztatów w Licheniu.
Akapowa demoralizacja

będąc w seminarium dopuścił się wręcz diabelsko bluźnierczego żartu posługując się figurkami Matki Bożej i św. Józefa (imitowanie sexu oralnego).
Z tego środowiska wywodzi się miesięcznik, który próbuje podbić rynek młodzieżowo-katolicki:
Nietrudno znaleźć antykatolicką propagandę uskutecznianą pod czujnym okiem red. naczelnego, o czym pisałem już w innym miejscu i tylko wklejam wraz ze źródłami:
Te uwagi odnoszą się do następujących wypocin, oddających widocznie linię ideową pisemka, wybitnie antykatolicką:
Dochodzą typowo protestanckie twierdzenia,
- że całe Boże Objawienie jest zawarte w Piśmie św.:
- że rozumowo nie można poznać istnienia Boga:
Oto autor tych heretyckich bzdetów, jeden z redaktorów pisemka:
Warto mieć na uwadze, że inicjator i opiekun tego przedsięwzięcia, x. Dawid Tyborski, jest byłym (czy tylko byłym?) protestantem. Jak zakłamane jest to towarzystwo świadczy też chociażby "dyskusja" w temacie, gdyż delikwent nawet swoim przyjaciołom nie podaje jasno faktów:
A widocznie nadal nie wyleczył się z herezji, skoro chwali się zażyłością z dominikaninem "charyzmatykiem", który głosi dość prymitywne herezje (więcej tutaj):
I też z innym głoszącym ewidentne herezje i bzdety (więcej tutaj):
Uzupełnienie (czerwiec 2021): nawet odnośnie skandalicznego, wręcz rynsztokowego wywiadu tego heretyka i zwodziciela (więcej tutaj), akapowy delikwent rozpływa się w podziwach (źródło tutaj):
Dowodem na jego heretyckie, skrajnie modernistyczne poglądy jest uporczywe nazywanie protestanta "biskupem", a protestantów "kościołem", co podlewa pseudopobożnym sosem:
Drugi duchowny związany na stałe z pisemkiem "Adeste" ma też dość ciekawe powiązania, mianowicie z duchownym z Łodzi uprawiającym okłamywanie na użytek islamizacji:
Od satanizmu do talmudyzmu - po drodze przez...
Szczególnie jaskrawym przypadkiem jest Sergiusz Orzeszko. Jako kolega Grzegorza Śniadocha z czasu studiów seminaryjnych dla ordynariatu wojskowego, poszedł w jego ślady do tradycyjnego Instytutu Dobrego Pasterza (IBP). O swojej historii nawrócenia - jak się potem okazało wątpliwego - opowiadał przejmująco, pełniąc rolę drugiej gwiazdy Tradycji w Polsce po swoim koledze, x. Śniadochu (wyświęconym w 2008 r.):https://www.youtube.com/watch?v=fqnRf0NkTFA
Nie ulega wątpliwości, że łączyło ich więcej niż koleżeństwo z czasów seminarium, co widać w licznych śladach w internecie:
Sergiusz otrzymał święcenia prezbiteratu w 2012 r., co jeszcze bardziej wzmocniło jego sławę i popularność. Po niedługim czasie opuścił IBP i wstąpił do Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X (FSSPX), co zwykle świadczy o radykalizacji poglądów w sprawach kościelnych. Nieoczekiwanie w 2016 r. podano do wiadomości, że x. Orzeszko zostaje przeniesiony do Francji:
Fotki pochodzą z bieżącego roku 2020. Wiek dzieci świadczy o tym, że zostały spłodzone znacznie przed rokiem 2016. Czyli katolicy byli przez lata perfidnie oszukiwani...
Bractwo przed czego?
Jak widać, tajemniczej ceremonii przewodniczy założyciel i wódz "Bractwa Przedmurza" w asyście x. Grzegorza Śniadocha. Zaś "ceremoniarzem" jest główny organizator warsztatów "Ars Celebrandi" Tomasz Olszyński. Ministrant trzyma tajemniczą księgę z niewiadomym obrzędem, z całą pewnością niezatwierdzonym przez żadne władze kościelne - oprócz x. Śniadocha, który oczywiście nie jest żadną władzą kościelną. To jest oczywiście farsa i oszustwo, gdyż
Autorem tych słów w imieniu "Bractwa Przedmurza" jest sam Franciszek Podlacha. A kim on jest oprócz szefowania Bractwu? Oficjalnie nie było nic wiadome publicznie aż do niedawna. Otóż w związku z tzw. piątką dla zwierząt w jesieni obiegłego roku wystąpił bodajże w senacie w imieniu przedsiębiorców, co akurat jest chwalebne. Natomiast mniej chwalebne, a nawet skandaliczne jest wielokrotne posługiwanie się przez niego pojęciem "ubój religijny", które to pojęcie jest wynalazkiem talmudystów dla wybielenia barbarzyńskiego, żydowsko-muślimskiego rytuału zażynania zwierząt bez znieczulenia (więcej tutaj i tutaj):
Czy ktokolwiek zwrócił tym dużym chłopcom uwagę na to, że to, co robią wobec własnych rodzin (i nie tylko) jest prostą drogą do wpojenia przynajmniej ich żonom i dzieciom choćby niechęci, jeśli nie wręcz nienawiści do wiary i Kościoła za to, że pod etykietką i pretextem katolicyzmu ich mężowie i ojcowie urządzają sobie urlopy od rodziny, czyli od obowiązków małżeńskich i rodzicielskich, i to z groteskowym hasłem obrony chrześcijaństwa przez bieganie po górach i lasach, tudzież dyskutowanie całymi dniami, jak należy to nadal robić?
