Odpowiedź jest właściwie prosta: Dlatego dziedziczymy grzech pierworodny, ponieważ dziedziczymy naturę ludzką. Innymi słowy: grzech pierworodny jest wrodzonym - w znaczeniu dziedzicznym - składnikiem rodzaju ludzkiego. Równocześnie jest tak, że nie jest on pierwotny dla rodzaju ludzkiego i jego natury. On jest zranieniem natury stworzonej przez Boga, godzącym w jej naturalną doskonałość czyli świętość.
Pan Bóg oczywiście mógł uniemożliwić pierwszym rodzicom zgrzeszenie, ale musiałoby się to odbyć przez pozbawienie ich wolności (tzw. wolnej woli), a to by oznaczało pozbawienie ich pełni człowieczeństwa.
Wolność od grzechu pierworodnego jest możliwa jedynie na mocy przywileju, czyli nadzwyczajnej ingerencji Bożej w momencie stworzenia danego człowieka. Miało to miejsce w poczęciu Najświętszej Mariji Panny i było początkiem dzieła zbawienia w Jezusie Chrystusie, zapowiedzianego w Starym Testamencie.
Obarczenie grzechem pierworodnym nie oznacza konieczności grzeszenia osobistego. Mamy przecież sporo przykładów świętych, zwłaszcza młodocianych. Można zacząć właściwie od świętych Niewiniątek zamordowanych przez Heroda. One na pewno nie miały grzechu osobistego, a od grzechu pierworodnego zostały uwolnione na mocy swego męczeństwa.
W porządku Zbawienia grzechy osobiste, choćby były ciężkie, nie są przeszkodą. Przeszkodą jest brak nawrócenia czyli uporczywe trwanie w grzechu, czyli w stanie bez łaski uświęcającej. Także tutaj mamy wiele przykładów świętych, począwszy chociażby od św. Pawła, który przed nawróceniem pałał wręcz nienawiścią do chrześcijan i tym samym do Jezusa Chrystusa, i to uważając się za pobożnego żyda.
To nie życie bez upadku jest ideałem i celem samym w sobie, lecz dojście do szczęśliwości wiecznej mimo upadków, a po mozolnej walce o wierność Panu Bogu.

"grzech pierworodny jest wrodzonym - w znaczeniu dziedzicznym - składnikiem rodzaju ludzkiego. Równocześnie jest tak, że nie jest on pierwotny dla rodzaju ludzkiego i jego natury."
OdpowiedzUsuń- właśnie na tym polega zagwozdka. To, że dziedziczymy to jest jasne. To, że nie było tak od początku to też jasne. Bardziej chodzi o odpowiedź dlaczego zachodzi tu odpowiedzialność zbiorowa. Rodzice zgrzeszyli i dzieci ponoszą konsekwencje. Dla nie jednej osoby jest to niewystarczający argument.
To nie jest odpowiedzialność, lecz stan faktyczny (dług i zranienie). Odpowiedzialność wynika z własnej decyzji.
UsuńW jaki sposób wynika z własnej decyzji dziecka abortowanego, poronionego albo zmarlego niemowlaka, którego rodzice nie chcieli ochrzcić?
UsuńJa rozumiem dług, ponoszenie konsekwencji, ale nie każdy podjął w tym jakąkolwiek decyzję ani nawet nie miał możliwości jej podjęcia i trzeba to doprecyzować. Co za tym idzie trudno mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Nie jestem anonimowym z pierwotnego pytania.
Przecież oczywiste jest, że nie zachodzi tutaj odpowiedzialność.
Usuń