Nie trzeba być wybitnym teologiem, by stwierdzić, że zacytowane zdanie jest absurdalne teologicznie, durne i przynajmniej heretyckie, jeśli nie apostackie, gdyż oznacza właściwie negację właściwego pojęcia grzechu pierworodnego.
To pojęcie (peccatum originale) ma bowiem określone znaczenie w teologii katolickiej. Rozpowszechnione tłumaczenie "grzech pierworodny" nie odpowiada dokładnie oryginałowi łacińskiemu, gdyż originale znaczy raczej "pierwotny". Chodzi o pierwotność w znaczeniu pierwszeństwa i początku, w pewnym sensie korzenia wszystkich innych grzechów. Pierworodność można uzasadnić o tyle, że może wskazywać na rodzenie się w tym grzechu. Wyraża to np. język niemiecki w słowie Erbsünde, które oznacza tyle co "grzech dziedziczny".
Nawet jeśli mowa o "drugim grzechu pierworodnym" pochodzi od Jana Karskiego, który nie był teologiem, to jednak jako człowiek wychowany jako tako po katolicku - choć w środowisku masońsko-piłsudczykowskim - i wykształcony powinien wiedzieć, czym jest grzech pierworodny i że mówienie o drugim takim grzechu jest absurdalne. Posłużenie się takim absurdem można niejako wytłumaczyć faktem, że Karski był żonaty z *ydówką, od której widocznie przejął wtórną ignorancję czy raczej perwersyjne przeinaczenie tego pojęcia katolickiego.
Zaś celem tej perwersji jest zapewne akcentowanie wyjątkowej wagi owego grzechu, przypisywanego oczywiście całej ludzkości, co jest równie absurdalne, gdyż stosunkowo niewielka część populacji świata miała choćby tylko styczność z tym, co *ydzi nazywają holokaustem czy shoah.
Jest to więc kolejny z niezliczonych przykładów na to, do jakiego upodlenia już choćby intelektualnego zdolni są ludzie oddani temu kultowi, za którym stoją bardzo konkretne i bezwzględne interesy, czego jesteśmy obecnie świadkami w Ziemi Świętej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz