Czy kapłan ma prawo usunąć katolika ze świątyni?





Opisane zachowanie kapłana jest bezprawne, skandaliczne, bezczelne, aroganckie, potulne wobec władzy, a bezwzględne wobec katolików.

Publiczna świątynia katolicka nie jest prywatną własnością żadnego kapłana, ani proboszcza, ani biskupa, lecz konsekrowanym miejscem publicznego kultu Kościoła i w tym znaczeniu własnością Kościoła. Proboszcz czy rektor świątyni jest jedynie zarządcą nie swojej własności. Tym samym nie ma prawa dysponować w taki sposób jak gospodarz własności prywatnej, lecz jedynie zgodnie i w myśl prawa kościelnego, czyli według celu, jakim jest kult Boży oraz zbawienie dusz. 

W świetle prawa kościelnego kapłan katolicki nie ma prawa wykluczać kogokolwiek z udziału w liturgii, jeśli na tej osobie nie ciążą kary kościelne (interdykt, exkomunika) i jeśli dana osoba nie zakłóca ewidentnie sprawowania liturgii. Każdy katolik modlący się - zgodnie z przeznaczeniem miejsca - ma prawo przebywać w świątyni, także podczas liturgii.

Tzw. obostrzenia państwowe nie mogą być z punktu widzenia prawa kościelnego powodem wydalenia ze świątyni czy wykluczenia z liturgii. Ani kapłan, ani jakakolwiek władza kościelna nie ma prawa ograniczać liczby uczestników liturgii, i tym samym nie jest odpowiedzialna za liczbę osób obecnych. Państwo nie ma prawa tego wymagać od władz kościelnych, ponieważ byłaby to ingerencja w prawny porządek Kościoła czyli jego ustrój wewnętrzny.

W kwestii posłuszeństwa zarządzeniom władz każdy katolik odpowiada za siebie. Kapłan nie ma obowiązku i nie ma możliwości osobistego kontrolowania obecności kogokolwiek w świątyni według kryteriów narzuconych przez państwo. W razie prawnej konieczności - wynikającej z prawa kościelnego - może wezwać służby porządkowe. 

W dodatku sprzeniewierzeniem się obowiązkowi duszpasterskiemu jest pozostawienie wiernych bez Mszy św. i to niedzielnej. Jest to po prostu skandal, świadczący o braku elementarnego poczucia powinności wobec dusz wiernych. 

Na koniec relacja jednego z wiernych:



7 komentarzy:

  1. Nieudolna "władza" nawet nie potrafi skutecznie takiego "limitu" wprowadzić. Zgodnie z prawem świeckim, jest taka możliwość, ale WYŁĄCZNIE w drodze USTAWY, a nie żadnego bezprawnego "rozporządzenia", które NIE MA ŻADNEJ MOCY PRAWNEJ.

    Tak jest, w Polsce obowiązuje POZYTYWNY model rozdziału Kościoła od państwa.

    J. Stępień w swoim opracowaniu stwierdza, że:
    "Zasady poszanowania autonomii i niezależności Kościoła wskazuje, iż państwo, szanując odrębny system wartości, normy moralne oraz prawne organizacji religijnej, jaką jest Kościół katolicki, uznaje odrzucenie koncepcji jakiejkolwiek zwierzchności nad nim, a także dopuszcza samodzielność podejmowania decyzji w zakresie spraw wewnętrznych."

    OdpowiedzUsuń
  2. Ok 2 tygodni temu chciałem wziąć udział we Mszy trydenckiej w Warszawie (Kościół pw. Klemensa Hofbauera)i jak się okazało, był limit osób. Czy w takim wypadku należało stać pod drzwiami, czy wtedy przechodzą na mnie wszelkie łaski Mszy? Zapewne księża powołują się na zdrowie wiernych...Wobec tego od zeszłego tygodnia uczęszczam do Bractwa FSSPX, gdzie nie ma tego typu zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejście jest widzę indywidualne. Proboszcz mojej parafii, wstępnie stosował się do wytycznych, ale nawet w okresie największych obostrzeń jasno zakomunikował, że jeśli ktoś nie ma miejsca w kościele niech będzie przed Kościołem kapłani wyjdą aby udzielić Komunii Świętej, można umawiać się na spowiedz indywidualną jak kto chce niech dzwoni na plebanię.
      I co z tego przyszło. Największy oburz był ze strony katolików niedzielnych. W dni powszedni jak była garstka ludzi tak dalej jest. Do spowiedzi też nie szły tłumy.
      Za to znaleźli się tacy co zgłaszali i dzwonili na policję ze nie ma przestrzeganych zasad. Dzwonili też tacy do proboszcz co nawoływali do zniesienia tych obostrzeń. I jak tu nie zwariować jeśli nikomu nie idzie dogodzić.
      Teraz nawet nie sprawdza ilości wiernych i robi żadnego problemu. Znowu w innej parafii działania są wręcz odwrotne.
      Także jaką proboszcz na wiedzę i spojrzenie na te sytuacje tak też działa. Jesli wpada w skrajności to jest jak jest.