Bóg? Honor? Rock'n'roll!
Dzięki swoistej mieszance narcyzmu i kokieterii udało się Ochmanowi zdobyć popularność głównie wśród młodzieży. Nie mając nawet ukończonych studiów - studiował teologię tylko niecały rok i chyba nie ukończył żadnych studiów - wypowiadał się i nadal wypowiada się, budując swoją popularność na tematach dotyczących wiary katolickiej i Kościoła. Przyznać trzeba z uznaniem, że treściowo jego wystąpienia przeważnie trzymają się ortodoxji katolickiej i przejawiają konserwatywne poglądy liturgiczne. Zdarzają się jednak niedorzeczne wypowiedzi, zdradzające skrajnie modernistyczne skrzywienie, jak ta, na którą już niegdyś wskazałem (błędnie wówczas mniemając, że skończył studia, o których niegdyś wspominał, a wygląda na, że nie skończył żadnych studiów):
Z powodu tak wylewnego wyznania wiary i pobożności, warto się przyjrzeć sprawie nieco bliżej. Tak się składa, że mam z nim pewne doświadczenie osobiste, aczkolwiek tylko internetowe.
Jako że zainteresowania co do grup społecznościowych się pokrywały, byliśmy nawet znajomymi przez jakiś czas. Potem dotarły do mnie jego zaplecowe wpisy na mój temat (na grupie, której nie byłem członkiem):
Po dłuższym czasie, gdy coraz częściej docierały do mnie pomówienia, jakobym nie miał inkardynacji i statusu kanonicznego, dla obrony swego dobrego imienia rozważałem podjęcie kroków prawnych przeciw znanym oszczercom. Jednym z nich był Ochman. On w typowy dla siebie bezczelny sposób szydził sobie i to dość wulgarnie:
Owszem, wrogów mi nigdy nie brakowało. Jednak nawet wśród nich trudno znaleźć kogoś, kto by jak Ochman ośmielił się puszczać w świat wyssane z palca kłamstwa, przy wykorzystaniu swojej popularności i wiarygodności u naiwnych.
Swoje oszczercze plotki usprawiedliwia w osobliwy i to ponownie w kłamliwy sposób:
No cóż. Żeby jako 3-letnie dziecko być w stanie posunąć się do tak podłego oszczerstwa i to odnośnie własnej matki, to trzeba mieć genialnie perfidny charakter. Co się widocznie nie zmieniło.
Post scriptum
Rychło pojawiła się reakcja Ochmana, najpierw zaplecowa:Podsumowanie - możliwe? konieczne? zbędne?
Jak zaznaczyłem na wstępie, opisane osoby są tylko przykładami, szczególnie jaskrawymi. Na szczęście nie stanowią one całości ani nie są reprezentatywne dla większości katolików szczerze przynajmniej zainteresowanych Tradycją Kościoła, zwłaszcza liturgiczną. Równocześnie są to osoby szczególnie exponowane, promowane i też samopromujące się, czy wręcz uzurpujące sobie pozycję wzoru czy nawet przywództwa. Na tym polega niebezpieczeństwo. Ryba psuje się od głowy. Skoro taka "elita" jest serwowana katolikom, to jest to zamach na ich dobrą wolę, wiarę i zasady moralne. Dlatego konieczne było niniejsze ostrzeżenie.Post scriptum
1.Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Oczywiście typowe dla tego grona, jak ta:
- czuję się świetnie pod każdym względem, zarówno psychicznie jak też somatycznie
- z całą pewnością nie popełnię samobójstwa, ponieważ jestem katolikiem i przestrzegam V przykazania.
Testament mam już dawno napisany :-)
2. Otrzymałem też ciekawe dopowiedzenie, które mówi samo za siebie:
Ile warte są "informacje" Ochman'a, to już wiemy dość dobrze.
Natomiast stronka ma według algorytmów facebook'a następujące powiązania:
3.
Odnośnie powyższych twierdzeń dotarły do mnie następujące sprostowania:
Od Ł. Wolańskiego:
Tydzień wcześniej się odgrażał - niby dorosły człowiek, a z przekorą przedszkolaka:
Oraz odnośnie działalności Traczyka w duszpasterstwie IBP:






































































































