Przykro jest patrzeć i słyszeć, gdy znani publicznie ludzie, z których poglądami zasadniczo się zgadzam - gdyż widać u nich, że generalnie chcą być wiernymi katolikami - notorycznie popełniają grzech niechlujstwa i fałszowania faktów. Takim przypadkiem jest niestety nawet Paweł Lisicki. Zhańbił się już kilka lat temu, gdy naiwnie a namiętnie powtarzał kłamstwa x. Dariusza Oko (więcej tutaj). Obecnie wprawdzie stara się jakoś prostować fałsze rozsiewane przez modernistów w kwestii judaizmu, jednak równocześnie popełnia ten sam kardynalny - i niewybaczalny w przypadku publicysty pretendującego do rangi autorytetu dla katolików - błąd, mianowicie powtarzanie podłapanego zabobonu, w tym wypadku podłapanego od sekty stehliniańskiej, która reprezentuje FSSPX w Polsce.
Chodzi o następującą wypowiedź, odnoszącą się do "deklaracji wiary" wydanej kilka dni temu przez przełożonego generalnego FSSPX, gdzie poruszona została także kwestia aktualności Starego Przymierza:
Pisałem o tej kwestii w odniesieniu do owego listu KEP (tutaj punkt 6 i 7). W skrócie: fałszem fundamentalnym zarówno u Jana Pawła II jak też w następnych wypowiedziach i dokumentach w kwestii judaizmu nie jest aktualność Starego Przymierza - gdyż ona jest teologicznie pewna, jako że Stare Przymierze zostało wypełnione w Jezusie Chrystusie i trwa w Nowym Przymierzu - lecz utożsamienie współczesnego judaizmu z religią Starego Przymierza, co jest quasi dogmatem owego judaizmu, a co jest nie do przyjęcia zarówno w świetle Nowego Testamentu jak też w świetle podstawowej wiedzy religioznawczej. Lisicki widocznie skrzętnie omija niniejszego bloga, gdyż zdarzają się w nim treści nieprzyjemne dla jego pewności siebie i samopoczucia.
Myślę, że teraz wystarczy zająć się fragmentem z "Evangelii Gaudium", na który wskazuje Lisicki. Oto on w wersji oryginalnej włoskiej (źródło tutaj; jak widać, za pontyfikatu bergogliańskiego niestety zaprzestano wydawania wersji łacińskiej czyli w urzędowym języku Kościoła):
A oto wersja polskojęzyczna, a jest to również text oficjalny, gdyż opublikowany na oficjalnej stronie watykańskiej:
Tutaj fałszem jest przede wszystkim tłumaczenie "il popolo" jako "naród". Fałsz jest oczywisty, gdyż po pierwsze, w czasach starotestamentalnych, a nawet aż do nowożytności nie było obecnie rozpowszechnionego pojęcia "narodu", po drugie język Kościoła zawsze odróżniał "populus" od "natio", po trzecie w języku Kościoła - także w tłumaczeniach na polski - jest mowa zawsze o "ludzie Bożym", nie o "narodzie Bożym".
Drugim fałszem, aczkolwiek sięgającym dalej, jest fałszywe tłumaczenie słynnego zdania z Listu do Rzymian 11,29, na co również już wskazałem odnosząc się do listu KEP. To fałszywe tłumaczenie na włoski zostało przejęte do oficjalnych dokumentów watykańskich, co jest oczywiście skutkiem odejścia od urzędowego języka Kościoła, jakim jest łacina. Gdyby oficjalne dokumenty trzymały się łacińskiej Biblii, to by taki fałsz nie był możliwy. Fałsz jest tutaj zarówno werbalny jak też merytoryczny, gdyż zmiana właściwego tłumaczenia "są bez żalu" (sine poenitentia) na "są nieodwołalne" ma poważne konsekwencje o tyle, że sprzyja, a przynajmniej umożliwia budowanie fałszywej ideologii o rzekomym trwaniu Starego Przymierza w judaiżmie. Taki to jest jeden z - zapewne zaplanowanych i zamierzonych - skutków używania języków narodowych zarówno w liturgii jak też w oficjalnych dokumentach: to jest wręcz zaproszenie do wszelkiego rodzaju fałszerstw, które są następnie łykane choćby bezwiednie nawet przez takich wykształconych a elokwentnych ignorantów jak Paweł Lisicki.
Trzecim fałszem jest już wspomniane fundamentalne kłamstwo, polegające na utożsamianiu współczesnego narodu żydowskiego z wyznawcami religii starotestamentalnej.