      Usuń
  3. Do anonima godz.11:57 Rozporządzenia są aktami szczegółowo określającymi zapisy ustawy, więc pała z wykszyknikiem za brak wiedzy w przedmiocie źródeł prawa w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozporządzenia są aktami szczegółowo określającymi zapisy ustawy, ale w ustawie nie ma takich zapisow.

      Usuń
  4. Nie dziwie się irytacji księdza , potrzeba roztropności a nie wystawianie Pana Boga na próbę w tych trudnych czasach. Doskonale wiadomo że Kościół tradycyjny jest na celowniku Szatana i ludzi oddanych szatanowi którzy chcą zniszczyć cywilizacje chrześcijańską. Wśród tzw wiernych znajdują się fałszywi wierni także donosiciele , agenci. Jeśli na mszę św. przyjdzie osób ponad limit, to policja będzie uderzać wpierw w kapłana dlaczego tyle jest i kara gotowa. A gdy wierni przychodzą ponad limit , to wyglądać to może też tak jakby wiernym nie zależało na kapłanie (których jest i tak mało) że policja ich ukara. W Krakowie FSSP np znalazło sposób i podwoiło ilość mszy świętych, jednak ja nie widziałem aby liczyli wiernych . Kosciół św. Anny w Nowym Targu jest malutki bo to kościół na cmentarzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu chodzi o to, żeby w tych chorych czasach trochę "pokombinować". I są Księża, którzy ewidentnie to potrafią. Jeśli ludzie domagają się Mszy Świętej i uczestnictwa to podwajać, potrajać, aby ci co chcą uczestniczyli. Pragną Sakramentu Spowiedzi to umożliwiać umawianie się choćby przez telefon. Wszystko się da, jeśli spojrzymy na ten cały bajzel całościowo i z kreatywnością.
      Wtedy nie ma obławy policji, nie ma telefonów, donosów i świętego oburzenia. A nawet jeśli będą to nie ma podstaw, żeby kogoś ukarać, bo limity są spełnione, urojone zasady przestrzegane.
      Oczywiście Ksiądz ma absolutnie rację, że "Tzw. obostrzenia państwowe nie mogą być z punktu widzenia prawa kościelnego powodem wydalenia ze świątyni czy wykluczenia z liturgii. Ani kapłan, ani jakakolwiek władza kościelna nie ma prawa ograniczać liczby uczestników liturgii, i tym samym nie jest odpowiedzialna za liczbę osób obecnych. Państwo nie ma prawa tego wymagać od władz kościelnych, ponieważ byłaby to ingerencja w prawny porządek Kościoła czyli jego ustrój wewnętrzny"

      Najgorsze w tym zdarzeniu jest to, że Ksiądz po prostu nie znał za bardzo reguł obostrzeń. Rodzina może siedzieć razem, a drzwi mogłyby być otwarte bo nie ma nigdzie ujęte, żeby były zamknięte. Widać bardzo zero-jedynkowe rozumowanie tych zasad. A przecież jeśli coś nie jest zakazane to jest dozwolone.
      Nie wiem jakie motywacje nim kierowały, ale mam nadzieję, że Pan Bóg da mu łaskę zrozumienia.
      W tych czasach liczy się spryt i musimy być jak te węże:
      "Bądźcie więc sprytni jak węże, ale nieskazitelni jak gołębie."

      Dzisiaj widzę jest takie patrzenie, że jest tylko białe, albo tylko czarne. Jest albo zakaz i nie ma nic poza tym, albo nie ma zakazu i robimy co chcemy. Jest już podział w samym Kościele na takich i takich. Obie strony leżą daleko od siebie w oparach totalnej skrajności. A przecież wierzę w Jeden, Święty i Apostolski Kościół.

      Usuń

Jakie są kryteria Kościoła w rozeznawaniu tzw. objawień prywatnych?

  Fenomen tzw. objawień prywatnych wprawdzie istnieje od początków historii Kościoła, a nawet od zarania ludzkości jako zjawisko obecne chyb...