Czwarty fałsz dotyczy tłumaczenia "l'affetto che si è sviluppato" jako "serdeczne uczucie, jakie się pogłębiło". Jest to niby szczegół, jednak dość znaczący, gdyż rozwój nie jest pogłębieniem, ani odwrotnie.
Piąty fałsz jest już poważniejszy: "persecuzioni (...) che coinvolgono o hanno coinvolto cristiani" jest zmienione na "prześladowania (...), w których uczestniczą lub uczestniczyli chrześcijanie". Czym innym jest bycie zamieszanym w prześladowania, a czym innym jest uczestniczenie w nich. Zamieszanie czy włączenie oznacza, że ktoś inny je inspirował i prowadził. Natomiast uczestniczenie jest czymś więcej. Tym samym "tłumaczenie" polskie zarzuca chrześcijanom o wiele więcej niż oryginał włoski, który jest znacznie ostrożniejszy. Oczywiście nie pomniejsza to faktu, że brakuje doprecyzowania, o jakie prześladowania chodzi, kto je inspirował i prowadzi, z jakich pobudek i w jaki sposób. W takim sformułowaniu można bowiem pomieścić w miarę wszystko, co się może nie podobać żydom, jak np. zakaz posiadania ziemi, który obowiązywał przez długie wieki chyba we wszystkich krajach europejskich, nakaz słuchania kazań kapłanów katolickich w państwie kościelnym, ale także mordowanie Żydów przez nazistów, których motywacja z całą pewnością nie była chrześcijańska, choć wielu z nich było ochrzczonych. W każdym razie takie bicie w nieswoje piersi bardzo się podoba państwu położonemu w Palestynie i jego poplecznikom.
Numer 249 popełnia wprost fundamentalny fałsz, o którym już była mowa, gdyż zakłada, jakoby obecni żydzi byli "ludem Starego Przymierza" (tutaj tłumaczenie polskie znowu zafałszowuje na "naród"). Tym niemniej jest też powiedziane wprost, że Kościół nie może odwołać głoszenia Jezusa Chrystusa jako Pana i Mesjasza, co stanowi oczywiście sprzeczność, a co z kolei jest typowe dla całości bełkotów soboro-modernistycznych, których szczególnym wykwitem jest "nauczanie" bergogliańskie. Jeśli Jezus Chrystus jest Bogiem i Mesjaszem, a właśnie jako taki został odrzucony przez większość ówczesnych Żydów, które to odrzucenie jest fundamentem obecnego judaizmu, to w jaki sposób tenże judaizm może być religią ustanowioną przez Boga w Starym Testamencie? Na to pytanie nawet nie próbuje się odpowiadać, najwyżej zasłaniając się "tajemnicą", jak to czyni haniebny list KEP. Odpowiedź jest jednak dość prosta, gdyż wystarczy porzucić fałszywe założenie przejęte z tego judaizmu, jakoby on był kontynuacją Starego Przymierza.
Nasuwa się pytanie: skoro sprawa jest dość prosta, to dlaczego nawet taki Paweł Lisicki, który jest człowiekiem dość inteligentnym i oczytanym, leci na takie plewy, które mają więcej wspólnego z propagandą Rysiową i ignorancją lefebvriańską niż z rozumnym, trzeźwym, niezaślepionym czytaniem dość prostych textów zarówno biblijnych jak też watykańskich? Idźmy dalej.
Tutaj Lisicki znów zachwyca się "Deklaracją wiary katolickiej" autorstwa przełożonego FSSPX x. Davide Pagliarani'ego (którego nazwisko Lisicki uporczywie przekręca). Ze swojej strony słusznie zauważa treściowe nawiązanie do Listu do Hebrajczyków 8,13 (tego wskazania nie ma u x. Pagliarani'ego). Popełnia jednak kardynalny błąd polegający na wyrwaniu jednego zdania z jego kontextu zarówno bezpośredniego jak też dalszego, czyli w całości Pisma św. Innymi słowy: tego fragmentu z Listu do Hebrajczyków nie można właściwie zrozumieć bez całości Nowego Testamentu. Lisicki popełnia więc błąd taki sam jak moderniści bredzący o "nieodwołalnych darach łaski" - rzekomo na podstawie Listu do Rzymian - w oderwaniu chociażby od Listu do Hebrajczyków. Podejście teologiczne katolickie, a nawet już zdroworozsądkowe łączy w całość, która dopiero daje pełną prawdę odporną na fałsze z różnych stron. Konkretnie mówiąc: Pan Bóg rzeczywiście nie żałuje obietnic i darów, które dał niegdyś Izraelowi. Można też słusznie powiedzieć, że ich nie odwołał. To jednak nie jest cała prawda. Dla jej całości - tym samym "prawdziwej prawdziwości" - musi zostać dodane, że te obietnice i łaski zostały spełnione w Jezusie Chrystusie i jako spełnienie trwają w Kościele Chrystusowym, jednym, świętym, katolickim i apostolskim. W nim trwa wszystko to, co było doskonałe w Starym Przymierzu, i w tym znaczeniu to Przymierze trwa. Ono nie trwa natomiast i nie może trwać bez Chrystusa czy wręcz przeciw Niemu, gdyż wtedy traci swój właściwy sens i właściwą treść. W tym znaczeniu można mówić o przedawnieniu czy przestarzeniu Starego Przymierza, ale zawsze z dodaniem, że ono trwa w swojej istocie i prawdzie w Kościele, nigdzie indziej. Tego Lisicki - podobnie zresztą jak wielu innych pseudotradycjonalistych gwiazdorów internetowo-medialnych - nie rozumie, choć wystarczyłoby się uważnie wczytać w to, czego Kościół naucza od zawsze, a czego struktury oficjalne nie wypierają się także obecnie, choć to przemilczają i mącą przez pomieszanie z fałszywą ideologią żydowską.
Na koniec jeszcze coś znamiennego i zarazem wyjaśniającego:
Przyznam szczerze, że jestem w lekkim szoku, gdy Lisicki nie potrafi prawidłowo przytoczyć zdania, które należy do elementarza argumentów katolickich. Jeśli ktoś sili się na cytat łaciński, to powinien być w stanie go rzeczywiście podać. Lisicki jest z wykształcenia prawnikiem i musiał mieć na studiach przynajmniej podstawowy kurs łaciny. Ponadto od dekad obraca się w liturgii tradycyjnej (bywał nawet na sprawowanych przez moją skromną osobę Mszach św. w Warszawie, gdy tam jeździłem w zamierzchłych latach 90-ych XX wieku), czyta i wypowiada się w tematach teologii katolickiej. Zapewne dziesiątki razy jeśli nie setki zetknął się ze zdaniem "extra Ecclesiam nulla salus", które tutaj chce cytować. Dlaczego mu się to nie udaje? Zapewne, po pierwsze, z elementarnej ignorancji języka łacińskiego, gdzie słowo salus należy do podstawowego słownictwa, a po drugie z niechlujstwa czyli braku dbałości o istotne szczegóły. Generalnie odnoszę wrażenie, że on więcej mówi i pisze niż czyta. Być może nawet te jego taśmowo produkowane książki są pisane przez kogoś innego przynajmniej w istotnej mierze, a on zarządza jedynie ostateczną wersją. W każdym razie mamy tutaj kolejny przykład swoistego hochsztaplerstwa, czyli podawania jako rzetelnej wiedzy czegoś, co nie zostało rzetelnie zbadane i przemyślane. On tutaj niestety nie jest wyjątkiem, lecz tylko jednym z licznych przykładów, o których też już mi było dane tutaj pisać.
Nie spodziewam się, że te moje uwagi dotrą do niego. A nawet jeśli dotrą, to on będzie raczej robił wszystko, żeby je przemilczeć i zapomnieć. A to już byłby przejaw poważnej choroby duchowej, zresztą typowej zarówno dla modernistów jak też dla sekty stehliniańskiej i wszelkich innych sekt.
Odnośnie Księdza ostrego języka o którym Ksiądz wspomniał we wcześniejszym artykule:
OdpowiedzUsuń"Lisicki widocznie skrzętnie omija niniejszego bloga, gdyż zdarzają się w nim treści nieprzyjemne dla jego pewności siebie i samopoczucia." - to jest ocena bazująca na domysłach (albo Ksiądz trafi albo nie), a nie ostry język. I to mnie osobiście martwi, że Ksiądz tak postępuje. Przepraszam, musiałem to napisać.
I dziękuję za napisanie. Oczywiście dopuszczam możliwość, że się mylę. W takim razie proszę mnie wyprowadzić z błędu.
UsuńAle to Ksiądz wysuwa zarzut, i to Księdza odpowiedzialność, żeby mieć na to dowód. Nie znam p. Lisickiego, nie wiem co gra w jego sercu i sumieniu... zresztą...
Usuńże też Ksiądz nie widzi o co idzie gra... .
Jeśli nie widzę, to proszę mnie oświecić.
UsuńAleż to oczywiste że dla publicystów dla których publicznością i zarazem klientami są wierni FSSPX, nieprzyjemna jest krytyka FSSPX. Być w drużynie bractwa i zgadzać się z jego krytyką to byłby rodzaj schizofrenii.
OdpowiedzUsuń